Autorka: Anna Kańtoch
Tytuł: Zima pożegnanych
Cykl: Krystyna Lesińska, tom 4
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść kryminalna
Anna Kańtoch to autorka, która na polskim
rynku książki działa już od ponad dwudziestu lat. Początkowo przez pierwszą
dekadę tworzyła w jednym gatunku literackim, pisała powieści i opowiadania
fantastyczne. Po kryminał sięgnęła później - dokładnie dekadę temu, w 2016 roku
ukazał się jej debiut w tym gatunku pt. “Łaska”. Od tego czasu w jej twórczości
fantastyka przeplata się z kryminałem, a obydwie odsłony autorki cieszą się
dużą popularnością, co widać nie tylko w ilości czytelników, chętnych, by
czytać jej prozę, ale również w nagrodach literackich, jakie na przestrzeni lat
zdobyła. Jedną z powieści, jakie zostały w ten sposób wyróżnione, jest “Wiosna
zaginionych”, laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru, pierwszy tom serii z
Krystyną Lesińską, która na przestrzeni 2020-2022 roku przybrała formę
trylogii. I istniała duża możliwość, że na trzech tomach przygody Krystyny się
zakończą, czego autorka przed czytelnikami nie kryła, choć pozostawiała ich z
iskierką nadziei twierdząc, że nie planuje więcej tomów, ale też nie wyklucza…
Dopiero po czterech latach od premiery tomu trzeciego pt. “Jesień zapomnianych”
seria z Krystyną Lesińską, której tytuły noszą nazwy kolejnych pór roku, w
końcu doczekała się zakończenia, na które tak czekaliśmy. “Zima pożegnanych”
jednak odbiega formą budowy powieści od wcześniejszych trzech, co jasno
wskazuje, że jest dopowiedzeniem, ale też można ją traktować jak historię
oddzielną.
Połowa grudnia, czasy współczesne, Katowice.
Dni zbliżającej się do 80-tki Krystyny Lesińskiej, emerytowanej policjantki,
płyną spokojnym rytmem, który zakłóca jej młody sąsiad, Miłosz Najder. To
dziwny człowiek, bardzo nachalny, pozornie niesympatyczny, jednak, gdy przyjrzeć
mi się bliżej, widać, że to po prostu społeczna nieporadność. Miłosz ma dla
niej zagwozdkę - kilka dni temu dostał mail bez tekstu, tylko z nagraniem, na
którym ktoś filmuje kobietę idąc za nią przez las, a ona raczej nie jest tego
świadoma. Choć wygląda to niepokojąco, to Krystyna nie jest w stanie nic z tym
zrobić - nie wiedzą przecież gdzie ten film został nagrany, ani nawet jak
nagrana kobieta wygląda, bo w żadnym kadrze nie widać jej twarzy. Jednak gdy
kolejnego dnia przychodzi drugie nagranie, na którym w tle widać coś więcej,
Krystyna zaczyna działać - z pomocą wnuczka zawęża miejsce nagrania, a
Miłoszowi każe na mail odpisać. Zanim jednak sprawa posunie się do przodu,
nadchodzą święta, a z nimi choroba Krystyny, która zlekceważyła swoje
przeziębienie, przez co trafiła do szpitala…
Dwa miesiące później odzywa się do niej
siostra Miłosza. Informuje, że chłopak nie żyje, w Wigilię zjawił się u jakiejś
obcej dziewczyny i pozabijali się nawzajem. Krystyna łączy to z nagraniami i
SMSem, jaki Miłosz wysłał jej w Wigilię, w którym pisał, że chyba wie, jak może
tę kobietę uratować. Decyduje się więc przyjrzeć się tej sprawie, bo i ona nie
jest przekonana o winie Miłosza.
“Jest coś podniecającego w takim czajeniu się w mroku, kiedy ludzie nie mają pojęcie, że ich obserwujesz. To poczucie władzy może uzależniać (...).”
Książka rozpisana jest na prolog, osiem
tytułowanych rozdziałów i epilog. Każdy rozdział bardziej przybiera formę
części, każdy dzielony jest na krótsze, kilkustronicowe, a czasami nawet
kilkuzdaniowe scenki. Akcja powieści w całości toczy się współcześnie i
linearnie (prócz prologu, który opisuje zdarzenie z Wigilii, by w rozdziale
pierwszym ruszyć od połowy grudnia), co wyróżnia ten tom z pozostałych trzech
tej serii. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego
z dwóch perspektyw (trzech, jeśli liczyć prolog), a sam narrator jest
wszechwiedzący - wie, jak opowieść się potoczy i jak się zakończy, choć swoją
wiedzą się nie popisuje. Styl powieści można potraktować jako cechę
charakterystyczną dla Anny Kańtoch - w bardzo spokojny, wyważony sposób autorka
buduje klimat niepewności, subtelnego niepokoju, w którym granica między fikcją
literacką a naszą realnością zdaje się zacierać. Język powieści jest przyjemny,
uniwersalny, bez przekleństw, a choć słowa nie są wydumane, to autorka składa je
z literackim zacięciem - trafne porównania, zaskakujące skojarzenie,
nieoczywiste metafory sprawiają, że już sama warstwa językowa daje czytelnikowi
dużo przyjemności. W dialogach i spostrzeżeniach można też dopatrzeć się
subtelnego humoru, lekko ironicznych spostrzeżeń, które są przenikliwe w swojej
prawdziwości, a zarazem ujęte tak, że przyznaję się do kilkukrotnego parskania
śmiechem.
“Na czubku jej głowy chwiał się niedbale zawiązany kucyk, który jeszcze bardziej wyciągał jej sylwetkę w górę, tak że Małgorzata Kerc, spowita w czerwoną indyjską suknię, wyglądała jak postawiony z wściekłością wykrzyknik.”
Mimo tego, sama zagadka kryminalna jest jak
najbardziej poważna. Już po zawiązaniu akcji można się domyśleć, że motyw
obserwowania, stalkingu będzie odgrywał w powieści pewną rolę. Anna Kańtoch,
tak jak lubi najbardziej, zaprasza nas po raz kolejny do niewielkiej
społeczności, do rodziny i przyjaciół zamordowanej Doroty, która wydaje się
kluczem do rozwiązania zagadki morderstwa jej i Miłosza. Wraz z biegiem lektury
poznajemy kolejne fakty z życia dziewczyny, a poprzez rozmowy z całym jej
otoczeniem obraz robi się pełny, ale jednak kanciasty na brzegach - coś nie
pasuje, tylko co? Akcja powieści toczy się spokojnie, w klasycznym stylu, w
pełnym skupieniu na zagadce, choć nie brakuje w niej motywów współczesnych -
Krystyna chętnie korzysta z internetowych umiejętności wnuka, sama również
przeszukuje internet, media społecznościowe. Jednak tę współczesność łączy z
klasyką - z chodzeniem i rozpytywaniem, z uruchamianiem kontaktów, by
dowiedzieć się jak najwięcej. I choć długo nie wiadomo w jakim kierunku
opowieść zmierza, to już od początku czuć, że jest to coś, czemu warto
poświęcić uwagę - ten klimat powieści, pytania, jakie podsuwa fabuła sprawiają,
że trudno jest się od tej historii oderwać.
“(...) wszystko to w pierwszej chwili wydawało się nie takie, jakie powinno być, choć gdyby ktoś ją zapytał, nie potrafiłaby wyjaśnić, na czym polega różnica. Znajoma przestrzeń przypominała obrażonego kota, któremu po powrocie trzeba dać chwilę, nim znów zacznie się łasić do nóg.”
Autorka jednak nie stosuje literackich trików,
nie pozwala swojej wyobraźni popłynąć w kierunkach nierealnych - ta powieść
jest tak mocno zakorzeniona w naszej realności, jak tylko się da. A to znaczy,
że zbrodnia jest nie rozrywką, a dramatem osób, które były ofiarom najbliższe.
Tu na każdym kroku spotykamy się ze smutkiem i żałobą, z niedowierzaniem i
niezgodą na pogodzenie się ze śmiercią Doroty. Ale gdzie w tym wszystkim jest
Miłosz? Autorka bardzo mocno skupia się na postaciach, na ich emocjach, które oddane
są perfekcyjnie.
“- (...)Po czyjej pani właściwie jest stronie? Bo chyba nie kobiet.- Jeśli już jestem po czyjejś stronie, to tylko ofiar.”
W tej historii są dwie postacie wiodące -
Krystyna i przyłączający się do jej śledztwa początkujący pisarz Olgierd. Każdy
z nich ma swoje życie prywatne, każdy jest postacią budzącą sympatię, choć w
całkiem inny sposób. Olgierd rozczula swoją zagmatwaną relacją z kotami ciotki,
której mieszkaniem zajmuje się podczas jej pobytu w szpitalu. Krystyna z kolei
jest sobą – ci, co znają ją z poprzednich tomów, znają też jej profesjonalizm,
jej przenikliwość i upartość w dążeniu do prawdy. Jednak autorka nie ignoruje
jej wieku - choć Krystyna dobrze radzi sobie ze sprzętem, to jednak fizycznie
czuć już jej starzejące się ciało, które nie chce jej pozwalać na tak wiele,
jak kiedyś. Jej duch jest żywy, jest ciekawy, ale ciało zaczyna momentami
niedomagać.
“- Zdaje sobie pani sprawę, że tak naprawdę to wszystko może prowadzić donikąd? Że w gruncie rzeczy ta sprawa może być dokładnie tak prosta, na jaką wygląda? Czasem rzeczy są po prostu tym, czym się wydają.- Wiem. Zdaję też sobie sprawę z tego, że jestem starą kobietą, która przywitałaby z chęcią odrobinę ekscytacji w swoim nudnym życiu i może dlatego jest skłonna dopatrywać się tajemnic tam, gdzie ich nie ma.”
“Zima pożegnanych” to historia, w której nic
nie jest tym, co wydaje się na pierwszy rzut oka. To pierwsze założenia, te
najprostsze, te, które nieraz przyjmujemy przeglądając artykuły w sieci czy
media społecznościowe pokazują, jak bardzo człowiek może się mylić, a tym samym
krzywdzić innych. Autorka pokazuje, że każdy tak naprawdę jest w stanie przejść
od słowa do czynów, a słowa często maskują coś innego niż faktycznie znaczą.
Anna Kańtoch po raz kolejny pokazuje, że zakamarki ludzkich dusz nie mają przed
nią tajemnic, a jej talent literacki doskonale jej spostrzeżenia oddaje - z
lekkością, a zarazem ciężarem trafności. Przyznam jednak, że tym razem sama
zagadka kryminalna budzi we mnie mieszane odczucia - jest świetnie prowadzona,
ale nie czuję po jej rozwiązaniu satysfakcji. Ale może nie powinnam? Bo Anna
Kańtoch mocno trzyma się w tej powieści realności, a przecież w prawdziwym
życiu rzadko kiedy finał jest dokładnie taki, jakiego sobie życzymy…
“Jeśli już czytam kryminały, to wolę te w staroświeckim stylu. Bywają naiwne, ale jako rozrywka nieźle się sprawdzają. Poza tym podoba mi się, powiedzmy, ich moralna prostota. Sprawca zostaje złapany i stosownie ukarany, zakłócona zbrodnią równowaga zostaje przywrócona i wszystko kończy się dobrze. Miło byłoby, gdyby tak samo funkcjonował prawdziwy świat.”
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Marginesy.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz