marca 31, 2026

"Zima pożegnanych" Anna Kańtoch

Autorka: Anna Kańtoch
Tytuł: Zima pożegnanych
Cykl: Krystyna Lesińska, tom 4
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść kryminalna
 
Anna Kańtoch to autorka, która na polskim rynku książki działa już od ponad dwudziestu lat. Początkowo przez pierwszą dekadę tworzyła w jednym gatunku literackim, pisała powieści i opowiadania fantastyczne. Po kryminał sięgnęła później - dokładnie dekadę temu, w 2016 roku ukazał się jej debiut w tym gatunku pt. “Łaska”. Od tego czasu w jej twórczości fantastyka przeplata się z kryminałem, a obydwie odsłony autorki cieszą się dużą popularnością, co widać nie tylko w ilości czytelników, chętnych, by czytać jej prozę, ale również w nagrodach literackich, jakie na przestrzeni lat zdobyła. Jedną z powieści, jakie zostały w ten sposób wyróżnione, jest “Wiosna zaginionych”, laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru, pierwszy tom serii z Krystyną Lesińską, która na przestrzeni 2020-2022 roku przybrała formę trylogii. I istniała duża możliwość, że na trzech tomach przygody Krystyny się zakończą, czego autorka przed czytelnikami nie kryła, choć pozostawiała ich z iskierką nadziei twierdząc, że nie planuje więcej tomów, ale też nie wyklucza… Dopiero po czterech latach od premiery tomu trzeciego pt. “Jesień zapomnianych” seria z Krystyną Lesińską, której tytuły noszą nazwy kolejnych pór roku, w końcu doczekała się zakończenia, na które tak czekaliśmy. “Zima pożegnanych” jednak odbiega formą budowy powieści od wcześniejszych trzech, co jasno wskazuje, że jest dopowiedzeniem, ale też można ją traktować jak historię oddzielną.
 
Połowa grudnia, czasy współczesne, Katowice. Dni zbliżającej się do 80-tki Krystyny Lesińskiej, emerytowanej policjantki, płyną spokojnym rytmem, który zakłóca jej młody sąsiad, Miłosz Najder. To dziwny człowiek, bardzo nachalny, pozornie niesympatyczny, jednak, gdy przyjrzeć mi się bliżej, widać, że to po prostu społeczna nieporadność. Miłosz ma dla niej zagwozdkę - kilka dni temu dostał mail bez tekstu, tylko z nagraniem, na którym ktoś filmuje kobietę idąc za nią przez las, a ona raczej nie jest tego świadoma. Choć wygląda to niepokojąco, to Krystyna nie jest w stanie nic z tym zrobić - nie wiedzą przecież gdzie ten film został nagrany, ani nawet jak nagrana kobieta wygląda, bo w żadnym kadrze nie widać jej twarzy. Jednak gdy kolejnego dnia przychodzi drugie nagranie, na którym w tle widać coś więcej, Krystyna zaczyna działać - z pomocą wnuczka zawęża miejsce nagrania, a Miłoszowi każe na mail odpisać. Zanim jednak sprawa posunie się do przodu, nadchodzą święta, a z nimi choroba Krystyny, która zlekceważyła swoje przeziębienie, przez co trafiła do szpitala…
Dwa miesiące później odzywa się do niej siostra Miłosza. Informuje, że chłopak nie żyje, w Wigilię zjawił się u jakiejś obcej dziewczyny i pozabijali się nawzajem. Krystyna łączy to z nagraniami i SMSem, jaki Miłosz wysłał jej w Wigilię, w którym pisał, że chyba wie, jak może tę kobietę uratować. Decyduje się więc przyjrzeć się tej sprawie, bo i ona nie jest przekonana o winie Miłosza.
“Jest coś podniecającego w takim czajeniu się w mroku, kiedy ludzie nie mają pojęcie, że ich obserwujesz. To poczucie władzy może uzależniać (...).”
Książka rozpisana jest na prolog, osiem tytułowanych rozdziałów i epilog. Każdy rozdział bardziej przybiera formę części, każdy dzielony jest na krótsze, kilkustronicowe, a czasami nawet kilkuzdaniowe scenki. Akcja powieści w całości toczy się współcześnie i linearnie (prócz prologu, który opisuje zdarzenie z Wigilii, by w rozdziale pierwszym ruszyć od połowy grudnia), co wyróżnia ten tom z pozostałych trzech tej serii. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z dwóch perspektyw (trzech, jeśli liczyć prolog), a sam narrator jest wszechwiedzący - wie, jak opowieść się potoczy i jak się zakończy, choć swoją wiedzą się nie popisuje. Styl powieści można potraktować jako cechę charakterystyczną dla Anny Kańtoch - w bardzo spokojny, wyważony sposób autorka buduje klimat niepewności, subtelnego niepokoju, w którym granica między fikcją literacką a naszą realnością zdaje się zacierać. Język powieści jest przyjemny, uniwersalny, bez przekleństw, a choć słowa nie są wydumane, to autorka składa je z literackim zacięciem - trafne porównania, zaskakujące skojarzenie, nieoczywiste metafory sprawiają, że już sama warstwa językowa daje czytelnikowi dużo przyjemności. W dialogach i spostrzeżeniach można też dopatrzeć się subtelnego humoru, lekko ironicznych spostrzeżeń, które są przenikliwe w swojej prawdziwości, a zarazem ujęte tak, że przyznaję się do kilkukrotnego parskania śmiechem.
“Na czubku jej głowy chwiał się niedbale zawiązany kucyk, który jeszcze bardziej wyciągał jej sylwetkę w górę, tak że Małgorzata Kerc, spowita w czerwoną indyjską suknię, wyglądała jak postawiony z wściekłością wykrzyknik.”
Mimo tego, sama zagadka kryminalna jest jak najbardziej poważna. Już po zawiązaniu akcji można się domyśleć, że motyw obserwowania, stalkingu będzie odgrywał w powieści pewną rolę. Anna Kańtoch, tak jak lubi najbardziej, zaprasza nas po raz kolejny do niewielkiej społeczności, do rodziny i przyjaciół zamordowanej Doroty, która wydaje się kluczem do rozwiązania zagadki morderstwa jej i Miłosza. Wraz z biegiem lektury poznajemy kolejne fakty z życia dziewczyny, a poprzez rozmowy z całym jej otoczeniem obraz robi się pełny, ale jednak kanciasty na brzegach - coś nie pasuje, tylko co? Akcja powieści toczy się spokojnie, w klasycznym stylu, w pełnym skupieniu na zagadce, choć nie brakuje w niej motywów współczesnych - Krystyna chętnie korzysta z internetowych umiejętności wnuka, sama również przeszukuje internet, media społecznościowe. Jednak tę współczesność łączy z klasyką - z chodzeniem i rozpytywaniem, z uruchamianiem kontaktów, by dowiedzieć się jak najwięcej. I choć długo nie wiadomo w jakim kierunku opowieść zmierza, to już od początku czuć, że jest to coś, czemu warto poświęcić uwagę - ten klimat powieści, pytania, jakie podsuwa fabuła sprawiają, że trudno jest się od tej historii oderwać.
“(...) wszystko to w pierwszej chwili wydawało się nie takie, jakie powinno być, choć gdyby ktoś ją zapytał, nie potrafiłaby wyjaśnić, na czym polega różnica. Znajoma przestrzeń przypominała obrażonego kota, któremu po powrocie trzeba dać chwilę, nim znów zacznie się łasić do nóg.”
Autorka jednak nie stosuje literackich trików, nie pozwala swojej wyobraźni popłynąć w kierunkach nierealnych - ta powieść jest tak mocno zakorzeniona w naszej realności, jak tylko się da. A to znaczy, że zbrodnia jest nie rozrywką, a dramatem osób, które były ofiarom najbliższe. Tu na każdym kroku spotykamy się ze smutkiem i żałobą, z niedowierzaniem i niezgodą na pogodzenie się ze śmiercią Doroty. Ale gdzie w tym wszystkim jest Miłosz? Autorka bardzo mocno skupia się na postaciach, na ich emocjach, które oddane są perfekcyjnie.
“- (...)Po czyjej pani właściwie jest stronie? Bo chyba nie kobiet.
- Jeśli już jestem po czyjejś stronie, to tylko ofiar.”
W tej historii są dwie postacie wiodące - Krystyna i przyłączający się do jej śledztwa początkujący pisarz Olgierd. Każdy z nich ma swoje życie prywatne, każdy jest postacią budzącą sympatię, choć w całkiem inny sposób. Olgierd rozczula swoją zagmatwaną relacją z kotami ciotki, której mieszkaniem zajmuje się podczas jej pobytu w szpitalu. Krystyna z kolei jest sobą – ci, co znają ją z poprzednich tomów, znają też jej profesjonalizm, jej przenikliwość i upartość w dążeniu do prawdy. Jednak autorka nie ignoruje jej wieku - choć Krystyna dobrze radzi sobie ze sprzętem, to jednak fizycznie czuć już jej starzejące się ciało, które nie chce jej pozwalać na tak wiele, jak kiedyś. Jej duch jest żywy, jest ciekawy, ale ciało zaczyna momentami niedomagać.
“- Zdaje sobie pani sprawę, że tak naprawdę to wszystko może prowadzić donikąd? Że w gruncie rzeczy ta sprawa może być dokładnie tak prosta, na jaką wygląda? Czasem rzeczy są po prostu tym, czym się wydają.
- Wiem. Zdaję też sobie sprawę z tego, że jestem starą kobietą, która przywitałaby z chęcią odrobinę ekscytacji w swoim nudnym życiu i może dlatego jest skłonna dopatrywać się tajemnic tam, gdzie ich nie ma.”
“Zima pożegnanych” to historia, w której nic nie jest tym, co wydaje się na pierwszy rzut oka. To pierwsze założenia, te najprostsze, te, które nieraz przyjmujemy przeglądając artykuły w sieci czy media społecznościowe pokazują, jak bardzo człowiek może się mylić, a tym samym krzywdzić innych. Autorka pokazuje, że każdy tak naprawdę jest w stanie przejść od słowa do czynów, a słowa często maskują coś innego niż faktycznie znaczą. Anna Kańtoch po raz kolejny pokazuje, że zakamarki ludzkich dusz nie mają przed nią tajemnic, a jej talent literacki doskonale jej spostrzeżenia oddaje - z lekkością, a zarazem ciężarem trafności. Przyznam jednak, że tym razem sama zagadka kryminalna budzi we mnie mieszane odczucia - jest świetnie prowadzona, ale nie czuję po jej rozwiązaniu satysfakcji. Ale może nie powinnam? Bo Anna Kańtoch mocno trzyma się w tej powieści realności, a przecież w prawdziwym życiu rzadko kiedy finał jest dokładnie taki, jakiego sobie życzymy…
“Jeśli już czytam kryminały, to wolę te w staroświeckim stylu. Bywają naiwne, ale jako rozrywka nieźle się sprawdzają. Poza tym podoba mi się, powiedzmy, ich moralna prostota. Sprawca zostaje złapany i stosownie ukarany, zakłócona zbrodnią równowaga zostaje przywrócona i wszystko kończy się dobrze. Miło byłoby, gdyby tak samo funkcjonował prawdziwy świat.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz