Autor: Chris Carter
Tytuł: Gra w chowanego
Tłumaczenie: Paweł Cichawa
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 512
Gatunek: thriller
Przez siedemnaście lat Chris Carter był
autorem tylko i wyłącznie serii kryminalnej z Robertem Hunterem - w tym czasie
napisał i wydał trzynaście tomów, dzięki którym zyskał ogromną rzeszę fanów na
całym świecie (wydawany jest w ponad 30 krajach, ilość sprzedanych egzemplarzy
przekroczyła 4 miliony, jest też częstym gościem szczytów list bestsellerów). A
jednak w końcu przyszedł ten moment, kiedy Hunter dostał chwilę wytchnienia - autor
zdecydował się przerwać swoją rutynę pierwszą osobną powieścią z serią
niezwiązaną – to właśnie thriller „Gra w chowanego”. Jak sam zdradza podczas
spotkań autorskich - ten pomysł przyszedł do niego … we śnie. A w jego
przypadku o sen jest trudno, autor nie ukrywa, że od lat zmaga się z
bezsennością, której nabawił się jeszcze w Stanach Zjednoczonych, pod koniec XX
wieku, kiedy pracował jako psycholog kryminalny. Podczas swojego niedawnego
pobytu w Polsce Carter zdradził też, że tom czternasty z Robertem Hunterem jest
już napisany, więc jego wydania możemy spodziewać się w przyszłym roku, nie
wyklucza też, że jeszcze kiedyś napisze coś od serii niezależnego, choć na
razie nie ma nic konkretnego w planach. Na ten moment wszystkie jego książki,
które ukazały się na rynku anglojęzycznym, wydane zostały również w Polsce.
Stany Zjednoczone, sąd w stanie Massachusetts.
Właśnie trwa rozprawa Nelsona Stewarta, którego żona Samantha oskarżyła o
przemoc domową i znęcanie. Po ostatnim, wezwanym w trybie pilnym świadku,
Nelson nie ma wątpliwości - jego szanse na wygranie sprawy zmalały do zera.
Problem w tym, że sam uważa, że jest niewinny.
Jednak Sam wcale się tak nie zachowuje. Jej
łzy, jej strach wyglądają na jak najbardziej prawdziwe, zdjęcia jej siniaków
też. Groźby, jakie pod jej adresem Nelson wykrzykuje po skazaniu, przekonują ją
ostatecznie - to nie koniec, musi uciekać, musi zmienić tożsamość, bo choć mąż
trafi za kratki, to nie jest jednoznaczne z zapewnieniem jej bezpieczeństwa.
Nelson ma przecież gruby portfel i znajomości, dzięki którym faktycznie może ją
znaleźć, skrzywdzić, zemścić się za to, co właśnie ośmieliła mu zrobić. Jego
reputacja legła w gruzach, jego majątek przeszedł na nią. To nie jest coś, co
mógłby puścić płazem i Samantha dobrze o tym wie - rusza więc w trasę, by
zgubić tego, kto ją szuka… Kto okaże się w tej grze lepszy? Ten kto szuka, czy
ten kto się chowa?
Książka rozpisana jest na 109 krótkich
rozdziałów, które w większości pisane są z perspektywy Sam w narracji
trzecioosobowej czasu przeszłego. Akcja powieści rozgrywa się w przeciągu kilku
lat, w większości toczy się linearnie, tylko kilka rozdziałów to retrospekcje,
które pozwalają poznać czytelnikowi przeszłość głównej bohaterki. Styl powieści
jest prosty, język użytku codziennego, bywa, że pojawiają się w tekście
przekleństwa, nie są one jednak nadużywane, raczej zawsze są stosowne do
sytuacji. Dialogi prowadzone są sprawnie, choć z dwie rozmowy z początku
powieści wydają się niepotrzebnie szczegółowe, pisane ewidentnie po to, by
czytelnik mógł dostać pełną potrzebną wiedzę, która pozwoli mu gładko wejść w
opisywane sytuacje, co trochę odbiera im wrażenie realności. Ogólnie jednak
książkę czyta się niesamowicie lekko, szybko, czytelnik nie musi się wysilać,
by tekst zrozumieć i nie pogubić się w tej opowieści.
„(...) nienawiść potrafi zbliżyć ludzi i stworzyć o wiele silniejszą więź niż jakakolwiek miłość, to smutna prawda o człowieku.”
Intryga powieści zaskakuje. Z jednej strony to
książka kompletnie różna od tego, co Carter dostarczał nam w serii z Hunterem -
nie jest to kryminał, a thriller, nie ma więc śledztwa i brutalnych, krwawych
zbrodni, a raczej gra psychologiczna, manipulacja czytelnikiem, który szybko
zaczyna mieć wątpliwości czy to, co rozegrało się na sali sądowej faktycznie
oddało to, co działo się w małżeństwie Sam. Z drugiej jednak strony, z biegiem
lektury da się wyczuć dokładnie tę samą przebiegłość, jaką autor ujawnia w
serii z Hunterem, są pewne twisty, które doskonale do tego, co do tej pory
napisał, pasują. A jednak, choć może się momentami wydawać czytelnikowi, że
przejrzał autora, jego intrygę i pomysł na powieść, to gwarantuję, że wcale tak
nie jest, a stopień skomplikowania zagadki i zwrotów akcji, jakie się pod
koniec pojawiają, wzbudzają duży podziw! W tym momencie nie przeszkadzało mi
kilka romansowych scen, nie przeszkadzał twist łatwy do przewidzenia, bo cała
powieść okazała się naprawdę sprytnie zbudowaną intrygą, która sprawnie
manipuluje uwagą czytelnika, a co więcej, wpleciony jest w nią dość gorzki,
choć prawdziwy obraz świata współczesnego, który tak łatwo mami, tak łatwo
odciąga uwagę od tego, co naprawdę ważne.
„(...) ludzie potrafią dostrzec tylko decyzje, które podjąłeś, a nie wybory, jakie ci dano.”
No właśnie, jednym z najważniejszych zagadnień
powieści, jest manipulacja. Tytułowa gra, w której wygrywa ten, kto okaże się
sprytniejszy, kto potrafi lepiej przewidzieć ruch przeciwnika. Autor świetnie
rozpisał postacie, których krzywdy przeszłości uwiarygodniają ich aktualne
postępowanie. Zemsta, czyli to, o co w pewnej mierze toczy się gra, wywodzi się
z niezasłużonej krzywdy, więc z biegiem lektury pojawia się pytanie: kto tak
naprawdę jest tym złym, a kto jest ofiarą? Czy w ogóle w świecie pełnym skrzywdzonych
ludzi możliwy jest tak czarno-biały podział?
„(...) dostrzegła w nim autoportret Betsy, która ze wszystkich sił próbowała uchodzić za silną i szczęśliwą, choć los zdążył ją już tak mocno doświadczyć. Mówiąc najprościej, ten jasny, zewnętrzny pancerz nie zdradzał rozdzierającego ją od środka bólu, lęki ani mroku. Najbardziej niesamowite okazało się jednak to, że płótno Betsy nie opowiadało wyłącznie o niej samej. Pokazywało cały świat takich jak ona (...).”
Problem z tą powieścią jest tak, że tak
naprawdę nie można o niej powiedzieć prawie nic, by nie naprowadzić na któryś z
twistów, a więc nie pozbawić czytelnika frajdy z odkrywania tej skrupulatnie
usnutej intrygi i emocji, jakie się z tym wiążą. Może jeszcze tylko wspomnę o
tle - skoro Sam rusza w trasę, to czytelnik razem z nią może zwiedzić co
najmniej kilka różnych miast Stanów Zjednoczonych i dość charakterystyczne
punkty na mapie. Gdzieś po drodze przewija się muzyka, sztuka, gdzieś łączy się
świat osób żyjących skromnie i tych obrzydliwie bogatych, gdzieś przewijają filmy
i seriale. Każdy taki detal nie tylko dopełnia powieść, ale i w pewien sposób
oddziałuje na czytelnika, sprawia, że postacie stają się bliższe, a więc
późniejsze twisty szokują tym bardziej - mnie na przykład z jednym było
naprawdę trudno się pogodzić, było mi smutno, że prawda okazała się inna niż
myślałam.
„Metropolia jest jak zderzenie równoległych światów, generuje chaos, ale też pozwala niesamowicie się odprężyć. Na jednym końcu uderza snobizmem z najwyższej półki i astronomicznymi cenami, na drugim zaś oferuje coś przeciwnego za niewielkie pieniądze.”
I na tym zakończmy recenzję “Gry w chowanego”.
To powieść, w której autor mocno bazuje na psychologii świata i postaci, na
pojęciu manipulacji i tego, jaką rolę odgrywa w życiu tak naprawdę każdego z
nas. Fabuła wynosi ją na skrajnie wysoki poziom, który dostarcza czytelnikowi
świetnej, łatwo przyswajalnej rozrywki, a równocześnie nie jest ona prosta i
tak zwyczajnie rozrywkowa, jak może się wydawać. Mimo że dopatrzyłam się w
historii pewnych ułatwień dla czytelnika, przysłowiowego wyłożenia kawę na
ławę, mimo że było w niej kilka scen romansowych, czego nie lubię, to jednak
ostatecznie uchylam przed autorem ronda kapelusza - to solidny thriller pełen
zwrotów akcji i gorących emocji, który zwiódł mnie co najmniej kilka razy, a
finał przyniósł dużą satysfakcję. Tak, Carter jak najbardziej powinien pisać
nie tylko serię z Hunterem, ale i osobny thrillery! Czekam na więcej!
Moja ocena: 8/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Sonia Draga.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz