czerwca 24, 2026

"Pocałunek na pożegnanie" Lisa Gardner

Autorka: Lisa Gardner
Tytuł: Pocałunek na pożegnanie
Cykl: Frankie Elkin, tom 4
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna
 
Lisa Gardner w przyszłym roku świętować będzie trzydziestolecie swojej twórczości kryminalnej, choć nie twórczości w ogóle - tę świętowała już kilka lat temu. Na rynku książki po raz pierwszy pojawiła się w 1992 roku z romansem i pod pseudonimem, co usatysfakcjonowało ją na tyle, że praktykowała to przez najbliższą dekadę. Teraz, na koncie ma ponad czterdzieści powieści rozpisanych na kilka cykli, cztery książki doczekały się ekranizacji, a większość statusu bestsellerów i tłumaczeń na inne języki. Ostatnie kilka lat spędziła na tworzeniu serii z nową postacią - Frankie Elkin, osobą prywatną zajmującą się nieodpłatnie poszukiwaniem zaginionych. W Polsce Frankie po raz pierwszy pojawiła się w 2022 roku (rok później niż w rynku anglojęzycznym) w “Zanim zniknęła”, teraz doczekaliśmy się tłumaczenia tomu najnowszego, czwartego pt. “Pocałunek na pożegnanie”, który, jak każdą książkę autorki, można od pozostałych części czytać niezależnie.
 
Wystarczy jeden telefon, by Frankie Elkin porzuciła postanowienie o odpoczynku i ruszyła w drogę - tym razem jej celem jest Tucson w Arizonie, gdzie trzy tygodnie temu rozpłynęła się w powietrzu młoda Afganka Sabera Ahmadi. A choć Frankie normalnie nie przyjmuje tak świeżych spraw, w końcu od czego jest policja? To jednak tym razem decyduje się na odstępstwo od normy - wydaje się, że wszyscy, z policją na czele, tę sprawę lekceważą. Przyjaciółka Sabery jest jednak przekonana, że kobieta nigdy nie zostawiłaby swojej czteroletniej córeczki, bez względu na to, jak faktycznie po przylocie do kraju wyglądało jej życie i relacje z dużo starszym mężem. Jak jednak dojść do sedna problemu, kiedy cała historia życia tej kobiety znajduje się tysiące kilometrów stąd? Na szczęście tym razem Frankie będzie miała wsparcie nie tylko w przyjaciółce zaginionej, ale i osobach, które prywatnie spotka na swojej drodze, a które, choć ekscentryczne, okażą się empatyczne i dobre jak mało kto.
“Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że zdecydowanie za dużo ludzi jest gotowych zabić dla kogoś innego. Może potrzeba nam więcej takich, którzy desperacko chcą dla kogoś żyć.”
Książka rozpisana jest na prolog, 47 rozdziałów i epilog, a każdy z nich dodatkowo dzielony jest na krótsze fragmenty. Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Frankie i Saberę - ta pierwsza dominuje, ta druga pojawia się od czasu do czasu i dla rozróżnienia teksta pisana jest kursywą. Co ciekawe, relacja Sabery również pisana jest w czasie teraźniejszym, mimo iż opisuje zdarzenia sprzed kilku lat, z czasów, gdy jeszcze znajdowała się w Afganistanie. Język, jakim autorka się posługuje, jest prosty, codzienny, elegancki, nie ma w nim miejsca na przekleństwa czy inne formy dosadnej stylistyki. To jedna z tych autorek, które udowadniają, że nie trzeba mocnych słów, by wywołać mocny emocjonalnie efekt. Zdania są krótkie, dialogi prowadzone z dużym wyczuciem, w odpowiednich momentach podszyte nawet subtelnym humorem. Mimo narracji pierwszoosobowej, to nadal historia sprawy kryminalnej jest najważniejsza, Frankie pozostaje w tle.
“(...) dla większości Amerykanów Afganistan to zacofany kraj i naród. Nie chcecie słyszeć o tym, że większość z nas chodziła do kawiarni, korzystała z komórek i pracowała w biurach typu open space, które wyglądają dokładnie tak samo jak u was. Nie chcecie wiedzieć, że pewnej niedzieli poszłam do biura o ósmej rano, żeby nadrobić zaległości w papierach, a o ósmej wieczorem do miasta weszli talibowie i skończył się kraj, jaki znałam.”
Jej postać prowadzona jest z dobrym wyczuciem - jest obecna, jej pokiereszowana psychika w pewien sposób wpływa na wydarzenia, jednak nie na tyle, by powieść zdominowała. A choć teoretycznie przyzwyczajona jest do tego, że działa sama, z nikim nie zaprzyjaźnia się bliżej, to i pod tym kątem jej pobyt w Tucson odbiega od normy - poznaje kilkoro ludzi, którzy pomagają jej się ze sprawą uporać, a sami nie chcą nic w zamian. Są to postacie kolorowe, bardzo przyjemne, zwracające uwagę na to, że inne wcale nie jest złe. To dzięki nim powieść, mimo trudnego wątku uchodźctwa, nie przytłacza, a daje wrażenie lekkości lektury - nieraz podczas ich rozmów wkrada się subtelny wątek humorystyczny. Nie brakuje też oryginalnych zwierzątek, które początkowo mogą budzić lęk, a jednak również okazują się równie przyjemne co cała ludzka ekipa. Bardzo polubiłam ich wszystkich!
“Witamy w świecie kryzysu migracyjnego. Wojny, głód, klęski żywiołowe. Czytasz poranne wiadomości i myślisz: o, jakie to smutne. Ja czytam wiadomości i myślę: gdzie mogę ich upchnąć?”
Sama intryga kryminalna jest skomplikowana, dobrze wpleciona w problemy uchodźców, ale równocześnie trzyma się fikcji literackiej, dzięki czemu ta część powieści nadal pozostaje w strefie mocno rozrywkowej. Akcja toczy się umiarkowanie szybko aż do dynamicznego, lekko sensacyjnego finału o słodko-gorzkim posmaku. Zagadka jest zagmatwana, a choć w teorii da się wpaść na właściwy trop (ja nie wpadłam), to całość wydaje się trudna do samodzielnego złożenia. Autorka choć podsuwa tropy z dwóch stron - w końcu obserwujemy perspektywę Frankie i wspomnienia Sabery, to jednak manipuluje nimi tak, że nie sposób domyśleć się o co może w nich chodzić, jak połączyć je w jedno.
“Więcej obserwuj, mnie oceniaj.”
Jednak najważniejszy jest temat, na którym autorka zbudowała tę całą opowieść - motyw uchodźctwa przedstawiony tak szeroko, jak w fikcyjnej powieści kryminalnej jest to tylko możliwe. To poruszający obraz kobiety, całych rodzin, których życie w przeciągu jednego dnia legło w gruzach i nie stało się to z ich własnej winy. Dzięki narracji Sabery możemy poznać okres przed i po wkroczeniu talibów do Kabulu, poznać ją jako dziewczynkę żyjącą w szczęśliwej rodzinie i sierotę, która mimo ogromnego szoku nagle musi uciekać. Autorka krótko, ale bardzo dosadnie i równie mocno emocjonalnie opisuje jej historię życia w Afganistanie i próbę ucieczki, co daje czytelnikowi jasny, przejmujący obraz tego, z jakim ogromem nieszczęść ci ludzie musieli się zmierzyć, jak mocno musiało to oddziałać na ich psychikę. Można też z tego wyciągnąć uniwersalne przesłanie - ceń to, co masz, nigdy nie wiesz, kiedy te bezpieczne, dobre życie, jakie prowadzisz, może się nagle zakończyć.
“Chwile przychodzą i odchodzą, a nawet te najokropniejsze, jak na przykład to, czego doświadczyła Sabera Ahmadi, zostają wypalone w naszych duszach na resztę drogi. Utknęliśmy w jakimś kosmicznym tosterze; wszechświat już dawno o wszystkim zapomniał, a my nadal zmagamy się z poparzeniami psychiki.”
Jednak to nie na przylocie rodziny Sabery do Stanów ta historia się kończy. Lisa Gardner równie dosadnie przedstawia los uchodźców nie tylko w obozach, ale też, a może przede wszystkim, w krajach, które obiecały zapewnić im bezpieczeństwo, które zgadzają się na azyl i teoretycznie oferują nowy początek. Jednak ich rzeczywistość nie jest tak kolorowa - przychodzi im zmierzyć z tragicznymi warunkami, bezczynnością państwa, które obiecuje dużo, a tak naprawdę jest przeciążone i niezorganizowane. To obraz, w którym pojedyncze jednostki próbujące im pomóc, są skazane na porażkę przez ogromną skalę uchodźctwa. Bo jak jeden człowiek może uratować tysiące?
“Na tym polega problem z próbami zbawienia świata: to zadania znacznie przekracza możliwości jednej osoby.”
Autorka się nie patyczkuje, nie wygładza rzeczywistości, dzięki czemu stali mieszkańcy kraju borykającego się z napływem uchodźców, mogą spojrzeć na zagadnienie od innej strony - nie swojej, a ich, tych, którzy stracili wszystko, a teraz muszą nie tylko odnaleźć się w całkowicie innym kraju, innej kulturze, ale też zbudować samodzielnie życie od nowa nie mając nic - nawet wykształcenia, bo przecież dyplomy afgańskie nie są uznawane w ich nowym kraju zamieszkania.
“Nigdy nie ufaj ludziom, którzy napychają sobie brzuchy cudzą krzywdą.”
No właśnie, jest jeszcze zagadnienie różnicy kultur. Bardzo podobała mi się dokładność, z jaką autorka zarysowała konwencję życia w społeczeństwie afgańskim. To w końcu inne podejście do ról społecznych, inne niepisane prawa, inna religia i inna kuchnia, do której również przywiązana została duża uwaga - opis potraw, smakołyków, deserów zrobiły na mnie duże wrażenie!
“Bez względu na kraj, kulturę, religię, wszyscy w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami: chcemy kochać i być kochani, chcemy wierzyć, że takie uczucia mogą trwać wiecznie.”
W “Pocałunku na pożegnanie” Lisa Gardner poruszyła jeden z kontrowersyjnych tematów ostatnich lat, który burzy krew nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również w Europie, o którym i w Polsce w chwili wybuchu wojny w Ukrainie było bardzo głośno. Robi to z dużą wiedzą, zrozumieniem i empatią - opisuje dokładnie sytuację uchodźców, dzięki czemu czytelnik jest w stanie zrozumieć z jaką skalą tragedii się mierzy. Ta baza staje się zaczątkiem intrygi kryminalnej, która pozostaje w strefie rozrywkowej, angażuje i ciekawi, a towarzystwo, jakie się przez tę historię przewija, dobrze ze sobą współgra - los uchodźców budzi smutek, współczucie, a historia postaci, które zaczynają Frankie towarzyszyć, podbudowuje morale, daje poczucie, że mimo przeciwności losu, cały czas warto próbować. To było moje drugie spotkanie z Frankie, nieporównywalnie bardziej udane niż pierwsze - myślę, że “Pocałunek na pożegnanie” może być jednym z najlepszych tytułów tej autorki, jakie miałam okazję czytać!
“Czasem największym darem, jaki można ofiarować innej wojowniczce, jest wiara w jej odwagę.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz