Autorka: Heather Marshall
Tytuł: Szukając Jane
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura piękna / powieść
historyczna
Heather Marshall to autorka, która po raz
pierwszy wstrząsnęła kanadyjskim rynkiem książki w roku 2022. To wtedy
debiutowała powieścią “Szukając Jane”, która przez pół roku nie schodziła z
list bestsellerów i zdobyła ogromną liczbę nominacji i wyróżnień literackich.
Ta popularność sprawiła, że książka poniosła się dalej, na ten moment ukazała
się w 21 krajach, przetłumaczona została na 17 języków - w tym cztery lata po swojej
rodzimej premierze również w Polsce. W tym czasie autorka wydała kolejne dwie
powieści, w których tak samo jak w pierwszej, zabiera głos w ważnych
feministycznych kwestiach.
Toronto, zima 2017 rok. Angela Creighton,
która od wielu lat wraz ze swoją żoną poddaje się do tej pory nieskutecznym
zabiegom in vitro, podczas porządkowania wyposażenia sklepu Antykwariat i
Antyki Thompsona, w szufladzie zabytkowej komody znajduje list. To list do
Nancy od jej matki, która przyznaje, że nie jest jej biologiczną matką, jednak
nigdy nie miała odwagi tego wyznać. Załącza też list od biologicznej matki,
który był ukryty w żółtych bucikach w zawiniątku, w jakim Nancy do niej
trafiła. A w tym liście jej biologiczna matka przyznaje, że nie oddała jej po
dobroci, a została do tego zmuszona… Angela jest wstrząśnięta tym odkryciem,
zabiera list do domu i dyskutuje ze swoją żoną, historyczką, co powinna z tym
zrobić. Jak znaleźć Nancy? Jak dowiedzieć się dlaczego jej biologiczna matka
musiała oddać własne dziecko, mimo że tego nie chciała? To wszystko prowadzi do
tajnej organizacji, jaka działała w latach 70. i 80. w Kanadzie, w czasie, gdy
aborcja była nielegalna… Ta organizacja nosiła nazwę Siatka Jane.
"Wszystko sprowadza się do posiadania prawa wyboru."
Książka rozpisana jest na prolog i cztery
części oraz posłowie autorki, w którym pisze o tym, co w jej książce pochodzi z
prawdziwej historii Kanady. Każda z części dzielona jest na rozdziały, w sumie
jest ich trzydzieści jeden i pisane są naprzemiennie przez trzy kobiety:
Angelę, Nancy i Evelyn. Każdy rozdział jest opatrzony nie tylko imieniem
bohaterki, z perspektywy której jest pisany, ale także datą zdarzeń, bo jest to
historia rozpisana na lata, poczynając od roku 1960 na 2017 kończąc. Narracja
powieści prowadzona jest trzeciej osobie czasu teraźniejszego, a styl, w jakim
jest pisana, jest subtelnie literacki - od czasu do czasu pojawiają się ciekawe
określenia, porównania, które bez brutalnej dosadności oddają te rozdzierające
emocje, jakie czują bohaterki. Dialogi w powieści wypadają bardzo naturalnie, a
autorka zachowuje doskonałe proporcje ilości pomiędzy nimi a opisami
wewnętrznych przeżyć, przemyśleń i historii postaci.
"Perspektywa śmierci sprawia, że ludzie zapalają światła w najciemniejszych zakamarkach swoich historii i zaglądają pod omszałe kamienie wspomnień, które leżały tam od lat. Może nietknięte, ale z pewnością nie zapomniane."
Trzy czasy, trzy bohaterki, trzy spojrzenia na
pojęcie macierzyństwa. Angela jest zapalnikiem tej historii, dzięki jej
odkryciu możemy sięgnąć wstecz, poznać losy dwóch minionych pokoleń, które w
walkę o prawa kobiet, prawa do wyboru, w pewien sposób się zaangażowały. Jednak
i Angela nie jest tu tylko pretekstem, łącznikiem - ona też boryka się z
tematem macierzyństwa. Sama wychowana w rodzinie, która ją adoptowała, teraz
pragnie mieć swoje, pochodzące z jej własnych komórek dziecko. Ale nie może.
Kolejne próby in vitro kończą się niepowodzeniem, a jak już się uda, to i tak
kończy się poronieniem. Jej walka o zostanie matką jest jednym z praw wyboru,
jakie mają wszystkie kobiety na świecie.
Drugie prawo do wyboru ma Nancy, którą
poznajemy w 1979 roku, w chwili, gdy w wieku 18 lat odkrywa, że jest w ciąży. W
tym czasie w Kanadzie aborcja była nielegalna, ale nie niemożliwa. I tak za
pomocą tej bohaterki poznajemy losy kobiet, które postawione w sytuacjach
kryzysowych decydowały się na nielegalną aborcję… Jednak nie tylko do tej
jednej decyzji jej opowieść się sprowadza.
Prawa do wyboru nie ma trzecia z bohaterek,
Evelyn, której historia rozpoczyna się w 1960 roku. Evelyn zaszła w ciążę, a
jej rodzice wysłali ją do Domu Świętej Agnieszki, domu dla samotnych latek
prowadzonych przez zakonnice. Domu, w którym ma pozostać do końca ciąży, a po
rozwiązaniu jej dziecko ma zostać oddane do adopcji. Evelyn, młodziutka
dziewczyna, nie wie nic o przebiegu ciąży, o tym, jak to wszystko wygląda,
jakie ma prawa. Zostaje rzucona w wir machiny, w której na jej własne
pragnienia nie ma miejsca.
"(…) ten dom i ten system to dobrze naoliwiona wielka maszyna. Każdy element, każde kółko zębate ma tylko jedno zadanie: sprzedawać dzieci parom, które rozpaczliwie ich pragną. Dziewczyny się nie liczą. To nic innego jak fabryka dzieci, która udaje dom misyjny (…)."
Każda z tych bohaterek przedstawiona jest z
dużym wyczuciem, ze zrozumieniem, z jakich autorka podchodzi do ich dylematów,
problemów. Ich emocje są żywe i oddane tak, że czuje się je całym sobą. Ale to
nie tylko zwyczajne kreacje literackie, to też feministyczna lekcja historii Kanady.
Autorka przeprowadza nas przez lata, w których kobiety nie miały nic do
powiedzenia o swoich ciałach, przez lata, w których o możliwość posiadania
wyboru walczyły, aż do momentu, w którym w końcu udało im się osiągnąć cel. Dokładnie
opisuje to, jak droga do niego wyglądała, w jaki sposób bohaterki wpływały na
prawo, jak z prawem walczyły. Ważne było w tym wsparcie, jeden front, któremu
trudno się przeciwstawić. I wytrwałość, bo przecież zmiany nie następują od
razu...
"– Hm. Myślałam… sama nie wiem. Chyba myślałam, że wszystkie jesteście zwolenniczkami aborcji. (…)– Jesteśmy zwolenniczkami wyboru."
Jednak to nie tylko lekcja historii, a może
nawet jest to mniej ważne niż refleksje, niż emocje, jakie cała opowieść budzi.
Bo jest to historia o marzeniach, o pragnieniach, a możliwości układania życia
tak, jak się chce, tak, by czuć się człowiekiem spełnionym. Autorka mówi o tym,
że każda z kobiet ma prawo do planowania swojej rodziny, do starania się o
potomstwo wtedy, kiedy jest na to gotowa i z kim jest na to gotowa. Że
zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci, które nie pochodzą z szczęśliwych
związków, z racjonalnie podjętych decyzji, jest czymś niesamowicie okrutnym,
czymś, co może zrujnować życie, a nawet życia. Porusza temat adopcji, tym
przedstawionych w wątku historycznym, ale też i współczesnym, przede wszystkim
z perspektywy córek, tego, jak świadomość posiadania dwóch matek - biologicznej
i adopcyjnej - na nie wpływa. Wszystko to opisane jest szeroko, z kilku punktów
widzenia, ale jednoznacznie wiąże się z prawem wyboru, którego brak może
prowadzić do tragedii.
"Jeśli ta historia czegoś mnie nauczyła, to tego, że nie można mieć sekretów. Są jak jątrzące się rany, które nie chcą się zagoić. Zostawiają blizny i wyniszczają człowieka (…)."
Poprzez naprzemienną narrację historia od
samego początku wzbudza w czytelniku ciekawość. Połączeniem pomiędzy Angelą i
Nancy szybko staje się oczywiste, ale Evelyn? To ona jest bazą, to ona obrazuje
to, jak ruch aborcyjny, walka o prawa kobiet na przestrzeni lat wyglądała. Początkowo
jej opowieść nasuwała mi na myśl „Opowieść podręcznej”, gdzie przecież też
odbiera się kobietom prawo do własnych ciał, gdzie wątek macierzyństwa jest
motywem przewodnim. Później przyszły skojarzenia z literaturą szpiegowską -
tajne operacje, konspiracyjne spotkania wzbudzają w czytelniku dreszczyk
emocji, ale po chwili przecież uświadamiamy sobie, że to opowieść oparta o
historię prawdziwą - właśnie tak w Kanadzie kobiety walczyły o prawa, o prawa,
których do tej pory polskie kobiety nie mają. A to sprawia, że lektura jest
bardzo emocjonalna, bardzo mocno oddziałuje na psychikę, a może nawet pobudza
siłę do walki?
"Czas, żeby głosy kobiet zostały usłyszane. Czas uświadomić tym zadowolonym z siebie mężczyznom, jak to jest, kiedy czyny innych burzą twoje życie. Jak to jest, kiedy człowiek czuje się bezradny, wystraszony i zły i nie może powstrzymać tego, co się z nim dzieje."
“Szukając Jane” to opowieść, która niesie
ogromny bagaż emocjonalny, a przez to tak trudno o niej pisać, wyrazić
dokładnie to, co sobie niesie, bo są to emocje bardzo złożone, skomplikowane. To
spora dawka haniebnej historii Kanady (ale i też całego świata), historii
dodającej siły, zagrzewającej do walki o podstawowe prawa, jakie kobietom są
odbierane. Prawa, które wcale nie znaczą, że nagle kobiety będą grupowo
poddawać się aborcjom, bo przecież nie o to chodzi. Chodzi o racjonalny wybór,
wybór, jaki w Kanadzie był kobietom odbierany, w Polsce odbierany jest nadal.
Autorka na podstawie historii trzech kobiet pokazuje trzy oblicze
macierzyństwa, tej potrzeby, którą rozumieją tylko kobiety. Tragizm sytuacji
każdej z nich chwyta za serce i daje do myślenia, pokazuje sytuacje
dramatyczne, do których nie doszłoby, gdyby świadomość ciała i swoich praw była
im znana od początku. Nie potrafię przenieść emocji, jakie przyniosła mi ta
lektura, mogę tylko powiedzieć, że dawno nie czułam się tak poruszona.
“Szukając Jane” to książka, która może otworzyć oczy, pozwolić spojrzeć na
prawo aborcyjne od strony, o której może zagorzali przeciwnicy nie pomyśleli.
To mocna pozycja literacka, która nie powinna przejść na polskim rynku bez
dźwięcznego echa, bo mówi o walce o to, o co w Polsce cały czas musimy walczyć.
"Każde dziecko chcianym dzieckiem! Każda matka chętną matką. Oto co dziś osiągnęły. Oto co mogą pozostawić swoim córkom."
Moja ocena: 8,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Albatros.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz