Autor: Adam Nevill
Tytuł: Rytuał
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller / horror
Polski czytelnik długo się naczekał na prozę
tego autora! Brytyjski twórca horrorów Adam Nevill dopiero dwadzieścia dwa lata
po swoim debiucie pojawił się na naszym rynku książki. Jego pierwszym tytułem
przetłumaczonym na polski jest “Rytuał” w oryginale wydany w 2011 roku, który
sześć lat później doczekał się ekranizacji na Netflixie. To trzecia jego
powieść z trzynastu, jakie na ten moment wydał, pierwsza z dwóch, które
doczekały się filmowej ekranizacji, choć już teraz wiadomo, że w przygotowaniu
są kolejne. To też jeden z jego głośniejszych tytułów, za które został w swojej
karierze nagrodzony.
Wiele lat wcześniej, zanim zajął się pisaniem
powieści zawodowo, uczestniczył w procesie wydawniczym - był redaktorem, co z
pewnością pomaga mu teraz w zarządzaniu własnym wydawnictwem, gdzie w ramach
selfpublishingu od 2019 roku wydaje własne książki.
Wrzesień, północ Szwecji. Choć od zakończenia
studiów minęło już piętnaście lat, to Luke, Dome, Hutch i Phil nadal utrzymują
z sobą kontakt - nie na tyle bliski, by rozmawiać codziennie, ale
wystarczający, by razem wybrać się na krótki, tygodniowy urlop. I tak z Londynu
przylecieli do Parku Narodowego Muddus, przez który zamierzają wędrować kilka
dni. Problem w tym, że już po pierwszym dniu dwóch z nich niespecjalnie do
dalszej wędrówki się nadaje - Phil ma stopy całe w pęcherzach, Dome nadwyrężył
coraz mocniej puchnące kolano. Te fizyczne przeszkody zmuszają ich do zmiany
planów - decydują się pójść skrótem, przez las, by jak najszybciej dotrzeć
ponownie do cywilizacji. Gdyby tylko wiedzieli, co spotka ich po drodze…
Makabryczne szczątki na wpół zjedzonego zwierzęcia powieszone na drzewie to
dopiero początek horroru, który na nich w głębi lasu czeka. Horroru, z którego
nie wszyscy wyjdą żywi.
„— To może niedźwiedź?— Niewykluczone. Choć te, które występują tutaj, są za małe, aby być groźne. Jak się jakiś pojawi, zaklaszcz w dłonie.Luke wysilił wyobraźnię, ale nadal miał pod powiekami obraz zwalistego misia — żaden mały nie chciał mu się objawić.”
Książka podzielona jest na dwie części: Pod
szczątkami i Na południe od Edenu i jest to podział znaczący, gdyż jasno
wprowadza granicę pomiędzy dwoma rodzajami grozy. Części rozpisane są na prolog
i numerowane rozdziały (jest ich w sumie sześćdziesiąt dziewięć), które liczą
po kilka stron - rozdziały w pierwszej części są nieco krótsze niż te w
drugiej. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego,
początkowo narrator obserwuje na równi czworo bohaterów, by z biegiem czasu
skupić się na perspektywie Luke’a. Styl powieści jest lekko stylizowany - autor
(bo zakładam, że to za nim poszedł tłumacz) posługuje się zwrotami, których nie
używa się na porządku dziennym (np. świeczki stanęły w oczach, współspacz), co
z początku może wprowadzać czytelnika w poczucie konsternacji, kiedy jednak
jasne staje się, że to zabieg specjalny, zaczyna nadawać powieści starodawnego
klimatu. Jako że od początku jest jasne, że nie jest to horror bezkrwawy, to i
niektóre opisy bywają dosadne, przerażające bądź makabryczne - narrator
czytelników nie oszczędza, bezwzględnie relacjonuje najgorszą obrzydliwość i
robi to w sposób dosadny często nie przebierając w słowach. Jako że jest to
powieść, w której postacie postawione zostają w sytuacji ekstremalnej, to
naturalne wydają się przekleństwa w dialogach - choć sama jestem na to
wyczulona, tu nie miałam wrażenia, że są zbędne, wykorzystywane niepotrzebne.
Szkoda tylko, że w polskiej wersji wkradło się tyle literówek, momentami miałam
wrażenie, że do druku poszedł tekst bez ostatniej korekty.
„Czuł, jak przestaje być sobą; z człowieka, którym był, pozostał tylko instynkt i strach.”
Wspomniałam o dwóch rodzajach grozy, jakie
autor zawarł w jednej powieści. To bardzo ciekawy zabieg! W pierwszej części
lęk narasta z poczucia niesprecyzowanego zagrożenia - czworo bohaterów czuje,
że coś za nimi chodzi, coś ich obserwuje, coś wydaje dziwne dźwięki, ale co?
Czy na pewno to się dzieje, czy może ich zmęczenie wędrówką, coraz większe
rozdrażnienie i frustracja wpływają na ich zmysły i projektują na otoczenie, do
którego żyjąc w mieście przecież nie przywykli? W końcu wędrując po głębokim
lesie, który pamięta czasy sprzed kilkuset lat, w który ludzka ręka nie
ingeruje, łatwo jest dostrzec pomiędzy drzewami coś, czego naprawdę nie ma… Tu
każda złamana gałązka, każdy szelest może wywołać strach, zmylić zmysły. Autor
świetnie z tego korzysta od początku wzbudzając w czytelniku niepewność, lęk i
strach. Wraz z biegiem lektury te emocje się zagęszczają, zagrożenie robi się
coraz poważniejsze, a postacie coraz mocniej wyczerpane…
„Chyba na podstawowym poziomie mamy zaprogramowane, gdzieś w głębi gadziego mózgu, żeby bać się lasu. Ale chodzi o coś więcej. Od chwili, gdy do niego wkroczyliśmy, czuję, że ten strach jest uzasadniony.”
Ta część jest też bogata w refleksje na temat
życia, ścieżek jakie obieramy, rozczarowań, jakie kolejne lata nam przynoszą.
Trzech z czterech bohaterów ruszyło na wędrówkę po to, by zapomnieć o
problemach, jednak nie tak łatwo zostawić je za sobą - przez to emocje w
postaciach buzują, a każde kolejne niepowodzenie po drodze sprawia, że konflikt
w grupie narasta. Z czasem jednak zmienia się perspektywa - te okropne życie,
jakie wiodą na co dzień, zaczyna wydawać im się dobre i bezpieczne, zaczynają
dostrzegać to, co mieli, w dużo cieplejszych barwach. Bo czy punkt widzenia nie
zależy od punktu siedzenia? To warte podkreślenia refleksje, bo niosą emocje,
jakie z pewnością od czasu do czasu czuje każdy z nas.
„— To wszystko, od czego chciałem uciec na tydzień? Z radością bym do tego wrócił. Wariactwo. (...)— Też doszedłem do ściany. Całe moje życie… Od dawna… — Z trudem rozciągnął w uśmiechu drżące wargi. — Rozczarowanie to dla mnie stan permanentny. Tylko dlaczego dostrzegam dobre strony właśnie teraz?”
Druga część powieści to już całkiem inny
horror. Tu zagrożenie to nie dzikie bestie i gęsty, mroczny las, a drugi
człowiek. Człowiek, który pod wpływem własnych ideologii, własnych marzeń, skrajnych
pragnień czy potrzeb może okazać się śmiercionośnym narzędziem. W tej części
autor korzysta ze skandynawskich, dawnych wierzeń i mocno popuszcza wodze
wyobraźni (w moim odczuciu może i było momenty, w których popuszcza je trochę
za mocno) - pojawiają się wątki nadnaturalne, a akcja z refleksyjnej i
spokojnej nagle robi się nieobliczalna, abstrakcyjna i dynamiczna. W tej części
nie ma granic, a obrazy czasami przypominają sceny z makabrycznych, folkowych
horrorów. A jednak i w tej części dopatrzeć można się tematów do refleksji -
pojawia się choćby ciekawa rozmowa o religii, a czytelnik może zaobserwować jak
łatwo można się w swoich niskich potrzebach zatracić. Cała intryga w tej części
doczekuje się rozwiązania, a moment, w którym historia się urywa jest
satysfakcjonujący - nie przynosi pełnego zamknięcia, ale to dobrze, bo dzięki
temu finał nie jest tak schematyczny, oczywisty.
„Nic nie jest w stanie przygotować człowieka na szaleństwo innych.”
“Rytuał” okazał się horrorem, w którym każdy
czytelnik lubujący się w tym gatunku niezależnie od preferencji podgatunkowych
znajdzie coś dla siebie. To opowieść złożona z kameralnej, klaustrofobicznej
grozy, która dzięki wstawkom refleksyjnym ociera się o thriller psychologiczny,
opowieść survivalowa z psychologicznym twistem, która przeradza się w horror
folkowy, nadnaturalny, krwawy i swoją dziwnością przerażający. Autor sprawnie
korzysta ze stereotypów i dawnych wierzeń ludowych, jak i ciekawego miejsca,
jakim jest szwedzki park narodowy, w którym wędrując przez kilka dni można
nikogo nie spotkać. To powieść o zmiennym tempie, zmiennym punkcie ciężkości, w
którym czuć nieskrępowaną wyobraźnię niosącą autora w dziwnych kierunkach. Nie
dziwię się, że zdobył za nią nagrody, nie dziwię się, że ktoś zapragnął
przełożyć ją na duży ekran, choć podejrzewam, że tak budowane napięcie
największą frajdę przynieść może właśnie w wersji literackiej. Mam nadzieję, że
to pierwsza z wielu książek Adama Nevilla, jakie polskiemu czytelnikowi będzie
dane czytać!
„Nie ma czegoś takiego jak bezpieczeństwo. Prawda? Żaden z nas nie wiedział, co przyniesie życie. Wszyscy jesteśmy popaprani, Luke. Wszyscy nosimy w sobie traumy. Jesteśmy pokiereszowani tam, w środku. To, w jakim domu się mieszka, nie ma najmniejszego znaczenia.”
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Mova.
Dostępna jest też w abonamencie
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz