Autor: John Grisham
Tytuł: Wdowa
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 12.08.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 464
Gatunek: thriller prawniczy
John Grisham wkrótce obchodzić będzie swoje
czterdziestolecie na rynku książki! Debiutował w 1988 roku “Czasem zabijania”,
historią, która nie powstałaby, gdyby nie zawód, jaki wtedy praktykował - był
prawnikiem specjalizującym się w sprawach karnych, a jedne z zeznań, jakie
wtedy usłyszał, tak mocno nim wstrząsnęły, że postanowił przekuć te
doświadczenie w powieść. Jako autor thrillerów prawniczych szybko wspiął się na
szczyt - już w latach dziewięćdziesiątych nakłady jego książek liczono w
milionach. Wtedy też przypadła złota era ekranizacji jego powieści - kilka
tytułów trafiło na duże ekrany w gwiazdorskiej obsadzie. Teraz na koncie ma
ponad pięćdziesiąt bestsellerów tłumaczonych na prawie pięćdziesiąt języków,
kilka ważnych literackich statuetek i ponad 300 milionów sprzedanych
egzemplarzy. Pisze książki dla dorosłych i młodszych czytelników, a zakres jego
zainteresowań często skupia się na problemie niesłusznie skazywanych - jest
żywo zaangażowany w dwie organizacje, które zajmują się uniewinnieniem takich
osób. “Wdowa” na ten moment to jego najnowsza powieść, jednak na rynku
anglojęzycznym zapowiedziana jest już kolejna - jej premiera ma się odbyć w
ostatnich dniach września.
Braxton, niewielkie miasteczko w stanie
Wirginia, wiosna roku 2015. Czterdziestodwuletni lokalny prawnik Simon Latch w
swojej malutkiej kancelarii właśnie przyjmuje nową klientkę - jest nią starsza
pani po osiemdziesiątce, Eleonor Barnett, która przyszła do niego z prośbą o
pomoc w stworzeniu testamentu. Problem jest taki, że to będzie jej drugi
testament - pierwszy stworzyła zaledwie kilka tygodni temu z prawnikiem z
naprzeciwka, jednak coś jej w nim nie pasuje. Simon początkowo podchodzi do tematu
bez entuzjazmu - ot, kolejny testament, marne 250 dolarów do portfela. Wkrótce
jednak klientka pobudza jego ciekawość - wspomina o akcjach, o małej fortunie,
jaką zdołał za życia zgromadzić jej zmarły już mąż. Czyżby w końcu los do
Simona się uśmiechnął? Czyżby w końcu mógł liczyć na większy przypływ gotówki,
na rozwiązanie swoich problemów finansowych, które generują problemy prywatne?
Kiedy Eleonor wspomina, że chciałaby go zatrudnić na stałe, iskierka nadziei
podsyca coraz wyższy płomień… Jednak im dłużej Simon z nią przebywa, tym więcej
nabiera wątpliwości. Bo może właśnie pakuje się w coś, co zwyczajnie zniszczy
mu życie?
Książka rozpisana jest na 65 rozdziałów,
których akcja toczy się na przestrzeni kilkunastu miesięcy. Rozdziały są różnej
długości, a większość dzielona jest dodatkowo na krótsze scenki. Narracja
prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora
wszechwiedzącego, który najczęściej relacjonuje zdarzenia z perspektywy Simona
(choć nie tylko) uwzględniając jego wewnętrzne rozterki. Styl powieści jest
przyjemny, przez większą część lektury podszyty nutą gatunkową powieści
obyczajowej. Język, jakim narrator opisuje całą historię, jest naturalny,
codzienny, ale nigdy nie wulgarny, dopasowany do każdego rodzaju odbiorcy.
Zdania układają się płynnie, a dialogi nie trącą sztucznością. Mimo spokojnego
tempa akcji jest coś w samym sposobie przedstawienia historii, co wciąga, co
sprawia, że trudno się od niej oderwać…
„Wiesz, jak to jest żyć z myślą, że resztę życia możesz spędzić w więzieniu? Nosić to w sobie przez cały dzień? Spróbuj spokojnie zasnąć, kiedy ten koszmar wrzeszczy ci w głowie. To przerażające.”
Można by powiedzieć, że opis książki z okładce
streszczała połowę powieści, bo fakt - w pierwszej połowie nie dzieje się za
wiele. W żadnym razie jednak nie wpływa to na odbiór historii, bo już na samym
początku czuć, że gdzieś kiełkować zaczyna subtelne napięcie. Pozornie jest to
historia opisująca wycinek życia Simona - zacieśniającą się relację ze starszą
klientką i jego dogorywające życie rodzinne. Nic niezwykłego. Ale czy na pewno?
Autor bardzo umiejętnie rozsypuje okruszki (nawet nie tropy, a ziarenka
niepewności), które podskórnie uwierają, które nie pozwalają uwierzyć kto w tej
relacji przesadza, a kto mówi prawdę. Bardzo spodobała mi się ta subtelna gra,
która pozornie trzyma się ram powieści obyczajowej, a równocześnie buduje tak
potrzebne wątpliwości, by wkrótce przerodziła się w thriller.
I faktycznie, z czasem decyzje, jakie Simon
podejmuje, zdarzenia, w jakich uczestniczy, zaczynają przypominać zamkniętą
sieć, co prowadzi go na salę sądową w roli oskarżonego. Historia osadza się w
tej chwili w solidnym thrillerze prawniczym, w którym proces, świadkowie i ława
przysięgłych całkowicie absorbują uwagę czytelnika, równocześnie podsycając
pytania o winę i niesłuszne oskarżenia. To kolejna pasjonująca część lektury!
„Gdzie właściwie był i jak się tu znalazł?To pytanie dręczyło go od wielu miesięcy i przy odrobinie wysiłku potrafił już na nie odpowiedzieć. Na pytanie dużo ważniejsze – dokąd zmierza? – odpowiedzi nie znalazł. Znalazł jedynie strach.”
Z biegiem stron pojawia się trzeci gatunek -
kryminał, który prowadzi opowieść do końca. Ta część wydaje się odbiegać od
dwóch poprzednich. To już nie subtelna gra, nie dylematy moralne i niepewność z
nimi związana, a śledztwo, które prowadzi w niemożliwe do przewidzenia rejony.
I właśnie ta niemożliwość przewidzenia kierunku przyniosła mi niewielkie, ale jednak
kłujące uczucie zawodu, choć problem, który przedstawia, jest dobrze
ukorzeniony w historiach prawdziwych.
„Dzięki pieniądzom winni zwykle unikają kłopotów.Jak przyjemnie jest je mieć, pomyślał.”
Sam Simon, główny bohater powieści, jest
postacią świetnie rozbudowaną pod kątem psychologicznym. Autor pozwala
czytelnikowi dokładnie wczuć się w jego sytuację - człowieka, który przez całe
życie podążał za prawem, który był po prostu dobrym człowiekiem i który
ostatecznie ledwo wiąże koniec z końcem. A mimo to jego kompas moralny zdaje
się nadal wskazywać dobry kierunek - jasne, jego małżeństwo to fikcja, a
ciągotki do hazardu, maskowane poczuciem kontroli, pogłębiają finansowe
rozchwianie, ale żadnego z jego własnych nieszczęść nie przerzuca na innych, na
stara się ratować siebie pogrążając kogoś innego. Czy to takie złe, że gdy
dostrzegł możliwość poprawy swojej sytuacji finansowej, bo przecież na niej
teraz jego problemy się opierają, lekko nagiął swoje przyzwyczajenia, poszedł
ze sobą na ustępstwo, by wyciągnąć z sytuacji korzyść również dla siebie? Bez
krzywdzenia innych? Tak, jak subtelnie niepokoi jego relacja z Eleanor, tak
samo jego dylematy stawiają go na granicy - profesjonalizmu i chciwości, dobra
i egoistycznej przebiegłości. To gołym okiem niedostrzegalne ruchy, które
jednak czytelnik odbiera w warstwie emocjonalnej i refleksyjnej - razem z
Simonem zastanawiamy się czy ma prawo z zaistniałej sytuacji wyciągnąć coś dla
siebie? A może potrzeba poprawy własnej sytuacji zaczyna zaciemniać mu obraz tego,
jak jest naprawdę?
„Jakiego rodzaju czekanie jest najgorsze? Nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiał. Czekanie na wykonanie wyroku śmierci? Tak, na pewno znajdowało się na szczycie listy. Czekanie na nieuchronną śmierć kogoś bliskiego, nieuleczalnie chorego?Czekanie na wieści po jakiejś tragedii? Na listę poległych podczas walki?Czekanie na werdykt ławy przysięgłych. Tak, to musiało być w pierwszej trójce.”
Zresztą nie tylko granice moralne absorbują
czytelnika. W chwili, gdy historia przenosi się na salę sądową, pojawia się
granica prawa - jak udowodnić swoją niewinność w sytuacji, gdy cały świat przed
wydaniem wyroku, ba! przed rozpoczęciem procesu, wydaje już swój wyrok? Kiedy
proces poszlakowy faktycznie może wskazać sprawcę, a kiedy odciąga uwagę od
sprawcy prawdziwego? Jak łatwo zwyczajny, przestrzegający prawa (w granicach
rozsądku) człowiek może zgodnie z tym prawem stracić wszystko na co pracował przez
całe życie? Temat niesłusznych oskarżeń, próby zwyciężenia z systemem, z całym
wrogo nastawionym społeczeństwem tak skorym do szybkim osądów, mimo że nie jest
dla tego autora i całego gatunku niczym nowym, mocno w tej powieści wybrzmiewa,
budzi emocje i te poczucie dyskomfortu, które zmusza nas do pytania: a co,
gdyby to nagle moje życie przez przypadek przewróciło się do góry nogami?
„(…) nie ma już nadziei na sprawiedliwość. Nikt się nie hamował, nikt się nie powstrzymywał, nikt nie próbował grać według starych zasad. A konkretnie jakich? Choćby takich, że jeszcze niedawno każda szanowana gazeta starała się zachować umiar i używać ostrożnych sformułowań w rodzaju rzekome (...). Teraz już nie. Teraz było tak, że Simon został przyłapany i uznany za winnego.”
Chciwość, pieniądze, ich brak i granice
moralności to ważne zagadnienia, jakie John Grisham porusza w powieści “Wdowa”.
Bo czy nie każdy z nas dąży do poprawy swojej codzienności? Do zyskania poczucia
bezpieczeństwa, które, nie oszukujmy się, pieniądze dają? Główny bohater staje
w sytuacji, w której te pragnienie, tak całkowicie zwyczajne, przez zbieżność
zdarzeń przywodzi go na skraj - może stracić wolność, może stracić nawet życie,
o resztach oszczędności i reputacji nie wspominając. W którym momencie powinien
był się zatrzymać? Czy w ogóle popełnił jakiś błąd? A może każdy z nas tak
naprawdę za nic może znaleźć się na jego miejscu? To potężna dawka emocji,
które przyćmiewa ostatnia część historii - kryminalne zakończenie zmieniające
fabularne tory, przez co wydźwięk dylematów moralno-prawnych zdaje się tracić
na sile. Choć jedno pozostaje niezmienne - do samego końca jest to opowieść o
ludzkiej chciwości.
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Albatros.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz