października 21, 2026

"Zaproszenie" Sebastian Fitzek - recenzja patronacka

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Zaproszenie
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Gatunek: psychothriller
 
Sebastian Fitzek w tym roku świętował dwudziestolecie swojej twórczości! To jedyny taki autor, który w Niemczech, swoim rodzinnym kraju, zapełnia czytelnikami stadiony - premiery jego książek to nie zwyczajne spotkania, to prawdziwe show. Zresztą wystarczy zajrzeć na jego stronę internetową, by przekonać się, jak wiele pracy wkłada nie tylko w swoje książki, ale również w prezencję - przyznam, że u żadnego innego pisarza bez względu na miejsce pochodzenia nie widziałam tak atrakcyjnej, bogatej w treści strony.
Ale to tylko dodatek. Sebastian Fitzek na rynku książki zaistniał w 2006 roku i już jego debiut pt. “Terapia” zyskał miano bestsellera. Od tego czasu napisał około czterdziestu książek - w przeważającej liczbie są to thrillery psychologiczne, niektóre z domieszką grozy (jak w przypadku “Zaproszenia”), ale zdarzyło mu się też kilka książek dla dzieci, powieść graficzna czy nawet powieści humorystyczne (a o to, czy autor ma dobre poczucie humoru nie musimy się martwić - swoją komediową stronę zawsze chętnie prezentuje w podziękowaniach swoich thrillerów). Tłumaczony jest na blisko 40 języków, a liczba sprzedanych egzemplarzy już dawno przekroczyła 20 milionów. W Polsce przez wiele lat wydawany był przez Wydawnictwo Amber, od roku 2025 prawa do publikacji przejęło Wydawnictwo Albatros. “Zaproszenie” to trzecia powieść wydana pod ich szyldem. W oryginale ukazała się w 2023 roku.
 
Marla Lindberg mimo młodego wieku przeżyła już w swoim życiu wiele niewyobrażalnie mrocznych chwil: samobójczą śmierć ojca, który darzył ją niewłaściwym uczuciem, wypadek, którego doznała na skutek zastawionej na nią pułapki w nieczynnym szpitalu, a który pozostawił jej pamiątkę w postaci traumy i blizny na twarzy oraz pracę polegającą na przeglądaniu najokrutniejszych nagrań w sieci. Nie zapominajmy jeszcze o szoku, który przeżyła dowiedziawszy się, że ma prozopagnozję, czyli zaburzenie percepcji wzrokowej polegające na nierozpoznawaniu twarzy… Teraz, w wieku dwudziestu trzech lat Marla pracuje jako pokojówka - byle z dala od ludzi. A jednak jej doświadczenia nadal mocno w niej rezonują: w sprzątanych pokojach doszukuje się wskazówek, czy przypadkiem nie mieszka w nich zwyrodnialec… By ostatecznie odciąć się od przeszłości i pogodzić swoje dawne i aktualne ja, decyduje się przyjąć zaproszenie na zjazd klasowy, który odbyć ma się w ten weekend w Chacie Mgieł w Alpach. Ale nawet to nie idzie zgodnie z planem - w czasie jej podróży jakiś dziwny mężczyzna każe jej zawracać, a ona sama dociera na miejsce za późno i musi wspinać się w zapadającym zmroku na ośnieżoną górę. Po dotarciu na miejsce wcale nie jest lepiej - wygląda na to, że jej dawni znajomi ze szkoły już tam dotarli: w kuchni stoik kubek z ciepłą herbatą, na blacie leży jedzenie, w kominku pali się ogień… a jednak nikogo tam nie ma. Czy to jakaś gra? Gdzie wszyscy się podziali? I czy na pewno w ten weekend uda się Marli zażegnać własne traumy, czy może wręcz przeciwnie - tylko je pogłębi? Nie wie jeszcze, że ten wyjazd okaże się kolejnym koszmarem, z którego nie da się obudzić…
„– (…) tutaj nikogo nie ma. Jestem w Chacie Mgieł całkiem sama.
– No, w takim razie nikt nie może ci zrobić krzywdy (...).”
Książka rozpisana jest na prolog i 84 kilkustronicowe rozdziały. Większa część akcji toczy się w przeciągu jednej doby spędzonej w Chacie Mgieł, a historię poznajemy w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Marli. Jednak są od tego wyjątki - część rozdziałów toczy się w tym samym czasie, ale z perspektywy byłej szefowej Marli, część toczy się później, podczas czegoś nazwanego “wysłuchaniem”, a część wcześniej, by dokładnie przedstawić przeżycia Marli, które doprowadziły jej psychikę na skraj wytrzymałości (są ułożone chronologicznie, czyli te fragmenty znalazły się na początku powieści, pozostałe ułożone są w kolejności naprzemiennej). Język, jakim autor się posługuje, jest prosty, esencjonalny, zdania są krótkie. Dialogi prowadzone są dynamicznie, a opisy mocno oddziałują na nastrój powieści - autor lubi grać obrazem, raz doskonale buduje napięcie rodem z powieści grozy, by za chwilę zszokować makabrycznym obrazem z krwawego horroru. Mimo skrajnych scen, jest w tym wszystkim jakiś umiar, autor nie przekracza granicy, za którą pomyślałabym “o nie, to dla mnie za dużo!”.
„Co waszym zdaniem jest gorsze? Zaszkodzić komuś czynem czy nie zapobiec krzywdzie?”
Już pierwsze sceny powieści niosą w sobie sporą dawkę sadyzmu, brutalności. Wszystko jednak ma swój cel - autor tą powieścią pyta o to, kim stajemy się pod wpływem przemocy. Czy przemoc ukazuje kim faktycznie jesteśmy, obnaża nasz rdzeń osobowości, a może odwrotnie - to w takich sytuacjach tracimy swoje “ja”, rolę przejmują geny zwierzęce? Cała fabuła to swego rodzaju gra z postaciami powieści - autor testuje ich wytrzymałość zmuszając do przeżywania kolejnych poziomów. Kto z nich nie przetrwa do końca?
„Przemoc obnaża człowieka. Stając się celem przemocy, człowiek ukazuje swoje prawdziwe ja. Gdy nic nam nie zagraża, możemy wygłaszać ładnie brzmiące, dobroduszne frazesy o tym, że każdy konflikt da się rozwiązać w demokratyczny sposób.”
Dylemat dotyczący tożsamości nie odnosi się jednak tylko do samej przemocy jako czynnego aktu dotyczącego nas samych. Pochylamy się w nim też po prostu nad poszukiwaniem własnego ja. Szuka go Marla, szukają go inni z jej otoczenia - kim w świecie pełnym przemocy, ciągłego napływu nowych kryminałów i true crime jesteśmy? Jak zachować zdrowy balans w świecie, w którym złe informacje rozprzestrzeniają się dużo lepiej i szybciej niż te dobre? Autor uważnie przygląda się temu zagadnieniu, choć więcej na ten temat zdradzić nie mogę.
„A może (...) się myliły? Może przemoc nie obnaża człowieka? Może po prostu niszczy jego duszę i sprawia, że robi się nieuleczalnie chory?”
Intryga powieści, a przynajmniej kluczowa jej część rozgrywająca się w Chacie Mgieł, oparta jest o stary, dobry motyw odcięcia od świata, zamkniętego grona podejrzanych. Ile już było tego typu powieści: grupka ludzi uwięziona w chacie w górach! A jednak Fitzek zdołał zrobić z tego coś absolutnie swojego: grę pełną twistów tak zaskakujących i tak częstych, że co kilka stron nasz domek z kart musimy budować na nowo. Mimo stopnia skomplikowania intrygi autor jednak prowadzi czytelnika tak logicznie i precyzyjnie, że przy każdym kolejnym przewróceniu perspektywy zdarzeń, nie mamy żadnym problemów, by uwierzyć w wersję, w którą chce, żebyśmy wierzyli. Fitzek po raz kolejny dowodzi, że jego wyobraźnia nie ma granic, a umiejętność manipulowania faktami i uwagą czytelnika stoi na najwyższym poziomie.
„Do jakich absurdalnych czynów nakłania człowieka strach!”
We wstępie wspomniałam, że “Zaproszenie” to thriller z domieszką horroru. Napięcie, jakie autor przez większą część powieści buduje, wynika z niepewności, a zarazem coraz większej podejrzliwości - nie wiemy przecież kto jest dobrym, a kto złym, wiemy tylko, że ktoś taki w gronie postaci jest. Kłótnie i kolejne zarzuty, jakie wymierzają w siebie nawzajem postacie, rozpalają atmosferę, a szalejąca za oknem śnieżyca pogłębia poczucie odcięcia od świata. Akcja toczy się odpowiednio dynamicznym tempem, by była w niej chwila na wewnętrzne refleksje postaci, a równocześnie, by czytelnika cały czas miał wrażenie, że dzieje się dużo. Finał, rozwiązanie całej intrygi, jak to u Fitzka, zwala z nóg - przyznam, że nawet przy drugim czytaniu dałam się na samym końcu zaskoczyć!
„– (…) Przecież piszesz o takich psycholach. Co ich motywuje? (…)
– Wszystko zaczyna się i kończy na motywie (…). Jeśli znasz motyw, znajdziesz sprawcę. (...) Znam to z prawa karnego. Mało co dzieje się bez powodu. Nawet u ludzi chorych psychicznie, nawet jeśli zdrowy umysł nie jest w stanie zrozumieć motywu.”
Znowu się rozpisałam, ale przy tak bogatej powieści jak “Zaproszenie” nie da się inaczej! Tu wszystko warte jest uwagi: kreacje postaci, nastrój, cała oprawa “wizualna”, sposób prowadzenia akcji, sposób budowy i odsłaniania intrygi. Przyznam, że jest to jedna z najbardziej pokręconych historii, jakie miałam okazję w swoim życiu czytać i nawet podczas pierwszej lektury zastanawiałam się, czy nie jest pokręcona aż za bardzo. Przy drugim czytaniu doszłam do wniosku, że nie - jest bogata, ale logiczna, jest prowadzona na granicy makabry, tego, co znośne, ale nigdy jej nie przekracza, a wykorzystuje to, by pogadać o tym, co w aktualnym świecie jest dla nas ważne, a z czego możemy nie zdawać sobie sprawy - o otaczającej nas przemocy i o tym, co ta jej ciągła obecność z nami robi. To powieść dla czytelników odważnych, którzy nie skrytykują od razu mocnych obrazów, tylko zastanowią się nad ich zasadnością w powieści.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Albatros.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz