września 09, 2026

"Cienie Turynu" Fruttero&Lucientini

Autorzy: Fruttero&Lucientini
Tytuł: Cienie Turynu
Cykl: komisarz Santamaria, tom 1
Tłumaczenie: Barbara Sosnowska
Data premiery: 02.09.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 504
Gatunek: literatura piękna / kryminalna
 
Carlo Fruttero i Franco Lucientini to włoski duet, który w drugiej połowie XX wieku podbijał literacko Włochy. Wspólnymi siłami tworzyli antologie, redagowali magazyny, pisali felietony i książki, które najczęściej zawierały ostry komentarz społeczny. Nie inaczej było z ich pierwszą powieścią - “Cieniami Turynu” wydanymi w 1972 roku, która zmieniła postrzeganie gatunku kryminału na rynku włoskim. Ta powieść przeniosła kryminał z literatury niskich lotów, prostej rozrywki, do wyrafinowanej literackiej gry, w której zawrzeć można sporo komentarzy w tematach ówcześnie aktualnych. Rok później książka doczekała się tłumaczenia angielskiego, a w 1975 roku trafiła na ekrany. Polski czytelnik musiał jednak długo czekać, by móc poznać dzieło, które rozsławiło markę F&L na cały świat - dopiero po pięćdziesięciu pięciu latach od włoskiej premiery “Cienie Turynu” trafiły do polskich księgarni.
 
Turyn, lata 70. XX wieku, początek czerwca. To jest TEN dzień. Podrzędny architekt Garrone czeka na TEN telefon, który ma zmienić całe jego ciągle niedorastające do jego własnych oczekiwań życie. W końcu będzie zamożny i rozpoznawalny - nie będzie musiał już żebrać o uwagę na turyńskich eventach, to jego będą o nią prosić! Niestety. Późny wieczór zamiast wystrzału szampana przynosi mu śmierć. Garrone ginie zamordowany własną ekscentryczną rzeźbą, a emerytowany geometra jest świadkiem, gdy z okolicznej bramy wybiega rozchełstana blondyna z podejrzaną rurą w ręce. To tym tropem podążać będzie policja, ale już kolejnego poranka pojawi się drugi - właśnie zwolnione ze służby u Anny Carli Dosio małżeństwo przynosi do komisariatu list skierowany do przyjaciela Anny Carli Massima, w którym proponuje, by w końcu zamordowali Garronego… To też trzeba zbadać! A skoro De Palma jest już zajęty badaniem tropu blondynki, to komisarz Santamaria zostaje przydzielony do tego zadania.
„Nawet w dziedzinie udręk, pomyślał komisarz, konkurencja staje się coraz bardziej bezwzględna.”
Książka rozpisana jest dziesięć części, które tytułowane są pierwszymi wyrazami rozdziału, który po nich następuje. Każda część składa się z oddzielnie numerowanych rozdziałów, a każdy rozdział liczy po kilka stron. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektyw: oprócz rozpoczynającego wszystko Garronego, swoją opowieść przedstawiają Santamaria, Anna Carla, Massimo i jego partner Lello oraz amerykanista Bonetto, jak i kilka pobocznych postaci, które odgrywają epizodyczne role. Akcja powieści rozgrywa się w przeciągu sześciu długich dni, w czasie których dokładnie poznajemy wszystkie skazy kluczowych postaci. Tym, co książkę wyróżnia, jest styl, w jakim jest pisana - autorzy sprytnie posługują się satyrą opisując w sposób mocno intelektualny banalne wątki. Częste wtrącenia po francusku czy łacinie są w przypisach tłumaczone, a równocześnie doskonale spełniają swoją rolę dając wrażenie napuszenia całego bogatego turyńskiego towarzystwa. Język jest literacki, jednak nie na tyle wydumany, by zwyczajny czytelnik miał ze zrozumieniem jakiś problem. Problemem może być za to maniera wrzucania czytelnika wraz z początkiem rozdziału w scenę dającą wrażenie już zaczętej, przez co czasami potrzeba chwili, by czytelnik zorientował się w środku czego właśnie się znalazł. To szczególnie mocno widoczne jest na pierwszych stu stronach powieści, później zarówno czytelnik do stylu zaczyna się już przyzwyczajać, jak i sama fabuła po morderstwie staje się nieco bardziej scentralizowana - mimo że dalej skaczemy po postaciach, to jednak jest już ten jeden punkt, wokół którego cała powieść się rozgrywa.
„W tym „środowisku” zdarzały się czasem takie nagłe zwroty: jedno porozumiewawcze mrugnięcie, żart — i nagle zdawało ci się, że znasz ich od zawsze, że jesteś ich przyjacielem, wręcz jednym z nich, współuczestnikiem tej rozbrajającej, czystej, nieszkodliwej prawdy, która kryła się za mityczną tajemnicą miasta.”
Podczas lektury „Cieni Turynu” odniosłam wrażenie, że przede wszystkim jest to satyra społeczna. Autorzy wnikliwie przyglądają się turyńskiemu społeczeństwu sprzed połowy wieku, które wtedy było mocno i na wielu frontach podzielone. Po przeciwnych stronach barykady stali turyńczycy z dziada, pradziada i napływowi mieszkańcy z południowej części Włoch. Klasa średnia i burżuazja. Mieszkańcy żyjący w od wieków akceptowanych społecznie związkach małżeńskich i ci bardziej “frywolni”, homo i biseksualiści. Autorzy bezlitośnie odsłaniają hipokryzję każdej z tych stron pakując postacie w dość absurdalne sceny, co dodaje powieści sporo humoru - przyznaję, że podczas kilku takich scen zaśmiewałam się w głos. Ten rozdźwięk pomiędzy absurdem sytuacji a zachowującym powagę literackim językiem sprawdza się doskonale dając bardzo komiczne efekty.
„Komisarz Santamaria spojrzał na zwierzę i na jego pana z czymś w rodzaju archeologicznego rozczulenia. To więc musiał być ten pradawny spokojny obywatel, ów skromny, uczciwy, cichy nikt, dla którego istniała policja, a który zdawał się bezpowrotnie pogrzebany pod wieloma warstwami społecznych kataklizmów.”
Niemniej jednak krytyka mieszkańców Turynu jest wyjątkowo ostra i dość bezlitosna, co podkreśla intryga kryminalna. Zagadka prowadzona jest tempem bardzo spokojnym, czasami wręcz ociera się o nudę - wydaje się jednak, że to nadal część satyry, sposób na przegadanie postaci, ukrycie pod warstwą intelektualnych wywodów tego, co faktycznie w sprawie ważne. A jednak, mimo spowolnień i wybojów, akcja posuwa się do przodu - policja reaguje, docieka, dedukuje, z czasem pojawia się także wątek śledztwa prywatnego, który dodatkowo pobudza ciekawość, a równocześnie wprowadza czytelnika w kolejne meandry turyńskiej społeczności - tym razem zgłębiamy się w zależności urzędowe. Samo rozwiązanie jest zaskakujące - przez całą powieść zastanawiałam się gdzie kryje się sprawca, a choć przez chwilę autorzy wywołali we mnie mały atak paniki dając poczucie, że może wcale go w tym towarzystwie nie ma, to jednak ostatecznie wyszli zakończeniem obronną ręką.
„Trzymać się faktów — oto istota jego zawodu, jego obowiązku.”
Kreacje postaci, z których każda symbolizuje inną część turyńskiego społeczeństwa, dobrze współgrają z samym miastem. Turyn rysuje się jako miejsce inne niż wszystkie na włoskiej mapie, miejsce, w którym surowość gór miesza się z prostotą wielopokoleniowych tradycji. Autorzy zapraszają nas na wzgórza, w winnice, do małych kawiarenek i galerii sztuki, dają dobrze odczuć ten zimny, północny charakter miasta, które pół roku trzęsie się z zimna, a drugie pół rozpływa pod wpływem wysokich temperatur. Mam jednak wrażenie, że sporo detali w okazaniu tego miejsca i jego mieszkańców polskiemu czytelnikowi umyka ze względu na brak odpowiedniej znajomości włoskiej kultury - myślę, że Włosi dużo bardziej zaśmiewają się przy opisach miasta i jego mieszkańców wyłapując wszystkie kontrasty i uszczypliwości.
„To właśnie były prawdziwe uprzedzenia klasowe. Rozdzielić latyfundia między głodnych robotników, pomyślała wielkodusznie, oddać srebra stołowe trędowatym, rzucać butelki z benzyną w Rolls-Royce’a kuzyna z Bielli było o wiele łatwiej, niż uwolnić się od tych drobnych formalności, twardych i nierozpuszczalnych jak kamienie nerkowe.”
“Cienie Turynu” okazały się powieścią niełatwą. Mam wrażenie, że układają się w formie sinusoidy - raz przeintelektualizowane gierki turyńskiej burżuazji praktycznie zerują tempo akcji i mącą obraz tak, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, jaki cel jest tych dyskusji, by za chwilę kolejne tropy czy dedukcje nie tylko skutecznie wywoływały wybuchy śmiechu, ale także popychały intrygę do przodu. Kreacje postaci są dopracowane tak, by każda ukazywała nieco inną grupę społeczną Turynu, które razem budują miasto pełne kontrastów, z jednej strony przestarzałe, z drugiej goniące za tym, co na światowym rynku nowe i modne. Poprzez zmiany tempa i naprzemienną narrację trudno jest stworzyć ze światem przedstawionym więź, przez co książka nie daje wrażenia nieodkładalnej, z drugiej jednak strony satyra społeczna, jak i całkiem zaskakująca intryga kryminalna wymagają docenienia. To z pewnością powieść dla czytelników, którzy nie muszą się spieszyć, którzy mogą rozsmakować się w językowych i społecznych gierkach, a zaraz wyciągnąć szorstki obraz Turynu lat 70. dla siebie.
„Zapadła cisza, która chciała jeszcze udawać skupienie, ale była już w istocie podsumowaniem.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc. 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz