stycznia 29, 2026

"Dom dla lalek" Lisa Gardner

"Dom dla lalek" Lisa Gardner

Autorka: Lisa Gardner
Tytuł: Dom dla lalek
Cykl: Tessa Leoni, tom 3
Tłumaczenie: Daria Kuczyńska-Szymala
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał / thriller
 
Lisa Gardner powieści kryminalne tworzy już prawie trzydzieści lat - w przyszłym roku właśnie tyle upłynie od jej debiutu pt. “Mąż doskonały”, który rozpoczął pierwszą serię kryminalną z Quincy i Rainie, a który został przyjęty przez czytelników tak dobrze, że autorka od razu po nim zdecydowała się rzucić swoją dotychczasową pracę i zająć się pisaniem zawodowo. Teraz na koncie ma około czterdziestu książek, z czego większość należy do jej czterech cykli kryminalnych, niezwykle popularnych zresztą, większość z jej tytułów od razu po premierze trafia na listy bestsellerów. Kilka z jej powieści doczekało się telewizyjnych ekranizacji, jak i nagród, które otrzymuje nie tylko w USA, ale i na całym świecie.
Do Polski powieści Lisy Gardner trafiły dość szybko, bo już około 2000 roku. Początkowo wydawana była przez Wydawnictwo Amber, później Wydawnictwo Sonia Draga, aż w końcu trafiała do aktualnego wydawcy - Wydawnictwa Albatros, które nie tylko wydaje jej powieści na bieżąco, ale również odświeża wszystkie wcześniej tytuły, tak by czytelnik mógł cieszyć się w swojej biblioteczce spójnymi wydaniami. I właśnie tym drugim przypadkiem jest “Dom dla lalek”, który po raz pierwszy wydany był w Polsce w roku 2017, a teraz ukazał się ponownie. To trzecia książka z Tessą Leoni, jednak jak każdą z powieści autorki, można czytać ją bez znajomości części poprzednich.
 
New Hampshire, listopad, piąta nad ranem. Nicky wyczołguje się ze swojego luksusowego, rozbitego SUV-a - jest poobijana, mocno krwawi, jednak naprzód pcha ją jedna myśl: musi znaleźć Vero, małą dziewczynkę. Kiedy udaje jej się dotrzeć z powrotem na drogę, przejeżdżający mężczyzna wzywa pomoc. Nicky zostaje zawiedziona do szpitala, a policja pod przewodnictwem Wyatta Fostera zaczyna poszukiwania Vero, które niestety kończą się porażką - nawet pies nie wyczuwa, by w samochodzie jechała z Nicky druga osoba… Jak to możliwe? Dziewczynka przecież nie mogła się rozpłynąć w powietrzu, Nicky była zdesperowana, by ją znaleźć. O co w tym wszystkim chodzi? Sprawa jest bardzo niejasna, nie do końca wiadomo, czy w ogóle jest to jakaś sprawa kryminalna, ale podejrzeń i niejasność jest tak dużo, że Wyatt musi się temu dobrze przyjrzeć. Wkrótce okaże się, że przyda mi się w tym pomoc nie tylko prywatnej detektywki Tessy Leoni, ale też detektywki D.D. Warren.
“Z jednej strony imponowały mi wysiłki kobiety, by wydostać się z wraku i dopełznąć do drogi, żeby szukać pomocy dla dziecka. Z drugiej - czy to nie było niczym podziwianie podpalacza za to, że uciekł z płonącego budynku?”
Książka rozpisana jest na 42 rozdziały pisane naprzemiennie z trzech perspektyw: Nicky w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego (retrospekcje ten bohaterki od wydarzeń aktualnych wyróżnione są kursywą) oraz Wyatta i Tessy w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Rozdziały w większości dzielone są na krótsze fragmenty, każdy nowy rozpoczyna się słowami pisanymi wielkimi literami. Styl powieści jest ciekawy przede wszystkim, kiedy rozpatrujemy go z perspektywy rozdziałów Nicky - autorce poprzez krótkie zdania i wtrącenia tego, co bohaterka słyszy w swojej głowie, udało się dobrze oddać rys postaci nie do końca stabilnej emocjonalnie, co jest wynikiem urazu głowy, ale czy na pewno tylko tego? Cała historia pisana jest przyjemnym, pozbawionym wulgaryzmów językiem, choć momentami pojawiają się dość makabryczne (czy może po prostu naturalistyczne?) wstawki, które za każdym razem stanowią spory kontrast z resztą opisywanej rzeczywistości. Poza retrospekcjami Nicky, akcja toczy się linearnie, a narrator przewodnie postacie oddaje całościowo, razem z ich emocjonalnym, prywatnym bałaganem i wątpliwościami dotyczącymi sprawy.
“Pragnienie zmiany to nie to samo co zmiana. Staranie się o odzyskanie pamięci o własnej przeszłości to nie to samo co skonfrontowanie się z nią.”
Choć książka zaliczana jest do serii z Tessą Leoni, to tak naprawdę prym wiedzie historia Nicky - to ta postać najmocniej angażuje, wzbudza najwięcej pytań i niejasności. Autorka świetnie oddała niepewność bohaterki, która po wypadku straciła pamięć - gdzieś przez mgłę wspomnień pojawiają się raz po raz jakieś jej szczątki, a ciągle towarzyszącym jej uczuciem jest niepewność. Niepewność nawet w stosunku do najbliższego człowieka, bo choć wie, że Thomas jest jej mężem, to tak naprawdę nie pamięta jaka jest ich relacja. Czy na pewno może wierzyć jego słowom? Ale komu, jak nie jemu?
“Kochałem cię przez większość mojego życia. A mimo to są chwile, gdy nie jestem pewien, czy w ogóle cię znam.”
Wraz z wątpliwościami Nicky i czytelnik stawia w tej powieści pod znakiem zapytania. My jednak pytań mamy więcej, jak choćby o samą Vero, którą bohaterka traktuje jako pewnik. Czy samą poczytalność Nicky, bo może to ona jest tą, której nie powinniśmy wierzyć? Intryga kryminalna prowadzona jest w sposób bardzo przemyślany, a choć akcja nie toczy się tempem zawrotnym, to jednak twisty fabularne pojawiają się w odpowiednich momentach, a co równie ważne, są faktycznie zaskakujące - wychodzi więc na to, że Lisa Gardner doskonale czytelnikiem manipuluje. Bo tak naprawdę dostajemy elementy, dzięki którym możemy poskładać historię w całość, są one jednak podane tak, że nawet kiedy wydaje się, że domyśliliśmy się o co chodzi, zaraz potem ukazuje się, że jest całkowicie odwrotnie.
“Spędzamy tyle czasu, i ty, i ja, przygotowując się na najgorsze… Obawiam się, że w ten sposób tracimy to, co najlepsze.”
Dzięki narracji pierwszoosobowej i spokojnej narracji jest w powieści miejsce, by poruszyć kilka zagadnień uniwersalnie ważnych. Miłość, rodzicielstwo, poczucie bezpieczeństwa, szczęście - te tematy obracane są tutaj na różne sposoby, przyglądamy się mocno kontrastowym ich odcieniom uświadamiając sobie jak cienka jest granica pomiędzy tym, co dobre i zdrowe, a tym, co złe i toksyczne. Jak ciężko jest ocenić do czego zdolny jest drugi człowiek, nawet ten, z którym żyje się na co dzień, a nawet dalej - do czego zdolni jesteśmy sami. Wspomnienie przeszłości, ciężaru, jaki niosą sobą przeszłe doświadczenia są równie mocno odczuwalne, a z nich rodzi się pytanie - czy lepiej odgrzebać ukryte wspomnienia, ponownie wracać do tego, co było, czy po prostu pogodzić się, że to przeszłość i żyć w teraźniejszości? Czy w ogóle się tak da?  
“Okazuje się, że szczęście to nabyta umiejętność, a ja mam problemy, żeby się nauczyć być szczęśliwą.”
Lisa Gardner nieraz udowadniała, że nie boi się trudnych tematów, nie boi się wikłać w swoje powieści kryminalne prawdziwego mroku, jaki może skrywać się w człowieku - i „skrywać” to dobre słowo, bo u niej najgorsze potwory dla pobocznych obserwatorów to po prostu zwyczajni ludzie. Nie inaczej jest w “Domu dla lalek”, który jest powieścią absorbującą równie mocno, co smutną, choć da się gdzieś dostrzeć w niej i przebłyski nadziei. Bo obok emocji trudnych, toksycznych, pogmatwanych wspomnień, których nie da się z głowy wyrzucić, są i pozytywne odcienie emocji - są ludzie, na których można liczyć, są uczucia, które są trwalsze niż można sobie wyobrazić. Bardzo podoba mi się też to, że mimo iż postacią przewodnią serii są konkretne postacie, w tym przypadku Tessa i pewnie od jakiegoś momentu też Wyatt (nie czytałam wcześniejszych tomów), to jednak główna uwaga zwrócona jest na pojedynczą historię i postać danego tomu. “Dom dla lalek” może nie jest powieścią, której nie sposób odłożyć, ale tak naprawdę nie o te napięcie w niej chodzi, a o postacie i wartości, jakie podczas tej fabuły muszą rozpatrzeć i się z nimi zmierzyć. Coś dla fanów solidnych powieści kryminalnych z wyraźną warstwą psychologiczną!
“(...) zamknęłam to w pudełku z napisem “trzymać się z daleka” i odłożyłam. Tylko że historie nie lubią być w zamknięciu, prawda? Nawet przeszłość chce zostać wysłuchana.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 28, 2026

"Tak blisko" Agnieszka Olejnik - zapowiedź patronacka

"Tak blisko" Agnieszka Olejnik - zapowiedź patronacka
 Małomiasteczkowa historia, którą łączy w sobie powieść obyczajową z kryminalną - to szybki skrót tego, co na luty przygotowała dla czytelników Agnieszka Olejnik! Już 11 lutego na rynku ukaże się jej najnowsza książka "Tak blisko", a Kryminał na talerzu ma przyjemność nie tylko objąć ją swoim patronatem medialnym, ale także polecić ją w kilku słowach czytelnikom na skrzydełku okładki!

Po latach na emigracji Cezary wraca do rodzinnego miasta. Nie spodziewa się, że trafi w samo centrum dramatycznych wydarzeń: w rzeczce przepływającej przez Czarne odkryto ciało bez dłoni i języka. Mieścina huczy od plotek i domysłów. Cezary zaprzyjaźnia się z prowadzącym śledztwo komisarzem Wiktorem Gryką. Wkrótce podejmuje pracę w szkole. Stina, jedna z uczennic, sprawia poważne problemy wychowawcze. Kiedy na mokradłach za miastem zostaje znalezione kolejne ciało, sprawa Stiny staje się zagadką nie tylko pedagogiczną, lecz także kryminalną. Nikt się nie spodziewa, że rozwiązanie jest tak blisko…
Męska przyjaźń, psia wierność, nowa miłość, niepokojący klimat małego miasteczka, a do tego tajemnicze zbrodnie – czy można sobie wyobrazić bardziej odurzający koktajl?

Ostatnie zdanie opisu wydawcy doskonale oddaje to, co w "Tak blisko" znajdziemy! Książkę czyta się lekko, a narrator skupia się na solidnym przedstawieniu kreacjach postaci, których problemy i troski wysuwają się na plan pierwszy. A jednak już od początku historii coś w niej uwiera, czuć jakąś tajemnicę i mrok zbrodni, która rozciągnęła się nad miasteczkiem... To nadaje jej kryminalnego charakteru, który choć subtelny, dobrze trzyma w niepewności. A takie historie lubimy, prawda? To kryminał w lżejszej, bardziej obyczajowej odsłonie, dobry do poczytania podczas zimowych wieczorów.. 
PS. "Tak blisko" to tom drugi serii Miasteczko, jednak powiązania z tomem pierwszym są bardzo luźne, książkę da się więc czytać również jako powieść osobną. 

Autorka: Agnieszka Olejnik
Tytuł: Tak blisko
Cykl: Miasteczko, tom 2
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść kryminalno-obyczajowa


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Książnica. 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 27, 2026

"Nie otwieraj oczu" Josh Malerman - recenzja przedpremierowa

"Nie otwieraj oczu" Josh Malerman - recenzja przedpremierowa
 

Autor: Josh Malerman
Tytuł: Nie otwieraj oczu
Cykl: Bird Box, tom 1
Tłumaczenie: Filip Sporczyk
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 320
Gatunek: cosmic horror / postapo
 
Josh Malerman to jeden z członków zespołu rockowego High Strung, który w czasie tras koncertowych napisał wiele powieści, zanim jednak odważył się pomyśleć o ich wydaniu, minęło trochę czasu. Stało się to w 2014 roku z historią skategoryzowaną jako cosmic horror - podgatunek grozy, w którym tym, co przeraża, jest coś niepojętego i niezrozumiałego dla ludzkości. To właśnie “Nie otwieraj oczu”, książka, która szybko okazała się sensacją na rynku anglojęzycznym, doczekała się nagród i ekranizacji, ukazała się na Netflixie pod koniec roku 2018. Choć może bardziej odpowiednim określeniem będzie “oparta o”, bo sam film mocno odbiega od oryginału, o czym dopiero teraz mogłam się przekonać! Książka “Nie otwieraj oczu” w Polsce ukazała się po raz pierwszy po premierze filmu, w 2019 roku i długo była jedyną powieścią Malermana dostępną na naszym rynku. W końcu zmieniło to Wydawnictwo Akurat, które w poprzednim roku wydało najnowszą powieść autora “Coś się dzieje w naszym domu” (recenzja - klik!), teraz wznowiło “Nie otwieraj oczu”, a już na kwiecień zapowiedziało kontynuację tej historii w powieści “Malorie” (w oryginale wydaną w 2020 roku).
 
Przedmieście Detroit, październik. Od ponad czterech lat zbliżająca się do 30-tki Malorie jest zamknięta w jednym domu. Mieszka tam z dwójką swoich dzieci, teraz czterolatków, które wyszkoliła tak, że słyszą każdy szmer. Bo słuch jest im ogromnie potrzebny - właśnie postanowiła, że to dzisiejszego ranka ruszają w drogę, która może okazać się dla nich zabójcza, ale, jeśli się im powiedzie, w końcu poprawi warunki ich życia i zmniejszy natężenie strachu, które tak dotkliwie odczuwają mieszkając samotnie. Szkopuł w tym, że całą trasę muszą pokonać ufając tylko swojemu słuchowi - pod żadnym pozorem nie mogą otworzyć oczu, bo tam, na zewnątrz, czai się coś, co, gdy tylko znajdzie się w zasięgu wzroku, powoduje utratę zmysłów i szaleńczą, bezwzględną śmierć. A przecież Malorie zrobiła już tak wiele, by w trójkę przeżyli… Czy teraz naraża ich niepotrzebnie na śmierć? Czy mają jednak szansę osiągnąć swój cel?
“Po latach powtarzania, jak ważne jest słuchać, jak wielkie znaczenie ma nadstawianie uszu, czasami wydaje jej się, że dzieci potrafią usłyszeć nawet jej myśli.”
Książka rozpisana jest na czterdzieści trzy rozdziały, w większości pisane z perspektywy Malorie w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Akcja toczy się w dwóch naprzemiennych czasach: teraz, podczas ich wyprawy oraz pięć lat wcześniej, w chwili, gdy Malorie odkryła, że jest w ciąży, a równocześnie świat zaczął coraz głośniej huczeć o niewytłumaczalnych, agresywnych przypadkach morderstw i samobójstw. Książka pisana jest prostym językiem, krótkimi zdaniami, a myśli, które Malorie wypowiada w swojej głowie, są pisane kursywą. A jednak w tym prostym stylu autora jest coś takiego, że książkę czyta się z zadziwiającą szybkością i płynnością - dzięki czemu te trzysta stron można połknąć dosłownie w ciągu jednego dnia.
 
Wygląda na to, że Josh Malerman już od swojego debiutu doskonale operuje emocjami czytelnika. “Nie otwieraj oczu” zbudowane jest tak, że po początkowym niepokoju, odczuwamy coraz większy strach - jednak nie jest on wywoływany czymś fizycznym, namacalnym, a wręcz odwrotnie, tym, czego nie widać, czymś, czemu nie można ufać, czymś, co wywołuje w ludziach potworne zmiany prowadzące do śmierci wszystkich, którzy są wokoło. Autor doskonale opisuje sytuacje grozy, w których każdy szmer, każdy głośniejszy oddech, przyprawia o palpitację serca. Historia, która podzielona jest na dwa czasy naprzemiennie się ze sobą przeplatające, dobrze utrzymuje ciekawość czytelnika: rozdziały z Malorie przeprawiającej się przez rzekę wraz z dziećmi są krótka, pełne matczynego strachu, a pomiędzy nią poznajemy jak w ogóle cała ta sytuacja się zaczęła i jak to się stało, że Malorie została sama z dwójką małych dzieci w domu od dawna naznaczonym przerażającym rozlewem krwi…
 
Tutaj strach nie bierze się jednak z makabry, brutalności. Tu ma on podłoże psychologiczne. Autor doskonale oddaje ludzki charakter w sytuacji kryzysowej, w sytuacji, gdy życie ludzkości jest zagrożone - teraz, kiedy w pamięci ciągle jeszcze mamy pandemię koronawirusa ten strach jest dla nas dużo łatwiejszy do wyobrażenia. Podczas naszej pandemii jednak, choć baliśmy się nieustannie o zdrowie najbliższych, mogliśmy się wspierać, działać razem, w sytuacji, którą wymyślił Malerman, każdy może okazać się śmiertelnym zagrożeniem. Bo jak wiedzieć, komu ufać, kiedy nie można patrzeć? Jak żyć, w ciągłym poczuciu zagrożenia, strachu, że to, co niewiadome, jednak przedrze się do domu i spowoduje śmierć tych, na których zależy nam najbardziej?
 
 
Kiedy ludzkość staje w obliczu takiego kryzysu, są dwa wyjścia - walczyć albo uciekać, starać się coś zrobić, albo zostać w tym miejscu, w którym się jest. Bo czy nie lepsze więzienie znane niż potencjalna, ale mocno niepewna wolność? Dylemat Malorie jest jednak jeszcze głębszy, bo tam, gdzie się udaje, wcale nie czeka na nich wolność prawdziwa - to po prostu większa szansa na przeżycie. A czy coś takiego warte jest narażania jej własnych dzieci, które i tak nie znają życie innego niż te samotne, w zamkniętym, ciemnym domu? W retrospekcjach z kolei przyglądamy się grupie ludzi, którzy obrazują różne podejścia - jedni szukają nowych rozwiązań, drudzy poddają się po prostu nowej sytuacji, istnieją, bez próby poprawy własnej sytuacji. Które podejście jest lepsze, bardziej odpowiedzialne, właściwsze?
“Czas w zasadzie przestał mieć znaczenie, ale jego upływ i liczenie dni sprawia, że zachowujemy rutynę. Przypomina o życiu, które wiedliśmy wcześniej.”
Wyprawa Malorie to równocześnie też pytania o macierzyństwo. Macierzyństwo w świecie, w których dzieci, by zagwarantować im przetrwanie, trzeba tresować, jak psy. Czy coś takiego nie odczłowiecza, czy w takich warunkach można w ogóle mówić o miłości matczynej? Malorie nie potrafi pozbyć się tego pytania z głowy: czy jestem dobrą matką? Czy w ogóle utrzymywanie dzieci przy życiu w takiej sytuacji jest czymś, co faktycznie powinno się zrobić? A może ich śmierć byłaby darem łaski? Bo co to za życie, w którym cały czas spędzać trzeba w zamknięciu, w ciemności, bez możliwości doświadczenia tego cudu świata, w jakim jeszcze tak niedawno żyła ich matka?
 
Choć historia z biegiem fabuły się rozwija, a do ciągłego napięcia czytelnik mimo wszystko w jakiś sposób się przyzwyczaja, zainteresowanie przez całą lekturę zostaje utrzymane na wysokim poziomie. Twisty fabularne, pełne napięcia sceny są dawkowane odpowiednio tak, że nie doświadcza się tu uczucia przesytu, a finalne rozwiązanie, choć racjonalnie można jest podawać w wątpliwość, jest tak podane, że w żadnym razie się go nie kwestionuje - bo tak naprawdę nie ono jest ważne, a emocje z jakimi się wiąże, emocje, jakie przedstawiają sobą w danym momencie postacie.
 
Przyznaję, że jestem pod wrażeniem, że już w swojej pierwszej wydanej powieści Josh Malerman tak doskonale operuje napięciem, uczuciem niesprecyzowanego lęku - choć niewiele horrorów wzbudza we mnie faktyczny lęk, podczas lektury tego ciemną nocą naprawdę bałam się wstawać z łóżka. Co więcej, tym, co ten lęk wzbudza, nie są tak naprawdę potwory, a coś, niesprecyzowanego, coś, co jakoś na człowieka wpływa - czy to stwory, czy coś niewidzialnego, czy jeszcze coś innego? Nikt tak naprawdę tego nie wie, a przez to strach jest jeszcze większy, bo przecież skąd mamy spodziewać się zagrożenia? W takiej sytuacji każdy najmniejszy szmer jest potencjalnym zagrożeniem, a to sprawia, że żyje się w ciągłym napięciu. Autor doskonale oddaje te emocje, przez co czytelnik cały czas zastanawia się, jak sam postąpiłby w takiej sytuacji? W poczuciu zagrożenia, w grupie, w samotności? Historia jest dobrze rozpisana, dobrze zbudowana, tak że ani na moment nie nudzi, co sprawia, że lektura upływa w tempie ekspresowym. Josh Malerman już drugi raz zaskoczył mnie swoją twórczością i już nie mogę doczekać się, kiedy zrobi to ponownie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Akurat.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 26, 2026

"Amerykańska afera" Piotr Żymełka

"Amerykańska afera" Piotr Żymełka

Autor: Piotr Żymełka
Tytuł: Amerykańska afera
Cykl: Barwood i Liszewski, tom 2
Data premiery: 21.01.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 352
Gatunek: powieść przygodowa / historyczna
 
Piotr Żymełka na polskim rynku książki pojawił się w 2020 roku z powieścią “Cień Templariuszy”, cztery lata później ponownie z kryminałem “Błogosławieni, którzy łakną sprawiedliwości”, jednak niewielu czytelników wtedy o nim słyszało - obydwa tytuły zostały wydane przez niewielkie wydawnictwa. Dopiero w roku 2025 autor zaprezentował się nieco szerszej publiczności - rozpoczął wtedy swoją współpracę z Wydawnictwem Sonia Draga, którego nakładem ukazała się “Carska afera”, pierwsza część trylogii awanturniczo-przygodowej z angielskim dżentelmenem i polskim arystokratą w roli głównej. Niecały rok później doczekaliśmy się tomu drugiego pt. “Amerykańska afera”, a na ten rok autor szykuje nam jeszcze jedną powieść, oddzielną historię z tą serią niezwiązaną.
Poza powieściami Piotr Żymełka chętnie bierze udział w zbiorczych projektach - jego nazwisko ukazało się na okładkach kilku polskich antologii. Obok świata literackiego jednak cały czas praktykuje też swój zawód wyuczony - w godzinach pracy jest programistą, a swoje krótkie i długie formy tworzy w czasie wolnym.
 
Wiosna, rok 1890. W londyńskim klubie dla dżentelmenów, w którym sir Richard Barwood spędza swoje popołudnia, zjawia się kurier z paczką skierowaną na jego nazwisko. Traf chce, że odbiera ją ktoś inny i tylko dzięki temu obywa się bez ofiar śmiertelnych, gdy paczka wybucha… W tym samym czasie polski szlachcic Stanisław Liszewski dowiaduje się, że i na jego życie ktoś czyhał - na szczęście jego przyjaciele działający wraz z nim w organizacji niepodległościowej byli szybsi, zajęli się złoczyńcą, zanim ten dopadł Liszewskiego… Czy to zbieg okoliczności, że po kilkunastu miesiącach od ostatniej afery, w tym samym czasie ktoś zasadził się na życie obydwu mężczyzn? Bardzo wątpliwe. Sytuacja jednak powinna się wyjaśnić, gdy mężczyźni spotkają się w Paryżu, w miejscu, do którego każdy z nich dostał zaproszenie podpisane fikcyjnym nazwiskiem…
 
Książka rozpisana jest na prolog, 24 rozdziały i epilog. Rozdziały dzielone są na podrozdziały według miejsca i czasu zdarzeń, a gdy atmosfera się zagęszcza, również i bez zmiany czasu historia dzielona jest na krótsze fragmenty - przeważnie ten podział wynika ze zmiennej perspektywy. Bo tych jest kilka: to Barwood i Liszewski oraz dwie kobiety, które w tej aferze im towarzyszą, jak i ich przeciwnicy - jeden znany z poprzedniej części, poprzedniej afery, drugi to uwikłany w sprawę Amerykanin. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, język powieści jest subtelnie dopasowany do ówczesnych czasów - pojawiają się słowa, których znaczenia współcześnie możemy nie znać, co jest od razu tłumaczone przepisem, a postacie w dialogach zwracają się do siebie najczęściej odpowiednimi tytułami. Niemniej jednak styl powieści jest bardzo swobodny, dopasowany na współczesnego czytelnika tak, by nie musiał się specjalnie przy lekturze wysilać. Książkę czyta się przyjemnie i płynnie, choć czasami nieco przeszkadzają częste powtórzenia faktów - odczułam to przede wszystkim w pierwszej połowie powieści, kiedy kilka razy przy niespecjalnie odległych od siebie okazjach narrator przypominał to, co działo się w tomie pierwszym. Przypomnienie oczywiście jest potrzebne przede wszystkich dla tych czytelników, którzy “Carskiej afery” nie czytali, jednak nie ma potrzeby powtarzać tamtych zdarzeń kilka razy - jeden raz, może dwa w zupełności by wystarczyły. Po czasie, kiedy akcja coraz mocniej zbliża się do wielkiego, rozwiązującego całą intrygę finału, powtórzenia przestają się pojawiać, narrator skupia się już tylko na akcji i jej wpływie na postacie.
 
Historia pod kątem samej intrygi jest dość prosta, lekko nawiązuje do zdarzeń z tomu pierwszego, ale nie na tyle, by nieznajomość tamtej historii miała przeszkodzić w lekturze “Amerykańskiej afery”. Autor dobrze wpisuje opowieść w gatunek powieści przygodowej, postacie ciągle są w ruchu, raz po raz pakują się w kłopoty, choć przede wszystkim mam wrażenie, że ich losy ułożone są tak, by czytelnik jak najwięcej ciekawych miejsc pozwiedzał, by w subtelnie podkoloryzowanym literacko stylu doświadczył dawnych czasów w kilku częściach świata, których rozwój, ale i kultura mocno się wtedy od siebie różniły. Ponadto akcja przeplatana jest sporą ilością wątków obyczajowych związanych z postaciami serii - zarówno Barwood, jak i Liszewski borykają się z pewnymi mniej lub bardziej poważnymi prywatnymi problemami, które mają wpływ na ich postrzeganie rzeczywistości i relacji z innymi. Rozkładając więc akcję pomiędzy historie postaci, miejsca i czasów, na samą akcję faktycznie nie zostaje wiele przestrzeni - dlatego stopień komplikacji jest niewielki, ale mimo wszystko dopasowany tak, by czytelnik odkrywając kolejne punkty akcji czuł przyjemność, może nawet lekkie napięcie wywołane częstą zmianą perspektywy akurat w chwili, gdy dzieje się coś życiu postaci zagrażającemu… Zresztą sama długość fragmentów jest do tempa akcji dopasowana - kiedy akcja nabiera rumieńców, fragmenty pisane z jednej perspektywy stają się coraz krótsze.
 
Największym plusem powieści jest dobre osadzenie w epoce, w której toczy się akcja. Nie dotyczy to więc tylko miejsc przez postaci odwiedzanych, ale również ich samych - zarówno Barwood, jak i Liszewski borykają się z przypadłościami popularnymi w tamtych czasach, obydwoje są uwikłani w losy własnych państw - Barwood to weteran wojenny z pamiątką w postaci chromej nogi, Liszewski ojca ma na Sybirze, a sam aktywnie działa w tajnej polskiej organizacji. Niemniej jednak miejsca, które odwiedzają też mają ogromne znaczenie - autor przeciąga nas tu wszelkimi środkami transportu, które uznawane były wtedy za nowoczesne: statek parowy, samochód na parę, jak i szybki pociąg przemierzający Stany w kilka dni. Bo tak, i do Stanów Zjednoczonych postacie w tym tomie docierają, w czasie, kiedy Statua Wolności była absolutną nowością. Autor nie przepuszcza okazji, by wspomnieć o historycznych ciekawostkach - jest o Wieży Eiffla, są amerykańskie kopalnie srebra, tawerny na Dzikim Zachodzie, a także i karnawał w Wenecji! Miejsca, postacie, wynalazki - to wszystko znajduje w tej powieści miejsce, dając czytelnikowi historię pełną ciekawie opowiedzianego tła historycznego, takiego, które już gdzieś z innych nośników popkultury znamy - to daje dobry efekt pełnego, spójnego obrazu przeszłości.
 
A co z czarnymi charakterami? Są, choć ich mrok nie jest tym, co w powieści dominuje, raczej jest po prostu po to, by Barwood i Liszewski mieli kogoś, naprzeciw kogo muszą stanąć, coś, o co muszą walczyć. Za to warto zaznaczyć obecność postaci kobiecych, które jak na tamte czasy odgrywają “męskie” role - jedna z nich była kiedyś agentką, druga jest prywatną detektywką... Tu, mimo innych obyczajów, kobiety stoją mniej więcej na równi z mężczyznami - mniej więcej, bo jednak jest kilka scen, w których kobiety muszą chronić się za silnym męskim ramieniem. Oczywiście, jak to w przygodówkach bywa, historia momentami lekko skręca w romantyczną stronę, jednak i te wątki są opisane bardzo subtelnie, dzięki czemu mnie samej nie irytowały.
 
“Amerykańska afera” okazała się lekką powieścią przygodową, przy której czytelnik nie musi się wysilać, by wgryźć się w fabułę i dobrze się bawić. Piotr Żymełka w sposób bardzo swobodny połączył akcję o zabarwieniu sensacyjnym z dobrym historycznym podłożem i związanymi z nim ciekawostkami dając powieść, której szybkość akcji nie przytłacza, a raczej kojarzy się z powieściami detektywistycznymi jakie pisało się dawniej. Jednak mimo podobnego tempa historia nie jest typowo kryminalna, intryga jest nieskomplikowana, ale na tyle dobrze wyważona, że czytelnik koleje losu postaci odkrywa z przyjemnością. Nie jest to powieść mocno angażująca, ale czy miała taka być? Wydaje mi się, że po prostu miała być fajną, lekką przygodą po ciekawych miejscach końca XIX wieku - i właśnie taka była. Z chęcią w przyszłości sięgnę po tom trzeci tej serii!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 23, 2026

"Kat Gaudiego" Aro Sáinz de la Maza

"Kat Gaudiego" Aro Sáinz de la Maza

Autor: Aro Sáinz de la Maza
Tytuł: Kat Gaudiego
Cykl: Morderstwa w Barcelonie, tom 1
Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 656
Gatunek: kryminał
 
Aro Sáinz de la Maza to hiszpański dziennikarz i autor powieści kryminalnych, który debiutował już w latach 90-tych XX wieku, a jednak dopiero teraz pojawił się na rynku polskim. Stało się to za sprawą serii Morderstwa w Barcelonie z inspektorem Milo Malartem, która na rodzimym rynku autora liczy aktualnie cztery tomy, jednak tam ukazywały się one w kilkuletnich odstępach - tom pierwszy to premiera z 2012 roku, tom czwarty zaledwie z 2023. To ona przyniosła mu wiele gatunkowych nagród, tłumaczenia na inne języki, a nawet ekranizację - od miesiąca na Netflixie dostępny jest pierwszy sezon serialu “Miasto cieni”, który oparty został o tom pierwszy pt. “Kat Gaudiego”. Polski czytelnik może i musiał długo czekać na to, by seria ukazała się i u nas, jest jednak i plus takiej sytuacji - na pewno kolejne tomy ukażą się u nas w krótszym odstępie czasowym niż miało to miejsce w oryginale!
 
Przełom czerwca i lipca 2010 roku, Barcelona. Inspektor Milo Malart od dwóch miesięcy jest zawieszony w swoich obowiązkach - czeka na rozprawę w sprawie użycia jego służbowej broni przez 15-letniego bratanka, który za jej pomocą odebrał sobie życie. Teraz jednak w mieście dochodzi do zbrodni, którą rozwiązać może tylko on - nikt inny nie potrafi tak dobrze wczuć się w umysł mordercy jak Malart… Kilka dni temu na bocznym balkonie Casa Milà, jednym z najbardziej reprezentacyjnych budynków Barcelony, spłonął człowiek, jeden z kandydatów na burmistrza, a jego śmierć zobaczyli wszyscy dzięki nagraniu wykonanemu przez samego mordercę, które zostało wrzucone do sieci. Niestety śledczy stoją w miejscu, nie ma świadków, nie ma śladów, nie ma nic. W sezonie turystycznym, z miastem przygotowującym się do wizyty papieża taka sytuacja jest niedopuszczalna. dlatego Milo odzyskuje odznakę i broń. Pora, by dostrzegł to, czego inni dostrzec nie potrafią.
“Wszyscy mamy próg bólu emocjonalnego, a pan już go przekroczył.”
Książka rozpisana jest na prolog i 29 rozdziałów, które w większości dzielone są na krótsze scenki. Historia pisana jest przede wszystkim z perspektywy Malarta, jednak od czasu do czasu pojawiają się też inni - osób, które mają styczność z mordercą, jak i dziennikarza, który nieustannie goni za sensacją. Rozdziały często zaczynają się tak, że czytelnik nie wie, kogo obserwuje, dopiero po kilku zdaniach pada imię lub coś, co postać charakteryzuje. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w stylu spokojnym, bogatym w detale otoczenia i nazwy własne miejsc i budynków, a dialogi prowadzone są całkiem sprawnie, często z nutką ironii i cytatów, którymi ma w zwyczaju przerzucać się Milo z medykiem sądowym. Warto też zaznaczyć, że polskie wydanie uwzględnia feminatywy, choć nie robi tego całkiem konsekwentnie. Innowacją w narracji są fragmenty, w których Milo wciela się w rolę sprawcy - wtedy granica między fantazją i realnością mocno się zacierają, a zdania, które wyrażają tok myślenia sprawcy, a nie Malarta pisane są kursywą. Książkę czyta się dobrze, choć nie całkiem równo - czasami dłuższe opisy miejsc z dużą ilością hiszpańskich nazw własnych mogą przytłoczyć, by za chwilę sceny dynamicznej akcji porwały tak, że brakuje czasu na oddech.
“Nie lubił tej roboty ani tego, co musiał w niej wciąż na nowo przeżywać - cieni, strachu, że przekroczy cienką granicę obłędu.”
Cała historia utrzymana jest w znajomych ramach kryminalnych, toczy się znajomym rytmem. Główny bohater boryka się z prywatnymi problemami - poczuciem winy w sprawie swojego bratanka, uzasadnioną obawą o własne zdrowie psychiczne - niemniej jednak jako policjant jest zdeterminowany, czujny i spostrzegawczy, choć również konfliktowy i okropnie spóźnialski. Wydaje się funkcjonować na innym poziomie niż wszyscy, inne rzeczy są dla niego ważne, i może właśnie dlatego na miejscach zbrodni dostrzega coś, czego inni dostrzec nie mogą.
“Chodzi o to, by skończyć pracę, a nie pozwolić, by praca nas wykończyła. Pasja jest dobra, ale nie wtedy, gdy przeradza się w obsesję. Kluczem jest, by nigdy nie tracić kontroli.”
Jego kreacja psychologiczna nie jest może bardzo dopracowana, ale wystarczająca dla pierwszego tomu cyklu, w którym poznawać będziemy go lepiej. Oczywiście u jego boku pojawia się partnerka kobieca, podinspektor Rebeca Mercader i bystry młody policjant specjalizujący się w wyszukiwaniu danych, prywatnie miłośnik historii, który jako jedyny tutaj bezsprzecznie wzbudził moją sympatię - choć odgrywa rolę drugoplanową, to jednak istotną dla fabuły.
“- I dokąd nas to prowadzi?
- Do przeszłości, która zwykle jest źródłem wszelkich problemów.”
Intryga kryminalna powieści jest rozbudowana, wielowątkowa, ma bogate tło społeczno-historyczne, w którym ważną rolę odgrywają miejsca uznawane za chlubę Barcelony - te, które wyszły spod ręki architekta i artysty Antoniego Gaudiego. Tempo jej prowadzenia nie jest jednostajne - kiedy inspektor wpada na kolejny trop akcja przyspiesza, by za chwilę zwolnić skupiając się na opisach otoczenia i historii miasta czy na kolejnych załamaniach Malarta, kiedy uważa, że swojego zadaniu nie podoła. Są też momenty, w których oczami innych oglądamy do czego dopuszcza się sam morderca - te fragmenty są wyraźnie brutalne, pełne przemocy, chwilami wręcz trudne do zniesienia. Mimo tego zagadka nie należy do tych, które czytelnik może rozwiązać sam - tutaj musimy poczekać, by narrator podsunął nam brakujące elementy układanki. Nie wpływa to jednak na finalne wrażenie - po dynamicznym, dobrze trzymającym w napięciu finale, czytelnik czuje się usatysfakcjonowany, zagadka jest pełna, logiczna, dobrze wyjaśniona i dobrze umotywowana.
“Czasy się zmieniają, ale wszystko zostaje po staremu.”
W notce biograficznej autora zamieszczonej na okładce polskiego wydania „Kata Gaudiego” podkreślone zostało, że miasto w jego powieściach, jak i komentarz społeczny, odgrywają ważną rolę. I nie inaczej jest w tym tytule - czytelnik może przyjrzeć się samej Barcelonie, temu, jak wygląda tam życie, jakie podziały i problemy pojawiają się wśród jego mieszkańców. Wyraźnie podkreśla rozróżnienie społeczności na biedną i bogatą, wyraźny jest problem własności ziem, który znamy też i z polskich historii. Zresztą elementy polskie też się subtelnie przez fabułę przewijają! Barcelona jest więc tu osobnym tworem, osobną postacią, która jest częścią fabuły. A w niej i Gaudi, a dokładniej jego dzieła i ciekawostki z jego twórczością, ale i niejasnościami życia związane. To nadaje historii przyjemne ukierunkowanie na sztukę, a zarazem działa aktywizująco - po powieściowych opisach od razu wszystkie te miejsca chce zobaczyć się na żywo.
“Barcelona to centrum handlowe (...). Wszystko podporządkowane zyskowi. Liczą się klienci, stąd czy z zagranicy, reszta to tylko tło. Miasto wykorzystuje swoich mieszkańców, zamiast im służyć. Zapomniało o nich.”
“Kat Gaudiego” to ciekawy początek kryminalnej serii utrzymanej w nurcie noir, w którym zbrodnie są brutalne, miasto mroczne, a śledczy stają w szranki z morderczymi geniuszami. Autor nie szczędzi czytelnikowi solidnego osadzenia w miejscu, historii Barcelony, problemów, z jakimi boryka się miasto, ale i jego dumy - dzieł sztuki, miejsc, które odwiedzają ogromne rzesze turystów niezależnie od pory roku. Fikcyjna historia jest więc dobrze osadzona w prawdziwej historii miasta, w punktach, które miały duże znaczenie dla jego rozwoju i wizerunku. Autor nie szczędzi też słów krytyki społeczeństwa, które pozwala na duże podziały i własne egoistyczne intencje. Wszystko to zawarte jest w rozbudowanej intrydze kryminalnej, prowadzonej znajomą, a mimo wszystko ciekawą ścieżką - czasami może tylko niepotrzebnie aż tak brutalną. Niemniej jednak czuję się zachęcona, by kontynuować przygodę z tą serią, zatem kiedy ukaże się u nas drugi tom? :)
“Cały czas chodzi z obitymi głowami, zderzając się z rzeczywistością.”
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem SQN.



Dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 23, 2026

Wygraj "Śpij, laleczko"! Konkurs patronacki

Wygraj "Śpij, laleczko"! Konkurs patronacki

Rok 2026 rozpoczęliśmy od premiery nowej książki z serii kryminalnej z Josie Quinn, która jest już jedenastym jej tomem! A jednak wśród nas ciągle znajdują się osoby, które z tą bohaterką się nie znają... Musimy to zmienić, prawda? Wykorzystajmy więc fakt, że Lisa Regan pisze serię tak, by można było dołączyć do niej w każdym momencie - zapraszam Was na konkurs z nowością pt. "Śpij, laleczko"!

Oczywiście konkurs przeznaczony jest dla wszystkich, bez względu na to, czy znacie już tę bohaterkę, czy nie. Niemniej jednak dla tych, których ciągle ta przyjemność omijała, przypomnę, że seria jest odpowiednia dla wszystkich fanów kryminałów, gdyż autorka znalazła idealny balans pomiędzy szybką, zajmującą akcją, a psychologiczną głębią postaci, dając nam historie rozrywkowe, ale przy tym wcale nie głupie! Więcej o każdym z tomów możecie poczytać tu - klik!, a tu - klik! znajdziecie recenzję tomu, który jest do zdobycia w tym konkursie. 


Co zrobić, by wziąć udział w konkursie?
W centrum historii „Śpij, laleczko” znajduje się rodzina mieszkająca w oddalonym od centrum miasteczka, położonym w środku lasu domu. 
Napisz dlaczego właśnie taki kryminał, z akcją osadzoną w takim miejscu chcesz przeczytać?


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 23 do 26 stycznia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 2 lutego.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 22, 2026

"Bezruch" Grzegorz Kapla

"Bezruch" Grzegorz Kapla

Autor: Grzegorz Kapla
Tytuł: Bezruch
Cykl: Olga Suszczyńska, tom 4
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 472
Gatunek: powieść kryminalna
 
Grzegorz Kapla to podróżnik, którego niełatwo złapać w Polsce - ciągle w drodze, ciągle poznaje nowe kultury, ludzi, zwyczaje. Z jego podróży powstają książki non-fiction, ale to nie jedyne pozycje w księgarniach, na których można znaleźć jego nazwisko - od roku 2018 tworzy też powieści kryminalne. To wtedy ukazał się pierwszy tom serii z policjantką Olgą Suszczyńską pt. “Bezdech”, który ponownie na rynku pojawił się w 2025 w nowym wydaniu, po ponownej redakcji. Zresztą tak stało się z całą serią. “Bezruch” to jej czwarty tom, którego nowe wydanie od pierwszego dzieli niecałe pięć lat.
 
Wiosna 2020 rok, koronawirus się rozprzestrzenia, a to sprawiło, że zatrzymał się świat, zastygł w strachu… a czy to nie ta emocja popycha ludzi do nadmiernie intensywnych zachowań? Nie inaczej jest z ojcem kilkuletniego chłopca, który porywa go spod domu jego matki. Warszawska policja zostaje postawiona na nogi, Olga Suszczyńska w towarzystwie swojego partnera Kosińskiego wraz z wojskiem przeczesują rozległy las. Tam w końcu ich znajdują, ale też coś jeszcze - stary, zatęchły bunkier, a w nim kobietę, której ciało uległo mumifikacji… Kim była, jak się tam znalazła i kto przybił jej ręce do stołu? I dlaczego tuż obok jest wydrapany napis z imieniem aktualnego kandydata na prezydenta, który w czasach PRL-u aktywnie walczył o niepodległą, wolną Polskę?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 49 rozdziałów i epilog. Akcja podzielona jest na dwa czasy - teraz, czasy pandemii koronawirusa, i czasy PRL-u, ostatniej jego dekady, poczynając od roku 1979. Podział nie jest równy, przeważa historia tocząca się współcześnie. Każdy z rozdziałów liczy kilka stron, niektóre dzielone są na krótsze fragmenty, a każdy kończy się takim samym lub bardzo podobnym zdaniem do tego, które rozpoczyna kolejny - tylko sens słów jest inny. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, historia czasów współczesnych przedstawiona jest przede wszystkim z perspektywy Olgi, przeszłość to dwie perspektywy, które wyjaśniają historię znalezionego ciała kobiety. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny dla Grzegorza Kapli - melancholijny, refleksyjny, świetnie łączący to, co się dzieje z emocjami i ogólnymi refleksjami, przez co, mam wrażenie, że momentami książka wymyka się określeniu kryminału, momentami staje się po prostu literaturą piękną, która doskonale uchwyca w słowa to, co w życiu ważne. Zdania zdają się przypominać strumień świadomości, historia płynie jednym ciągiem, a tym, co je oddziela, to przecinek, czasem kropka. To sposób opowieści, do którego trzeba się przyzwyczaić, trzeba książce dać chwilę, by wczuć się w jej rytm, dać się jej porwać jak górskiemu potokowi… Wtedy ta subtelna poetyka zdań może w pełni wybrzmieć, niosąc potężny ładunek emocjonalny.
“W ciemności można przestać się bać. Bo kiedy leżysz bez ruchu w absolutnej ciemności, możesz zniknąć. Rozpuścić się jak grudka soli. Wystarczy poczekać.”
Motywem przewodnim “Bezruchu” jest wolność - poczucie, którego brakowało nam w roku 2020, i wtedy, w czasach PRL-u. A choć powody, dla których wolność została w obydwu czasach odebrana, były inne, to jednak tęsknota ta sama. Reakcje też inne, bo jak zawalczyć o wolność, kiedy przeciwnikiem jest wirus? Ten lęk, jaki wszyscy czuliśmy w czasie pandemii, autor oddał doskonale w słowach prostych, ale konkretnych, wyciągających całą esencję uczuć, jakie wtedy czuliśmy napędzani z każdej strony tym strachem, narastającą paniką.
“A może sami też się bali? Przed kulą obroni cię kamizelka, a przed koronawirusem co?”
W czasach PRL-u, powstawania Solidarności, strach był inny - przeciwnik był przecież realny, widoczny, choć nie zawsze było wiadomo kim jest wróg, a kim przyjaciel. Autor przedstawiając historię jednej pary bardzo obrazowo oddaje to, czym wtedy była walka o wolność. W tle przewijają się prawdziwe postacie, gdzieś tam jest Wałęsa, cała władza komunistyczna, jest i ksiądz Popiełuszko, który z wszystkich postaci historycznych tej powieści jest zarysowany najmocniej, najwyraźniej, który rozmawia z bohaterami fikcyjnymi bezpośrednio, ma również znaczący wpływ na ich działania. Realizm tamtych czasów wydaje się oddany dokładnie pod kątem uczuć, ale i prawa, polityki, działania milicji i innych służb ścigających tych, który o zmianę ustroju walczyli.
“Komuna jest jak choroba. A w chorobie przegrywasz, jeśli się boisz. Strach osłabia, sprawia, że się kulisz, zwijasz, że cię boli coraz bardziej. Nie wyzdrowiejesz, jeśli się boisz.”
Zresztą polityka jest tu też obecna w czasach współczesnych, w końcu w intrygę uwikłany jest kandydat na prezydenta, więc czytelnik ma wgląd w to, co działo się wtedy w polskim prawie, w polskim sejmie. A jednak wątek ten oddany jest równie emocjonalnie, co pozostałe, potraktowany jest zwyczajnie po ludzku, dzięki czemu nie nudzi, a wręcz odwrotnie - wzbudza dużo emocji, bo mimo tego, że chodzi o prawo, to jednak i w tym wątku autor pokazuje po prostu ludzi, przekrój ich charakterów.
“(...) życie jest tylko jedno i trzeba je przeżywać z godnością. Zachować godność, to pozostać wolnym. To właśnie lęk nie pozwala nam na wolność. Jeśli go przezwyciężysz, poczujesz się wolny, a to zawsze coś. Nawet jeśli będziesz musiał życie wymyślić sobie od nowa.”
Bo to człowiek stoi w centrum tej powieści. Człowiek, który ma ograniczony czas na ziemi, jedno życie, które może przeżyć dobrze, pozytywnie, lub może dać się porwać chciwości, złości, nienawiści, lękowi. Każda kreacja tej powieści, niezależnie od tego czy pierwszo, drugo czy trzecioplanowa, jest człowiekiem z krwi i kości, który myśli, mówi i zachowuje się dokładnie tak, jak dzieje się to faktycznie w naszej rzeczywistości. Grzegorz Kapla jest mistrzem w odrysowywaniu ludzkich charakterów i tu, w “Bezruchu”, pokazuje to w pełni.
“- (...) Na tym polega bycie policjantem - przyznała Olga ze spokojem, który zaskoczył ją samą.
- Na czym? Żeby ryzykować życiem dla jakiegoś szaleńca?
- Jeśli trzeba… jesteśmy po to, żeby iść tam, dokąd inni nie chcą.”
Jako seria “Bezruch” jest kontynuacją losów Olgi Suszczyńskiej, policjantki, która w swoim życiu straciła już kiedyś to, co najważniejsze. Jej losy w skrócie w każdym tomie są przypominane, dzięki czemu lektura chronologiczna serii nie jest absolutnie konieczna. W tym tomie życie Olgi, a może po prostu jej perspektywa patrzenia na świat, mocno się zmienia. Bohaterka wydaje się patrzeć na to, co ją czeka z nową nadzieją, mimo tego, że przecież otacza ją strach - o najbliższych, którzy tak jak ona cały czas narażeni są na kontakt z koronawirusem.
“Kiedyś płakała, słuchając piosenek Stachury. To był pierwszy raz, kiedy chciało jej się płakać podczas słuchania serwisu informacyjnego.”
Przy tomie piątym, czyli moją pierwszą stycznością z tą serią, byłam zachwycona, jak autor doskonale uchwycił perspektywę patrzenia na świat kobiety, przy tym tomie myślę, że to po prostu spojrzenie bardzo ludzkie - mądre, a równocześnie pełne potknięć, wad i błędów. Taka nasza natura, esencja, a dzięki ukazaniu jej w powieści z dystansu sami możemy oddzielić w swoim życiu to, co ważne i to, co tylko przeszkadza w tym, by żyć w pełni.
“Przecież jeśli słuchasz tego, co już wiesz, nie zmieniasz świata. Ale jeśli słuchasz czegoś, z czym się nie zgadzasz, jeśli nad tym myślisz, dyskutujesz, to możesz coś zmienić.”
“Bezruch” to powieść kryminalna, a ja prawie zapomniałam napisać o tym, co kryminał trzyma w formie - o intrydze! Dlaczego? Bo tutaj jest ona po prostu pretekstem do pokazania czytelnikowi, jak żyło się w tych późnych czasach PRL-u, jak wyglądała wtedy codzienność ludzi, którzy chcą być wolni - i z tym pragnieniem coś robią. Same śledztwo Olgi też jest raczej tłem, jednak jest to tło świetnie poprowadzone i angażujące. Ani na moment nie czułam się znudzona, a historia przeszłości, jaka zaprowadziła w 2020 Olgę do bunkra, pochłonęła mnie w pełni.
“Smutek to kopanie grobu dla własnego serca. Pożera czas. A mamy go niewiele.”
Ostatnim o czym muszę wspomnieć to miejsce. Pusta Warszawa, Warszawa pełna ludzi stojących po dwóch stronach barykady i… polskie góry, które są tutaj tym, czego wszyscy szukają - miejscem, w którym można poczuć się prawdziwie wolnym.
“Polska to rana, która pod tym naszym bandażem będzie ropieć całymi latami. Dziadkowie przywykli, rodzice przywykli, to i my byśmy przywykli…”
Choć była to moja czwarta styczność z Olgą Suszczyńską, to myślę, że to właśnie ta trafiła do mnie najlepiej - czułam dokładnie wszystkie jej emocje, wszystkie wątki wzbudzały we mnie równie duże zainteresowanie, mimo tego, że przecież wątków politycznych autor nie unika, co przeważnie w innych historiach raczej mnie nudzi… Tu daleko mi było do nudy, tu po prostu z każdym powrotem do przerwanej lektury potrzebowałam chwili, by ponownie znaleźć rytm poruszania się tej opowieści - tak jak przy pływaniu w naturalnym zbiorniku wodnym, gdzie trzeba wyczuć fale, żeby się nie męczyć.
Jestem pod dużym wrażeniem połączenia wątków i postaci historycznych w fikcyjną historię kryminalną, która tutaj jest czymś więcej - opowieścią o człowieku, jego nadziejach i lękach, które mimo zmiany ustrojów i sytuacji politycznych, jakoś nigdy się nie zmieniają. Polecam ją czytelnikom, dla których warstwa językowa, stylistyczna, jest równie ważna co warstwa fabularna.
“(...) szczęśliwy to kraj, który w drugim obiegu wydaje takie książki, bo to znaczy, że ludzie mają u nas prawdziwe pragnienia (...) wiedzy, mądrości, dobra.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 21, 2026

"Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Lena Jones - zapowiedź patronacka

"Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Lena Jones - zapowiedź patronacka
Nowa, świetna seria powieści detektywistycznych dla młodszego czytelnika nadchodzi! Już za dwa tygodnie, dokładnie 4 lutego, swoją premierę będzie miała "Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Leny Jones, pierwszy tom serii z 13-letnią londyńską detektywką, na okładce którego znajdziecie logo Kryminału na talerzu! 
Agata Sheibley, czyli po prostu Szajba, jest detektywką, odkąd pamięta – czekała tylko na swoją pierwszą dużą sprawę.
I taka właśnie jej się trafiła.
Pewnego dnia w drodze do szkoły Agata jest świadkiem wypadku. Gdy próbuje pomóc starszej pani potrąconej przez motocyklistę, na jej nadgarstku dostrzega tajemniczy tatuaż z kluczem. Trop prowadzi ją do ukrytej części Londynu, pełnej mrocznych korytarzy i pilnie strzeżonych sekretów.
Co symbolizuje tatuaż z kluczem? Kto tak naprawdę rządzi Londynem? I czy Szajba zdąży rozwikłać zagadkę, zanim wszystko wymknie się spod kontroli?
Wygląda na to, że seria z Agatą Szajbą będzie drugą taką, obok Detektywki w podróży, do której zachęcam czytelników w każdym wieku - no, może nie młodszych niż wiek wskazany przez wydawcę, za to górnych ograniczeń nie ma! Sama Agatę spotkałam ponad miesiąc temu i doskonale bawiłam się towarzysząc jej w pierwszej, wielkiej detektywistycznej przygodzie, która jest wstępem do całej serii. Bohaterka jest ciekawa, uparta i zadziorna, a historia nie tylko pasjonująca, ale i mądra - dzieciaki zatem wyciągną z niej wiele dobrych wartości! Co ciekawe, w tej historii sam Londyn odgrywa ważną rolę, można więc potraktować ją nie tylko jako powieść detektywistyczną, ale i przygodówkę. Gorąco polecam! 

Autorka: Lena Jones
Tytuł: Agata Szajba. Tajemniczy klucz
Cykl: Agata Szajba, tom 1
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Ilustracje: Alba Filella
Data premiery: 04.02.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść detektywistyczna 
Wiek: 9+

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Kropka.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!