Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania norbert krzyż, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania norbert krzyż, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sierpnia 19, 2024

"Ciemność żyje w nas" Michał Zgajewski

"Ciemność żyje w nas" Michał Zgajewski

Autor: Michał Zgajewski
Tytuł: Ciemność żyje w nas
Cykl: detektyw Norbert Krzyż, tom 2
Data premiery: 14.08.2024
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał
 
Michał Zgajewski od dawna związany jest z szeroko pojętą sztuką - interesują go książki, film, muzyka. Jednak polski czytelnik jego nazwisko poznał dopiero z początkiem tego roku - pod koniec lutego 2024 ukazał się jego debiut powieściowy, pierwszy tom serii kryminałów nawiązujących do nurtu noir z prywatnym detektywem Norbertem Krzyżem pt. “Strażnik jeziora” (recenzja - klik!). Debiut został przyjęty ciepło przez czytelników, a autor nie kazał nam długo czekać na dalsze losy tego bohatera - niecałe pół roku po debiucie wrócił z tomem drugim pt. “Ciemność żyje w nas”, książki, na końcu której znajdziemy już chyba też zapowiedź tomu kolejnego!
 
Rok 2018, koniec kwietnia, Żywiec. Norbert Krzyż po wydarzeniach z listopada zyskał całkiem niezłą popularność, choć jak sam ciągle twierdzi - najlepiej nadaje się do tak przyziemnych spraw, jak tropienie małżeńskiej niewierności. I właśnie podczas jednej z takich obserwacji dzwoni do niego potencjalny klient - to młody chłopak zwany Elfem, drobny diler narkotyków, który chce go zatrudnić, by wywlókł na światło dzienne tajemnice związane z czymś, co on nazywa czarnym domem. Norbert niechętnie, ale obiecuje się u niego zjawić, by temat przygadać, jednak na miejsce dociera za późno - Elf nie żyje, choć to chyba za delikatne określenia na to, z jaki dużą brutalnością zostało potraktowane jego ciało… Na miejscu zjawia się policja, a Krzyż obiecuje, że nie będzie się wtrącać. No cóż - do czasu. Kiedy zjawia się u niego prawdziwa piękność w postaci starszej siostry Elfa, detektyw ulega i obiecuje jednak trochę się w temacie zorientować. A kiedy to robi, wpada mu w grafik kolejna sprawa - właśnie zaginęła Ewelina, o której wszyscy mówią, że była dziewczyną Elfa. Czy za jej zniknięciem stoi morderca chłopaka? A może się po prostu ukrywa? Pewne jest jedno - Norbert znowu złamie obietnicę niewtrącania się w sprawę skomplikowanego morderstwa… Gdyby tylko wiedział, w jak wielkie tarapaty ponownie się wpakuje!
“Należał do tych niepotrzebnych, którzy sami wiele w życiu nie potrzebują. Jednym słowem - zmarnowany potencjał. Taką diagnozę postawił specjalista do spraw osób uzależnionych - Norbert Krzyż.”
Książka rozpisana jest na 21 rozdziałów, najczęściej rozpoczynających się od początku nowego dnia od razu z informacją o dacie i dniu tygodnia. Każdy rozdział podzielony jest na króciutkie fragmenty, scenki czy podrozdziały, które zamykają się najczęściej w jednej-dwóch stronach. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Norberta - to fajnie nawiązuje do kryminałów noir i daje wrażenie, jakbyśmy czytali coś w rodzaju pamiętnika, czy może dziennika dokumentującego każdy dzień śledztwa. Styl powieści, poprzez wybór takiej narracji, nierozerwalnie wiąże się z charakterystyką głównego bohatera - jest wyważony, lekko sarkastyczny, nie dominują w nim dialogi, choć tak naprawdę poza samą akcją, najważniejsze jest to, co mówią bohaterowi inni ludzie - autor zastosował tutaj ciekawy zabieg: gdy rozmowa Norberta z postacią w jakiś sposób przydatną w sprawie miałaby być długim ciągiem dialogowym, to autor jakby usuwa kwestie Norberta, pozostawiając wypowiedzi rozmówcy, z czego powstaje po prostu dłuższy monolog. To coś, czego teraz nie spotykamy w powieściach za często, więc taka forma przedstawiania treści na pewno pobudzi w czytelnikach zaciekawienie, jest czymś świeżym. Język jest prosty, użyty sprawnie, nie ma też w nim za wielu przekleństw, przez co całość czyta się naprawdę przyjemnie - dokładnie tak, jak stare, dawne kryminały. Jedyny minus to nadmierne powtarzanie niektórych faktów, przez co czasami miałam wrażenie, że autor wątpi w pamięć czy skupienie czytelnika - tak było już przy pierwszym tomie, i przy drugim niespecjalnie uległo to zmianie.
“Jeden strzał zrujnował moje życie. Drugi, jeśli kiedykolwiek oddam, rozwali moją skroń.”
Skoro to Norbert jest tym, który nadaje ton powieści, to na jego kreacji skupmy się na początek. I muszę przyznać, że jest ona bardziej udana niż w tomie pierwszym - tam chyba nie do końcu umiałam uchwycić jego charakter, tutaj staje się jasne: to zwyczajny facet, który podchodzi do życia racjonalnie, może i stoicko - oczywiście w teorii. Bo gdy coś zaczyna się dziać, czy sam wpadnie na jakiś pomysł, do którego się zapali, to o teorii zapomina i pod wpływem chwili czasami robi głupoty - to z jednej strony robi z niego całkiem wyróżniającą się postać na tle innych detektywów w polskiej współczesnej literaturze, z drugiej - staje się bardziej ludzki. Mimo tego, że na spokojnie kreuje się na człowieka wyważonego, to jednak jego życie wcale tak nie wygląda, ma bałagan w życiu prywatnym, w zawodowym raczej też - w końcu, gdy prowadzi się sprawę wraz z policją, a jest się niesłownym, to nic dziwnego, że ma się później problemy… Mimo to nie można mu odmówić bystrości, ale znowu - nie jest to bystrość nadzwyczajna, a przyjemnie ludzka, mamy wrażenie, że sami też moglibyśmy podczas takiej sprawy wpaść na takie tropy jak Norbert. Może i więc ten bohater lubi pakować się w tarapaty, tak trochę na własne życzenie, ale jest w nim coś takiego, że ciężko go znielubić - może to przez ten jego sarkazm, który daje o sobie znać, gdy bohater się na trochę zatrzyma i przyjrzy sytuacji? Tak czy siak - w pierwszym tomie nie czułam się z Norbertem specjalnie związana, tutaj już mu kibicuję, mimo tego, że przecież ciągle zdarza mi się robić głupoty. 
“Mądrości Norberta Krzyża. Może kiedyś opublikuję książkę z sentencjami typu: “Jeśli nie możesz iść do przodu, zrób krok do tyłu”. I tak dalej.”
Pozostałe kreacje postaci są różne - jedne są oczywiste, inne długo nas zwodzą. Kobiety chętnie wskakują Norbertowi do łóżka, a mężczyźni są skorzy do bitki - sama zakładam, że jest to kolejny element kryminałów noir, który ma wpasować powieść autora w ten gatunek. Mnie jednak bardziej ciekawią postacie nieoczywiste, w tej powieści są to najczęściej osoby młode, które skrywają samych siebie przed światem, których rodzice, na co dzień przecież z nimi mieszkający, nie znają tak naprawdę wcale. Są często właśnie przez rodziców lekceważone, niedoceniane. Autor ich kreacje oddaje w sposób bardzo uważny, pokazuje nam jedno, by zaraz, za moment spojrzeć na sytuację z całkiem innej strony.
“- Wiesz, jak jest z wychowaniem. Wiadomo, że się nie uda, ale trzeba próbować. - To był mój dzień. Rzucałem mądrościami na poczekaniu.”
Cała historia toczy się tempem zróżnicowanym. Przez większą część lektury podążamy za Norbertem i przyglądamy się jego rozmowom z potencjalnymi świadkami. To te rozmowy, to, co w czasie ich odkrywa, są niezwykle dla fabuły ważne. Oczywiście nie brak tutaj też momentów akcji - krótkich, ale szybkich, takich, w których adrenalina się podnosi i wymusza zachowania instynktowne - dokładnie tak, jak to bywa u Norberta. Autor stosuje tutaj też pewien trik, który sprawia, że czytelnikowi jest trudno lekturę przerwać - nie wszystkie wydarzenia toczą się chronologiczne, autor stosuje cliffhangery, których rozwiązanie poznajemy kilku godzin fabularnych później, gdy bohater będąc już w całkiem innym miejscu, cofa się do zdarzenia, które zostawiło nas w niepewności. Dobry zabieg przy pierwszoosobowej narracji z jednym narratorem - bardzo skuteczny w utrzymaniu ciekawości.
“Taki amator jak ja nie miał tu czego szukać. Szczegóły sekcji zwłok, ślady DNA to robota dla podkomisarza Marka i jego asów. Mnie pozostawało rozmawiać z ludźmi i liczyć na to, że powiedzą mi więcej niż policjantom.”
Sama intryga kryminalna jest bogato złożona, składa się z wielu różnych tropów, różnych tematów, w których ciężko samodzielnie wyłowić ten, który okaże się finalne prawdziwym. Przyznam, że nie przewidziałam kierunku, jaki książka obrała na końcu, bo choć większość danych podczas lektury faktycznie była podana, to autor skutecznie odciągnął od nich moją uwagę robiąc coś w postaci zasłon dymnych.
“Wiedziałem tylko, że jestem coraz bliżej jądra ciemności.”
 W tomie pierwszym autor nawiązywał do mrocznego tematu legend Jeziora Żywieckiego, w tym uderza w inny podobny klimatem temat - pojawia się wątek okultystyczny, nawet satanistyczny, pojawiają dziwne sekty, wierzenia i spiski. Sprawnie jest to w fabułę wplecione, nadaje lekturze mroku i zamazuje trochę granicę pomiędzy normalnością a szaleństwem.
“Nie ma Boga. Nie ma diabła. Jest tylko człowiek z niewyczerpanymi pokładami okrucieństwa.”
“Ciemność żyje w nas” to świetny przykład współczesnego kryminału wpasowanego w ramy nurtu noir. Mamy ciekawego, niebanalnego i niekryształowego bohatera, który jest narratorem powieści, w większości klimatyczną, spokojną akcję, choć kiedy trzeba, to i potrafi solidnie przyspieszyć. Są sprawne, lekko uszczypliwe dialogi, i tematy, które mają mroczny wydźwięk - nie tylko te, które wiążą się z wiarą w demony, ale raczej przede wszystkim chodzi o demony skrywane w ludzkich skórach, wśród osób, których nikt by o nic złego nie podejrzewał. Autor sprytnie nas zwodzi, odwraca uwagę, by na końcu solidnie zaskoczyć czymś, co przecież cały czas mieliśmy pod samym nosem… Mamy więc tutaj ramy gatunku, które znamy, ale ubrane w historię przyjemnie na czasie, którą śledzimy z uwagą. Mam nadzieję, że tom trzeci będzie już bez zbędnych powtórzeń faktów i będę mogła go już tylko i wyłącznie chwalić! 😉 Obyśmy doczekali się go równie szybko, co tomu drugiego.


Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 17, 2025

"Wołanie umarłych" Michał Zgajewski

"Wołanie umarłych" Michał Zgajewski

Autor: Michał Zgajewski
Tytuł: Wołanie umarłych
Cykl: detektyw Norbert Krzyż, tom 3
Data premiery: 12.02.2025
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał
 
Niecały rok temu Michał Zgajewski po raz pierwszy zaprosił nas do świata detektywa Norberta Krzyża, prywatnego detektywa, który nawiązując do czarnych, rasowych kryminałów, ma tendencje do sarkazmu i pakowania się w kłopoty. W końcówce lutego roku 2024 autor debiutował książką “Strażnik Jeziora” (recenzja - klik!), która wielu czytelników zachwyciła nie kryminalną otoczką, ale także miejscem akcji - to Żywiec i okolice, miejsce autorowi dobrze znane, gdyż sam mieszka tam już od jakiegoś czasu. Pół roku później czytelnicy mogli spotkać się z Norbertem po raz drugi w “Ciemność żyje w nas” (recenzja - klik!), teraz robimy to po raz trzeci. I choć seria zachowuje nadal główne założenia budowy świata przedstawionego, to powoli zaczyna też ewoluować…
Michał Zgajewski przygody Norberta Krzyża tworzy w czasie wolnym, na co dzień pracuje w social mediach, przygotowuje programy o tematyce filmowej. I tę fascynację również w jego powieściach czuć!
 
Od wydarzeń z “Ciemność żyje w nas” minęły cztery lata. Jest grudzień, Norbert Krzyż siedzi w biurze i zajmuje się wysyłką pamiątek góralskich - to jego dodatkowa praca, jako prywatny detektyw teraz przyjmuje mniej zleceń, unika tych czasochłonnych, tych, które mogłyby go zaprowadzić w niebezpieczne rejony… Do czasu, gdy zjawia się u niego znajomy prawnik z prośbą, by przyjrzał się śmierci mężczyzny, którego Norbert kojarzy - dlatego, że cztery lata temu na zlecenie jego żony go śledził. Odkrył wtedy coś dziwnego, o czym nie powiedział jego żonie, a teraz zaczyna się zastanawiać czy to przypadkiem nie przez to mężczyzna odebrał sobie życie… Rozważnie jednak nie deklaruje się, że zlecenie przyjmie - najpierw trzeba powęszyć dokąd może go ta sprawa zaprowadzić. Pierwszy trop to znajomy lokalny biznesmen i jego były pracownik, żywo zainteresowany motywami spirytystycznymi, z którym zmarły podobno często rozmawiał… Czy naprawdę szukał jakichś odpowiedzi w zaświatach?
“Tępy przeciwnik może być groźny, ale łatwiej go rozgryźć. Inteligentni bandyci to już zupełnie inny kaliber. Panują nad emocjami. Ich nie interesuje gwałtowne zaspokajanie niższych instynktów.”
Książka rozpisana jest na trzy tytułowane części: Sznur, Sumienie i Golem, które składają się w sumie na 20 rozdziałów toczących się najpierw w grudniu 2022, później w marcu 2023. Historia ułożona jest chronologicznie (prócz jednego wyjątku), a zmiana daty zawsze jest w rozdziałach zaznaczona. Te z kolei składają się na krótkie scenki, nienumerowane podrozdziały, w których narrator albo opisuje to, co działo się przed chwilą, albo zdarzenia bieżące. Narratorem jest Norbert, który przedstawia całą historię w pierwszej osobie czasu przeszłego i jest w tym bardzo swobodny - używa języka codziennego, nieraz nieco bardziej dosadnego słownictwa, ale zachowuje w tym umiar - styl jego wypowiedzi przypomina dawne, rasowe czarne kryminały, gdzie narrator wypowiada się w sposób sarkastyczny, podszyty czarnym humorem. Oczywiście to tylko delikatne zabarwienie, ogólnie historia jest jak najbardziej poważna, momentami nawet dość sensacyjna. Całość czyta się łatwo i przyjemnie.
“Wciąż nie jest dobrze. Ale całkiem źle też nie. Na tym chyba polega życie. Idziesz przez nie środkiem. Nie bokami, ale tą chujową, najnudniejszą drogą. Nie ma euforii, ale też bez dołów, które pchają cię do czarnej dupy.”
Seria z Norbertem Krzyżem pisana jest tak, że czytelnik może sięgnąć po każdym tom niezależnie od pozostałych. Jednak ci, którzy serię znają od początku, docenią przemianę głównego bohatera, jaka zaszła w nim na przestrzeni tych czterech lat dzielących fabułę tomu drugiego i trzeciego. Norbert Krzyż w końcu zmienił swoje priorytety, w końcu ma kogoś, na kim mu zależy - to jego kilkuletnia córka, z którą próbuje odbudować kontakty. Widać, że mężczyzna się stara, próbuje podejmować mniej ryzykowne, bardziej racjonalne decyzje, choć oczywiście nie zawsze te podejście w nim wygrywa. W “Wołaniu umarłych” Norbert jest jednak łatwiejszy do zrozumienia i polubienia.
