Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania oblicza śmierci robb, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania oblicza śmierci robb, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

października 25, 2024

"Anioł śmierci" J.D. Robb vel Nora Roberts

"Anioł śmierci" J.D. Robb vel Nora Roberts

Autor: Nora Roberts jako J.D. Robb
Tytuł: Anioł śmierci
Cykl: Oblicza śmierci, tom 6
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Data premiery: 09.10.2024
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 464
Gatunek: powieść kryminalna
 
Nora Roberts jest amerykańską autorką, która tworzy nieprzerwanie od ponad czterdziestu lat. Rocznie wydaje kilka powieści, a co za tym idzie, na koncie ma już oszałamiającą liczbę ponad dwustu tytułów. Wśród nich są przeróżne gatunki literackie, między innymi kryminały, które tworzy pod pseudonimem J.D. Robb, choć w Polsce to jednak jej właściwe nazwisko jest na okładce zawsze eksponowane. Jako J.D. Robb napisała już prawie sześćdziesiąt tytułów, wszystkie należą do jednego cyklu Oblicza śmierci, w którym Eve Dallas wraz ze swoim mężem Roarkiem odgrywają główne role. Jest to cykl o tyle specyficzny, że jego akcja osadzona jest w niedalekiej przyszłości, rozpoczyna się w roku 2058, jednak nie przesądza to o charakterze powieści - to nadal historia kryminalna, nie science fiction. Historia kryminalna, z dodatkiem romansu, co jest wyraźniejsze w tomach początkowych niż tych najnowszych.
 
Listopad 2058 rok. Eve Dallas wraz ze swoją asystentką sierżanką Peabody właśnie zakończyły kolejne śledztwo. Już mają wyłączać komputery i ruszać do domów, gdy niespodziewanie dzwoni komunikator Eve. To ktoś, kto mówi o sobie Anioł śmierci, który rozpoczyna grę o nazwie zemsta. Twierdzi, że jest wysłannikiem Boga, a Eve ma mu udowodnić, że jest tak dobrą policjantką jak mówią. Daje jej zagadkę i dwadzieścia cztery godziny na jej rozwiązanie, ale gdy policjantki zjawiają się we wskazanym przez podpowiedź budynku przed upływem tego czasu, i tak jest już za późno. W bogatym apartamentowcu znajdują zwłoki pewnego biznesmena, Irlandczyka, który lata temu przyleciał do Ameryki. Jego ciało jest zmasakrowane, na miejscu znajdują się dziwne przedmioty - czterolistna koniczynka i figurka Matki Boskiej. Co to wszystko ma znaczyć? Kim jest tak szumnie sam przez siebie nazwany Anioł śmierci? Szybko okazuje się, że jego gra jest skierowana w Eve nie tylko jako postać policjantki, ale i prywatnie… Ta sprawa wystawi ją i jej małżeństwo na ciężką próbę. Czy ją z Roarkiem przetrwają?
 
Książka rozpisana jest na dwadzieścia rozdziałów, które dzielone są na mniejsze fragmenty, przez co książkę czyta się wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego podążającego głównie za Eve - są może dwa, trzy fragmenty od tego odbiegające, ukazane z perspektywy prawdopodobnego mordercy, jednak to Eve jest tą postacią przewodnią. Styl powieści jest codzienny, przyjemny, pozbawiony wulgaryzmów, a dialogi są lekkie i naturalne. Całość czyta się bez wysiłku.
“- Drobne upokorzenie może mu zaoszczędzić wielu lat w więzieniu.
- Dla niektórych godność jest najważniejsza.
- Pieprzyć godność. I bez tego mam dość problemów. Potrzebuję faktów, dowodów, oparcia.”
“Anioł śmierci” to szósty tom serii, choć jest oczywiście zbudowany tak, że można go czytać również jak powieść osobną. Ci jednak, co serię znają od początku, docenią przemianę, jaka w tym tomie w Eve się odbywa - bohaterka, która cały czas była przede wszystkim policjantką, teraz musi zdecydować jak bardzo ceni sobie swoje małżeństwo: czy jest ona dla niej równie ważne, co praca, czy jednak nadal coś w przeciągu ostatnich miesięcy w niej samej się zmieniło. Jest to kobieta twarda, która walczy w imię sprawiedliwości, której sama jako dziecko nie doznała. Podobne wspomnienia dzieli Roarke i w tym tomie to jego przeszłość jest tym, co przewodzi całej historii.
“(...) przeproszę cię za to, że przeze mnie znalazłaś się w sytuacji, kiedy musisz wybierać między obowiązkiem i uczuciem.”
Jest też Summerset, przyjaciel Roarke’a, który opiekuje się nim i ich domem. On nigdy Eve sympatią nie darzył, uważa, że Roarke zasługuje na kogoś bardziej wyrafinowanego. Do tej pory spełniał on w serii rolę postaci drugiego planu, która nie szczędziła policjantce uszczypliwości. W tym i jego przeszłość wraca, dostajemy rozwinięcie tragedii, która wygnała go z Irlandii, przez którą zmienił nazwisko. I jego relacja z Eve ulega tutaj zmianie.
“Jeśli myślisz, że cię nie rozumiem, to jesteś w wielkim błędzie. Widziałam więcej cierpienia niż ty. Żyję z to na co dzień. Oglądam świadectwa ludzkiego okrucieństwa i głupoty. I kiedy już przejdę przez morze krwi i bólu, staram się robi wszystko, co w mojej mocy.”
Sama znam najnowsze tomy serii, więc zawsze wypatruję postaci, które wiem, że dołączą do serii na stałe. w Tym tomie jest to technik Ian McNab, młody, ale utalentowany programista, którego cechą charakterystyczną są kolorowe ubrania i ogromna liczba kolczyków w uszach. McNab choć ciągle jako policjant jest jeszcze niedoświadczony, to pokazuje się tu jako człowiek z ogromną wiedzą, bardzo sprawny technologicznie, bardzo entuzjastyczny na wszystkie nowinki, więc i praca z Roarkiem, który jak zawsze w sprawie pomaga od strony technicznej, jest dla niego czystą przyjemnością.
 
Oczywiście trzeba też wspomnieć o antagoniście tego tomu. To człowiek, który dopuścił się bestialskiej zbrodni, a zasłania się Bogiem. Jest inteligentny, jest obeznany z najnowszą technologią, wydaje się, że może być nawet w tym bieglejszy od Roarke’a. Jest skrupulatny, uważny, systematyczny, zdaje się, że nad planem zemsty pracował od lat… Tylko za co ta zemsta?
“Zło to… nie jest słowo, którym szafuję na prawo i lewo. (...) Ale człowiek, który to zrobił… to jedyne określenie, jakie przychodzi mi na myśl.”
Intryga kryminalna prowadzona jest bardzo sprawnie, są twisty fabularne, które przyciągają czytelnika tak, że ciężko jest się od lektury oderwać. Autorka potrafi stworzyć doskonały balans pomiędzy napięciem, akcją i fragmentami nieco bardziej statycznymi, dobrze potrafi też redukować emocje poprzez zastosowanie w dialogach lekko sarkastycznego humoru. Zresztą kryminalną akcję studzi też w inny sposób - w wątkach romansowych, erotycznych, w opisach chwil zbliżeń pomiędzy Eve a Roarkiem. Jest to coś nierozerwalnego z serią, w tym tomie takich scen jest kilka, a jednak choć sama takich wątków naprawdę nie lubię, to przyznaję, że zagadka tego tomu mocno je wynagradza.
 
Tematem przewodnim tej historii jest zemsta i religia. Historia osadzona jest w niedalekiej przeszłości, ale to sprawia, że religię autorka może przedstawić trochę inaczej, z większego dystansu. Eve jest niewierząca, choć nie jest ignorantką, złoczyńca jednak jest bez najmniejszych wątpliwości fanatykiem, który źle ukierunkował swoje rozumowanie - w Piśmie Świętym znajduje tylko te fragmenty mówiące o płaceniu krzywdą za krzywdę, pomija wszystko to o wybaczaniu i miłowaniu bliźniego. Temat fanatyzmu religijnego był aktualny w latach 90-tych, gdy ta powieść powstała, jest ciągle aktualny i teraz – ćwierć wieku później. Mam nadzieję, że wizja Nory jest tutaj tylko wytworem wyobraźni i za kolejne dwadzieścia pięć lat ludzie będą już mądrzejsi i nie dadzą się porwać pustym hasłom, tak jak to się stało z powieściowym złoczyńcą.
“Religia była dla niej zagadką. Masz wierzyć w to, i tylko w to, bo tak ci mówimy. Jeśli nas nie posłuchasz, skazujesz się na wieczne męczarnie w piekle.
Religie wydawały jej się niezrozumiałe, wprawiały ją w zakłopotanie. Każda miała swoich zwolenników, którzy byli święcie przekonani o tym, że tylko oni kroczą właściwą drogą. I przez kolejne wieki toczyli wojny i rozlewali morze krwi, by to udowodnić.”
Podsumowując, szósty tom cyklu Oblicza śmierci przynosi bardzo ciekawą zagadkę kryminalną, w której doskonałe wyważenie pomiędzy scenami dynamicznymi, a tymi skupionymi na dedukcji jest cały czas odczuwalne i które daje poczucie, że czytamy coś naprawdę przemyślanego. Sama kryminały Nory traktuję zawsze mocno rozrywkowo i właśnie to tutaj dostałam - akcja mnie porwała, dialogi śmieszyły, bawiłam się naprawdę dobrze. Przy tym tomie jednak zaczęłam się też zastanawiać jak dużą był on odpowiedzią na potrzeby kobiet sprzed dwudziestu pięciu lat - czy te sceny romansowe, erotyczne pomiędzy Eve a Roarkiem miały coś więcej na celu już tylko rozrywkę? Czy mogły wtedy służyć jako coś, co miało kobiety uświadomić, że i ich potrzeby są ważne? Ciekawa jestem czy moja teoria ma sens! A tom, w ocenie do poprzednich pięciu, oceniam mocno pozytywnie i oczywiście czekam na kolejne przygody Eve, Roarke’a i coraz większej paczki bohaterów ich towarzyszących!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 06, 2024

"Dotyk śmierci" J.D. Robb

"Dotyk śmierci" J.D. Robb

Autor: J.D. Robb
Tytuł: Dotyk śmierci
Cykl: Oblicza śmierci, tom 1
Tłumaczenie: Małgorzata Cendrowska-Saganowska
Data premiery: 24.04.2024
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść kryminalna
 
J.D. Robb to pseudonim literacki Nory Roberts, który powstał w roku 1995 na potrzeby odróżnienia jej nowego oblicza - od kilkunastu lat znana była na świecie jako autorka powieści obyczajowo-romansowych, teraz miała debiutować jako autorka kryminalna pierwszym tomem serii Oblicza śmierci pt. “Dotyk śmierci”. Z początku seria przewidziana była jako trylogia, a jednak… mamy prawie trzydzieści lat później i serię liczącą już 58 tomów! Nie wiem czy to nie rekord długości serii kryminalnej, ale liczba jej tomów jest naprawdę imponująca, a co ciekawe - sama poznawałam tę serię właśnie od ostatniego roku, od ostatnich czterech tomów (w Polsce na razie ukazały się 54) i przyznaję, że to nadal dobre, rozrywkowe powieści, w których wcale nie czuć zmęczenia materiału. Teraz już mogę powiedzieć, że poziom również jest utrzymany - bo teraz, dzięki nowemu wydaniu tomu pierwszego, miałam przyjemność zapoznać się z debiutem!
“Dotyk śmierci” na rynku anglojęzyczny ukazał się w 1995, u nas dwa lata później pod skrzydłami nieistniejącego już wydawnictwa. Na początku lat dwutysięcznych wydany ponownie przez Prószyński i S-ka, a teraz na rynku pojawia się znowu - pod szyldem Wydawnictwo Świat Książki. Nie wiem czy wydawnictwo planuje wznawiać wszystkie tomy serii, ale z pewnością tom drugi jest już widoczny w zapowiedziach na maj.
 
Historia “Dotyku śmierci” toczy się w niedalekiej przyszłości, gdzieś w okolicach 2050 roku. W nowojorskiej policji pracuje trzydziestoletnia Eve Dallas w stopniu porucznika z ponad dziesięcioletnim stażem. To jedna z najlepszych śledczych wydziału, ceniona i angażowana do ważnych spraw, choć sama z równą uwagą traktuje każde śledztwo. Teraz, rankiem po niespokojnej nocy, podczas której w czasie interwencji zabiła napastnika, jednak niestety nie udało jej się uratować dziecka, zamiast na obowiązkowe badania psychologiczne, jej szef kieruje ją do sprawy o najwyższym stopniu tajności. Zamordowana została wnuczka senatora DeBlassa, która od pewnego czasu, na złość rodzinie, była licencjonowaną panią do towarzystwa. Zginęła w sposób bardzo brutalny, nieco staroświecki i widowiskowy, a morderca zaznaczył - to pierwsza ofiara. Będzie ich sześć. Eve nie ma więc czasu do stracenia - liczy się każda chwila, w końcu nie wiadomo jak szybko morderca przejdzie do kolejnych czynów… Przed nimi mocno poplątana gra, w której naprawdę ciężko obstawić kto wygra.
 
Książka rozpisana jest na 20 średniej długości rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który głównie opisuje czytelnikowi historię z punktu widzenia Eve, choć zdarzają się wyjątki - raz czy dwa obserwujemy samego mordercę, raz czy dwa Roarke'a, który szybko staje się głównym podejrzanym, a równocześnie wpada w oko Eve. Narrator patrzy na historię całościowo, przedstawia nam nie tylko zdarzenia, ale i myśli, i emocje postaci, z perspektywy których strony akurat historię opisuje. Styl powieści jest codzienny, nie ma w nim wulgaryzmów, nie ma też specjalnych zabiegów literackich, przez co książkę można traktować jako czystą rozrywkę - tekst czytelnika nie męczy, nie wymaga też specjalnie dużego skupienia. Przyczepię się jednak znowu do małego detalu - gdzieś tam z dwa razy pomylone były związki frazeologiczne - oczywiście patrzę na to jak na prozę współczesną, nie gwarantuję więc czy te trzydzieści lat temu te sformułowania nie były poprawne. Ale to naprawdę szczegół, który w żaden sposób nie odnosi się do ogólnie przyjemnych wrażeń z lektury.
“(...) gdy zabijanie sprawia gliniarzowi przyjemność, to wkracza on na niebezpieczny teren.”
Jak już po dużo późniejszych tomach mogę stwierdzić, zamysł autorki na tę serię był taki, by układać solidne, skupione na samej zagadce intrygi kryminalne i okraszać je nutką romansu. W późniejszych tomach tych scen romansowych nie ma już wiele, w tej jednak, w jej pierwszym kryminale trochę jest. Wynika to też z samej historii tej powieści - w końcu ofiary to prostytutki, które właśnie dawaniem uciech cielesnych się trudnią. Mówiąc oczywiście “trochę” mam na myśli z cztery albo pięć - dla mnie to dużo, więc po pierwszych dwóch zwyczajnie już te opisy omijałam.
“(...) ja tylko opisuję tę historię, ja jej nie tworzę. A jest w niej wszystko. Seks, przemoc, pieniądze.”
Teraz kiedy ten znielubiony przede mnie wątek w kryminałach mamy już wspomniany, możemy zająć się tym, co w kryminałach dobre. A zatem zagadką kryminalną. Roberts postawiła tu na klasykę - mamy seks, mamy zbrodnię, mamy duże pieniądze - w końcu wnuczka senatora to kobieta majętna, która swoje usługi świadczyła tylko naprawdę bogatym klientom. Wszystko to okraszone jest sporymi emocjami - zbrodnia jest brutalna, seks kontrowersyjny, a pieniądze… no cóż, te to zawsze budzą w ludziach najgorsze instynkty. Czy więc nie jest to naprawdę dobry przepis na kryminał?
“Wciąż ponoszą ryzyko, uprawiając najstarszy zawód świata, bo z nim wiążą się najstarsze na świecie zbrodnie.”
W mojej ocenie intryga kryminalna wypada całkiem dobrze - mamy tutaj tą wspomnianą już grę pomiędzy inteligentnym mordercą a równie mądrą śledczą, my pozostajemy widzami, którzy zwracają głowę raz w jedną, raz w drugą stronę. Śledztwo prowadzone jest ciekawie, co z pewnością jest również zasługą dobrej kreacji głównej bohaterki, jak i czasu akcji, ale samo w sobie również jest satysfakcjonujące - może i ostatniego twistu się domyślałam, ale przez większą część lektury rozwiązanie historii stanowiło dla mnie nie lada zagadkę.
“Dumni mężczyźni często ukrywają ból pod maską agresywności.”
Wśród tego wszystkiego to jednak sama Eve, kreacja głównej bohaterki, skupia większą część uwagi. Bo jest to postać solidna, rewelacyjnie nadająca się na policjantkę. Eve ma za sobą naprawdę trudne dzieciństwo, po którym do teraz zmaga się z koszmarami, a które sprawiło, że teraz od ludzi trzyma się raczej w oddaleniu - ma jedną czy dwie przyjaciółki, jednak nikogo tak naprawdę do siebie nie dopuszcza. Cały czas czujna, cały czas ma się na baczności i trzyma własne emocje na wodzy. Jej głównym celem jest szukanie sprawiedliwości - nie zależy jej na awansach czy poklasku, na rozgłosie czy pieniądzach - ona chce po prostu, by sprawca zbrodni dostał odpowiednią karę i by to ona była tą, która go zakuła w kajdanki, która przechytrzyła jego grę. I faktycznie ma na to szansę, bo skupiona na jednym celu, wspomagając się intuicją, czasami pracuje nawet lepiej niż wysokiej technologii komputer.
“Wiesz, Dallas, nosisz broń w taki sposób, jak inne kobiety perły.”
A jednak i twarda Eve po czasie trochę sobie odpuszcza - ci, co znajdą dalsze tomy serii, wiedzą jaką rolę będzie odgrywał dalej Roarke i już tutaj mocno swój wpływ na życie Eve zaznacza.
“I z przerażeniem uświadomiła sobie, że mu wierzy, a nie miała pewności, żadnej pewności, czy nie uwierzyła mu tylko dlatego, że było jej to potrzebne.”
Na koniec muszę też zwrócić uwagę na czas akcji, bo ten dla współczesnego czytelnika jest ciekawostką, ale biorąc pod uwagę to, że jest to książka sprzed prawie trzydziestu lat, to na ówczesnych czytelnikach musiał zrobić chyba kolosalne wrażenie. Jak już wspomniałam, historia toczy się w niedalekiej przyszłości, rok nie jest dokładnie określony, ale jest gdzieś pewnie okolice lat 50tych XXI wieku. I bardzo jestem ciekawa na jakiej podstawie autorka zbudowała tę wizję przyszłości - mamy tutaj duże zaawansowanie technologiczne jak np. rozmowy telefoniczne to zawsze videorozmowy, czy do komputerów się mówi, a klawiatura to coś, co potrafią obsługiwać tylko starej daty programiści… Są latające samochody, lasery zamiast broni palnej, autokucharze, czyli coś jak aktualne roboty kuchenne tylko zdecydowanie bardziej zaawansowane. Bardzo więc bliska jest to wizja temu, z czego aktualnie sami korzystamy gdy chodzi o technologię, a które te trzydzieści lat temu przecież były jeszcze przepowieściami, mocno fantastycznymi elementami. Z tą świadomością czyta się tę powieść naprawdę ciekawie!
“Choć odnieśliśmy ogromne sukcesy w inżynierii genetycznej, zapłodnieniach in vitro, programach społecznych, wciąż nie potrafimy kontrolować podstawowych ludzkich wad: porywczości. żądzy, zazdrości.”
Podsumowując, “Dotyk śmierci” czyli debiut kryminalny Nory Roberts i pierwszy tom serii Oblicza śmierci był dla mnie przyjemną ciekawostką, dobrym relaksem i potwierdzeniem tego, co już mi pisali inni - że jest to seria naprawdę równa, co, biorąc pod uwagę liczbę tomów, jest nie lada wyczynem! Jest to kryminał z gatunku tych rozrywkowych, który łączy największe ludzkie ciągotki i choć raczej nie chodzi tutaj o samą brutalność, to jednak dużo się dzieje - jest trochę seksu, trochę walki, trochę strzelanek. Podobał mi się też temat podejścia zawodowego do kobiet - w tym wypadku oczywiście męscy bohaterowie im umniejszają, jednak Eve ich głupie przekonania prostuje - czasem bezpośrednio, pięścią, choć raczej nie jest typem człowieka bez przyczyny uciekającego się do przemocy. Fajnie było spojrzeć na Eve jak na postać dopiero się kreującą, fajnie poznać jej początki. Mam nadzieję na kolejne lektury z tej serii!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 10, 2025

"Świadek śmierci" Nora Roberts jako J.D. Robb

"Świadek śmierci" Nora Roberts jako J.D. Robb

Autorka: Nora Roberts jako J.D. Robb
Tytuł: Świadek śmierci
Cykl: Oblicza śmierci, tom 10
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 432
Gatunek: powieść kryminalna
 
Choć sama tego jeszcze do niedawna nie wiedziałam, Nora Roberts jest autorką, która zaspokaja różne gusta czytelników, nie tylko te romantyczne. Jej twórczość obserwuję dopiero od kilku lat, jednak podziwiam to, jak łatwo w przeróżnych gatunkach się odnajduje - w każdym z pewnością można łatwo rozpoznać jej lekki styl, jak i przynajmniej niewielki wątek romansowy, ale mimo ogromnej ilości książek, jakie napisała, żadna z nich nie daje wrażenia powtarzalności. Widać to wyraźnie w serii kryminalnej Oblicza śmierci, którą teraz mam przyjemność poznawać od początku dzięki temu, iż Wydawnictwo Świat Książki wydaje ją na nowo od pierwszych tomów, a zatem tych, które od dawna były niedostępne, a teraz ponownie trafiły na nasz rynek w spójnej szacie graficznej.
“Świadek śmierci” to dziesiąty tom cyklu, który na rynku amerykańskim wydany został w 2000 roku, a na polskim rynku po raz pierwszy niewiele później.
 
Nowy Jork, przedwiośnie rok 2059. Eve Dallas wraz ze swoim mężem Roarkiem wybrali się na sztukę teatralną. Roarke, który jest oczywiście właścicielem teatru, jak i producentem spektaklu, z przyjemnością obserwuje zaangażowanie Eve w akcję rozgrywającą się na scenie - to “Świadek oskarżenia”, dzieło, które powstało na podstawie opowiadania Agathy Christie. W kulminacyjnym momencie jednak dzieje się coś złego - nóż, który miał być tylko rekwizytem, okazuje się prawdziwym narzędziem zbrodni, którym aktorka nieświadomie morduje swojego partnera scenicznego… Pełna sala jest świadkiem tej przypadkowej, ale przez kogoś wyreżyserowanej zbrodni, ale przez kogo? Przed Eve trudne zadanie - musi zatopić się w świat aktorski, by znaleźć tego, kto za zbrodnią stoi.
“- Cześć, Dallas. Słyszałem, że byłaś wczoraj na nieziemskim przedstawieniu.
- Recenzje rzeczywiście są zabójcze.”
Książka rozpisana jest na 22 rozdziały, które dzielone są na krótsze scenki, podrozdziały - dzięki temu czyta się ją wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego głównie z perspektywy Eve, której śledzimy zarówno poczynania, jak i emocje, zdarzają się także fragmenty pisane w imieniu mordercy w pierwszoosobowej narracji czasu teraźniejszego. Styl powieści jest lekki, swobodny, codzienny, dialogi prowadzone są z delikatną nutą sarkazmu, która doskonale oddaje charakter Eve. Język utrzymany jest w klasycznym tonie, nie znajdziemy w książce typowo współczesnych przekleństw, nie ma też użytych feminatywów - czego sama żałuję, ale zakładam, że może być to wynik dawnego tłumaczenia, jak i chęci utrzymania całej serii w jednym stylu. Bez względu na to, książkę czyta się płynnie i bez najmniejszych trudności.
“Zbyt duża dawka uprzejmości może być denerwująca.”
Mimo tego, że jest to już dziesiąte spotkanie z Eve Dallas, to oczywiście da się czytać ten tom niezależnie od reszty. Ci jednak, którzy znają nieco młodszą Eve, zauważą w jej kreacji różnice - w porównaniu do tej z pierwszego tomu, aktualna Eve jest bardziej otwarta, ma wokół siebie coraz więcej ludzi, na których jej zależy i przestaje bać się na nich polegać. Mimo tego, że do teraz nie uporała się z krzywdą, jakiej doświadczyła jako dziecko, co męczy ją najczęściej w nocy, to nie niesie już tego brzemienia sama, co ewidentnie czyni go lżejszym. Dzięki temu, że czytelnik obserwuje Eve w każdej sytuacji (tej intymnej również, autorka nie potrafi sobie odmówić romansowych stawek!), szybko jest się w stanie do niej przywiązać, polubić ją, poznać jako dobrą osobę, która dąży do zrozumienia i sprawiedliwości, a co za tym idzie - życzymy jej sukcesu.
 
Poza Eve i postaciami z serii znanymi, w tym tomie pojawiają się świetne kreacji aktorów, którzy w chwili morderstwa znajdowali się w okolicy sceny. Tym samym zanurzamy się w świat bohaterów, którzy żyją z tego, że udają kogoś innego. Bohaterów, którzy są przeszkoleni, by nie okazywać swoich emocji, by grać tak wiarygodnie, że nie da odróżnić się prawdy od iluzji. Doskonała scena dla zbrodni, prawda? Im mocniej w historię wsiąkamy, to odkrywamy coraz więcej mrocznych sekretów - najwięcej tych od samej ofiary, która naprawdę nie była dobrym człowiekiem… A więc tak naprawdę wszyscy wokół mieli motyw, by zabić.
“- Ja… - Jego palce poruszały się nerwowo. - (...) Naprawdę nie wiem, jak się zachować. Nigdy nie grałem w dramatach policyjnych.”
I właśnie na tej iluzji świata aktorskiego autorka opiera swoją intrygę kryminalną, dodatkowo podrzucając do niej motywy znane z klasycznych powieści detektywistycznych - z których najbardziej znaczący jest sam finał historii. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, bazuje na szukaniu dowodów i rozmowach ze świadkami, nie taplamy się więc tutaj w makabrze, a w sekretach i tajemnicach każdej z postaci, próbujemy odgadnąć kto faktycznie gra, a kto mówi przynajmniej w jakimś stopniu prawdę. Zagadka jest dobrze zbudowana, zawiera kilka fajnych twistach fabularnych.
“Morderstwo od zarania dziejów budziło ciekawość. Przerażało, bywało wzniosłe, czasem wywoływało ponury uśmiech lub cichy smutek, ale zawsze i wszędzie fascynowało, będąc pożywką dla sensacji, czy to w świecie realnym, czy też w świecie fikcji.”
Poza grą z kryminalną konwencją i zabawą osadzenia tak zwanej sztuki w sztuce, autorka skupia się na ludzkich charakterach i relacjach, które każdy z bohaterów buduje. Przygląda się ludziom, temu co jest dla nich ważne, czy faktycznie ta sława, do której większość aktorów tak usilnie dąży, jest czymś dla nich dobrym, czymś, czego faktycznie pragnąć powinni. Sporo jest tu też miejsca na ogólne relacje międzyludzkie - nie tylko te partnerskie, ale i przyjaźnie.
“Nie da się wrócić do przeszłości. Nie da się naprawić tego, co zostało zniszczone. Ale można iść naprzód. Liczy się każdy krok. Każdy jest ważny.”
“Świadek śmierci” to naprawdę dobry tom serii Oblicza śmierci, autorka sięga w nim i po miejsca, i po kreacje postaci, których jeszcze w serii nie było. Dobrze bawi się konwencją gatunku i zasadami panującymi na scenie, w sposób lekki, ale dobrze obrazujący oddaje charaktery postaci, aktorów i innych osób ze sceną związanych. Tajemnice, sekrety i gra aktorska absorbują, a pytanie kto za tym stoi długo pozostaje bez odpowiedzi. Wątki romantyczne są, ale nie w przytłaczającej ilości, kryminał jest tym, co gra tutaj pierwsze skrzypce. Dobra, lekka i dostarczająca przyjemnej rozrywki lektura.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 09, 2023

"Cienie i śmierć" J.D. Robb

"Cienie i śmierć" J.D. Robb

Autor: J.D. Robb
Tytuł: Cienie i śmierć
Cykl: Oblicza śmierci, tom 51
Tłumaczenie: Bogumiła Nawrot
Data premiery: 17.05.2023
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał
 
J.D. Robb to kryminalny pseudonim jednej z najpopularniejszych amerykańskich pisarek – Nory Roberts. Powstał w roku 1995, wraz z pierwszym tomem serii Oblicza śmierci pt. „Dotyk śmierci”. Mimo że seria pierwotnie składać miała się z zaledwie trzech tomów, to czytelnicy przyjęli ją tak entuzjastycznie, że autorka zdecydowała się kontynuować przygodę z Eve Dallas i jej partnerem Roarke’m. Na ten moment, po niecałych trzydziestu latach od debiutu, seria liczy już 56 tomów, dwa kolejne mają już zapowiedzianą orientacyjną datę premiery. Na polskich półkach księgarskich seria zaczęła ukazywać się dwa lata później niż w oryginale i teraz też dzieli nas podobna różnica – właśnie świętowaliśmy premierę tom 51., na sierpień zapowiedziany jest tom 52. Cechą charakterystyczną tego cyklu, jest to, że historia toczy się w niedalekiej przyszłości, teraz to już jakby alternatywna rzeczywistość do naszej ze względu na to, że technologia rozwija się nieco inaczej niż autorka przewidziała rozpoczynając ten cykl.
Sama z serią Oblicza śmierci zapoznałam się dopiero w tym roku i nie, nie nadrabiałam pięćdziesięciu książek – rozpoczęłam od tomu jubileuszowego „Złota śmierć” (recenzja – klik!), który spodobał mi się na tyle, że postanowiłam kontynuować przygodę z tą serią. Zatem bez obaw, sama sprawdziłam, że można czytać każdy jej tom jak powieść osobną.
 
Historia „Cieni i śmierci” toczy się w maju 2061 roku w Nowym Jorku. W Washington Square Park znalezione zostało ciało kobiety w okolicach trzydziestki, która od razu zostaje zidentyfikowana jako Galla Modesto, spadkobierczyni włoskiej firmy winiarskiej znanej na arenie międzynarodowej. Została zaatakowana nożem, widać, że działanie było celowe, a Roarke, który wraz z Eve zjawił się na miejscu przestępstwa, od razu zorientował się kto tego dokonał – to Lorcan Cobbe, aktualnie zabójca na zlecenie, kiedyś dublińczyk, który twierdził, że jest przyrodnim bratem Roarke’a... Oczywiście Eve wraz ze swoim zespołem śledczych muszą wytropić tego, kto zabójstwo zlecił, jednak szybko okazuje się, że przed nimi większy problem – Cobbe został w Nowym Jorku, wygląda na to, że w końcu będzie chciał wyrównać rachunki z Roarke’m. A czy nie najlepszą formą zemsty jest skrzywdzenie jego bliskich? Wygląda więc na to, że nie tylko Roarke może być w niebezpieczeństwie...
 
Książka składa się z 21 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża w przeważającej mierze za Eve, jednak zdarzają się fragmenty opowiadające o tym, co dzieje się z Roarke’m czy z gospodarzem ich domu Summersetem. Narrator skupia się przede wszystkim na oddaniu tego, co widzi, jednak ewidentnie jest wszechwiedzący, gdyż w opowiednich momentach przytacza też zdarzenia z przeszłości bohaterów. Styl powieści jest prosty, zdania krótkie, dialogów jest dużo i prowadzone są bardzo przyjemnie, momentami nawet z delikatnie uszczypliwym zabarwieniem humorystycznym. Językowo na pewno jest to książka, przy której można się po prostu dobrze bawić, nie trzeba się wysilać, ani też obawiać nadmiernych wulgaryzmów.
 
W tej serii podoba mi się to, że trzyma się klasycznych założeń gatunku – historie nie są specjalnie krwawe, a fabuła skupiona jest mocno na zagadce, szukaniu dowodów i przepytywaniu świadków. Tym razem intryga jest dużo bardziej personalna, bo uderza w osobę najbliższą dla naszej głównej bohaterki, zatem teraz Eve nie prezentuje nam się tylko jako policjantka, ale i potencjalny atak celu, jak i żona, która ma solidne podstawy, by obawiać się o życie swojego męża. Przez to jej reakcje bywają bardziej emocjonalne, ale jednak Eve nadal pozostaje solidną, logicznie myślącą policjantką – podoba mi się w niej to, że zachowuje się w przeważającej mierze racjonalnie, niepotrzebnie się nie naraża, jak mają to w zwyczaju detektywi w kryminałach. Eve z Roarke’m połączona jest specyficzną więzią – czuć, że darzą siebie wielkim uczuciem (często to okazują, jak na Roberts, autorkę romansów przystało), ale obydwoje mimo to zachowują niezależność. Roarke aktualnie jest bardzo zamożnym mężczyzną, który może swoje początki biznesowe nie może przedstawić jako całkiem legalne, za to od kiedy jest z Eve, działa całkowicie zgodnie z prawem. Teraz działa też charytatywnie – aktualnie otwiera szkołę dla biednych dzieci, w której liczy, że będzie mógł pomóc tak, jak kiedyś chciałby, by ktoś pomógł jemu. Pewnie fani serii dobrze znają przeszłość Roarke’a, ja jednak, jako czytelnik nowy, sporo z tego tomu o jego przeszłości, latach nastoletnich wiele się dowiedziałam – to człowiek, który stworzył się sam.
Za to jego przeciwnik to postać typowo negatywna – Roarke do czynienia miał z nim w przeszłości, w latach młodzieńczych, gdy ciągle jeszcze żył pod dyktando swojego ojca tyrana. Cobbe twierdził, że jest nieślubnym synem jego ojca, a jako że jest starszy, to należy mu się dziedzictwo. To przekonanie zrodziło się w obsesję, która teraz, gdy doszło do ponownego spotkania, na nowo daje o sobie znać... Dzięki temu czytelnik ma szansę zastanowić się nad sprawczością człowieka – po Roarke’u widzimy, że geny to nie wszystko, że można zdecydować, by żyć inaczej niż ci, którzy nas stworzyli, można żyć godnie, po swojemu. Cobbe nigdy od przeszłości się nie uwolnił, przez co stał się postacią nikczemną, która zagubiła się w swoich złych emocjach na tyle, że powrót wydaje się już niemożliwy.
 
Intryga kryminalna skupia zatem się na dwóch wątkach – tym bardziej klasycznym, czyli dochodzeniu kto zlecił zabójstwo Modesto oraz tym bardziej dynamicznym, osobistym, czyli poszukiwaniu tropów Cobbe’a, który zdaje się ukrywać, by przygotować ostateczną zemstę na Roarke’u. W związku z nagromadzeniem dwóch spraw historia bogata jest w akcję, sporo się w niej dzieje, szczególnie w drugiej części, gdy wątek osobisty zaczyna w powieści dominować. Tempo jest więc dosyć szybkie, sensacyjne, a jednak nie brakuje też momentów, w których bohaterowie zatrzymują się, by przeanalizować motywy obydwu zbrodni.
 
Jako że „Cienie i śmierć” to była moja druga styczność z tym cyklem, to już byłam przygotowana na to, że historia toczy się w przyszłości, co jednak nie zmienia faktu, że to nadal był bardzo fascynujący dla mnie aspekt. Nie wiem w jakim roku historia tego cyklu się rozpoczęła, zakładam jednak, że już wtedy autorka musiała wykreować własną wizję przyszłości i teraz konsekwentnie się jej trzyma. Dlatego to jest takie ciekawe, przyglądamy się temu jak wyglądała wizja przyszłości około dwudziestu lat temu – a zdaje się dosyć zbliżona do naszej aktualne, z małymi niuansami, co do przyszłości jednak, to na pewno jest mniej stechnologizowana niż aktualnie się przywiduje.
 
Ogólnie biorąc pod uwagę tempo pisania autorki i ilość wydanych tomów tej serii, czytelnik raczej nie powinien spodziewać się fajerwerków podczas lektury, a po prostu dobrej rozrywki. Myślę, że z takim podejściem przy lekturze „Cieni i śmierci” można się dobrze bawić – przyjemnie wykreowani bohaterowie, niepowtarzalny świat zdarzeń i dynamiczna fabuła zapewniają kilka godzin solidnego odprężenia. To po prostu szybka, nieskomplikowana, niewymagająca wiele od czytelnika pozycja rozrywkowa, a takie też przecież od czasu do czasu są nam potrzebne 😊
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 01, 2023

"Złota śmierć" J.D. Robb

"Złota śmierć" J.D. Robb

Autor: J.D. Robb
Tytuł: Złota śmierć
Cykl: Oblicza śmierci, tom 50
Tłumaczenie: Hanna Kulczycka-Tonderska
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 560
Gatunek: kryminał
 
J.D. Robb to pseudonim literacki znanej amerykańskiej pisarki Nory Roberts, zarezerwowany i stworzony specjalnie na potrzeby serii kryminalnej Oblicza śmierci. Nora Roberts swoją karierę pisarską rozpoczęła na początku lat 80tych XX wieku i od tego czasu zdołała napisać i wydać ponad 200 powieści! Pod swoim prawdziwym nazwiskiem znana jest z powieści obyczajowych i romansów, nic więc dziwnego, że do gatunku kryminału stworzyła sobie pseudonim literacki. Pierwszy tom serii Oblicza śmierci wydany był w roku 1995 (w Polsce dwa lata później) i, co zaskakujące biorąc pod uwagę, że seria liczy teraz ponad 50 tomów, zaplanowany był na trylogię. Autorka jednak zmieniła zdanie za namową swoich czytelników, którzy bardzo polubili się z główną bohaterką serii. „Złota śmierć” to jubileuszowy pięćdziesiąty (!) tom serii, który jednak spokojnie można czytać jako powieść osobną – wiem, sprawdziłam, to była moja pierwsza styczność z kryminalnym obliczem tej autorki.
 
Historia toczy się w kwietniu 2061 roku. Doktor Kent Abner, cieszący się ogólnym zaufaniem pacjentów i sympatią otoczenia, pewnego poranka dostaje tajemniczą paczkę. Zaadresowana jest do niego, więc bez chwili zawahania ją otwiera. W środku znajduje drewnianą szkatułkę, a w niej złote jajo, które w chwili otwarcia wydziela z siebie toksyczny gaz mordując mężczyznę w przeciągu zaledwie kilku minut. Popołudniu, dyrektor szkoły, a prywatnie mąż ofiary, po powrocie do domu wzywa policję. Sprawą ma zająć się porucznik Eve Dallas ze swoją partnerką detektyw Peabody. Pierwsze pytanie: czy to pojedyncze morderstwo, początek serii, a może test broni masowego rażenia? Jak na pojedyncze morderstwo sposób jego dokonania wydaje się zdecydowanie za mocno zaawansowany…
 
Książka składa się z 23 rozdziałów i epilogu, jednak rozdziały nie są pisane jednym ciągiem, są rozdzielone na osobne scenki, przez co książkę czyta się wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący i przede wszystkim podąża za Evą, choć są pojedyncze wyjątki od tej reguły, jak np. otwierający książkę fragment o doktorze Abnerze. Styl powieści jest bardzo przyjemny, pisana jest lekkim językiem, a dialogi są żywe i bardzo realistyczne, swobodne. Często w nich autorka ucieka się też do delikatnych uszczypliwości, szczególnie, gdy wymiana zdań odbywa się pomiędzy Evą a Peabody, co nadaje lekturze dodatkowej lekkości i, mimo gatunku kryminału, pozytywnego zabarwienia. Czyta się doskonale!
 
Jako że wcześniej nie miałam z tą serią do czynienia, to już na wstępie zaskoczyło mnie to, że fabuła rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w roku 2061. Ta książkowa rzeczywistość jednak tylko w niuansach różni się od naszej, co delikatnie zaznaczone jest w tekście – np. podczas oględzin miejsca przestępstwa Dallas od razu może stwierdzić dokładny czas śmierci co do minuty, a zamiast rękawiczek, ręce spryskuje płynną gumą. Rozmowy telefoniczne to zawsze rozmowy wideo, a androidy to stróże i bardzo subtelne pomoce na usługach człowieka. Całe te tło wypada bardzo naturalnie, a i dodaje lekturze fajnego, oryginalnego smaczku.
 
Bo przede wszystkim jest to kryminał, powieść kryminalna oparta na klasycznych założeniach gatunku. Nie ma tu więc brutalności, nie ma rozlewu krwi, jest dedukcja, przepytywanie świadków i przyjemnym tempem prowadzona akcja. Sama intryga zbudowana jest bardzo precyzyjnie, jest przemyślana i prowadzona po nitce do kłębka. Dokładnie tak jak lubię!
„Nigdy nie chodzi tylko o tego, kto zostaje pozbawiony życia (…). Śmierć, a szczególnie morderstwo darło na strzępy życie tak wielu ludzi. Niezależnie od tego, w jaki sposób zostaną poskładani w całość, już nigdy, przenigdy nie będą tacy sami. Dla niektórych morderców (…) ta smutna prawda stanowiła swego rodzaju premię, doliczaną do aktu zabójstwa.”
Mimo że jest to pięćdziesiąty tom, to kreacje postaci również nie dają tego po sobie odczuć. Co prawda z tego tomu nie dowiedziałam się ile główna bohaterka ma lat, ale nie miałam poczucia, że czegoś w jej zachowaniu nie rozumiem, czy brakuje mi jakichś informacji. Każda postać się tu pojawiająca jest charakterna, kolorowa i w większości sprawia sympatyczne wrażenie, choć przecież nie na postaciach się tu przede wszystkim skupiamy. Jednak już w czasie tego jednego spotkania porucznik Dallas i jej męża zdołałam poznać dosyć dobrze dzięki pojedynczym scenkom z ich życia codziennego. To niesamowicie zgrana para, która wypracowała to co ma, własnymi siłami, własną energią. To równocześnie dwie osobne jednostki, każdy z nich zajmuje się swoimi sprawami, i respektuje to, że tak samo robi strona druga. Widać, że razem tworzą naprawdę zgraną parę, zdrowy związek, a pojawiające się dwa razy sceny seksu, wcale tu nie przeszkadzają – nie dominują nad fabułą, a i można się było ich spodziewać biorąc pod uwagę, że Roberts to przecież autorka romansów.
„Nie robił niczego, żeby zasłużyć na ów szacunek czy zaufanie. Wydaje mi się, że miłość rodzicielską większość dzieci dostaje w pakiecie.”
Mam intrygę, czas i postacie. Miejsce to Nowy Jork, małe bogate osiedla i piękny dom Eve i jej męża. Poza domem, jako ostoją bohaterki, pozostałe miejsca nie są specjalnie mocno podkreślane. Co innego tematy, które zmuszają nas do spojrzenia w przeszłość, tego jak dawne uczynki wpływają na późniejszą tożsamość i jak trudno jest się wypisać z ról narzuconych za młodu. Dodatkowo pojawia się tu silna osobowość psychopatyczna, zdolna do manipulacji i wykorzystywania swojej władzy i pozycji do własnych, mocno egoistycznych celów. W końcu spora część fabuły toczy się wśród elity społeczeństwa, ludzi majętnych, którzy do swoich bogactw często doszli poprzez wykorzystywanie słabszych. W książce wątek niewłaściwego wykorzystywania władzy i zepsucia materialnego jest dobrze oddany.
 
Muszę przyznać, że sięgając po „Złotą śmierć” nie obiecywałam sobie za wiele. W końcu to kryminał napisany przez autorkę romansów, a ponadto tom pięćdziesiąty! Toż to musi być telenowela! A jednak już od początku wyczułam, że moje założenia były złe, a ja mam przed sobą świetną powieść kryminalną, z dobrą intrygą, fajnymi żywymi i momentami zabawnymi dialogami i charakternymi postaciami. Bawiłam się naprawdę świetnie! Wszystko tu było dobrze przemyślane, nie miałam poczucia, że jest to produkcja taśmowa. Biorąc pod uwagę wielkość tego cyklu nie będę deklarować nadrabiania części poprzednich, ale bardzo chętnie sięgnę po cykl ponownie przy kolejnych jego premierach!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 01, 2024

"Kwiat Nieśmiertelności" J.D. Robb vel. Nora Roberts

"Kwiat Nieśmiertelności" J.D. Robb vel. Nora Roberts

Autor: Nora Roberts jako J.D. Robb
Tytuł: Kwiat Nieśmiertelności
Cykl: Oblicza śmierci, tom 3
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Data premiery: 17.07.2024
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 432
Gatunek: powieść kryminalna
 
Kilku lat temu Wydawnictwo Świat Książki przejęło prawa do serii kryminalnej Nory Robert, którą autorka wydaje od roku 1995 pod pseudonimem J.D. Robb. Aktualnie tomów, które zostały przetłumaczone na polski mamy już ponad 50 (tak, to nie żadna literówka!), ale jako że te początkowe wydawane były jeszcze w latach 90tych XX wieku, to teraz naprawdę trudno jest się do nich gdzieś dogrzebać, o ile w ogóle się da. Dlatego też bardzo ucieszyła mnie tegoroczna decyzja wydawnictwa o publikacji tomów od początku! Oczywiście książki wydawane są w spójnej szacie graficznej, dzięki czemu cała kolekcja będzie się naprawdę cudownie prezentować w domowych biblioteczkach! “Kwiat Nieśmiertelności”, czyli najnowsze ze wznowień, to tom trzeci serii Oblicza śmierci, który w oryginale ukazał się w 1996 roku, na polskim rynku po raz pierwszy trzy lata później. Przyznam od razu, że trochę się tego tomu obawiałam z tego względu, że sama tę serię cenię za jej stronę kryminalną, a w drugim tomie (recenzja – klik!) jak na moje gusta, było zdecydowanie za dużo romansu. Nie będę trzymać w niepewności, tom trzeci wraca na typowo kryminalne tory, co bardzo mi się podoba!
 
Nowy Jork, rok 2058. Eve Dallas, porucznik nowojorskiej policji z dziesięcioletnim stażem właśnie przygotowuje się do ślubu z Roarke'm, co jest dla niej sporym wyzwaniem, bo dotychczas jej życie kręciło się tylko wokół pracy. Na szczęście pod ręką ma zawsze pomocną przyjaciółkę Mavis, z którą udaje się do dobrze zapowiadającego się projektanta mody - Leonardo od dwóch tygodni jest także chłopakiem Mavis, więc Eve może mieć pewność, że mężczyzna przy tym zleceniu da z siebie wszystko. Na miejscu, w czasie pierwszych przymiarek, dochodzi jednak do sprzeczki - do mieszkania projektanta wpada rudowłosa Pandora, znana modelka, do niedawna dziewczyna Leonarda i oczywiście urządza wielką scenę zazdrości. Eve radzi sobie z nią najlepiej jak potrafi, czyli za pomocą siły… Niedługo później Pandora zostaje znaleziona brutalnie zamordowana w mieszkaniu Leonarda, a Mavis jest główną podejrzaną! Eve jest stuprocentowo pewna, że jej przyjaciółka jest niewinna i zamierza to za wszelką cenę udowodnić. Czy jej się to uda?
 
Książka rozpisana została na 20 rozdziałów, one jednak podzielone są na krótsze, maksymalnie kilkustronicowe scenki, przez co całość czyta się naprawdę komfortowo. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator bacznie podąża za Eve, nieraz korzystając ze swojej wszechwiedzy - zdradza nam nie tylko, co się dzieje dookoła, ale też co się dzieje we wnętrzu Eve, choć nie jest przy tym drugim mocno wylewny - nic dziwnego, Eve raczej nie jest osobą, która dopuszcza do siebie wiele uczuć. Styl powieści jest przyjemny, codzienny, dialogi lekkie i z nutką humoru, choć cała historia jest jak najbardziej poważna. Nie zauważyłam też tym razem potknięć przy korekcie książki, więc całość czytało mi się naprawdę gładko, płynnie i przyjemnie.
“(...) masz oczy koloru dobrej, starej whisky. Na ich widok człowiekowi zasycha w gardle.”
W tym tomie, pod kątem prywatnym postaci, skupiamy się w końcu na tym, co lubię - na psychologii, szukamy powodów, które odpowiedzialne są za to, kim Eve teraz jest. Od początku serii wiemy, że jest to kobieta z trudną przeszłością, jako dziecko musiała przeżyć coś naprawdę strasznego, bo w wyniku traumy straciła pamięć. Do momentu poznania Roarke'a skupiała się tylko i wyłącznie na pracy, teraz jednak zaczyna się otwierać też na prywatne doznania, na uczucia. I to sprawia, że zaczyna sobie przypominać. Dręczą ją koszmary, a ona sama musi się zmierzyć z przeszłością, ze wspomnieniami, które tak długo były w niej ukryte. Choć nie jest to wątek łatwy, to dzięki temu kreacja Eve dużo zyskuje na głębi, staje się w końcu pełnoprawną postacią, osobą, której przeszłości współczujemy i którą w końcu bardzo dobrze rozumiemy.
“(...) choć miałaś okropne, koszmarne dzieciństwo, to właśnie wtedy ukształtowała się twoja osobowość. Tym strasznym przeżyciom zawdzięczasz swoją siłę, współczucie dla słabszych i niewinnych, bogate życie wewnętrzne i upór. Nie zmienisz się pod wpływem wspomnień.”
W tym tomie Eve też sprawdza się w innej roli - przyjaciółki. Mavis dosłownie chwilę temu zarażała optymizmem i radością, teraz nagle musi się zmierzyć z możliwością spędzenia dalszego życia w więzieniu. Eve jako policjantka oczywiście od razu zaczyna szukać tropów, które pomogłyby jej złapać prawdziwego mordercę, musi być też jednak po prostu wspierającą, pocieszającą przyjaciółką. Jak sprawdzi się w tej kolejnej, jakże ludzkiej i empatycznej roli? Jako bohaterce, która emocje wykazuje poprzez działanie, rola pocieszycielki może być dla niej sporym wyzwaniem.
 
Sama Eve na stopie prywatnej i zawodowej ma bardzo różne interakcje międzyludzkie - z pracownikami, szefem, lokajem Roarke'a, samym Roarke'm, a my się im wszystkim dokładnie przyglądamy. Postacie drugoplanowe, jak sama nazwa wskazuje, są zdecydowanie mniej ważnymi kreacjami niż sama Eve, ale już tutaj widać kilka nazwisk, które będą się przewijać przez całą serię. Te postacie są charakterne, a jednocześnie całkiem sympatyczne.
Trochę inaczej rzecz ma się z postaciami zaplątanymi w intrygę kryminalną, gdyż wchodzimy tutaj w świat mody, a z drugiej strony również świat narkotyków. Mamy więc i szemrane towarzystwo, i towarzystwo pełne blichtru, pieniędzy, szukające sławy i rozgłosu. Jaki jest ich punkt wspólny?
 
Sama intryga kryminalna dosyć długo pozostaje niewiadomą - tropów jest mało, nic się ze sobą nie składa. Eve ma nie lada zagwozdkę, a my wraz z nią. Przyznam, że nie wpadłam na to, co będzie momentem przełomowym śledztwa, ale z ciekawością od początku śledziłam poczynania Eve, nie odczułam momentów, w których napięcie by opadało, zatem chyba jednoznacznie mogę przyznać, że intryga zbudowana została naprawdę dobrze. Autorka kręci i podsuwa nam różne motywy, i robi to naprawdę sprawnie - który z nich będzie kluczem do zagadki? Nie zdradzę stopnia jej trudności, żebyście mogli pogłówkować nad nią sami!
 
Skoro była mowa o wątku kryminalnym, muszę też wspomnieć o tym, bez czego Nora chyba nie istnieje, czyli i wątku romansowym. Na szczęście w tym tomie jest on bardzo ograniczony, zawiera się w sumie w jednej kilkustronicowej scence znajdującej się mniej więcej w środku powieści. Przyznam szczerze, że romansów nie czytam, nie odnajduję się w tych egzaltowanych opisach, dlatego w trzecim tomie ten fragment po prostu przekartkowałam - w nim akurat czuć, że był pisany prawie 30 lat temu, brzmi po prostu dziwnie. Podejrzewam jednak, że ci, którzy nie mają nic przeciwko romansom, będą odbierać ten wątek inaczej.
 
Serię Oblicza śmierci traktuję czysto rozrywkowo, nie byłabym jednak sobą, gdybym nie dogrzebywała się w powieści tematów wartych rozważenia. W “Kwiecie Nieśmiertelności” od strony prywatnej Eve przyglądamy się zagadnieniom takim jak: jaki wpływ mają na osobę dorosłą przeżycia z dzieciństwa oraz jak ważne jest, by pozwolić sobie emocje przeżyć. Zawodowo przyglądamy się pogoni za sławą i problemem uzależnień.
“(...) chciwość nie zna pojęcia salda kredytowego. Dotyka tak bogatych, jak i biednych.”
Podsumowując, “Kwiat Nieśmiertelności” to naprawdę dobra, kryminalna odsłona cyklu Oblicza śmierci. Książka mocno rozrywkowa, ale jednocześnie w odpowiednio solidną warstwą psychologiczną głównej postaci, do której powoli zaczynamy się przywiązywać. Nora Roberts w swoich kryminałach stawia na dobrą zagadkę i świetne kreacje postaci, makabry czy niesmacznych opisów tutaj nie ma, co sama sobie cenię. Jest skupienie na zbrodni, na szukaniu jej motywów i podejrzanych, przeplatane z prywatnością głównej bohaterki - dlatego, że ta prywatność wpływa też na jej życie zawodowe. Naprawdę dobrze spędziłam czas z tym tytułem i liczę, że tom czwarty będzie na podobnym poziomie, z podobnym wyważeniem wątków kryminalnych i romansowych!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
PS. Tomy serii da się czytać niezależnie.
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 23, 2024

"Zapomniane na śmierć" J.D. Robb

"Zapomniane na śmierć" J.D. Robb

Autor: J.D. Robb
Tytuł: Zapomniane na śmierć
Seria: Oblicza śmierci, tom 53
Tłumaczenie: Bogumiła Nawrot
Data premiery: 14.02.2024
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 512
Gatunek: powieść kryminalna
 
J.D. Robb to kryminalny pseudonim Nory Roberts, autorki powieści obyczajowych i romansowych, która publikuje już od prawie połowy wieku! Swoją karierę pisarską rozpoczęła w latach 80tych, w 1995 roku pojawiła się po raz pierwszy z serią futurystycznych powieści kryminalnych Oblicza śmierci, która wtedy miała być zaledwie trylogią. Teraz, trzydzieści lat później, seria zbliża się już do liczby sześćdziesięciu tomów! Aktualnie autorka wydaje dwa tytuły tej serii na rok, na polskim rynku jesteśmy pięć tomów do tyłu, u nas swoją premierę miał właśnie tom pięćdziesiąty trzeci pt. “Zapomniane na śmierć”. Oczywiście ze względu na ogromną liczbę tomów, każdy z nich da się czytać oddzielnie, sama z serią jestem dopiero od tomu pięćdziesiątego (recenzja - klik!). Jest to seria lekka, rozrywkowa, raczej pozbawiona fragmentów makabrycznych, zagadki kryminalne opierają się głównie na dobrej dedukcji i pracy śledczych. Jak na Norę Roberts przystało, oczywiście pojawia się w każdym tomie niewielki wątek miłosny, jednak biorąc pod uwagę kto stoi za tymi powieściami, nie ma nic dziwnego w tym, że nawet w kryminale u Roberts musi pojawić się i taki wątek. Na szczęście w większości przypadków bywa raczej marginalny.
 
Historia “Zapomnianych na śmierć” toczy się w przeciągu kilku dni w maju 2061 roku na terenie Nowego Jorku. Z samego rana wybierając się do pracy Eve zostaje wezwana na miejsce zbrodni - na jednym z placów budowy w Hudson Yards w kontenerze na śmieci zostały znalezione zwłoki około pięćdziesięcioletniej kobiety. Wygląda na to, że została uderzona w głowę, jej ciało zapakowano w folię i wrzucono do kontenera. Miejscowi policjanci szybko rozpoznają w niej pewną bezdomną, która kręciła się w tej okolicy, kobietę, która rozdawała wszystkim origami i zajmowała się notowaniem nawet najmniejszych wykroczeń jakich była świadkiem, często później przekazywała je policji. Zatem czy tej nocy na placu budowy widziała i zapisała coś, za przez co zginęła? Eve jeszcze nie zdążyła dokładnie zobaczyć miejsca zbrodni, kiedy dostaje kolejne wezwanie - zaledwie kilka przecznic dalej, w starym, rozbieranym teraz budynku znalezione zostały kości kobiety z niemowlęciem. Wygląda na to, że była w tym budynku zamurowana… Teraz jest to teren męża Eve, Roarke'a, ale zaledwie od niedawna, wykupił go od firmy Singer Family Developers, która tak się składa, że jest również właścicielem placu budowy, na którym znaleziono zwłoki bezdomnej… Czy to możliwe, by tego samego dnia odkryto dwie zbrodnie ze sobą powiązane, mimo że dzieli jest prawie czterdzieści lat?
 
Książka składa się z 23 rozdziałów i epilogu. Rozdziały są dosyć długie, ale podzielone są na scenki liczące po kilka stron, zatem ich lektura nie jest kłopotliwa. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora podążającego za Eve, który chętnie przedstawia czytelnikowi nie tylko zdarzenia, ale i emocje, myśli bohaterki. Książka pisana jest językiem codziennym, przede wszystkim oddającym powagę zbrodni, jednak w dialogach widać czasem rozładowujące napięcie nutki humoru. Czasami gdzieś tam w trakcie lektury trafiłam na nieco dziwne sformułowania, trochę też denerwowała mnie niekonsekwencja w stosowaniu feminatywów, ale jako że traktuję książkę czysto rozrywkowo, to nie zamierzam się specjalnie stylistyki czepiać. Ogólnie książkę czyta się lekko i bezproblemowo, tak jak powinno się czytać tego typu powieści.
“- Sądzicie, że to było zabójstwo! (...)
- Właśnie tym się zajmujecie. Zabójstwami.
- Ona nie zabija ludzi. Jest policjantką!”
Pewnie w każdej recenzji tej serii piszę, że postacie, jakie w niej dostajemy, są niezwykle kolorowe. Ale tak po prostu jest - każdy z ekipy śledczych ma coś, co go wyróżnia - a to kolorowe włosy, a to kolorowe krawaty, szpilki czy spodnie. To charakterna i wesoła ekipa, całkiem dobrze się ze sobą dogadująca. Jednak w tym towarzystwie oczywiście najważniejsza jest Eve, szefowa tego zespołu. Eve to solidna śledcza, która mocno zabiega o sprawiedliwość. Ale, choć znam ją od czterech tomów, dopiero w tym wzbudziła we mnie większe uczucie - w pewnym momencie naprawdę byłam dumna z jej podejścia do sprawy. Nic dziwnego, tym razem śledztwo prowadzi w dosyć smutne, pełne domowej przemocy rejony… Sama Eve kiedyś czegoś takiego doświadczyła, więc może dlatego te sceny były tak poruszające?
Eve, jako śledcza, jest skrupulatna i uważna, poświęca się śledztwu w pełni, jednak tym, co ważne w jej życiu, a co w każdym tomie też odgrywa swoją rolę, jest to, że zawsze wieczorem ma do kogo wracać. Jej związek z Roarke'em jest ważnym ogniwem tej serii, jej mocą, która sprawia, że nie traci woli walki za tych, którzy o siebie zazwalczyć już nie mogą.
“W moim słowniku nie ma miejsca na ‘jeśli nie’. Występuję w imieniu Alvy i wywalczę dla niej sprawiedliwość.”
W tym tomie zgłębiamy się w świat firm budowlanych i jak już wspomniałam, domowej przemocy. Akcja raczej specjalnie dynamicznie się nie toczy, śledztwo oparte jest głównie na szukaniu dowodów i przepytywaniu świadków, czyli klasycznych założeniach gatunku. I to jest fajne, to ciekawi i zajmuje - z przyjemnością śledziłam ścieżki myśli głównej bohaterki, która poprzez skrupulatne działania niestrudzenie parła do rozwiązania zagadki śmierci dwóch kobiet. Tu siła jest w dedukcji i sprytnym przepytywaniu świadków, nie makabrze. Intryga jest dobrze zbudowana, raczej nie jest mocno skomplikowana, ale i tak dałam się w pewnych momentach zaskoczyć.
“(...) śmierć jest zbyt łatwym rozwiązaniem. Kończy wszystko.”
Jak już wspomniałam na wstępie, cechą charakterystyczną serii (jeśli mogę wysuwać takie stwierdzenia po zapoznaniu się z czterema jej tomami) jest to, że pojawiają się niewielkie wątki erotyczne oraz fakt, że historia toczy się w niedalekiej przyszłości. I tak jak to pierwsze zawsze budzi we mnie lekkie zażenowanie, tak drugie za każdym razem okazuje się naprawdę fajnym smaczkiem. W tym tomie obydwie kwestie pozytywnie mnie zaskoczyły - ze scen romansowych była tak naprawdę tylko jedna, niespecjalnie długa, a jeśli chodzi o czas akcji, to muszę przyznać, że dobrze trafiło te polskie wydanie, gdyż bardzo szybko śledczy dochodzą, że kobieta, której kości znaleziono, prawdopodobnie została zabita w roku 2024, przez co możemy się przyjrzeć jak nasz czas aktualny został oddany z perspektywy akcji toczącej się prawie czterdzieści lat do przodu.
“Blizny i strupy po rozwianych marzeniach.”
Na koniec warte wspomnienia są też tematy, jakie przy okazji tych śledztw są poruszane. Oczywiście nie mogę omówić ich szczegółowo, by nie zepsuć Wam frajdy z lektury, więc mocno ogólnie - przyglądamy się tu różnym obliczom rodziny, tym, jak wyglądają one z zewnątrz i od środka, wszystkim tym pokręconym zależnością pomiędzy pozornie bardzo bliskimi sobie ludźmi.
“Nie był człowiekiem porywczym. Ani podłym. Miał tylko tę okropną słabość, która niszczyła w nim wszystko to, co dobre.”
Muszę przyznać, że “Zapomniane na śmierć” w mojej ocenie są naprawdę udanym tomem serii Oblicza śmierci. Wszystkie elementy, za które polubiłam tą serię przy pierwszej styczności, są w tym tomie wyeksponowane - ciekawe kreacje postaci, zagadka mocno osadzona na klasycznych założeniach gatunku, smaczki związane z czasem akcji i lekkość pióra. Do tego dochodzą jeszcze ciekawe tematy, momentami opisywane tak, że wzruszenie ściskało mnie za gardło. Dobry tom, miło spędziłam z nim czas!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!