września 11, 2026

"Jestem tuż za tobą" Georgia McVeigh

Autorka: Georgia McVeigh
Tytuł: Jestem też za tobą
Tłumaczenie: Anna i Miłosz Urbanowie
Data premiery: 09.09.2026
Wydawnictwo: Gorzka Czekolada
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Kilka miesięcy po angielskiej premierze thriller psychologiczny “Jestem tuż za tobą” pojawił się w Polsce! To debiut literacki londyńskiej redaktorki Georgii McVeigh, która już w 2022 roku podczas odbywanego właśnie kursu pisania rozpoczęła pracę nad tym tytułem.
 
Sześć miesięcy temu świat Iris się zawalił. Dokładnie szóstego czerwca życie stracił Freddie, jej chłopak, jej potencjalny narzeczony, mężczyzna, który ją doceniał i uszczęśliwiał. Razem z nim legło w gruzach wszystko - straciła pracę, właśnie teraz traci też mieszkanie, co skutkuje powrotem do znienawidzonego domu rodzinnego i ciągle pijanej, złośliwej matki. Na szczęście w tej otchłani nieszczęścia pojawia się promyk światła - do grupy osób wsparcia w żałobie, na spotkania której Iris chodzi co wtorek, dołącza Jack. Przystojny, perfekcyjnie ważący słowa mężczyzna, którego urok i charyzma od razu rozkochują wszystkich, którzy znajdują się w pomieszczeniu. Jednak Iris wie, że Jack przeznaczony jest jej - wystarczyło jedno skrzyżowanie spojrzeń. A kiedy zaczyna mówić o swojej stracie, kiedy zdradza, że jego żona zmarła dokładnie tego samego dnia, co Freddie, nie ma już żadnych wątpliwości - Iris musi mu pokazać, że to ona jest tą, która pomoże mu wrócić do radości życia po stracie.
„Tylko ci, którzy doświadczyli prawdziwej tragedii, mogą próbować pojąć, jak to jest stracić jedyną osobę, która trzyma cię na tym świecie.”
Książka rozpisana jest na 48 kilkustronicowych rozdziałów i epilog. Całość prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego przez większą część powieści, gdy akcja toczy się współcześnie, momentami jednak narratorka sięga do swoich wspomnień, które relacjonuje logicznie w czasie przeszłym. Historia przedstawiona jest tylko z jednej perspektywy, perspektywy Iris, co narzuca bardzo subiektywną formę pokazania rzeczywistości. Styl powieści jest typowy dla tego gatunku - w dużej mierze skupia się na emocjach i myślach postaci, na niuansach zachowania, a raczej ich interpretacji. Książkę czyta się łatwo i płynnie, nie wymaga specjalnego wysiłku. Raz czy dwa zatrzymał mnie może nie do końca trafiony dobór słów, jednak nie jest to coś na tyle poważnego, co wpłynęłoby na ogólny odbiór lektury.
„Obserwowanie ludzi stało się modne w dzisiejszych czasach. Obserwujemy profile w mediach społecznościowych, celebrytów, znajomych z pracy i nowe żony ojców. Bezmiar informacji za jednym kliknięciem. To społecznie usankcjonowana forma stalkowania i to do tego stopnia, że zagarnęliśmy sobie także ten czasownik – całkowicie normalne jest na przykład przyznać, że stalkowało się byłego na Instagramie.”
Wygląda na to, że Georgia McVeigh postawiła na tradycyjnie, rasowe podejście do gatunku thrillera psychologicznego. Zaprasza nas do rzeczywistości Iris, która pozornie trzyma się całkiem zwyczajnych ram codzienności, a niewielkie odchylenia można przypisać załamaniu, jakie bohaterka przeszła po śmierci Freddiego. A jednak już od samego początku coś w jej narracji niepokoi, coś podszeptuje, że chyba z psychiką Iris jest coś nie tak. Czy faktycznie ma skłonności do obsesji? Czy faktycznie tak rozpaczliwie pragnie być zauważoną, kochaną, docenioną? Im mocniej wchodzimy w jej buty, tym jej kreacja staje się mniej jednoznaczna. Zaczynamy poznawać jej przeszłość, jej relacje rodzinne, które ukształtowany z niej człowieka, jakim jest teraz. Brak zrozumienia, czułości, ciągła rywalizacja powodująca poczucie bycia gorszym mocno wpłynęły na to, czego szuka w życiu jako osoba dorosła. Ale to, jak stara się to zdobyć, bez względu na wszystko, jest dość niepokojące... Dlaczego tak się zachowuje?
„Jestem dobra w kłamaniu. W dzisiejszych czasach wydaje mi się to bardziej naturalne niż mówienie prawdy.”
Poprzez jednostronną narrację nie możemy poznać Jacka inaczej niż oczami Iris, która od początku traktuje go jak bóstwo, jak swoje przeznaczenie, wybranka, z którym spędzi resztę życia. A jednak gdzieś pomiędzy wierszami jej relacji i ta postać wraz z biegiem lektury wzbudza coraz większe wątpliwości. Co kryje się w jego charakterze, relacjach z innymi, w jego przeszłości? Czy Jack niepokoi nas przez relację Iris, a może faktycznie jest coś takiego w nim samym?
„(…)  mamy skłonność do definiowania kogoś poprzez jego stratę, a wszystko inne schodzi na dalszy plan. Kiedy tego zabraknie, zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy tej osoby nie znaliśmy.”
Obydwie kreacje psychologiczne postaci oddane są z dużym wyczuciem, są niepokojące, momentami wręcz chorobliwe, a jednak przez tę niepewność tego, czy widzimy sytuację dokładnie taką, jaka jest, sprawia, że coś każe nam czytać dalej. Autorka dobrze balansuje pomiędzy tym, co pewne, a tym, co wątpliwe, pomiędzy tym, co obiektywne, a tym, co subiektywne. Ta granica wraz z upływem lektury staje się coraz bardziej płynna, a współczucie do postaci przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę. Biorąc pod uwagę punkt wyjścia, ich żałobę, nieustannie w głowie kołacze się pytanie: czy ich zachowanie wynika z traumy śmierci, cierpienia, czy może jednak od zawsze w ich charakterach tkwił jakiś mrok?
„Cieszę się, że czuł się na tyle bezpiecznie, aby się przyznać do tej mrocznej strony swojej osobowości. W końcu mrok tkwi w każdym z nas. Wiem o tym prawdopodobnie lepiej niż większość ludzi.”
Bardzo spodobały mi się tematy, jakie autorka dzięki tak prowadzonej fabule porusza. Uświadamia nam, jak skomplikowane są relacje z tymi, którzy powinni być najbliżsi. Jak trudno, nawet gdy zna się człowieka od lat, odczytać poprawnie gesty, intencje. Czy w ogóle da się odebrać drugiego człowieka dokładnie takim, jakim jest, czy zawsze obserwujemy kogoś przez pryzmat nas samych - naszego charakteru i oczekiwań, jakie umocniły się w nas wraz z wiekiem? Czy w taki sposób jednych nieustannie wybielamy, a innych posądzamy o złe intencje? I jak w swoich reakcjach nie przesadzić, jak nie popaść w obłęd, nie zatracić się w tym, co nam się wydaje? Poznając przeszłość postaci równocześnie przyglądamy się temu, jak wyniszczający wpływ na człowieka ma ciągłe poczucie niesprawiedliwości, niespełnionych oczekiwań i zwyczajnej samotności. Poprzez te nawarstwienie krzywd, raz po raz zmieniamy perspektywę postrzegania, a złe uczynki już tak jednoznacznie godne potępienia się nie wydają. A może to po prostu autorka miesza nam w głowie?
„Ludzie są tak nudni z czczeniem pamięci tych, którzy odeszli, jakby zmarli byli istotami świadomymi, a nie rozkładającymi się trupami sześć stóp pod ziemią, toczonymi przez robactwo lub spalone na popiół i rozrzucone na wietrze. Jakby nadal żyli wśród nas i oddychali. To bzdury. Na tym polega śmierć. Oni odeszli, a wszelkie roszczenia wobec tych, których pozostawili, powinny wyparować wraz z nimi.”
Akcja powieści prowadzona jest w klasycznym tempie thrillera psychologicznego – historia toczy się spokojnie, bardziej siedzimy we wnętrzu postaci niż w wydarzeniach, które ich reakcje powodują, a napięcie budowane jest przez ciągłe wątpliwości, niejasności, nie przez dynamizm fabuły. Cała intryga, na której autorka zbudowała powieść, bazuje na znanych już w tym gatunku motywach i nie należy może do najtrudniejszych do rozwiązania, tropy, jakie autorka pozostawia, dość łatwo wskazują kierunek rozwiązania, co przyznam, że nieco mnie rozczarowało - liczyłam na wielki finalny twist. Jednak nie mogę powiedzieć, że na intrydze się w całości zawiodłam - w epilogu autorka funduje nam mały smaczek, który częściowo zaspokaja potrzebę finalnej zmiany perspektywy.
 
“Jestem tuż za tobą” muszę uznać za przyjemny debiut Georgii McVeigh w ramach thrillera psychologicznego. Może autorka nie wnosi w ten gatunek nic nowego, ale czy każdy musi? Wystarczy przecież, żeby intryga była spójna i logiczna, by dało się podczas lektury wyczuć niepewność i subtelne napięcie, a także postacie, które mają coś ciekawego pod kątem psychologicznym do zaprezentowania, by czytelnik mógł po prostu dobrze się podczas lektury bawić. Mam wrażenie, że taki jest cel Georgii McVeigh - by z motywów znanych, zbudować coś, co mimo wszystko przyciągnie naszą uwagę na kilka godzin i zmusi do kilku ciekawych refleksji na temat postrzegania innych i świata. I przyznaję, książka pod tym kątem dobrze się sprawdza!
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Gorzka Czekolada.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz