Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania rafał terlecki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania rafał terlecki, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

grudnia 10, 2025

"Transakcja" Piotr Gajdziński

"Transakcja" Piotr Gajdziński

Autor: Piotr Gajdziński
Tytuł: Transakcja
Cykl: Rafał Terlecki, tom 6
Data premiery: 26.11.2025
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller polityczny / powieść sensacyjna
 
Piotr Gajdziński na polskiej scenie publicystycznej działał od końcówki lat 80-tych XX wieku. Przez pierwszą dekadę swojej kariery pracował jako redaktor i naczelny kilku magazynów, później ukierunkował się na dział public relations. Napisał kilka książek biograficznych i non-fiction, ostatnie lata jednak spędza na tworzeniu serii thrillerów politycznych z dziennikarzem Rafałem Terleckim, który po raz pierwszy pojawił się w 2023 w “Sierocińcu janczarów”. Jednak to dopiero rok 2025 stał się dla serii rokiem zmiany - w przeciągu jedenastu miesięcy autor dostarczył czytelnikom aż trzy tomy (recenzje - klik!), tym samym podwajając objętość serii, a jeden zdaje się coraz bardziej realny od drugiego… I choć “Transakcja” to już tom szósty z Rafałem Terleckim, to jednak można go czytać od reszty niezależnie.
 
Połowa marca 2025, Warszawa. Rafał Terlecki w końcu wiedzie nieco spokojniejsze życie - porzucił narażające jego bezpieczeństwo śledztwa polityczne, teraz prowadzi w telewizji program publicystyczny, w którym rozmawia z ludźmi związanymi z polityką. To przyjemna, spokojna posadka. Pewnego dnia jednym z jego rozmówców jest pułkownik wywiadu, z którym kiedyś spotkał się podczas jednego ze swoich śledztw. Teraz, po programie, to pułkownik prosi go o spotkanie, a choć Terlecki nie jest przekonany czy powinien na nie pójść, to jednak słowa pułkownika sugerujące, że chodzi o sytuację z Rosją, wzbudzają jego ciekawość na tyle, że zjawia się w wyznaczonym miejscu. To tam pułkownik mówi mu o rosyjskim agencie, którego zwerbowali jeszcze w latach 90-tych, a teraz ze względu na jego dość niepokojące doniesienia ze Wschodu, trzeba jego wiarygodność sprawdzić. Wywiad nie może zrobić tego oficjalnie, więc pozwolą znanemu dziennikarzowi trochę w ich imieniu powęszyć.. Czy jednak Terlecki powinien się na to zgodzić? Szybko dochodzi do wniosku, że mimo wszystko tęskni za prowadzeniem takich śledztw…
 
Książka rozpisana jest na 47 rozdziałów, które oznaczone są miejscem i datą opisywanych zdarzeń. Cała akcja rozgrywa się w przeciągu dwóch miesięcy, w większości toczy się w granicach Polski. Rozdziały są krótkie, kilkustronicowe, często dzielone również na krótsze fragmenty. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przede wszystkim z perspektywy Terleckiego, który jest postacią książki i serii przewodnią. Obok niego od czasu do czasu pojawiają się jednak inne perspektywy, jak choćby jego współpracowników (znanych z wcześniejszych tomów) czy rosyjskiego agenta. Styl powieści jest dość reporterski, przede wszystkim skupiamy się na oddaniu zdarzeń i zawiłości politycznych, emocje postaci pozostają w tle. Choć akcja toczy się linearnie, to jednak w tekście często pojawiają się wspomnienia dawnych spraw, czy wydarzeń politycznych, które nadają historii pełniejszego obrazu i umacniają ją zarówno w serii z Terleckim, jak i w naszej rzeczywistości - świat przedstawiony w powieści jest przerażająco podobny do tego, w którym faktycznie żyjemy. Przez te nagromadzenie informacji, faktów, polityki trzeba podczas lektury zachować czujność i koncentrację, bo chwila nieuwagi zagwarantuje kompletnie pogubienie się w historii. Pod kątem języka powieść jest dostosowana do przeciętnego odbiorcy, zdania dość krótkie, co ułatwia odbiór zawiłej momentami treści.
“(...) nasz świat zwariował, nic już nie jest takie jak kiedyś.”
Historia oparta jest na szkielecie powieści sensacyjnej, znajdziemy więc w książce wszystkie jej kluczowe elementy. Akcja momentami toczy się szybko z zagrożeniem życia postaci, są też i sceny, w których na plan pierwszy wysuwa się lekki erotyzm. A jednak mimo tych sensacyjnych elementów tym, co w powieści pozostaje na planie pierwszym, jest polityka. I to ta całkowicie realna, dokładnie taka, jakiej w Polsce wiosną (i teraz też) doświadczyliśmy. Mimo fikcji literackiej, książka napakowana jest tym, co wydarzało się na scenie politycznej naprawdę, zawiera bardzo dużo realnych komentarzy na jej temat. Autor porusza temat wojny w Ukrainie, rosyjskich aspiracji do poszerzania granic i wpływów ich państwa, podejście oligarchów do władzy i życia w ogóle. Jednak tym razem nie tylko nasze oczy kierują się na Wschód, ale i na Zachód. Sytuacja z USA, z Trumpem u steru też nie pozostaje bez trafnych komentarzy, dostajemy przewidywania i opinie tego, jak cała gospodarka polityczna może toczyć się dalej i jak Polska może się w niej odnajdywać. A choć może nie napawa to optymizmem, to ważne, byśmy mieli tego świadomość - dzięki tej wiedzy stajemy się świadomi, możemy reagować, decydować o własnym losie i życiu w polskiej rzeczywistości. Zatem choć polityki, zależności pomiędzy państwami jest tutaj sporo, to są to tematy ważne dla naszej świadomości, a zatem warte wysiłku poznania.
“Macie dwa stronnictwa, a to nie pomaga. Sami sobie podstawiacie nogi, a tego w Ameryce, nawet tej obecnej, nie rozumie się i nie lubi.”
Poza samą polityką ważną rolę pełnią rozgrywki pomiędzy wywiadami różnych krajów. Przyglądamy się pracy agentów od środka, ich dylematom, poczuciu misji, ale też i tej niepewności, która towarzyszy im na co dzień. Tym, kto dosadnie nam to przedstawia, jest agent rosyjski żyjący w Polsce, a dzięki temu możemy przyjrzeć się jak duży kontrast ciągle istnieje pomiędzy życiem w Polsce a Rosji, jak i kulturą ich mieszkańców. Skoro wydarzenia polityczne są prawdziwe, podejrzewam więc też, że i w tę relację możemy wierzyć.
“Kremlowscy panowie nigdy nie godzą się, aby świat, który stworzyli, nagle zniknął. Tylko on zapewnia im władzę i pieniądze. Bajdurząc wciąż o wojnie i zachodnim imperializmie, mogę trzymać rosyjski naród za mordę. To stara strategia, ale wciąż skuteczna (...).”
Oczywiście intryga, choć osadzona w przestrzeni bardzo realistycznej, jest fikcyjna, choć częściowo składa się z prawdziwych punktów historycznych sięgających nawet i czasów końca PRL-u. Zagadka, jako że uwikłana mocno w politykę, jest zawiła i skomplikowana, jednak rozpisana logicznie i finalnie satysfakcjonująca.
“(...) udało im się wedrzeć do politycznej kuchni i odsłonić sporo jej starannie skrywanych tajemnic. I cynizmu.”
A co z postaciami serii? Terlecki w porównaniu do dwóch poprzednich tomów, momentami wydaje się już zmęczony, może nawet wypalony. Zaczyna zwraca się ku swojej rodzinie, ku własnemu spokojowi ducha, który po tak wielu trudnych, zagrażających życiu śledztwach, bardzo ciężko jest mu osiągnąć. Ta sprawa, na którą dość opornie zgadza się teraz, a w którą, jak rasowy dziennikarz, ostatecznie angażuje się całym sobą, w zapewnieniu spokoju też nie pomaga… czy to pierwsze oznaki tego, że Terlecki powoli zaczyna mieć dosyć? Przyznam, że w “Transakcji” Terlecki wydaje się bardziej ludzki, bardziej wątpiący.
Oczywiście poza nim pojawia się trochę postaci, które znamy już z poprzednich tomów, choć to dla czytelników serii po prostu miły dodatek, a nie przeszkoda dla tych, co sięgną po ten tytuł od reszty serii niezależnie.
“Pan redaktor lubi się babrać w historii, to jego życiowa pasja (...).”
Choć “Transakcja” to fikcja literacka, to tym, co wzbudza w niej mój największy podziw, jest ogromna wiedza polityczno-historyczna autora, którą potrafi ubrać w słowa zrozumiałe dla laików tego tematu. Dzięki temu czytelnik może zyskać świadomość sytuacji i wynikające z niej przestrogi. Jest to więc fikcja tak bliska naszej realności, jak to tylko możliwe, nastawiona na nie tylko rozrywkę, ale i dostarczenie czytelnikowi wiedzy. Przez to może nie być lekturą najłatwiejszą, ale w zamian za koncentrację i skupienie odpłaca się czymś, co faktycznie w życiu możemy wykorzystać. A co z fikcją? Ubrana w sensacyjne ramy, prowadzona jest sprawnie, a dzięki kilku perspektywom, interesująco szeroko. I jak zawsze jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Terleckiego!
“Może cię to szokować, ale nawet wrogie sobie służby czasem ze sobą współdziałają, aby posprzątać po politykach.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 03, 2025

"Operacja Monastyr" Piotr Gajdziński

"Operacja Monastyr" Piotr Gajdziński

Autor: Piotr Gajdziński
Tytuł: Operacja Monastyr
Cykl: dziennikarz Rafał Terlecki, tom 4
Data premiery: 29.01.2025
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 448
Gatunek: powieść sensacyjna / thriller polityczny
 
Piotr Gajdziński to polski dziennikarz, biograf, publicysta, a od niedawna także autor powieści beletrystycznych. Na rynku książki debiutował już w latach 90-tych ubiegłego wieku, jednak wtedy trzymał się literatury faktu - pisał przede wszystkim biografie znanych polityków z czasów PRL-u i okresu przejściowego, który nastał po nim. Dopiero w 2023 roku debiutował w gatunku fikcji - wydał “Sierociniec Janczarów”, czyli pierwszy tom z dziennikarzem Rafałem Terleckim. Aktualnie liczy on cztery części, piąta jest w trakcie tworzenia. Książki tego cyklu zbudowane są tak, że bez problemów można je czytać bez zachowania kolejności chronologicznej. Sama zapoznałam się na razie tylko z częścią najnowszą pt. “Operacja Monastyr”, która zabiera czytelnika w tematy mocno polityczne - z opisów poprzednich mam wrażenie, że do tej tematyki zalicza się również tom poprzedni, a dwa pierwsze wydają się nieco bardziej kryminalne.
 
Historia „Operacji Monastyr” rozpoczyna się jeszcze w latach 80-tych XX wieku - w tym czasie Rosja szykowała się do politycznych zmian na rynku europejskim, świadoma, że działania przeciwko komunizmowi nabierają tempa. U szczytu zapadła więc decyzja, by rozpocząć tajne operacje, które będą miały na celu zachowanie ich potęgi, ich światowych wpływów…
Czasy współczesne, Warszawa. Rafał Terlecki otrzymuje od swojego przełożonego dziwny artykuł - opowiada on o nadużyciach wobec dzieci na obozie, których miał dopuścić się opiekun. Patrząc pod względem dziennikarskim, nie jest to temat przełomowy, ani też zgodny z kierunkiem publikacji Terleckiego - jest przecież reporterem politycznym. Mariusz jednak uświadamia go, że chodzi tu o coś więcej – opiekun dzieci i cały obóz znajdują się pod zwierzchnictwem świeckiego zakonu Towarzystwa Chwały Jedynego Boga, który może być powiązany z wpływami rosyjskimi… Na ich tropie jest dziennikarz Maciej z portalu News24, który chce połączyć swoje siły z Terleckim. Czy faktycznie zakon to przykrywka do tajnych działań wywiadu rosyjskiego? Dziennikarze zaczynają węszyć, nie wiedzą jednak na jak ogromne niebezpieczeństwo się narażają… Czy uda im się upublicznić temat zanim ktoś zaczai się na ich życie?
“Kaganiec nałożony na pyski zachodnich polityków był systematycznie zacieśniany. Byli coraz bardziej uzależnieni od rosyjskich surowców, głównie ropy i gazu, ale przecież nie tylko, coraz bardziej uwikłani w finansowe interesy i coraz bardziej zachwyceni Władimirem Władimirowiczem Putinem.”
Książka składa się z 55 rozdziałów, których akcja toczy się naprzemiennie w roku 2023 z perspektywy polskich dziennikarzy oraz w przeszłości (od lat 80-tych XX wieku po teraźniejszość) z perspektywy rosyjskiego wojskowego Lebiediewa, który odpowiedzialny był za Operację Monastyr - rozdziały osadzone w czasach aktualnych przeważają. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący, z łatwością wchodzi w głowy postaci, z perspektywy których w danym momencie historię opisuje, choć głównie skupia się po prostu na oddaniu zawiłości samej sprawy - emocje postaci są na dalszym planie. Stylistycznie książka prowadzona jest poprawnie, dialogi wypadają swobodnie, czasami pojawiają się przekleństwa, ale są one stosowane adekwatnie do sytuacji, więc w oczy nie kłują. Całość czyta się płynnie, trzeba jednak zachować sporą koncentrację - autor nagromadził w historii bardzo wiele faktów oraz politycznych zależności.
“My, Rosjanie, zawsze uważaliśmy, że przetrwamy tylko dzięki silnemu państwu. Bo jak inaczej można przetrwać w kraju, w którym wszystko, co ważne, wszystkie życiodajne surowce naturalne znajdują się pod grubą warstwą śniegu i lodu? Naród to rozumie i on z własnej woli nigdy nie doprowadziłby do rozwalenia swojego państwa.”
Głównym punktem skupienia książki jest Rosja, sposób jej wpływania na politykę krajów sąsiednich i dalszych. Przyglądamy się jak zmieniały się rządy w tym kraju poprzez losy Lebiediewa, jak zachowywano jego spójność i rozprzestrzeniano informacje o jego wielkości. Autor w ciekawy, ale równocześnie mocno niepokojący sposób opisuje działania współczesne kraju ukierunkowane na szerzenie w sieci dezinformacji - dokładnie przygląda się temu, w jaki sposób da się kontrolować opinię publiczną. W świecie, gdy informacje czerpiemy głównie, w przeważającej liczbie właśnie z internetu, takie przedstawienie sprawy budzi niepokój - bo w jaki sposób mamy odróżnić co jest prawdą, a co manipulacją?
“Rozpoczęła się operacja Monastyr, której celem była odbudowa rosyjskich wpływów w Europie i podporządkowanie sobie nowych elit politycznych w dawnych krajach sowieckiego imperium.”
Ta część historii zdaje się najbliższa realności, temu, co w naszym świecie dzieje się naprawdę. Jest to temat trudny, ale ważny, szczególnie w tych czasach - autor w posłowiu książki przestrzega, że wojna w Ukrainie to nie cel sam w sobie, a Rosja na tym ataku nie poprzestanie. To niepokojąca, ale ważna dla naszej świadomości, dla naszej refleksji perspektywa.
“Wbrew pozorom w tym nażartych, pewnych siebie ludziach kryją się ogromne pokłady strachu. Boją się, że to nagromadzone przez lata bogactwo nagle zniknie, ktoś im je zabierze, ukradnie ich wygodne życie. Nasza rola polega na podsycaniu tych lęków. Nie chodzi o jednorazową akcję, ale o to, aby podpiekać ich na wolnym ogniu, codziennie, bez chwili wytchnienia bombardować budzącymi strach wiadomościami, przejaskrawiać ich znaczenie, pompować najdrobniejsze korzystne dla nas fakty.”
Nieco bardziej fikcyjny jest zakon Towarzystwa Chwały Jedynego Boga, choć też nie można powiedzieć, że jest to twór całkowicie wymyślony. Takie świeckie zakony istniały, istnieją nadal, a my na przykładzie tego fikcyjnego możemy przyjrzeć się jak duży zasięg, jakie wpływy może mieć taka organizacja i na czym opiera się jej funkcjonowanie.
“To są ludzi uważający się za obrońców wiary, współczesnych rycerzy broniących Jerozolimy przed Saracenami. Ale nie tylko, także za obrońców europejskiej cywilizacji.”
Obydwa zagadnienia zostają spięte fikcyjną intrygą, którą bada Rafał Terlecki. Jego dziennikarskie śledztwo jest zajmujące, przebiega dynamiczne, szybko przekonujemy się też, jak duże niebezpieczeństwo może na bohatera ściągnąć. To tutaj mamy więc te emocje charakterystyczne dla powieści sensacyjnej, dla thrillera, choć działania Terleckiego cały czas pozostają tylko pretekstem do opowiedzenia o dwóch wcześniejszych punktach.
“Emocje, musimy wzbudzać emocje. To one są fundamentem chaosu (...).”
“Operacja Monastyr” to powieść bogata - w informacje, w wydarzenia, w zawiłości polityczne, we wpływy, o których nigdy nawet byśmy sami nie pomyśleli. To literackie ostrzeżenie o tym, jak łatwo w tych czasach władze krajów mogą manipulować informacją, a równocześnie podkreślenie tego, jak ważna jest wolność prasy, wolność słowa - to tylko dzięki niezależnym dziennikarzom, ich niezależnym śledztwom możemy dowiedzieć się jak jest naprawdę. Tylko jak odsiać prawdę od manipulacji, kiedy w aktualnych czasach tak łatwo wszystko podrobić? Z pewnością jest to książka wymagająca skupienia - różne kraje, postacie, zależności to coś, co nieustannie trzeba bacznie śledzić, by się w zawiłościach fabuły nie pogubić, myślę jednak, że warto ten wysiłek uczynić - można zyskać dzięki książce sporo świadomości politycznej, ale też ciągle dobrą, podszytą wątkiem kryminalnym rozrywkę.
“(...) śmierć nie unieważnia naszych czynów. Ani tych dobrych, ani tych plugawych (...).”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 26, 2025

"Sukcesja" Piotr Gajdziński

"Sukcesja" Piotr Gajdziński

Autor: Piotr Gajdziński
Tytuł: Sukcesja
Cykl: dziennikarz Rafał Terlecki, tom 5
Data premiery: 11.06.2025
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller polityczny
 
“Sukcesja” to piąta powieść Piotra Gajdzińskiego z cyklu z dziennikarzem Rafałem Terleckim śledzącym polityczne intrygi. Po lekturze dwóch chyba mogę już stwierdzić, że każdy tom bez najmniejszych problemów można traktować od serii niezależnie - u tego autora liczy się przede wszystkim historia i przekaz, jaki sobą niesie. Przekaz niewesoły, który bez skrupułów odsłania ciemne strony polityki lat współczesnych posiłkując się na historiach z przeszłości. Swoją wiedzę, którą teraz tak umiejętnie w powieści wplata, autor budował latami. Od zawsze zainteresowany był polityką, ale od tej dziennikarskiej strony - przez lata był dziennikarzem i publicystą znanych polskich magazynów, później był rzecznikiem jednak z polskich banków. W tym czasie pisał książki non-fiction, głównie biografie polityków z czasów PRL-u. Dopiero w 2023 roku narodził się Terlecki, który w “Sierocińcu Janczarów” po raz pierwszy pozwolił nam towarzyszyć w tworzeniu swojego reportażu. Ten tytuł to debiut autora w literaturze beletrystycznej. Dwa lata później Terlecki ma za sobą pięć śledztw, a o najnowszym opowiada “Sukcesja”.
 
Warszawa, druga połowa września 2023 rok. Rafał Terlecki jest w trakcie urlopu, kiedy odbiera telefon z redakcji - dzwoni pani Basia, sekretarka, która cieszy się dużym poważaniem w biurze, z informacją, iż przyszedł do Rafała list. Tradycyjny, papierowy, z Sycylii. Kobieta jest pewna, że to coś ważnego, więc pilnie przesyła go Terleckiemu kurierem. Okazuje się, że pani Basia w żadnym razie się nie myliła - nadawcą listu jest były funkcjonariusz służb specjalnych, który przyznaje, że brał udział w aferze FOZZ, grubym przekręcie, w wyniku którego polscy podatnicy zostali okradzeni, ale to tak naprawdę według niego tylko czubek góry lodowej, a on chciałby Rafałowi o tym więcej opowiedzieć. Bo umiera i czuje, że to czas najwyższy na spowiedź, a tym samym pokrzyżowanie planów współczesnym politykom, przede wszystkim premierowi Marcinowi Lassocie. Na potwierdzenie przesyła zdjęcia, w które Rafał wierzy i już bukuje bilet na Sycylię… Sprawa jest jednak delikatna, trzeba działać po cichu, bo kto wie, co się stanie, kiedy politycy dowiedzą się, że ktoś mąci w ich planach i interesach…
“(...) nie sposób zrozumieć wydarzeń dnia dzisiejszego, nie znając wydarzeń z poprzednich lat. Widzi pan, oni bardzo stanowczo odżegnują się od Peerelu, ale tak naprawdę tkwią w nim bardzo głęboko, nawet ci najmłodsi. I nie mają oporów, ani z niego czerpać.”
Książka rozpisana jest na 47 rozdziałów - każdy opatrzony jest datą i miejscem wydarzeń. Akcja toczy się dwutorowo: raz obserwujemy postępy śledztwa dziennikarskiego Rafała, w którym współpracuje z dwójką młodych dziennikarzy: Julią i Markiem, a raz premiera Marcina Lassotę od momentu, kiedy został premierem. Mamy więc dwa okresy czasowe: dziennikarskie śledztwo trwa od połowy września do końca października 2023 oraz historię prowadzoną od września 2021, choć tak naprawdę w niej dostajemy pełny życiorys Lassoty. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, styl powieści jest dość reporterski - autor nie bawi się w opisywanie uczuć swoich bohaterów, oni mają oddać historię i na tym się skupiamy. Tekst jest zatem nafaszerowany informacjami, datami, nazwiskami, powiązaniami, a co za tym idzie - jest wymagający, czytelnik musi być ciągle stuprocentowo na tekście skupionym, by niczego nie przegapić, by nie wypaść z rytmu obiegu informacji, bo jeśli tak się stanie, to i fabuła stanie się niezrozumiała. Język powieści jest zrozumiały dla zwyczajnego czytelnika, mimo całej tej politycznej otoczki autor nie zarzuca nas specjalistycznym słownictwem. Dialogi rzadko kiedy są krótką wymianą zdań, w większości służą do zdobywania informacji, a zatem wypowiedzi rozmówców bywają złożone.
„Zemsta to bardzo silny motywator. A kobieca zemsta to nie tyle sztorm, co tsunami.”
Akcja powieści złożona jest z różnych elementów - są dobre wątki sensacyjne, które często stanowią twisty fabularne, w których akcja toczy się bardzo szybko. Są jednak też wątki bardziej statyczne - tajne spotkania, narady czy wywiady, jakie Rafał i jego współpracownicy przeprowadzają, które toczą się w jednym miejscu, na siedząco, a tym, co buduje napięcie jest rozmowa. Autor dobrze operuje obydwoma elementami, przez co uwaga czytelnika utrzymuje się na stałym poziomie przez całą lekturę.
“Był lojalny wobec siebie, swoich planów i ambicji. Uważał to za najważniejsze. A ludzi, których los z nim zetknął, uważał tylko za szczeble, a czasem aż szczeblem, w drabinie, po której wspinał się wyżej i wyżej.”
A intryga zbudowana jest ze zlepków wiele elementów historii - zarówno tej, która wydarzyła się naprawdę, jak i tej fikcyjnej, uzupełniającej luki, spinającej wszystkie wątki w jedną całość. I tak poza współczesnymi politycznymi aferami sięgamy też wstecz. Sporo jest o czasach PRL-u, o przesiedleniach i działaniach SB, jak i tajnych agentów. Jest wątek nieco bardziej sensacyjny - tajemniczy skarb, który podobno naziści ukryli w pałacu w Radomierzycach przed samym zakończeniem wojny. Niektórzy mówią, że to skarb, jednak bardziej prawdopodobna wydaje się wersja, że są to tajne dokumenty. Dokumenty, których teraz ktoś szuka - kto i dlaczego? Jest morderstwo na Sycylii, są i polskie głośne morderstwa sprzed lat. Intryga jest wielowątkowa, angażuje wiele postaci, a każdy wydaje się mieć inne motywacje i niekoniecznie są one takie, jak oficjalnie przyznają…
“Dawno temu zdał sobie sprawę, jak ważną rolę w polityce odgrywają pieniądze, ale po trzech latach aktywnej w niej obecności wiedział, że jest to znacznie istotniejsze, niż kiedyś sądził. Jego doświadczenie wskazywało, że władza jest niezrównanym afrodyzjakiem, a jego oddziaływanie rośnie w połączeniu z dużymi pieniędzmi.”
Najciekawszą jednak postacią jest premier Marcin Lassota, to dzięki niemu mamy zrozumieć, jak funkcjonuje wielu współczesnych polityków. Bo jest to kreacja niezwykła i dość przerażająca - kiedyś sam stał się ofiarą, a to zapoczątkowało jego przemianę w człowieka bezwzględnego, dbającego tylko o swoje interesy, dążącego do władzy, coraz większej władzy i coraz większych pieniędzy. Przyglądamy się jego planom, jego współpracownikom i relacjom z nimi - wszystko tu jest takie zimne, wyrachowane. Bohater przedstawiony jest jednoznacznie, to on jest tym złym, a my obserwujemy go, by czegoś się nauczyć.
“Uświadomił sobie, że jego przywództwo jest oparte wyłącznie na pieniądzach i korzyściach, które im daje. Bolesne doświadczenie. Rozczarowujące.”
To tak naprawdę jedyna postać, która się wyróżnia, bo reszta jest po prostu nośnikiem historii. Są nim dziennikarze, są nimi ich rozmówcy. Czytelnik raczej się w ich życie, w ich emocje nie angażuje, czuje jedynie, że są to osoby, którym zależy na prawdzie, na tym, by przedstawić społeczeństwu jasny obraz tego, w jakim kraju żyjemy.
“Chciał tylko pokazać, jakimi metodami posługują się politycy, aby zdobyć większe wpływy. I ile czasu, sił oraz pieniędzy trawią na swoje wojenki.”
Bo właśnie te przesłanie książki wydaje się najważniejsze. Autor poprzez historię odsłania przed nami mechanizmy polityków, tego co tak naprawdę myślą, gdy głośno do kamer mówią, że dbają o dobro obywateli. Bo choć ustrój od czasów PRL-u się zmienił, funkcjonowanie państwa się zmieniło, to jeśli chodzi o politykę, nie możemy mówić o zmianie na lepsze - zamiast PRL-owskiej korupcji, teraz każdy walczy o władzę. Dla siebie, nie dla dobra innych. To obraz przerażający, ale warty uświadomienia.
“Politycy stają się coraz bardziej żarłoczni. Kiedyś kradli, dzisiaj starają się zawładnąć całym państwem.”
Autor jednak lekko osładza te gorzkie przesłanie małymi przyjemnościami - krajobrazem Sycylii i dobrym jedzeniem. Choć Rafał nie spędza tam wiele czasu, to charakter tej wysypy oddany jest w wielkim skrócie - od wyprawy po Palermo i po małe okoliczne wioski.
“To Sycylia! Tutaj albo jeździsz z fantazją, albo inni kierowcy traktują cię jak fajtłapę.”
“Sukcesja” to powieść złożona, skomplikowana, która wymaga od czytelnika uwagi. Nie jest to przytyk - autor po prostu oddaje esencję tego, co chce przekazać, nie stosuje półśrodków, nie stosuje rozpraszaczy, mamy się skupić na tym, co ważne. Bo obranie maskujących warstw polityków jest ważne, a to właśnie dostajemy w postaci Marcina Lassoty, dokładnie obserwując jego historię jak stał się tak podłym człowiekiem jakim jest teraz. Podłym, bezwzględnym, a jednak tym, który został premierem… Wokół niego budują się różne wątki, od statycznych po typowo sensacyjne, miesza się prawda historyczna z fikcją. Wszystko to jest przemyślane, jest odpowiednio wkomponowane, ma sens, który objawia się nam na koniec, a czytelnik przez większą część lektury próbuje dojść do tego, jak te wszystkie elementy spinają się w całość. Historia swoją wielowątkowością i dopracowaniem budzi podziw, muszę jednak podkreślić, że raczej polecam ją przede wszystkim tym, którzy wątków politycznych się nie boją, bo to na nich oparta jest cała konstrukcja powieści.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 16, 2025

Kilka pytań do... Piotra Gajdzińskiego, autora "Operacji Monastyr"

Kilka pytań do... Piotra Gajdzińskiego, autora "Operacji Monastyr"

Dlaczego Piotr Gajdziński zdecydował się w "Operacji Monastyr" poruszyć tak drażliwy temat, jakim teraz jest Rosja i jej wpływ nie tylko na Europę, ale i cały świat, kto powinien sięgnąć po ten tytuł, czy książki z dziennikarzem Terleckim trzeba czytać w kolejności chronologicznej i co autor zmienił w tej postaci po sugestii swojej redaktorki, czy podróżuje do miejsc, które później w swoich książkach opisuje i co musi nadrobić w kolejnej swojej powieści?

Zapraszam na rozmowę z Piotrem Gajdzińskim!

fot. Katarzyna Gajdzińska
Piotr Gajdziński notka biograficzna:
Absolwent Wydziału Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, publicysta miesięcznika "Odra". Autor biografii Władysława Gomułki, Edwarda Gierka i Wojciecha Jaruzelskiego, książek o Leszku Balcerowiczu, Józefie Piłsudskim i Mateuszu Morawieckim. Napisał także między innymi "Imperium plotki, czyli amerykańskie śniadanie z niemowląt" i "Anatomię zbrodni nieukaranej" oraz trzy powieści sensacyjne: "Sierociniec janczarów", "Szczurzy szlak" oraz "Fabryka szpiegów".


I część wywiadu

 - opublikowany został również na onet.pl


Kryminał na talerzu: Mimo wieloletniego doświadczenia w posługiwaniu się piórem, dopiero niedawno zwrócił się Pan ku beletrystyce, a dokładniej mówiąc ku powieści sensacyjnej – skąd przyszła taka potrzeba i jak się Pan w takiej formie odnajduje?

Piotr Gajdziński: Wcześniej pisałem przede wszystkim o polityce lub jej obrzeżach, wydałem trzy biografie byłych I sekretarzy KC PZPR (Gomułki, Gierka oraz Jaruzelskiego) i to było inne pisanie, poruszanie się w zupełnie innym reżimie. Chciałem spróbować czegoś innego, co pozwoliłoby mi spożytkować tamtą wiedzę, ale jednak wejść na nowy teren. Wydaje mi się, że była to dość naturalna ewolucja, przy czym cały czas bardzo pilnuję, aby moje książki były bliskie prawdy, rzeczywistych wydarzeń, możliwych ludzkich motywacji i emocji, aby akcja nie była wyimaginowana, a bohater przy pomocy jednego magazynka nie wystrzelał całego oddziału komandosów z Navy SEALs. Stąd waga, którą przywiązuję do reaserchu i weryfikacji faktów. 


„Operacja Monastyr” to czwarta Pana powieść, a zarazem kolejna, w której pojawia się dziennikarz Terlecki. Czy konieczne jest czytanie wszystkich książek chronologicznie? 

Nie, każda książka jest osobnym bytem, a łączy je tylko dziennikarz Rafał Terlecki oraz kilka mniej znaczących postaci, które pojawiają się i w „Sierocińcu janczarów”, i „Szczurzym szlaku”, w „Fabryce szpiegów” i wreszcie w „Operacji Monastyr”. Trzy pierwsze książki wiąże jeszcze miejsce akcji – Wolsztyn, moja rodzinna miejscowość, urocze miasteczko położone w zachodniej Wielkopolsce między dwoma jeziorami. Miejsce fascynujące także dlatego, że po odzyskaniu niepodległości Wolsztyn leżał na pograniczu polsko-niemieckim i był zamieszkany nie tylko przez Polaków i Niemców, ale także sporą grupę Żydów.


„Operacja Monastyr” kieruje naszą uwagę na Wschód, na naszych sąsiadów, budzącej niechęć Rosji. Odsłania sposoby działania tego kraju, stosunek do władzy i w jaki sposób wpływa on na Europę i świat. Dlaczego uwikłał Pan Terleckiego w intrygę z Rosją w roli głównej? I czy nie obawia się Pan, że jest to jednak temat, którego czytelnicy w tym momencie wolą unikać?

To ważny temat, powiedziałbym, że egzystencjalny. Nie ma nic ważniejszego niż to, co w drugim dziesięcioleciu XXI wieku zostało zapoczątkowane w Rosji, bo to zmieniło nie tylko ten kraj, nie tylko sytuację na terenach dawnego Związku Sowieckiego, ale też w Europie i na świecie. Chyba nie do końca zdajemy sobie sprawę, że Putin uruchomił procesy, które grzebią znany nam świat, ten wyznaczany przez pokój i globalizację. To większa zmiana niż w 1989 roku, gdy runął Mur Berliński. Większa, a przede wszystkim znacznie bardziej dramatyczna. Wpełzamy w nową rzeczywistość, w bardzo burzliwy okres, tylko nie bardzo zdajemy sobie jeszcze z tego sprawę i nie umiemy zdefiniować, co się z tego chaosu wyłoni.


Zwracam uwagę na polityczny aspekt Pana książki, bo znakomicie pokazuje Pan, w jaki sposób nie tylko pośrednio, przez decyzje polityków, ale i bezpośrednio, jesteśmy poddawani rosyjskim wpływom. Na przykład bardzo wyraźnie opisuje Pan, jak Rosja sieje dezinformację w sieci, czyli w miejscu, w którym każdy z nas jest narażony na taką manipulację. No właśnie - jak nie dać się zmanipulować, jak odróżnić prawdę od politycznych działań?

To jest niezwykle trudne, a w świecie mediów społecznościowych obawiam się niemal niemożliwe - dezinformacja stała się bardzo wygodnym i niezwykle tanim narzędziem, przy pomocy którego można dezintegrować społeczeństwo i w dużym stopniu paraliżować całe państwa. Sowieci, a raczej wszystkie państwa totalitarne, zawsze kładły duży nacisk na propagandę, ale kiedyś przez swój prymitywizm była ona dość łatwa do rozpoznania. Dzisiaj jest inaczej, Moskwa nauczyła się stosować subtelne metody i robi to znakomicie. Już nie przekonują, że ludziom w Tule lub Władywostoku żyje się lepiej niż w Paryżu czy Warszawie, ale uwypuklają negatywne zjawiska na Zachodzie, przekonują, że wszyscy jesteśmy oszukiwani, okłamywani, okradani, że nie ma dla nas przyszłości. To są działania mające podważyć wszystkie znane prawdy i wywołać nie miłość do Rosji, ale niechęć do naszego świata, ciągły niepokój, strach i chaos. Gdy powiedzmy we Francji rozbije się mały prywatny samolot, którego pilot zginie, to w mediach społecznościowych znajdzie Pani informację pod hasłem „Katastrofa samolotu w Paryżu. Nikt nie przeżył”. Niby prawda. Niby. Rosyjska dezinformacja jest oparta właśnie na niby-prawdzie.


Wspomina Pan też, że właśnie poprzez działania w sieci inne państwa mogą wpływać na to, jak obywatele postrzegają swój kraj, swój rząd. Czy można to w jakimś stopniu odnieść do sytuacji, jaką jeszcze niedawno mieliśmy w naszym kraju?

Jeśli Pani pozwoli trochę ucieknę od tego pytania i przywołam przykład Rumunii. W grudniu ubiegłego roku tamtejszy Sąd Konstytucyjny unieważnił wybory prezydenckie udowadniając, że zwycięzca pierwszej tury, Călin Georgescu, nacjonalista i demagog, był bardzo wydatnie wspierany przez Rosję i to jej wsparciu zawdzięczał swój sukces. W Rumunii to udowodniono, ale przecież podobne, bardzo poważne podejrzenia dotyczyły wyborów także w wielu innych krajach. Rosja będzie to robiła, cały czas udoskonala swoje narzędzia i metody, a obrona przed nimi jest bardzo trudna. Mam wrażenie, że w Polsce nie jest aż tak źle, ogromna większość Polaków ma świadomość, jakie geopolityczne niebezpieczeństwo stwarza moskiewska satrapia, ale na Zachodzie tego brakuje. Dobrym przykładem są Niemcy, gdzie nadal królują pacyfistyczne poglądy, podczas gdy wschód Europy płonie.


To teraz pomówmy jeszcze chwilę o zakonach świeckich – ten pojawiający się w Pana książce jest oczywiście fikcją literacką, ale w posłowiu wspomina Pan, że takie zakony nadal istnieją. Czemu one służą? Czy mają realną władzę i wpływ, czy raczej podsycają fanatyzm?

Tak, Towarzystwo Chwały Jedynego Boga jest fikcyjnym zakonem, ale świeckie zakony oczywiście istnieją. W ich działalności nie ma niczego zdrożnego, większość z nich robi dobrą robotę, zajmując się między innymi działalnością charytatywną. Gromadzą ludzi głęboko wierzących, dla których wiara jest ważna. Ale potencjalnie mogą być wykorzystywane do złych celów i na tym zasadza się akcja „Operacji Monastyr”. To nie jest pomysł wzięty z sufitu, bo polscy dziennikarze udowodnili jednej ze świeckich międzynarodowych organizacji katolickich powiązania finansowe z Rosją.



Czy trudno było napisać taką książkę? Co przyniosło najwięcej trudności: zawiłości polityczne, research, czy może wymyślenie intrygi?

Tak, wymyślenie intrygi, a raczej jej sprecyzowanie. Sama intryga nie jest znowu aż tak daleka od rzeczywistości, właściwie jej elementy uważny czytelnik mediów i analiz politycznych dostrzega wokół siebie niemal codziennie. 


Mimo tego, iż książka jest mocno osadzona w zawiłościach politycznych, to jednak tym, co wiąże wszystko w jedną spójną całość jest śledztwo dziennikarskie Terleckiego. Lubi Pan tę postać?

Tak, raczej tak. Terlecki trochę ewoluuje, to na skutek sygnałów, które napłynęły od czytelników. W pierwszych książkach mój bohater jest strasznym birbantem, spożywa duże ilości rozlicznych alkoholi, zwłaszcza burbona. Teraz się trochę uspokoił, choć czasem jeszcze wierzgnie. Małgorzata Burakiewicz, moja niezrównana redaktorka z Muzy, czytając „Operację Monastyr” napisała mi: „Czy on naprawdę musiał iść z nią do łóżka?! Naprawdę?”. No to zmieniłem, zrobili to na kuchennym blacie.  


Który etap pracy nad książką, od pierwszego pomysłu po finalne jej wydanie, był dla Pana najprzyjemniejszy?

Początek jest oczywiście najlepszy, bardzo swobodny, tajemniczy, bo wszystko może się zdarzyć i wszystko jest jeszcze możliwe. W połowie wpadam w panikę, zwątpienie, strach, że nie dotrzymam terminu. Końcówka jest męcząca, może nie dla mnie, ale dla rodziny, bo wtedy cały tkwię w alternatywnej, książkowej rzeczywistości i nieustannie rozpatruję różne rozwiązania. Przywiązuję dużą wagę do szczegółów, więc wydzwaniam do ludzi, specjalistów z różnych dziedzin, pytając, czy coś jest możliwe, czy to tylko moja imaginacja. Ostatnio jeździłem w nocy po jednej z poznańskich ulic, chcąc się upewnić czy Terlecki rzeczywiście mógł dostrzec pewne szczegóły w śledzącym go samochodzie i zanudzałem pewną specjalistkę od papieru, biegłą sądową, jak mogą wyglądać dokumenty zakopane w ziemi w specjalnym pojemniku przez kilkadziesiąt lat. Podczas pisania jednej z wcześniejszych książek zapytałem znajomego weterynarza, czy świńskie oczy przypominają ludzkie. Dość ponure…


Na koniec chwila na autopromocję: jak zachęci Pan czytelników do sięgnięcia po „Operację Monastyr”?

To książka adresowana do osób, którym nie jest obojętne, co się wokół nas dzieje i którzy chcieliby rozumieć otaczający nas świat, chcą poczuć dreszczyk emocji, trochę zadumać nad rzeczywistością i może dostrzec to, co na co dzień im umyka. I rzecz jasna dobrze się bawić.


II część wywiadu - dodatek dla Kryminału na talerzu


Czytając opisy książek o Terleckim nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dwie pierwsze były klasycznymi kryminałami, skupionymi na tajemnicy z przeszłości, a dwie najnowsze to raczej thrillery polityczne podszyte elementami powieści sensacyjnej. Czy moje wrażenia są poprawnie i jeśli tak, to skąd taki zwrot?

To prawda, choć również w dwóch pierwszych jest trochę politycznych akcentów, ale o ile w „Sierocińcu janczarów” i „Szczurzym szlaku” są one zarysowane delikatnie, to w dwóch kolejnych powieściach stanowią rdzeń akcji. Ten zwrot wynika z samej konstrukcji akcji „Fabryki szpiegów” i „Operacji Monastyr”, gdzie przeszłość odgrywa bardzo istotną rolę. I w jakimś sensie wynika też z mojej obserwacji rzeczywistości, która jest bardzo, a może nawet niezwykle upolityczniona. Mamy do czynienia z końcem „końca historii”, w efekcie czego „kobyła historii” zmieniła się w konia wyścigowego i pędzi w nieznanym kierunku.


Jak wyglądał Pana research do książki? Czy praca wymagała wielu podróży, czy raczej oparł się Pan na internetowych poszukiwaniach?

Bardzo sobie cenię Internet, jest niezwykle pomocny i przyspiesza pracę, ale muszę „poczuć” miejsce. Pisząc „Operację Monastyr”, gdzie część akcji dzieje się w Malborku, spędziłem cały dzień w tym krzyżackim zamku, wlokąc za sobą rodzinę, choć bywałem tam wcześniej wielokrotnie i wydawało mi się, że znam ten piękny obiekt dość dobrze. Ale jednak było warto. Pisząc nową książkę spędziłem tydzień na Sycylii, bo tam dzieje się część akcji.


Czy może Pan zdradzić, o czym będzie kolejny tom o dziennikarzu Terleckim?

To też jest thriller polityczny. Praca jest już bardzo zaawansowana, muszę skończyć przed 1 marca, książka ma wyjść przed wakacjami.


To jeszcze kilka pytań ogólnych – Pana ulubiony sposób na relaks?

Sport. Dużo czasu poświęcam na tenis, gram regularnie trzy razy w tygodniu. To pierwsze miejsce. Dalej jogging, który w ostatnich miesiącach niestety zaniedbałem, pochłania mnie teraz praca nad kolejnymi przygodami Rafała Terleckiego, ale obiecuję sobie, że w marcu wrócę. Do tego rower i rzecz jasna czytanie. No, ale z reguły dobrym relaksem jest dla mnie również pisanie, zwłaszcza początek każdej książki, gdy wszystko jest jeszcze płynne i swobodne. Gorzej jest później, gdy ramy są już nakreślone i trzeba zachować dyscyplinę.


Jak wygląda Pana biblioteczka, jakich autorów, gatunków znajdziemy w niej najwięcej?

Przeważają książki historyczne i z zakresu polityki, czytam dużo biografii, wspomnień, dzienników. „Dziennik” Stefana Kisielewskiego albo „Dzienniki” Mieczysława F. Rakowskiego to dla mnie szczyt przyjemności, mogę się nimi rozkoszować na okrągło.


I ostatnie obowiązkowe pytanie na moim kulinarno-kryminalnym blogu: co najbardziej lubi Pan jeść?

Stawiam na krewetki i sushi. Dopiero po Pani pytaniu uświadomiłem sobie, że moi bohaterowie z lubością konsumują krewetki, a sushi jakoś mi umknęło. Muszę to nadrobić w kolejnej książce.


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej! 

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!