Autorka: Helena Dixon
Tytuł: Zbrodnia w rezydencji
Cykl: Tajemnice panny Underhay, tom 2
Tłumaczenie: Emilia Niedzieska
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał retro / cosy crime
W tym roku brytyjska autorka Helena Dixon
świętuje dwadzieścia lat na rodzimym rynku książki! Początkowo znana była z pozycji
literackich skierowanych typowo dla kobiet, pisała powieści obyczajowe i
romanse, za które zgarnęła kilka znaczących nagród. W 2019 roku przyszedł czas
na zmiany - rozpoczęła się jej przygoda z kryminałem cosy crime osadzonym w
przeszłości. To wtedy po raz pierwszy angielski czytelnik poznał się z młodą
Kitty Underhay, z którą seria po siedmiu latach od wydania tomu pierwszego
liczy już dwadzieścia cztery części! Tak, autorka pisze i wydaje powieści
szybko, od trzech do pięciu tytułów rocznie. Jak sama przyznała w wywiadzie(klik!), zmiana gatunkowa wydała jej się całkiem naturalna - w swojej rodzinie
ma zarówno policjanta, jak i historyka, w swoim życiu nasłuchała się więc wielu
ciekawych historii. Wystarczyło tylko połączyć je z jej literacką wyobraźnią!
“Zbrodnia w rezydencji” to drugi tom serii z
Kitty Underhay, pierwszy w Polsce okazał się pół roku temu - we wrześniu 2025
świętowaliśmy premierę “Zbrodni i rubinu” (recenzja - klik!), który był
pierwszą powieścią Heleny Dixon z całego jej dorobku, jaka została przetłumaczoną
na język polski.
Lato 1933 roku, hotel Delfin w nadmorskiej
angielskiej miejscowości Dartmouth. Dwudziestotrzyletnia Kitty dostaje
zaproszenie od rodziny ze strony ojca, której do tej pory nie znała. Ma
przyjechać do nich na tydzień, odwiedzić ich w Enderley Hall, ich rodzinnej
rezydencji położonej niedaleko Exeter. Jej babcia, właścicielka hotelu, która
od lat dziecięcych ją wychowywała, nie jest tym zaproszeniem zachwycona, Kitty
jednak bardzo chce jechać, więc po zapewnieniach, że nie pojedzie sama, a
weźmie ze sobą jedną z hotelowych pokojówek, potwierdza przyjazd. Jednak już
pierwszego wieczoru wyczuwa dziwną atmosferę - zarówno ciotka, jak i jej
towrzyszka spoglądają na nią bardzo dziwnie. Na szczęście kuzynka Lucy okazuje
entuzjazm za całą swoją rodzinę, a jej znajomi, którzy również goszczą w tym
czasie w rezydencji, sprawiają intrygujące wrażenie. Towarzyska beztroska nie
trwa jednak długo - kolejnego dnia okazuje się, że w nocy doszło do kradzieży.
Ktoś pokusił się na zamknięte w sejfie dokumenty pana domu, ściśle tajne
badania na temat materiałów mogących posłużyć za broń. Ich zniknięcie jest
zatem zagrożeniem na miarę całego państwa. I to na Kitty kierują się podejrzane
spojrzenia - to przecież ona jest w tym towarzystwie nowa. Dziewczyna prosi
więc o pomoc swojego przyjaciela, starszego o dekadę Matta Bryanta, który
niedawno otworzył własną agencję detektywistyczną. Razem na pewno dojdą do
tego, kto wykradł tajne dokumenty! Nie przypuszczają jednak, że to dopiero
początek ścieżki przestępczej, na którą zszedł ktoś znajdujący się tuż obok…
Książkę otwierają dwa fragmenty z prasy, które
rozjaśniają ostatnie wątki opisane w “Zbrodni i rubinie”. Po nich przechodzimy
do historii tego tomu, która rozpisana jest na 26 kilkustronicowych rozdziałów,
z których część dzielona jest dodatkowo na krótsze fragmenty. Narracja
prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Kitty i Matta,
których relacje poznajemy naprzemiennie z uwzględnieniem zarówno zdarzeń, jak i
ich własnych odczuć i przemyśleń. Styl powieści jest lekki, niewymagający,
bardzo subtelnie stylizowany, co daje czytelnikowi odczuć, że historia toczy
się w innych czasach niż współczesne, ale równocześnie nie wymaga jakiejś
specjalnej koncentracji. Dialogi prowadzone są przyjemnie i całkiem naturalnie,
oczywiście w kontekście powieści kryminalnych osadzonych w dawnym stylu - to
znaczy, że spora część historii rozgrywa się właśnie poprzez dialogi, a zatem
większość tłumaczeń i wyjaśnień sytuacji poznajemy w trakcie rozmów postaci.
Ponadto nie można też zapomnieć, że gatunkowo książka zalicza się do cosy
crime, a to narzuca jej samo w sobie lekką, momentami ubarwioną delikatnym
humorem formę.
“Czuł narastającą złość na Kitty, że nie dbała o własne bezpieczeństwo. Nie byłaby tak lekkomyślna, gdyby los potraktował ją równie okrutnie jak jego. Ci, którzy odchodzą, już nic nie czują. Cierpienie zostaje z tymi, którzy muszą żyć dalej.”
Wspomniałam o klasycznych założeniach gatunku
powieści detektywistycznej, bo to właśnie na nich opiera się cała ta historia.
Bo czyż duża rezydencja, w której znajduje się spora grupka zarówno
mieszkańców, jak i gości, i służby, i zbrodnia, która w niej zostaje popełniona
nie nasuwają od razu na myśl starych kryminałów jak tworzyły Agatha Christie
czy Dorothy L. Sayers? To na obserwacji, na zapoznaniu z postaciami, które w
rezydencji się zatrzymały i które bez wątpliwości skrywają własne tajemnice,
opiera się spora część intrygi, a rozwiązanie zależne jest od dobrej dedukcji -
autorka zostawia w trakcie powieści kilka tropów, które mogą czytelnika
naprowadzić na rozwiązanie. By jednak historię nieco uatrakcyjnić, zawarty jest
w niej również prywatny wątek Kitty - podsuwa kolejne tropy związane ze
zniknięciem jej matki, do którego doszło, gdy dziewczyna miała zaledwie kilka
lat. To wszystko składa się w przyjemnie poprowadzoną całość, która wzbudza
ciekawość, a równocześnie daje poczucie po prostu przyjemnej, wprowadzającej w
spokojny nastrój powieści. Cała historia toczy się w tempie umiarkowanym,
jedynie pod koniec, w punkcie kulminacyjnym znacząco przyspiesza, a choć
rozwiązania fabularne toczą się rytmem znajomym, to nie odbiera to przyjemności
z lektury.
Mimo znajomych torów fabularnych (choć nie
brak w nich zaskakujących twistów!) autorka w swojej powieści przemyca coś
ciekawego - bogate tło historyczne, które mimo że jest wyraźnie na dalszym
planie fabularnym, to jednak jest zaskakująco bogate w detale. Wpływ I wojny
światowej nadal jest w społeczeństwie wyraźnie wyczuwalny, jednak nie brak też
wzmianek o zmieniających się nastrojach społecznych - pojawiają się wtrącenia o
poglądach komunistycznych, o faszyzmie rosnącym w siłę, który mocno niepokoi
niektóre z postaci.
“Wydmuchnął kłąb dymu. Podczas Wielkiej Wojny widział zbyt wiele śmierci. Miała zapach, który przywierał do żywych i ich zatruwał. Nikotyna pomagała mu oczyścić umysł i odpędzić niechciane upiorne wspomnienia.”
W samej rezydencji jednak panują zasady jak w
starych, angielskich, arystokratycznych rodzinach - kolacje to pokaz mody, a
przed i po mężczyźni i kobiety spotykają się w osobnych dla płci pokoikach -
panowie grają w bilard i piją whisky, panie popijają kawkę bądź herbatkę,
plotkują i wyszywają. Ten podział nie do końca satysfakcjonuje Kitty - choć nie
sprzeciwia się tradycjom wieczorom, to jednak w śledztwie chce brać udział na
równi z Mattem. Bo Kitty nie czuje się od mężczyzn gorsza, ba!, jest
inteligentna i dobrze o tym wie, nie zgadza się więc, by traktować ją inaczej
ze względu na płeć. To mocno jest w powieści zaznaczane i bardzo mi się podoba
- to sprawia, że Kitty nabiera cech bardziej samowystarczalnych, których nieco
brakowało jej w pierwszym tomie powieści.
“Nie zamierzam być jak lalka, którą zamyka się w pudełku i wyciąga z niego tylko na specjalne okazje, i która ma jedynie ładnie wyglądać i zabawiać towarzystwo jak tresowane zwierzątko. Mam takie samo prawo do życia i podejmowania ryzyka jak każdy mężczyzna.”
Same kreacje postaci budowane są klasycznie,
to raczej nie one przyciągają tu największą uwagę, są raczej nośnikiem
historii, zasad i przekonań społecznych. Towarzystwo składa się z ciotki, wujka
i kuzynki Kitty, której uroczy mały piesek nieustannie coś psoci i jest
powodem, przez który nieraz podczas lektury pojawia się na twarzy czytelnika
uśmiech. Są znajomi Lucy i ogrodnik, który przearanżowuje cały ogród, jest też i
asystent wujka Kitty, który ewidentnie obwinia się za zniknięcie dokumentów.
Towarzystwo rozszerzone jest jeszcze o konserwatorkę zabytków, która akurat
teraz w rezydencji odnawia staje malowidła ścienne oraz nianię, która mimo iż
Lucy jest już dorosła, cały czas zapewnia towarzystwo ciotce Kitty. Nie jest to
może grono postaci, które pozostanie przez czytelnika niezapomniane, ale na
potrzeby powieści spełnia swoją funkcję.
“Lepiej zabiorę się do pracy. Tylko sztuka może przynieść ukojenie, o ile można liczyć na ukojenie, skoro jest wśród nas morderca (...).”
Podsumowując, “Zbrodnia w rezydencji” to
przyjemna powieść kryminalna utrzymana w klasycznym tonie. Zagadka osadzona
zostaje w zamkniętym gronie podejrzanych, którzy choć znajdują się w jednym
miejscu, dla głównej bohaterki są obcy, a to znaczy, że tak naprawdę podejrzani
są wszyscy. Dawno zasady społeczne i lekkie rozchwianie nastrojów politycznych
choć nie wyprzedzają intrygi, są dobrze odczuwalne, a potrzeba równego
traktowania wszystkich bez względu na płeć, jaką odczuwa Kitty, sprawia, że
główna bohaterka serii sporo w wizerunku zyskuje. To przyjemna lektura, pisana
w lekkim, ubarwionym subtelnym humorem tonie, która zapewni dobrą rozrywką na
kilka godzin, ale też nie daje wrażenia, że toczy się w próżni. Podoba mi się
kierunek, w jakim ta seria zmierza i już teraz czekam na tom kolejny!
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy
patronackiej z Wydawnictwem Mando.
Dostępna jest też w abonamencie
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz