listopada 03, 2026

"Waldkauz" Szczepan Twardoch

Autor: Szczepan Twardoch
Tytuł: Waldkauz
Cykl: Wilhelm Pisulla, tom 1
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 456
Gatunek: literatura piękna
 
Szczepan Twardoch jest jednym z najmocniej cenionych polskich twórców literatury pięknej. Na koncie ma już trzynaście powieści, kilka zbiorów opowiadań i innych form literackich, a jego książki dobrych kilka lat temu przekroczyły milion sprzedanych egzemplarzy. Tłumaczone na obce języki, jedna pt. “Król” doczekała się ekranizacji, inne są w fazie przygotowania. Przez wiele lat związany był z Wydawnictwem Literackim, w roku poprzednim przeniósł się do Wydawnictwa Marginesy, które wydało jeden z jego najgłośniejszych tytułów “Null”, wznowiło dwie powieści z początków jego twórczości (“Zimne wybrzeża” - klik!, “Przemienienie” - klik!), a teraz zapoczątkowało serię, którą rozpoczyna “Waldkauz”. Od początku swojej literackiej ścieżki Twardoch jest nagradzany, w tym roku w końcu zdobył tę nagrodę, do której nominowany był już kilkukrotnie - Nagrodę Literacką Nike. Jego twórczość wyróżnia się dbałością o język, często stylizowany, a akcja nieraz osadzona jest na Śląsku, w rejonie, w którym autor mieszka od urodzenia.
 
Sierpień roku 1920, Górny Śląsk. Choć od zakończenia wojny minęły już dwa lata, sytuacja polityczno-społeczna nadal się nie uspokoiła. Bo jakże by mogła, po tak tragicznych zdarzeniach, które rozdzieliły świat na pół? Mocno zauważalne jest to właśnie na Górnym Śląsku, ziemi przesiąkniętej wierzeniami ludowymi, wielokulturowością, której mieszkańcy już sami tak do końca nie wiedzą do jakiej narodowości należą - teraz w obrzeżach jednej metropolii mieszkają Niemcy, Polacy, Ślązacy, gdzieś tam przewijają się nawet Francuzi i Anglicy. W tej społeczności żyje też Wilhelm Pisulla, mężczyzna po czterdziestce, o dwóch duszach, jeszcze niedawno policjant, mąż i ojciec dwóch synów. Teraz te określenia już go nie definiują - wojna odebrała mu wszystko. Choć nadal związany jest z lokalną policją, działa teraz na własną ręką, za jedyne wsparcie mając przyjaciela z dzieciństwa. Czy tyle do życia mu wystarczy? Czy na pewno porzucił już nadzieję? A może zgłoszenie zaginięcia niemowlęcia, z jakim przychodzi do niego pewna kobieta, będzie początkiem zdarzeń, które zasługują na opisanie ich w powieści?
„Dlaczego wszystko musi być dziś takie trudne? Dlaczego wszędzie musi być broń, dlaczego każdy jest tak prędki, aby jej dobyć?”
Książka rozpisana jest na 45 numerowanych rozdziałów, które otwiera skrót tego, co każdy z nich będzie opisywał - to nawiązanie do klasyki literatury, często spotykane w powieściach detektywistycznych. Rozdziały są różnej długości, od kilku do kilkunastu stron. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego z przeważającym stopniu przez Wilhelma, dosłownie jeden rozdział pisany jest z innego perspektywy, jego przyjaciela Wendelina. Styl powieści jest mocno dopasowany do narratora i jego rozmówców - narracja Wilhelma stylizowana jest na język sprzed wieku, jakim posługiwali się mieszkańcy Śląska jego pokroju - zamiast końcówki -ym, jest -em, często obok czasownika występuje dodatkowe rozszerzenie “był”. Zarówno w dialogach z fizycznymi rozmówcami, jak i z jego własną drugą duszą, bohater posługuje się gwarą śląską - i w tym wypadku nie jest to stylizacja, a gwara oddana 1:1 zarówno w samym zapisie słów, jak i sposobie budowy zdań, form, jakimi zwraca się do określonych rozmówców. Zapis tych fragmentów jest więc wyjątkowo wymagający, bo poza stylizacją sprzed wieku dochodzi coś na kształt drugiego języka - gwara śląska, jak i okazyjne wstawki po niemiecku czy angielsku są opatrzone przypisami, więc czytelnik nieznający tej gwary i języków nie powinien czuć się podczas lektury zagubiony. We fragmentach pisanych po śląsku pojawiają się przekleństwa, mają one jednak inną formę niż w języku polskim, tam po prostu nie są wulgaryzmami, co warte jest zaznaczenia, bo z tego część odbiorców może nie zdawać sobie sprawy. Zatem już w warstwie językowej książka jest niepowtarzalnym doznaniem - początkowo wzbudziła we mnie zachwyt, nieustająco budzi podziw, choć muszę przyznać, że nie jest to proza do czytania jednym ciągiem przez kilka godzin - w taki sposób ta mocna forma stylizacji może po czasie męczyć.
„Poznać i zrozumieć coś jesteśmy w stanie tylko przez coś innego, przynajmniej jeśli mówimy o poznaniu za pośrednictwem języka, a więc całe nasze poznanie i myślenie, ekscelencjo, jest wielką metaforą, niczem innem.”
Poza doznaniami językowymi, w powieści uwagę przyciąga także postać głównego bohatera Wilhelma Pisulli, który ma dwie dusze. Jedna z nich, ta nazwana, została ochrzczona, wychowana i wyedukowana, druga to twór dziki - bez imienia, bez chrztu, bardzo surowa, bezlitośnie krytyczna w stosunku do zachowań Wilhelma, która w nocy potrafi przenosić się z jego ciała do ciała puszczyka (stąd tytuł powieści, w języku niemieckim puszczyk to waldkauz). Początkowo ich relacja fascynuje, czasami śmieszy sposobem, w jaki się ze sobą komunikują, z czasem jednak przybiera poważne tony, a czytelnik zaczyna się zastanawiać nad znaczeniem - czy każdy człowiek ma dwie dusze, czy tylko Pisulla? Może ta druga dusza jest jego połączeniem ze światem, który zniszczyła wojna - światem nadprzyrodzonym, światem, w którym utopce, beboki i mamuny żyją tuż obok człowieka? A może to coś, co jednak ma każdy z nas, może symbolizuje podział na rozum i serce, racjonalizm i intuicję, która po prostu widzi więcej? Interpretacje drugiej duszy wraz z biegiem lektury się mnożą, każdy z czytelników może więc odebrać ten zabieg inaczej.
„Taki już mi los przypadł, że moja dusza nieochrzczona przyciąga wszystko spod powierzchni, czarnych bożków, których nie przegnali ksiądz z pastorem, bo nie mają takiej władzy, nikt nie ma, tylko ta dziwna siła w świecie, z której wyrastają w górę kominy hut, koksowni i morskich parowców i w dół drążą się szachty, i to od tej siły się tracą, jak i ja się tracę, z moją drugą duszą.”
Poprzez formę narracji Wilhelm wiele zdradza nam o sobie. Jego styl jest gawędziarski, zdania długie, często zaczyna o czymś wspominać, ale od razu ucieka od tematu - woli powiedzieć, że o tym, opowie później, choć w przeważającej mierze tego nie robi.
„To bardzo długie zdanie, tylko powieściopisarz może sobie na takie pozwolić, czyż nie?”
Jego opowieść nie jest zatem ułożona w porządku linearnym - raz opowiada o tym, co dzieje się teraz, by po chwili przerwać i zacząć inny wątek, i tak jego opowieść zaczyna składać się z wielu opowieści, wielu anegdotek, z których część posuwa akcję do przodu, a część skupia się na scharakteryzowaniu świata, w jakim przyszło Wilhelmowi żyć. Jego sytuacja rodzinna mocno ciąży mu na sercu, a obowiązek ojcostwa, miłość, jaką do swoich synów czuje jest tak potężna, że chyba nie do końca potrafi ją znieść… Bohater w swojej rozpaczy momentami przypomina bohaterów literatury starożytnej - takie skojarzenia najmocniej budzi sam finał powieści.
„Dwie dusze, jedno imię – jednej jest Wilhelm, druga nie ma imienia, a bez imienia nie ma też chrztu, a więc ciąży na niej zmaza grzechu pierworodnego i stąd biorą się wszystkie moje kłopoty.”
Zatem akcja nie toczy się w zawrotnym tempie, powiedziałabym nawet, że przez większą część lektury jest dość statyczna. Dopiero pod koniec, ostatnie sto pięćdziesiąt stron przebiera nieco bardziej sensacyjno-awanturniczą formę opowieści, autor korzysta z motywów drużyny, która tylko wspólnie może poradzić sobie z zadaniem. Wcześniej powieść skupia się na charakterystyce świata, jaki przyszedł po wojnie. Świata podzielonego na pół, świata za kurtyną dzielącą czas na człowieczy, w którym rządzi siła, broń i przenikająca przez wszystko wrogość, i na pradawny, czas dawnych wierzeń w zjawiska nadprzyrodzone, w poczucie, że jest na świecie coś więcej niż tylko dosłowność.
„Świat nie jest ciągiem przyczyn i skutków, świat jest zupełnie czemś innem, czego nie rozumiemy, ale w niemądrem pozornie przekonaniu o wewnętrznej wolności człowieka mamy intuicję, która sięga głębiej niż rozum, tam gdzie wolności jako konceptu obronić się nie da. Nasz rozum pojmuje nie świat, tylko jego powłokę, zwykle nie sięga głębiej, a gdy najmędrszem głębiej sięgnąć rozumem się udaje, pozostają, jak my wszyscy, bezradni wobec tego, co ujrzeli, bezradni wobec matematyki, która ich tam prowadzi, zostaje tylko poezja, należąca już nie do rozumu, tylko do królestwa drugiej duszy.”
Bardzo wyraźne jest też miejsce akcji, aglomeracja Górnego Śląska, którą Pisulla przemierza na rowerze i samochodem. Doskonale oddane zostały realia tamtych lat, tego narodowościowego zamieszania, podziałów klasowych i politycznych, wrogości, w której jedno niewłaściwe spojrzenie może spowodować strzał prosto w głowę. Śląskość jednak przewija się nie tylko w sytuacji politycznej, ale też w języku, w ubiorze, w przyzwyczajeniach postaci, w jedzeniu, religii.
„Nikt jej tego wieczoru już nie wróci, to jest czas człowieczy, czas dla młodych chłopaków, ich ognia, czas noża, pistoletu i pałki, nie jej miłości.”
“Waldkauz” to powieść, w której czuć ogromną ilość pracy, jaką autor musiał w nią włożyć - sama stylizacja językowa musiała pochłonąć ogromną ilość energii, jest kompletna, dopracowana w każdym calu, po prostu perfekcyjna, a to budzi ogromny podziw, mimo że na dłuższą metę lektura w tej formie okazuje się bardzo wymagająca. To nie jest minus, to po prostu wskazówka, by pozwolić sobie na delektowanie się lekturą, na wchodzenie w ten świat po kawałku, zamiast pochłaniać go naraz w całości. Oryginalna kreacja postaci, mocno zakorzeniona na śląskiej ziemi, a równocześnie przywodząca na myśl starożytnych literackich bohaterów nadaje lekturze ton - narzuca takie tematy jak życie w cieniu wojny, nawet tej już zakończonej, jak poczucie tożsamości czy ojcostwo. Mimo statyczności akcji historia nie nuży - w każdym rozdziale jest coś nowego do odkrycia na temat postaci, miejsca, wierzeń lub po prostu języka, a realizm miesza się z wątkiem magicznym. Choć “Waldkauz” nie przeskoczył w mojej prywatnej skali “Chołodu” (recenzja - klik!), to i tak zrobił na mnie wrażenie - ciężarem tematycznym, stylem i niebanalnym pomysłem.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz