czerwca 25, 2026

"Tajemnica Serra Venerdì" Mariolina Venezia

Autorka: Mariolina Venezia
Tytuł: Tajemnica Serra Venerdì
Cykl: Śledztwa Immy Tataranni, tom 3
Tłumaczenie: Maciej A. Brzozowski
Data premiery: 10.06.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 282
Gatunek: powieść kryminalna

Mariolina Venezia choć urodziła się w Materze, to po długim pobycie we Francji zamieszkała w Rzymie. Swoje życie zawodowe poświęciła pisaniu - tworzy powieści i poezję, ale też wszelkiego typu scenariusze: filmowe, telewizyjne, teatralne. Na rynku książki debiutowała w 2007 roku, powieścią, która zdobyła nagrodę Campiello, a dwa lata później została wydana też w Polsce. Od samego początku swojej twórczości nie zalicza się do autorów piszących w tempie kilku książek rocznie - u niej dzieje się odwrotnie, najczęściej musi minąć kilka lat zanim kolejny tytuł się pojawi. I tak jej kryminalna przygoda z ekstrawagancką prokuratorką Immą Tataranni, która we Włoszech cieszy się sporą popularnością (znana jest nie tylko z książek, ale i z serialu, jaki powstał na ich podstawie), zapoczątkowana w 2009 roku na ten moment liczy cztery tomy. Polski czytelnik musiał długo czekać na tłumaczenie jej przygód - Oficyna Literacka Noir sur Blanc wydaje jeden tom rocznie poczynając od 2024 roku, a zatem teraz ukazał się u nas tom trzeci pt. “Tajemnica Serra Venerdì” . Każdy z tomów można czytać oddzielnie, bez zachowania kolejności chronologicznej serii (recenzje - klik!).
 
Matera, styczeń 2006 rok. Na zgłoszenie sąsiadki policja w mieszkaniu w dzielnicy Serra Venerdì odkrywa zwłoki czterdziestokilkuletniej kobiety. Ubrana tylko w koronkową czarną bieliznę, z siniakami na nadgarstkach została uduszona we własnym łóżku, a drzwi jej mieszkania były zamknięte od środka. W jaki sposób popełniono zatem morderstwo? Lokalna społeczność już huczy od plotek, choć prawdziwych świadków brak - nikt nie przyznaje się, by coś widział… Imma Tataranni, zastępczyni prokuratora generalnego Bazylikaty, znana ze swojej nieustępliwości zmusza cały zespół śledczych do działania - muszą coś znaleźć, muszą wyjaśnić zagadkę śmierci tej kobiety, która jeszcze nie zdążyła zacząć żyć naprawdę… Bo choć ich drogi dawno temu się rozeszły, zamordowana nie jest dla Immy obca. To jej koleżanka z klasy, w której tylko one dwie tak bardzo nie pasowały. Jak więc życie jednej z nich mogło się już teraz, tak wcześnie, zakończyć?
“Jakby szczęście było ubraniem szytym na miarę, które wystarczy założyć - a jeśli trochę uciska, to wciągnąć brzuch i nie robić gwałtownych ruchów, żeby nie strzeliły guziki.”
Książka rozpisana jest na 55 kilkustronicowe rozdziały - jedne są krótsze, inne trochę dłuższe, często dzielone na krótsze fragmenty, dzięki czemu komfort lektury jest zachowany. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Immy i obejmuje zarówno wydarzenia, jak i przepływ myśli tej bohaterki. Jednak od czasu do czasu, raz czy dwa, pojawia się inna perspektywa mocno pobocznych postaci. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny - momentami przypomina strumień świadomości, choć w tym tomie autorka ewidentnie swoją wybujałą wyobraźnię trzyma już mocno na wodzy, dzięki czemu książka otrzymuje zabawny, lekko ironiczny, ekscentryczny wydźwięk, nie nuży jednak długimi dygresjami. Porównania, metafory, jakie przy tym się pojawiają, są niespotykane, zaskakujące, a jednak całkiem trafne, dzięki czemu książka zachowuje świeżość i lekkość. Zdania poddają się pod okoliczności - czasami krótkie, czasami długie, ale to przy tych drugich szczególnie mocno docenić można ich naturalność, która subtelnie imituje przepływ myśli. Sam język również dostosowany jest do okoliczności - czasami lekko poetycki, za chwilę zaskakuje swoją dosadnością. Bo skoro narrator oddaje perspektywę Immy, to jasne jest, że i w warstwie językowej nikt nie będzie się patyczkował!
“Immacolata Tataranni, matka tolerancyjna, ale wszystko ma przecież swoje granice, gotowa znosić wiele dla domowego spokoju, no jasne, ale do czasu, nie można przeginać, przepraszam, ale to już przesada - w końcu nie wytrzymała i dała upust emocjom. Bo tak nie można. No po prostu tak nie można. Człowiek się poświęca, przymyka oczy, cierpliwie czeka, a potem co? Okazja, młodzież, niewdzięczność.”
Imma, a precyzyjniej Immacolata, to postać niesamowita: prokuratorka, żona i matka, która każdej tej roli oddaje się z taką samą zaciętością. Charakter ma ostry jak jej szpilki, które nosi niezależnie od konieczności wykonywania zadań. Buraczkowe włosy i dziwnie dobrym strój to jej znak firmowy, pod którym skrywa się prawdziwy wulkan energii. Choć jej charakter w zetknięciu z opieszałością włoskich współpracowników nieraz mocno zgrzyta, to jednak nie da się nie odnieść wrażenia, że to kobieta z właściwym kompasem moralnym - za wszelką cenę szuka prawdy, równocześnie potykając się o prozaiczne wzloty i upadki macierzyństwa i małżeństwa. Nie da się ukryć - Imma kompletnie przyćmiewa całe towarzystwo, ale jej kreacja jest tak ciekawa i silna, że bez problemu jest w stanie unieść całą serię.
“Odkąd Imma nauczyła się łączyć słowa “zachowaj” i “spokój”, gdy tylko je słyszała, zamieniała się w furię, wrzeszczała do ochrypnięcia, nadymała się jak ropucha.”
W tym tomie intryga kryminalna wydaje się bardziej osobista, bo wiąże się ze wspomnieniami z młodości samej Immy. Zamordowana to kobieta, która większość życia spędziła przy rodzicach, dopiero po ich śmierci zaczęła z jego dobrodziejstw korzystać. To spowodowało wszelakie plotki na jej temat, ale w samej Immie budzi refleksje na temat ulotności życia i okazji, które przepuszcza przez palce wierząc, że przecież ma jeszcze wiele lat i możliwości przed sobą. A co jeśli nie? Sama intryga prowadzona jest w starym stylu z naciskiem na zagadkę mocno nawiązującą do klasyki gatunku - w końcu do morderstwa doszło w zamkniętym od środka pokoju. Tempo prowadzenia akcji jest umiarkowane, kolejne twisty i tropy ciekawe, z dużym wyczuciem przeplatają się ze wstawkami z prywatnego życia Immy, przez co zainteresowanie czytelnika utrzymuje się na stałym, satysfakcjonującym poziomie.
“Życie kierowniczki kancelarii przypominało jeden z tych budynków, które na pierwszy rzut oka wydają się nienaruszone, ale od środka są przeżarte przez termity i wystarczy jeden podmuch, by rozsypały się w proch.”
Jednak nie byłoby tej intrygi, gdyby nie miejsce akcji. Matera, jej dzielnice i małe wioski wokoło są ważnym punktem fabularnym całej powieści. Autorka z dużą wprawą wplata w zagadkę historię miejsca, przeróżne ciekawostki, jak i społeczność wraz ze wszystkimi jej nawykami, przywarami, jakie je cechują. Momentami społeczną pamięcią sięgamy aż do czasów zjednoczenia Włoch, podczas których nie wszystkie działania były powodem do chluby. W jaki sposób tak dawne dzieje nadal mogą oddziaływać na teraźniejszość?
“Imma od zawsze wierzyła w porządek. Szanowała zasady już jako dziewczynka, która nigdy nie dawała ściągać na klasówkach, ale teraz, gdy patrzyła na tych ludzi, przyszło jej do głowy coś innego. Że prawo bywa tylko zasłoną. Zasłoną, która ukrywa to, czego nikt nie chce widzieć.”
Poza dobrą dawką rozrywki lekko podlanej historią gdzieś pomiędzy wierszami można wyczytać trochę gorzkich spostrzeżeń na temat natury ludzkiej, tendencji do plotkowania zamiast szukania sprawiedliwości, stawianie swojego dobra przed dobrem innych i pozorów, które wydają się ważniejsze od faktycznego życia. Smak goryczy pozostaje po spotkaniach z kilkoma postaciami, których lekko karykaturalne rysy dobrze odsłaniają bardzo realistycznie uchwycone charaktery.
“Seks, sado-maso, perwersje, zdrady, cycki i tyłki, zoofilia - no pewnie, czemu nie - kogo to jeszcze ruszało? Prawdziwe tabu było gdzie indziej. Czystość, bieda, bezrobocie. Menopauza. Samotność, starość. Włosy pod pachami. To dopiero należało ukrywać.”
Wygląda na to, że Mariolina Venezia z tomu na tom wyciąga wnioski, doskonali sposób tworzenia opowieści tak, by czytelnika zadowolić, jednocześnie nie tracąc tego, co dla niej charakterystyczne. Niebanalny, ekscentryczny styl dobrze pasuje do głównej bohaterki Immy Tataranni, która nie jest niedościgłym ideałem, a kobietą z charakterem pełnym atutów i wad. Zagadka kryminalna, z którą przychodzi się jej zmierzyć w “Tajemnicy Serra Venerdì”, mocno ukorzeniona jest w miejscu akcji, dzięki czemu czytelnik nie tylko dostaje solidną dawkę klasycznie detektywistycznej rozrywki, ale też może oczami wyobraźni pozwiedzać i czegoś nowego o Materze się dowiedzieć. Bardzo polubiłam ten lekko humorystyczny, uszczypliwy styl autorki i już teraz czekam na tom czwarty, jednocześnie wznosząc modły o to, by w oryginale wkrótce ukazał się tom piąty!
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz