Autor: David Baldacci
Tytuł: Kataklizm dusz
Tłumaczenie: Anna Standowicz-Chojnacka
Data premiery: 06.05.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 512
Gatunek: thriller prawniczy
David Baldacci to amerykański autor thrillerów
i powieści sensacyjnych światowej sławy. Jego książki wydawane są w ponad 80
krajach, tłumaczone na 45 języków, a nakład sprzedanych egzemplarzy już dawno
przekroczył 200 milionów. Na koncie ma ponad 50 powieści dla dorosłych i kilka
dla młodszych czytelników, część z nich została zekranizowana. Jednak zanim
jego nazwisko stało się rozpoznawalne na rynku książki, autor zajmował się
czymś innym - skończył i praktykował przed dekadę prawo, z czego umiejętnie korzysta
teraz w swoich powieściach. “Kataklizm dusz” to jeden z jego najnowszych tytułów,
na rynku anglojęzycznym wydany w 2024 roku i jak sam przyznaje - to jedna z
jego najbardziej osobistych książek, która dojrzewała w nim ponad dekadę. Zawarł
w niej nie tylko sporo elementów autobiograficznych, ale i ogromny kawał
historii Południa Stanów Zjednoczonych, miejsca, w którym wychował się i żyje
do tej pory. Wydawnictwo Muza to właśnie ten tytuł wybrało na wielki powrót
autora na polski rynek książki, to nim otwiera swoją współpracę z Baldaccim,
już teraz zapowiadając kolejne jego książki na lato i jesień tego roku.
Stany Zjednoczone, rok 1968. Trwa wojna w
Wietnamie, kilka miesięcy temu zamordowany został Martin Luther King. W Ameryce
wrze. W jednym w południowych miasteczek, w hrabstwie Freeman zamordowane
zostało starsze, białe, zamożne małżeństwo, na szczęście podejrzany został
złapany od razu, na miejscu zdarzenia. Jest nim czarnoskóry Jerome Washington,
zatrudniony przez zmarłych jako złota rączka. Mężczyzna twierdzi, że jest
niewinny, ale czy naprawdę białych policjantów to obchodzi?
W dniu swoich trzydziestych trzecich urodzin w
domu rodzinnym zjawia się Jack Lee, prawnik specjalizujący się w prawie karnym.
To tam szukała go gosposia sąsiada, pani Jessup, którą zna całe swoje życie. Po
uroczystej kolacji jedzie do niej wraz ze swoim ojcem, do dzielnicy
czarnoskórych. Pani Jessup prosi go o pomoc prawną dla męża jej wnuczki, który
właśnie został niesłusznie oskarżony i zamknięty w więzieniu. Jack zgadza się
przyjrzeć sprawie, a po krótkim wahaniu ją przyjmuje. Nie wie jeszcze, że
ofiarami okażą się rodzice jego znajomej, nie wie jeszcze z jak dużą
nienawiścią przyjdzie mu się zmierzyć i jak ważna okaże się ta sprawa w walce o
równość rasową. Wierzy jednak, że jego klient jak każdy inny obywatel Stanów
Zjednoczonych zasługuje na uczciwy proces. Tylko czy uczciwy proces jest
możliwy, gdy wszyscy wokół jeszcze przed jego rozpoczęciem, są przekonani o
winie oskarżonego tylko dlatego, że ma ciemny kolor skóry?
“Niektórzy ludzie są do cna źli, niezależnie od koloru skóry.”
Książka rozpisana jest na 93 kilkustronicowe
rozdziały pisane przede wszystkim z perspektywy Jacka w narracji
trzecioosobowej czasu przeszłego, w której jest miejsce nie tylko na relację
zdarzeń, ale także na rys historyczny czasów, w których toczy się akcja
powieści. Język jest subtelnie dopasowany do opisywanych czasów, co przede
wszystkim widać w dialogach, w tym, jak zwracają się do siebie poszczególne
postacie. Jak sam autor w posłowiu przyznaje, by dialogi uwiarygodnić, musiał
użyć słów, określeń, których normalnie nigdy by nie użył, które teraz uznaje
się za ekstremalnie obraźliwe. Poza tym język jest elokwentny, w wypowiedziach
prawników pojawiają się łacińskie wtrącenia, ale wszystko jest pisane tak, by
czytelnik nie miał problemów ze zrozumieniem, tego, co właśnie się dzieje.
Książkę czyta się rewelacyjnie, płynnie, coś w stylu autora jest takiego, że od
razu łapie się rytm i czyta z przyjemnością od początku do samego końca. Część
książki słuchałam w audiobooku i muszę przyznać, że choć lektor czyta
przyjemnie, to poprzekręcał kilka słów, co wzbudziło moją konsternację.
“Inni mi mówili, jak ma wyglądać moje życia, a ja ich słuchałam. (...) Zawsze łatwiej podążać za kimś, prawda? Widzisz, dzięki temu nie musisz stawiać czoła problemom. Nie musisz nawet samodzielnie myśleć. Po prostu robisz to, czego chcą od ciebie inni, stajesz się osobą, którą według nich już jesteś.”
Już na pierwszych stronach powieści jasne
staje się, że nie jest to zwyczajny thriller prawniczy. To książka, która
zabiera głos na temat jednego z największych konfliktów wewnętrznych Stanów
Zjednoczonych - kwestia walki o prawa równości pomiędzy rasami jest
pełnoprawnym elementem budującym tę historię. A choć wiele już na ten temat
książek napisano, to David Baldacci zdołał stworzyć coś swojego, coś ważnego, coś,
co dobrze zarysuje ten kawał amerykańskiej historii z perspektywy białego
mężczyzny walczącego o sprawiedliwość bez względu na kolor skóry. Autor
doskonale oddaje skomplikowane historycznie tło, bo poza walką rasową
czarnoskórych chcących równego traktowania, a białych chcących zachować swoją
pozycję uprzywilejowaną, wyraźne są też inne wydarzenia - wojna w Wietnamie,
zbliżające się wybory, które sprawiają, że wszystko co rozgrywa się na scenie
polityczno-społecznej może stać się kartą przetargową kandydatów na prezydenta.
“Żaden wielki naród (...) nie będzie mieć pożytku ze swojego potencjału, dopóki wszystkim jego obywatelom nie pozwoli się w pełni wykorzystać własnego. Reszta świata nie czeka, aż zrobimy porządek w swoim domu. Robią to, co najlepsze dla nich, nie dla nas. Wojując ze sobą nawzajem, zachowujemy się tak, jakbyśmy walczyli z jedną ręką związaną za plecami, i to bez żadnego dobrego powodu.”
Autor świetnie wykorzystuje te tło oddając nie
tylko złożoność mentalności mieszkańców Południa, ale można też się dopatrzeć w
nim komentarzy, które na aktualności nie straciły, a które teraz, gdy znowu
dzieją się dziwne rzeczy w Ameryce, na nowo stały się aktualne.
“Jego wizja Ameryki jest antytezą wszystkiego, co ten kraj powinien sobą reprezentować. A mimo to miliony ludzi wierzą, że to, co tej facet mówi, ma sens.”
Niemniej jednak to kwestie rasowe są tym, co w
powieści wiedzie prym. I oddane zostały w pełnej okazałości. Autor sięga
głęboko obnażając wszelkie formy rasizmu, zakłamania, przyglądając się
postaciom, które stają po dwóch stronach barykady i historii, która ich do tego
miejsca doprowadziła. Z prawdziwą bezwzględnością rysuje mentalność białych
ludzi Południa, który uważali (niektórzy nadal uważają?), że wartościowanie
człowieka ze względu na kolor skóry jest w porządku. Te detale, te małe
przejawy wrogości, rasizmu, których nie widać, kiedy tuż obok ktoś krzyczy
głośno o prawach, które są mu zabierane - to wszystko tutaj ma własne miejsce i
dobrze wybrzmiewa. Ta niesprawiedliwość wręcz fizycznie boli, tak bardzo, bo
przecież jest prawdziwa, mimo fabularnej fikcji. Nie zliczę ile razy podczas
lektury wykrzywiłam niedowierzające “co?!” i kręciłam głową, ale też i płakałam
nad okrucieństwem, z jakim we własnych interesach mogą ludzie traktować innych.
“W którymś momencie wasza rasa będzie musiała ponownie przemyśleć swoją opinię o moich pobratymcach. Aby to zrobić, biali będą musieli zmienić opinię o sobie samych i to jest prawdziwa przeszkoda. A wyraźnie nie mają na to ochoty, bo tak intensywne wpatrywanie się w lustro nie jest fajne.”
Ale choć wątek historyczny jest bardzo ważnym
elementem powieści, to nie jest jedyny. Autor doskonale łączy go z
pochłaniającym thrillerem prawniczym, w którym spryt prawników, najpierw ich
własne śledztwo, później rozgrywka na sali sądowej absorbują uwagę tak, że od
książki zwyczajnie nie chce się odrywać. Akcja powieści toczy się tempem
umiarkowanym, ale twistów fabularnych i scen nieco bardziej sensacyjnych w nim
nie brakuje. Wszystko jednak jest logiczne, spina się w spójną, pasującą do
siebie całość, w której autor wie, jak przyciągnąć uwagę czytelnika, ale nie
stosuje przy tym tanich chwytów fabularnych.
“Cholernie ciężko jest walczyć na wojnie. Ale o wiele ciężej jest porzucić walkę, która nie prowadzi do niczego dobrego albo nie toczy się w słusznej sprawie.”
Same postacie powieści również zasługują na
uwagę. Jack i później dołączająca do niego czarnoskóra prawniczka Desiree to
kreacje niesamowicie pełne, bardzo ludzkie. Choć walczą w dobrej sprawie, same
są pełne wątpliwości, konfliktów wewnętrznych, tych cichych podszeptów, czy na
pewno walka warta jest swojej ceny i czy na pewno obrany kierunek jest tym, w
którym faktycznie powinni podążać. I przy postaciach autor nie idzie na
łatwiznę, oddaje doskonale stopień skomplikowania ich relacji, która jest
wynikiem uprzedzeń rasowych, różnych celów i doświadczeń.
“Kiedy się walczy o prawa milionów, Desiree, to nie można zapominać, że te miliony składają się z pojedynczych ludzkich jednostek (...).”
“Kataklizm dusz” okazał się powieścią dużo
bardziej wartościową niż spodziewałam się z jej opisu. To nie tylko doskonały
thriller prawniczy równie mocno angażujący czytelnika jak wszystkie powieści
tak kochanego przeze mnie pióra Steve’a Cavanagha, ale też spora dawka potężnej
historii Ameryki, Południa Stanów Zjednoczonych, gdzie do teraz konflikt rasowy
jest odczuwalny, a w roku, w którym toczy się akcja, osiągał punkt wrzenia.
Poprzez historię w tym czasie osadzoną, autor odnosi się też do uniwersalnych
wartości, pyta o sprawiedliwość i o to, co ma moc większą - empatia czy
podziały. Przygląda się temu, jak trudno jest wprowadzić w społeczeństwo zmiany
od lat wychowywane w przekonaniu, że podziały są dobre i potrzebne. Nie
spodziewałam się, że ten tytuł okaże się tak dobry, tak pasjonujący, że będę
się przełączać pomiędzy audio a ebookiem, żeby tylko nie musieć przerywać
lektury. Świetna i ważna w nurcie rozrywkowym książka, a ja z niecierpliwością
czekam na więcej tytułów tego autora!
Moja ocena: 8/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Muza.
Książka w trzech formatach (papier, ebook i audiobook) dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz