Autorka: Agnieszka Olejnik
Tytuł: Tak blisko
Cykl: Miasteczko, tom 2
Data premiery: 11.02.2025
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść obyczajowo-kryminalna
Agnieszka Olejnik na polskim rynku książki
znana jest przede wszystkim jako autorka powieści obyczajowych - nic dziwnego,
na swoim koncie ma ich już ponad trzydzieści! A jednak od czasu do czasu zdarza
się jej sięgać po inny gatunek, najczęściej mieszając powieść obyczajową z
czymś innym. Tak było z “Nieobecną” (recenzja - klik!), która w 2023 została
wznowiona przez Wydawnictwo Książnica, tak też jest z serią Miasteczko, której
tom pierwszy pt. “Tuż obok” przed długi czas był powieścią osobną, aż w końcu po
jedenastu latach od premiery doczekał się kontynuacji! Choć może “kontynuacja”
to złe określenie, bo tym, co książki ze sobą łączy, jest przede wszystkim
miejsce - niewielka miejscowość położona przy granicy z Niemcami o nazwie
Czarne. W “Tuż obok”, które po raz pierwszy wydane zostało w 2015 roku pod
tytułem “Dante na tropie”, a latem 2025 zostało na nowo przeredagowane i wydane
pod szyldem Wydawnictwa Książnica już jako tom pierwszy cyklu Miasteczko,
główną bohaterką jest bibliotekarka Anna, która wikła się w historię
romantyczno-kryminalną z udziałem komisarza Wiktora Gryki. To powieść, w której
kryminał pozostaje przez większą jej część w tle, a na przód wysuwa się
opowieść obyczajowo-romansowa. W “Tak blisko” jest inaczej. Przede wszystkim
Anna i Wiktor oraz towarzyszący im pies Dante są postaciami drugoplanowymi, a
historię snuje Cezary… I choć w trakcie jego opowieści pojawia się też
niewielki wątek romansowy, to jednak na plan pierwszy faktycznie wysuwa się
dobra historia obyczajowa w miksie z kryminałem. Z “Tuż obok” ma wspólny zamysł
na powieść - narrator spisuje zdarzenia podszyte zagadką kryminalną, w których
w Czarnem uczestniczy. Historie są zatem od siebie niezależne, to bardziej
jedno uniwersum niż seria.
Jest lato. Do Czarnego po dwudziestu latach
nieobecności wraca Cezary Osiński. W tym miejscu się wychował, tu spędził swoje
lata młodzieńcze, jednak niewiele z jego wspomnień faktycznie teraz ma odbicie
w rzeczywistości. Przede wszystkim musi szukać nowego domu, bo ten po mamie
sprzedał przekonany, że nigdy do miasteczka nie wróci… A jednak wyszło inaczej
i po latach emigracji spędzonych w Anglii i po jednym zakończonym małżeństwie
wraca. I dziwnym trafem właśnie tego dnia w lokalnej rzeczce znalezione zostaje
ciało. Okaleczone, anonimowe, nikt nie wie o co w tej sprawie chodzi. A choć
taka zbrodnia mocno wstrząsa Czarnem, to jednak z czasem ludzie tracą
zainteresowanie… Czarek na pewno, w końcu musi zająć się swoim nowym zajęciem -
zatrudnił się jako nauczyciel angielskiego w dwóch lokalnych szkołach. Już po
chwili okazuje się, że musi też przyjąć rolę zastępczego wychowawcy w klasie, do
której chodzi 18-letnia Stina, dziewczyna z palcami pogryzionymi do krwi, z
dziwnym tikiem nerwowym, ukrywająca się w za dużych ubraniach. Jaka jest jej
historia? Czy przypadkiem poprzez gesty i ubiór nie woła o pomoc? Czarek
zaczyna się interesować, a choć sama Stina go zbywa, nie zamierza tego tematu
odpuszczać. Coś go do dziewczyny przyciąga, coś w jej sposobie bycia jest mocno
nie tak…
“Bywają ofiary tak przypadkowe i zabójstwa tak durne, że trudno w to uwierzyć. Tylko że o nich nie kręci się seriali.”
Książka rozpisana jest na nienumerowane
rozdziały, najczęściej kilkustronicowe fragmenty. Narracja prowadzona jest w
pierwszej osobie czasu przeszłego z perspektywy Czarka, który, jak sam
przyznaje, ma tendencje do gadulstwa, choć nie przejawia się to raczej w
dygresjach, które są typowe dla stylu gawędziarskiego, a raczej po prostu w
tempie akcji, które jest spokojne, mocno obyczajowe, z miejscem na zauważanie
emocji, gestów, otoczenia. Dziwne, gdy narratorem jest mężczyzna?
Niekoniecznie, Czarek to po prostu postać refleksyjna, początkujący pisarz,
który mając już jakieś doświadczenie życiowe stara się postępować rozważniej
niż jeszcze kilka lat temu. Język, jakim się posługuje, jest przyjemny, ale
codzienny, nie stara się aspirować do literatury pięknej, a zwyczajnie opisuje,
jak jest. Słownictwo dopasowane jest do szerokiej grupy odbiorców - choć jest
codzienne, to jednak nie ma w nim przekleństw, a jeśli już sytuacja tego
wymaga, to zastosowane są najczęściej subtelniejsze zamienniki, choć są od tego
wyjątki np. w dialogu z postacią będącą pod wpływem procentów, co zresztą w
warstwie językowej zostało dobrze oddane. Zdania, zgodnie z charakterem Czarka,
zdarzają się dłuższe, w użyciu nieraz jest średnik, ale nie wpływa to na odbiór
powieści, narrator przeprowadza nas przez historię bardzo płynnie. Dialogi
wypadają całkiem realistycznie, raczej nie miałam podczas ich lektury wrażenia
sztuczności.
“Tkwiłeś w samym centrum tych paskudnych wydarzeń, po prostu opisz po kolei, co ci się przytrafiło. Czy wyjdzie z tego kryminał, czy raczej powieść obyczajowa, to inna sprawa, ale w sumie komu potrzebne etykietki?”
Choć powieść zaczyna się od znalezienia w
parku zwłok, to jednak dość długo pozostaje w ramach powieści obyczajowej. Tak
naprawdę to gatunkowa sinusoida - zaczyna się obyczajowo, by po dłuższej chwili
lekko skręcić w stronę thrillera psychologicznego, a gdy jedna zagadka zostaje
odkryta, wraca na spokojne, obyczajowe, podszyte subtelnym dodatkiem wątku
romansowego tory. Przed samym końcem ponownie wracamy w kryminalne rejonu, by
tu faktycznie doświadczyć już rasowego wątku kryminalnego, który wyjaśnia
wszystko. Nie jest to więc powieść, którą można rozpatrywać poprzez jeden
gatunek, a mimo wszystko przez całą historię czuć subtelny niepokój, który każe
nam lekturę kontynuować, by dowiedzieć co ostatecznie nas w tym uwierało.
Zagadka kryminalna podzielona jest na dwie części i może nie będzie ona dużym
zaskoczeniem dla gatunkowych wyjadaczy, niemniej jednak prowadzona jest
spójnie, z głową - przy drugim czytaniu od początku zaczęłam zauważać subtelne
wzmianki, które prowadzą do rozwiązania i jego uzasadnienia, jest więc to
zagadka z tych, co lubię, można jej rozwiązanie wydedukować samodzielnie. Mnie
się udało, choć z argumentacją musiałam poczekać na tłumaczenia autorki.
Niemniej jednak nie wydaje mi się, by to, czy się zagadkę rozwiąże
samodzielnie, czy nie, było w przypadku tej lektury ważne, bo ważne jest co
innego: to emocje, to ludzkie zachowania, ludzkie błędy w ocenie, które
popełniają postacie, a które sami dobrze z życia znamy…
“Nie mogłem jednak nic poradzić na to, że gdzieś na dnie duszy kiełkowała mi zupełnie nowa, nieznana dotąd ambicja - by stać się tym, który pchnie do przodu sprawę zabójstwa (...). Nie wiedziałem, czy stoi za tym realna chęć pomocy, czy raczej próżność, chęć zaimponowania.”
Jak już sam tytuł wskazuje, opowieść skupia
się na potrzebie i poczuciu bliskości. Bliskości, którą bez względu na to, jak
bardzo się wypieramy, każdy z nas chce czuć. Każdy z nas jest w stanie zrobić
dużo, by ją zdobyć, czasami może nawet za dużo, czasami wolimy nie widzieć
tego, co niewygodne, by tę bliskość zyskać. Tylko czy na pewno zawsze to dobry
wybór? Przyglądamy się więc różnym związkom, nowym, starym, szczęśliwym i tym
kompletnie nie, związkom, które się wypalają i tym, które powstają, bo w sumie
nie ma widoków na nic innego. Obserwując postępowanie postaci możemy
przeanalizować swoje wybory, zastanowić się nad początkami i końcami, tym,
kiedy faktycznie warto się angażować w bliskość, a kiedy jednak mądrze byłoby
stanąć z boku, spojrzeć na sytuację na chłodno. Pod kątem tego zagadnienia
książka oddana jest szeroko, wymusza sporo ciekawych refleksji.
“(...) gapiłem się w niebo, żeby uchwycić spadającą gwiazdę, choć już nie miałem marzeń, które mógłbym wypowiedzieć, ilekroć mi się udało.”
A co z postaciami? Najważniejszy jest Cezary,
bo to on przedstawia nam cały ten świat. A jest to postać bardzo sympatyczna,
która mimo że w intrygę kryminalną wkręca się momentami za bardzo, to jednak
jakoś czytelnika do siebie nie zraża. To czuły, dobry facet, który jak każdy,
popełnia błędy. Autorka zresztą już na start stawia go w ciekawej sytuacji - w
końcu Czarek wraca teoretycznie do siebie, praktycznie jednak do miejsca, które
przez dwadzieścia lat jego nieobecności mocno się zmieniło.
“- Nie myśl, że jestem zimna, nieczuła, pozbawiona uczuć… Ja tylko…- Sparzyłaś się - podpowiedziałem, bo zamilkła na długo.- Tak.- Bardzo?- Tak bardzo, że cała jestem w bliznach.”
No właśnie, samo miejsce też jest istotne.
Mała miejscowość, w której wszyscy się znają, w której plotka ma moc
szczególną, a jednak duża na tyle, by w chwili, gdy trzeba, nagle okazywało
się, że wszyscy są zajęci, pochłonięci samym sobą. Tu dużą rolę odgrywa też
natura - są zarośnięte parki, jest jeziorko, wokół którego biega Cezary, jest
piękna stara willa, w której mieszka Anna z Dantem. Wizualna bajka, w której
czuć historię lat minionych.
“Trzeba się gdzieś zestarzeć w spokoju. Znaleźć sobie jakąś społeczność, swoich ludzi, rozumiesz? Należeć do nich, być częścią większej całości. Inaczej po prostu zwariujesz, zdziwaczejesz (...).”
Podsumowując, “Tak blisko” to spokojna
historia obyczajowo-kryminalna, która może nie angażuje czytelnika swoją
zagadką aż tak mocno, by nie dało się jej odłożyć, a jednak buduje poczucie
niepokoju na tyle wyraźnie, że historia nie chce wyjść z głowy, póki nie
przeczyta się jej całej. Autorka korzysta ze znanych wątków i motywów, nie
stara się na siłę zrobić z nich czegoś nowego, a po prostu opowiada nimi
historię o ludzkiej potrzebie bliskości. Z człowiekiem, ze zwierzęciem (jest
przecież pies Dante!), z naturą. Wątek romansowy w fanach kryminałów może
wywołać przewracanie oczami, na szczęście jednak autorka nie poświęca mu dużo
uwagi - jest po to, by akcja mogła iść swoją drogą, która doprowadzić ma nas do
ciekawych refleksji. Przyznam, że cieszę się, że od tego tomu zaczęłam przygodę
z Miasteczkiem, a dopiero teraz nadrabiam pierwszy - to dobry wybór dla tych,
którzy wolą spokojny kryminał nad pikantny romans.
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała w ramach współpracy
patronackiej z Wydawnictwem Książnica.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz