Autor: Michał
Zgajewski
Tytuł: Czarnobogi
Data premiery: 27.08.2025
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał
Michał Zgajewski dzieciństwo spędził w
Oleśnie, na studia wyjechał do Częstochowy, a po nich osiadł w Żywcu. I to te
ostatnie miasto, a raczej cały rejon stał się ważnym elementem jego powieści.
Kiedyś pisał do szuflady, zmieniło się to w końcu w roku 2024 zimą, kiedy po
raz pierwszy mogliśmy sięgnąć po jego powieść - był to “Strażnik Jeziora”,
pierwszy tom serii kryminałów noir z detektywem Norbertem Krzyżem, za który w
tym roku autor otrzymał nagrodę Kryminalny Debiut Roku przyznawaną podczas
Gwiazdozbioru Kryminalnego. Do tego czasu cykl rozrósł się do trzech tomów
(recenzje - klik!), a po otrzymaniu nagrody przyszła pora na coś nowego - choć
nie do końca nowego, bo tak naprawdę autor zaczął to pisać po skończeniu
“Strażnika Jeziora”, a i w nurcie gatunkowym nadal pozostaje w czarnym
kryminale - to “Czarnobogi”, powieść osobna, od serii niezależna.
Gorący lipiec 2023. Zyta Kafka zjawia się w
Czarobogach, rodzinnej wsi położonej w Dolinie Koszarawy, z której uciekła
przed laty. Mimo niechęci do miejsca, teraz nie miała wyjścia - zmarła jej
matka, jej jedyna rodzina, musiała więc wrócić, by urządzić jej pogrzeb. Zaraz
jednak wraca - tylko załatwi w urzędzie najpotrzebniejsze sprawy, wystawi dom
na sprzedaż i już jej nie ma, już wraca do Wrocławia. A przynajmniej na to
liczy, choć możliwe, że los zdecyduje inaczej… Tuż po pogrzebie jej
przyjaciółka Gosia mówi jej o dziwnym zdarzeniu, do którego doszło miesiąc
temu. Chwilę po śmierci Adama, nastoletniego chłopaka Zyty, który cały swój
czas wolny spędzał na szukaniu nowych tropów w sprawie zaginięcia sprzed laty
jej ojca, ktoś wykopał jego ciało z grobu i uciął mu głowę… To przesąd znany w
tej wiosce od wieków, mający uchronić przemianę w strzygonia, jednak przecież
przed I wojną światową zarzucony… Dlaczego zatem ktoś tak zbezcześcił ciało
biednego Adama? Nikt tego nie wie, a zanim Zyta ma szansę wypytać przyjaciółkę
o coś więcej, ta znika. Co się dzieje w Czarnobogach, dlaczego wszyscy wokół
Zyty umierają lub znikają?
“Przyszło jej do głowy, że taką woń mają śmierć i szaleństwo. Akurat jednego i drugiego w Czarnobogach nie brakowało. Była jeszcze nuda, ale to jak na każdym zadupiu.”
Książka rozpisana jest na prolog osadzony w
1723 roku oraz trzy tytułowane części i epilog. Części dzielone są na
rozdziały, w sumie jest ich dwadzieścia siedem, ale to ciągle nie najmniejsza
część budowy powieści - rozdziały dzielone są na króciutkie fragmenty, które
naprzemiennie oddają historię z perspektywy Zyty i Eryka Banasia, byłego
policjanta, który przypadkowo w tę zagadkę się wplątuje. Narracja prowadzona
jest trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora, który ma wgląd nie tylko
w zdarzenia, ale i w głowę postaci, z perspektywy której przedstawia dany
fragment, jednak jest to narrator nieco wredny
- lubi zostawiać nas w niepewności, daje do zrozumienia, że coś się
stało, ktoś coś odkrył, by przejść do kolejnego fragmentu, a czytelnik zżerany
przez ciekawość musi chwilę poczekać, by odkryć to, co odkryły postacie. A to
znaczy, że choć zdarzenia (prócz kilku retrospekcji) toczą się chronologicznie,
to jednak nie całkiem linearnie. Styl powieści jest charakterystyczny dla
kryminałów noir, jak i już chyba dla samego Michała Zgajewskiego - postacie w
dialogach nieraz w słowach nie przebierają, ale też porozumiewają się ze sobą z
lekką ironią, co odpowiednio kontrastuje z mroczną zagadką. Dialogów jest
sporo, tak naprawdę większości informacji potrzebnych do rozwiązania zagadki dostarczane
się nam przez rozmowy postaci. Książkę czyta się dobrze, choć w porównaniu do
serii z Krzyżem, ta wydaje się, że przeszła przez mniej uważną korektę -
pojawiło się kilka literówek, kilka zbędnych powtórzeń. Poza tymi detalami
lektura przebiega płynnie.
“- Gdyby coś się działo, to dzwoń na sto dwanaście.- Ale co się ma dziać?- Coś strasznego.”
Po raz pierwszy Michał Zgajewski główną
bohaterką, a raczej jedną z pary głównych bohaterów, uczynił kobietę. Zyta zbliża
się do czterdziestki i choć twierdzi inaczej, nigdy nie odcięła się tak naprawdę
od tego, co stało się w Czarobogach, od dzieciństwa i zaginięcia swojego ojca.
Jest odważna i uparta, a to cechy charakterystyczne dla kryminałów noir -
bohater musi przez nie, przez tę nadmierną samodzielność pakować się w kłopoty.
To głównie na tym u Zyty się skupiamy i dlatego też większe wrażenie robi Eryk.
To postać, która boryka się z problemem wpadania w niekontrolowaną złość, co
wpędziło go w kłopoty w policji, co teraz też przysparza mu jeszcze większych
problemów w miasteczku - oprócz frustrującej pracy jako ochroniarz w sklepiku
wykonuje dorywcze prace dla szemranych typów. Eryk to wielki facet, który
potrafi używać siły, gdy traci kontrolę to nawet za bardzo, a jednak tak na co
dzień wydaje się stłamszony - przez matkę, przez samego siebie, którego
kontrolować nie potrafi. Dla czytelnika jego wybuchy to dobry zapalnik
zaskakującej akcji, ale równocześnie obraz zmarnowanego życia.
“Małomiasteczkowa atmosfera przytłaczała ją coraz bardziej. Tak samo jak zbocza gór zasłaniające horyzont. “Góry potrafią być piękne, ale zasłaniają świat”. Takie zdania zapisała w swoim pamiętniku jako trzynastolatka. Uważała, że to było najlepsze zdanie, jakie do tej pory wymyśliła.”
Zresztą nie sam Eryk może poszczycić się
marnotrawieniem życia - to częsty los młodych ludzi w Czarnobogach, miejscu, w
którym nie ma za wiele do roboty, a przez to bardzo chłonnym na wszelakie
używki. Tak naprawdę ma się wrażenie, że życie stanęło tam już jakiś czas temu
w miejscu, gdzieś na przełomie tysiącleci, gdy mentalność była nieco inna -
łatwiej wierzyło się w legendy i lokalne wierzenia. I na połączeniu ich ze
współczesnością właśnie ta powieść się opiera - gdzieś po lasach krążą dawne legendy,
dzieje się coś dziwnego, coś, co wydaje się przekraczać ludzkie pojęcie.
Zresztą sam autor serwuje nam kilka ciekawych legend dotyczących powstania
doliny, w których Król Węży odgrywa znaczącą rolę… To wprowadza w powieść
element tajemnicy, element delikatnie magiczny, nadający dziwne mglisty klimat,
choć oczywiście intryga jest logiczna i jak najbardziej realna.
“Mam taką teorię, że Czarnobogi stanowią swego rodzaju axis mundi, w którym skupiają się wszystkie najbardziej ekstremalne zachowania z ostatnich wieków. Tutaj po prostu szaleństwo wisi w powietrzu.”
No właśnie, intryga zawiązuje się bardzo
ciekawie: dziwny rytuał, zaginięcie teraz i przed laty, śmierci, a nawet martwy
wąż pod drzwiami. Początkowo mamy wrażenie, że dostajemy porozrzucane różne
elementy układanki, które wraz z biegiem lektury składamy w całość. Cała fabuła
zbudowana jest na zasadzie kuli śnieżnej - zaczyna się sennie, by z rozdziału
na rozdział lekko przyspieszać, aż do wielkiego, dynamicznego, dość
sensacyjnego punkt kulminacyjnego, po którym nagle wszystko się uspokaja, a
wątki zostają domknięte. O samej zagadce ciężko coś powiedzieć więcej bez
naprowadzania na kierunek, którym idzie rozwiązanie, więc mogę powiedzieć tyle,
że jest spójna i przemyślana, choć dla mnie samej momentami niepotrzebnie
brutalna (i nie chodzi tu stricte o wybuchy Eryka). Niektóre elementy (znowu
nie mogę wskazać które) wprowadzają też raczej niepotrzebne skomplikowanie. To detale,
które czytelnik odbierze w zależności od swoich preferencji czytelniczych, jak
i doświadczenia w gatunku kryminalnym.
“Eryk z doświadczenia wiedział, że przestępcy idioci często należą do tych najniebezpieczniejszych. Idioci nie kalkulują. Jeśli są zaślepieni zemstą, zrobią wszystko bez względu na koszty.”
A czy są tu jakieś tematy warte własnych
refleksji? Tu wracamy do miejsca, które, nawet kiedy tego nie chcemy, w jakiś
sposób zawsze się w nas zakorzenia. Wszyscy nosimy w sobie wspomnienia miejsc,
w których spędziliśmy dzieciństwo, miejsca, które podobnie jak ludzie, nas
ukształtowały i próby wymazania tego z pamięci na niewiele tak naprawdę się
zda. A tym samym pytamy o przeszłość - czy warto pozwalać dyktować teraźniejszość
przez przeszłość? Ale co, kiedy przeszłość nie została zamknięta, a zamknąć się
jej nie da? Jak wtedy żyć, jak realizować się, funkcjonować, jak być szczęśliwym?
Czy to w ogóle możliwe?
“(...) żyjemy w miejscu, które zawsze było podatne na różnego rodzaju wierzenia i przesądy.”
W “Czarnobogach” Michał Zgajewski daje
czytelnikom to, co już znane, ale w nieco innej wersji - mamy w końcu Beskid
Żywiecki, ale samo miejsce, klimat, które wprowadza, jest jeszcze bardziej
wyraźny, nadaje książce atmosfery mglistej, niepokojącej, lekko może i
mistycznej. Na pograniczu szaleństwa... To miejsce dyktuje zachowanie postaci,
zagadki, rytmu, tak naprawdę to jemu wszystko jest podporządkowane. Miejscu i
podgatunkowi, bo jednak kryminał noir jest tym, co trzyma całą historię w
znajomym tempie, w znajomych ryzach. To dlatego momentami powieść zyskuje charakter
sensacyjnych, to dlatego postacie lubią pakować się w kłopoty, choć w przypadku
bohatera męskiego te kłopoty są naprawdę ciekawie zaproponowane. To ciekawa
przerwa od Norberta Krzyża, inne spojrzenie na Beskid Żywiecki.
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Agora.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz