Autor: Maxime Chattam
Tytuł: 8,2 sekundy
Tłumaczenie: Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 424
Gatunek: thriller obyczajowy
Maxime Chattam to francuski pisarz z ponad
dwudziestoletnim stażem. Książki i filmy były jego wiernymi towarzyszami od
zawsze i już w dzieciństwie łączył z nimi swoją przyszłość. Najpierw chciał
zostać aktorem, później zaczął tworzyć, a w czasie, gdy doskonalił swój
warsztat, podejmował się różnych dorywczych prac. W końcu z początkiem XXI
wieku po rocznym kursie kryminologii na półki księgarskie trafiła jego pierwsza
powieść pt. “Otchłań zła” początkując trylogię, która do tej pory cieszy się
ogromną popularnością, a tom pierwszy nawet doczekał się dekadę po wydaniu
ekranizacji. Od tego czasu Chattam pisze nieprzerwanie - na koncie ma książki
zaliczane zarówno do gatunku mrocznego thrillera, jak i fantastyki. W Polsce
pojawił się niedługo po swoim debiucie, od początku pod opieką Wydawnictwa
Sonia Draga. Teraz, po kilkuletniej przerwie, na jaką zdecydował się polski
wydawca, Maxime Chattam wraca na nasz rynek z “8,2 sekundy” - powieścią, którą
bardzo trudno przypisać do jednego gatunku literackiego…
Constance, znana filmowa scenarzystka
mieszkająca w Nowym Jorku, przyjeżdża do swojego rodzinnego domku nad jeziorem.
Towarzyszy jej pies, a w torbie czeka komputer, choć tak naprawdę nie
przyjechała tu do pracy. Właśnie mija rok, od kiedy jej życie legło w gruzach,
ma zakończyć się cykl, który dała sobie na podjęcie decyzji - czy budować
wszystko od nowa, czy wysiłków zaprzestać.
W Nowym Jorku żyje też May, policjantka, która
właśnie została przeniesiona do innego zespołu za karę za romans ze swoim
zawodowym, żonatym partnerem. Jej zadania są nudne i przyziemne, dużo chętniej
zajmowałaby się sprawą, która spędza sen z powiek mieszkańcom jej miasta -
polowaniem na seryjnego mordercę nazwanego WZW (Wielki Zły Wilk), który od
kilku lat pozostaje nieuchwytny. Może powinna się tym sama zająć? Na razie
jednak musi przepytać świadków w bardzo zwyczajnej sprawie, z których jeden wpada
jej w oko…
„(…) to fikcja musiała być wiarygodna, a rzeczywistość okazywała się znacznie bardziej skomplikowana (…).”
Książka rozpisana jest pięćdziesiąt dwa
rozdziały i epilog prowadzone w trzecioosobowej narracji czasu przeszłego z
dwóch perspektyw: Constance i May. Narrator ma wgląd we wnętrze postaci, tak
naprawdę to ich wewnętrzne przeżycia i odczucia skupiają zdecydowaną większość
uwagi, co kieruje powieść w stronę thrillera psychologicznego. Styl powieści
jest opisowy, refleksyjny, zdania często są złożone, ale język jest łatwo
przyswajalny. Przekleństwa pojawiają się rzadko i najczęściej w dialogach,
które prowadzone są odpowiednio do sytuacji - czasami są to krótkie wymiany
zdań, czasami dłuższe, zmuszające do refleksji wypowiedzi.
„Byli 1+1+1=1, Tom napisał to kiedyś markerem na lustrze w łazience syna. Rodzina. Jedność. Dowód, że miłość to nie matematyka, lecz brak logiki właściwy sercu w morzu pragmatyzmu tak niezmiennego świata. Nieprzewidywalne równanie miłości.”
Choć forma narracji może wskazywać na thriller
psychologiczny, to jednak w ogólnym ujęciu trudno w ten sposób książkę
określić. Historia spleciona jest raczej z różnych gatunków literackich: można
się w niej dopatrzeć elementów powieści obyczajowej, romansu, a nawet grozy.
Intryga powieści do zawiłych nie należy, choć autor prowadzi fabułę tak, by do
samego końca czytelnik nie był pewny, w którą stronę się skieruje. Podejrzewam,
że pełnego rozwiązania tej historii raczej nikt nie przewidzi, choć niektórych jego
części dość łatwo można się domyśleć. Akcja powieści toczy się tempem
spokojnym, w którym jest sporo miejsca na refleksje bohaterek i to one liczą
się najmocniej - sama zagadka kryminalna jest raczej tłem, na którym
rozrysowana zostaje psychika postaci.
„Przypadek potrafi czasem sprawić, że wiedząc niewiele, możemy to ubrać tak, żeby pozornie miało jakiś sens.”
Wraz z biegiem lektury historie kobiet coraz
mocniej się rozdzielają - Constance kieruje się w stronę refleksyjną, w której
od czasu do czasu pojawiają się wyraźne elementy grozy, May odpowiada za tę
stronę obyczajowo-romansową, mimo że to przecież w jej fragmentach pojawia się
motyw seryjnego mordercy. Ale nie on nas zaprząta, on w powieści jest tylko po
to, by możliwe były refleksje na temat powodów i intencji zbrodni, refleksji na
temat genezy zła. Kończący te dwie historie zwrot akcji z jednej strony jest
spójny, tak naprawdę to jedyny sposób, by ją logicznie wyjaśnić, z drugiej
strony nie wpisuje się typowo w gatunek thrillera, a zatem raczej nie można
uznać go za możliwy do odgadnięcia, co może wywołać mieszane odczucia.
„(…) spójrzmy prawdzie w oczy: kto na tej planecie ma świadomość, że jest podły? Czy istnieje człowiek, który mówi sobie prosto w oczy, że jest zły? Nie. Prawdopodobnie nie. Nawet Brian Bennet Unger musiał znaleźć usprawiedliwienie swoich makabrycznych czynów. Nawet on.”
Poprzez swoje bohaterki Maxime Chattam zadaje
wiele pytań egzystencjalnych. Obydwie zmagają się z poczuciem samotności,
brakiem kogoś, z nim mogłyby dzielić codzienność. Do czego poczucie samotności
może nas popchnąć? Jak mocno samotni musimy się czuć, by porzucić swoje moralne
wartości? Historia wraz z biegiem lektury zaczyna pokazywać różne oblicza
miłości, różne fazy związku z drugim człowiekiem, który na początku znajomości
staje się całym światem, a z biegiem lat przyjmuje coraz to nowe funkcje -
podpory? Stałości? A może kogoś kompletnie zbędnego? Autor pochyla się nad
problemem rozmijania się wyobrażeń z rzeczywistością, bo czy w ogóle to, co
myślimy o drugim człowieku, w jaki sposób go postrzegamy, jest obrazem realnym
czy jednak zawsze nakłada się na to filtr naszych własnych pragnień i
wyobrażeń?
Przeszłość, rodzina, strata, wspomnienia,
które zaczynają żyć własnym życiem to kolejne składniki powieści, jakich
dopatrzeć można się pod jej warstwą fabularną, w której bywają momenty trudne
do rozdzielenia - czy to ciągle rzeczywistość, czy jednak wytwór wyobraźni?
Religia, wiara, spuścizna i pojęcie zła powstającego wskutek rozczarowania
momentami dodatkowo ten obraz zaciemniają, powodując dezorientację, mętlik w
głowie czytelnika, przez który nie da się przewidzieć, w którym kierunku
historia ostatecznie zmierza.
„Korzenie były tam od wieków i trzymały skały (…). Z tymi rzeczami jest tak samo. To stare rodzinne korzenie, na których trzyma się budowla. Odłóż to tam, skąd wzięłaś, zanim wszystko się rozwali.”
Kreacje obydwu bohaterek też dalekie są od
jednoznaczności. Constance ewidentnie mocno cierpi szukając ukojenia w pracy, w
pisaniu kolejnej opowieści, która zapełnia jej godziny, a jednak zmienia
niewiele. May jest jeszcze trudniejsza w odbiorze - przedstawiona jako ta,
która świadomie romansowała z żonatym mężczyzną, na tyle zdesperowana, że w
każdym napotkanym mężczyźnie widzi potencjalny obiekt pożądania, od początku
wzbudza niechęć i tak naprawdę niewiele więcej. Dlaczego? Jaki jest cel jej
poczynań, jaka jest jej rola w tej historii?
„Dorastanie to nauka, jak wyzbyć się pierwotnych strachów, żeby rozwinąć inne, bardziej racjonalne, bardziej rozproszone obawy dorosłych. A starzenie się to po trosze powrót do tamtych, prawda?”
Mam wrażenie, że “8,2 sekundy” jest formą
przepracowania straty, żalu - po kimś bliskim, ale i po latach, które już
upłynęły, po związkach, które można przeżyć tylko w młodości, kiedy bagaż
emocjonalny, bagaż doświadczeń nie jest jeszcze tak ciężki. Autor podchodzi do
niej w sposób gatunkowo i fabularnie bardzo luźny: raz sięga po wątki z
seryjnym mordercą, za chwilę po romans (scena miłosna była tak długa, że
musiałam audio przewinąć), by za moment zafundować czytelnikowi mocno pokręconą
powieść grozy. A to wszystko jest tylko zasłoną dymną, metaforą emocji, jakie
kryją się pod fabułą - emocji skomplikowanych i nieuporządkowanych. A choć
wszystko (prawie wszystko?) ma swoje uzasadnienie w rozwiązaniu całej intrygi,
to jednak nie do końca wydaje się wynagradzać to, co czytelnik przechodził po
drodze. Czy koniecznie były aż takie skrajności? Czy to powieść, w której
bardzo mocno trzeba przeszukiwać drugie dno? A może słuchając jej w audiobooku
pozbawiłam się możliwości głębszej refleksji? Trudno na te pytania
odpowiedzieć. Bez wątpliwości jednak jest to powieść dla czytelników, którzy
nie maja nic przeciwko łączeniu wcześniej wymienionych gatunków, jak i mocnej refleksyjności.
„Wie pan, jaką zaletę mają stereotypy? One przynajmniej nigdy nie rozczarowują.”
Moja ocena: 6,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Sonia Draga.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz