marca 28, 2026

"Moja wina, twoja wina" Liane Moriarty

Autorka: Liane Moriarty
Tytuł: Moja wina, twoja wina
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 528
Gatunek: powieść obyczajowa / psychologiczna
 
Liane Moriarty zalicza się do nielicznego grona współczesnych pisarzy, którzy nie ulegają presji czasu pisania na szybko, wydawania określonej liczby tytułów rocznie. I to w jej prozie widać - na swoim koncie ma dziesięć książek, ale takich, które docenił cały świat - tłumaczona jest na ponad 40 języków, a ilość sprzedanych egzemplarzy przekroczyła 20 milionów. Jak sama przyznaje, pisała od zawsze, ale dopiero jej młodsza siostra pokazała jej, że nie trzeba pisać do szuflady - wydanie powieści dla młodzieży Jaclyn Moriarty, zmotywowało Liane, by i ona postarała się o wydanie. I tak, po doszkoleniu się na uniwersytecie w Sydney, debiutowała w 2003 roku powieścią “Three wishes”, która do tej pory nie została wydana w Polsce, tak samo jak jej drugi tytuł “Last Anniversary”. Pozostałe osiem powieści już tak - najpierw wydawane były przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka, teraz, kilka lat temu prawa do publikacji Moriarty w Polsce przejęło Wydawnictwo Znak Literanova.
“Moja wina, twoja wina” to siódma powieść w twórczości Liane Moriarty, w oryginale wydana w 2016, na polskim rynku po raz pierwszy rok później. Teraz, dziewięć lat po polskiej premierze czytelnicy mogą cieszyć się nią ponownie - w nowym wydaniu, we wszystkich trzech dostępnych formatach.
 
Osiem tygodni temu życie dwóch przyjaciółek zmieniło się na zawsze, choć nic nie zapowiadało tego, gdy umawiały się na niedzielne popołudniowe spotkania. Clementine, artystka grająca na wiolonczeli miała odwiedzić Erikę i jej męża Oliviera wraz z Samem i dwójką swoich córeczek: Ruby i Holly, za którymi Erika wręcz przepadała. Plany się jednak zmieniły - sąsiad Eriki Vit zaprosił ich na spontanicznego grilla, na co ona przystała. Wprowadziło to nieco komplikacji w ich plan - Erika i Olivier planowali przecież o coś przyjaciół zapytać, ale plany zawsze można zmienić… teraz, osiem tygodni po tym pechowym dniu, Erika i Clementine ledwo ze sobą rozmawiają, Sam nie jest w stanie zrobić skupić się na niczym, a Clementine zamiast ćwiczyć przed najważniejszym przesłuchaniem swojego życia, jeździ po mieście na pogadanki o tamtym dniu… Co wydarzyło się tej niedzieli, że ich życie, choć pozornie takie samo, zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni? A może po prostu zmieniło ich własną perspektywę?
"Dokądkolwiek poszła i cokolwiek robiła, część umysłu zawsze podsuwała jej hipotetyczną wizję równoległego życia, w którym w odpowiedzi na telefon Eriki z  zaproszeniem na grilla Clementine mówi: „Nie, dziękuję”."
Książka rozpisana jest na osiemdziesiąt dziewięć rozdziałów pisanych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy dziewięciu osób zamieszanych w wydarzenia tamtej niedzieli, z czego jednak sześć to perspektywy wiodące: to trzy pary, które uczestniczyły w niedzielnym grillu. Akcja powieści toczy się równolegle w pechową niedzielę i osiem tygodni po niej, zdarzenia opisywane są naprzemiennie, a czas, gdy wraca do przeszłości zawsze jest zaznaczony. Narrator opisując zdarzenia z różnych perspektyw skupia się głównie na emocjach postaci, to ich przeżycia, myśli, wspomnienia są priorytetem. Styl powieści jest więc refleksyjny, ale równocześnie zaskakująco lekki, autorka ma niesamowity dar, dzięki któremu w zwyczajnych, często nawet podszytych subtelnym humorem słowach, potrafi zamknąć to, co w życiu, w psychice człowieka ważne. Ten lekki humor widać przede wszystkim w dialogach, a w całym tekście, na każdym kroku, czuć przenikliwość. Autorka nie bawi się w umoralnianie swoich powieści, oddaje głos postaciom, które poprzez swoje przeżycia pokazują czytelnikowi, z czym ludzie borykają się w swoich zwyczajnych życiach, z czym może boryka się on sam. Język, jakim to robi, jest codzienny, niewymagający specjalnie dużej koncentracji, przez książkę przepływa się gładko.
"- Właśnie zawiozłem jednego barana na samolot – poinformował taksówkarz. Urwał i zmienił pas, z jedną mięsistą ręką na kierownicy, a drugą przerzuconą od niechcenia przez oparcie fotela, i Erika wyobraziła sobie prawdziwego barana na tylnym siedzeniu.”
Bazą tej powieści jest przyjaźń Eriki i Clementine, które znają się od lat szkolnych. Problem w tym, że ich przyjaźń jest skomplikowana, momentami może wydawać się, że wręcz toksyczna. To wynika z ich dzieciństwa - Clementine wychowała się w normalnej rodzinie, w której nigdy jej niczego nie brakowało, choć nie żyli ponad stan. Erika jednak żyła tylko z matką, która po odejściu jej ojca stała się zbieraczką - ich dom nagle zaczął przypominać graciarnię, wielki kosz na śmieci, a choć nikt teoretycznie o tym nie wiedział, to jednak matka Clementine zauważyła, że Erika potrzebuje przyjaciółki. I tak się zaczęło, tak zostało - Clementine przyjaźni się z Eriką z poczucia powinności, Erika z Clementine z poczucia wdzięczności, to jej rodzina przez długie lata była dla niej ostoją normalności, wzorem do naśladowania. Ich przyjaźń i ich dzieciństwo ukierunkowały je na dorosłe osoby - Erika żyje schludnie, zgodnie z zasadami, w ściśle utrzymywanym porządku, Clementine odwrotnie, jej życie to wesoły chaos. Czy przez to nie każda z nich popada w skrajność?
"(…) zerknęła na matkę w poszukiwaniu aprobaty, bo okazała dobroć, a dobroć to najważniejsza rzecz pod słońcem, tyle że Clementine wcale nie czuła się dobra. Udawała. Nie chciała mieć do czynienia z małą brudaską. Jej egoizm był plugawym sekretem, który musiała ukryć za wszelką cenę, ponieważ była uprzywilejowanym dzieckiem."
Ich relacja zwraca uwagę czytelnika na pojęcie przyjaźni, na to, jak różne przyjmuje odcienie, z jak różnych pobudek wynika i jak różne myśli przynosi w trakcie. To prawdziwa relacja, którą faktycznie można nazwać przyjaźnią, czy po prostu przyzwyczajenie? Jak wiele można zrobić w imię takiej przyjaźni? Czy to altruizm czy wręcz odwrotnie - nie ma czegoś takiego, a każde zachowanie w jakiś sposób jest egoistyczne, tylko niektóre pobudki po prostu lepiej skrywamy sami przed sobą? Czy wszystko ma jakieś ukryte intencje, wstydliwe powody swoich zachowań, które kryje przed światem?
"(...) altruizm bez konieczności działania, coś wspaniałego!"
Zresztą cała powieść zbudowana jest na skomplikowanych relacjach. Tutaj Moriarty i małżeństwa wystawia na próbę, rzuca problem, z którym mają sobie poradzić i patrzy w którą stronę się kierują. Czy można jednoznacznie powiedzieć, że ci, którzy akceptują swoje wady, swoje potknięcia są małżeństwem lepszym, bardziej szczerym niż ci, których rozbieżności zaczynają dzielić? I czy w ogóle można określi ilość potknięć, ich wagę, którą w ogóle można znieść?
"Nikt nie uprzedzał, że dzieci sprowadzają człowieka do pierwotnej, prymitywnej wersji samego siebie, gdzie jego talenty, wykształcenie i osiągnięcia znaczą tyle, co nic."
Ważne są też i relacje rodzic-dziecko, których w tej historii pełno. To relacje trudne, bo pełne odpowiedzialności. Jedni nie potrafią jej znieść - jak rodzice Eriki i Oliviera, którzy popadli w choroby uniemożliwiające ich dzieciom doświadczenia normalnego dzieciństwa, a tym samym zmieniły ich w osoby, które czują potrzebę bycia w gotowości, umiejętności poradzenia sobie z każdą kłodą rzuconą pod nogi, nawet jeśli radzić sobie z tym same nie powinny. Czy w ogóle da się normalnie żyć, cieszyć się życiem, gdy ciągle spodziewa się najgorszego?
“On też dorastał wśród bezinteresownej złośliwości, lecz przyjmował ją jak pogodę, podczas gdy Erika nadal stawiała opór, miała żal i doszukiwała się ukrytych znaczeń.”
Punktem zwrotnym w powieści jest jedna chwila, dramat, jaki wydarza się dosłownie przez przypadek. I tu pojawia się wątek poczucia winy, obwiniania siebie i innych, tego, jak nie potrafimy odpuścić, po prostu wyciągnąć wniosków i żyć dalej, a musimy kogoś obwinić, gdzieś ulokować winę. Bo może po takim czymś po prostu nie da się inaczej? Życie w jednej sekundzie może zmienić swój bieg, a człowiek wydaje się nigdy na to nieprzygotowany.
“A więc tak to jest, pomyślała przelotnie. Takie to uczucie. Człowiek się nie zmienia. Nic go nie chroni, gdy przekracza niewidzialną granicę, która dzieli zwykłe życie od równoległego świata, gdzie dochodzi do tragedii. To się dzieje od tak.”
Refleksji, tematów, problemów Moriarty przedstawia w tej powieści naprawdę dużo, jednak robi to w sposób całkowicie naturalny - czytelnik nie ma wrażenia, że książka napakowana jest wątkami na siłę, tu wszystko dobrze do siebie pasuje. Intryga subtelnie kieruje się w stronę thrillera psychologicznego, dramatu rodzinnego, przez sporą część powieści napięcie związane z zagadką niedzielnych wydarzeń jest wyraźnie odczuwalne, jest tym, co sprawia, że ciekawość cały czas utrzymana jest na wysokim poziomie. Równoczesne przedstawienie dwóch czasów tylko tę ciekawość podsyca, a wątek lekko kryminalny, który się po czasie pojawia, dodatkowo ją wzmacnia. Mimo że tempo powieści można określić jako spokojne, to jednak na każdej stronie jest coś, co nie pozwala się oderwać - sam styl, zagadnienia, kolejne refleksje są tym, co skutecznie do lektury przyciąga.
“Impuls: jako z wiarygodnych słów o zabarwieniu psychologicznym dla zatuszowania prawdy, że jest nienormalna. Normalność, ten niedościgniony ideał!”
Liane Moriarty jest mistrzynią w ukazywaniu zwyczajnych żyć, ludzi i ich dramatów, które w jednej chwili mogą wywrócić życie do góry nogami. W “Moja wina, twoja wina” poza rozważaniem na temat poczucia winy, wdzięczności czy próby odpokutowania, skupia się na relacjach, na przyjaźni, na partnerstwie i rodzicielstwie, które potrafią przybierać tak różne formy. A choć emocje, jakie można w nich wyczytać, czasami są bardzo normalne, to jednak jest w nich coś takiego, że pod piórem Moriarty stają się objawieniem - autorka doskonale zna człowieka, dostrzega to, czego nie widzą inni i robi z tego wartość uniwersalną, z której każdym może wyciągnąć coś dla siebie. Jej proza nie jest sztucznie napompowana patosem, a wręcz odwrotnie - jest lekka, jest przyjemna, a równocześnie przeraźliwie, boleśnie, prawdziwie głęboka. “Moja wina, twoja wina” to mądra powieść, która każdego czytelnika zmusi do refleksji nad swoim życiem, zachowaniem, relacjami. Powieść, którą można czytać wielokrotnie, a za każdym razem dostrzeże się w niej coś nowego.
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz