kwietnia 15, 2026

"Malorie" Josh Malerman

Autor: Josh Malerman
Tytuł: Malorie
Cykl: Bird Box, tom 2
Tłumaczenie: Filip Sporczyk
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 352
Gatunek: powieść grozy / postapo
 
Josh Malerman to autor powieści grozy, który na rynku amerykańskim znany jest już od ponad dekady, dokładnie od roku 2014, kiedy to ukazał się jego debiut pt. “Nie otwieraj oczu” (recenzja - klik!). Książka bardzo szybko przyciągnęła uwagę czytelników i krytyków, a nawet filmowców - Netflix wykupił prawa do jej ekranizacji i cztery lata po jej wydaniu ukazał się film. Jednak to nie zamknęło historii, jaką autor w niej opowiedział - jak sam przyznaje, pewien wątek przy pracy nad wersją finalną musiał wyciąć, by kilka lat później do niego powrócić. I tak w 2020 roku ukazała się kontynuacja “Nie otwieraj oczu” pt. “Malorie”. Oczywiście to nie jedyne książki, jakie autor napisał, teraz na koncie ma kilkanaście wydanych tytułów, udziela się też w innych obszarach sztuki - jest muzykiem, producentem i reżyserem filmowym.  
W Polsce jednak jedno nazwisko długo pozostało anonimowe. Chwilę po ekranizacji “Nie otwieraj oczu” wydany został jej pierwowzór i na tym się skończyło. Dopiero w 2025 roku, gdy Wydawnictwa Muza i Akurat rozpoczęły swoją nową serię grozy, jego nazwisko powróciło - i tak niecały rok później możemy się delektować już jego trzema tytułami: “Coś się dzieje w naszym domu” (klik), nowym wydaniem “Nie otwieraj oczu” i od tygodnia również “Malorie”.
 
Stan Michigan, od zagnieżdżenia się dziwnych stworów na Ziemi minęło siedemnaście lat, a jednak nadal ludzkość nie wynalazła sposobu, jak sobie z nimi radzić - ludzie nadal muszą żyć z zamkniętymi oczami, w strachu przed morderczym szaleństwem, do którego doprowadza za każdym razem jeden rzut oka na stwora. Malorie od dziesięciu lat zamieszkuje opuszczoną bazę wraz z dwójką swoich dzieci, szesnastolatków Olimpią i Tomem. Ich życiem rządzą ścisłe zasady, ciągłe “nie”, “nie wolno”, “to niebezpieczne”. Każdy dźwięk nadal w Malorie wywołuje strach, który stara się przenieść na dzieci - jeśli się nie boją, to mogą popełnić błąd, który będzie kosztować ich życie. I tak, gdy pewnego dnia na progu ich domu zjawia się mężczyzna, który twierdzi, że chodzi po kraju, spisuje ludzi, nazwiska i ich historię, Malorie krzykiem go przegania. A jednak za namową jej dzieci coś im zostawił - to kopia jego dzieła. Kiedy Malorie rusza na obchód, by sprawdzić, czy są już bezpieczni, czy mężczyzna na pewno sobie poszedł, jej dzieci siadają do lektury - a tam znajdują nie tylko informacje, jak radzą sobie inni ludzie, ale też nazwisko, które nie powinno się tam znaleźć. To coś, o czym Malorie musi wiedzieć, coś, co stanie się powodem, dla którego po tylu latach zacznie zastanawiać się nad ponownym ruszeniem w drogę…
“Pod opaską nie ma przeszłości i teraźniejszości. Linearność czasu gdzieś się zagubiła.”
Książka rozpisana jest na cztery tytułowane części, które składają się na trzydzieści jeden rozdziałów pisanych z kilku perspektyw: wiodąca nadal jest Malorie, jednak towarzyszą jej w tym również Tom i Olimpia. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, jednak i tak jest to narracja wychodząca z wewnątrz - świat przedstawiony jest subiektywnie z perspektywy wspomnianych osób, tym, co czytelnika zaprząta, są ich myśli i reakcje na otoczenie i zdarzenia, jakie ich spotykają. Narracja prowadzona jest z ogromnym wyczuciem, w taki sposób, że najmniejszy gest wywołuje napięcie - autor tak buduje nastrój grozy, że strach jest na każdej ze stron powieści wręcz namacalny. Jak to robi? Na pewno spora w tym zasługa języka, budowy zdań - w odpowiednich momentach krótkie, urwane wypowiedzi dobrze podsycają nastrój. Język jest bardzo plastyczny, doskonale oddaje emocje - czasami padają mocne słowa, czasami pisane są dużymi literami, czasami przeszłość miesza się z teraźniejszością, a wspomnienia nie chcą zamknąć się we właściwej szkatułce pamięci. Ten napływ, wszystko to, co dzieje się w głowach postaci, doskonale, w perfekcyjnym rytmie oddają słowa.
“Ale czym jest szaleństwo (...) jeśli nie przeciwieństwem tego, co zwykłe?”
A z językiem, z narracją opowieści, nierozerwalnie związane są postacie, które swoimi zmysłami oddają nam to, czego same doświadczają. I te kreacje robią w powieści wrażenie największe - autor doskonale oddaje nie tylko charakter człowieka, który od dawna żyje w ciągłym napięciu, ciągłym strachu, pod dyktando obcych sobie zasad, ale też oddaje różnice pokoleniowe, które są nieodłączną częścią świata, tu jednak potraktowaną bardzo dosłownie - każde młode pokolenie ma wrażenie, że żyje w innym świecie niż rodzice, w tym wypadku autor przełożył to jeden do jednego, Tom i Olimpia faktycznie żyją w całkowicie innej rzeczywistości niż ich matka, gdy była w tym samym wieku. Każda myśl postaci, każda emocja, jaką czytelnikowi przekazuje wydaje się bardzo realna, podczas lektury ani na moment nie miałam wrażenia sztuczności - a oddać emocje są tak żywe, a czasami wręcz paraliżujące, jak tu, to nie lada sztuka.
“Wszyscy opierają swoje bezpieczeństwo na czyjejś teorii na temat tego, co jest bezpieczne, a co nie.”
Różnice pokoleniowe to tak naprawdę baza tej powieści. To na jej kartach zderza się doświadczenie Malorie z żywiołowością, z naturalnym buntem młodzieńczym, który wyraźnie przejawia Tom. Olimpia jest dużo bardziej racjonalna, ostrożna, mniej entuzjastyczna, wydaje się ostoją, a może mostem, który nieraz na powrót łączy jej lekko paranoiczną matkę z wyrywającym się do działania i wprowadzania zmian Tomem. Tom, jak wiele młodych ludzi, czuje potrzebę zmiany, chce być samowystarczalny, chce decydować o swoim życiu. W końcu zbliża się już do pełnoletności, może już sam wyciągać wnioski, prawda? Jego wyrywność stoi w kontraście do Malorie, która do teraz walczy z koszmarem wspomnień, która jest panicznie ostrożna - w końcu na jej barkach spoczywa odpowiedzialność za życie nie tylko swoje, ale też dwójki młodych ludzi, to ona musi im przekazać wszystko, co wie, jak żyć bezpiecznie. Dla niej to niezbędne środki ostrożności, dla Toma paranoja. Wydaje mi się, że ten świat, jaki Malerman tu przedstawia, może być zwyczajną metaforą relacji rodzic - dorastające dziecko. Rodzic stara się przecież zawsze uchronić swoje dziecko przed niebezpieczeństwami świata - w tej powieści po prostu robi to dosłownie.
“Czy urodziłeś się w tym świecie, czy nie, ciągle słyszysz, jak było przedtem. A wtedy? Chcesz tego doświadczyć na własnej skórze.
Chcesz to zobaczyć.”
Poprzez tę opowieść autor zdaje się zadawać pytanie, co jest istotą życia - samo przetrwanie czy jednak doświadczenie tego życia w pełni? To mocno frasuje Toma, który całe swoje szesnastoletnie życie spędza pod dyktando surowych zasad, w których nie ma miejsca na przyjemności, jest tylko i wyłącznie ciągła czujność. Czy takie życie jest warte życia? Szczególnie kiedy nie wiadomo, czy przyszłość może przynieść coś innego?
“Na świecie są inni, którzy myślą tak jak on. Wiedzą, że szesnaście lat szybko przerodzi się w trzydzieści dwa, a trzydzieści dwa w sześćdziesiąt cztery, a… a potem… a potem całe życie przemknie zmarnowane, wyssane przez bezduszne, paranoiczne zasady narzucone przez te cholerne stwory!”
Fabuła powieści tak naprawdę do skomplikowanych nie należy, jednak to emocje postaci, ich dylematy sprawiają, że robi się w pełni absorbująca. Historia dobrze zgrana jest z “Nie otwieraj oczu”, a równocześnie bazuje na innych założeniach emocjonalnych, przez które nie wydaje się jej kalką. Czytelnik przez całą powieść utrzymywany jest w napięciu, autor perfekcyjnie ocenił, w których momentach potrzebne są twisty fabularne, by czytelnik ani na moment nie tracił uwagi. Sam finał może wywołać różne emocje, niemniej jednak w porównaniu do tempa całej powieści wydaje się dość szybki, jak zadanie, które autor po prostu chce odhaczyć. Niemniej jednak nie da się zaprzeczyć - pasuje on do całości i dobrze historię Malorie i jej dzieci zamyka. To całkiem satysfakcjonujące zakończenie.
“Jak daleko trzeba iść, by dotrzeć do spokoju ducha? Zawsze “jeszcze trochę dalej”.”
“Malorie” to powieść, która, jak mi się wydawało, nie mogła się udać - przecież pomysł na “Nie otwieraj oczu” był tak oryginalny, że trudno byłoby zbudować autorowi coś podobnego, a równocześnie nadal absorbującego. A jednak mu się udało. Historia jest świetnym dopełnieniem losów postaci poznanych w jego debiucie, a mimo osadzenia w tym samym świecie, wydaje się inna - lęk pozostał ten sam, jednak środek ciężkości położony jest gdzie indziej. Teraz ciężar emocjonalny to nie odpowiedzialność młodej kobiety za dwójkę małych dzieci w nowym dla niej świecie, a kobiety mocno przez życie doświadczonej, która próbuje znaleźć sposób, by dotrzeć do dwójki młodych ludzi, którzy z natury są w wieku, w jakim muszą się buntować. Tu lęki wszystkich rodziców stają się realne - niebezpieczny świat naprawdę jest morderczy, więc jak pozwolić tym młodym ludziom żyć po swojemu? Josh Malerman po raz trzeci zaskoczył mnie tym, jak z abstrakcyjnego pomysłu może zrobić fabułę pochłaniającą, trzymającą w napięciu tak, że kartki podczas lektury przewracały mi się same, serce biło w tempie szaleńczym, by za chwilę wzruszyć mnie do łez. Tak, Josh Malerman to mistrz budowania napięcia poprzez genialne kreacje psychologiczne postaci! Kiedy następna jego książka na polskim rynku i dlaczego tak późno? ;)
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Akurat.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz