Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania marek bener, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania marek bener, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

lipca 10, 2024

"Najgorsze dopiero nadejdzie" Robert Małecki - recenzja premierowa

"Najgorsze dopiero nadejdzie" Robert Małecki - recenzja premierowa

Autor: Robert Małecki
Tytuł: Najgorsze dopiero nadejdzie
Cykl: Marek Bener, tom 1
Data premiery: 10.07.2024
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 360
Gatunek: kryminał / sensacja
 
Robert Małecki w 2024 roku to jeden z polskich czołowych autorów literatury kryminalnej. Nagradzany, z masą fanów, z 14 powieściami na koncie i ciągłymi pytaniami kiedy więcej. Zaangażowany w popularyzowanie literatury, uczący kolejnych młodych autorów jak dobrze pisać. Wszystko to osiągnął w przeciągu ostatnich ośmiu lat, a zaczęło się właśnie od “Najgorsze dopiero nadejdzie”... Ciekawy tytuł dla debiutanckiej powieści, prawda? Książki, która jest pierwszym krokiem na drodze do zawodowego pisarstwa... Jest to tom pierwszy cyklu z toruńskim dziennikarzem Markiem Benerem, po raz pierwszy wydany w 2016, w 2021 roku doczekał się pierwszego wznowienia, a trzy lata później trafia do nas po raz trzeci. Mówi się, że do trzech razy sztuka, więc dobrze się składa, że to właśnie dzięki temu wydaniu w końcu miałam okazję nadrobić swoją zaległość z tym tytułem. Nowe, trzecie wydanie dostało nową szatę graficzną, zostało też ponownie zredagowane pod względem stylistycznym, w samej historii jednak nic się nie zmieniło.
 
Toruń, końcówka października 2013 roku. Marek Bener wpada rankiem spóźniony do redakcji “Gazety Miejskiej”, za co zbiera solidną burę od naczelnej. Nie przejmuje się tym jednak, tyle co wrócił z Berlina zrezygnowany, gdyż wieści, które stamtąd przywiózł wcale nie były takie, na jakie liczył. Gorzej jednak sytuacja rysuje się w momencie, gdy naczelna wręcza mu wypowiedzenie - konieczne są cięcia ze względu na małą popularność gazety… Marek jest naprawdę tym zdenerwowany - on, dziennikarz, który przez ostatnie lata odkrywał przed czytelnikami największe, najbardziej szemrane afery, teraz ma wylecieć z pracy… Po rozmowie ze znajomym uspokaja się na tyle, że jedzie na miejsce kolejnego kryminalnego zdarzenia - początkowo po prostu do pożaru domu, jednak na miejscu szybko wydobywa od policjantów informację, że w środku domu znajdował się człowiek… Czy to zwyczajne przypadkowe zaprószenie ognia czy coś więcej? I co Marek robił w Berlinie, czego tak usilnie tam szukał? Jedno jest pewne - najgorsze dopiero nadejdzie.
 
Książka rozpisana jest na prolog i dni akcji, które podzielone są na numerowane podrozdziały - każdy dzień liczony jest od nowa, najczęściej składa się z kilku w miarę krótkich podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Marka, nie ma odstępstw od tej reguły. Styl powieści jest prosty, codzienny, autor kusi się o nadanie lekko humorystycznego tonu w dialogach ze współpracownikami Marka, jak i jego własnych komentarzach, co dobrze rozładowuje napięcie, a i sprawia, że bohatera lubimy bardziej. Książkę czyta się łatwo, płynnie, bez problemów.
“Mury mają lepiej, one wszystko przetrwają. Tak, wzruszyła mnie głębia tej myśli.”
Główny bohater, a zarazem narrator powieści, to aktualnie samotny mężczyzna przed 40stką, który sporą część swojego czasu spędza w pracy. A jeszcze niedawno jego życie wyglądało całkowicie inaczej, był szczęśliwy, miał żonę, do której codziennie mógł wracać. To się skończyło i raczej nie chodzi w tym wypadku o rozwód… zatem co się stało z jego żoną? To prawdopodobnie będzie wątek łączący całą trylogię w jedno. Teraz Marka poznajemy przede wszystkim jako dziennikarza śledczego, który po części prywatnie wikła się w sprawę pożaru. Marek, dzięki swojemu stażowi pracy, ma znajomości, ma też lekkość w wyciąganiu informacji od innych, dzięki czemu jego teksty nadal mają w sobie to coś, choć jego ogień zdaje się mocno przygaszony. Jest to człowiek dobry, ale przez wszystkie swoje życiowe przejścia, mocno pogubiony i samotny. Autor zadbał też o zapewnienie mu cech charakterystycznych: wizualnie jego znakiem rozpoznawczym są długie włosy, a jeśli chodzi o zamiłowania, to jest fanem zespołu muzycznego Dżem.
“Byłem miernym budowniczym, za to najlepszym destruktorem.”
Postacie drugoplanowe również zbudowane są całkiem sprawie. Naczelna, fotograf i stażystka, teściowa Marka i dawna przyjaciółka - to wszystko udane, ciekawe kreacje, które mają jakąś cechę charakterystyczną. Mnie najmocniej poruszyła postać teściowej, kobiety, która w krótkich okresie straciła wszystko i trzyma się teraz życia ostatnimi siłami… Cieszę się więc, że akurat to postać należy do prywatnego życia głównego bohatera, które prawdopodobnie będzie nadal opisywane w kolejnych tomach.
“ - Zostań w wozie, zimno jest - rzuciłem do dziewczyny, a ona posłusznie wykonała moje polecenie. Nigdy nie będzie dobrą dziennikarką.”
Sama akcja powieści jest dosyć dynamiczna, z drugiej połowie książki nawet i sensacyjna. Prowadzona jest dobrze, jest przemyślana i spójna, a raz po raz kolejne odkrycia bohatera zaskakują. Autor w takim momencie lubi stosować cliffhangery - musimy chwilę poczekać, by dowiedzieć się, co wywołało takie emocje w bohaterach powieści. Intryga opiera się trochę na wątkach politycznych, trochę na historii z przeszłości, delikatnie zahacza też o motywy gangsterskie, co jest ciekawym połączeniem i sprawia, że czytelnik śledzi fabułę z zainteresowaniem.
“Nigdy nie wiesz o sobie wszystkiego. Nigdy, dopóki nie staniesz na krawędzi i nie zrobisz czegoś, do czego - jak sądzisz - nie byłbyś zdolny, a co w konsekwencji zmienia cię na zawsze.”
Muszę też wspomnieć o miejscu akcji, bo i sam Toruń odgrywa w tej historii swoją rolę. Myślę, że łatwo byłoby podążać śladem Marka Benera, jego trasy podróży są opisywane dokładnie - dla tych, co znają to miasto, to musi być spora atrakcja, a czytelnicy spoza Torunia mają okazję poznać kilka śmieszno-gorzkich ciekawostek.
 
Skoro mamy rok 2024, a i sama poznałam twórczość autora od innej strony, to nie da się uniknąć porównań do tego, co przyszło później. Na pewno “Najgorsze dopiero nadejdzie” jest jedną z najbardziej dynamicznych książek autora, jakie czytałam, nie ma w niej tego spokoju i skupienia na detalach, co w jego aktualnych książkach. Jest za to motyw żony, który jak u późniejszego Grossa, będzie dalej (prawdopodobnie) towarzyszył czytelnikom, są sprawnie wykreowane, niebanalne postacie. Jest dobrze oddane miejsce akcji. Myślę, że gdybym przeczytała tę książkę osiem lat temu, to czytałabym później każdą jedną kolejną książkę autora, bo jest to kryminał obiecujący dużo na przyszłość. I choć wydaje się, że teraz autor rozwinął się w nieco innym kierunku, niż ten który obrał w debiucie, to już tutaj pokazał umiejętność budowania zajmujących historii i sprawnego posługiwania się piórem, a to w fachu literackim jest przecież najważniejsze. Z przyjemnością poznam również dalsze losy Marka Benera, co już za chwilę umożliwi czytelnikom Wydawnictwo Literackie - kolejne dwa tomy ukażą się w przeciągu kolejnych dwóch miesięcy. Już czekam!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 04, 2024

"Koszmary zasną ostatnie" Robert Małecki - recenzja premierowa

"Koszmary zasną ostatnie" Robert Małecki - recenzja premierowa

Autor: Robert Małecki
Tytuł: Koszmary zasną ostatnie
Cykl: Marek Bener, tom 3
Data premiery: 04.09.2024
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał
 
Trylogia z Markiem Benerem to początek drogi literackiej Roberta Małeckiego. To nią wkroczył na polską scenę powieści kryminalnych, to nią zrobił sobie miejsce wśród wtedy już piszących w tym gatunku autorów. I choć teraz, osiem lat od debiutu i czternaście książek później, autor tworzy swoje historie już w innym stylu, to fajnie jest mieć możliwość powrotu do tych, od których wszystko się zaczęło. W tym roku, a będą dokładnym, w te wakacje, Wydawnictwo Literackie nam to ułatwiło, co sama skrzętnie wykorzystałam i w końcu nadrobiłam te lektury, które w mojej kolejce czekały dobrych kilka lat. Budowa tej trylogii jest ciekawa, bo z jednej strony każdy tom opowiada osobną zagadkę kryminalną i przypomina to, co konieczne by zrozumieć zależności pomiędzy postaciami, z drugiej w jedno łączy je wątek prywatny głównego bohatera, który przez wszystkie trzy tomy próbuje dojść do tego, co stało się w dniu zaginięcia jego żony i czy jest jeszcze ciągle szansa, by odnaleźć ją żywą. Zatem tomy serii da się czytać osobno, choć sama polecałabym w tym wypadku zachować kolejność chronologiczną, by dobrze poznać temat zaginięcia Agaty.
 
Połowa lutego 2017 rok, Toruń. Z gazety założonej przez Marka odeszła Aldona, jego prawa ręka, a on sam wraz z fotoreporterem Rakiem założyli działalność na boku - zajmują się poszukiwaniem osób zaginionych. Wydaje się jednak, że Marek w końcu zaczął godzić się z niewiedzą co do losów jego żony - niespecjalnie drąży już temat, w końcu z jego domu zniknęły wszystkie jej rzeczy. Teraz pora skupić się na tych, co zniknęli chwilę temu, po których jeszcze można trafić na jakiś ślad. I tak Marek przyjmuje zlecenie od Wiolety Stemperskiej, której mąż wyszedł z domu dwa dni temu i ślad po nim zaginął. Jest to mężczyzna, którego Marek zna, o którym pisał już osiem lat temu - wtedy Stemperski pracował w Urzędzie Marszałkowskim, w których dochodziło do mobbingu, a on sam był jedynym, który zdecydował się nagłośnić tę sprawę. Niewiele to jednak przyniosło, poza tym, że zniszczyło Janowi życie. Marek więc przyjmuje hipotezę, że raczej szuka ofiary samobójstwa niż zaginięcia, choć kolejne dowody, jakie znajduje, zaczynają do tego założenia nie do końca pasować… W tym czasie Rak naciska, by wrócili do sprawy Agaty, poszli tropem, który dostali poprzednią jesienią. Czy ma rację, czy to po prostu kolejne mrzonki, za którymi nie warto podążać?
 
Książka składa się z prologu i 9 nienumerowanych rozdziałów, z których każdy to jeden dzień ze śledztwa podzielony na krótkie, numerowane podrozdziały. Każdy rozdział otwiera data miesięczna i dzień tygodnia, większość z nich prowadzona jest z perspektywy Benera - są od tego odstępstwa, ale zdarzają się sporadycznie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, przez narratora wszechwiedzącego, który skupia się nie tylko na zdarzeniach, ale i wewnętrznych odczuciach Benera, choć od razu widać, że w temacie uczuć nie jest wylewny. Często też ucieka do swoistego cliffhangera - daje znać, że bohater coś odkrył, czegoś się dowiedział, ale nie wyjawia co - na to przeważnie trzeba jeszcze poczekać kolejny podrozdział. Stylistycznie książka jest prosto zbudowana, język jest zwyczajny, codzienny, ale nie jest naszpikowany przekleństwami (pojawiają się, ale nie często). Czyta się płynnie, dialogi wypadają wiarygodnie.
 
Muszę przyznać, że z wszystkich trzech tomów tej serii, tempo akcji tego podobało mi się najbardziej. Jest nieco bardziej stonowane, teraz już na prowadzenie nie wysuwa się sensacja, a faktycznie kryminał, śledztwo na pół dziennikarskie, na pół detektywistyczne. Sceny akcji oczywiście też nadal są, ale w mniejszym natężeniu niż w poprzednich tomach i zgromadzone raczej na finiszu historii. Może też za nieco odmiennym odbiorem tego tomu odpowiada fakt, że skupiamy się w nim na bardziej prywatnych sprawach, skupionych wokół zwyczajnych rodzin, a przekręty polityczno-gangsterskie, tak jak sceny akcji, pozostają raczej w tle. Tempo akcji określiłabym więc jako umiarkowane, z miejscem na dobrą dedukcję i zwyczajne rozmowy z potencjalnymi świadkami czy przyjaciółmi pomagającymi w śledztwie. Fabuła rozpisana jest dobrze, w odpowiednich momentach zdarzają się zwroty akcji, tak że czytelnik od początku jest nią żywo zainteresowany.
 
Kreacja głównego bohatera również w tym tomie weszła na inny poziom, wydaje się bardziej dopracowana pod względem psychologicznym. Marek od siedmiu lat nieustannie szuka żony i jest już tym wszystkim zwyczajnie zmęczony. Oczywiście swoje cechy charakterystyczne nadal zachował, nadal zdarza mu się robić głupstwa bez zastanowienia, nadal jest fanem Dżemu i piwa, choć te serwuje sobie w wersji zimowej, grzane z przyprawą korzenną. Ale zwyczajnie czuć w jego zachowaniu powolną rezygnację, choć ciągle też jeszcze gdzieś tam tlącą się nadzieję. Czy to jego lekko melancholijne zachowanie? A może sny? Pewne każdy detal naprowadza na ten wniosek, ale dzięki temu Marek staje się po prostu bardzo ludzki.
“Wolałby taki stan rzeczy niż nieustanne dźwiganie balastu, toczącego i wyniszczającego go przez lata. Był w tym chciejstwie cholernie egoistyczny, wyczuwał to, coraz mniej w tym wszystkim zależało mu na Agacie, a coraz bardziej na własnym komforcie psychicznym.”
Sama intryga kryminalna zbudowana jest dobrze i faktycznie rozwiązuje wszystkie zagadki, które frapują czytelników od pierwszego tomu tej serii. Jest dosyć rozbudowana, trudno samodzielnie złożyć wszystkie puzzle w całość. Podobało mi się zarówno dochodzenie w sprawie zaginionego Jana, jak i później powrót do wątku Agaty, a samo zakończenie jest logiczne i, jak dla mnie, satysfakcjonujące - dobrze przemyślane, naprawdę podoba mi się sposób, w jaki autor ułożył to wszystko na końcu.
 
Akcja powieści toczy się głęboką zimą i autor nie daje o tym zapomnieć - co dobrze się złożyło, bo gdy ja czytałam tę książkę, termometr pokazywał ponad 30 stopni na plusie, więc przynajmniej czytanie o zamieci, ciągłe przypominanie, że trzeba odśnieżać samochody i podjazdy działały na mnie ochładzająco. Z kolei zimą z pewnością będzie to bardzo klimatyczna lektura. Jest też fajnym kontrastem do tomu pierwszego, w którym lato zwalało z nóg.
 
Czy wszystko zatem mi się w niej podobało? Nie do końca, jednak wątków, na które mogę narzekać, jest zdecydowanie mniej niż w dwóch poprzednich tomach - jak wspomniałam ten wydaje się dużo lepiej wyważony. Poza okazyjnym nie całkiem racjonalnym zachowaniem bohaterów, to relacja Marka z Aldoną przez całe trzy tomy niespecjalnie mnie przekonała - nie wiem czy to przez samą postać Aldony, która nie była specjalnie pogłębiona psychologicznie czy przez ten ciągle podkreślany fetysz stóp. Poza tym jednym aspektem (który raczej wynika z moich prywatnych preferencji) jednak czuję się do historii w pełni przekonana.
“Nie wiedział, co teraz będzie. Przez mokre szyby, po których spływał roztopiony śnieg, patrzył na zniekształcony świat, migoczące reflektory samochodów i niewyraźne sylwetki przechodniów, na rozmazujący się w oddali blok. Świat stracił na rzeczywistości.”
Podsumowując, w finale trylogii “Koszmary zasną ostatnie” czuć, że autor nabiera w swoim warsztacie pisarskim wprawy. Historia pod względem tempa i rozłożenia akcji jest lepiej zbalansowana, w końcu skłaniamy się bardziej ku typowemu kryminałowi niż sensacji. Postacie przyjemnie zbudowane, tak że w większości da się wczuć w ich położenie, dzięki czemu nie denerwują - bo po prostu dobrze je rozumiemy. Zagadka jest ciekawa, autor często myli tropy tak, by czytelnik czuł przed sobą wyzwanie, by złożyć to wszystko w spójną całość. Mnie samej się to nie udało, kilka razy dałam się autorowi nabrać, a finał mnie usatysfakcjonował - dobrze pozamykał wątki, spiął wszystko, co było w trzech tomach, w jedną spójną całość. Tak, po takim finiszu serii na pewno czekałabym co autor zaprezentuje dalej - oczywiście gdybym czytała tę książkę w 2018 roku. Teraz pozostaje mieć tylko nadzieję, że Wydawnictwo Literackie z czasem wznowi i inne powieści autora, bo sama mam jeszcze kilka braków w znajomości jego twórczości, a jak widać po recenzjach tych trzech tomów (klik!), nowe wydania są dla mnie dobrą motywacją, by w końcu je wypełnić!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 07, 2024

"Porzuć swój strach" Robert Małecki - recenzja premierowa

"Porzuć swój strach" Robert Małecki - recenzja premierowa

Autor: Robert Małecki
Tytuł: Porzuć swój strach
Cykl: Marek Bener, tom 2
Data premiery: 07.08.2024
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał / sensacja
 
“Porzuć swój strach” to środkowy tom debiutanckiej trylogii Roberta Małeckiego, autora powieści kryminalnych, który aktualnie uznawany jest za jednego z czołowych przedstawicieli tego gatunku w Polsce. Teraz, gdy na koncie ma już 14 powieści, Wydawnictwo Literackie przypomina nam o tych pierwszych, tych którymi dał znać, że chciałby sobie zrobić miejsce na polskim kryminalnym rynku książki. Sama nie miałam przyjemności czytać tej trylogii ani w latach 2016-2018, kiedy była wydawana po raz pierwszy, ani też w 2021 roku, gdy wydana została ponownie. Jednak do trzech razy sztuka - jak mówi stare powiedzenie i ja z tego korzystam. I przyznam, że jest to ciekawe doświadczenie - seria debiutancka Małeckiego mocno różni się od tego, co autor serwuje nam teraz, więc spojrzenie na nią z perspektywy tych kilku lat daje ładny obraz tego, jak bardzo się rozwinął, jak doszlifował swój pisarski warsztat.
 
