Autor: Michael Connelly
Tytuł: Wilcza jagoda
Cykl: Catalina, tom 1
Tłumaczenie: Przemysław Hejmej
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
Michael Connelly to jeden z najbardziej
utytułowanych pisarzy tworzących współcześnie. Debiutował w latach 90. XX wieku
pierwszym tomem cyklu, który kontynuuje do tej pory - było to “Czarne echo” z
detektywem Harrym Boschem. Od tej pory jego książki stale goszczą na listach
bestsellerów, a też szybko doczekały się ekranizacji w gwiazdorskich obsadach.
Teraz autor na koncie ma ponad czterdzieści tytułów, z czego znacząca część
wpisuje się w kilka serii kryminalnych - czołowe to ta z Harrym Boschem, z
prawnikiem z Lincolna i detektywką Ballard. Teraz do ich grona dołącza seria
Catalina z detektywem Stilwellem. Popularność jego powieści rozciąga się na
cały świat, tłumaczone są na czterdzieści pięć języków, a nakład sprzedanych
egzemplarzy przekroczył już 90 milionów. W ostatnich latach jego
najpopularniejsze serie doczekały się własnych seriali, które Connelly współtworzy
jako producent wykonawczy.
Do Polski jednak jego twórczość zawitała dość
późno - w 2015-2016 Wydawnictwo Albatros wydało dwie powieści z Harrym Boschem,
od 2017 roku zajmuje się nim Wydawnictwo Sonia Draga.
Maj, rok 2025, mała wyspa Catalina położona w
hrabstwie Los Angeles. To tam trafiają funkcjonariusze, którzy muszą za coś
odpokutować, to tam od roku żyje detektyw Stilwell, który przejął funkcję
komendanta tamtejszego malutkiego posterunku. Jednak on i kilku funkcjonariuszy
tak naprawdę nie mają za wiele do roboty, na Catalinie przecież nic się nie
dzieje - ot czasami turyści przesadzą z alkoholem, ale to też nie duży problem,
na wyspie nie ma przecież samochodów, porusza się po niej jak nie drogą morską,
to wózkami golfowymi. Jednak teraz, przed oficjalnym otwarciem sezonu
turystycznego, dochodzi do dwóch niepokojących zdarzeń - najpierw ktoś zarzyna
bizona pod ochroną, a kiedy Stillwell już ma swojego podejrzanego, w marinie
znalezione zostaje ciało. To młoda kobieta z fioletowym pasemkiem we włosach,
które staje się jej znakiem rozpoznawczym - stopień rozkładu, a może po prostu
napuchnięcia ciała jest tak duży, że niewiele poza nim da się dostrzec.
Śledztwo szybko przejmuje biuro szeryfa z lądu, na Catalinie tak poważnych
spraw się nie rozwiązuje, choć Stillwell ewidentnie nie zamierza odpuszczać -
znajduje punkt zaczepienia, przez który ma pretekst, by w sprawie pogrzebać. To
ważne, bo na lądzie zajmować się ma nią detektyw, który w oczach Stillwella nie
cieszy się sympatią - to przez zatarg z nim wylądował na wyspie.
Książka rozpisana jest na 50 króciutkich,
liczących od niecałej do kilku stron rozdziałów i epilog. Narracja prowadzona
jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Stillwella, a narrator
dba, by czytelnik pomiędzy kolejnymi wydarzeniami dobrze zrozumiał zasady na
wyspie panujące, nie skupia się więc tylko na postaciach i akcji, ale również
na miejscu. Język, jakim się posługuje, jest dobrze wyważony - w dialogach,
najczęściej pomiędzy wrogimi sobie rozmówcami, nieraz padają dosadniejsze
słowa, przekleństwa, jednak potrzebne są w takich sytuacjach, by nadać powieści
ten szorstki realizm. Niemniej jednak cała powieść pisana jest językiem
przyjemnie uniwersalnym, który doceni czytelnik w każdym wieku. Sam język jest nośnikiem
historii, niczym więcej, a swoją rolę spełnia tak, że nie odciąga uwagi do
samej fabuły. Książkę czyta się łatwo i płynnie.
“(...) policjanci delegowani na Catalinę przychodzili i odchodzili; znikali, gdy tylko udało im się zrehabilitować w oczach dowództwa na stałym lądzie. Wyspa słynęła jako miejsce kwarantanny policyjnych świrów oraz nieudaczników, dlatego jej mieszkańcy nie mieli ochoty inwestować cennego czasu w utrzymywanie bliższych kontaktów z personelem posterunku.”
Najważniejszym elementem świata
przedstawionego jest tak naprawdę sama wyspa. Wraz z biegiem lektury
dowiadujemy się o niej sporo ciekawostek związanych zarówno z samym jej
położeniem i zaludnieniem, jak i z wyspiarzami, którzy ją zamieszkują. Mimo
swoich niewielkich rozmiarów, to jednak ciągle miejsce, w którym ściera się wpływ
lokalnych gangsterów z tymi dbającymi o interesy wyspy - burmistrzem czy
bogatszemi mieszkańcami. A dzięki temu, że Stillwell stoi z boku, jest kimś
przyjezdnym, dostrzega te relacje wyraźnie. Te wpływy są ważne, bo i pieniądze
niezłe - wyspa, choć mała, jest celem podróży wielu bogatych osób, którzy mają
tu prywatny klub, do którego przypływają wielkimi jachtami. W te rejony
Stillwell też się zapuszcza, to tam prowadzi go te “przykrywkowe” śledztwo.
Dzięki skupieniu na miejscu i relacji
mieszkańców z turystami, w powieści czuć bardzo wakacyjny, ale równocześnie
bardzo małomiasteczkowy klimat. To przecież miejsce z zaledwie dwoma
miasteczkami, tu wszyscy się znają, wszyscy wiedzą o sobie wiele, ale też
umiejętnie skrywają sekrety - swoje i innych. A to w śledztwie nie pomaga…
Bo jak rozpocząć śledztwo, kiedy nikt nie wie,
kim utopiona dziewczyna jest? Intryga powieści prowadzona jest w zgodzie z
miejscem akcji - toczy się niespiesznie, a przynajmniej takie daje wrażenie, bo
gdy skupić się na linii zdarzeń, to nie da się zaprzeczyć, że nie ma tu
bezruchu, a detektyw systematycznie prze do przodu. Co ciekawe, autor nie
skupia się tylko na jednym wątku - obok sprawy śmierci dziewczyny ukazuje też
inne, pomniejsze zgłoszenia i sprawy, które wymagają interwencji wyspiarskiej
policji. To kolejny element dodający powieści realności. A choć sama intryga w
pewnych momentach zahacza o motyw władzy, to jednak nie skupia się na nim
całkowicie, dzięki czemu nie daje wrażenia surowej, typowo
amerykańsko-policyjnej, a raczej dobrze wpisuje się w małomiasteczkowy
charakter miejsca, w jakim się rozgrywa.
W intrydze nie brakuje też prywatnych wątków
Stillwella, jednak mimo pewnej banalności tego zagrania, jest na nie dobre
fabularnie wytłumaczenie. Na pewno jeszcze mocniej podkreśla charakter głównego
bohatera, samotnego wilka, który bez względu na wszystko dąży do odkrycia
prawdy. Jego kodeks moralny jest solidny, a gdy widzi, że ktoś tuż obok idzie
na skróty, wyraża głośny sprzeciw. To klasycznie zbudowana postać samotnego
detektywa, ale też wzbogacona o detale nadające mu bardziej otwarty na ludzi
charakter - już sam fakt, że stworzył na wyspie nowy związek, że aktywnie dba o
dobro swojej partnerki sprawia, że staje się bardziej empatyczny, a zatem w
oczach czytelnika sympatyczny.
“Bez względu na to, jaką była osobą, nie zasłużyła na swój los. Usiłuję znaleźć jej mordercę, a w tym celu potrzebna jest każda informacja. Nie zależy mi na śliczniutkim wizerunku ofiary, nie o to chodzi. Szukam prawdy (...).”
Michael Connelly w “Wilczej jagodzie” dba o
każdy element świata przedstawionego, o ciągłość i skuteczność linii
fabularnej, która zabiera czytelnika w nieoczekiwane rejony, która łączy klimat
Los Angeles i malutkiej, ledwie co zamieszkałej wyspy. W tej powieści autor nie
skupia się tylko na dobrych i złych gliniarzach, a choć i na ich potyczki
miejsca nie brakuje, tu prym wiedzie społeczność Cataliny, która oddana jest
znakomicie. Jeśli więc macie ochotę na solidnie zbudowany małomiasteczkowy
kryminał, w którym zwyczajność mieszkańców ściera się z interesami szemranych
typów i lokalnych polityków, to ten tytuł nada się idealnie! Zresztą nie
obawiajcie się tych polityków i gangusów - oni choć są, nie wiodą prymu w
powieści, bo przede wszystkim liczą się zwyczajniejsze relacje. Podoba mi się
ta Catalina, czekam na więcej!
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Sonia Draga.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz