Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kryminał z pazurem, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kryminał z pazurem, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czerwca 17, 2021

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów z pazurem"

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów z pazurem"

 

Kilka dni temu na portalu lubimyczytac.pl ukazał się wywiad, który miałam okazję przeprowadzić z Martą Matyszczak, autorką nowego cyklu pt. "Kryminały z pazurem". Tom pierwszy pt. "Mamy morderstwo w Mikołajkach" swoją oficjalną premierę miał wczoraj 16 czerwca i został objęty moim patronatem medialnym. Pełny wywiad znajdziecie pod tym linkiem - klik! A dzisiaj zapraszam na jego małe rozszerzenie - specjalnie na potrzeby bloga zostawiłam kilka pytań, na które myślę, że tak samo Wy, jak i ja, chcielibyśmy znać odpowiedź 😊 Zatem teraz dowiemy się między innymi: jak gatunkowo autorka określa swoją nową książkę, dlaczego akcja powieści toczy się na Mazurach, jakie wspomnienie z papugą w roli głównej autorka ciągle ma w pamięci, a także jak długo przyjdzie nam czekać na kolejny tom?
Zapraszam na krótką rozmowę z autorką!


Marta Matyszczak notka biograficzna:
Autorka uwielbianego nie tylko przez miłośników czterech łap cyklu KRYMINAŁY POD PSEM, ale także scenariuszy fars teatralnych. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej. Psiara od zawsze, kociara, odkąd podstępem wprowadziła się do niej kotka imieniem Burbur. KRYMINAŁY Z PAZUREM to jej nowa seria, w której Burbur gra pierwsze skrzypce.


Kryminał na talerzu: Kilka dni temu na portalu lubimyczytac.pl ukazał się krótki wywiad, którego udzieliła mi Pani z okazji premiery książki „Mamy morderstwo w Mikołajkach”, pierwszego tomu nowej serii „Kryminał z pazurem”. Tu zrobimy sobie jego małe uzupełnienie. Na początek pytanie tradycyjne: jak się Pani czuje, oddając w ręce czytelników nową serię? W końcu pokazuje się nam tu Pani z całkiem innej strony!

Marta Matyszczak: To ogromne emocje! Jestem bardzo ciekawa, jak czytelnicy odbiorą „Kryminały z pazurem”, ponieważ jest to jednak trochę inny cykl niż „Kryminały pod psem”. Bardziej mroczny, no i z kocią, charakterną bohaterką. Mam nadzieję, że zaprzyjaźnią się z moimi nowymi bohaterami, tak jak stało się to w przypadku Gucia, Solańskiego i Róży. Zresztą niektóre ze znanych już odbiorcom postaci przemkną gdzieś chyłkiem także w „Mamy morderstwo w Mikołajkach”.


Jak gatunkowo określa Pani „Kryminał z pazurem”? Nie ukrywam, że według mnie jest poważniejszy od „Kryminałów pod psem”, więc sama mam problem z wyznaczeniem granic gatunkowych.

Ma Pani rację, to nie jest takie jednoznaczne. Tak jak „Kryminały pod psem” są komediami kryminalnymi, tak myślę, że „Kryminały z pazurem” można by określić kryminałami z nutką czarnego humoru, którego dostarcza tu postać Burbura. Są to z pewnością mroczniejsze opowieści, ale wciąż nie okrutne. I niepozbawione lżejszych tonów. 


W książce urzekło mnie między innymi miejsce osadzenia akcji. Skąd pomysł, by były to właśnie Mikołajki?

Mikołajki mnie zauroczyły! Są bardzo malownicze i klimatyczne. Latem panuje tam istne szaleństwo: do miasta zjeżdżają hordy żeglarzy, turystów, także tych zagranicznych, studentów. To jedna wielka fiesta. Za to po sezonie Mikołajki się wyciszają i prezentują swoje naturalne piękno. Tym razem chciałam osadzić akcję serii na jednym obszarze. Nie w jednym mieście, bo takim rozwiązaniem szybko i czytelnicy, i ja byśmy się znudzili. Ale już Warmia i Mazury ze swoimi jeziorami, których jest grubo ponad dwa tysiące, licznymi miejscowościami o zróżnicowanym charakterze, bogatą, często tragiczną historią, malowniczymi krajobrazami i tajemnicami ukrytymi w lasach wydała mi się krainą idealną do umieszczenia w niej kryminalnego cyklu. 


Poza sporą ilością postaci ludzkich w „Mamy morderstwo…” pojawia się też naprawdę dużo zwierzaków, co – muszę przyznać – ogromnie mi się podobało. Szczególnie papuga Elżbieta, bo sama też na co dzień opiekuję się takim skrzekliwym ptaszyskiem, chociaż moja papuga jakoś nie jest skora do nauki naszego języka 😊 Skąd pomysły na te wszystkie zwierzaki? Czy Elżbieta ma jakiś swój pierwowzór?

Całe szczęście, że Pani papuga nie jest gadatliwa, bo przykład Elżbiety pokazuje, że taka skłonność może być zgubna. Zwłaszcza dla właścicieli… Elżbieta nie ma pierwowzoru w rzeczywistości, po prostu ją wymyśliłam. W dzieciństwie miałam papugi, jednak niemówiące. Pamiętam też historię związaną z jedną z nich. Kiedyś pojechałam z rodzicami na wakacje. Papugę oddaliśmy na przechowanie babci. A że ptaszysko było już wiekowe, to mu się zmarło podczas naszej nieobecności. Babcia, przerażona, że wnuczka jej nie wybaczy takiej straty, obmyśliła razem z moimi rodzicami chytry plan. Powiedzieli mi, że papuga uciekła i teraz żyje sobie na wolności razem z innymi ptakami. Uwierzyłam. A prawdę wypaplali mi przez przypadek, gdy już byłam dorosła. Przeżyłam szok, bo do tamtej chwili byłam przekonana, że rzeczywiście papuga sobie gdzieś poleciała… W „Kryminałach z pazurem” będzie się pojawiać mnóstwo zwierząt. W końcu główna bohaterka, Rozalia Ginter, jest weterynarką. A ten zawód zobowiązuje.


Mnie książka zaskoczyła tym, jak różni się od dobrze już nam znanych „Kryminałów pod psem” zarówno klimatem, jak i stylem. Pewnie dobrze było napisać coś innego, poszukać innej drogi literackiej do opowiedzenia tej historii? Napisanie jej było dużym wyzwaniem czy raczej tak potrzebnym oddechem od tego, co już znane?

Cieszę się, że tak to Pani postrzega. Od początku moim zamysłem było stworzenie zupełnie innej serii, choć pozostającej w klimacie cozy mystery i temacie zwierzęcym. Chciałam jednak uderzyć w bardziej kryminalne tony i pokazać się czytelnikom od nieco innej strony. Super, że cel został osiągnięty! Ta zmiana nie wynika ze zmęczenia konwencją komedii kryminalnej, bo takiego nie odczuwam. Z przyjemnością wrócę do Gucia, pakującej się wciąż w nowe tarapaty Róży Kwiatkowskiej i niefrasobliwego Szymona Solańskiego. Kryminał jest niezwykle pojemnym gatunkiem i po prostu postanowiłam nabrać tym razem na talerzyk kawałek tego gatunkowego tortu o nieco innym smaku. 


Nie ukrywam, że w tej książce znowu zakończenie wbija w fotel, jest dla czytelnika totalną niespodzianką. Nie mogę więc nie spytać, choć wiem, że nie jest to Pani ulubione pytanie w okolicy premiery 😉Jak długo przyjdzie nam czekać na dalsze losy Rozalii i kotki Burbur?

Bardzo się cieszę, że powieść pozostawiła takie wrażenia. Na początku przyszłego roku pojawi się drugi tom „Kryminałów z pazurem”. A to pytanie bardzo lubię, bo wynika z zaangażowania czytelników i świadczy, że polubili moich bohaterów, z czego się bardzo cieszę!


Ostatnio pytałam Panią o wrażenia z pracy w czasie pandemii, teraz na szczęście powoli zaczynamy wracać do normalności, ale ze świeżym spojrzeniem i wdzięcznością za tą na rok utraconą normalność. Z powrotu do czego cieszy się Pani najbardziej? 

Oczywiście z powrotu spotkań autorskich na żywo! Bardzo tęskniłam za bezpośrednim kontaktem z czytelnikami. Możliwości, jakie daje technologia online, są świetne i jestem za nie wdzięczna, jednak nie ma to jak spotkanie twarzą w twarz. Właśnie niedawno zakończył się Międzynarodowy Festiwal Kryminału we Wrocławiu, który w tym roku odbywał się w formie hybrydowej, ale i tak już poczułam, że wracam do życia, mogąc spotkać się z kryminalnymi znajomymi i odwiedzić wrocławską kawiarnię Literatkę. Mam też nadzieję, że wkrótce wrócą Targi Książki.


Ostatnio pytałam Panią o książki i seriale – może w ciągu ostatniego półrocza miała Pani jakieś nowe odkrycia? A może i jakieś nowe kulinarne smaki?

Właśnie przyszły do mnie z Wielkiej Brytanii dwie grubaśne książki – a drogę przebyły długą i wyboistą, walcząc z przeciwnościami wywołanymi przez pandemię i brexit – autorstwa Martina Edwardsa „Howdunit. A Masterclass in Crime Writing by Members of the Detection Club” – czyli porady dziewięćdziesięciu najlepszych pisarzy kryminałów (w tym Agathy Christie, Iana Rankina czy Ann Cleeves), jak pisać powieści gatunkowe, oraz „The Golden Age of Murder. The Mystery of the Writers Who Invented the Modern Detective Story” – czyli wszystko o złotej erze kryminału przypadającej na okres międzywojenny oraz o tajemnicach z życia ówczesnych autorów powieści detektywistycznych. Już nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się do lektury! A jeśli chodzi o smaki, to w tej chwili cieszę się truskawkami!


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

października 04, 2025

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki serii Kryminałów z Pazurem - rozmowa VI, edycja: pytania czytelników

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki serii Kryminałów z Pazurem - rozmowa VI, edycja: pytania czytelników
Książki Marty Matyszczak mam ogromną przyjemność promować już od dobrych kilku lat, więc sama miałam co najmniej kilka okazji, by z autorką o jej twórczości porozmawiać. Dlatego przy najnowszej książce, czwartym tomie serii Kryminałów z Pazurem pt. "Świadek śmierci nad Śniardwami" zdecydowałyśmy się na coś innego - głos oddałyśmy Wam, czytelnikom i odbiorcom tego bloga (sprawdź szczegóły - klik!)! Dzisiaj zatem zapraszam Was na wywiad z Martą Matyszczak, w którym w formie mieszanej - pisanej i mówionej - autorka odpowiada na Wasze pytania, choć i sama też nie mogłam się powstrzymać, by nie dorzucić kilka tematów od siebie... 😉

W dzisiejszej rozmowie dowiecie się między innymi: kiedy Marta Matyszczak wpadła na pomysł, by tom czwarty serii Kryminałów z Pazurem rozgrywał się właśnie w Trzonkach i jak pora roku wpływa na charakter powieści, co zawsze przyda się do prozy, czy historia czasem wymyka się temu, co z góry ma zaplanowane , jakie miejsce do pisania poleca każdemu pisarzowi i co wydarzy się w roku 2026?

Serdecznie zapraszam do lektury wywiadu!

Fot. Luiza Różycka
Marta Matyszczak notka biograficzna:
Pisarka, politolożka i dziennikarka. Autorka dwóch cykli komedii kryminalnych: Kryminał pod Psem i Kryminał z Pazurem, a także serii cosy crime Zbrodnie na Podsłuchu. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej.

Kryminał na talerzu: Od wydania poprzedniego tomu Kryminału z Pazurem minęły dwa lata – to również dla Ciebie chyba największa przerwa od serii w karierze, pomiędzy tomem trzecim a czwartym zakończyłaś Kryminał pod Psem i napisałaś aż dwa tomy cyklu nowego: Zbrodnie na Podsłuchu. Czy wracając do Kryminału z Pazurem odczułaś, że coś jest inaczej, było Ci trudniej, a może łatwiej powrócić do tego powieściowego świata Burburki i Ginterów?


Kryminał na talerzu: Na tylnej okładce „Świadka śmierci nad Śniardwami” dostajemy zapowiedź, że jest to wielkie spotkanie bohaterów dwóch Twoich serii: Kryminału z Pazurem i Kryminału pod Psem. Czy planowałaś to od początku, kiedy myślałaś właśnie o tym czwartym tomie Kryminału z Pazurem? I jakie emocje towarzyszyły Tobie, twórczyni tych postaci, kiedy w końcu nastąpiło te wiekopomne poznanie?



Lucyna Kmiecik: Słynie Pani z nieszablonowego łączenia intryg kryminalnych z humorem. Czy zatem trudno jest Pani zachować równowagę między tymi dwoma aspektami pani książek i jak to wpływa na Pani poczucie humoru w codziennym życiu? 🙂



Magdalena Kmiecik: Czy pisząc o śmierci z przymrużeniem oka inaczej patrzy się na własne życie?



w_biblioteczce_renaty: Gdyby w przyszłym życiu mogłaby Pani być zwierzęciem to kim najchętniej: Burburem czy Guciem?



book.czystakartka.czyta: Co zainspirowało Panią do osadzenia akcji „Świadka śmierci nad Śniardwami” właśnie w tym malowniczym, a zarazem tajemniczym miejscu, i jak wpływa ono na atmosferę całej historii?

Marta Matyszczak: Podczas researchu do poprzedniego tomu „Kryminałów z pazurem”, czyli „Krwawej kąpieli nad Krutynią”, na Mazurach zamieszkałam w Trzonkach w pensjonacie utworzonym w dawnym pruskim dworcu kolejowym. Gdy zobaczyłam to miejsce i posłuchałam historii o nim opowiadanych przez właścicielkę, od razu uznałam, że muszę je wykorzystać w przyszłości. Także w trakcie tamtego pobytu trafiłam na hotel Wiatrak nad Śniardwami – w jego pobliżu w książce dochodzi do morderstwa. Ten oryginalny budynek urzekł mnie swoim kształtem – przypominał mi dom Muminków. Miejsca, które wybieram do swoich powieści, silnie wypływają na mnie swoją atmosferą, a ja staram się ją oddawać w książkach. W przypadku „Świadka śmierci nad Śniardwami” do tego klimatu dokłada jeszcze pora roku, czyli wyjątkowo ohydny listopad. Jest zatem mrocznie i kryminalnie.


Kuba Barański: Jakie są Pani ulubione miejsca nad jeziorem Śniardwy i czy mają one dla Pani szczególne znaczenie?

MM: Lubię na przykład Niedźwiedzi Róg – niewielką wieś na południowym wybrzeżu Śniardw. Widać stamtąd wyspę Czarci Ostrów, sama miejscowość jest klimatyczna, typowo letniskowa. A do tego znajduje się tam także port jachtowy, gdzie można pójść coś zjeść, posiedzieć i popodsłuchiwać rozmowy żeglarzy. A te zawsze przydadzą się do prozy!


ilonamikulska.im: Czy odwiedziła Pani wszystkie miejsca, w których dzieją się akcje z Pani książek?

MM: Oczywiście. Research dla mnie bardzo ważny. Zawsze, zanim zacznę pisać powieść, jadę w miejsce, w którym ma być osadzona jej akcja. Chodzę uliczkami, zaglądam do zaułków, robię zdjęcia. Kupuję też i czytam mnóstwo książek na temat danego miejsca. Ten wyjazdowy research jest momentem pracy nad książką, który bardzo lubię. No i dzięki serii „Kryminał z pazurem” często bywam na Mazurach, także to też przyjemność. 


Karolina Zawierucha: Czy kiedykolwiek rozwiązała Pani jakąś własną zagadkę życiową dzięki pisaniu fikcyjnych zbrodni?

MM: Życie pisarki nie jest tak emocjonujące i pełne zwrotów akcji jak fabuła powieści. To w  głowie najwięcej się dzieje i to tam trzeba układać te kryminalne puzzle, by przedstawić czytelnikom jak najbardziej zaskakującą zagadkę. To działa raczej w drugą stronę. To nie powieści ingerują w moje życie, tylko życie inspiruje do pisania.


agnieszka_ines83: A ja jestem ciekawa, czy jak już narodzi się pomysł w Pani głowie na książkę, to czy wie Pani od razu jak zakończy się dana historia, czy podczas pisania często następuje zmiana fabuły, dochodzą nowe wątki i czy zdążyło się Pani samej być zaskoczoną tym, jak dana historia się potoczyła, ewentualnie że nastąpiły podczas pisania jakieś duże zmiany? ☺️

MM: Zawsze mam dokładnie rozpisany plan pisanej powieści, jednak i tak zawsze w trakcie pracy nad nią coś się zmienia. Zostawiam sobie miejsce na takie pisarskie flow, by wyobraźnia mogła się wyszaleć. Jednak struktura jest i daje mi podporę. Ale bywało i tak, że zmieniałam obmyślane wcześniej zakończenie. No i też bohaterowie żyją swoim własnym życiem i mnie czasem pozostaje tylko zapisywać te ich poczynania.


Agata Borek Bem: Co pomaga Pani w tworzeniu nowych dzieł, kiedy ma Pani największy "przypływ" twórczości? Czy jest to cisza, spokój, natura? Czy może środek miasta i zgiełk albo coś jeszcze innego?

MM: Najchętniej pracuję w ciszy i spokoju. I gdy nie mam żadnych obowiązków domowych, które skutecznie wytrącają mnie z dobrej pisarskiej passy. To też jest przekleństwo wolnego zawodu – nikt nie siedzi ci nad głową, więc teoretycznie możesz dysponować swoim czasem wedle własnego uznania. Nie ma więc problemu, żebyś poszła na zakupy, ugotowała obiad, przeczytała tę powieść, która ci się tak podoba... A potem zbliża się deadline i czar pryska, trzeba się ostro wziąć do roboty. Dlatego ostatnio wspaniale mi się pracowało na wyjeździe do domu pracy twórczej. Całymi dniami pisałam, a moim jedynym obowiązkiem poza tym było stawienie się na posiłkach, które podawano mi pod nos. Polecam takie rozwiązanie każdemu pisarzowi.


Aniacbb: Plusy i minusy pracy pisarza?

MM: Minusy to niestabilność finansowa – nigdy nie wiesz, ile danego miesiąca zarobisz, brak jasnych reguł kierujących rynkiem, fakt, że w całej tej machinie wydawniczej pisarz w zasadzie jest na ostatnim miejscu – wystarczy spojrzeć na wykresy pokazujące, ile procent z ceny okładkowej książki zarabia każdy z podmiotów w jej powstanie zaangażowanych, czyli także wydawca, dystrybutor, księgarnie itd. Otóż pisarz dostaje z tego tortu najmniej. Co jest sytuacją kuriozalną, bo gdyby nie praca pisarza wszyscy ci pozostali ludzie nie mieliby pracy w ogóle. Mimo tych minusów dla mnie jest to najlepsza praca na świecie i bym jej nie zamieniła na żadną inną. Daje wolność – twórczą i życiową. Plusem pisania jest samo pisanie. Ale też wymyślanie tych historii, poznawanie świata, poznawanie ludzi – spotkania z cudownymi czytelnikami. 


Kryminał na talerzu: Aktualnie otwarte masz dwie serie kryminalne – zamierzasz na nich się teraz skupić czy może jeszcze coś nowego krąży Ci po głowie?

MM: W tej chwili mogę tylko powiedzieć tyle, że mam dla moich czytelniczek i czytelników kilka niespodzianek na przyszły rok. Będą Państwo zadowoleni. ;)


Kryminał na talerzu: A na koniec porozmawiajmy z Martą Matyszczak jako czytelniczką, bo i przecież tym się zajmujesz jako prowadząca portal Kawiarenka Kryminalna. Jakieś ciekawe literackie odkrycia ostatnich miesięcy? Co zaskoczyło Cię w nowościach tego roku?

MM: Właśnie przeczytałam „The Hallmarked Man”, czyli ósmy tom przygód Cormorana Strike'a i Robin Ellacott, który u nas ukaże się pewnie pod koniec roku. I to była najbardziej wyczekiwana przeze mnie kryminalna premiera tego roku. Jak zwykle przy Robercie Galbraitcie nie zawiodłam się. Też po angielsku – bo polski wydawca się obija – czytam serię powieści szpiegowskich Micka Herrona o Kulawych koniach”, czyli jednostce MI5 dla takich wyrzutków, którzy wylecieli z kwatery głównej za jakieś przewinienia. Mam już w rękach najnowszy tom „Clown Town” i czekam na nowy sezon serialu na postawie tych książek ze znakomitym Garrym Oldmanem w roli Jacksona Lamba. 


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!


We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 09, 2021

"Mamy morderstwo w Mikołajkach" Marta Matyszczak - patronacka recenzja przedpremierowa

"Mamy morderstwo w Mikołajkach" Marta Matyszczak - patronacka recenzja przedpremierowa

 

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Mamy morderstwo w Mikołajkach
Cykl: Kryminał z pazurem, tom 1
Data premiery: 16.06.2021
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał / komedia kryminalna
 
Marta Matyszczak na polskim rynku książki pojawiała się w roku 2017 z pierwszym tomem serii Kryminałów pod psem pt. „Tajemnicza śmierć Marianny Biel”. Przez cztery lata było to nazwisko, które kojarzyło się właśnie tylko z tym jednym cyklem, poświęconym coraz to nowym przygodom kundelka Gucia, dziennikarki Róży i detektywa Szymona, który rozrósł się do dziewięciu tomów. W międzyczasie autorka dała też mały wgląd w życie swoim fanom, obserwatorom profilu na FB, a raczej w życie towarzyszących jej czworonogów. Dzięki temu wiemy, że kilka lat temu przyplątała się do niej kotka Burbur razem ze swoimi kociętami, wtedy jeszcze nienarodzonymi, z których na stałe zamieszkał z nimi Pedro. I właśnie one przyczyniły się do powstania nowej serii, w którym autorka pokazuje nam swoje inne oblicze! Kryminał z pazurem to Marta Matyszczak jakiej jeszcze nie znacie, poważniejsza, bardziej dojrzała, choć i oczywiście nadal niepozbawiona swojego świetnego zmysłu spostrzegawczości i humoru, który przejawia się we fragmentach opisywanych z perspektywy Burbura. „Mamy morderstwo w Mikołajkach” zapowiada serię na naprawdę wysokim poziomie!
 
Jak tytuł książki wskazuje, fabuła powieści toczy się w Mikołajkach – małym mazurskim miasteczku, które w dużej mierze żyje z turystyki. Między innymi mieszka tam Rozalia Ginter razem ze swoją rodziną oraz dwoma kotami – Burburem i Pedrem. Rozalia jest weterynarzem, ma własną praktykę, której powodzi się całkiem dobrze. Jej mąż, Paweł jest policjantem, komendantem w okolicznej komendzie policji. I jeszcze kilka miesięcy temu ich życie było bardzo przyjemne. Od tego czasu jednak coś się zmieniło – Rozalia skrywa w sobie jakąś mroczną, duszącą ją tajemnicę, a i Paweł z pewnego powodu przechodzi trudny prywatnie czas. Akurat w takim momencie na przystani znalezione zostają zwłoki – to okoliczny biznesmen powiesił się na kładce… Ale czy to na pewno samobójstwo? Wiele wskazuje na to, że nie. Paweł rozpoczyna więc śledztwo, a Rozalia nie może dopuścić, by to, co sama skrywa, wyszło na jaw… Czy te sprawy są powiązane? Kto zabił biznesmena?
 
Budowa książki opiera się na zasadach klasycznej powieści detektywistycznej. Na pierwszych stronach znajdziemy spis osób występujących w powieści, zamiast rozdziałów mamy części, w których podtytuły krótko opisują, co w danym fragmencie znajdziemy. Części jest sześć, a wydarzenia toczą się od czerwca do grudnia, z czego w pierwszej części dostajemy fragment z października, później wydarzenia toczą się już chronologicznie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego głównie z punktu widzenia Rozalii, choć od czasu do czasu nie zabraknie też fragmentów przedstawionych z punktu widzenia innych osób jak np. Pawła czy sąsiadki. Te fragmenty poprzetykane są wpisami Burbura z pamiętniczka, w którym kotka opisuje swoją historię oraz komentuje aktualne wydarzenia spoglądając na nie swoim kocim, obiektywnym (nienacechowanym ludzkim zachowaniem) okiem. Styl powieści jest naprawdę bardzo dobry, fragmenty przedstawione z perspektywy ludzi są dosyć poważne, skupione na dobrym rysie psychologicznym postaci, a fragmenty Burbura nadają książce humoru i lekkości. Książka napisana jest naprawdę zgrabnym, sprawnym językiem, tak że całość czyta się z ogromną przyjemnością.
 
Nie mogę nie wspomnieć też o stronie wizualnej książki, bo i pod tym względem widać, że została przygotowana z ogromną starannością. Na pierwszych stronach dostajemy mapkę przedstawiającą Pojezierze Mazurskie, na którym toczą się opisane wydarzenia, a każdy fragment tekstu oddziela mała grafika śpiącego kotka. Oczywiście wpisy kotki Burbur też się wyróżniają, pisane są odmienną czcionką. Takie małe niuanse dodają książce bardzo oryginalnego charakteru, przez co lektura jest jeszcze przyjemniejsza.
 
Jak już wspomniałam na wstępie, książka jest poważniejsza od tego, do czego przyzwyczaiła nas autorka. Ogromną uwagę poświęca tu na charaktery swoich postaci, opisując ich rozterki wewnętrzne i przeżycia, jakie w nich ciągle zachodzą, jednak robi to w sposób nienachalny, powoli podsuwając tropy i wskazówki dotyczące rozwiązania prywatnej zagadki postaci. I właśnie ta zagadka zdaje się pełnić tu główną rolę, to Rozalia i jej rodzina jest tu najważniejsza, a zagadka dotycząca morderstwa jest gdzieś w tle. Autorka w ten sposób pokazała nie tylko swoje inne oblicze, ale i kunszt literacki – pisze tak, że czytelnik przeżywa to wszystko razem z Rozalią nawet nie zastanawiając się specjalnie dużo nad morderstwem.
 
Oczywiście poza Rozalią w książce jest wiele innych ciekawych postaci, cała garść mieszkańców, którzy w jakiś sposób są z tym wszystkim powiązani. Jest wścibska sąsiadka, okropnie denerwująca teściowa, gangster, a nawet i pewien Niemiec szukający spadku po swoim dziadku. Zwierząt też jest tu zadziwiająco dużo – są koty, psy, a nawet i papuga Elżbieta, która szybko podłapuje nowe słowa. Bardzo podobało mi się to poszerzenie zwierzęcego kręgu, autorka z dużą uwagą opisuje ich losy, w odpowiednich fragmentach poświęcając im tyle uwagi, co ludziom, jak i czasem nie więcej. Świetny pomysł z tą kliniką weterynaryjną!
 
Zwierzaki zwierzakami, ale to jednak Burbur dostała tu drugą główną rolę kobiecą. To kotka z charakterem, dla której ludzie są sługami, choć i gdzieś tam w głębi żywi do nich sporo uczuć, mimo że sama podkreśla, że wiążą ją z nimi tylko wygoda i ich posłuszeństwo. Kiedy przychodzi co do czego, to Burbur martwi i troszczy się o Rozalię i jej rodzinę, cały czas podkreślając, że to jej egoistyczny wybór, bo przecież Ginterowie to jej dom. Jak już wspomniałam, to właśnie Burbur odpowiedzialna jest tu za humor w powieści, swoim kocim okiem nieprzychylnie spogląda na poczynania ludzi i ironicznie je komentuje. Jej opisy relacji z synem Pedrem czy jej wcześniejszych przygód są napisane z takim poczuciem humoru i lekkością pióra, że rozpraszają mrok, który w pozostałych fragmentach otacza bohaterów. Świetny zabieg dla rozładowania negatywnych emocji!
„Po co ona w ogóle zaprosiła tę cholerę? Przecież nie lubiła sąsiadki. Choć pewnie nie wypadało nie zaprosić.
Nieraz zastanawiałam się, dlaczego ludzie bawią się w te całe konwenanse. Po co one komu? Czy nie łatwiej by się im żyło, komunikując wszystko wprost? Nie owijając w bawełnę?”
Na koniec nie mogę nie wspomnieć o sadzeniu akcji w przepięknym miejscu! Mikołajki to miejscowość na Pojezierzu Mazurskim, a dom Rozalii położony jest praktycznie przy samym Jeziorze Mikołajskim. Jest to miejscowość turystyczna, więc jest dużo knajpek dla turystów, dużo wodnych atrakcji, a i trochę hoteli oferujących noclegi. Niedaleko Mikołajek, w drodze do teściowej Rozalii jest gęsty las, a okoliczne wsie zdają się osadzone w jeszcze poprzednim wieku. Wszystko to przedstawione jest bardzo klimatycznie i jest jakby odbiciem wydarzeń, w które wplątują się bohaterowie. Ja jestem oczarowana tym miejscem, choć sama nigdy tak naprawdę tam nie byłam 😊
 
Podsumowując, „Mamy morderstwo w Mikołajkach” naprawdę mocno zaskoczyło mnie tym, jak różni się od pozostałej twórczości Marty Matyszczak. Powiedziałabym raczej, że jest to kryminał z dobrym rysem psychologicznym postaci, gdzieś tam tylko od czasu do czasu okraszonym ironicznymi, zabawnymi uwagami kotki Burbur, a nie typowa komedia kryminalna. Tym razem jest to zdecydowany plus książki, bo pokazuje jak duży kunszt literacki autorka przez te cztery lata sobie wyrobiła. Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem i już teraz wpisuję Kryminał z pazurem na listę tych moich ulubionych!
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo oraz objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

kwietnia 23, 2023

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów pod psem" - rozmowa IV

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów pod psem" - rozmowa IV

Czy tom jedenasty serii pisze się równie dobrze co pierwszy, skąd w Cieszynie wzięły się weki ze śledziem, co przydatnego do swojej powieści Marta Matyszczak znalazła na brzegach Olzy, dlaczego Szymon uparcie i nieustannie objada się syrem i hranolkami i jakie miejsce w Cieszynie każdy miłośnik książek odwiedzić powinien?
Zapraszam na rozmowę z autorką!

Marta Matyszczak notka biograficzna:
Chorzowianka z urodzenia, dziennikarka z wykształcenia, pasjonatka kryminałów z wyboru. Autorka dwóch komediowych serii: KRYMINAŁ POD PSEM i KRYMINAŁ Z PAZUREM. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej. Pisze scenariusze kryminalnych fars teatralnych. Kocha zwierzęta i podróże, szczególnie tropem powieściowych bohaterów.


Kryminał na talerzu: Kilka dni temu świętowaliśmy premierę nowego tomu Kryminałów pod psem pt. „Cieszyn prowadzi śledztwo”. To już jedenasty tom serii! Jak się Pani z tym czuje? To już bardzo pokaźna ilość książek! Czy pisząc kolejne tomy nadal bawi się Pani tak dobrze jak na początku?

Marta Matyszczak: Nie wiem, czy to aż tak bardzo pokaźna liczba, zważywszy na czas, w którym powstały. Wydaję dwie książki rocznie od siedmiu lat, zatem w 2023 będzie ich czternaście. Co więcej, nie zamierzam przestać! Bo, tak jak Pani zauważyła, świetnie się przy pisaniu bawię. A co ważniejsze – przy czytaniu bawią się moi czytelnicy. Często dostaję od nich wiadomości, w których opowiadają, jak „Kryminały pod psem” czy „Kryminały z pazurem” pozwoliły im przetrwać ciężkie chwile w życiu, chorobę, pobyt w szpitalu. Jak poprawiły im humor. I to jest dla mnie największy komplement.


Z pewnością dobrą chwilą oddechu od przygód Solańskich jest seria Kryminałów z pazurem, którą rozpoczęła Pani w 2021 roku. Czy pozwoliło to Pani podejść ze świeżym spojrzeniem do serii Kryminałów pod psem, czy widzi Pani teraz jakąś zmianę w swoim podejściu do tego cyklu?

Pisząc serię poświęconą weterynarce Rozalii Ginter i jej charakternej kotce imieniem Burbur raczej nie oddycham z ulgą na tę przerwę od Solańskich i Gucia, tylko za nimi tęsknię. A gdy wracam do pisania o Szymonie i Róży, to tak, jakbym spotykała się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. I odwrotnie – to samo dotyczy Ginterów. Choć „Kryminałów pod psem” – jak Pani zauważyła – jest jedenaście, to każdy z nich jest w pewien sposób inny – bohaterowie odwiedzają różne miejsca, wprowadzam wątki z przeszłości, opisując za każdym razem inne lata, stosuję różnorakie triki fabularne – na przykład w powieści „Cieszyn prowadzi śledztwo” pojawia się wątek, w którym przemawia... miasto – równoprawny bohater tej książki. Mam to wszystko dokładnie przemyślane – tak, by zaciekawić czytelnika, ale i siebie samą podczas pracy.


Zgodnie z rozkładem planów wydawniczych, o jakich mówiła nam Pani w poprzednich wywiadach, jeszcze w tym roku możemy spodziewać się nowego tomu serii Kryminałów z pazurem. Może nam Pani coś zdradzić w tym temacie, kiedy i czego możemy się spodziewać?

Trzeci tom cyklu „Kryminał z pazurem” pojawi się naprawdę już niedługo, bo jeszcze przed wakacjami. Będzie oczywiście osadzony na Mazurach, nad najbardziej popularną wśród kajakarzy rzeką. Rozalia i Paweł Ginterowie wraz z przyległościami udają się na wakacje. Ale zamiast wypoczynku czeka tam na ich iście kryminalna sprawa. A i osobiste losy Rozalii skomplikują się jeszcze bardziej. Wszystko to zanotuje pewna znana pamiętnikarka imieniem Burbur.


Ale wróćmy do głównego tematu wywiadu, czyli „Cieszyna prowadzącego śledztwo”. Jak w każdym poprzednim tomie, tak i w tym znalazła Pani miejsce na wprowadzenie w fabułę czegoś nowego. Tym razem jest to Cieszyn jako postać. Skąd pomysł na taki zabieg?

Chciałam, by w tym tomie miasto rzeczywiście stało się równoprawnym bohaterem powieści, by było takim wszechwiedzącym narratorem, który ma dostęp do każdego zakamarka powieściowego planu, ale i do postaci, które podgląda i relacjonuje czytelnikowi to, co widzi. Dodaje też komentarze z własną opinią na temat powieściowych wydarzeń. W ten sposób Cieszyn w pewien sposób ożył. Jest to też kolejny element odróżniający nowy tom od poprzednich.


Czy wcześniej odwiedzała Pani Cieszyn czy dopiero przy pomyśle na tę historię zdecydowała się Pani na wizytę? Nie ukrywam, że zachwyciło mnie to, jak dokładnie oddała Pani to miasto w swojej powieści!

W Cieszynie bywałam wielokrotnie na takich jednodniowych wypadach, odwiedzałam również tamtejszą bibliotekę. Byłam też w czasach studenckich na festiwalu Era Nowe Horyzonty, który właśnie tam się odbywał, zanim nie przeniesiono go do Wrocławia. Wraz z koleżanką spałyśmy na karimatach w sali gimnastycznej cieszyńskiej podstawówki, przechodziłyśmy przez granicę, by dostać się do kina – co było dla nas niezwykle ekscytujące – i chłonęłyśmy atmosferę miasta. A rok temu w kwietniu wybraliśmy się z mężem na research do powieści. Zamieszkaliśmy w Czeskim Cieszynie w hotelu, w którym do pokoju wchodziło się przez... toaletę. Wspaniała ciekawostka do wykorzystania w powieści kryminalnej! Zdeptaliśmy oba miasta wzdłuż i wszerz, obfotografowaliśmy je z laboratoryjną wręcz dokładnością, no i zachwycaliśmy się kwitnącymi na potęgę magnoliami, których w obu Cieszynach jest mnóstwo! Oczywiście nie mogło też zabraknąć dokumentacji kryminalnej i namierzenia tak czeskiej, jaki polskiej komendy policji. Cieszyn to naprawdę ciekawe miasto i z przyjemnością do niego wracam.


Pierwsi czytelnicy zwracają też uwagę na dualizm w powieści – dwa Cieszyny, dwie burmistrzynie, dwóch śledczych, którzy czasami znajdują odbicie w dwójce naszych głównych bohaterów serii. To musi być zabieg zamierzony, ale czy z premedytacją stosowany już od początku pomysłu na tę opowieść?

Nie tylko musi być, ale jest. Nie piszę moich powieści od przypadku do przypadku. Zanim zasiądę nad klawiaturą, obmyślam tekst od pierwszego zdania do ostatniej kropki. Dotyczy to również występujących w nich postaci i relacji między nimi. W „Cieszynie...” zrezygnowałam z kilkorga znanych już czytelnikom drugoplanowych bohaterów pojawiających się w „Kryminałach pod psem”, żeby zostawić miejsce dla Liduški i Lucjana, czyli czeskiej policjantki i polskiego stróża prawa, których historia odgrywa ważną rolę w powieści. Bardzo polubiłam niezależną, mającą gdzieś, co pomyślą sobie o niej inni Liduškę!


W książce często pojawiają się zwroty po czesku, często też stosuje Pani grę słowną polegającą na zbliżonym wydźwięku słów czeskich i polskich, które jednak w istocie mają inne niż można by przypuszczać znaczenie. Jak dokładnie musiała Pani poznać język czeski, by zastosować taki zabieg? W poprzednich tomach przede wszystkim pojawiała się gwara śląska, co ze względu na Pani miejsce zamieszkania raczej trudności przy pisaniu nie sprawiało, ale teraz chyba było inaczej?

Język śląski rzeczywiście jest mi bliższy. Natomiast tu bardzo chciałam uniknąć głupich dowcipów słownych polsko-czeskich w stylu: „Jak jest po czesku zaczarowany flet”? Odpowiedzi nawet nie będę przytaczać, ale być może czytelnicy pamiętają, tak jak ja, z dzieciństwa takie językowe durnotki. W pracy nad warstwą językową powieści pomogła mi książka „Nowy Kapoan. Strzel i traf do czesko-polskich językowych gaf” pani Zofii Tarajło-Lipowskiej opublikowana przez Wydawnictwo Afera. A także spacer brzegami Olzy – po czeskiej stronie można się natknąć na dwa słupy, na których wypisano podobne do siebie zbitki językowe. Założyłam osobny zeszyt, w którym rozpisałam sobie szereg wyrażeń w obu językach, a potem dopasowywałam je do poszczególnych sytuacji w książce. Świetnie się przy tym bawiłam! 


Każdy rozdział tego tomu rozpoczyna cytat w jakiś sposób powiązany z Czechami. Długo zbierała Pani te cytaty? Nie ukrywam, że z przyjemnością odkrywałam w przypisach książki Wydawnictwa Afera, które krzewi na naszym rynku literaturę czeską. 

Niezbyt długo. Wystarczyło, że podeszłam do swojego regału i ściągnęłam z niego wszystko to, co miałam na półce z literaturą czeską. A potem zagłębiłam się w książki – między innymi Wydawnictwo Afera, które bardzo cenię – przypominając sobie te wszystkie znakomite lektury i wynajdując fragmenty, które mogłabym wykorzystać w powieści. Choć tytuł pierwszego rozdziału jest bardziej muzyczny, niż literacki i pasował idealnie do sceny, w której Szymon Solański jedzie swoją skodą do Cieszyna. A przekonałam się o tym, tłumacząc sobie piosenkę o Jožinie z bažin... 


Czy ścieżka dźwiękowa jaka towarzyszyła powstaniu tej powieści to zespół HEY? Podczas lektury natrafiłam na wiele nawiązań do ich utworów!

Piszę w absolutnej ciszy, więc nawet Hey nie byłby mile widziany jako akustyczne tło do mojej pracy. Natomiast te wszystkie fragmenty różnych piosenek czy też tekstów z filmów, które wkładam w usta moich bohaterów czy też narratora, siedzą gdzieś z tyłu mojej głowy, wmontowane tam na stałe. I kiedy zaczynam pracę nad tekstem, dzieje się pewnego rodzaju twórcza magia – te urywki same do mnie przychodzą w odpowiednim momencie, skojarzenia pukają do drzwi i proszą, by je wykorzystać. A dla czytelników – o czym mnie potem informują – to jest dodatkowa atrakcja, by te nawiązania odnajdywać.


Nie mogłam też nie zwrócić uwagi na kontekst kulinarny tej powieści – jak wiadomo, dobre jedzenie to moja równie wielka pasja co książki. Tu co chwilę coś przewija się w tej tematyce, a jednak bohaterowie w sumie (przez naciski Szymona!) jedzą ciągle to samo. Czy faktycznie smażony ser z frytkami to najpopularniejsze czeskie danie? I jaka jest Pani ulubiona potrawa z tego rejonu?

Jak wiadomo, syr i hranolki, wcale nie są ulubionym daniem Czechów, są za to moim, gdy tylko zapuszczam się w rejony naszych południowych sąsiadów, dlatego też i Solański otrzymał takie upodobania kulinarne. Czesi raczej preferują mięsne dania, a ja jestem wegetarianką, więc nie dla mnie knedliki z gulaszem. Za to dobrym czeskim piwem nie pogardzę – kufelek znalazł się nawet na okładce powieści. Upór Solańskiego do jedzenia smażonego sera jest dowcipem. Róża pod tym względem ma już go lekko dosyć... Za to oboje gustują w słodkościach serwowanych w przepięknej księgarnio-kawiarni Kornel i Przyjaciele w polskim Cieszynie. Ja również polecam zarówno tamtejszy jadłospis, jak i samo pełne książek, klimatyczne miejsce.


A jak już jesteśmy przy przyjemnościach i jedzeniu, to pozwolę sobie jeszcze zapytać o fabrykę cukierków Szymonków, która odgrywa w pewnym momencie znaczącą rolę w tej historii. Czytając ją myślałam, że jest to nawiązanie do Michałków, ale przeszukując internetową wyszukiwarkę znalazłam informację, że w Cieszynie mieści się fabryka wafelków. Jak to więc jest z tą fabryką cukierków powieściowych, jest jakiś pierwowzór? A może z Szymonkami to inna historia? 😊

Michałki powstawały rzut beretem ode mnie, czyli w Siemianowicach Śląskich. W Cieszynie zaś są zakłady Olza produkujące Prince Polo. Nie chciałam jednak wykorzystywać tej firmy wprost, więc wymyśliłam szymonki. A z wafelkami to jest osobna historia – nastąpiła wymiana handlowa między Polską a Islandią. My wysłaliśmy im wódkę i wafelki, a oni nam śledzie. Stąd Prince Polo zawędrowało na Islandię, a w Cieszynie pojawiły się słynne weki (kanapki) ze śledziem, którymi moi bohaterowie także się pożywiają.


A Habsburg? To właśnie Habsburg o imieniu Gustaw (imiennik Gucia!) pada martwy na moście granicznym i jest nazwany bardzo zabawnie transgranicznym trupem. Skąd Habsburg w tej historii?

Stąd, że Cieszyn przez stulecia był pod panowaniem dynastii Habsburgów. Wpadłam więc na pomysł, by do powieści wprowadzić ich całkiem współczesnego potomka. Długo jednak nie poszalał, biedny Gustaw, ponieważ od razu padł trupem. O historii  cieszyńskich Habsburgów, jak i Piastów można poczytać, odwiedzając Wieżę Piastowską na Wzgórzu Zamkowym w Cieszynie. 


Po raz kolejny wystawiłam Panią na ostrzał pytań, ale obiecuję, że już kończymy 😉 Zatem na koniec: jakie miejsce w Cieszynie szczególnie nam Pani poleca?

Księgarnio-kawiarnię Kornel i Przyjaciele! Jeśli kochacie książki, możecie w tamtejszych zakamarkach zagubić się już na zawsze. A i wizyta w toalecie przynosi elementy komediowe... 


I co dalej z naszą ulubioną paczką Różą, Szymonem i Guciem? 

Podpowiedź co do dalszych ich losów, jak zawsze, można znaleźć pod koniec powieści „Cieszyn prowadzi śledztwo”. Będzie się działo! 


Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 15, 2025

"Świadek śmierci nad Śniardwami" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka

"Świadek śmierci nad Śniardwami" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka
W końcu! W końcu doczekaliśmy się powrotu zadziornej kotki Burbur, która jak nikt ma ostre nie tylko pazurki, ale i język - a wiemy to dlatego, że jest jedną z narratorek serii Kryminałów z Pazurem! Już 30 lipca na naszym rynku książki zawita tom czwarty pt. "Świadek śmierci nad Śniardwami" Marty Matyszczak, a Kryminał na talerzu ma ogromną przyjemność objąć go patronatem medialnym. Przyjemność jest tym większa, że w tym tomie autorka tak naprawdę łączy dwie serie - gościnnie wystąpią w nim również Solańscy z Guciem z zakończonej już serii Kryminałów pod Psem. 

Wielkie spotkanie bohaterów dwóch serii: KRYMINAŁ Z PAZUREM i KRYMINAŁ POD PSEM, czyli konfrontacja kotki Burbur z kundelkiem Guciem. Szykują się prawdziwe emocje!
Rozalia i Paweł Ginterowie przyjeżdżają do pensjonatu w Trzonkach na imprezę andrzejkową w dawnym pruskim dworcu. Zamiast dobrej zabawy mogą jednak liczyć na… morderstwo. Z pobliskiego jeziora Śniardwy wyłowiono ciało, co trudno nazwać pomyślną wróżbą. A to dopiero początek serii dramatycznych zdarzeń.
Komisarz Paweł Ginter musi przerwać urlop i poprowadzić dochodzenie. Jego poczynaniom przygląda się bacznie kotka Burbur, a wnioski zapisuje w swoistym pamiętniku. Rozalia tymczasem zajmuje się prywatnym śledztwem…
Jakie tajemnice kryją szuwary nad Śniardwami? Dlaczego miejscowi szepczą o duchu kolejarza nawiedzającego stary dworzec? Czy wojenne wydarzenia w Prusach Wschodnich mają z tym cokolwiek wspólnego?
No i co tu robi pewien kundel na trzech łapach wraz z chorzowskim prywatnym detektywem?
Mimo iż "Świadek śmierci nad Śniardwami" to tom czwarty serii, to oczywiście napisany jest tak, że można po niego sięgnąć także jak po powieść osobną. Choć jeśli lubicie cięty język i klimatyczne Mazury, to dlaczego odmawiać sobie przyjemności i nie sięgnąć po wszystkie cztery tomy? Na okres wakacyjny sprawdzą się naprawdę wyśmienicie! 
Tom najnowszy przynosi nie tylko połączenie postaci dwóch serii, ale również dwa czasy - współczesne i końcówkę II wojny światowej. Autorka z wprawą serwuje nam więc nie tylko dobrą zabawę i świetną intrygę kryminalną, ale i kawał skomplikowanej historii tych miejsc. Gorąco polecam! 

Autorka: Marta Matyszczak
Tytuł: Świadek śmierci nad Śniardwami
Cykl: Kryminał z Pazurem, tom 4
Data premiery: 30.07.2025
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 288
Gatunek: komedia kryminalna



Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 


We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim. 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


czerwca 27, 2023

"Krwawa kąpiel nad Krutynią" Marta Matyszczak - patronacka recenzja przedpremierowa

"Krwawa kąpiel nad Krutynią" Marta Matyszczak - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Krwawa kąpiel nad Krutynią
Cykl: Kryminał z pazurem, tom 3
Data premiery: 28.06.2023
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna / cozy crime
 
„Krwawa kąpiel nad Krutynią” to lektura idealna na wakacje! Jest to trzeci tom nowej serii kryminalnej Marty Matyszczak, tak zwanych Kryminałów z pazurem, w których jedną z głównych postaci, a zarazem jednym z narratorów powieści jest kotka Burbur. Seria charakteryzuje się tym, że każdy jej tom toczy się w innej mazurskiej miejscowości, jest jedna stała zagadka w tle (na tyle wyjaśniona w każdym tomie, że można je czytać bez zachowania kolejności chronologicznej) oraz osobna zagadka kryminalna dla każdego z tomów. Wszystko to przedstawione w nurcie cozy crime, czyli lekko i z humorem. Pierwszy raz czytelnicy o serii usłyszeli w czerwcu 2021, kiedy to wydany został tom pierwszy pt. „Mamy morderstwo w Mikołajkach” (recenzja – klik!), książka mocno różniąca się od tego, co Marta Matyszczak prezentowała do tej pory. Tom drugi „Taka tragedia w Tałtach” (recenzja - klik!) pojawił się w marcu 2022 roku i stylem był trochę bardziej zbliżony do drugiej serii autorki - Kryminałów pod psem. Po roku i trzech miesiącach doczekaliśmy się tomu trzeciego, który znowu jest nieco inny – mocno wakacyjny, z historią z przeszłości i wprowadzający jeszcze jednego narratora... Ale o tym za chwilę!
Marta Matyszczak na naszym rynku działa już od sześciu lat, na swoim koncie ma czternaście powieści oraz kilka opowiadań, które ukazały się w polskich antologiach. O zwierzakach pisze nie bez powodu – sama opiekuje się pierwowzorami, na podstawie których stworzyła postacie powieściowe. Poza pisaniem, prowadzi kursy kreatywnego pisania, a wraz z mężem zajmują się również portalem o książkach noszącym nazwę Kawiarenka Kryminalna.
 
Historia „Krwawej kąpieli nad Krutynią” toczy się w szczycie sezonu wakacyjnego. Rozalia, żona Pawła i matka dwóch nastoletnich bliźniaczek w tym roku nie chciała oddalać się od miejsca zamieszkania, jednak uznała, że muszą trochę oderwać się od codzienności i spędzić razem krótki urlop. Padło na spływ jedną z najpopularniejszych dla kajakarzy mazurską rzeką Krutynią, problem w tym, że taka forma wakacji wiąże się ze spaniem w turystycznych domkach bądź jeszcze gorzej – pod namiotem. Trudno, dla dobra sprawy, próby ratowania małżeństwa, Rozalia jest w stanie poświecić się aż tak! Odkłada więc swoje sukienki i szpilki i pakuje się razem z całą rodziną i z dwójką kotów do samochodu. Ich spływ jednak nie trwa długo – chwilę po odbiciu od brzegu jeden z kajaków zahacza o ... trupa. To młoda dziewczyna, Nikola, mieszkanka wioski Krutyń, która niedawno wróciła w rodzinne strony z zarobkowego wyjazdu do Szwecji. Paweł, jako policjant, komendant posterunku w Mikołajkach, chce się wykazać i za namową Rozalii decyduje się poprowadzić tę sprawę. Jak dziewczyna skończyła w wodze? Od początku wiadomo, że nie znalazła się tam bez pomocy osób trzecich...
 
Książka zbudowana jest tak, by nasuwać skojarzenia z klasycznym kryminałem – z początku dostajemy spis postaci pojawiających się w historii, a każdy rozdział otwiera krótkie streszczenie tego, co w nim znajdziemy. Dodatkową atrakcją jest mapka okolicy, Mazur, którą znajdziemy już na pierwszych stronach. Rozdziałów, a raczej części jest sześć i każda zbudowana jest podobnie – znajdziemy w nich fragmenty przedstawione z pespektywy Rozalii i Pawła, wpisy do pamiętniczka w wykonaniu Burburka, nowością w serii jednak jest to, że i Pedro przyłącza się do pamiętniczka matki, w końcu i on dochodzi do głosu! Są również fragmenty opowiadające historię z przeszłości, ale niedalekiej, bo oddalonej zaledwie o rok i toczącej się w polskiej osadzie w Szwecji. Wszystkie te perspektywy się ze sobą przeplatają, zmiana czasu i miejsca oczywiście jest w tekście odpowiednio zaznaczona. Dla tych czytelników ceniących sobie również stronę wizualną powieści, wspomnę, że poszczególne scenki oddzielane są uroczą grafiką dwóch kotków – czarnego i białego, jak nasz Pedro i Burbur.
„Rozalia wolała mieć zwierzę na oku. Burbura gotowa była wydrapać w kajaku dziurę, wymordować wszystkie mijane kaczki i na dokładkę doprowadzić do katastrofy wodnej, przy której afera z Titanikiem mogła się schować.”
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, kiedy ten opisuje emocje i wydarzenia związane z postaciami ludzkimi, Burbur i Pedro piszą w narracji pierwszoosobowej często zwracając się do czytelnika – styl typowy dla pamiętników pisanych dla potomności. Ogólny styl, w jakim pisana jest powieść, jest dosyć charakterystyczny dla tej autorki – jest pełen uszczypliwego humoru (przede wszystkim we fragmentach opisywanych przez Burburkę) i zabawy językiem. Dialogi prowadzone są przyjemnie i sprawnie, całość czyta się naprawdę lekko i bardzo dobrze czuć, że nawet sama autorka bawi się wyśmienicie pisząc powieść w taki sposób.
„A poza tym gdy ostatnim razem zaszlachtowałam mysz i wspaniałomyślnie przyniosłam ją Rozalii pod nogi, by ją przyrządziła rodzinie na obiad, ta zerwała się z leżaka i zaczęła wrzeszczeć niczym jakaś skończona tumanka. A potem uciekła. I ona niby jest weterynarzem. Szkoda miauczeć...”
Grono postaci występujących w tej serii jest dosyć oryginalne – mamy Rozalię, weterynarkę prowadzącą własną firmę, która niedawno wplątała się w dosyć szemrane interesy. Nie jest to więc postać jednoznaczna, a jedna z tych, po których raczej nie wiadomo czego się spodziewać – jest zdolna do wszystkiego, by tylko ochronić swoją rodzinę. Historia jej syna, który po wypadku w czasie szkwału zapadł w śpiączkę trochę ją tłumaczy, uzasadnia jej aktualne zachowanie. W tym tomie sporym elementem humorystycznym są jej spotkania z księdzem, który wybrał się z młodzieżą w to samo miejsce co Ginterowie, a który dostał w spadku po matce Pawła jej dom, na co Rozalia zgodzić się nie może.
„- Swoją baaarkę pozostawiam na brzeeegu! – zawył wielebny i niestety jego słowo ciałem się stało.”
I ta sytuacja wymusza też pojawienie się postaci, które znamy z cyklu Kryminałów pod psem – zjawia się prawniczka Potomek-Chojarska i dziennikarz Szpon. W Kryminale z pazurem dominują kobiety, nic więc dziwnego, że drugą postacią, którą muszę wymienić jest Burburka. To kotka harda, przekonana o swojej doskonałości, która ludzi traktuje jak służących. Jej opisy samej siebie są bardzo zabawne, śmieszy jej wydumane poczucie wielkości, a z drugiej strony jest dziwnie zbieżne z tym, jak zachowują się w rzeczywistości niektórzy ludzie... Burburka te zachowania dobrze wyśmiewa swoją karykaturalną postacią (choć pewnie ci, którzy mieli do czynienia z charakternymi zwierzakami będą dobrze jej zachowanie rozumieć).
„- Widziałam go! Był taki biały i gruby!
No tego to już za wiele! Białe to ona może myszki wyślepiła, a gruba sama była. Bo chyba nie ja! Ja jestem zbudowana ponętnie i zgodnie z popularną ostatnimi czasy filozofią body positive. Poczytajcie sobie internety, to zrozumiecie, o co chodzi.”
W tym tomie, by nieco ukoić czytelnicze nerwy po narcystycznych fragmentach Burburki, zjawia się (w takim sensie, że wypowiada się z własnej perspektywy) po raz pierwszy w serii jej syn Pedro. To niesamowicie zabawna postać, kotek całkowicie inaczej podchodzący do życia niż jego matka – czyżby różnice pokoleniowe? 😉 Pedro niespecjalnie się czymkolwiek przejmuje, preferuje życie spokojne, leniwe, czerpie radość z wszystkiego z czego się da, choć równocześnie jest nieco ciapowaty – i on ładuje się nieraz w tarapaty, które wprowadzają solidne elementy humorystyczne.
„Za pierwszym razem, gdy zobaczyłam minę zszokowanego łabędzia, mało się nie posikałam w moje futrzane pantalony ze śmiechu. Głupek umknął w przybrzeżne sitowie, aż chlupała za nim woda. No, boki zrywać!”
Tak jak w każdym tomie obydwu serii, tak i w tym pojawiają się postacie przypisane tylko do tego tomu, związane z przedstawioną w nim zagadką kryminalną. I tak mamy tu dwie siostry: Vanessę i Nikolę, których relacje nie są specjalnie zdrowe – jedna goni za tym, by wyrwać się z małego miasteczka i konwenansów, druga jej tego zazdrości. Jest też kilka postaci typowo humorystycznych jak np. sobowtór jednego z Beatlesów.
 
I tak mówiąc o siostrach i pragnieniu wyrwania się z małego miasteczka, dochodzimy do wątku, który przedstawia historia z przeszłości – jedna z sióstr wyjechała do pracy do Szwecji. Wyjazd organizował okoliczny biznesman, wielu ludzi mu zaufało, jednak już na miejscu okazało się, że to, co obiecywał w Polsce, to było kłamstwo, a warunki, w jakich przyjdzie żyć imigrantom, są dalekie od pożądanych. To problem, z który spotkało się w prawdziwym życiu wielu Polaków, a dzięki tej historii i postaciom autorka bardzo dobrze go obrazuje, jednocześnie zahaczając o niego solidną intrygę kryminalną.
„Tutejszy mróz wydawał się bardziej podstępny. I skuteczny. Choć może to była siła sugestii? Do tego dochodziła wieczna ciemność, która zapadała w miesiącach zimowych. Choć już sam nie wiedział, co jest gorsze: dni czy noce polarne. Ciągła jasność też potrafiła doprowadzić do szaleństwa.”
Akcja powieści toczy się spokojnym rytmem, śledztwo przetykane jest prywatnymi wątkami i zabawnymi sytuacjami, a także samymi przemyśleniami postaci. Intryga jednak, jak zawsze u tej autorki, jest dobrze przemyślana i zaskakująca, do końca trzyma czytelnika w niepewności, by ostatecznie przynieść chwilę solidnej refleksji nad ludzkim zachowaniem.
 
Ważną rolę w powieści odgrywają również miejsca. Mamy tą Szwecję, która choć w tle, to jednak dobrze się zaznacza zderzając polską kulturę z tą północną. Osada, w której przyszło pracować mazurskim Polakom położona jest niedaleko bardzo ciekawego miasteczka – Kiruny, które przez to, że w skutek działalności kopalni zaczęło się zapadać, jest właśnie przenoszone na inne miejsce. Polska miejscowość, w której toczy się akcja, może nie ma tak niespotykanego wydarzenia, ale za to jest czysto turystyczna, przez co czytelnik może poczuć się bardzo wakacyjnie. Opisy spływu i noclegów są bardzo realistyczne, w czasie lektury czytelnik nie ma problemu, by te miejsca sobie wyobrazić, a wręcz poczuć tom, co czują postaci – jak np. chłód wieczorów, gorące dnie, zmęczenie od wiosłowania czy bzyczenie komarów. Są lasy, małe wioski i zamknięte społeczności, co nadaje lekturze fajnego, wiejskiego, wakacyjnego charakteru.
„Widać wszyscy mieszkańcy Krutyni szwendali się po całej wsi bez ładu i składu, w związku z czym na każdego można się było natknąć wszędzie i o każdej porze, czy kto tego chciał, czy też nie. Owsikarnia jaka.”
Marta Matyszczak jak zawsze przez swoje intrygi kryminalne zmusza nas, byśmy zastanowili się trochę nad ludzkim zachowaniem. Równocześnie ta zagadka i sytuacje, w jakich stawia bohaterów, mają też wywołać uśmiech, bo przecież czy nie najlepiej trochę pośmiać się ze swoich przywar? W „Krwawej kąpieli nad Krutynią” przyglądamy się przede wszystkim życiu i pragnieniom młodych ludzi, którzy wychowani w małych, zamkniętych, lekko zaściankowych miejscowościach, marzą o lepszym życiu, a gdy już sięgają po spełnienie marzeń, okazuje się, że rzeczywistość jest inna, niż się obiecywały marzenia… Temat ciekawy i nieco smutny, a jednak dzięki lekkości i humorowi wcale tego nie czuć. Solidna intryga, świetne postaci, zadziorna kotka z jej podchodzącym luzacko do życia synkiem i ten wakacyjny klimat zapewniają lekturę lekką i zajmującą, od której nie da się oderwać. Idealna na wakacje! Ale nie tylko, myślę, że i zimą będzie się ją czytać świetnie! Już nie mogę się doczekać tomu czwartego!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!