Autorzy: Fruttero&Lucientini
Tytuł: Cienie Turynu
Cykl: komisarz Santamaria, tom 1
Tłumaczenie: Barbara Sosnowska
Data premiery: 02.09.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 504
Gatunek: literatura piękna / kryminalna
Carlo Fruttero i Franco Lucientini to włoski
duet, który w drugiej połowie XX wieku podbijał literacko Włochy. Wspólnymi
siłami tworzyli antologie, redagowali magazyny, pisali felietony i książki,
które najczęściej zawierały ostry komentarz społeczny. Nie inaczej było z ich
pierwszą powieścią - “Cieniami Turynu” wydanymi w 1972 roku, która zmieniła
postrzeganie gatunku kryminału na rynku włoskim. Ta powieść przeniosła kryminał
z literatury niskich lotów, prostej rozrywki, do wyrafinowanej literackiej gry,
w której zawrzeć można sporo komentarzy w tematach ówcześnie aktualnych. Rok
później książka doczekała się tłumaczenia angielskiego, a w 1975 roku trafiła
na ekrany. Polski czytelnik musiał jednak długo czekać, by móc poznać dzieło,
które rozsławiło markę F&L na cały świat - dopiero po pięćdziesięciu pięciu
latach od włoskiej premiery “Cienie Turynu” trafiły do polskich księgarni.
Turyn, lata 70. XX wieku, początek czerwca. To
jest TEN dzień. Podrzędny architekt Garrone czeka na TEN telefon, który ma
zmienić całe jego ciągle niedorastające do jego własnych oczekiwań życie. W
końcu będzie zamożny i rozpoznawalny - nie będzie musiał już żebrać o uwagę na
turyńskich eventach, to jego będą o nią prosić! Niestety. Późny wieczór zamiast
wystrzału szampana przynosi mu śmierć. Garrone ginie zamordowany własną
ekscentryczną rzeźbą, a emerytowany geometra jest świadkiem, gdy z okolicznej bramy
wybiega rozchełstana blondyna z podejrzaną rurą w ręce. To tym tropem podążać
będzie policja, ale już kolejnego poranka pojawi się drugi - właśnie zwolnione
ze służby u Anny Carli Dosio małżeństwo przynosi do komisariatu list skierowany
do przyjaciela Anny Carli Massima, w którym proponuje, by w końcu zamordowali
Garronego… To też trzeba zbadać! A skoro De Palma jest już zajęty badaniem
tropu blondynki, to komisarz Santamaria zostaje przydzielony do tego zadania.
„Nawet w dziedzinie udręk, pomyślał komisarz, konkurencja staje się coraz bardziej bezwzględna.”
Książka rozpisana jest dziesięć części, które
tytułowane są pierwszymi wyrazami rozdziału, który po nich następuje. Każda
część składa się z oddzielnie numerowanych rozdziałów, a każdy rozdział liczy
po kilka stron. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z
kilku perspektyw: oprócz rozpoczynającego wszystko Garronego, swoją opowieść
przedstawiają Santamaria, Anna Carla, Massimo i jego partner Lello oraz
amerykanista Bonetto, jak i kilka pobocznych postaci, które odgrywają
epizodyczne role. Akcja powieści rozgrywa się w przeciągu sześciu długich dni,
w czasie których dokładnie poznajemy wszystkie skazy kluczowych postaci. Tym,
co książkę wyróżnia, jest styl, w jakim jest pisana - autorzy sprytnie
posługują się satyrą opisując w sposób mocno intelektualny banalne wątki.
Częste wtrącenia po francusku czy łacinie są w przypisach tłumaczone, a
równocześnie doskonale spełniają swoją rolę dając wrażenie napuszenia całego
bogatego turyńskiego towarzystwa. Język jest literacki, jednak nie na tyle
wydumany, by zwyczajny czytelnik miał ze zrozumieniem jakiś problem. Problemem
może być za to maniera wrzucania czytelnika wraz z początkiem rozdziału w scenę
dającą wrażenie już zaczętej, przez co czasami potrzeba chwili, by czytelnik
zorientował się w środku czego właśnie się znalazł. To szczególnie mocno
widoczne jest na pierwszych stu stronach powieści, później zarówno czytelnik do
stylu zaczyna się już przyzwyczajać, jak i sama fabuła po morderstwie staje się
nieco bardziej scentralizowana - mimo że dalej skaczemy po postaciach, to
jednak jest już ten jeden punkt, wokół którego cała powieść się rozgrywa.
„W tym „środowisku” zdarzały się czasem takie nagłe zwroty: jedno porozumiewawcze mrugnięcie, żart — i nagle zdawało ci się, że znasz ich od zawsze, że jesteś ich przyjacielem, wręcz jednym z nich, współuczestnikiem tej rozbrajającej, czystej, nieszkodliwej prawdy, która kryła się za mityczną tajemnicą miasta.”
Podczas lektury „Cieni Turynu” odniosłam
wrażenie, że przede wszystkim jest to satyra społeczna. Autorzy wnikliwie
przyglądają się turyńskiemu społeczeństwu sprzed połowy wieku, które wtedy było
mocno i na wielu frontach podzielone. Po przeciwnych stronach barykady stali
turyńczycy z dziada, pradziada i napływowi mieszkańcy z południowej części
Włoch. Klasa średnia i burżuazja. Mieszkańcy żyjący w od wieków akceptowanych
społecznie związkach małżeńskich i ci bardziej “frywolni”, homo i
biseksualiści. Autorzy bezlitośnie odsłaniają hipokryzję każdej z tych stron
pakując postacie w dość absurdalne sceny, co dodaje powieści sporo humoru -
przyznaję, że podczas kilku takich scen zaśmiewałam się w głos. Ten rozdźwięk
pomiędzy absurdem sytuacji a zachowującym powagę literackim językiem sprawdza
się doskonale dając bardzo komiczne efekty.
„Komisarz Santamaria spojrzał na zwierzę i na jego pana z czymś w rodzaju archeologicznego rozczulenia. To więc musiał być ten pradawny spokojny obywatel, ów skromny, uczciwy, cichy nikt, dla którego istniała policja, a który zdawał się bezpowrotnie pogrzebany pod wieloma warstwami społecznych kataklizmów.”
Niemniej jednak krytyka mieszkańców Turynu
jest wyjątkowo ostra i dość bezlitosna, co podkreśla intryga kryminalna.
Zagadka prowadzona jest tempem bardzo spokojnym, czasami wręcz ociera się o
nudę - wydaje się jednak, że to nadal część satyry, sposób na przegadanie
postaci, ukrycie pod warstwą intelektualnych wywodów tego, co faktycznie w
sprawie ważne. A jednak, mimo spowolnień i wybojów, akcja posuwa się do przodu
- policja reaguje, docieka, dedukuje, z czasem pojawia się także wątek śledztwa
prywatnego, który dodatkowo pobudza ciekawość, a równocześnie wprowadza
czytelnika w kolejne meandry turyńskiej społeczności - tym razem zgłębiamy się
w zależności urzędowe. Samo rozwiązanie jest zaskakujące - przez całą powieść
zastanawiałam się gdzie kryje się sprawca, a choć przez chwilę autorzy wywołali
we mnie mały atak paniki dając poczucie, że może wcale go w tym towarzystwie
nie ma, to jednak ostatecznie wyszli zakończeniem obronną ręką.
„Trzymać się faktów — oto istota jego zawodu, jego obowiązku.”
Kreacje postaci, z których każda symbolizuje
inną część turyńskiego społeczeństwa, dobrze współgrają z samym miastem. Turyn
rysuje się jako miejsce inne niż wszystkie na włoskiej mapie, miejsce, w którym
surowość gór miesza się z prostotą wielopokoleniowych tradycji. Autorzy
zapraszają nas na wzgórza, w winnice, do małych kawiarenek i galerii sztuki,
dają dobrze odczuć ten zimny, północny charakter miasta, które pół roku trzęsie
się z zimna, a drugie pół rozpływa pod wpływem wysokich temperatur. Mam jednak
wrażenie, że sporo detali w okazaniu tego miejsca i jego mieszkańców polskiemu
czytelnikowi umyka ze względu na brak odpowiedniej znajomości włoskiej kultury
- myślę, że Włosi dużo bardziej zaśmiewają się przy opisach miasta i jego
mieszkańców wyłapując wszystkie kontrasty i uszczypliwości.
„To właśnie były prawdziwe uprzedzenia klasowe. Rozdzielić latyfundia między głodnych robotników, pomyślała wielkodusznie, oddać srebra stołowe trędowatym, rzucać butelki z benzyną w Rolls-Royce’a kuzyna z Bielli było o wiele łatwiej, niż uwolnić się od tych drobnych formalności, twardych i nierozpuszczalnych jak kamienie nerkowe.”
“Cienie Turynu” okazały się powieścią
niełatwą. Mam wrażenie, że układają się w formie sinusoidy - raz
przeintelektualizowane gierki turyńskiej burżuazji praktycznie zerują tempo
akcji i mącą obraz tak, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, jaki cel jest
tych dyskusji, by za chwilę kolejne tropy czy dedukcje nie tylko skutecznie
wywoływały wybuchy śmiechu, ale także popychały intrygę do przodu. Kreacje
postaci są dopracowane tak, by każda ukazywała nieco inną grupę społeczną
Turynu, które razem budują miasto pełne kontrastów, z jednej strony
przestarzałe, z drugiej goniące za tym, co na światowym rynku nowe i modne.
Poprzez zmiany tempa i naprzemienną narrację trudno jest stworzyć ze światem
przedstawionym więź, przez co książka nie daje wrażenia nieodkładalnej, z
drugiej jednak strony satyra społeczna, jak i całkiem zaskakująca intryga
kryminalna wymagają docenienia. To z pewnością powieść dla czytelników, którzy
nie muszą się spieszyć, którzy mogą rozsmakować się w językowych i społecznych
gierkach, a zaraz wyciągnąć szorstki obraz Turynu lat 70. dla siebie.
„Zapadła cisza, która chciała jeszcze udawać skupienie, ale była już w istocie podsumowaniem.”
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Oficyną Literacką Noir sur Blanc.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz