marca 24, 2026

"Zbrodnia w rezydencji" Helena Dixon - patronacka recenzja przedpremierowa

Autorka: Helena Dixon
Tytuł: Zbrodnia w rezydencji
Cykl: Tajemnice panny Underhay, tom 2
Tłumaczenie: Emilia Niedzieska
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał retro / cosy crime
 
W tym roku brytyjska autorka Helena Dixon świętuje dwadzieścia lat na rodzimym rynku książki! Początkowo znana była z pozycji literackich skierowanych typowo dla kobiet, pisała powieści obyczajowe i romanse, za które zgarnęła kilka znaczących nagród. W 2019 roku przyszedł czas na zmiany - rozpoczęła się jej przygoda z kryminałem cosy crime osadzonym w przeszłości. To wtedy po raz pierwszy angielski czytelnik poznał się z młodą Kitty Underhay, z którą seria po siedmiu latach od wydania tomu pierwszego liczy już dwadzieścia cztery części! Tak, autorka pisze i wydaje powieści szybko, od trzech do pięciu tytułów rocznie. Jak sama przyznała w wywiadzie(klik!), zmiana gatunkowa wydała jej się całkiem naturalna - w swojej rodzinie ma zarówno policjanta, jak i historyka, w swoim życiu nasłuchała się więc wielu ciekawych historii. Wystarczyło tylko połączyć je z jej literacką wyobraźnią!
“Zbrodnia w rezydencji” to drugi tom serii z Kitty Underhay, pierwszy w Polsce okazał się pół roku temu - we wrześniu 2025 świętowaliśmy premierę “Zbrodni i rubinu” (recenzja - klik!), który był pierwszą powieścią Heleny Dixon z całego jej dorobku, jaka została przetłumaczoną na język polski.
 
 
Lato 1933 roku, hotel Delfin w nadmorskiej angielskiej miejscowości Dartmouth. Dwudziestotrzyletnia Kitty dostaje zaproszenie od rodziny ze strony ojca, której do tej pory nie znała. Ma przyjechać do nich na tydzień, odwiedzić ich w Enderley Hall, ich rodzinnej rezydencji położonej niedaleko Exeter. Jej babcia, właścicielka hotelu, która od lat dziecięcych ją wychowywała, nie jest tym zaproszeniem zachwycona, Kitty jednak bardzo chce jechać, więc po zapewnieniach, że nie pojedzie sama, a weźmie ze sobą jedną z hotelowych pokojówek, potwierdza przyjazd. Jednak już pierwszego wieczoru wyczuwa dziwną atmosferę - zarówno ciotka, jak i jej towrzyszka spoglądają na nią bardzo dziwnie. Na szczęście kuzynka Lucy okazuje entuzjazm za całą swoją rodzinę, a jej znajomi, którzy również goszczą w tym czasie w rezydencji, sprawiają intrygujące wrażenie. Towarzyska beztroska nie trwa jednak długo - kolejnego dnia okazuje się, że w nocy doszło do kradzieży. Ktoś pokusił się na zamknięte w sejfie dokumenty pana domu, ściśle tajne badania na temat materiałów mogących posłużyć za broń. Ich zniknięcie jest zatem zagrożeniem na miarę całego państwa. I to na Kitty kierują się podejrzane spojrzenia - to przecież ona jest w tym towarzystwie nowa. Dziewczyna prosi więc o pomoc swojego przyjaciela, starszego o dekadę Matta Bryanta, który niedawno otworzył własną agencję detektywistyczną. Razem na pewno dojdą do tego, kto wykradł tajne dokumenty! Nie przypuszczają jednak, że to dopiero początek ścieżki przestępczej, na którą zszedł ktoś znajdujący się tuż obok…
 
Książkę otwierają dwa fragmenty z prasy, które rozjaśniają ostatnie wątki opisane w “Zbrodni i rubinie”. Po nich przechodzimy do historii tego tomu, która rozpisana jest na 26 kilkustronicowych rozdziałów, z których część dzielona jest dodatkowo na krótsze fragmenty. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Kitty i Matta, których relacje poznajemy naprzemiennie z uwzględnieniem zarówno zdarzeń, jak i ich własnych odczuć i przemyśleń. Styl powieści jest lekki, niewymagający, bardzo subtelnie stylizowany, co daje czytelnikowi odczuć, że historia toczy się w innych czasach niż współczesne, ale równocześnie nie wymaga jakiejś specjalnej koncentracji. Dialogi prowadzone są przyjemnie i całkiem naturalnie, oczywiście w kontekście powieści kryminalnych osadzonych w dawnym stylu - to znaczy, że spora część historii rozgrywa się właśnie poprzez dialogi, a zatem większość tłumaczeń i wyjaśnień sytuacji poznajemy w trakcie rozmów postaci. Ponadto nie można też zapomnieć, że gatunkowo książka zalicza się do cosy crime, a to narzuca jej samo w sobie lekką, momentami ubarwioną delikatnym humorem formę.
“Czuł narastającą złość na Kitty, że nie dbała o własne bezpieczeństwo. Nie byłaby tak lekkomyślna, gdyby los potraktował ją równie okrutnie jak jego. Ci, którzy odchodzą, już nic nie czują. Cierpienie zostaje z tymi, którzy muszą żyć dalej.”
Wspomniałam o klasycznych założeniach gatunku powieści detektywistycznej, bo to właśnie na nich opiera się cała ta historia. Bo czyż duża rezydencja, w której znajduje się spora grupka zarówno mieszkańców, jak i gości, i służby, i zbrodnia, która w niej zostaje popełniona nie nasuwają od razu na myśl starych kryminałów jak tworzyły Agatha Christie czy Dorothy L. Sayers? To na obserwacji, na zapoznaniu z postaciami, które w rezydencji się zatrzymały i które bez wątpliwości skrywają własne tajemnice, opiera się spora część intrygi, a rozwiązanie zależne jest od dobrej dedukcji - autorka zostawia w trakcie powieści kilka tropów, które mogą czytelnika naprowadzić na rozwiązanie. By jednak historię nieco uatrakcyjnić, zawarty jest w niej również prywatny wątek Kitty - podsuwa kolejne tropy związane ze zniknięciem jej matki, do którego doszło, gdy dziewczyna miała zaledwie kilka lat. To wszystko składa się w przyjemnie poprowadzoną całość, która wzbudza ciekawość, a równocześnie daje poczucie po prostu przyjemnej, wprowadzającej w spokojny nastrój powieści. Cała historia toczy się w tempie umiarkowanym, jedynie pod koniec, w punkcie kulminacyjnym znacząco przyspiesza, a choć rozwiązania fabularne toczą się rytmem znajomym, to nie odbiera to przyjemności z lektury.
 
Mimo znajomych torów fabularnych (choć nie brak w nich zaskakujących twistów!) autorka w swojej powieści przemyca coś ciekawego - bogate tło historyczne, które mimo że jest wyraźnie na dalszym planie fabularnym, to jednak jest zaskakująco bogate w detale. Wpływ I wojny światowej nadal jest w społeczeństwie wyraźnie wyczuwalny, jednak nie brak też wzmianek o zmieniających się nastrojach społecznych - pojawiają się wtrącenia o poglądach komunistycznych, o faszyzmie rosnącym w siłę, który mocno niepokoi niektóre z postaci.
“Wydmuchnął kłąb dymu. Podczas Wielkiej Wojny widział zbyt wiele śmierci. Miała zapach, który przywierał do żywych i ich zatruwał. Nikotyna pomagała mu oczyścić umysł i odpędzić niechciane upiorne wspomnienia.”
W samej rezydencji jednak panują zasady jak w starych, angielskich, arystokratycznych rodzinach - kolacje to pokaz mody, a przed i po mężczyźni i kobiety spotykają się w osobnych dla płci pokoikach - panowie grają w bilard i piją whisky, panie popijają kawkę bądź herbatkę, plotkują i wyszywają. Ten podział nie do końca satysfakcjonuje Kitty - choć nie sprzeciwia się tradycjom wieczorom, to jednak w śledztwie chce brać udział na równi z Mattem. Bo Kitty nie czuje się od mężczyzn gorsza, ba!, jest inteligentna i dobrze o tym wie, nie zgadza się więc, by traktować ją inaczej ze względu na płeć. To mocno jest w powieści zaznaczane i bardzo mi się podoba - to sprawia, że Kitty nabiera cech bardziej samowystarczalnych, których nieco brakowało jej w pierwszym tomie powieści.
“Nie zamierzam być jak lalka, którą zamyka się w pudełku i wyciąga z niego tylko na specjalne okazje, i która ma jedynie ładnie wyglądać i zabawiać towarzystwo jak tresowane zwierzątko. Mam takie samo prawo do życia i podejmowania ryzyka jak każdy mężczyzna.”
Same kreacje postaci budowane są klasycznie, to raczej nie one przyciągają tu największą uwagę, są raczej nośnikiem historii, zasad i przekonań społecznych. Towarzystwo składa się z ciotki, wujka i kuzynki Kitty, której uroczy mały piesek nieustannie coś psoci i jest powodem, przez który nieraz podczas lektury pojawia się na twarzy czytelnika uśmiech. Są znajomi Lucy i ogrodnik, który przearanżowuje cały ogród, jest też i asystent wujka Kitty, który ewidentnie obwinia się za zniknięcie dokumentów. Towarzystwo rozszerzone jest jeszcze o konserwatorkę zabytków, która akurat teraz w rezydencji odnawia staje malowidła ścienne oraz nianię, która mimo iż Lucy jest już dorosła, cały czas zapewnia towarzystwo ciotce Kitty. Nie jest to może grono postaci, które pozostanie przez czytelnika niezapomniane, ale na potrzeby powieści spełnia swoją funkcję.
“Lepiej zabiorę się do pracy. Tylko sztuka może przynieść ukojenie, o ile można liczyć na ukojenie, skoro jest wśród nas morderca (...).”
Podsumowując, “Zbrodnia w rezydencji” to przyjemna powieść kryminalna utrzymana w klasycznym tonie. Zagadka osadzona zostaje w zamkniętym gronie podejrzanych, którzy choć znajdują się w jednym miejscu, dla głównej bohaterki są obcy, a to znaczy, że tak naprawdę podejrzani są wszyscy. Dawno zasady społeczne i lekkie rozchwianie nastrojów politycznych choć nie wyprzedzają intrygi, są dobrze odczuwalne, a potrzeba równego traktowania wszystkich bez względu na płeć, jaką odczuwa Kitty, sprawia, że główna bohaterka serii sporo w wizerunku zyskuje. To przyjemna lektura, pisana w lekkim, ubarwionym subtelnym humorem tonie, która zapewni dobrą rozrywką na kilka godzin, ale też nie daje wrażenia, że toczy się w próżni. Podoba mi się kierunek, w jakim ta seria zmierza i już teraz czekam na tom kolejny!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Mando.



Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz