lutego 28, 2026

"Przemienienie" Szczepan Twardoch

 

Autor: Szczepan Twardoch
Tytuł: Przemienienie
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 336
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Od dobrych kilku, a nawet kilkunastu lat Szczepan Twardoch uznawany jest za ważny głos literatury polskiej - wielokrotnie nagradzany, tłumaczony na inne języki, ekranizowany zarówno na małym ekranie, jak i w teatrze, z ponad milionowym nakładem książek sprzedanych na koncie. W jego literackiej biografii znaleźć można kilkanaście powieści i kilka zbiorów opowiadań, a każdy kolejny tytuł odbija się głośnym echem na polskim rynku, jak choćby “Null” z 2025, który właśnie zdobył statuetkę Bestsellerów Empiku. Ale nie zawsze tak było, kiedyś przecież i Twardoch nie był aż tak znany. Teraz, dzięki Wydawnictwu Marginesy, możemy wrócić do jego początków - w poprzednim roku wydana ponownie została jego czwarta powieść pt. “Zimne wybrzeża” (recenzja - klik!) z roku 2009, a ten rok zaczynamy od powieści jeszcze wcześniejszej, trzeciej w dorobku pisarza z 2008 roku pt. “Przemienienie”.
 
Pierwsza dekada drugiego tysiąclecia. Komisarz Świetlik zjawia się na miejscu potencjalnej zbrodni. Ofiarą padł ksiądz Poniński, człowiek postępowy, znany z artykułów, jakie pisał do “Tygodnika”. Nie jest jednak jasne, czy ksiądz popełnił samobójstwo czy jednak ktoś mu w odejściu z tego świata pomógł - pistolet leży tak, jakby wypadł mi z ręki, jednak dziura po kuli znajduje się na samym środku czoła. Po oględzinach Świetlik coś znajduje - to rozładowany dyktafon. Czyżby ksiądz nagrał swoje ostatnie spotkanie, czy to taśma z zapisem jego morderstwa? Po powrocie do komendy Świetlik przesłuchuje nagranie - to zapis spotkania z Antonim Szarzyńskim, który spotkał się z księdzem, by opowiedzieć mu historię sprzed dwudziestu lat... Zaczyna się ona pierwszego sierpnia 1985 roku, kiedy Antoni, dwudziestokilkulatek, właśnie rozpoczął swój pierwszy dzień służby w IV Wydziale Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Katowicach. Co takiego wydarzyło się w tamtym roku, że w konsekwencji dwadzieścia lat później dobry ksiądz stracił życie?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 7 rozdziałów i epilog, a nowe wydanie z 2026 zamyka trzydziestostronicowe posłowie, którego autorem jest historyk Sebastian Rosenbaum (to tekst mocno akademicki, pełen analizy historycznej porównującej ówczesną rzeczywistość z prozą Twardocha, który uświadamia, jak bardzo “Przemienienie” było zaangażowane w tematykę poruszaną w czasie jej pierwszego wydania). Rozdziały książki są długie i nie są dzielone na krótsze fragmenty, pisane jednym ciągiem mogą dać wrażenie, że tekst czyta się dłużej niż inne powieści tych samych rozmiarów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, prolog i epilog osadzone są w pierwszej dekadzie XXI wieku, a wszechwiedzący narrator oddaje historię z perspektywy komisarza Świetlika. Wszystkie siedem rozdział to rok 1985 i historia pisana z perspektywy Antoniego Szarzyńskiego. Styl powieści jest specyficzny dla autora - sposób budowy zdań może przypominać strumień świadomości, to długie opisy i analizy emocji oraz zdarzeń pisane z zacięciem przyjemnie literackim, które z jednej strony zachwyca poetyckimi porównaniami, metaforami, by za chwilę przywrócić do rzeczywistości dialogami, w których słowa do wyszukanych nie należą, a przekleństwa i dosadne opisy mocno osadzają w szarości śląskiego życia. To styl pełen spostrzeżeń, może nawet dygresji, które mocno wpływają na mniejszą dynamikę akcji od tej, jaką nadają faktycznie zdarzenia. Z pewnością ten rodzaj narracji trzeba po prostu poczuć, wyczuć jej rytm - dla jednych czytelników może to być nużące, dla innych (w tym mnie) zachwycające. Niemniej jednak nawet nowe wydanie książki Twardocha nie jest pozbawione niewielkich potknięć - pojedyncze literówki, powtórzenie refleksji czy niewielka nieścisłość fabularna sprawiły, że nie mogę powiedzieć, że jest to powieść doskonała, ale mimo to nadal temu bliska.
Na koniec analizy językowej wróćmy jeszcze do dialogów, bo tak kryją się ciekawe stylizacje. Największą uwagę przyciągają wypowiedzi pisane gwarą śląską (która wraz z wtrąceniami obcojęzycznymi nie jest tłumaczona, co może stanowić mały problem dla tych, którzy jej nie znają) czy grasejowanie (wymawianie “r” w sposób gardłowy) pewnego hrabi, jednak stylizacji tak naprawdę jest więcej. Autor doskonale oddaje mowę poszczególnych grup społecznych, wieków i zawodów - rozmowy pomiędzy funkcjonariuszami prawa państwowego czy kościelnego są całkowicie inne. To kolejny element stylu autora, dzięki czemu całość wypada tak dobrze.
“Nie rozumiał, jakim cudem ludzie mogą się skarżyć na samotność, nie rozumiał, po co szukają permanentnego towarzystwa. Przecież i tak każdy człowiek zawsze jest sam ze swoim bólem i ze swoim orgazmem - chociażby leżał właśnie na kobiecie, to jednak ona nie czuje tych samych spazmów. A ludzie, zamiast się tą samotnością delektować, próbują ja zagłuszyć, siedzą razem w domach i paplają, a przecież każdy ma w głowie taki mur, którego nie da się sforsować. Ludzie nie mogą zrosnąć się mózgami, nie mogą połączyć swoich myśli, swojej świadomości, samotność jest więc naturalnym stanem człowieka.”
Jednak styl, niezależnie od tego, jak dobry by nie był, potrzebuje odpowiedniej historii. Fabuła tej powieści oparta jest o postać młodego Antoniego Szarzyńskiego, jednostkę według niego samego wyjątkową. I faktycznie tę wyjątkowość czuć, choć z biegiem lektury zmienia się skala, w jakiej się ją postrzega. Antoni to rozbudowana kreacja - początkowo poznajemy go jako ambitnego młodego mężczyznę, który składa się z kontrastów: służy komunistycznej Polsce, a nosi się w stylu amerykańskim, do tego słucha zagranicznej punkowej i rockowej muzyki, a i z biegiem lektury okazuje się, że niekoniecznie ustrój w jakim żyje, jest tym, co sam wyznaje. To człowiek, który do tego, kim jest, doszedł dzięki sobie samemu i swego rodzaju szczęściu, a przynajmniej tak uważa - wychowany w domu dziecka w wieku nastoletnim znalazł się pod opieką milicjanta, który pokierował jego dalszym życiem, pełniąc rolę jego mentora. Teraz ma swoje mieszkanie, szybkie, zagraniczne auto, pieniędzy ile tylko chce i urodę, dzięki którego każda kobieta może być jego. Początkowo jest to postać, do której można zapałać sympatią, jednak z czasem poznajemy jego prawdziwe oblicze… Oblicze, które sporo wyjaśnia, a równocześnie jest motorem napędowym całej intrygi. Jego indywidualizm, brak moralnych zasad, a równocześnie późniejszy moment tytułowego przemienienia wpisują go w formę pewnego rodzaju mściciela. Jest to więc postać odpowiednia dla gatunku thrillera szpiegowskiego, samotny wilk, który działa tylko z sobie znanych pobudek, ale przełożony na realia Polski końca czasów PRL-u.
“(...) przemyślał na nowo to przekonanie, które wcześniej traktował jak aksjomat, i zdziwił się, jak mógł tak długo wyobrażać sobie, że w świecie jest jakaś równowaga sprawiedliwości. Byli przecież tacy, którym w dzieciństwie wydarzyło się takie samo nieszczęście jak jemu, a reszta ich życia nie była serią sukcesów, lecz dalszych pogłębianiem porażki (...). Dopiero wtedy, również na studiach, przestał myśleć, że może być ktoś lub coś, co decyduje, komu jak się wiedzie; teraz był pewien, że nie ma niczego poza przypadkiem.”
Intryga powieści oparta jest o wątek pracy SB, a mówiąc dokładnie, o inwigilację duchownych. Już pierwszego dnia Antek ma za zadanie opracować plan nakłonienia gliwickiego księdza do współpracy z ich wydziałem - mamy więc tajne służby, tajniaków, donosicieli i grę na dwa fronty, a to daje kolejne składniki potrzebne do stworzenia powieści szpiegowskiej. Od samego początku intryga prowadzona jest sprytnie, choć wtedy jeszcze tego tak się nie dostrzega, wprowadzenie jest jednak koniecznie, by z czasem docenić jej wielowymiarowość, każdy najmniejszy element fabularny, który razem daje poczucie roboty koronkowej. W powieści nie brak scen akcji, wielkich pościgów i tajnych operacji, które powodują szybsze bicie serca.
“(...) opinie innych na jego temat nie miały dlań znaczenia. To nie była poza, nie musiał dusić w sobie wściekłości, kiedy słyszał, że ktoś mówi o nim coś złego. Rozważał i analizował – (...) ogólnie rzecz biorąc, to, czego wymagał od niego ten ktoś, od kogo coś zależało. Jeśli zaś źle mówił o nim chłopak albo dziewczyna, kolega ze szkoły albo z bidula, to dla Antka było to tak samo obojętne, jakby ktoś powiedział, że nie lubi pomidorówki. Nie chował nawet urazy, bo za co?”
Jednak i intryga nie robiłaby aż takiego wrażenia, gdyby nie to, że osadzona jest w prawdziwych realiach ówczesnych czasów. Powtarzając za Rosenbaumem: autor doskonale zna realia pracy SB, zarówno operacyjnej, jak i papierkowej. Bo choć to fikcja literacka, to całe jej tło oddane jest jak najbardziej realistycznie. Sposób działania SB, metody inwigilacji i pozyskiwania nowych źródeł, relacje władzy świeckiej i duchownej, a cała śląska codzienność mimo tego, że jest tłem historii fikcyjnej, to tak naprawdę jest bardzo realna. Co więcej, pierwsze wydanie książki miało miejsce, kiedy w Polsce głośno mówiło się o działaniach SB i ich “współpracy” z duchowieństwem. Książka zatem w dwójnasób wpisuje się w to, co dla Polski było, a może nadal jest ważne.
 
Mówiąc o tle, nie sposób nie wspomnieć o Katowicach i jego okolicach. Myślę, że książkę można by potraktować jak mapę, jak przewodnik po Katowicach późnych lat 80. - autor z dokładnością opisuje trasy, którymi porusza się Antoni, oddaje klimat odwiedzanych miejsc i ludzi po drodze spotykanych. Ważny jest też rozgłos pomiędzy mieszkańcami Górnego Śląska, tymi, którzy mieszkali na tych ziemiach od dawna, a tymi, którzy sprawdzili się tam dopiero w czasach powojennych. Co więcej rozgłos ten wyjątkowo mocno podkreślony jest pomiędzy zwyczajnymi mieszkańcami, obywatelami Polski, a służbami SB, z których nikt tak naprawdę nie był faktycznym Ślązakiem, co tym bardziej zaostrzało obopólną nienawiść.
“(...) chociaż spacer zajmował prawie godzinę, a wahająca się wcześniej między słońcem a deszczem aura podjęła wreszcie decyzję i przez cały czas lało, jakby Bóg miał już dosyć lat osiemdziesiątych i postawił uraczyć je potopem. Już gdzieś tam, w Kędzierzynie i Opolu, Odra wzbierała i podtapiała domy. Antek bawił się myślą o potopie, nie miałby nic przeciwko wyginięciu całej ludzkości, kiedy ostałby się jeno jakiś jeden Noe, na przykład rolnik spod Kolna albo z Chin czy jakiś Indianin z Boliwii.”
Podsumowując, “Przemienienie” to ambitny thriller szpiegowski przeniesiony w realia Polski końca czasów PRL-u. To tajne operacje i wielkie pościgi rozgrywające się na ulicach Górnego Śląska pogrążone w dymie z kopalnianych kominów, smogu i szarości komunistycznej codzienności, z której chce się zwyczajnie uciec. Historia oparta jest o wielowątkową intrygę, w której nie brakuje miejsca na motywy lekko kryminalne i romansowe, a choć autor lubi czasem napisać coś dosadnie, to jednak nie przekracza granic dobrego smaku. Kreacja głównego bohatera jest świetnie dopracowana, kontrast, jaki skrywa się w tej postaci, daje do myślenia - czy to nie przez sprzeczne emocje, jakich czytelnik doświadcza obserwując jego poczynania? To powieść, w której widać pasję i wiedzę, wyczucie w jej przekazywaniu w fikcyjnej formie i stylu, który choć niektórym może wydać się rozwlekły, ma swój rytm, ma swoją logikę, w której zawarte są ciekawe, czasami kontrowersyjne spostrzeżenia. Mimo wszystko, nie jest to powieść bez wad, jednak patrzę na nią przez pryzmat Twardocha jakiego znamy teraz - poważanego, nagradzanego, od którego oczekuje się więcej od innych. Jednak “Przemienienie” to książka sprzed osiemnastu lat, trzecia pozycja w jego karierze, a jeśli tak na nią spojrzeć, to naprawdę robi duże wrażenie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz