czerwca 30, 2026

"Pojedynek" Krzysztof Domaradzki

Autor: Krzysztof Domaradzki
Tytuł: Pojedynek
Data premiery: 10.06.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 456
Gatunek: powieść sensacyjna
 
Krzysztof Domaradzki pytany o to, czym się zajmuje, odpowiada “piszę, piszę i jeszcze raz piszę”. I wcale tym stwierdzeniem nie przesadza, choć swoje pisanie uprawia na wielu różnych poletkach. Jest autorem powieści kryminalnych i sensacyjnych, książek biznesowych, artykułów prasowych (od ponad dekady związany z Forbesem) i audioseriali. Nie może więc narzekać na brak różnorodności! Czytelnicy, który znają jego twórczość beletrystyczną też nie - bo choć autor debiutował kryminalną trylogią, to jednak od tego czasu z każdą kolejną książką skutecznie nas zaskakuje. W ostatnich latach jego powieści coraz mocniej skłaniają się w sensacyjną, ale nie całkiem typową stronę - raczej nawiązują do starych filmów/komedii gangsterskich, w których ton historii dyktuje sposób jej opowiedzenia. “Pojedynek” to najnowsza z nich.
 
Nigdy nie wiesz, kogo wpuszczasz do swojego domu… Może to właśnie Johnny? Oficjalnie zajmuje się stolarką, przychodzi do domu, robi meble czy inne przedmioty użytkowe na wymiar - nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, a co najważniejsze, jest naprawdę dobry w swoim fachu. W drugim też, tym, dla którego stolarstwo jest tylko przykrywką - bo Johnny, czyli Jan Zarwa wykorzystuje swój oficjalny fach, by okradać klientów. I robi to tak, że podejrzenia nigdy nie padają na niego… Może jednak przecenia swój spryt? W końcu trafia na klienta, który tak jak on, bardzo lubi zachowywać pozory. Tyle że Stefan para się czymś jeszcze gorszy - on zabija ludzi. Na zlecenie. Ale też i takich, którzy przypadkiem dowiadują się za wiele - dokładnie tak, jak Johnny.
“Mówi się, że jeśli jesteś w czymś dobry, nie powinieneś robić tego za darmo. Ja byłem dobry we wchodzeniu ludziom do głów. Problem w tym, że nikt nie chciał mi za to zapłacić.
Dlatego zacząłem wchodzić ludziom do domów.”
Książka rozpisana jest na prolog, siedem tytułowanych części składających się na dwadzieścia siedem rozdziałów i epilog. Każdy rozdział dzielony jest na krótsze scenki, każda zmiana narracji zaznaczona, a częstotliwość zmiany dopasowana jest do tempa akcji - im tempo szybsze, tym częstsze zmiany. Narratorów jest trzech (Johnny, Stefan i policjantka Ryfka) i każdy z nich wypowiada się w pierwszej osobie czasu przeszłego. Każdy jednak ma swój własny styl wypowiedzi, który sporo o nim mówi. Fragmenty pisane z perspektywy Johnny’ego pisane są językiem potocznym, w którym dość często pojawiają się dosadne sformułowania (nie tylko przekleństwa), choć ta potoczność wynika tylko z doboru słów, to nie mowa rynsztokowa, a wypowiedzi bystrego, inteligentnego, niegłupiego faceta, który w doborze słów się nie patyczkuje. Stefan z kolei posługuje się nieco bardziej rozmyślnym słownictwem, a cechą charakterystyczną jego narracji jest to, że dość często przewijają się przez nią fragmenty fikcyjnych podcastów o seryjnym brytyjskich mordercach. Ryfka z kolei lubi zmiękczenia, przez co wizerunek dobrej cioci, który przypisał jej Johnny, dobrze do niej pasuje. Bez względu jednak na spersonalizowany styl narracji, całość wypada spójnie, czuć, że słowo jest autorowi posłuszne, bardzo plastyczne, a zarazem posługuje się nim naturalnie, swobodnie. To jedna z tych książek, w których wyczuwa się, że autor z pisania miał dużą frajdę. Widać też, że dużą uwagę przywiązuje do każdego otwarcia narracyjnego każdego kolejnego fragmentu – są zaskakujące, często w wydźwięku uniwersalne i znaczące. Mocno wyczuwalne jest też to, że autor dobrze rozpoznaje się w popkulturze, sposób narracji mocno kojarzył mi się z filmami gangsterskimi sprzed lat, komedii pomyłek typu dawny Guy Ritchie.
“Nic nie zmienia się równie spektakularnie jak nasze oczekiwania względem dzieci.
Na początku chcemy, żeby były zdrowe, żeby jadły, żeby spały, żeby srały. Nic nadzwyczajnego. Ale mija kilka lat i zaczynamy komplikować im życie. Chcemy, żeby były roztropne. Wykształcone. Odpowiedzialne. Chcemy, żeby były zadbane. Żeby się nas słuchały. Żeby nie spotykały się z tą czy tamtym. Żeby poszły do roboty. Żeby odeszły z roboty. Żeby przynosiły pieniądze do domu. Żeby pieniędzy z domu nie wynosiły. Żeby nie ćpały. Żeby w końcu nie ćpały za dużo.
Można od tego ocipieć.
I wiele dzieci cipieje.”
Na pierwszy rzut oka, powieść to po prostu dobra, sensacyjna, napisana z domieszką czarnego humoru rozrywka. To dynamiczna akcja za to odpowiada, jednak historia nie byłaby tak dobra, gdyby nie dokładnie dopracowane kreacje postaci, przede wszystkim dwóch męskich bohaterów. Pozornie są do siebie podobni - w końcu obydwaj łamią prawo i krzywdzą przy tym ludzi. A jednak bardziej od siebie różnić się nie mogą. Johnny to sprytny “dobry” przestępca - w swoich oczach działa w dobrej wierze, a swoje ofiary wybiera skrupulatnie nigdy nie celując w ludzi bez winy. Jest bardzo ludzki w swoich wyborach, w swoich emocjach, w postrzeganiu samego siebie, dzięki czemu, mimo swojej profesji, wydaje się czytelnikowi bliski, zrozumiały. Nie brakuje mu jednak rysu zbawcy świata, ale ograniczającego się do pojęcia jego własnej rodziny.
“Od początku zbierałem kasę z myślą o tym, aby któregoś dnia część zostawić Frankowi i Karolinie, a część wydać na swoją ucieczkę. Zakładałem, że mogę zostać do tego zmuszony. Że noga może mi się powinąć. Że wszystko może się kiedyś spierdolić. Ale nie zakładałem, że może się spierdolić tak bardzo.”
Za to Stefan to jednoznaczny czarny charakter. Zimny, wyrachowany, podejmujący decyzje zgodne ze swoją pozbawioną emocji logiką. Jest uważny, a skoro obrazu nie zaciemniają mu emocje, bardzo łatwo jest mu “czytać” ludzi. Początkowo wydaje się, że jego wizerunek ociepla poszukiwanie miłości, jednak szybko okazuje się, że te wątki są tylko po to, by pokazać czytelnikowi w pełni jego charakter. Wplątując takie postacie w intrygę powieści autor analizuje ciekawy temat, rozrysowuje ich mechanizmy podejmowania decyzji, które działają w całkowicie inny sposób. Warstwa psychologiczna tych postaci dopracowana jest więc na najwyższym poziomie!
“Niektórych drażnią ludzie, którym jadaczka się nie zamyka, ale ja mam dokładnie odwrotnie. Uwielbiam słuchać tych, którym się wydaje, że mają coś do powiedzenia, że są tacy ciekawi. Podobają mi się ich pewność siebie, wiara we własny intelekt, przekonanie o wyjątkowości. Odkąd pamiętam, miałem słabość do jednostek nierozumiejących swojego miejsca na świecie.”
Mniej uwagi przyciąga Ryfka - pojawia się późno, zajmuje mniej miejsca w fabule, a jej historia nie jest tak dramatyczna jak obydwu panów. Mimo tej swojej zwyczajności jednak też potrafi zaskoczyć! 
“Ludzie wierzą, bo chcą wierzyć. Bo wygodnie jest wierzyć. Bo wiara dodaje otuchy. Zdejmuje z nas odpowiedzialność. Zwalnia z obowiązku samodzielnego myślenia.”
Wśród postaci pojawia się też dziecko. To Franek, kilkuletni syn Johnny’ego, który pełni kilka ciekawych funkcji. To nie tylko pewne uzasadnienie jego działań, ale też i kontrast w postrzeganiu świata. Franek do życia podchodzi prosto, widzi je takim, jakie jest, choć interpretuje je z dziecięcą naiwnością jeszcze nienapiętnowaną przykrymi doświadczeniami, jakich nabieramy z życiem. Ale czy właśnie kontrastowo do Franka, dorośli nie mają tendencji do nadmiernego komplikowania spraw? Czy przez swoje oczekiwania i wyobrażenia, nie zaciemniają sobie celu, tego, co naprawdę ważne?
“Świat zbyt często robił mnie w chuja, żebym mógł uwierzyć w czyjekolwiek dobro.”
Sama intryga powieści, jak wskazuje tytuł, opiera się na zasadzie pojedynku - raz jeden bohater odbija atak, drugi atakuje, by za chwilę zamienić się miejscami. Akcja toczy się szybko, dzieje się dużo, jak w sensacyjnym filmie, a dodatek czarnej komedii sprawia, że i rozlew krwi jest konkretny. Autor nie ma litości do swoich postaci, ich kolejne “dobre” decyzje okazują się czymś całkowicie odwrotnym. Każda scena daje wrażenie dobrze przemyślanej, choć przyznam, że po pewnym czasie tempo akcji i kolejne przepychanki bohaterów (choć logicznie prowadzą do finału i są do niego potrzebne) zaczynają działać odwrotnie i zamiast tempo nakręcać, zaczynają się lekko dłużyć. Mimo dużego dopracowania fabularnego miałam też wrażenie malutkiej nieścisłości w jednej scenie - nic wielkiego, nawet nie można mówić o merytorycznym błędzie, a jednak coś nie do końca mi w pełni zagrało.
“Czas to złośliwy skurwiel. Kiedy go potrzebujesz, potrafi sprawić, że godziny mijają w mniej niż sześćdziesiąt minut, minuty w mniej niż sześćdziesiąt sekund, a pojedyncze sekundy pędzą zbyt szybko, żeby w ogóle dało się je zarejestrować. A kiedy go nie potrzebujesz, kiedy chcesz, aby się skończył, aby minuta upłynęła w góra trzydzieści sekund, to zaczyna się wlec jak skazaniec na szubienicę.”
Pod szybką akcją zapewniającą dobrą rozrywkę kryje się jednak też coś więcej. Historia o wyborach, których konsekwencji nie jesteśmy w stanie przewidzieć, o losie, który tak lubi śmiać się z naszych planów, udowadniając swoją wyższość tym mocniej, im mocniej staramy się mu przeciwstawić i przejąć kontrolę. Czym jednak jest los jak nie kumulacją decyzji naszych, decyzji innych i po prostu zbiegów okoliczności? Decyzji, które bez względu na to, jak mocno staramy się to sami przed sobą zamaskować, są niestety zawsze mocno egoistyczne…
 
W “Pojedynku” Krzysztof Domaradzki serwuje czytelnikowi to, co w jego twórczości najlepsze - świetny, swobodny i plastyczny styl, niebanalny pomysł na intrygę rodem z dawnych komedii gangsterskich, dynamiczną, sensacyjną, a równocześnie dobrze opracowaną, logiczną i momentami całkiem nieźle zaskakującą fabułę, jak i bardzo interesujące kreacje postaci, w których mocną stroną jest warstwa psychologiczna, motywacje i mechanizmy ich zachowań. To historia, przy której można się trochę pośmiać, która w odpowiednich chwilach trzyma w napięciu lub zmusza do szybkich refleksji - a raczej zasygnalizuje temat do przemyślenia po lekturze, bo tempo akcji nie pozostawia miejsca, by zatrzymać się na dłużej. Niewielkie uwagi, jakie zebrałam podczas lektury na pewno nie wypłynęły na to, że bawiłam się przy tym tytule naprawdę dobrze, a filmowy styl sprawił, że przypomniały mi się stare, dobre czasy, kiedy jeszcze można było trafić na naprawdę błyskotliwe filmy!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz