listopada 06, 2026

"8,2 sekundy" Maxime Chattam

Autor: Maxime Chattam
Tytuł: 8,2 sekundy
Tłumaczenie: Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 424
Gatunek: thriller obyczajowy
 
Maxime Chattam to francuski pisarz z ponad dwudziestoletnim stażem. Książki i filmy były jego wiernymi towarzyszami od zawsze i już w dzieciństwie łączył z nimi swoją przyszłość. Najpierw chciał zostać aktorem, później zaczął tworzyć, a w czasie, gdy doskonalił swój warsztat, podejmował się różnych dorywczych prac. W końcu z początkiem XXI wieku po rocznym kursie kryminologii na półki księgarskie trafiła jego pierwsza powieść pt. “Otchłań zła” początkując trylogię, która do tej pory cieszy się ogromną popularnością, a tom pierwszy nawet doczekał się dekadę po wydaniu ekranizacji. Od tego czasu Chattam pisze nieprzerwanie - na koncie ma książki zaliczane zarówno do gatunku mrocznego thrillera, jak i fantastyki. W Polsce pojawił się niedługo po swoim debiucie, od początku pod opieką Wydawnictwa Sonia Draga. Teraz, po kilkuletniej przerwie, na jaką zdecydował się polski wydawca, Maxime Chattam wraca na nasz rynek z “8,2 sekundy” - powieścią, którą bardzo trudno przypisać do jednego gatunku literackiego…
 
Constance, znana filmowa scenarzystka mieszkająca w Nowym Jorku, przyjeżdża do swojego rodzinnego domku nad jeziorem. Towarzyszy jej pies, a w torbie czeka komputer, choć tak naprawdę nie przyjechała tu do pracy. Właśnie mija rok, od kiedy jej życie legło w gruzach, ma zakończyć się cykl, który dała sobie na podjęcie decyzji - czy budować wszystko od nowa, czy wysiłków zaprzestać.
W Nowym Jorku żyje też May, policjantka, która właśnie została przeniesiona do innego zespołu za karę za romans ze swoim zawodowym, żonatym partnerem. Jej zadania są nudne i przyziemne, dużo chętniej zajmowałaby się sprawą, która spędza sen z powiek mieszkańcom jej miasta - polowaniem na seryjnego mordercę nazwanego WZW (Wielki Zły Wilk), który od kilku lat pozostaje nieuchwytny. Może powinna się tym sama zająć? Na razie jednak musi przepytać świadków w bardzo zwyczajnej sprawie, z których jeden wpada jej w oko…
„(…) to fikcja musiała być wiarygodna, a rzeczywistość okazywała się znacznie bardziej skomplikowana (…).”
Książka rozpisana jest pięćdziesiąt dwa rozdziały i epilog prowadzone w trzecioosobowej narracji czasu przeszłego z dwóch perspektyw: Constance i May. Narrator ma wgląd we wnętrze postaci, tak naprawdę to ich wewnętrzne przeżycia i odczucia skupiają zdecydowaną większość uwagi, co kieruje powieść w stronę thrillera psychologicznego. Styl powieści jest opisowy, refleksyjny, zdania często są złożone, ale język jest łatwo przyswajalny. Przekleństwa pojawiają się rzadko i najczęściej w dialogach, które prowadzone są odpowiednio do sytuacji - czasami są to krótkie wymiany zdań, czasami dłuższe, zmuszające do refleksji wypowiedzi.
„Byli 1+1+1=1, Tom napisał to kiedyś markerem na lustrze w łazience syna. Rodzina. Jedność. Dowód, że miłość to nie matematyka, lecz brak logiki właściwy sercu w morzu pragmatyzmu tak niezmiennego świata. Nieprzewidywalne równanie miłości.”
Choć forma narracji może wskazywać na thriller psychologiczny, to jednak w ogólnym ujęciu trudno w ten sposób książkę określić. Historia spleciona jest raczej z różnych gatunków literackich: można się w niej dopatrzeć elementów powieści obyczajowej, romansu, a nawet grozy. Intryga powieści do zawiłych nie należy, choć autor prowadzi fabułę tak, by do samego końca czytelnik nie był pewny, w którą stronę się skieruje. Podejrzewam, że pełnego rozwiązania tej historii raczej nikt nie przewidzi, choć niektórych jego części dość łatwo można się domyśleć. Akcja powieści toczy się tempem spokojnym, w którym jest sporo miejsca na refleksje bohaterek i to one liczą się najmocniej - sama zagadka kryminalna jest raczej tłem, na którym rozrysowana zostaje psychika postaci.
„Przypadek potrafi czasem sprawić, że wiedząc niewiele, możemy to ubrać tak, żeby pozornie miało jakiś sens.”
Wraz z biegiem lektury historie kobiet coraz mocniej się rozdzielają - Constance kieruje się w stronę refleksyjną, w której od czasu do czasu pojawiają się wyraźne elementy grozy, May odpowiada za tę stronę obyczajowo-romansową, mimo że to przecież w jej fragmentach pojawia się motyw seryjnego mordercy. Ale nie on nas zaprząta, on w powieści jest tylko po to, by możliwe były refleksje na temat powodów i intencji zbrodni, refleksji na temat genezy zła. Kończący te dwie historie zwrot akcji z jednej strony jest spójny, tak naprawdę to jedyny sposób, by ją logicznie wyjaśnić, z drugiej strony nie wpisuje się typowo w gatunek thrillera, a zatem raczej nie można uznać go za możliwy do odgadnięcia, co może wywołać mieszane odczucia.
„(…) spójrzmy prawdzie w oczy: kto na tej planecie ma świadomość, że jest podły? Czy istnieje człowiek, który mówi sobie prosto w oczy, że jest zły? Nie. Prawdopodobnie nie. Nawet Brian Bennet Unger musiał znaleźć usprawiedliwienie swoich makabrycznych czynów. Nawet on.”
Poprzez swoje bohaterki Maxime Chattam zadaje wiele pytań egzystencjalnych. Obydwie zmagają się z poczuciem samotności, brakiem kogoś, z nim mogłyby dzielić codzienność. Do czego poczucie samotności może nas popchnąć? Jak mocno samotni musimy się czuć, by porzucić swoje moralne wartości? Historia wraz z biegiem lektury zaczyna pokazywać różne oblicza miłości, różne fazy związku z drugim człowiekiem, który na początku znajomości staje się całym światem, a z biegiem lat przyjmuje coraz to nowe funkcje - podpory? Stałości? A może kogoś kompletnie zbędnego? Autor pochyla się nad problemem rozmijania się wyobrażeń z rzeczywistością, bo czy w ogóle to, co myślimy o drugim człowieku, w jaki sposób go postrzegamy, jest obrazem realnym czy jednak zawsze nakłada się na to filtr naszych własnych pragnień i wyobrażeń?
Przeszłość, rodzina, strata, wspomnienia, które zaczynają żyć własnym życiem to kolejne składniki powieści, jakich dopatrzeć można się pod jej warstwą fabularną, w której bywają momenty trudne do rozdzielenia - czy to ciągle rzeczywistość, czy jednak wytwór wyobraźni? Religia, wiara, spuścizna i pojęcie zła powstającego wskutek rozczarowania momentami dodatkowo ten obraz zaciemniają, powodując dezorientację, mętlik w głowie czytelnika, przez który nie da się przewidzieć, w którym kierunku historia ostatecznie zmierza.
„Korzenie były tam od wieków i trzymały skały (…). Z tymi rzeczami jest tak samo. To stare rodzinne korzenie, na których trzyma się budowla. Odłóż to tam, skąd wzięłaś, zanim wszystko się rozwali.”
Kreacje obydwu bohaterek też dalekie są od jednoznaczności. Constance ewidentnie mocno cierpi szukając ukojenia w pracy, w pisaniu kolejnej opowieści, która zapełnia jej godziny, a jednak zmienia niewiele. May jest jeszcze trudniejsza w odbiorze - przedstawiona jako ta, która świadomie romansowała z żonatym mężczyzną, na tyle zdesperowana, że w każdym napotkanym mężczyźnie widzi potencjalny obiekt pożądania, od początku wzbudza niechęć i tak naprawdę niewiele więcej. Dlaczego? Jaki jest cel jej poczynań, jaka jest jej rola w tej historii?
„Dorastanie to nauka, jak wyzbyć się pierwotnych strachów, żeby rozwinąć inne, bardziej racjonalne, bardziej rozproszone obawy dorosłych. A starzenie się to po trosze powrót do tamtych, prawda?”
Mam wrażenie, że “8,2 sekundy” jest formą przepracowania straty, żalu - po kimś bliskim, ale i po latach, które już upłynęły, po związkach, które można przeżyć tylko w młodości, kiedy bagaż emocjonalny, bagaż doświadczeń nie jest jeszcze tak ciężki. Autor podchodzi do niej w sposób gatunkowo i fabularnie bardzo luźny: raz sięga po wątki z seryjnym mordercą, za chwilę po romans (scena miłosna była tak długa, że musiałam audio przewinąć), by za moment zafundować czytelnikowi mocno pokręconą powieść grozy. A to wszystko jest tylko zasłoną dymną, metaforą emocji, jakie kryją się pod fabułą - emocji skomplikowanych i nieuporządkowanych. A choć wszystko (prawie wszystko?) ma swoje uzasadnienie w rozwiązaniu całej intrygi, to jednak nie do końca wydaje się wynagradzać to, co czytelnik przechodził po drodze. Czy koniecznie były aż takie skrajności? Czy to powieść, w której bardzo mocno trzeba przeszukiwać drugie dno? A może słuchając jej w audiobooku pozbawiłam się możliwości głębszej refleksji? Trudno na te pytania odpowiedzieć. Bez wątpliwości jednak jest to powieść dla czytelników, którzy nie maja nic przeciwko łączeniu wcześniej wymienionych gatunków, jak i mocnej refleksyjności.
„Wie pan, jaką zaletę mają stereotypy? One przynajmniej nigdy nie rozczarowują.”
Moja ocena: 6,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz