października 27, 2026

"Rostoły. Klątwa Wilczego Boru" Jacek Chlewicki

Autor: Jacek Chlewicki
Tytuł: Rostoły. Klątwa Wilczego Boru
Cykl: Rostoły, tom 2
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Mova
Seria wydawnicza: Mroczne Podlasie
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść grozy / kryminał
 
Tej jesieni Wydawnictwo Mova stawia na polskich autorów i mroczne opowieści! “Rostoły. Klątwa Wilczego Boru” to druga książka wydana w serii wydawniczej Mroczne Podlasie, tym razem jednak to nie kryminał jest bazą opowieści jak było w “Kruchości” Marcina Silwanowa - klik!, a powieść grozy. Autor tej książki Jacek Chlewicki w poprzednim roku debiutował pierwszym tomem serii z detektywem Adamem Magusem pt. „Rostoły”, który wydał w ramach selfpublishingu i za który zdobył główną nagrodę w konkursie Empik Selfpublishing w kategorii Powieść z dreszczykiem. Ze słowem pisanym do czynienia ma jednak dłużej - od 2007 roku prowadzi działalność dziennikarską w sieci i prasie, pisze m.in. dla SuperExpressu. Z wykształcenia jest historykiem, który rozkochany jest w literaturze klasycznej.
 
Czasy współczesne, Podlasie, mała wioska Kruki. Adam Magus, detektyw do spraw niezwykłych na prośbę swojej przyjaciółki policjantki Marii Wasilewskiej Wigilię Bożego Narodzenia spędza wraz z nią na interwencji - muszą powstrzymać mieszkańców Kruków przed popełnieniem morderstwa. Problem w tym, że oni tego tak nie postrzegają - według nich ich ofiara, 13-letnia Wiktoria jest wampirem, którego po prostu chcą przegonić z ciała dziewczyny. Konflikt, mimo starań przyjezdnych narasta, zatem nie pozostaje im nic innego jak uciec przed przyszłymi oprawcami - na polecenie matki Wiktorii mają kierować się do sąsiedniej wioski. Niestety zamieć śnieżna im to uniemożliwia, a jedynym miejscem, w jakim teraz mogą się schronić, jest owiany legendą dworek szlachecki Wilczy Bór, który stoi pośrodku lasu. Czy to dobry wybór? Po przekroczeniu progu posiadłości, zaczynają tego żałować - to stare, pełne mrocznych zakamarków miejsce, w których tak łatwo znaleźć na ścianach ślady pazurów… Właściciel tego dworu, Dragomir Rakoszycki przytłacza stanowczością i ogromną sylwetką, a jego służącej Nadii bliżej jest do wiedźmy niż gospodyni. Niestety nie mają innego wyjścia - rozładowane telefony i zamieć utrudniająca poruszanie się sprawiają, że nie mają jak wezwać pomocy. Czy uda im się przetrwać tę noc? Jakie duchy nawiedzają te miejsce i czy Wiktoria faktycznie może być wampirem?
 
Książka rozpisana jest na trzynaście numerowanych rozdziałów (warto zwrócić uwagę na detale wydania papierowego - grafika rozdziałów ozdobiona jest czymś na kształt korzeni, które dobrze współgrają z klimatem grozy) i epilog. Akcja powieści toczy się w dużej mierze linearnie (choć narrator ma tendencję do wspominek), odstępstwem od tego są dwa fragmenty opowiadające o śledztwie sprzed kilku lat, które Adam prowadził z Marią w czasie, gdy sam jeszcze służył w policji oraz fragmenty, w których pojawia się pamiętnik pochodzący z przełomu XIX/XX wieku. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Adama, którego kreacja świetnie nawiązuje do detektywów z kryminałów noir. Styl, w jakim jest pisana, jest więc konsekwencją tej kreacji - jest uszczypliwie, ironicznie, z humorem mającym na celu przekoloryzowane sytuacji. W książce jest sporo dialogów, w których autor sprawdza się świetnie.
“Spaliłem ten list i wszystkie inne, które kiedykolwiek od niej dostałem. Tak sobie pomyślałem, że ogień to wspaniała rzecz. Pozwala łatwo zapomnieć i pomaga zacząć od nowa.”
Poprzez formę narracji główny bohater stoi w centrum opowieści. Adam to człowiek, który przez całe życie od swojego otoczenia odstawał, z czego w końcu uczynił swój znak rozpoznawczy. Kiedyś próbował żyć tak, jak inni - w końcu wstąpił do policji, pracował w zespole. Od kilku lat jednak idzie swoją własną drogą, jest sam sobie szefem, przyjmuje zlecenia, które innych detektywów nie interesują, a jemu dostarczają dobry przypływ gotówki, którą chętnie przeznacza na dobre ubrania, zegarki, kosmetyki i inne luksusy. To ciekawa postać, którą łączy w sobie wspomnianego już detektywa kryminałów noir z pogromcą duchów i megalomanem, a jednak poprzez ironiczną formę narracji dająca się lubić. Warto też zaznaczyć, że choć Adam tropi duchy, to do zajęcia podchodzi racjonalnie - nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone, dzięki czemu czytelnik może z góry założyć, że rozwiązanie historii powinno być w pełni racjonalne.
“Na początku założyłem, że problemy z duchami dotyczą wyłącznie ludzi bogatych, bo tylko tacy się do mnie zgłaszali. Szybko jednak pojąłem, że to nieprawda. Każdy ma swojego ducha, którego się boi, tyle tylko, że nie każdego stać było na moje usługi.”
Obok Adama “zwyczajną” postacią jest Maria, policjantka, z którą kiedyś pracował, a z którą od tego czasu łączy go przyjaźń. Jej postać zbudowana jest na zasadzie kontrastu - dla niej wygląd nie jest ważny, jest cicha i dobra, a równocześnie ciągle jeszcze dość naiwna, przez co nie jest specjalnie wyrazista.
Tego jednak nie można powiedzieć o pozostałych postaciach - Dragomirze, Nadii, Wiktorii, którzy balansują na pograniczu postaci ludzkich i zjawisk nadprzyrodzonych. W ich tle przewijają się takie zagadnienia jak wampiryzm, nieśmiertelność i czary.
“- Uważasz, że jestem potworem - oświadczył.
- Mordercą. Nie dodawaj do tego żadnej filozofii - odparłem.
- Mężczyzna, który nie widzi sensu życia, przypomina psa żyjącego na łańcuchu. Najpierw rozpaczliwie próbuje się uwolnić, potem godzi się ze swoim losem, a na końcu staje się otępiały. Nie godzę się z takim losem. Chcę pokonać śmierć i uczynię wszystko, żeby to zrobić.”
Intryga powieści opiera się o wątek grozy, w którego centrum stoi dworek i jego właściciel - czy to nawiązanie do klasycznego wątku nawiedzonego domu? Autor bawi się obrazami znanymi z tego gatunku literackiego, jak i fantastyki, nie brakuje też miejsca na wątek historyczny, dzięki któremu wraz z narratorem czytelnik może poznać historię tego miejsca. Nie zapominajmy też o kryminale noir, przez co wraz z biegiem lektury nieustannie zmienia się klimat powieści. Mam wrażenie, że z każdego z tych gatunków i wątków autor wyciąga coś dla siebie i przekształca to w formę, która nie jest ani powieścią w pełni na poważnie, ani też faktyczną satyrą, choć bez wątpienia historia mocno bazuje na przekoloryzowaniach. Może właśnie przez po miałam problem z wczuciem się w historię w warstwie emocjonalnej - sceny w teorii straszne wcale nie wywoływały dreszczy, a akcja nie przyniosła adrenaliny. Nie pomogło też kilka naciąganych w prawdopodobieństwie scen.
 
Autor przez całą powieść stara się trzymać czytelnika w niepewności czy to, co narrator opisuje, dzieje się naprawdę. Rzeczywistość miesza się ze snem, a co ważniejsze - Adam dostaje gorączki, więc kto wie, może część jego relacji to po prostu majaki? To dobry zabieg, choć i on nie został w pełni wykorzystany - ani przez chwilę nie miałam wrażenia, że nie potrafię oddzielić prawdy od wyobrażeń. Co więcej, świetna sceneria mrocznego, zatrzymanego w poprzednim wieku dworku pełnego tajnych schowków i przejść odciętego od świata śniegiem i głębokim lasem też zdaje się nie do końca wykorzystana - mogłaby przecież już sama w sobie stworzyć niepokojący klimat, który dodatkowo rozmywałby granicę pomiędzy realnością a baśnią.
“Świat dzieli się na ten, który widzimy, oraz na ten, który istnieje tylko w naszych głowach. Pokazuję moim zleceniodawcom, jak odróżnić obie te rzeczywistości.”
“Rostoły. Klątwa Wilczego Boru” to powieść, której założenia są naprawdę ciekawe. Autor pochyla się nad zagadnieniami i motywami, które od dawna przewijają się w powieściach grozy: pragnienie nieśmiertelności, nadzwyczajnych mocy, klątw, zjawiska nadprzyrodzone stają się bazą historii, która zakorzeniona jest w podejściu racjonalnym, jakie prezentuje główny bohater, a zarazem narrator powieści. Autor wyciąga z kilku gatunków literackich to, co znajome i łączy to na swój sposób dając historię, która może być naprawdę klimatyczna, raz straszna, raz zabawna przez to, że jest tak mocno przekoloryzowana. A jednak coś mi tutaj nie zagrało tak jak powinno, przez co nie wyczułam żadnego klimatu powieści - w żaden sposób nie wpłynęła na moje emocje, za co, mam wrażenie, odpowiadają zbyt częste przeskoki gatunkowe, bo przez nie zabrakło miejsca, by ten klimat zbudować. Potencjał powieści jest duży, szkoda tylko, że nie został wykorzystany na tyle, bym była w stanie nią się jednoznacznie zachwycić.
 
Moja ocena: 6,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz