sierpnia 28, 2026

"Wdowa" John Grisham

Autor: John Grisham
Tytuł: Wdowa
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 12.08.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 464
Gatunek: thriller prawniczy
 
John Grisham wkrótce obchodzić będzie swoje czterdziestolecie na rynku książki! Debiutował w 1988 roku “Czasem zabijania”, historią, która nie powstałaby, gdyby nie zawód, jaki wtedy praktykował - był prawnikiem specjalizującym się w sprawach karnych, a jedne z zeznań, jakie wtedy usłyszał, tak mocno nim wstrząsnęły, że postanowił przekuć te doświadczenie w powieść. Jako autor thrillerów prawniczych szybko wspiął się na szczyt - już w latach dziewięćdziesiątych nakłady jego książek liczono w milionach. Wtedy też przypadła złota era ekranizacji jego powieści - kilka tytułów trafiło na duże ekrany w gwiazdorskiej obsadzie. Teraz na koncie ma ponad pięćdziesiąt bestsellerów tłumaczonych na prawie pięćdziesiąt języków, kilka ważnych literackich statuetek i ponad 300 milionów sprzedanych egzemplarzy. Pisze książki dla dorosłych i młodszych czytelników, a zakres jego zainteresowań często skupia się na problemie niesłusznie skazywanych - jest żywo zaangażowany w dwie organizacje, które zajmują się uniewinnieniem takich osób. “Wdowa” na ten moment to jego najnowsza powieść, jednak na rynku anglojęzycznym zapowiedziana jest już kolejna - jej premiera ma się odbyć w ostatnich dniach września.
 
Braxton, niewielkie miasteczko w stanie Wirginia, wiosna roku 2015. Czterdziestodwuletni lokalny prawnik Simon Latch w swojej malutkiej kancelarii właśnie przyjmuje nową klientkę - jest nią starsza pani po osiemdziesiątce, Eleonor Barnett, która przyszła do niego z prośbą o pomoc w stworzeniu testamentu. Problem jest taki, że to będzie jej drugi testament - pierwszy stworzyła zaledwie kilka tygodni temu z prawnikiem z naprzeciwka, jednak coś jej w nim nie pasuje. Simon początkowo podchodzi do tematu bez entuzjazmu - ot, kolejny testament, marne 250 dolarów do portfela. Wkrótce jednak klientka pobudza jego ciekawość - wspomina o akcjach, o małej fortunie, jaką zdołał za życia zgromadzić jej zmarły już mąż. Czyżby w końcu los do Simona się uśmiechnął? Czyżby w końcu mógł liczyć na większy przypływ gotówki, na rozwiązanie swoich problemów finansowych, które generują problemy prywatne? Kiedy Eleonor wspomina, że chciałaby go zatrudnić na stałe, iskierka nadziei podsyca coraz wyższy płomień… Jednak im dłużej Simon z nią przebywa, tym więcej nabiera wątpliwości. Bo może właśnie pakuje się w coś, co zwyczajnie zniszczy mu życie?
 
Książka rozpisana jest na 65 rozdziałów, których akcja toczy się na przestrzeni kilkunastu miesięcy. Rozdziały są różnej długości, a większość dzielona jest dodatkowo na krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który najczęściej relacjonuje zdarzenia z perspektywy Simona (choć nie tylko) uwzględniając jego wewnętrzne rozterki. Styl powieści jest przyjemny, przez większą część lektury podszyty nutą gatunkową powieści obyczajowej. Język, jakim narrator opisuje całą historię, jest naturalny, codzienny, ale nigdy nie wulgarny, dopasowany do każdego rodzaju odbiorcy. Zdania układają się płynnie, a dialogi nie trącą sztucznością. Mimo spokojnego tempa akcji jest coś w samym sposobie przedstawienia historii, co wciąga, co sprawia, że trudno się od niej oderwać…
„Wiesz, jak to jest żyć z myślą, że resztę życia możesz spędzić w więzieniu? Nosić to w sobie przez cały dzień? Spróbuj spokojnie zasnąć, kiedy ten koszmar wrzeszczy ci w głowie. To przerażające.”
Można by powiedzieć, że opis książki z okładce streszczała połowę powieści, bo fakt - w pierwszej połowie nie dzieje się za wiele. W żadnym razie jednak nie wpływa to na odbiór historii, bo już na samym początku czuć, że gdzieś kiełkować zaczyna subtelne napięcie. Pozornie jest to historia opisująca wycinek życia Simona - zacieśniającą się relację ze starszą klientką i jego dogorywające życie rodzinne. Nic niezwykłego. Ale czy na pewno? Autor bardzo umiejętnie rozsypuje okruszki (nawet nie tropy, a ziarenka niepewności), które podskórnie uwierają, które nie pozwalają uwierzyć kto w tej relacji przesadza, a kto mówi prawdę. Bardzo spodobała mi się ta subtelna gra, która pozornie trzyma się ram powieści obyczajowej, a równocześnie buduje tak potrzebne wątpliwości, by wkrótce przerodziła się w thriller.
I faktycznie, z czasem decyzje, jakie Simon podejmuje, zdarzenia, w jakich uczestniczy, zaczynają przypominać zamkniętą sieć, co prowadzi go na salę sądową w roli oskarżonego. Historia osadza się w tej chwili w solidnym thrillerze prawniczym, w którym proces, świadkowie i ława przysięgłych całkowicie absorbują uwagę czytelnika, równocześnie podsycając pytania o winę i niesłuszne oskarżenia. To kolejna pasjonująca część lektury!
„Gdzie właściwie był i jak się tu znalazł?
To pytanie dręczyło go od wielu miesięcy i przy odrobinie wysiłku potrafił już na nie odpowiedzieć. Na pytanie dużo ważniejsze – dokąd zmierza? – odpowiedzi nie znalazł. Znalazł jedynie strach.”
Z biegiem stron pojawia się trzeci gatunek - kryminał, który prowadzi opowieść do końca. Ta część wydaje się odbiegać od dwóch poprzednich. To już nie subtelna gra, nie dylematy moralne i niepewność z nimi związana, a śledztwo, które prowadzi w niemożliwe do przewidzenia rejony. I właśnie ta niemożliwość przewidzenia kierunku przyniosła mi niewielkie, ale jednak kłujące uczucie zawodu, choć problem, który przedstawia, jest dobrze ukorzeniony w historiach prawdziwych.
„Dzięki pieniądzom winni zwykle unikają kłopotów.
Jak przyjemnie jest je mieć, pomyślał.”
Sam Simon, główny bohater powieści, jest postacią świetnie rozbudowaną pod kątem psychologicznym. Autor pozwala czytelnikowi dokładnie wczuć się w jego sytuację - człowieka, który przez całe życie podążał za prawem, który był po prostu dobrym człowiekiem i który ostatecznie ledwo wiąże koniec z końcem. A mimo to jego kompas moralny zdaje się nadal wskazywać dobry kierunek - jasne, jego małżeństwo to fikcja, a ciągotki do hazardu, maskowane poczuciem kontroli, pogłębiają finansowe rozchwianie, ale żadnego z jego własnych nieszczęść nie przerzuca na innych, na stara się ratować siebie pogrążając kogoś innego. Czy to takie złe, że gdy dostrzegł możliwość poprawy swojej sytuacji finansowej, bo przecież na niej teraz jego problemy się opierają, lekko nagiął swoje przyzwyczajenia, poszedł ze sobą na ustępstwo, by wyciągnąć z sytuacji korzyść również dla siebie? Bez krzywdzenia innych? Tak, jak subtelnie niepokoi jego relacja z Eleanor, tak samo jego dylematy stawiają go na granicy - profesjonalizmu i chciwości, dobra i egoistycznej przebiegłości. To gołym okiem niedostrzegalne ruchy, które jednak czytelnik odbiera w warstwie emocjonalnej i refleksyjnej - razem z Simonem zastanawiamy się czy ma prawo z zaistniałej sytuacji wyciągnąć coś dla siebie? A może potrzeba poprawy własnej sytuacji zaczyna zaciemniać mu obraz tego, jak jest naprawdę?
„Jakiego rodzaju czekanie jest najgorsze? Nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiał. Czekanie na wykonanie wyroku śmierci? Tak, na pewno znajdowało się na szczycie listy. Czekanie na nieuchronną śmierć kogoś bliskiego, nieuleczalnie chorego?
Czekanie na wieści po jakiejś tragedii? Na listę poległych podczas walki?
Czekanie na werdykt ławy przysięgłych. Tak, to musiało być w pierwszej trójce.”
Zresztą nie tylko granice moralne absorbują czytelnika. W chwili, gdy historia przenosi się na salę sądową, pojawia się granica prawa - jak udowodnić swoją niewinność w sytuacji, gdy cały świat przed wydaniem wyroku, ba! przed rozpoczęciem procesu, wydaje już swój wyrok? Kiedy proces poszlakowy faktycznie może wskazać sprawcę, a kiedy odciąga uwagę od sprawcy prawdziwego? Jak łatwo zwyczajny, przestrzegający prawa (w granicach rozsądku) człowiek może zgodnie z tym prawem stracić wszystko na co pracował przez całe życie? Temat niesłusznych oskarżeń, próby zwyciężenia z systemem, z całym wrogo nastawionym społeczeństwem tak skorym do szybkim osądów, mimo że nie jest dla tego autora i całego gatunku niczym nowym, mocno w tej powieści wybrzmiewa, budzi emocje i te poczucie dyskomfortu, które zmusza nas do pytania: a co, gdyby to nagle moje życie przez przypadek przewróciło się do góry nogami?
„(…) nie ma już nadziei na sprawiedliwość. Nikt się nie hamował, nikt się nie powstrzymywał, nikt nie próbował grać według starych zasad. A konkretnie jakich? Choćby takich, że jeszcze niedawno każda szanowana gazeta starała się zachować umiar i używać ostrożnych sformułowań w rodzaju rzekome (...). Teraz już nie. Teraz było tak, że Simon został przyłapany i uznany za winnego.”
Chciwość, pieniądze, ich brak i granice moralności to ważne zagadnienia, jakie John Grisham porusza w powieści “Wdowa”. Bo czy nie każdy z nas dąży do poprawy swojej codzienności? Do zyskania poczucia bezpieczeństwa, które, nie oszukujmy się, pieniądze dają? Główny bohater staje w sytuacji, w której te pragnienie, tak całkowicie zwyczajne, przez zbieżność zdarzeń przywodzi go na skraj - może stracić wolność, może stracić nawet życie, o resztach oszczędności i reputacji nie wspominając. W którym momencie powinien był się zatrzymać? Czy w ogóle popełnił jakiś błąd? A może każdy z nas tak naprawdę za nic może znaleźć się na jego miejscu? To potężna dawka emocji, które przyćmiewa ostatnia część historii - kryminalne zakończenie zmieniające fabularne tory, przez co wydźwięk dylematów moralno-prawnych zdaje się tracić na sile. Choć jedno pozostaje niezmienne - do samego końca jest to opowieść o ludzkiej chciwości.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz