lipca 01, 2026

"Artefakt" W.P. Rdzanek

Autor: W.P. Rdzanek
Tytuł: Artefakt
Cykl: AI-gent. Mroczne kody, tom 3
Data premiery: 16.06.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść sensacyjna / thriller szpiegowski
 
W.P. Rdzanek tyle co w marcu na rynku książki debiutował, a już trzy miesiące później na koncie ma trzy powieści! “Algorytm” (recenzja – klik!), “Akord” (recenzja – klik!) i “Artefakt” należą do jednej zamkniętej serii, którą powstała w całości zanim autor zaczął szukać wydawcy. Pisanie powieści to nowy etap w jego życiu, wcześniej przez ponad trzydzieści lat zajmował się zarządzaniem w międzynarodowym biznesie technologicznym. Podczas Targów Książki w Warszawie w czasie naszej krótkiej rozmowy autor przyznał, że bardzo podoba mi się ta zmiana, a pisarskie natchnienie go nie opuszcza.
 
Drugiego dnia wiosny podkomisarz Ewa Dzik otrzymuje zgłoszenie o wyłowionym z Wisły ciele młodej kobiety. Okoliczności śmierci nie są jasne, wątpliwości budzi nagość zmarłej i dziwne symbole wyrysowane na jej ciele. Po zbadaniu okolicy śledczy odkrywają domek w lesie, w który znajduje się więcej ciał… czy doszło tam do mordu rytualnego?
W tym samym czasie na policję wpływa zgłoszenie o kradzieży starej gockiej bransolety, cennego artefaktu, który właśnie miał zostać wystawiony w elbląskim muzeum. To najcenniejszy okaz z całej kolekcji bransolet, które ozdobione są dziwnymi runami.
W siedzibie ABW, gdzie znajdują się właśnie programista Karol i hakerka Kristina, trwają prace nad kolejnym programem AI mającym rozprawiać się z przestępczością. Co prawda małe postępy są czynione, ale nie na tyle, by zapobiec atakowi, w którym w przeciągu minuty kilka banków traci ogromne pieniądze swoich klientów. Jak do tego doszło i czy uda się na tyle rozpisać Karolowi i Kristinie kod, by dalszym atakom zapobiec?
“- (...) Twoja nieufność stanie się hamulcem. A Karol? On da temu język. Intuicję.
- Czy zbudujemy maszynę opartą na nieufności i intuicji? - rzuciła z przekąsem.
- A znasz lepsze zabezpieczenie niż równowaga między paranoją a geniuszem?”
Książka rozpisana jest prolog i 46 kilkustronicowych rozdziałów, w którym zaznaczone są czas i miejsce akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w naprzemiennej perspektywie kilku postaci, które pojawiały się już w tomach poprzednich. Język powieści jest prosty, nawet nowinki technologiczne opisywane są w jasny sposób, zatem żaden z czytelników bez względu na swoją wiedzę w tym temacie nie będzie czuł się zagubiony. Te wątki zdecydowanie lepiej autorowi wychodzą niż opisy reakcji postaci - tam często wkrada się zbędny patos, co nadaje danym fragmentom poczucia sztuczności. Tekst rozkłada się w miarę równo pomiędzy opisy a dialogi.
“(...) gdy oddajesz maszynie możliwość podejmowania decyzji, nikt już nie ponosi za nie odpowiedzialności. Nie można ukarać maszyny. A im bardziej skomplikowany system, tym trudniej przewidzieć skutki.”
Tym, co najmocniej w tym tomie przyciąga uwagę, jest sam pomysł - starożytne runy przeanalizowane zostają jako pradawny kod źródłowy, uniwersalny szyfr, który traktowany był z religijną wiarą, a teraz zamienia się w technologię. Autor dobrze zakorzenił go w obydwu tematykach: zarówno w starożytnej kulturze wielbarskiej (o której sama wcześniej nie słyszałam!), jak i we współczesnych technologiach, a poza tym przynosi też ciekawą refleksję na temat cienkiej granicy pomiędzy legendami a prawdą. Bo czy nie często jest tak, że zjawiska, których kiedyś nie dało się wytłumaczyć, wokół których narosły legendy, teraz okazują się czymś, co dzięki nauce można bardzo racjonalnie wyjaśnić? 
“Ewa przypomniała sobie słowa Chram-Zarubieckiej o wiedzy ukrytej w gockich bransoletach i o tym, że po ich połączeniu w nieznanym rytuale otwierało się przejście do innego świata. Do tej pory traktowała to jak baśń, piękną legendę, lecz teraz zaczęła się zastanawiać, czy nie tkwi w niej więcej niż ziarno prawdy.”
To na tym motywie opiera się cała intryga powieści, która składa się z kilku części: jest zagadka kryminalna związana z dziwnym, nie do końca jasnym rytuałem oraz wątek szpiegowski, który jest dalszym ciągiem historii z tomów poprzednich - oddzielnym rozdziałem, problem technologiczny, z którym walczą Karol i Kristina, jest zamkniętą całością tego tomu, a jednak znajomość wcześniejszych postępowań ich przeciwników sprawia, że historia staje się pełniejsza. Powieść toczy się rytmem sensacyjnym, naprzemienna narracja i przyjemnie dynamiczna akcja dobrze budują napięcie, utrzymują zaciekawienie czytelnika, który jednak, by dobrze się przy niej bawić, musi nastawić się po prostu na typową rozrywkę, w której realność zdarzeń nie jest traktowana jako absolutny priorytet. Jednak w przeciwieństwie do poprzednich tomów, w tym autor zdaje się posuwać za daleko - gdzieś za połową historii wkrada się w nią już za dużo nierealistycznych detali, za dużo naiwności i dziwnych zbiegów okoliczności, by dało się na to przymknąć oko, a przynajmniej ja nie potrafię.
“(...) w wojnie informacyjnej nie chodzi o zgodę. Liczy się skuteczność.”
Niemniej jednak pod kątem wątków technologicznych (patrząc okiem laika) związanych ze sztuczną inteligencją, jak i internetowych oszustw książka nadal jest ciekawa. W tym tomie etyczne zagadnienia związane z AI pozostają mocno w tle, choć nadal rozpatrywana jest różnica między przydatnością a szkodą, jakie te narzędzie może poczynić. Ważną przestrogą jest też wątek dotyczący wyłudzeń internetowych - nie jest to może przestroga nowa, ale jednak ludzie nadal na oszustwa typu “kliknij w link, by…” się nabierają, tracąc przy tym majątek, nie zaszkodzi więc, by ponownie uświadomić skalę problemu.
„Człowiek reaguje emocją, a system reaguje strukturą (...).”
Kreacje postaci są dość typowe dla powieści sensacyjnej, to nie one, a na pewno nie ich warstwa psychologiczna, są tutaj najważniejsze. W chwilach, gdy skupiają się na zadaniu, wplątane są w jedną z dwóch intryg tej powieści wypadają całkiem przekonująco, jednak te wrażenie rozmywa się, gdy wkraczają w strefę uczuć prywatnych - w relacje z drugim człowiekiem, w gesty, reakcje, słowa wkrada się wtedy sporo zachowań stereotypowych, a z czasem również i melodramatyzmu. Autor stara się to ratować stawiając przed postaciami pewne dylematy i przyznam, że ich próby podjęcia decyzji właściwej lekko sytuację poprawiają.
“Smak gorzkiej czekolady i słodkiego nadzienia stanowił niemal bolesny kontrast z obrazami, które nosiła w głowie, ale właśnie tego potrzebowała. Chwili normalności. Czegoś, co przypominałoby jej, że poza światem zbrodni, run i rytualnych morderstw istnieje jeszcze inny świat.”
Podsumowując, “Artefakt” został zbudowany na ciekawych założeniach i pomyśle, z którym wcześniej się nie spotkałam - by starożytne runy potraktować jako nośnik uniwersalnych informacji, dzięki czemu autor w jednej książce mógł połączyć dwie potencjalnie niezwiązane ze sobą dziedziny. Stałym, ważnym aspektem trylogii jest dyskusja o zagrożeniach i korzyściach płynących z AI, tematu, który kiedyś był czystym science fiction, a teraz wkracza w naszą rzeczywistość. Wszystko to ubrane jest w sensacyjno-szpiegowskie tony - raz udane bardziej, raz mniej. Szkoda, że w zamknięciu trylogii akurat wyszło to trochę mniej. Niemniej jednak znając poprzednie dwa tomy szkoda byłoby po ten trzeci nie sięgnąć - fajnie zamyka wszystkie wątki trylogii, jednocześnie pozostawiając furtkę na kontynuację losów niektórych postaci.
 
Moja ocena: 6,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz