marca 11, 2026

"Historie łajdackie" Jacek Dehnel

Autor: Jacek Dehnel
Tytuł: Historie łajdackie
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 176
Gatunek: opowiadania / literatura piękna
 
Jacek Dehnel to polski pisarz, który już w wieku szkolnym oddawał się tworzeniu - wtedy wygrywał konkursy poetyckie, by kilka lat później stanąć wśród kandydatów do najważniejszych polskich nagród literackich. Debiutował na przełomie wieków zarówno w prozie, jak i poezji, a choć na swoim koncie ma wiele tytułów, to i na tym nie poprzestaje - zajmuje się też tłumaczeniami prozy i poezji. Ponadto tworzy pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa wraz ze swoim mężem Piotrem Tarczyńskim serię retro kryminałów z profesorową Szczupaczyńską - i właśnie dzięki najnowszemu tomowi pt. “Szaleństwo i śmierć spłyną z gór” (recenzja - klik!) jego prozą się bliżej zainteresowałam. Zresztą wątki kryminalne przewijają się również w jego solowej twórczości - może nie aż tak wyraźnie, na pierwszym miejscu stoi po prostu literatura piękna, jednak nie da się ukryć, że jest to temat autora interesujący. Kilka lat temu prowadził nawet blog poświęcony zbrodniom międzywojennych, z którego powstała książka non-fiction “Tajna Warszawa”.
 
A wspominam o zbrodni, bo zbiór opowiadań zatytułowany “Historie łajdackie” właśnie na tym motywie się opiera. Wydawca nazwał go literacką odpowiedzią na rosnącą popularność true crime w wersji głębokiej i psychologicznej. I faktycznie, jest w tym sporo racji, bo w każdej z ośmiu opowieści granice tego, co prawe, co moralne, zostają w jakiś sposób przekroczone. W każdym z nich można znaleźć tytułowe łajdactwo - czasami to ono gra pierwsze skrzypce, czasami przyjmuje rolę drugoplanową. To wycinki z różnych żyć, różnych czasów i różnych miejsc, które można interpretować szeroko.
“Ja nie wiem, czy ja się wypowiadam w sposób jasny w tej całej ciemności? Jestem zrozumiała? Sala mnie rozumie, pani w trzecim rzędzie z boku mnie rozumie? To nie są łatwe rzeczy, ale też nikt nie obiecywał, że będzie łatwo być nieżywą.” (“Nieznajoma z Sekwany”)
Książka składa się z ośmiu opowiadań różnej długości, z czego sześć było publikowane już wcześniej - w magazynach, antologiach czy specjalnych projektach. Każde z opowiadań opatrzone jest datą powstania, każde ma swój tytuł i na tym ich podobieństwa w budowie się kończą. Narracje, jakie autor w nich obiera, są bardzo różne - raz jest to alter ego autora i narracja pierwszoosobowa, raz kilka postaci sprzed wieku w narracji trzecioosobowej. Niektóre opowiadania kierowane są bezpośrednio do kogoś - w “Nieznajomej z Sekwany” narratorka zwraca się do widowni (pierwotnie był to monodram wystawiony w 2024), w “Wicekrólowej Rugii” bezpośrednim odbiorcą jest sąd. Podobnie jest również z samym stylem, który przybiera formę odpowiednią do treści i czasu opowieści. Znaleźć można tu stylizacje na język, jakim wiek temu posługiwały się niższe i wyższe klasy, pojawiają się lekko poetyckie wstawki czy zapiski przypominające pamiętnik. Niemniej jednak to w języku pod warstwą stylizacji można znaleźć wspólne mianowniki - to inteligentny humor, który ma moc zmieniania dramatów w komedie. W każdym z opowiadań czuć, że język jest autorowi posłuszny, plastyczny, dopasowuje się do potrzeb, a narracja płynie w sposób elokwentny, nawet kiedy stylizowana jest na niespecjalnie bystre postacie. Tu słowo jest tak samo ważne, jak treść, bo już samo niesie jakieś znaczenie. Czasami wymaga skupienia, czasami chwili zastanowienia, a czasami rezonuje w głowie na długo po przeczytaniu.
“(...) każdy z nich ze swoimi meblami, swoimi życiami, melodiami, z opowieściami do opowiadania i takimi, których nigdy nie opowiedzą, i kamienice, które nie istnieją, w a nich nieistniejący ludzie i opowieści, które powinny były zostać opowiedziane, ale nie było im to dane - i czuję, jak przez całe miasto biegną nitki tych historii, od kamienicy do kamienicy, i świecą: tak, że niebo robi się zupełnie różowe.” (“Bieg okoliczności”)
Każde z opowiadań ma swoje miejsce akcji, jest Warszawa i Paryż, Hiszpania i Kraków. Czasami miejsca oddane są dokładnie, jak na przykład w opowiadaniu pierwszym “Biegu okoliczności”, w którym tłem do refleksji narratora jest trasa jego biegu po Warszawie oddana w żywych, barwnych kolorach. Czasami z kolei pełnią rolę tła jak to jest w “Ćwiartce papieru”, gdzie miejsce usuwa się w cień, a postacie i okoliczności przejmują plan pierwszy. Zresztą w każdym z nich to właśnie postacie, ich refleksje, ich uczynki są tym, co faktycznie ważne. Każda historia w jakiś sposób przekracza granice społeczne, granice moralne - często przez opowieść przewija się temat zbrodni wojennych, są morderstwa i samobójstwa. Jest fascynacja zbrodniarzem, jego poczuciem wolności psychicznej mimo uwięzienia fizycznego. Nie brak i wątku wielkiej, acz nieszczęśliwej miłości czy prawości, której granice są przesuwane odpowiednio do potrzeb. Ale to nie sam czyn zbrodniczy stoi na pierwszym miejsce - te zajmują powody, motywacje i okoliczności.
“Człowiek póki żyje, to nie wie, że ciągle patrzy na rzeczy, a powinien może na ludzi.” (“Nieznajoma z Sekwany”)
Autor poprzez swoje opowieści zadaje wiele bardzo ciekawych pytań, zwraca uwagę na zagadnienia, które w codzienności umykają. Pyta o sprawiedliwości i sądy, pyta o prawa i ich egzekwowanie, o społeczną obojętność na ludzką krzywdę, ale dziwną fascynację tym, gdy krzywda wyrządzona zostaje. Te pytania, forma opowieści, która narzuca ich zadanie, zostają w głowie, poruszają i odbijają się echem na długo po zakończeniu lektury. Aż chciałabym przytoczyć przykłady, jednak robiąc to, mogłabym pozbawić Was elementu zaskoczenia - bo każde z opowiadań ma naprawdę mocny koniec. Autor nie obiera banalnych kierunków, dobrze odwraca uwagę czytelnika, który nie jest w stanie przewidzieć, do jakich wniosków dojdzie wraz z zakończeniem opowieści.
“Tak, proszę wysokiego sądu, wszystko to jest ważne dla sprawy. Przenajważniejsze nawet. Stąd to wszystko, proszę wysokiego sądu, stąd to całe… jak to powiedziano… wejście na drogę przestępstwa. Stąd to, z gazet, z książek. Naczytał się, a potem powtarza.” (“Wicekrólowa Rugii”)
Przyznam, że trudno opowiada się o krótkich formach zamkniętych w jednej książce, gdy każda z nich tak mocno różni się od pozostałych, a równocześnie każda jest tak zaskakująca, że nie chce się tej przyjemności zaskoczenia czytelnikowi odbierać. Autor doskonale w każdym jednym opowiadaniu gra słowem, raz kieruje się w liryczną stronę, raz w sarkastyczną, jedne opowiadania są melancholijne, inne żywe, dynamiczne. Jedne łapie się wprost, inne na długi czas jeszcze po lekturze pozostają zagadką, ale bez wątpliwości mają wspólny mianownik - to opowieści, w których zbrodnia, przekraczanie granic oddziałuje na postacie, ale to one, ich decyzje bardziej czy mniej świadome, ich motywacji i historie interesują nas najbardziej. Miejsca, czasy, płeć, klasy społeczne - to wszystkie jest zmienne, płynne, ale myśli, refleksje, jakie sobą niosą, pozostają stałe.
“Wydaje się wam, że sprawujecie tu sprawiedliwość. Ale wy sprawujecie tylko sądy, ludzie i ułomne.” (“Wicekrólowa Rugii”)
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz