kwietnia 08, 2025

"Przepraszam, ja już nie żyję" Marta Matyszczak - patronacka recenzja przedpremierowa

"Przepraszam, ja już nie żyję" Marta Matyszczak - patronacka recenzja przedpremierowa

Autorka: Marta Matyszczak
Tytuł: Przepraszam, ja już nie żyję
Cykl: Zbrodnie na podsłuchu
Data premiery: 09.04.2025
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał cosy crime
 
Marta Matyszczak to polska autorka komedii kryminalnych i kryminałów cosy crime, która dostarcza nam dobrej rozrywki od ośmiu lat. Sama znam jej powieści niewiele krócej, a już od pięciu mam przyjemność im patronować - i robię to z czystą radością, jest to jeden z moich pewniaków na polskiej scenie powieści kryminalnych. Jednak i w ulubionych twórczościach muszą zachodzić zmiany i u Marty Matyszczak takim rokiem był 2024 - to wtedy rozpoczęła nową serię nie komedii kryminalnych, z których była do tej pory znana, a kryminałów cosy crime (jako jedna z pierwszych na polskim rynku wykorzystała wątek podcastu kryminalnego w powieści!) - pierwszą bez narratora zwierzęcego! - i zakończyła serię Kryminałów pod Psem, którą na rynku debiutowała. “Przepraszam, ja już nie żyję” to pierwszy jej tytuł roku 2025, drugi tom nowej serii Zbrodnie na podsłuchu, który można czytać niezależnie od “Przepraszam, tu był trup” (recenzja - klik!), choć na pewno warto sięgnąć po całość, by w pełni docenić zależności pomiędzy bohaterami serii.
 
Czasy współczesne, Hiszpania, sierpień. Rita Braun wraz ze swoim bratem Radkiem i współtworzącym z nią pocast Zbrodnie na podsłuchu Jackiem zatrudnili się na najbliższe pół roku na jednym z olbrzymich wycieczkowców pływających po Morzu Śródziemnym. To dobry sposób na zarobek i wakacje w jednym, choć celem Rity i Jacka jest tak naprawdę coś innego - nagranie podcastu o szkodliwym wpływie takiego środka transportu na środowisko. Jednak już wkrótce okazuje się, że ponownie w ich ekologiczną tematykę wplącze się historia kryminalna… W wielkim dniu ślubu przyjaciółki Mai, która dzięki temu wraz z chłopakiem Radka również znalazła się na pokładzie statku, ktoś ląduje za burtą. Niestety ratunek nie przybywa na czas, a po wyłowieniu ciała okazuje się, że to raczej nie było potknięcie… Kim jest ofiara i dlaczego zginęła? I czy na pewno Rita i jej towarzysze są bezpieczni prowadząc śledztwo na tym samym statku, na którym musi znajdować się morderca?
“Sama nie wiem, jak to się dzieje, ale wy może się już do tego przyzwyczailiście. Do tego, że obok śledztw proekologicznych zawsze nam na boku wpadnie jakaś zbrodnia. Prawdziwa. Na człowieku.”
Książka rozpisana jest na prolog, nienumerowane rozdziały odliczające dni pobytu na statku oraz epilog. Z początku historia nie do końca toczy się w porządku chronologicznym - zaczynamy na dzień przed wyruszeniem statku z portu, by za chwilę przeskoczyć do dnia czwartego wycieczki, do śledztwa, po czym cofamy się o rok do wydarzeń z Hiszpanii. Im dalej w lekturę tym czas coraz bardziej zbiega się w jedno, a wydarzenia zaczynają toczyć się w porządku chronologicznym, aż do czternastego, ostatniego dnia wyprawy. Rozdziały, które wyróżniane są poprzez wskaźnik upływu dni dzielone są na mniejsze fragmenty pisane z kilku perspektyw - oznaczone są zarówno postacią przewodnią danego fragmentu oraz miejscem, w którym odbywa się akurat akcja powieści - bo mimo tego, że większość toczy się na statku, to jednak jest to taki kolos, że miejsc do rozłożenia akcji nie brakuje - cały statek ma 20 pokładów! Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Rity, Radka, Jacka, Mai i policjanta, który przylatuje na statek, by przeprowadzić śledztwo oraz w pierwszej osobie czasu przeszłego przez panną młodą i świadka jej ślubu. Rozdziały osadzone rok wcześniej są pisane z perspektywy zmiennej: raz ofiary, raz sprawcy, raz nie do końca wiadomo kogo. Ponadto przez historię przewijają się również fragmenty podcastu nagrywanego przez Ritę - te wyróżnione są nie tylko tytułem, ale również pismem pochyłym. Styl powieści delikatnie dopasowany jest do każdego z bohaterów, jest lekki i przyjemny, momentami nieco ironiczny, acz niezmiennie doprawiony szczyptą humoru. Autorka sprawnie posługuje się językiem czerpiąc od czasu do czasu ze slangu młodzieżowego czy żargonu znanego dla pracowników wycieczkowców, co oczywiście jest w przypisach tłumaczone.
“Rita poczuła ogromną ulgę. Że to piekło jest już za nią. Należy do przeszłości. I za ten odmieniony stan rzeczy mogła podziękować tylko sobie. To ona sama stanęła w swojej własnej obronie. Sama siebie uratowała.”
Przewodnią postacią serii jest Rita Braun, kobieta po dwudziestce, która po uwolnieniu się spod wpływu ojca i męża, dopiero teraz zaczyna żyć na swój rachunek, tak jak chce. Pierwszy sezon podcastu przyniósł jej już pewną rozpoznawalność, przed nią jednak jeszcze długa droga do bezproblemowej samodzielności i zbudowania pewności siebie. To bohaterka pozytywna, która dodaje nam kobietom siłą do działania, do walki o same siebie. Jej historia do najłatwiejszych nie należy i czuć to w niektórych momentach, jednak jej determinacja i swego rodzaju wścibstwo potrzebne do prowadzenia śledztw, czy to ekologicznych, czy kryminalnych, są nieraz dobrym pretekstem do humorystycznych sytuacji.
“Już sama sobą była zmęczona. Tym brakiem decyzyjności. Nieśmiałością. Zerową wiarą w siebie. Ojciec i mąż nieźle wyprali jej mózg przez te wszystkie lata. Jednak przecież już tyle osiągnęła na własną rękę. Wyrwała się z tego piekła w Zaściankach. Znalazła sobie mieszkanie i pracę w stolicy - wprawdzie gówniane po całości, ale dawała radę się utrzymać. Zdobyła też wiernych przyjaciół. Została podcasterką. Dlaczego więc, do diabła, miałaby nie spełnić swojego marzenia o zostaniu detektywką?”
W tym tomie jej brat Radek odgrywa podobnie znaczącą rolę, co ona. To postać mocno komediowa, człowiek, który idzie gładko przez życie - udaje, że coś robi, udaje, że pracuje, a jego symulowanie jest tak dobre, że wszyscy mu wierzą. Tutaj szczególnie dużo nieporozumień budzi jego problem z językami, bo jako lokalny patriota Radek zdecydowanie woli rozmawiać po polsku… To taka postać dobrego lekkoducha - można się pośmiać z jego wad, ale sympatia pozostaje.
“Radek się bał i tyle! Już swoje przeżył w tej cholernej Wiśle, a teraz historia się najwyraźniej powtarzała. Do tego nie było jak stąd zwiać, bo tkwili na pieprzonym morzu!”
Seria zbudowana jest tak, że każdy tom to osoba zagadka kryminalna, a więc i związane z nią postacie. I tak tutaj mamy przede wszystkim policjanta zajmującego się śledztwem, który jest istną kopalnią humorystycznych sytuacji - nieporadny, funkcjonujący tak, jakby na statek trafił w celach turystycznych, a nie śledczych. Co wyjątkowo zabawne, to fakt, że ten bohater mimo iż mieszka na Bahamach, to płynie w nim krew polska, w dzięki temu dochodzi do sporej liczby żartów językowych.
Poza niespecjalnie zdolnym śledczym obserwujemy dwie rodziny, które podczas zaślubin miały połączyć się w jedną, jak i kapitana statku, a każda z tych postaci ma w sobie jakąś cechę prześmiewczą, jak i tajemnicę, którą mamy za zadanie odkryć.
“Wygląda mi na takiego, który prędzej wyciągnie nogi niż prawidłowe wnioski.”
Intryga kryminalna jest zbudowana solidnie, sama tak naprawdę nawet nie wiedziałam kogo mam jako sprawcę podejrzewać. Odpowiednio mocno mieszają w głowie fragmenty sprzed roku, które wydają się całkowicie niezwiązane z tym, co teraz dzieje się na statku, ale skoro o nich czytamy, to jednak muszą mieć znaczenie. Autorka długo trzyma nas w niepewności zgrabnie przeplatając tropy kryminalne z sytuacjami komediowymi, a kilka perspektyw zamiast rozjaśnić sytuację, zdaje się tylko ją jeszcze bardziej gmatwać. Dobrą bazą na pewno jest wycieczkowiec wielkości małego miasta, który mimo to jest przecież miejscem zamkniętym, a więc morderca od samego początku może czaić się bardzo blisko…
“Pozostawało mieć nadzieję, że znajdzie się jakiś domorosły detektyw na pokładzie, który wytropi sprawcę mojego dramatycznego i jakże niespodziewanego końca. Mówię “domorosły”, bo wiarę w działania policji straciła dawno. A już na pewno po tych wydarzeniach sprzed roku. Pewnie przyślą tu jakiegoś gamonia, który z trudem trafia papierochem od własnych ust. Dlatego liczyła się inicjatywa prywatna.”
Wprowadzenie podcastu w serię kryminalną na pewno też jest dobrym pomysłem - dodaje jej solidnego osadzenia w czasach współczesnych, a dodatkowo wywołuje dreszczyk emocji - w końcu Rita i Jacek próbują wyśledzić negatywne poczynania pracowników statków, ich negatywne wpływ na środowisko, a przecież nikt z wycieczkowiczów nie chce wiedzieć, jak pozornie nieszkodliwa wycieczka zamienia się w hutę produkującą zanieczyszczenia powietrza i wody. Temat ekologii jest ważnym zagadnieniem, a autorka opisuje go solidne - z fragmentów podcastu możemy dowiedzieć się naprawdę ciekawych rzeczy! To dobry sposób na uświadomienie społeczeństwa - lekka i przyjemna historia kryminalna podana tak, że nie da się uniknąć również wzmianek o tym, jak negatywny wpływ statki mają realnie na środowisko.
I może dlatego tak polubiła nagrywanie? Nareszcie w jej żyłach płynęła adrenalina. Po latach nudy i stagnacji wreszcie zaczęło się coś dziać.”
Tak jak w tomie pierwszym dominował zimowo-górski klimat, tak tutaj panuje letnio-morski i to w całej okazałości - praży słońce, trochę buja, a i możemy pozwiedzać sobie kolejne punkty na mapie wycieczki m.in. Ateny, Santorini, Wenecję, Kretę. Nie tylko zatem doświadczamy ogromu i przepychu wycieczkowca, luksusowych wakacji, które nie są tak idealne jak opisywane na serwisach podróżniczych, ale też i blasków i cieni odwiedzanych miejsc - bo choć miejsca same w sobie są piękne, to kiedy na ich brzegu nagle pojawia się kilka tysięcy turystów, ten urok gdzieś znika. I to kolejny dobry temat, który autorka tą powieścią porusza - problem tak zwanego overtourismu, który zamiast działać korzystnie na gospodarkę danego miejsca, tak naprawdę to miejsce wyniszcza.
“Może i był leniwy. Może i bywał łamagą. Może i nic mu się zazwyczaj nie chciało. Jednak czasem - zaznaczmy, tylko czasem, w chwilach największej próby - potrafił zaskoczyć. I to właśnie była ta chwila.”
“Przepraszam, ja już nie żyję” to powieść o wielu warstwach. Komedia, powieść kryminalna, historia tworzenia podcastu, opowieść o zależnościach i toksyczności niektórych rodzin, jak i uświadomienie o skali zagrożeń ekologicznych, jakie ciągnie się za atrakcją podróży wycieczkowcem, to główne, choć nie jedyne punkty tej powieści. To coś, co dobrze sprawdzi się zarówno jako książka do poczytania w wakacje, jak i pod kocykiem wiosną czy jesienią, kiedy brakuje nam dotyku słońca na skórze. To dobra rozrywka, ale i książka wnosząca coś w naszą świadomość, a ja bardzo sobie takie podwójne działania cenię. Zmiany perspektywy i czasu akcji pobudzają czujność czytelnika, sprawiają, że trybiki w naszych głowach cały czas się kręcą, a my szukamy właściwych miejsc dla podrzucanych nam przez autorkę puzzli. Komu uda się złożyć je w całość? Ja musiałam poczekać aż Mata Matyszczak zrobi to za mnie i bawiłam się przy tym doskonale!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 07, 2025

"Góry śpiewają" Nguyễn Phan Quế Mai

"Góry śpiewają" Nguyễn Phan Quế Mai

Autorka: Nguyễn Phan Quế Mai
Tytuł: Góry śpiewają
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Albatros
Seria wydawnicza: Piąta Strona Świata
Liczba stron: 464
Gatunek: powieść historyczna
 
“Góry śpiewają” to debiut prozatorski napisany w języku angielskim wietnamskiej autorki i poetki Nguyễn Phan Quế Mai. Wcześniejsze swoje dzieła wydawała po wietnamsku, jednak przy tej powieści zdecydowała się na język angielski - język, którego zaczęła się uczyć stosunkowo późno, choć teraz posługuje się nim na tyle biegle, że książki tłumaczy. A jednak, jak sama przyznaje, towarzyszyły jej obawy, czy w języku, który nie jest jej rodzimym, znajdzie słowa wyrażające dokładnie to, co chce przekazać…
Wygląda na to, że to się jej udało - “Góry śpiewają” zostały obsypane ogromną liczbą nagród i zaszczytnych tytułów, jednym z nich, pewnie tym z najważniejszych jest określenie jej jako książki propagującej pokój i pojednanie, świat bez wojen. Bo właśnie o wojnach z perspektywy zwyczajnego człowieka autorka opowiada - o wojnach, które świat, a szczególnie Amerykanie znają tylko z jednej perspektywy. Teraz, w swoim języku, mogą w końcu poznać drugą.
“Ja też kiedyś nie lubiłam Amerykanów, ale czytając ich książki, ujrzałam tych ludzi od innej strony. Od strony ich człowieczeństwa. Nabrałam przekonania, że gdyby ludzie więcej o sobie czytali i ujrzeli światło innych kultur, na świecie nie byłoby wojen.”
Wietnam, rok 2012. Dorosła Hương paląc kadzidełka na ołtarzyku swojej babci wspomina jej osobę, kobietę, która sama w życiu przeszła niewyobrażalnie dużo, a jednak dała jej, swojej wnuczce, poczucie bezpieczeństwa i dostatku na tyle, ile było to możliwe. Hương oddaje więc jej głos, chce opowiedzieć jej historię. I tak cofamy się do pierwszej połowy lat XX i historii jej babci, która zaczyna się, gdy ta była jeszcze małą dziewczynką… Jednak sama Hương też ma coś do opowiedzenia, drugą część historii jej rodziny, kolejnego pokolenia, które doświadczyło konfliktu nazwanego II wojną indochińską, nad którym kryje się tragedia wielu rodzin podobnej do jej własnej… Jak udało im się przeżyć, w jakie rejony świata poprowadziła je wojna? I czy burzliwe losy pozwoliły im w końcu zjednoczyć rodzinę na nowo?
“Nie chciałam ci opowiadać o tym, jak umarł, ale obie naoglądałyśmy się dość śmierci i przemocy, by wiedzieć, że tylko w jeden sposób można rozmawiać o wojnie: szczerze. Tylko dzięki szczerości możemy poznać prawdę.”
Książkę otwierają trzy pojedyncze kartki: dedykacja, informacja, iż jest to opowieść fikcyjna z prawdziwym tłem historycznym i drzewo rodziny Trầnów, która jest jej bohaterem. Cała powieść dzielona jest na tytułowane, ale nienumerowane rozdziały różnej długości - w sumie jest ich 16 i w większości toczą się naprzemiennie: raz poznajemy historię wnuczki, by za chwilę wrócić do opowieści babci. Rozdziały dzielone są na krótsze scenki, więc czytanie jest wygodnie, nie nastręcza trudności. Tak samo styl - jest bardzo płynnie, delikatnie (bardzo delikatnie) liryczny, od czasu do czasu pojawiają się ładne, trafne porównania, jednak autorka przede wszystkim stawia na prostotę wypowiedzi - stara się przekazać historię tak, by to ona była w tej powieści najważniejsza. Język jest dobrany starannie, autorka aranżuje go na styl, jakim na co dzień Wietnamczycy się posługują - jak sama podkreśla, często używa się u nich przysłów czy przytacza słowa pieśni, modlitw, kołysanek. Całą opowieść poznajemy w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego oprócz pierwszego i ostatniego rozdziału, które pisane są w czasie teraźniejszym. Każdy rozdział określa również miejsce i czas opisywanych wydarzeń.
“Kilkunastu żołnierzy z dwóch oddziałów rozmawiało ze sobą w języku, którego nie rozumiałam. Brzmiał łagodnie i lirycznie. Chyba ludzie, którzy obracają w ustach takie słowa, nie mogą być brutalni wobec innych?”
Autorka swoją opowieść przedstawia oczami kobiet, które na co dzień pełnią rolę matek, opiekunek, które w opisywanych czasach stawiane były w rodzinie na drugim miejscu, jako te podległe mężczyznom. A jednak w czasie wojny role się zmieniają - gdy mężczyźni idą walczyć z wrogiem, kobiety robią wszystko, by utrzymać rodzinę razem do czasu ich powrotu. U Nguyễn Phan Quế Mai bohaterki wcielają się w tym czasie w różne role: matka Hương sama rusza na wojnę, idzie oferować pomoc jako lekarka i w tym samym czasie szuka swojego męża. Babia Hương przejmuje na barki pilnowanie jej bezpieczeństwa, a żeby to uczynić musi podjąć decyzję, która w przyszłości przyniesie jej dużo wrogów. Ale to dla niej nie nowość - już jako młoda dziewczyna podczas reformy rolnej przechodziła coś podobnego, jej sąsiedzi zaczęli ją nienawidzić dlatego, że żyła w rodzinie dobrze sytuowanej, w końcu doprowadzając do tego, że musiała z małym dziećmi uciekać z miasta. To postać, która wywołuje ogromne emocje, kobieta postawiona przed wyborami, z których każdy jeden jest wyborem złym, wyborem niemożliwym, którego i tak musiała dokonać. Hương też wiele w życiu doświadczyła - urodziła się w czasie II wojny indochińskiej (inaczej wojny wietnamskiej), spędziła dzieciństwo rozdzielona wojną od rodziców, ciotek, wujków, unikając bombardowań i tracąc przyjaciół.
Poprzez wszystkie swoje bohaterki autorka dobrze oddaje kobiecą niezłomność, kobiecą siłę, która w sytuacji zagrożenia wyzwala w nas pokłady, których nie znamy i których tak naprawdę nigdy nie chciałybyśmy poznać. Jej kreacje są przedstawione z dużą zręcznością, ich dylematy bolą, choć nie dominują, czujemy je nie przez dokładny opis uczuć bohaterek, ale przez proste, a zarazem pełne spojrzenie na ich sytuacje.
“Płomienie trzaskały i ryczały mimo deszczu i wiatru. Ja również musiałam być takim ogniem, płonącym na przekór wszystkim przeciwnościom.”
Mimo tego, że autorka opowiada historię oczami kobiet, to jednak cała książka jest bardzo uniwersalna - to opowieść o człowieku rzucony w wir historii, jednostce, która traci swoją sprawczość przez decyzje zapadające gdzieś na górze. To historia everymana, ludzi chcących żyć dobrze i spokojnie, którym nie pozwala na to jednak historia. Poprzez konflikty na górze cierpią ci na dole, ci, którzy nigdy nie chcieli w wojnie uczestniczyć. To jedna z tych książek ukazująca bezradność człowieka w obliczu wielkiej historii, a zarazem pokazująca, że po każdej z dwóch stron barykady znajdują się ludzie, którzy tego nie chcą. Ludzie, którzy na rozkaz innych popełniają czyny straszne, czyny krzywdzące nie tylko tych walczących, ale wszystkich - ich rodziny, ich znajomych. Bo wojna nie rozgrywa się tylko na polach bitewnych, to codzienna walka w zwykłych domach. Domach, w których po obydwu stronach barykady ludzie cierpią.
“(...) kiedyś myślałam, że sami decydujemy o swoim losie, lecz w tamtych czasach nauczyłam się, że podczas wojny zwykli obywatele są niczym więcej niż liśćmi na drzewach o opadają tysiącami i milionami podczas jednej fali burzy.”
A jednak i w czasie wojny życie toczy się dalej. Dzieci rosną, uczą się, zakochują - dzięki temu poznajemy trzy pokolenia rodziny Trầnów. Mimo okropieństwa wojny bohaterki na swoich drogach spotykają również ludzi życzliwych, ludzi uczynnych, dzięki którym historia zdaje się rozświetlać promyczkami dobra i nadziei.
“(...) nieważne, jak krótko czy długo żyjemy. Liczy się to, ile światło wnieśliśmy do świata tych, których kochamy, i ilu ludzi obdzieliliśmy współczuciem.”
Muszę przyznać, że Nguyễn Phan Quế Mai znalazła dobry balans pomiędzy uniwersalnością historii a oddaniem charakteru Wietnamu. Ich kultura w powieści jest obecna, ale wypada bardzo naturalnie - jedzenie, gesty, sposób zwracania się do innych są w książce dobrze opisane, ale wydają się niewymuszone, nie czujemy się jak na lekcji historii, a jesteśmy po prostu zwyczajnymi obserwatorami zwyczajno-niezwyczajnego życia bohaterek. Poza kulturą pojawia się też historia kraju, ta niepowiązana z innymi jak np. Wielki Głód czy reforma rolna.
“Kiedyś uważałam, że krew zawsze mówi prawdę, ale krew również może się zmieniać. Nie wolno winić młodych ludzi za czyny ich przodków.”
“Góry śpiewają” to historia prowadzona bardzo naturalnie, a równocześnie bardzo bogata, a zatem analizować można ją naprawdę długo. Mam jednak nadzieję, że w recenzji udało mi się zawrzeć te najważniejsze dla polskiego czytelnika punkty - myślę, że skomplikowaną historię Wietnamu targanego zarówno zewnętrznymi, jak i krajowymi konfliktami jesteśmy w stanie bardzo dobrze zrozumieć. Zresztą Amerykanie na pewno też, przecież i ich podwórko spływało krwią przelaną w wojnach domowych… Historia jednostki ukazana na tle historii kraju porusza i budzi sprzeciw wobec takiej przemocy, która jest prawdziwie bezsensowna - i to autorka poprzez swoje niezłomne bohaterki oddaje. Dużo emocji, dużo trudnych zdarzeń i niesprawiedliwości losu, ale także siły i wiary, że możemy uczyć się na zdarzeniach, które już miały miejsce i próbować, by już nigdy się nie powtórzyły. Choćby dlatego warto po nią sięgnąć!
“Wyzwania, którym przez całe swoje dzieje stawiali czoło Wietnamczycy, są jak najwyższe góry. Jeśli staniesz zbyt blisko, nie zobaczysz szczytów. Aby uzyskać pełny obraz, musisz się cofnąć i spojrzeć na nie z dala od porywistych nurtów życia…”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 05, 2025

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: mini-book tour z "Obroną"!

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: mini-book tour z "Obroną"!
Szybka akcja! Na zakończenie pierwszego etapu maratonu z Eddiem Flynnem poświęconemu "Obronie", czyli debiutowi Steve'a Cavanagha, zapraszam na ekspresowy mini-book tour! To doskonała okazja dla tych, których przez ten tydzień do lektury książki przekonaliśmy - chcesz poznać Eddiego Flynna od jego pierwszego pojawienia się na kartach powieści? Teraz jest doskonała okazja! 

Co do znaczy ekspresowy mini-book tour? Rządzi jedna zasada: 5x5! To znaczy zaledwie 5 uczestników book touru ma na lekturę po 5 dni każdy! Fajnie? No jasne, tym bardziej, że lekturę można machnąć nawet i w jeden dzień - tak wciąga!

Dla kogo jest to książka? Dla tych, których pasjonują gry polegające na sprycie - w końcu jest to thriller prawniczy, którego akcja toczy się częściowo na sali sądowej, gdzie właśnie sprytne podejście do ławników i świadków ma znaczenie! To także dla tych, którzy lubią dynamiczną akcję - sensacyjnych scen w tym tomie nie brakuje! Więcej o książce znajdziecie w mojej recenzji - klik!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 5 dni od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do tygodnia od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Albatros i skorzystacie z #eddieflynnmaraton. A jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru #eddieflynnmaraton organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem na Instagramie i FacebookuKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w poniedziałek.
Książka ruszy w podróż również w poniedziałek, a lista uczestników zamknie się na 5 osobach. Kto pierwszy, ten lepszy!
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @zakochani.wksiazkach (09.04-18.04)
2. @czytelnia.osobista opinia - klik!
3. @iter_per_libros opinia - klik!
4. @po_prostu_o_ksiazkach opinia - klik!
5. @zaczytana_panna opinia - klik!

kwietnia 03, 2025

Wygraj serię detektywistyczną z Montgomery'm Bonbonem! (rozwiązany)

Wygraj serię detektywistyczną z Montgomery'm Bonbonem! (rozwiązany)

Mimo ciągle zmiennej pogody, nasze myśli już coraz częściej uciekają w kierunku ciepłych dni, wolnego - np. świąt czy majówki, prawda? A to kojarzy się z przygodami, wyprawami w nieznane... Co zatem powiecie na propozycję odwiedzenia angielskiego muzeum, a później udania się na wyspę Cud? Dzisiaj takie wycieczki chcę Wam zapewnić i to nie w byle jakim towarzystwie, bo wraz z doskonałym, najlepszym na świecie detektywem Bonbonem i jego pomocnikiem dziadkiem Banksem! To duet przezabawny, który rozśmieszy i dorosłych czytelników dzięki małej karykaturze Poirota, i młodszych, którym na pewno spodoba się różnica w interakcji dziadka z Bonbonem a z Bonnie. Brzmi dobrze, prawda? Zapraszam na konkurs z pakietem dwóch tomów serii z Montgomery'm Bonbonem! 


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Powszechnie wiadomo, że detektyw musi mieć swojego pomocnika... jaki duet jest Twoim ulubionym i dlaczego? A może już Twoje dziecko ma takich bohaterów? 
Swój/Wasz wybór krótko uzasadnij. 


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej, zabawniej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 4 do 7 kwietnia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 10 kwietnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

10.04 aktualizacja - wyniki konkursu:
Wygląda na to, że niewiele Waszych dzieciaków ma ulubione detektywistyczne duety! To dobrze, że możemy temu zaradzić ;) Pakietem książek nagrodzone zostają:

Instagram:
1) @joann.lukasik
U mojego synka na tapecie ostatnio "Biuro detektywistyczne Dziurka od klucza" Renaty Piątkowskiej i niezawodny duet detektywistyczny czyli Mikołaj i Julek. Młodzi bohaterowie w mig rozwiązują zagadkę napadu, złodzieja dzieł sztuki, pomagają swoim kolegom z klasy znaleźć zaginioną biżuterię, a nawet dowiadują się kto straszy w nawiedzonym domu! Nie ma sprawy, której by się nie podjęli i zagadki zbyt skomplikowanej dla naszych młodych śledczych! Niczym Sherlock Holmes i doktor Watson rozpracowują najtrudniejsze tajemnice i odnoszą niemałe sukcesy! Syn bardzo polubił ich za umiejętność współpracy, nieustępliwość i oczywiście skuteczność w działaniu! Zabawne przygody duetu detektywistycznego są dla niego nieustanną inspiracją do zabaw! A mi też sprawiają one sporo radości!

2) @magdalenka_55
Mój starszy syn ma już taki ulubiony duet - to Lasse i Maja. Ich biuro detektywistyczne, zagadki, które rozszyfrowują - mój syn uwielbia te historie. Przyznam, że i ja je cenię, też za ten klimat małego kameralnego miasteczka Valleby, za innych bohaterów, pastora, bibliotekarkę , bo to ciekawie skonstruowane postacie. No i przyznam, że jak mamie udało się zdobyć autograf Martina Widmarka - to była radość w domu 😀

Facebook:
3) Justyna Mazurkiewicz
Mój ulubiony duet? Hmmm... Lincoln Rhyme i Amelia Sachs. Zdecydowanie. Uwielbiam umysł Lincolna i odwagę Amelii. Mimo ograniczenia fizycznego Linca są niezwykle skuteczni i świetnie się uzupełniają. A młodzież? To ekipa ze Szkoły szpiegów 🙂

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

kwietnia 03, 2025

"Konsjerż" Abby Corson

"Konsjerż" Abby Corson

Autorka: Abby Corson
Tytuł: Konsjerż
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał cosy crime
 
“Konsjerż” to debiut literacki Abby Corson, choć nie jest to jej pierwsza styczność z piórem - już od dekady pisze do znanych angielskich i australijskich magazynów w tematyce lifestylowej oraz luksusowych podróży. Teraz jednak przyszła pora na pełnoprawną powieść, która jest miła i przyjemna, ale jednak… kogoś w niej mordują. Idealna historia na urlop macierzyński! Bo właśnie siedząc w domu z jedną córką, a równocześnie oczekując przyjścia na świat drugiej, Abby Corson pokusiła się o tę powieść. Na rynku angielskim wydana została w 2024 roku jak na razie jest jedyną pozycją powieściową w dorobku autorki, jednak na luty 2026 zapowiedziana jest już kolejna - na razie jednak nic więcej o niej nie wiadomo, jak również czy i jeśli tak, to kiedy, ukaże się w Polsce.
 
Anglia, hrabstwo Yorkshire. To tam całe życie spędził teraz już 72-letni Hector Harrow, a sporą jego część, ponad pół wieku, zajmował się pracą w okolicznym, przyjemnym i luksusowym hotelu Cavengreen jako konsjerż. Do czasu… morderstwa, jakie zostało tam dokonane i w związku z którym stał się podejrzanym - w końcu to on znalazł ciało… Teraz, kiedy jest już na emeryturze, chce spisać tę historię, by przedstawić co wydarzyło się wtedy naprawdę. A my mamy okazję jej wysłuchać - Hector nagrywa ją na dyktafon, z czego później jego przyjaciółka Helen ma stworzyć powieść.
“W dobrej książce musi się znaleźć wydarzenie, zwrot akcji i rozwiązanie. Wystarczą te trzy rzeczy i garść popieprzonych bohaterów i nie ma powodu, byś nie napisał dobrej książki.”
Książka rozpisana jest na 33 rozdziały pisane w narracji pierwszoosobowej przez Hectora w dwóch czasach - głównym wątkiem jest opowieść o hotelu i morderstwie w nim popełnionym, jednak Hector nie ukrywa przed czytelnikiem tego, że opowiada to z dystansu czasu i o tym, co dzieje się u niego teraz też czytelnika informuje. W związku z tym, że narrator wie, że nagrywa dla czytelnika, to nieraz zwraca się do niego bezpośrednio, ba! zastanawia się nawet jak jego opowieść zostanie odebrana. Książka zatem ma niepowtarzalny styl, a jej forma złożona nie tylko z opowieści Hectora, ale również np. i nagranych na dyktafon rozmów, daje poczucie świeżości. Język powieści jest przyjemny, codzienny i nieinwazyjny - ot, opowieść starszego, eleganckiego pana…
 
Ale choć Hector ze względu na swój zawód jest uprzejmy i dyskretny, to jednak jest w nim też coś więcej. To postać słodko-gorzka, która przez życie idzie godnie, z podniesioną głową, ale jednak dość… samotnie. Trudne dzieciństwo, z którym do teraz nie może się pogodzić, i skupienie się na pracy już w młodym wieku sprawiły, że mimo przelotnych romansów nigdy nie związał się z nikim na stałe. Niepokojące są też jego odruchy obsesyjno-kompulsywne: pukanie się w czoło, robienie wszystkiego w seriach po trzy… Czy więc pod płaszczykiem uprzejmego starszego pana nie kryje się coś głębszego, coś dużo bardziej mrocznego? To myśl, która w czasie lektury napływała mi do głowy dość często.
“Można mieć rodzinę i przyjaciół, a i tak czuć się samotnym - możesz na przykład spędzić cały dzień w towarzystwie ludzi, a wieczorem kłaść się z przeświadczeniem, że nie odbyłeś żadnej istotnej rozmowy lub nie spotkałeś się z czułością, jakiej pragnąłeś.”
Do morderstwa doszło w hotelu, w noc po uroczystości weselnej - mamy więc zamknięte grono podejrzanych. Wśród nich jest obsługa: recepcjonistka i kierownik hotelu, nowy właściciel Amerykanin i goście: pisarz, najbliżsi państwa młodych i znajomy Hectorowi mężczyzna. Przed morderstwem przyglądamy się funkcjonowaniu tego hotelu, Hector oprowadza nas po wnętrzach i opowiada o swojej pracy, kiedy jednak docieramy do momentu znalezienia zwłok, robi się z tego nawiązująca do klasyki powieść detektywistyczna. W końcu zarówno grono podejrzanych, jak i miejsce akcji mamy zamknięte. Kreacje postaci rysowane są grubą kreską bazującą na stereotypach, ale dobrze pasuje to do ogólnej konwencji powieści, nadaje jej nieco humorystycznego zacięcia, ale też jest sposobem na uśpienie czujności - narratorowi zdarza się naprowadzać czytelnika na trop, jednak robi to w sposób bardzo subtelny…
“Nie ulegało wątpliwości, że zabójca, kimkolwiek był, wciąż przebywa w hotelu. Chyba że właśnie wywieziono go w worku na zwłoki.”
I całkiem przebiegły, gdyż intryga zaskakuje co najmniej kilka razy! Przede wszystkim na starcie nawet nie wiemy kto zginie, dość długo nie wiemy też kto jest mordercą… a gdy wychodzi to na jaw, książka się nie kończy! Bardzo podoba mi się to, co autorka zrobiła pod koniec powieści, nadała jej bardzo nieoczywisty bieg i solidny twist, który sprawił, że moja ogólna ocena książki podskoczyła! Wcześniej, przez większą część opowieści, autorka utrzymuje nas w klasycznym, spokojnym stylu…
 
Wspomniałam już o samotności i krzywdach przeszłości, jakie nie chcą pozwolić zakopać się w pamięci Hectora. Książka zatem może mieć wydźwięk uniwersalny, moją uwagę jednak mocniej przyciągnęły komentarze o tworzeniu powieści: dzięki pisarzowi, który jest gościem hotelu, jak i Hectorowi, który w wieku 72 lat szykuje się do literackiego debiutu, poznajemy sporo literackich smaczków i uwag, jak uczynić książkę lepszą. W pewnym momencie wysuwają się na przód refleksje o tym, jak wielka jest różnica między tym, co czuje pisarz tworząc opowieść, poświęcając na nią miesiące pracy, a czytelnik, który czyta ją często w biegu, w sumie przez kilka godzin… Dobrym motywem jest też refleksja nad tym, jak książka z historii prawdziwej może zrobić coś, co stanie się rozrywką dla mas. Oczywiście tutaj tylko teoretycznie, sama historia faktycznie jest fikcyjna, ale nie szkodzi to temu, by trochę się na takimi zagadnieniami zastanowić.
“(...) jakie to zabawne, że ty będziesz to czytać nad basenem w wakacje albo w pociągu w drodze do pracy, podczas gdy dla mnie to był tak intensywny okres w życiu. Dla ciebie to tylko kolejna książka, którą niebawem zapomnisz.”
Muszę przyznać, że “Konsjerż” solidnie mnie zaskoczył. Byłam przekonana, że mam w ręce kryminał mocno nawiązujący do klasyki gatunku, w którym narrator przeprowadzi nas od zbrodni po jej rozwiązanie. A jednak nie! Pierwsze zaskoczenie: dyktafon i dwa czasy opowieści. Drugie: bohater na tyle dobrze się maskujący, że nie jesteśmy pewni czy nie powinniśmy go podejrzewać. Trzecie: dalsza część historii w momencie, gdy wydawałoby się, że powinna się skończyć. Nie wspominając już o solidnie poprowadzonej intrydze, która skutecznie usypia czujność i podpycha bardzo różne, zdawałby się bardzo prawdopodobne tropy. Zatem mimo iż większa część historii toczy się znanym, spokojnym, niezobowiązującym rytmem, to jednak jej finał pokazał, że autorka zdecydowanie miała nieszablonowy pomysł na budowę swojego debiutu!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 02, 2025

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Obrona" Steve Cavanagh

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Obrona" Steve Cavanagh

Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Obrona
Cykl: Eddie Flynn, tom 1
Tłumaczenie: Jan Stanisław Zaus
Data premiery: 23.10.2024
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller prawniczy
 
“Obrona” to debiut literacki irlandzkiego prawnika Steve’a Cavanagha, który na rynku angielskim pojawił się w 2015, na polskim rok później. Wtedy jednak niewielu czytelników o autorze usłyszało. Zmieniło się to w 2019 roku, gdy opiekę nad jego twórczością w Polsce przejęło Wydawnictwo Albatros, które zaczęło swoje publikacje od “Wkręconych” - jednej z aktualnie dwóch osobnych powieści jego autorstwa (w Polsce na razie tylko ta została wydana), a później rozpoczęło serię z Eddiem Flynnem od tomu czwartego pt. “Trzynaście”. I dlatego pod ich skrzydłami najpierw dostaliśmy tom czwarty, piąty i szósty, a dopiero później ponowne wydania pierwszych dwóch tomów. Ciągle brakuje jednak trzeciego pt. „Kłamca”, który już za dwa tygodnie, dołączy do kolekcji! W końcu będziemy mieli komplet! I właśnie z tej okazji wraz z wydawnictwem zorganizowałam maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem, w ramach którego czytamy wszystkie tomy po kolei (szczegóły - klik!). W tym tygodniu zatem pora na debiut - “Obronę”.
 
Nowy Jork, knajpka u Jimmy’ego. To tam Eddie Flynn od dobrych kilku lat stołuje się w porze śniadaniowej, nie jest więc zaskoczony wyborem miejsca, kiedy ktoś przystawia mu lufę pistoletu do pleców - w końcu to jedyny pewniak na jego codziennej trasie po mieście. Człowiekiem, który stoi po drugiej stronie rewolweru jest Arturas, prawa ręka rosyjskiego gangstera Olega Wołczeka. Prowadzi go do limuzyny szefa, gdzie przedstawiają mu propozycję nie do odrzucenia - ma zostać prawnikiem Wołczeka i wnieść do sądu bombę… która we właściwym momencie wyeliminuje kluczowego dla nich świadka. Na szali jest życie 10-letniej córki Eddiego, którą gangsterzy mają w swoich rękach. Zaczyna się odliczanie - Eddie ma dokładnie 31 godzin, by uratować siebie i córkę.
 
Książka rozpisana jest na 72 krótkie, kilkustronicowe rozdziały pisane z perspektywy Eddiego w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego. Świat przedstawiony poznajemy zatem jego oczami, a on pokazuje nam to, co chce, nieraz kończąc rozdziały cliffhangerami. Styl powieści ma od razu oddać czytelnikowi charakter bohatera - jest błyskotliwy i pomysłowy, elokwentny na sali sądowej, ale kiedy trzeba, nie przebiera w środkach. Język jest zatem soczysty, pozbawiony ozdobników, w pełni rozumiały dla zwyczajnego czytelnika, a gdy pojawia się jakiś przypis prawny, którego możemy nie zrozumieć, od razu pojawia się jego wyjaśnienie. Całość czyta się bardzo płynnie, naturalnie i sprawnie.
“Nigdy nie reprezentowałem kogoś, wiedząc, że jest winny, ponieważ nigdy nie pytałem żadnego klienta o to, czy jest winny. Nie pytałem, ponieważ zawsze istniała ta straszna możliwość, że mogą mi powiedzieć prawdę. A na prawdę nie ma miejsca w sali sądowej. Tu ważne jest tylko to, co może udowodnić oskarżenie.”
Eddie Flynn to bohater, który bez wątpienia będzie w stanie udźwignąć długą serię, gdyż jest postacią jedyną w swoim rodzaju. Dlaczego? Bo jest to prawnik, który do swojego zawodu podchodzi inaczej niż wszyscy, wykorzystuje w nim to, kim sam był wcześniej. A był oszustem, kanciarzem i to prawdziwie wytrawnym. Od najmłodszych lat uczył się sztuki iluzji, odciągania uwagi, jak i doskonalił swój naturalny spryt, przez co na sali sądowej nieraz obiera ścieżki, na które inni prawnicy nigdy by nie weszli. Jednak, mimo swojej szemranej przeszłości, to człowiek z właściwym kręgosłupem moralnym - jeśli w ten sposób można tak o prawniku powiedzieć.
“(...) wiedziałem, że po tym świecie chodzą naprawdę źli ludzie i dopóki odgrywam jakąś rolę w igrzyskach sprawiedliwości, muszę pamiętać, kim naprawdę jestem, i że ci źli ludzie nie mogą dostać drugiej szansy zrobienia komuś krzywdy.”
Eddie od niecałego roku nie pracował w zawodzie właśnie przez pewną sprawę, która skończyła się źle - a czytelnik musi trochę poczekać, by dowiedzieć się szczegółów tamtych wydarzeń. Wydarzeń, które nadadzą kierunek jego dalszym działaniom.
W tym tomie poznajemy go jednak nie tylko jako oszusta i prawnika, ale też jako ojca. Ojca, który zrobi dla swojej córeczki wszystko, który uznaje ją za jedyne dobro w swoim tak różnie toczącym się życiu. To ona trzyma go na powierzchni, więc teraz jest zdolny do największych poświęceń, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Eddie w powieści dominuje, to on nadaje jej charakter, jest to kreacja pełna, przyjazna czytelnikowi, mimo jego dawnych oszust, nie można go po prostu nie polubić.
 
Oczywiście nie funkcjonuje w tej powieści sam, wokół niego są i ludzie pomocni i te złe charaktery - te drugie to oczywiście Wołczek i jego świta, którzy przedstawieni są według znanych standardów, ale to po prostu świetnie pasuje do sensacyjnego wątku tej powieści. Wszystkie postacie prowadzone są zgrabnie, choć wszystkie prócz Eddiego trzymają się mocno na drugim planie.
“Jako inteligentny, racjonalny człowiek, zawsze usiłujesz dostrzec inny punkt widzenia, gdy w rzeczywistości nie ma żadnego. Racjonalizowałem, co sam bym zrobił na miejscu Benny'ego, podczas gdy prawda mogła być taka, że ten człowiek jest po prostu tępy i nie można racjonalizować jego decyzji.”
Gatunkowo historia jest połączeniem thrillera prawniczego z powieścią sensacyjną. Część historii rozgrywa się na sali sądowej, gdzie przyglądamy się procesowi, mowom obrony i oskarżycieli, zeznaniom i przepytaniom świadków. Autor doskonale utrzymuje w tych momentach ciekawość czytelnika, mamy wrażenie, że każde jedno słowo jest na wagę złota. To jednak tylko część historii, pozostała to dynamiczna akcja, ryzykowne decyzje i wymienianie ciosów - tym razem nie słownych, a fizycznych. Jednak tak jak sama z powieściami sensacyjnymi miewam problemy, tak tutaj bawiłam się świetnie - jasne, niektóre sceny są dość kaskaderskie, ale prowadzone tak dobrze, że w żadnym razie to nie przeszkadza, a napięcie, jakie budują, jest dobrze odczuwalne. Intryga, na jakiej oparta jest historia, jest zaskakująca, pełna twistów fabularnych, momentami wręcz jak na debiut brawurowa. Czuć, że autor doskonale nad nią panuje.
“(...) takie są prawa procesu. wejście na salę sądową jest jak podróż do Vegas i rzucenie kośćmi do gry - wszystko się może zdarzyć.”
Czy książka ma jakieś minusy? Mnie w oczy rzuciło się tylko kilka zbędnych powtórzeń, choć mają one swoje uzasadnienie - powtarzają się tematy, które uparcie siedzą w głowie Eddiego, a skoro to z jego perspektywy historię poznajemy, to jest to całkiem logiczne, że i czytelnik kilka razy o nich słyszy. Wspomniałam też o kaskaderskich scenach, ale i ich czepiać się nie będę - to prawa gatunku powieści sensacyjnej, które tutaj przestrzegane są w naprawdę dobrym stylu.
“Policjanci i agenci federalni łatwo dają się zrobić w konia. Znałem oszustów, który celowali wyłącznie w nich, ponieważ są bardziej ufni i skłonni do wypełniania poleceń. Starsze panie i gliniarze to łatwe cele.”
Przyznam szczerze, że po skończonej lekturze “Obrony” jeszcze raz sprawdzałam, czy na pewno jest to debiut autora. I choć trudno mi w to uwierzyć, to tak faktycznie jest. Świetnie wykreowany bohater, błyskotliwe sceny prawnicze, zaskakująca fabuła pełna twistów takich, że nieraz zbierałam szczękę z podłogi. Dzieje się dużo, ale nie ma w tym przesady, jest miejsce, by dobrze poznać głównego bohatera i jego motywacje wyborów. Bawiłam się doskonale i ogromnie się cieszę, że tym tytułem rozpoczynam półtora miesiąca z Flynnem!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach #eddieflynnmaraton, który organizuję we współpracy z Wydawnictwem Albatros.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 01, 2025

"Wszyscy grzesznicy krwawią" S.A. Cosby

"Wszyscy grzesznicy krwawią" S.A. Cosby

Autor: S.A. Cosby
Tytuł: Wszyscy grzesznicy krwawią
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 408
Gatunek: powieść kryminalna
 
S.A. Cosby w ostatnich latach wręcz szturmem podbił amerykański rynek książki. Debiutował w 2019, a już jego druga książka “Asfaltowa pustynia” (recenzja - klik!) w roku kolejnym została zalana ogromną liczbą nominacji i nagród literackich - podobnie było z jego trzecią i czwartą powieścią: “Kolczastymi łzami” (recenzja - klik!) i “Wszyscy grzesznicy krwawią”. Aktualnie rynek amerykański odlicza dni to premiery piątej książki, a polski nadrabia zaległości - od zeszłego roku Wydawnictwo Agora zdołało dostarczyć nam trzy środkowe powieści. Teraz zatem czekamy jeszcze na tłumaczenie debiutu, jak i czerwcowej nowości!
Popularność tego autora nie jest nieuzasadniona. Pisze on w nurcie southern noir, w którym poprzez kryminalny punkt wyjścia tworzy powieści pełne odniesień do kultury Południa USA, przede wszystkim poruszając temat rasizmu, dyskryminacji, grzechów ojców, jak i w “Wszyscy grzesznicy krwawią” fanatyzmu religijnego.
 
Czasy współczesne, schyłek lata, Wirginia, hrabstwo Charon. Od roku funkcję szeryfa miasteczka pełni czarnoskóry 36-letni Titus Crown, który wcześniej zajmował się profilowaniem i przestępczością zorganizowaną w FBI. Teraz jednak żyje spokojnie, opiekuje się ojcem, ma stałą partnerkę i cel w życiu - chce, by prawo w jego hrabstwie było sprawiedliwe, równe wobec wszystkich, białych i czarnych, biednych i bogatych. Dzisiejszy dzień jednak nie zaczyna się dobrze - kiedy szykuje się do wyjścia dostaje wezwanie przez radio o strzelaninie w okolicznym liceum… Gdy dociera na miejsce wraz ze swoimi zastępcami, zastaje tam panikującą młodzież i strzelca, nastolatka, który w jednej ręce trzyma strzelbę, w drugiej maskę wilka… Wygląda na to, że zastrzelił tylko jednego nauczyciela, ale dlaczego? Niestety sprawca im tego nie powie, bo i on traci tego dnia życie. A to dopiero początek koszmaru, który zalegnie nad Charon, jak i samym Titusem…
“Charon jest moim sercem i domem, ale wiem, że ci twardzi ludzie nie zawsze są sprawiedliwi w stosowanie przemocy.”
Książka rozpisana jest na 31 numerowanych rozdziałów, które poprzedza, nienumerowany fragment zatytułowany “hrabstwo Charon”, w którym narrator oddaje zmieniający się klimat miasteczka - no właśnie “zmieniający się”, gdyż gdzieś w środku lektury przewija się jeszcze kilka tego typu wstawek. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Titusa, którego poznajemy nie tylko poczynania, ale i pragnienia, i emocje. Styl powieści jest bardzo esencjonalny, w czasie lektury miałam wrażenie, że każde spostrzeżenie, każde dręczące emocje postaci autor uchwycił w punkt. Nie boi się dopasowywać język do potrzeb - kiedy trzeba, można wyczuć w nim delikatną poetyckość, kiedy indziej prawdziwą bezpretensjonalną dosadność. Autor nie unika też przekleństw, ale i nimi posługuje się odpowiednio. Całość wypada szczerze, konkretnie, czuć, że dla autora język jest jak plastelina, a on kształtuje go dokładnie tak, by wyrazić to, co chce.
“Zło rzadko jest skomplikowane. Jest po prostu kurewsko zuchwałe.”
A tego co chce wyrazić, jest naprawdę dużo. Najpierw jednak przyjrzyjmy się klasycznym elementom budowy powieści kryminalnej, czyli postaciom i intrydze. Kreacja Titusa bazuje na znanej charakterystyce - to prawy człowiek, który pragnie równości i sprawiedliwości w społeczeństwie. Jak na detektywa przystało, w jego przeszłości znajdziemy kilka punktów z trudnymi wspomnieniami, przejściami, których żałuje i z którymi nie potrafi się pogodzić. A jednak Titus to nie kalka, to postać z krwi i kości, która prócz żywych i bardzo realnych emocji, niesie też coś jeszcze - ten konflikt rasy, który mocno widoczny jest na Południu. Jeszcze do niedawna w hrabstwie Charon jego czarnoskórzy mieszkańcy byli traktowani przez prawo gorzej od białych - to za sprawą starego szeryfa, który, jak większość białych z tych terenów, miał uprzedzenia rasowe. Titus wkroczył więc na bardzo niepewny grunt - biali złoszczą się, bo teraz w końcu nie są traktowani ulgowo, czarni są zdziwieni, że ich własny szeryf nie przymyka na ich występki oka. I tak Titus stoi pomiędzy, atakowany raz przez jednych, raz przed drugich, nazywany czarnym szeryfem i zdrajcą swojej rasy. To naprawdę trudne zadanie zapanować nad hrabstwem w takiej sytuacji.
“Z chwilą, kiedy ogłosił, że będzie kandydował, zdecydował się na życie na ziemi niczyjej, wśród ludzi, którzy w niego wierzyli, ludzi, którzy nienawidzili go za kolor skóry, i ludzi, którzy uważali go za zdrajcę swojej rasy.”
A sytuacja się pogarsza, gdyż w liceum dochodzi do strzelaniny. Zatem prócz kwestii dyskryminacji rasowej dochodzi kolejna amerykańska bolączka - łatwy dostęp do broni i młody człowiek, który pękł. I ten bolesny, szczególnie dla amerykańskiego społeczeństwa punkt wyjścia, jest początkiem intrygi kryminalnej, która toczy się rytmem spokojnym, ale bardzo skrupulatnie zaplanowanym. To kryminał o śledztwie w sprawie seryjnego mordercy, o brutalności i przemocy, jaką trudno nam sobie wyobrazić, który jest swoistą grą między szeryfem a mordercą - który okaże się sprytniejszy, który będzie w stanie posunąć się o krok dalej? Autor osadził swoją powieść na rasowym, mrocznym kryminale, który sięga do najczarniejszych obszarów znanych ludzkości…
“Dla nas jest po prostu “podejrzanym”. (...) Z doświadczenie wiem, że jeśli nadasz tym typom przydomek, stają się mitem. I tego właśnie chcą. Tego pragną. To ich rajcuje. Ale nie są mitem. Nie są Hannibalem Lecterem, Czerwonym Johnem czy Mastermindem. Są po prostu mordercami. Nikim więcej, nikim mniej.”
Ale właśnie też tej ludzkości nie traci dzięki pozytywnemu głównemu bohaterowi, który stoi na czele prawa. Dlatego ten brud, ten mrok nie oblepia nas całkowicie, mamy te światełko, tego prawego człowieka, który jest tym, co cały czas trzyma nas na powierzchni. Choć sam ma wiele wątpliwości, starych, ciągle niezabliźnionych ran związanych zarówno z jego karierą w FBI, jak i życiem prywatnym, śmiercią swojej matki. Przez to jednak bohater jest bardzo ludzki, bardzo normalny, na pewno nie sprawia wrażenia kryminalnej kalki.
“Gwiazda na piersi kazała mu brnąć przez brud i smród, lecz nie była kotwicą. Nie musiała pociągnąć go na dno, chyba żeby tego chciał.”
Jednak sam mroczny małomiasteczkowy klimat i zbrodnia to nie wszystko. Autor pomiędzy intrygą wplótł kilka solidnych tematów, które bolą południowe, amerykańskie społeczeństwo. Przede wszystkim historia rozpoczyna się na kilka dni przed świętem konfederatów, „ojców” też ziemi, przez co w mieście pomiędzy czarnymi a białymi aż huczy - wystarczy dosłownie maciupeńka iskra, by wszystko wybuchło. W tej powieści zresztą nieraz podkreślane jest inne podejście społeczeństwa i prawa do czarnych i białych, które choć wydawałoby się, że przecież we współczesnych czasach już nie powinno mieć miejsca, dalej jednak siedzi gdzieś w świadomości. Jest więc problem rasowy, jak również i alkoholizm, i uzależnienie od narkotyków. Ale jest też i temat fanatyzmu religijnego, w który tak łatwo popaść obydwu rasom, a który zdaje się nie różnić od innych nałogów. To ojciec Titusa zmienił alkohol na kościół, ale sam Titus jest niewierzący, choć jego relacja z kościołem jest skomplikowana, czego dostajemy wyraz w kilku mocno dosadnych scenach, gdzie autor grubą kreską oddziela zwyczajną wiarę od chciwości kościoła. W tym i Polacy mogą odnaleźć coś znajomego - autor określa to obłudnym chrześcijaństwem, kiedy wierzący popierają się źle interpretowaną wiarą, tak że zamiast skupiać się na pomocy bliźnim, tylko tym nie należącym do ich kliki wszystko utrudniają.
“Flanerry O’Connor napisała, że Południe jest nawiedzone przez Chrystusa. Bo rzeczywiście jest. Jest nawiedzone przez obłudne chrześcijaństwo.”
Ostatnim punktem, na który muszę zwrócić uwagę jest małomiasteczkowość południa - hrabstwo Charon jest niewielkie, tu każdy kojarzy się choćby z widzenia. Ale i tu działają i nam znane mechanizmy - kiedy coś się dzieje, nikt nic nie widzi, a choć pomocy brak, to panuje wrogość do władzy. I separacja mieszkańców od obcych, którzy tylko w takiej sytuacji są w stanie się zjednoczyć.
“Czarni mieszkańcy Charon wsparliby siostrę próbującą rozkręcić nowy interes, sęk w tym, że akurat ta młoda dama nie pochodziła stąd. Była przyjezdną, a miejscowi nie znosili obcych twarzy. Pod tym względem czarni i biali zawsze byli zjednoczeni.”
“Wszyscy grzesznicy krwawą” to najbardziej kryminalna powieść z trzech S.A. Cosby'ego, jakie do tej pory pojawiły się na rynku polskim - tu osią jest solidna, mroczna intryga kryminalna, zgłębianie się w odmęty zła, które sprawia, że ludzie są ludźmi tylko z nazwy. Autor dobrze osadził historię na rasowym szkielecie gatunku, jednak zrobił to tak umiejętnie, tak szczerze okraszając swoim charakterystycznym stylem i tematami społecznymi, które zawsze porusza, że nie ma mowy o kalce - jest po prostu bazowanie na tym, co znane, by opowiedzieć ważną historię, dać nam kawałek południowej Ameryki w pigułce. W tej powieści wszystko ma swoje miejsce - są relacje rodzinne, partnerskie, przyjacielskie, zawodowe, jest spojrzenie na całe społeczeństwo i na pojedynczego człowieka. Nic dodać, nic ująć (no, może poza dwa czy trzema literówkami 😉). Solidne rzemiosło, świetna warstwa trudnych tematów społecznych - takie kryminały chcę czytać! Czekam na polskie tłumaczenia pozostałych dwóch książek autora!
“(...) okrucieństwo gnieżdżące się w sercach niektórych stworzeń uchodzących za ludzi.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!