Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania nina warwiłow czarne, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania nina warwiłow czarne, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

stycznia 27, 2021

"Kłamczuch" Jędrzej Pasierski - recenzja premierowa

"Kłamczuch" Jędrzej Pasierski - recenzja premierowa

 

Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: Kłamczuch
Cykl: Nina Warwiłow, tom 4
Data premiery: 27.01.2021
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 296
Gatunek: kryminał
 
Jędrzej Pasierski na polski rynek kryminalny wkroczył latem roku 2018 pierwszym tomem cyklu o Ninie Warwiłow pt. „Dom bez klamek” (recenzja– klik!). Wcześniej pracował jako prawnik zajmujący się ochroną środowiska oraz współpracą państw Europy Środkowo-Wschodniej. Swoje zamiłowanie do środowiska przemycił w thrillerze z 2019 pt. „W imię natury” (recenzja – klik!), a i do tej pory seria o Ninie rozrosła się do czterech tomów. Za kreację tej postaci autor został wyróżniony w konkursie Czarny Kapelusz na Festiwalu ‘Granda’, a niedawno zdobył też Nagrodę Wielkiego Kalibru za drugi tom cyklu pt. „Roztopy” (recenzja– klik!). Recenzje wszystkich jego książek znajdziecie tu na blogu. (recenzjatomu trzeciego pt. „Czerwony świt” – klik!)
 
Akcja powieści „Kłamczuch” toczy się latem, w lipcu. Nina razem ze swoją 3letnią córką Milą wybierają się na wakacje w Beskid Niski. Tym razem zatrzymują się we wsi Pyrowa oddalonej nieco od Gorlic, miejsca akcji z „Roztopów”. Niestety Nina i tak zostaje szybko we wsi rozpoznana, po kilku dniach jej pobytu wszyscy już wiedzą, że jest policjantką z Warszawy, która kilka lat temu zrobiła w okolicy niezłe zamieszanie. Jeden z sąsiadów, starszy pan, pijak, często ją zaczepia i opowiada o zbrodniach, które zostały zamiecione pod dywan. Nina nie zwraca na niego uwagi, zgodnie z zapewnieniem całego miasteczka zakłada, że mężczyzna po prostu nałogowo kłamie. Jednak, kiedy w pewną niedzielę znajduje go w jego własnej kuchni z poderżniętym gardłem, nie jest już taka pewna, czy faktycznie staruszek zmyślał. Tylko która z jego opowieści była tą, co doprowadziła do jego śmierci?
 
Książka składa się z 46 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie podąża za trójką bohaterów – Niną, policjantem Karpiukiem i mieszkanką wsi, młodą kobietą Justyną. Styl jest przyjemny, jest dużo dialogów, narrator zwraca uwagę zarówno na myśli postaci, jak i na otoczenie. Całość czyta się dobrze, choć raczej na spokojnie, nie ma tutaj wielkich zwrotów akcji czy napięcia, przez które czytelnik obgryzałby ze zdenerwowania paznokcie. Jest solidne śledztwo z dobrze umotywowaną zbrodnią.
 
Tak jak w „Roztopach”, tak i tutaj autor porusza historyczną przeszłość rejonu. Akcja „Wisła” i historia Łemków odgrywa tutaj pewną rolę, jednak tym razem nie wysuwa się ona na plan pierwszy. Tym razem większą uwagę przyciąga okres początku lat 90tych XX wieku, czasy, kiedy zmiana systemu politycznego przyniosła całkiem inne możliwości rozwoju. Autor skrupulatnie opisuje jak wyglądało wtedy prawo dotyczące zarówno mienia jak i prowadzenia biznesu. Zarówno historia Łemków jak i biznesmenów opisana jest dobrze, choć są to tematy, które trzeba lubić w kryminałach – ja najczęściej raczej unikam tego typu wątków, więc nie mogę powiedzieć, żeby i tu fabuła wywołała u mnie wypieki na twarzy.
 
Oprócz tych historyczno-politycznych zagadnień trzeba też wspomnieć o tytułowym kłamczuchu. Dzięki tej postaci możemy się przyjrzeć jak wygląda rozsiewanie plotek na tak małym terenie, jak ich szerzenie wpływa na mieszkańców wsi i jak nastawia ich wrogo do samego plotkarza. Warto przyjrzeć się temu tematowi od strony psychologicznej.
 
Na koniec chciałam jeszcze wspomnieć o postaci Niny. W tym tomie w końcu bohaterka przedstawiona jest szerzej jako matka. Ma pod opieką 3letnią córkę i chce jej zapewnić naprawdę przyjemne wakacje. Śledztwo oczywiście budzi w niej detektywa, więc znowu ścierają się w niej dwie osobowości, które chcą czego innego. Na szczęście tym razem Nina wykazuje się trochę większą dojrzałością niż poprzednio, więcej o córce myśli i stara się pogodzić swojego wewnętrznego detektywa i matkę w jednym. Czytelnik zatem obserwuje jej rozdarcie, jej próby dostosowania się do sytuacji. Myślę, że jej emocje były dobrze oddane, a mnie osobiście cieszy zmiana, jaką widzę w charakterze głównej postaci. Nie można zatem odmówić autorowi dobrego portretu psychologicznego policjantki.
 
Podsumowując, „Kłamczuch” to dobry kryminał. Może nie budzi wielkich wypieków na twarzy, ale widać pracę jak dużą autor włożył w powstanie książki, a całość czyta się łatwo i po prostu dobrze. Do mnie trochę nie trafił do końca ten polityczno-społeczny wątek, więc nie sądzę, żeby książka została w mojej głowie na długo, ale na szczęście szczerze mogę przyznać, że podobała mi się na pewno bardziej niż „Roztopy”, które poruszały podobne wątki. Na pewno nie rezygnuję z tej serii, ale mam nadzieję, że kolejny tom okaże się tak dobry jak trzeci pt. „Czerwony świt”.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość przeczytania książki przed premierą dziękuję Wydawnictwu Czarne!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lutego 25, 2020

"Czerwony świt" Jędrzej Pasierski - recenzja przedpremierowa

"Czerwony świt" Jędrzej Pasierski - recenzja przedpremierowa

Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: Czerwony świt
Cykl: komisarz Nina Warwiłow, tom 3
Data premiery: 26.02.2020
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 304

Jędrzej Pasierski to dosyć świeże nazwisko na polskim rynku kryminalnym. Autor debiutował w czerwcu 2018 roku pierwszym tomem serii o Ninie Warwiłow, policjantce detektyw z warszawskiej Pragi. Od tego czasu na rynku ukazały się jeszcze dwie jego powieści, a teraz 26 lutego premierę będzie miała kolejna. Za kreację Niny autor został już też wyróżniony w konkursie Czarny Kapelusz 2019 na festiwalu Granda. Ja jego pisarską karierę śledzę od samego początku, recenzję każdej z jego książek możecie znaleźć tu na blogu. Muszę od razu też przyznać, że trzeci tom o Ninie pt. „Czerwony świt” jest jak na razie najlepszą książką jaką autor napisał! To bardzo dobrze wróży na przyszłość, mam nadzieję, że świadczy to o rozwoju pisarza.

Akcja powieści „Czerwony świt” rozpoczyna się w piątek 20 marca 2015. W godzinach przedpołudniowych ma miejsce całkowite zaćmienie słońca, podczas którego umiera młoda aktorka Sara Kosowska. Jej śmierć od początku jest podejrzana, a ze względu na potencjalny rozgłos sprawy zostaje do niej oddelegowana najlepsza śledcza z warszawskiej Pragi komisarz Nina Warwiłow. Asystuje jej wiernie aspirant Chodkowski. Od początku policjanci mają wąskie grono podejrzanych – podczas śmierci Sary w jej towarzystwie obecnych było tylko 5 osób, z czego jedna, obca dla pozostałych, ulotniła się z mieszkania w strategicznej godzinie. Kim jest nieznajoma? Czy to ona stoi za śmiercią aktorki?

Książka składa się z 54 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator obserwuje każdego z uczestników tego zamieszania. Styl autora jest prosty i dosadny, ale często można się natknąć na ciekawe i całkiem zabawne sformułowania np. najbardziej zapadło mi w pamięć ‘jeśli nie mam racji to zjem swoją odznakę’. Książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie, chociaż świat w niej przedstawiony do kolorowych nie należy. Narrator jest świetnym obserwatorem aktualnej rzeczywistości i nie waha się często o tym napomykać. Akcja głównie oparta jest na dedukcji, rozmowach i wyszukiwaniu informacji, nie ma tu dzikich pościgów, co nie umniejsza napięciu jakie dobrze rozpisana zagadka gwarantuje czytelnikowi.

Śledztwo w powieści opiera się trochę na zagadce zamkniętego pokoju – mały ograniczoną liczbę podejrzanych, obserwujemy zachowanie każdego z nich. Potencjalnie jednak żadna z tych osób nie miała powodu, by zabić aktorkę, więc znalezienie motywu wydaje się tu kluczowe. Podobało mi się takie poprowadzenie akcji, lubię kryminały oparte na dobrej, ostatecznie jednak w sumie całkiem prostej zagadce.

Już w pierwszym tomie cyklu pisałam, że polubiłam główną bohaterkę. W drugim coś się podziało, nie mogłam jej zrozumieć, ale w tym na szczęście wróciła Nina z tomu pierwszego. A nawet jeszcze ciekawsza, bardziej zajmująca, dojrzalsza i próbująca ogarnąć swoje własne życie. Teraz kobieta ma dwuletnie dziecko, chorego ojca, dwóch byłych partnerów. Próbuje to wszystko poskładać do kupy, jakoś ogarnąć codzienną rzeczywistość, co nie jest proste, kiedy ma się tak zajmującą pracę i wychowuje się samotnie dziecko. Nina jest też trochę rozczarowana może nie do końca życiem, ale na pewno szybkim upływem czasu, który jakoś tak uciekł jej przez palce... Myślę, że wielu z nas może się z nią utożsamić, w końcu kto w aktualnych czasach nie narzeka na życie w biegu? Na ciężkie próby pogodzenia pracy z obowiązkami prywatnymi? I gdzie tutaj jeszcze miejsce na odpoczynek czy jakiekolwiek przyjemności? Tak, dorosłość bywa ciężka, a życie i rozterki głównej bohaterki świetnie te realia oddają.

Jak pisałam, rzeczywistość przedstawiona w powieści do kolorowych nie należy. Oprócz ciągłego życia w biegu, notorycznego stania w korkach i ogólnej walki ze zmęczeniem, miejsce zdarzeń prezentuje się raczej duszno i przytłaczająco. Wszędzie pełno ludzi zapatrzonych w telefony, rozwiązujących problemy poprzez alkohol czy narkotyki. W treść powieści autor sprytnie też przemycił kilka uwag dotyczących aktualnych czasów jak np. promowanie się w mediach społecznościowych, dwóch różnych życiach (tym prawdziwym i tym medialnym) tej samej osoby, narkotykach jako coraz popularniejszym sposobie na ucieczkę od problemów czy choćby chińskich produktach zalewających europejskie rynki. Między innymi właśnie za takie aktualne smutne, ale prawdziwe spostrzeżenia, lubię sięgać po prozę tego autora. Zawsze znajdzie ciekawy sposób by w swojej powieści przemycić coś więcej.

Oczywiście o książce mogłabym jeszcze pisać i pisać, ale to nie czas teraz na dłuższe referaty czy analizy. To jest po prostu naprawdę dobry kryminał, który każdy fan tego gatunku powinien przeczytać. Dobre śledztwo, skupienie na szczegółach i dedukcji, ciekawe, ale bardzo ludzkie postacie i oczywiście dobra zagadka to coś, co gwarantuje udaną lekturę. Zaznaczę też, że książkę można czytać bez znajomości poprzednich tomów. Bardzo mi się ta historia i jej sposób przedstawienia podobały i mam nadzieję, że taką formę autor już utrzyma! Czekam co zaprezentuje nam jako następne 😊

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Czarne!

marca 12, 2019

"Roztopy" Jędrzej Pasierski

"Roztopy" Jędrzej Pasierski

Autor: Jedrzej Pasierski
Tytuł: Roztopy
Cykl: Nina Warwiłow
Data premiery: 30.01.2019
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 337

    „Roztopy” to drugi tom serii o policjantce Ninie Warwiłow, autorstwa Jędrzeja Pasierskiego, który debiutował literacko pół roku temu. Wcześniej był prawnikiem w organizacjach ochrony środowiska, ale nie czuł się na tej posadzie dobrze, więc pracę rzucił i chciał zająć się czymś kreatywnym. Najpierw namalował serię obrazów, później zdecydował się na literaturę. Pierwsza napisana książka wylądowała w koszu, ale dużo pisarza nauczyła. Teraz pracuje nad trzecią częścią serii o Ninie, a w czerwcu ma się ukazać książka „Imię natury” oparta na motywie everymana.
W „Roztopach” komisarz Nina Warwiłow wybiera się w Beskid Dolny. Zaginęła jej przyjaciółka Joanna Pascho, która niedawno przeprowadziła się w te rejony. Nina stawia sobie za punkt honoru dowiedzieć się co stało się z kobietą. Prywatne śledztwo jednak nie toczy się najlepiej, przeszkadza w nim nie tylko pogoda, ale także nieprzyjaźnie nastawieni do policjantki mieszkańcy miasteczka. Co się stało z Joanną? Gdzie zniknęła? A może już nie żyje? Na te pytania i inne pytania Nina będzie musiała znaleźć odpowiedź.
Od strony kompozycji książka podzielona jest na 42 rozdziały – są dosyć krótkie czyta się szybko i sprawnie. Narracja przedstawiona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, na początku powieści podążamy śladami Joanny, po jej zaginięciu narrator przenosi się na osobę Niny. Język powieści jest prosty, luźny, nie stwarza żadnych problemów ze zrozumieniem.
Głównym bohaterem powieści jest oczywiście komisarz Nina Warwiłow. Od wydarzeń z pierwszego tomu minęły już 2 lata, życie Niny się ustabilizowało, jest w stałym związku i wygląda na szczęśliwą. Do Gorlic przyjeżdża prywatnie, a co za tym idzie nie ma dostępu do normalnych metod policyjnych. Zadanie utrudnia jej także nadkomisarz Karpiuk, który oficjalnie prowadzi śledztwo. Jest to starszy pan dobijający do emerytury, sporo w życiu przeszedł, jest bardzo podejrzliwy względem obcych. W tym tomie dosyć dobrze poznajemy także Joannę – dermatolog, która ma już dosyć życia w Warszawie, potrzebuje ciszy i spokoju, bliskości natury. Takie warunki znajduje właśnie w Gorlicach, gdzie kupuje dom do remontu oraz otwiera gabinet dermatologiczny. Joanna jest miła, przyjazna, ale i zmęczona życiem i piętrzącymi się problemami. W końcu 11 listopada ślad po Joannie znika, zostają tylko porzucone w śniegu narty biegowe. Nina dowiaduje się o tym z gazety, przyjeżdża, by rozwiązać zagadkę zniknięcia przyjaciółki. Zatrzymuje się w pensjonacie, który prowadzony jest przez bardzo miłe i przyjazne małżeństwo. Nina śpi, odpoczywa, chodzi na spacery, a co za tym idzie jakby nie za bardzo przejmuje się losem Joanny. Dopiero pod koniec powieści Nina wpada na pewien trop, w końcu zaczyna się coś dziać.
Śledztwo, tak samo jak w pierwszym tomie, wiąże się ze sprawami z przeszłości, wydarzeniami o których nikt nie chce rozmawiać, więc Nina na własną rękę musi odkryć prawdę i znaleźć punkt powiązania spraw.
Ogólnie w książce panuje atmosfera spokoju, bliskości z naturą, cała aura panująca w malutkiej górskiej wsi udziela się czytelnikowi. Bardzo lubię powieści dziejące się w górach, więc i ten klimat bardzo mi się podobał. Narrator bardzo mocno podkreśla jak różne jest życie na wsi od życia w mieście.
Oczywiście, tak jak w pierwszym tomie, czytelnik ma okazję zagłębić się w różne przemyślenia Niny. W sprawie przyjaciółki Nina nie wyraża za wielu emocji, co wydaje mi się dziwne, gdyż cały czas twierdziła, że Joanna jest jej jedyną przyjaciółką, jedyną z którą ciągle utrzymuje kontakt. Nina pierwszy raz od 2 lat jest z dala od swojego partnera, trochę tęskni, ale głównie paranoicznie boi się zdrady. Z kolei jej partner też przejawia jakieś dziwne zachowania, Nina wyjeżdża raz na 2 lata, a on od razu robi z tego wielkie zamieszanie. Trochę nie rozumiem w tym tomie zachowań postaci, wydają mi się mało realistyczne.
Interesującym tematem poruszanym w powieści jest kwestia wysiedleń z terenów górskich po wojnie. Poprzez opowieści bohaterów autor przedstawia nam historię Łemków i innych mieszkańców tych ziem, co dla czytelników interesujących się tamtymi czasami może być dużym plusem powieści. Dla mnie akurat było to trochę nużące, nie przepadam za takimi tematami w powieściach, a ten jakoś szczególnie długo mi się ciągnął.
    Podsumowując, akcja powieści toczy się w bardzo ciekawym i klimatycznym miejscu. Niestety nie przenosi się to na bohaterów – ci zachowują się dosyć dziwnie i nieracjonalnie. Akcja toczy się bardzo powoli, przez większą część książki nie dzieje się za wiele. Rozwiązanie zagadki dosyć mnie zaskoczyło, takiego obrotu spraw się nie spodziewałam, więc to na pewno muszę zaliczyć do plusów. Ale to w sumie tyle, miałam nadzieję, że to książka okaże się lepsza od debiutu, który całkiem dobrze się zapowiadał. Niestety muszę uznać ją za gorszą, dosyć mocno się wynudziłam. Nie jestem pewna czy przeczytam trzeci tom o Ninie, może tak, jeśli opis akcji będzie interesujący.

Moja ocena: 6/10



lutego 26, 2019

"Dom bez klamek" Jędrzej Pasierski

"Dom bez klamek" Jędrzej Pasierski


Autor: Jędrzej Pasierski                
Tytuł: Dom bez klamek
Cykl: Nina Warwiłow, tom 1      
Data premiery: 6.06.2018
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 360

    „Dom bez klamek” otwiera serię kryminałów z rezolutną panią podkomisarz Niną Warwiłow. Jest to debiut autora Jędrzeja Pasierskiego, z zawodu prawnika, który podobnie jak bohaterka – mieszka na warszawskiej Pradze. Wcześniej zajmował się prawną ochroną środowiska, międzynarodową pomocą rozwojową oraz współpracą państw Europy Środkowo-Wschodniej, teraz poświęca się pisaniu. Niedawno na rynku ukazała się druga część cyklu z Niną, w przygotowaniu jest książka o prawniku środowiskowym.
„Dom bez klamek” rozpoczyna się brutalnym morderstwem w szpitalu psychiatrycznym. Na miejsce zbrodni zostaje wysłana podkomisarz Nina Warwiłow, świetna śledcza, z mocno poplątanym życiem osobistym. Szybko okazuje się, że w noc morderstwa środki nasenne zostały podane innym osobom niż powinny, lekarz prowadzący ośrodek nie chce współpracować z policją, a salowa, która miała dyżur w nocy, znika. Kto zabił? Jak dostał się do ośrodka nie zastawiając żadnych śladów? Kim był denat? To tylko kilka z wielu pytań, piętrzących się podczas śledztwa, podczas trwania którego podkomisarz Nina będzie musiała poradzić sobie także z osobistymi demonami.
Od strony kompozycji, książka podzielona jest na 8 rozdziałów – każdy z nich przedstawia jeden dzień z dochodzenia. Pierwszy rozdział od razu przyciąga uwagę, bo zaczyna się dosyć nieszablonowo jeśli chodzi o gramatykę  - zdania napisane są przy użyciu imiesłowu przysłówkowego, są bezpodmiotowe. Nie przypominam sobie książki, która rozpoczynałaby się w ten sposób, muszę przyznać, że jest to ciekawy zabieg, od razu przyciąga uwagę. Później narrator jest trzecioosobowy czasu przeszłego, w przeważającej większości podąża za główną bohaterką, pod koniec dwóch czy trzech rozdziałów pojawiają się też przebłyski od mordercy. Ogólnie jeśli chodzi o język książki, jest bardzo przystępny, dosyć potoczny, czyta się szybko i bez wysiłku. Co do bohaterów, to główna uwaga zostaje poświęcona Ninie. Chodzimy za nią krok w krok, śledzimy jej dokonania i wszystkie przemyślenia, uczucia i emocje nią targające. Nina to córka policjanta, Rosjanina, który przeprowadził się do Polski z miłości do kobiety. Jest twarda, sprytna i dociekliwa. Swoją uwagę skupia na rozwiązaniu śledztwa, nie zależy jej specjalnie na pięciu się po szczeblach kariery. Jest jedną z niewielu kobiet na tak wysokim stanowisku, co wzbudza różne uczucia we współpracownikach i zwierzchnikach. Czytelnik ma przyjemność poznać Ninę także od jej ludzkiej strony – bohaterka jest zagubiona w swoim życiu uczuciowym, jej długoletni partner kilka tygodni wcześniej wyprowadził się z ich mieszkania, bez żadnych wyjaśnień. Nina odczuwa cały wachlarz emocji, nie wie co myśleć. Poza tym na głowie ma jeszcze ojca – byłego policjanta, który teraz jest zwyczajnym pijakiem. Mimo krzywd, które ojciec wyrządził jej w przeszłości, bohaterka odczuwa dziwne poczucie obowiązku, by się ojcem opiekować. Jeszcze jakby tego było mało, policjantka nie czuje się dobrze, targają nią wahania nastroju, sprzeczne i nagłe emocje, nad którymi koniecznie chce zapanować. Muszę przyznać, że szczerze polubiłam Ninę, ma swój kodeks moralny, dumę i jest dosyć uparta, ale również bardzo ludzka, naturalna, odczuwa naprawdę dużo. Zauważyłam też kilka podobieństw pomiędzy Niną a sobą, więc tym bardziej moja sympatia do niej wzrosła.
Oczywiście Nina nie jest sama podczas prowadzenia śledztwa, poznajmy też szereg innych postaci. Jest aspirant Chodkowski, pomocnik Niny, pracownik bardzo rzetelny, solidny i wierny. Mamy też postać zwierzchnika Niny, inspektora Matkowskiego, który zna Ninę od dziecka, przyjaźnił się z jej ojcem, a teraz czuwa nad nią i jej karierą w policji. Ważną postacią po tej stronie barykady jest też prokurator Stassberg, nowy pracownik prokuratury, dla którego jest to pierwsze poważne śledztwo w stolicy. Koniecznie też trzeba wspomnieć o podkomisarzu Białku – rywalu Niny, który jest dosyć arogancki i dba głównie o swoją karierę. W powieści poznajemy też bohaterów powiązanych ze szpitalem – jest lekarz Barwiecki, który prowadzi ten szpital, psycholog Palko, dopiero od niedawna pracująca w szpitalu, a która interesuje się profilowaniem i odbywa całkiem ciekawą rozmowę na ten temat z podkomisarz Warwiłow. Poznajemy też szereg pacjentów szpitala, każdy inny, każdy na swój sposób podejrzany. Warto też podkreślić, że autor dokładnie opisuje wygląd każdego z bohaterów, przywiązuje do tego dosyć dużą wagę.
W powieści ważne jest także miejsce akcji. Morderstwo zostaje dokonane w szpitalu w Weseliskach. Jest to stary, mroczny budynek,którego dni funkcjonowania są już policzone. Pełno tam ciemnych korytarzy, stęchlizny i pleśni. Komisariat, jak i miejsce zamieszkania głównej bohaterki, znajduje się na Warszawskiej Pradze, której klimatu nie szczędzi nam autor. Czujemy tą duszność, gęste smogowe powietrze, dzikość i brud dzielnicy. Autor przywiązuje dużo wagi, by szczegółowo opisać miejsce akcji.
W „Domu bez klamek” poruszana jest kwestia pozycji kobiet w policji. Jest ich niewiele na niższych szczeblach, w drogówce i interwencji, a jeszcze mniej wyżej. Są traktowane jako gorsze, nienadające się do tej pracy, Nina kilka razy spotyka się ze zdziwieniem, że tak poważną sprawę prowadzi kobieta. Codziennie policjantki, prócz normalnych obowiązków, muszą borykać się z seksistowskimi uwagami, lekceważeniem i skupiać dużą uwagę na utrzymywaniu swojej pozycji. Jest szansa na poprawę tej sytuacji, ale jeszcze dosyć odległa, teraz kobieta w policji ciągle spotyka się z dyskryminacją, z którą tak walczymy na innych frontach.
Drugą ważną kwestią poruszaną w powieści jest kondycja polskich szpitali psychiatrycznych i ogólne traktowanie psychiatrii jako tej najgorszej odmiany medycyny, zawarte w długim monologu lekarza Barwickiego, który wygłasza przed kamerami. Porusza istotne tematy, krytykuje złe podejście do leczenia pacjentów, brak dofinansowania ze strony państwa, kiepskie warunki budynków szpitali, brak sprzętów i nowoczesności. Wytyka, że państwo troszczy się tylko o ciała obywateli, zaniedbując ich umysły, a chorych traktując nie jak chorych, którym należy pomóc, a jak wyrzutki, niepotrzebne odpady społeczeństwa.
Podsumowując, książka jest dosyć ciekawa, akcja wartka, posiada sporo interesujących wątków. Bohaterowie są dobrze opisani, każdy jest na swój sposób charakterystyczny, nikt nie wydaje się sztuczny, niepełny. Miejsce powieści jest starannie nakreślone, a pomiędzy akcją powieści poruszonych zostaje kilka istotnych kwestii dotyczących polskiej rzeczywistości. Muszę jednak przyznać, że koniec „Domu bez klamek” mnie rozczarował, czytałam go już siłą rozpędu, trochę wydało mi się to wszystko niezgodne z wcześniejszym postępowaniem bohaterów. Działo się dużo, ale wydawało mi się to naciągane. Szczerze, to byłam na autora zła, bo polubiłam Ninę, a na końcu powieści zachowywała się bardzo dziwnie. Ale ogólnie, pomijając końcówkę, książka mi się podobała, po drugą część sięgnę na pewno i to bardzo szybko. Debiut zachęcający, autor obiecujący, mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej.

Moja ocena: 7/10