Sierpień, rok 2016. Od wydarzeń z “Najgorsze dopiero nadejdzie” (recenzja - klik!) minęły trzy lata, życie Marka w tym czasie uległo zmianie - po zwolnieniu z “Gazety miejskiej”, która zresztą swoją drogą wkrótce zakończyła swój żywot, założył własną gazetę - “Echo Torunia”. Dołączyła do niego Aldona Terlecka, która pierwsze kroki stawiała w starej pracy pod jego skrzydłami, jak i zaprzyjaźniony fotograf Radek Rak. Teraz piszą o tym, o czym chcą, stawiają na solidne, rasowe dziennikarstwo, a nie pisanie pod publiczkę i reklamy. Marek zatem może decydować czym się zajmuje, a ostatnio chętnie podejmuje się współpracy przy zaginięciach. Swojej żony, która w dziwnych okolicznościach zniknęła kilka lat temu, niestety nadal nie odnalazł, nie posunął się w tym śledztwie ani o krok do przodu, jednak na innych polach odnosił sukcesy, np. przyczynił się do odnalezienia małego chłopca. Teraz lokalny biznesmen, który słyszał o tamtej sprawie prosi go o pomoc - zaginęła jego nastoletnia córka. Mężczyzna oferuje sporo pieniędzy, Marek zaintrygowany obiecuje przyjrzeć się sprawie, choć z pewnego powodu nie boi się o bezpieczeństwo dziewczyny. Dlaczego? Szybko jednak okazuje się, że sprawa jest dużo bardziej zagmatwana niż mogłoby się wydawać, prowadzi go też w dziwne rejony… W inne dziwne rejony zagłębia się też Aldona - bada temat nielegalnych gier hazardowych, o których artykuł ma nadzieję, że przyniesie jej awans do mediów krajowych. Czy jej nadzieje nie są płonne? Co przyniosą im obydwie sprawy? I gdzie w nich miejsce na zaginioną żonę Marka?
 
Książka rozpisana jest na prolog i nienumerowane rozdziały, które określone są datą i dniem tygodnia, w jakim toczy się akcja - główna historia zamyka się w kilku dniach sierpnia. Każdy rozdział podzielony jest na krótkie numerowane podrozdziały, każdy ma swoją osobną numerację. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który podąża głównie za Markiem, ale od czasu do czasu opisuje też co dzieje się u Aldony - pod koniec naprzemienność tych fragmentów jest zagęszczona. Czasami też przez tekst przewijają się fragmenty pisane kursywą - to przytoczone nagrania z dyktafonu jakiegoś mężczyzny, który już na wstępie mówi, że opowie prawdę o zniknięciu Agaty, żony Marka. Styl powieści jest dosyć surowy, jego zadaniem jest nieść akcję. Słownictwo dopasowane jest do postaci (np. ojciec zaginionej notorycznie wtrąca tak zwana katoprzekleństwa, czyli łączy wzywanie świętych z wulgaryzmami). Całość czyta się płynnie i szybko.
“Przemoc zawsze rozwiązuje nawet najbardziej zasupłane języki.”
Czytając o Robercie Małeckim trafiłam na informację, że jednym z jego ulubionych autorów zagranicznych jest Harlan Coben. I w tych pierwszych książkach to naprawdę widać. W “Porzuć swój strach” już w prologu dostajemy mocny akcent, później na kilka stron akcja nieco zwalnia, jest czas na wprowadzenie, jednak dosyć szybko wracamy na tory dynamicznego tempa akcji. Historia jest skomplikowana, intryga wielowarstwowa, pełno w niej dziwnych przekrętów i tajemnic. Wszystko to opisywane jest w sensacyjnym tonie, więc to właśnie na akcji skupiamy się najmocniej. Początkowe tajemnice mocno czytelnika w historię wciągają, od książki trudno się oderwać i tak już zostaje do samego końca lektury, choć dosyć szybka sprawa rodzinna zaczyna zataczać coraz szersze społecznie kręgi. Autor w bardzo sprytny sposób zgrał wszystkie wątki w całość, sprawił, że czytelnik nawet mimo wyjaśnienia zagadki zaginięcia nastolatki, nie może się już doczekać kontynuacji wątków prywatnych w tomie kolejnym. Z tego względu polecam serię czytać po kolei - w teorii da się czytać każdy tom osobno, bo też każdy ma oddzielną zagadkę kryminalną, jednak z tej, która toczy się tuż obok, tej prywatnej nie czytając po kolei straci się po prostu za dużo, nie będzie się czuło tych emocji, co czuje się czytając we właściwej kolejności.
 
Sama sensacyjna intryga jednak nie jest tym, co zaskoczyło mnie w tym tomie najmocniej. Tę rolę pełni temat hazardu, gdyż do tej pory byłam w pełni przekonana, że najnowsza seria autora o policjantach z Archiwum X (recenzje – klik!) jest pierwszą w dorobku autora, w której wziął się za ten temat. Teraz okazuje się, że nie, że już w debiutanckiej serii ten temat zajął sporo miejsca. Autor solidnie opisuje go i od strony graczy, i od strony organizatorów, wylewa cały brud, jaki w tym temacie siedzi. Naprawdę ciekawy wątek!
“Znowu panicznie się bał. Znowu strach kazał mu uciekać. Tym razem jednak uciekał przed samym sobą.”
Na koniec pomówmy o postaciach, gdyż i one dobrze wpisują się w konwencję powieści sensacyjnych. Ich portrety psychologiczne nie są tutaj na pierwszym miejscu, a mimo to ich charaktery są wyraźne. Sam Marek wydaje się postacią trudną do polubienia, jednak to nic dziwnego - mężczyzna wiele w życiu przeszedł, jest prywatnie sfrustrowany, gdyż od tylu lat nie posunął się do przodu swoim śledztwie dotyczącym zaginięcia jego żony. Żyje w dziwnym zawieszeniu, trwa ze względu na pracę - jedzenie czy utrzymywanie trzeźwości niespecjalnie jest dla nim na pierwszy miejscu. To pies gończy, który zrobi wszystko, by chwycić swoją zwierzynę. Czy naprawdę wszystko i czy przypadkiem ta pogoń nie odwróci pełnionych przez postaci ról?
Aldona przedstawiona jest podobnie, jest nośnikiem historii i kilkoma elementami charakterystycznymi - przede wszystko rozpoznać można ją po tym, że ciągle chodzi boso. Co ciekawe, w tomie pierwszym Marek nie wróżył jej dziennikarskiej kariery, w tym w stu procentach na niej w pracy polega.
Dla mnie jednak kreacje psychologiczne w powieściach są ważne, chyba więc właśnie dlatego najbardziej ciekawił mnie obraz pewnej postaci, która od hazardu jest uzależniona. Bo jest to obraz nadal sensacyjny, ale psychologicznie pełny - autor dobrze oddał charakter tego nałogu, jak działa, z czym się wiąże, jak myśli osoba uzależniona. Fragmenty poświęcone tej kreacji postaci zdecydowanie zasługują na uwagę.
“(...) prosto w oczy powiedzieć ci tego nie umiem. A czy ty byś umiał, gdybyś przez swoje błędy skazał na śmierć wszystko, co kochasz najbardziej na świecie?”
Muszę przyznać, że cieszę się, że po “Porzuć swój strach” sięgnęłam teraz, w ramach nadrabiania zaległości w twórczości autora, którego pióro już znam, gdyż mogę ją potraktować nieco badawczo - tak jak wspomniałam we wstępie przyjrzeć się różnicy jaka jest pomiędzy pierwszymi powieściami Roberta Małeckiego, a tymi najświeższymi. W tej z początku widać wyraźne ślady inspiracji Cobenem, z czego będą zadowoleni fani sensacji - faktycznie akcja jest szybka, zawiera dosyć typowe elementy dla tego gatunku, dostarcza dobrej rozrywki. Sama jednak szukam w książkach jednak czegoś innego, więc dla mnie atrakcyjne były tematy w stosunku do samej akcji nieco poboczne - poczucie tajemnicy jaką skrywa rodzina zaginionej i wątek uzależnienia od hazardu. Rozwiązanie z fragmentami z dyktafonu też było ciekawe, choć z początku wzbudziło pewien mętlik, trudno było je do czegoś przypasować. Ostatecznie jednak wszystko spięło się w spójną całość z takim zakończeniem, że bardzo się cieszę, że już za niecały miesiąc przyjdzie mi sięgnąć po tom trzeci tej serii - “Koszmary zasną ostatnie” w nowym wydaniu ukażą się u nas 4 września.
 
Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!