“Babranie się w ludzkim gównie coraz bardziej mnie męczyło. Każdy ma swój limit. Z wiekiem zaczynałem to dostrzegać.”
Nie znaczy to oczywiście, że i w tym tomie nie ściąga na siebie tarapatów - chyba nie byłoby Norbertem Krzyżem, gdyby tego nie robił! W “Wołaniu umarłych” intryga zabiera nas w dziwne rejony - stara legenda, motywy spirytystyczne i pewna podejrzana grupa przestępcza mieszają się z wątkiem wyraźnie sensacyjnym (przy nim na myśl przyszła mi serii z Bezimiennym Wojciecha Chmielarza) i pilnie strzeżoną tajemnicą z przeszłości. Jest wątek podejrzanych śmierci i zaginięcia, są szemrane interesy i próby przekupstwa. Mimo poruszania tylu różnych tematów, wszystko to bardzo zgrabnie się ze sobą łączy, a czytelnik nie ma wrażenia pośpiechu - bywają oczywiście momenty nieco bardziej dynamiczne, ogólnie jednak cała historia toczy się przyjemnie umiarkowanym rytmem. Samo rozwiązanie zagadki jest logiczne i zaskakujące.
“Tak to już bywa w toku ziemskiej egzystencji. Ciągle się rozczarowujemy. Próbujemy dopasowywać rzeczywistość do naszych oczekiwań. Niestety, tak to nie działa. Wciąż o tym zapominam pomimo wieku, doświadczenia, liczby przeczytanych książek…”
Ważną rolę w powieści odgrywa również samo miejsce akcji - to wspomniany już Żywiec, w którym tak jak w poprzednim tomie nie poruszamy się tylko po mieście, ale także okolicznych górach - tym razem przede wszystkim jest to wzgórze Łyska. Jednak to nie jedyne rejony, które w “Wołaniu umarłych” zwiedzamy - autor zabiera nas na przeprawę po mniejszych okolicznych wioskach jak np. wieś Kucoby, na chwilę zatrzymujemy się też w Tarnowskich Górach. Gdzieś tam przewija się Zawoja i Babia Góra. Wszystkie te miejsca, mimo iż ich rola nie jest eksponowana, dają powieści niepowtarzalny klimat - z jednej strony znany (kto nie lubi kryminałów małomiasteczkowych?), z drugiej w połączeniu tego wszystkiego przyjemnie dla autora oryginalny - podczas lektury, przy opisie odwiedzanych miejsc, nieustannie myślami wracałam do tomu drugiego.
“W nocy myślę inaczej. Szerzej. Jaśniej Ciemność wyostrza zmysły.”
MIchał Zgajewski pisze powieści kryminalne dobrze trzymające się ram gatunkowych i robi to w sposób inteligentny. Kryminał jest rasowy, świat jaki oddaje jest pełen mrocznych tajemnic, bywa brutalny i skorumpowany. Ale poprzez osadzenie tego wszystkiego w ciekawym, ciągle niewyeksploatowanym literacko miejscu i dorzuceniu sporej liczby przyjemnych popkulturowych (głównie filmowych, lecz nie tylko) nawiązań czytelnik dostaje coś na miarę naszych czasów. Dobra rozrywka na poziomie, która gdzieś tam w lekko sarkastycznych uwagach trafnie określa rządzące naszym współczesnym światem wartości. Czekam na dalsze przygody Norberta trzymając kciuki za jego dalszą przemianę w dobrym kierunku! 😉
“Nie znalazłem nic ciekawego. Nie trafiłem też na żadne zdjęcia. Był to znak naszych czasów. Wszystko, co istotne, znajdowało się w smartfonach i konwersacjach przypisanych do kont społecznościowych.”
Moja ocen: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 29, 2024

"Strażnik jeziora" Michał Zgajewski

"Strażnik jeziora" Michał Zgajewski

Autor: Michał Zgajewski
Tytuł: Strażnik jeziora
Cykl: seria żywiecka z Norbertem Krzyżem, tom 1
Data premiery: 28.02.2024
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał
 
Mam wrażenie, że rok 2024 zaczął się prawdziwym wysypem nowych nazwisk na polskim rynku literatury kryminalnej. Wśród nich znalazł się Michał Zgajewski, którego serię żywiecką z prywatnym detektywem Norbertem Krzyżem zdecydowało się wydać Wydawnictwo Agora. Od dawna pisał do szuflady, czasami publikował krótkie formy w niewielkich wydawnictwach bądź literackich projektach. Kilka razy zmieniał miejsce zamieszkania, teraz od kilku lat mieszka w Żywcu, gdzie osadził akcję swojej debiutanckiej serii. Miłośnik kina i muzyki, na co dzień zajmuje się pracą w social mediach. Zarównie aktualne miejsce zamieszkania, jak i jego pasje, znalazły swoje miejsce w debiucie “Strażnik jeziora”.
 
Rok 2017, listopad, Żywiec i okolice. Kilka dni temu zaginęła 16latka Emilia Płaza, jej dziadek Wiesław Król zatrudnił Norberta Krzyża do jej odnalezienia. Niestety, mimo włożonego w poszukiwania wysiłku, detektyw poniósł porażkę - właśnie znaleziono ciało dziewczyny w łódce na jeziorze, na pierwszy rzut oka widać, że do jej śmierci mocno przyczynił się ktoś trzeci. Policja od razu zaczyna podejrzewać chłopaka kilka lat od niej starszego - Alana Węglarza, który zniknął na chwilę po dziewczynie, a który podobno się z nią spotykał. Norbert również go szuka - zlecili mu to rodzice chłopaka, którzy są pewni, że ich syn jest niewinny. Sprawa komplikuje się, gdy do biura detektywa wpada Król żądając, by to dla niego znalazł Alana, bo ktoś przecież musi zapłacić za śmierć jego wnuczki… A to dopiero początek komplikacji. Czy Norbert okaże się na tyle dociekliwym śledczym, by odkryć miejsce pobytu Alana przed policją? I czy na pewno to on zabił Emilię?
“W tej sprawie wszystko kręciło się wokół jeziora.”
Książka rozpisana jest na trzy tytułowane części, składa się z dwudziestu trzech rozdziałów, a te podzielone są na kilkustronicowe scenki - dzięki temu czyta się ją wygodnie. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Norberta, który nadaje lekturze ton pamiętnika - podaje daty, godziny, spisuje i przytacza zdobyte dowody, ale oczywiście i też relacjonuje wydarzenia na bieżąco, choć nie zawsze trzyma się przy tym chronologii. Styl powieści jest prosty, spokojny, dobrze wpisuje się w sposób wyrażania prywatnego, rozczarowanego życiem detektywa przed czterdziestką - czuć, że jest to człowiek wykształcony i inteligentny, ale też niekoniecznie przebierający w środkach wyrazu. Stylistycznie, rytmicznie książka zbudowana jest naprawdę dobrze, czyta się ją lekko, z wyraźną przyjemności, bez wysiłku.
“- Ale żal w sercach pozostanie.
- To chyba zależy od serca.”
Książka określona jest nastrojowym kryminałem noir i faktycznie coś w tym jest. W budowie świata przedstawionego, w kreacjach postaci, szczególnie narratora jest coś znanego, coś czego może teraz już się w nowych publikacjach nie spotyka - klimat, sposób budowania historii charakterystyczny dla nieco dawniejszych kryminałów, tych takich rasowych, sprzed powiedzmy dwudziestu lat, które gdy, trzeba były dosadne, jednak raczej skupiały się na solidnych zagadkach i lekko zachwianych postaciach śledczych. I tak jest i tutaj. Norbert z początku budzi sympatię - to samotnik poświęcający się pracy, z mocno ironicznym podejściem do rzeczywistości, chętnie komentujący innych wkoło, dla siebie jednak mocno wyrozumiały. Choć świat wokół nie jest idealny, on chętnie się w niego wpasowuje, działa zgodnie ze swoim dociekliwym charakterem, mimo że często nie przynosi to efektów. Im dalej w lekturę, tym jednak jego wad widzimy więcej, a podejście do życia szybko okazuje się tylko przybraną maską, dzięki której może ignorować dręczące go problemy. Ostatecznie jest to bohater skomplikowany, budzący sprzeczne emocje - może trudno go zaakceptować w pełni, może nieczęsto zgadzamy się z jego decyzjami, jego postępowaniem, ale dzięki temu on sam wydaje się bardziej ludzki i, jak wspominałam, ładnie nawiązuje do śledczych z dawniejszych kryminałów.
“Po prostu masz taki charakter. Z rzeczy łatwych robisz trudne. Nigdy odwrotnie.”
W samej tej historii, poza Norbertem, jest wiele ciekawych kreacji psychologicznych, postaci intrygujących, budzących emocje. To silna strona tej powieści.
“Każdy z nas może zabić. Pan, ja, recepcjonistka Kasia, którą miał pan przyjemność poznać. I Alan także. Wszyscy nosimy w sobie wilka, tylko niektórzy nie potrafią go kontrolować.”
Tym, co zwróciło też moją uwagę to, że autor skrupulatnie oddał realia pracy detektywa, szczególnie w relacji z policją - bohater często przypomina, między innymi o tym, że jest zobowiązany dostarczyć policji wszelkie nowe dowody, jakie sam odkryje. To w końcu śledztwo kryminalne, prowadzone równolegle z policją. Podobało mi się to, w innych tego typu kryminałach detektyw działa zawsze jakby w szarej strefie, sam jeden, a tutaj jest jakby bardziej osadzony w polskiej realnej rzeczywistości - podkreśla, że jednak jest cywilem, który ma obowiązki prawne w stosunku do polskiego wymiaru sprawiedliwości.
“Norbert Krzyż, zawodowy podglądacz. Tak, to ja. Tak się kończy, gdy wybierasz studia pod kątem zainteresowań, a nie przydatności na rynku pracy.”
Intryga kryminalna zbudowana jest solidnie i spokojnie. To jeden z tych kryminałów, w których liczy się dobra dedukcja i przepytywanie, szukanie świadków, łączenie pozornie niezwiązanych ze sobą tropów. Tropów, które już na początku sugerują, że zahaczać będą o tematy nieszablonowe, ciekawe. Mamy tu trochę wątków z mitologii słowiańskiej, jest środowisko muzyczne, fanów cięższych brzmień. Co więcej, ostatecznie całkiem sporo miejsca zajmuje prawdziwa historia Jeziora Żywieckiego, a wydarzenia z przeszłości coraz mocniej wpływają na to, jak główny bohater postrzega sprawy aktualne. Cała intryga jest przemyślana, skrupulatnie zaplanowana, pozorne detale mają znaczenie, na co sam czytelnik podczas lektury uwagi nie zwraca, dopiero przy rozwiązaniu zagadki okazuje się, że każdy trop miał tutaj swój cel.
“Żyjemy w przebodźcowanym świecie. Wiele rzeczy robimy naraz, atakują nas fake newsy, jesteśmy chronicznie zmęczeni. Wobec tego słowiańszczyzna jawi się jako odświeżający nurt. Alternatywa dla zepsutej cywilizacji judeochrześcijańskiej. Siły natury to najlepsze lekarstwo nie tylko dla ciała, ale także dla umysłu.”
Mamy więc solidne pod względem budowy psychologicznej kreacje postaci, dobrą intrygą i miejsce akcji bogate w historię. Przez powieść jednak przewija się coś więcej - to trud odnalezienia się w aktualnym świecie, trud codziennego życia, z którym tak niewielu radzi sobie tak, jak by chciało. Wiele z postaci przeszło momenty załamania, które położyły się cieniem na ich życiu. Wiele chowa w sobie krzywdy, wiele chce od życia czegoś innego, niż ma, mimo że tak naprawdę nic z tym nie robi. To opowieść o samotności, braku poczucia akceptacji, rozczarowaniu, stagnacji i spoglądaniu na siebie przez palce, kiedy na innych patrzy się z lupą w ręku.
“Wolę użerać się z żywym niż z martwymi, nawet jeśli ci pierwsi są dużo bardziej wkurwiający.”
Podsumowując, “Strażnik jeziora” to udany debiut kryminalny. Podoba mi się to, że autor opiera się na tych charakternych, rasowych kryminałach, w których liczy się sama zagadka, a postać śledczego choć świetna w tropieniu przestępców, odkrywaniu tropów i łączeniu faktów, sama ma problem, by radzić sobie z życiem codziennym. To sprawdzało się kiedyś, to sprawdza się teraz i po raz kolejny udowadnia, że nie trzeba rozlewu krwi i szczegółowo makabrycznych opisów, by stworzyć coś, co faktycznie przyciąga uwagę. Mnie może historia nie wbiła mocno w fotel, czytałam ją z ciekawością, ale na aż tak, by nie mogła się od niej oderwać, jednak widzę duży potencjał w styl autora i tym, jak dobiera tematy - są głębokie, są ciekawe i czuć, że solidnie przemyślane. Podoba mi się! Czekam na więcej!
“(..) nie potrzebujesz nikogo do szczęścia. Wystarczą ci tajemnice, zagadki i okropni ludzie.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!