kwietnia 13, 2021

"Nocny powrót" Sebastian Fitzek

"Nocny powrót" Sebastian Fitzek

 

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Nocny powrót
Tłumaczenie: Rafał Sarna
Data premiery: 18.02.2021
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 368
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Sebastian Fitzek to jeden z najpopularniejszych współczesnych niemieckich pisarzy. Pisze w gatunku thriller psychologiczny, którego został okrzyknięty mistrzem. Debiutował w 2006 roku książką pt. „Terapia” i od tego czasu każdy jego tytuł wskakuje na listy bestsellerów. Teraz na swoim koncie ma około dwudziestu powieści, w samych Niemczech jego książki sprzedały się już w ponad 10 milionach egzemplarzy. Tłumaczony jest na ponad 20 języków, kilka tytułów doczekało się też ekranizacji. Autor został niedawno nagrodzony Ripper Award, a sam ufundował nagrodę Victor Crime Award, która co dwa lata ma być przyznawana nowym głosom w niemieckiej literaturze kryminalnej i sensacyjnej.
 
Historia „Nocnego powrotu” toczy się w ciągu jednej nocy. Jules w zastępstwie swojego przyjaciela pełni dyżur w tytułowym telefonie Nocny Powrót, który ma za zadanie zapewnienie towarzystwa i poczucia bezpieczeństwa osobom wracającym w nocy do domu. Tej nocy rozmawia z Klarą, wydaje się, że kobieta zadzwoniła na linię przez przypadek, choć Jules od razu wyczuwa, że mogło to być raczej zrządzenie losu – Klara ewidentnie jest w jakimś niebezpieczeństwie. Jules, który jeszcze niedawno pracował w 112, ma doświadczenie w rozmowach z ludźmi w wielkim stresie, więc i z Klarą, która ewidentnie nie chce rozmawiać, jakoś sobie radzi. Kobieta wie, że zaraz zginie i ostrzega Julesa, że sama rozmowa z nią nie jest bezpieczna – bardzo prawdopodobne, że przez samą rozmowę i mężczyzna stawia się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Czy naprawdę Julesowi coś grozi czy może kobieta jest tak zastraszona, że wszędzie widzi niebezpieczeństwo? Kim jest i co jej grozi? Przed czym, a może kim ucieka?
 
Książka składa się z prologu i 69 rozdziałów, których narratorami naprzemienne są Jules i Klara. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się nie tylko na wydarzeniach, ale i odczuciach postaci. Akcja toczy się w ciągu jednej jesiennej nocy, w większości jest rozmową pomiędzy dwójką bohaterów, którzy opowiadają trochę o swojej przeszłości, przez co od czasu do czasu lektura sięga kilka miesięcy wstecz. Styl powieści jest prosty, skupiony na tu i teraz, przedstawiający wszystko tak jak jest, bez żadnych ozdobników, przez co uwaga czytelnika nie rozprasza się, cały czas skupiona jest na wydarzeniach, które składają się na rewelacyjną zagadkę kryminalną. Książkę czyta się dobrze, to, że w większości jest to niejako zapis jednej telefonicznej rozmowy, fascynuje, dodaje smaczku, przez co ciężko się od książki oderwać.
„Ile już razy przechodziła przez to wszystko w myślach i za każdym razem dochodziła do wniosku, że jej życie minęło już dawno temu i nie ma niczego, co by mogła ‘odzyskać’.”
Fitzek jest mistrzem w tworzeniu bardzo mieszających w głowach fabuł, i tak też jest teraz. Z początku wydaje się, że sytuacja jest jasna – Jules jest wolontariuszem Nocnego Powrotu, a Klara potrzebuje rozmowy, pomocy, gdyż od lat jest ofiarą przemocy domowej. Jednak im dalej w lekturę, tym sytuacja coraz mocniej się gmatwa, a w głowie czytelnika powstaje spore zamieszanie, bo jak to wszystko poskładać do kupy? Wiemy, że Fitzek zaskakuje, ale co wymyślił tym razem? Ja nie dałam rady sama rozwiązać zagadki, podczas lektury czułam się dosyć skołowana, ale w pozytywnym sensie tego słowa, tylko fitzkowa pokręcona fabuła może tak w głowie namieszać 😊
„Wiele osób ma skłonność do wyrzekania się samych siebie, byle tylko dogodzić wszystkim wokoło.”
Bohaterowie powieści to dwie tajemnicze postacie – od początku wiemy, że Jules ma za sobą kilka ciężkich miesięcy, nie wiemy jednak co takiego złego w jego życiu się wydarzyło. O Klarze wiemy tyle, że jest ofiarą przemocy domowej i coś jej grozi, nic więcej. Powoli jednak bohaterowie opowiadają nam o swoich życiach, lecz robią to w sposób pokrętny, tak że długo nie wiemy co tak naprawdę mamy o nich myśleć.
„Jeśli Bóg nie był psychopatą, który stworzył tę dziwną orgię przemocy o nazwie Wszechświat, by służyła mu jako reality show, które mógłby dla odprężenia i perwersyjnej przyjemności oglądać sobie z daleka, musiał ich tu wszystkich już dawno temu opuścić. Klara była tego pewna.”
Nie mogę przed Wami ukryć tego, że książka momentami jest bardzo brutalna. Klara opowiada o swoich przeżyciach, o krzywdach, jakie wyrządził jej własny mąż. To po prostu morze przemocy, poniżania i miażdżenia pewności siebie. Dla mnie chwilami było za brutalnie, opisy budziły mój stanowczy sprzeciw. Wiem jednak, że temat, który autor w ten sposób porusza, jest ważny, i nawet kiedy jego opis jest gdzieś tam wyolbrzymiony czy przedstawia skrajny przypadek, to jednak problem jest prawdziwy. Tyle kobiet na świecie jest ofiarą własnych mężów, partnerów, a autor całą psychologię takiej relacji, takiego uzależniania przedstawia naprawdę znakomicie. Zwraca też uwagę na to, że dzieci wychowywane w takich rodzinach, nawet kiedy rodzicom wydaje się, że są dyskretni, są dużo bardziej podatne na to, żeby tę przemoc przyswoić i w przyszłości stać się albo ofiarą albo katem.
„A gdy ją bił, tłumaczyła nam, dzieciom, że to jej własna wina. (…) Wielu jest ludzi takich jak moja matka. Naginają się do innych tak bardzo, że na koniec gotowi są raczej zaakceptować własną śmierć niż podjąć aktywne działanie.”
Jestem pod wrażeniem psychologicznej warstwy tej książki, przedstawia nie tylko mechanizmy jak taka zależność przemocowa działa, ale i niesie wiele ważnych słów, istotnych porad, które może nawet są w stanie coś zmienić? Coś komuś uświadomić? Może dać siłę?
 
Podsumowując, „Nocny powrót” to kawał dobrego thrillera psychologicznego. Fabuła zbudowana jest tak, że od początku trzyma w napięciu i nie puszcza do samego końca. Zwroty akcji tak mieszają w fabule, że im dalej w lekturę, tym większy zawrót głowy. No i temat ważny, o którym trzeba mówić, tłumaczyć i uświadamiać jak najwięcej. Jestem całkowicie lekturą usatysfakcjonowana i na pewno sięgnę po więcej książek tego autora.
 
PS. A podziękowania autora, zamieszczone na samym końcu książki, rozbawiły mnie do łez! Dlaczego Fitzek jeszcze nie napisał jakiejś komedii kryminalnej? 😉
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Amber!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

kwietnia 13, 2021

Kilka pytań do... Radosława Kłosa, twórcy gry interaktywnej "Kryminalne akta"

Kilka pytań do... Radosława Kłosa, twórcy gry interaktywnej "Kryminalne akta"
W marcu miałam przyjemność zapoznać się z nową interaktywną grą, która będzie nie lada gratką dla fanów kryminałów! W grze "Kryminalne akta" gracz wciela się w rolę detektywa, który prowadzi kryminalne śledztwo. Na razie dostępna jest tylko jedna sprawa pt. "Zguba", jednak gra zaplanowana jest tak, że będzie ich więcej, a gracz będzie mógł piąć się po szczeblach kariery. Co ważne, jest to gra dla osób, które cierpią na ciągły niedoczas - jako prowadzący śledztwo gracz odpowiedzialny jest za analizowanie dowodów i raportów oraz zlecenie dalszych działań współpracownikom, istotne jednak jest to, że wydarzenia dzieją się jakby w czasie rzeczywistym, czyli każde kolejne zlecone zdanie zajmuje określoną ilość czasu, a na wyniki trzeba czekać. Dlatego też sama gra w ciągu dnia zajmuje bardzo mało czasu, jednak pozbyć się z jej głowy nie jest tak łatwo - we mnie obudził się detektyw i cały czas na nowo w głowie analizowałam wszystkie ślady. Ogólnie rozwiązanie sprawy zajęło mi tydzień. Więcej o grze pisałam kilka tygodni temu w poście - IG klik!, Fb klik!, a teraz zapraszam Was na rozmowę z twórcą gry!

A w niej między innymi dowiecie się: jak wiele osób i jak długo pracowało nad powstaniem tej gry,  skąd w ogóle pomysł na jej powstanie i jak wyglądają plany na przyszłość? A także trochę prywaty, czyli ulubiony pisarz, serial kryminalny, a także i oczywiście jedzenie przepytywanego twórcy gry "Kryminalnych akt" Radka Kłosa!


Kryminał na talerzu: Na początku marca swoją premierę miała gra interaktywna Kryminalne Akta i pierwsza sprawa stworzona w jej ramach pt. „Zguba”. Jak się Pan czuje oddając w ręce graczy owoc swojej pracy?

Radosław Kłos: Przede wszystkim miałem tremę i obawy. Jak odbiorą ludzie, to co dla nich przygotowałem: czy się spodoba, czy nie ma gdzieś jakiegoś błędu / nieścisłości, czy nie wyleje się na mnie hejt i miałem wiele innych większych lub mniejszych obaw. Po premierze zaczęły pojawiać się pozytywne komentarze i opinie, co na pewno było miłe i trochę mnie uspokoiło, że jednak chyba wyszło dobrze.


To Pana pierwsza gra, jaka pojawiała się na rynku?

Tak. Pierwsza gra, nigdy w życiu nic nie wydałem.


Skąd pomysł na tego typu interaktywne zagadki kryminalne?

To był pomysł, który siedział w mojej głowie od dawna, jak i cała masa innych głupich pomysłów 😉 Chyba każdy z nas ma jakieś pomysły, których boimy się realizować, bo nie wiemy, co z tego wyjdzie. Któregoś letniego dnia (to był chyba lipiec 2019) opowiedziałem mój pomysł mojemu przyjacielowi, który powiedział: świetny pomysł, zrób to, nigdy się nie dowiesz, jak tego nie zrobisz. Więc jakoś wtedy rozpocząłem pracę nad grą.


Jak wyglądała praca nad nią? Stworzył Pan ją całkiem sam od podstaw czy miał Pan jakąś pomoc?

Na początku zacząłem spisywać pomysł na kartkach, robić szkice i notatki, w ten sposób powstawał projekt. Trwało to ponad miesiąc. W międzyczasie założyłem konta na social mediach, aby zbierać fanów mojego projektu. Później przyszedł żmudny proces programowania strony, tak aby śledztwo dało się prowadzić przez przeglądarkę. To była lwia część pracy, jaką trzeba było wykonać, proces ten trwał do samego końca projektu. Zawsze znajdowało się coś, co można było poprawić, usunąć błąd, dodać nową funkcję, poprawić wygląd itp. Przy początkowych wstępnych obliczeniach miało to potrwać kilka miesięcy, a tak naprawdę od momentu rozpoczęcia przeze mnie prac do premiery pierwszej sprawy minęło półtora roku! Tak, trwało to bardzo długo, dlatego że każdym aspektem zajmowałem się sam: projekt, programowanie strony, social media, filmy, grafika itp. i dodam, że nigdy zawodowo nie pracowałem na żadnym podobnym stanowisku (kiedyś stworzyłem kilka stron internetowych). Dlatego zdaję sobie sprawę, że w wielu aspektach to, co stworzyłem, można by było zrobić o wiele lepiej.

Z powodu braku budżetu, nie było mnie stać, aby zatrudnić kogoś do pomocy. Gdy zaczynałem, miałem skromne oszczędności, które po prostu pozwoliły mi kilka miesięcy skupić się na pracy nad projektem. Później, gdy oszczędności się skończyły, byłem zmuszony trochę się zadłużyć, aby móc dokończyć, to co zacząłem. Stwierdziłem, że projekt powstawałby zbyt długo, gdybym miał go tworzyć po godzinach, wracając zmęczony z pracy. Dodatkowo obawiałem się, że im dłużej to będzie trwało, tym szanse na porzucenie projektu będzie wzrastało. Cały ten proces tworzenia Kryminalnych Akt nie był usłany różami. Na początku oczywiście była pasja i fajnie się nad projektem pracowało. Później, przyszło wypalenie, zmęczenie i cały czas wiszący nad głową kat w postaci finansowych problemów i obaw co z tego tak naprawdę będzie.

Całą wiedzę kryminalistyczną czerpałem z książek i internetu. W końcowej fazie projektu pojawiło się dwóch konsultantów, technik kryminalistyki (który chciał pozostać anonimowy) i Pani Jagoda Dzida z Laboratorium Kryminalistyki, którym projekt bardzo się spodobał i którzy pomogli swoją wiedzą w dziedzinie kryminalistyki, którzy nanosili swoje uwagi, aby projekt był bardziej realistyczny. Chciałem im bardzo podziękować za ich pomoc i wsparcie.

W grze świetnym elementem są fabularne wstawki, w których współpracownicy opowiadają graczowi o nowo zdobytych informacjach. Czytając je, ma się wrażenie, że czyta się po prostu krótkie formy w gatunku kryminału. Też sam je Pan pisał? Ma Pan aspiracje pisarskie? 😊

Właśnie taki był plan, aby chociaż trochę zbliżyć się do dobrego kryminału. Chciałem, aby gracz / czytelnik wczuł się w swoją rolę i było to dla niego ciekawe doświadczenie. Teksty do tej sprawy pisałem sam. Pierwszy raz w życiu coś napisałem, chyba nie wyszło aż tak źle ? 😉       


No i intryga też niczego sobie! Jak wyglądała praca nad nią? Jak wiele dróg prowadzi do rozwiązania tej zagadki?

Cieszy mnie, że sprawa się podobała. Sprawa nie jest skomplikowana, bo taka nie miała być. W pierwszej sprawie nie chciałem rzucać ludzi na głęboką wodę, żeby nie mieli trudności i nie zniechęcili się do projektu, ale i tak nie wyszła znowu taka prosta, że sama się rozwiązuje, trzeba się trochę wkręcić / zaangażować. Jest w niej kilka pobocznych wątków, które można odkryć, i kilka fałszywych tropów. Pracę nad sprawą zajęły mi prawie 3 miesiące. Najpierw wymyśliłem z grubsza całą historię. Która po drodze tak naprawdę parę razy ewoluowała i się zmieniała. Później dodawałem postaci, wątki, teksty, zdjęcia, zdarzenia, testy i voilà sprawa gotowa 😉


Co w tej grze podoba się Pan najbardziej? Z czego jest Pan najbardziej dumny?

Najważniejszą rzeczą, z której jestem dumny to, że udało mi się to dokończyć i wydać pierwszą sprawę. A ogólnie cały czas widzę wiele rzeczy do poprawy i usprawnienia. 

       
Jak wyglądają plany na przyszłość? Cały system opracowany jest tak, że gracz za rozwiązaną sprawę otrzymuje punkty, a po kilku może dostać awans. Czyli gra zaplanowana jest na wiele różnych spraw. Pracuje Pan już nad kolejnymi? Kiedy możemy się spodziewać kolejnej premiery? Jak długie planuje Pan przerwy pomiędzy kolejnymi sprawami?

Oczywiście plan jest taki, aby spraw było dużo i aby pojawiały się regularnie i możliwie jak najczęściej. Następne sprawy prawdopodobnie pojawią się we współpracy z pisarzem - detektywem, który już dawno przygotował mi kilka spraw i całą masę protokołów do tych spraw, więc jest tylko kwestią czasu, jak je wszystkie dopracuję do końca. Daty nie chcę podawać, bo z doświadczenia wiem, że termin, który sobie zaplanuję i tak nie uda się dotrzymać 😉 Czasu jest zawsze za mało.


Już na pierwszy rzut oka widać, że gra przypomina swoją formą kryminał. Zakładam zatem, że lubi Pan również czytać książki w tym gatunku? Czy może woli Pan formę wizualną, czyli filmy i seriale?

Oczywiście lubię przeczytać dobry kryminał i właściwie głównie takie książki leżą u mnie na półce. Dobry film kryminalny również lubię obejrzeć, ale jeśli chodzi o film, w tych czasach gdzie powstaje tego naprawdę dużo (filmów i seriali) ciężko trafić coś naprawdę dobrego, coś z klasy filmów Siedem lub Zodiak, według mnie naprawdę genialnych filmów. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się stworzyć sprawę w takim stylu.         


Ulubiony pisarz?

Ostatnio przeczytałem sporo książek Jo Nesbo, więc uznam, że to mój ulubiony ;) Długo leżały u mnie na półce jego książki, parę razy się odbijałem od jego twórczości, ale w końcu zaskoczyło i przeczytałem całą serię z Harrym Hole. Wcześniej był to Simon Beckett.


Ulubiony serial kryminalny?

Seriali jest cała masa i prawie wszystkie są takie - nijakie, ale tych, które dobrze wspominam to "Mindhunter", "Unabomber" i "American Crime Story", które są ciekawe - oczywiście wszystkie na najbardziej popularnej platformie 😉 Jeśli chodzi o coś oldschoolowego to Columbo serial, który ma 50 lat i zdarza mi się czasami obejrzeć odcinek.
            

I obowiązkowe pytanie na moim kulinarno-kryminalnym blogu – ulubione jedzenie?

Dzik nadziewany kaczką 😉 Żartuję. Chyba nie mam jakiejś ulubionej potrawy, chyba jest tak, że mamy ochotę na to, co dawno nie jedliśmy, więc niech będzie zupa węgierska 😊
Bardzo dziękuję za zaproszenie. 



Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w dziedzinie interaktywnych gier kryminalnych!

Więcej o projekcie poczytacie tu - klik!

Tu kupicie kod, dzięki którego zyskacie dostęp do pierwszej kryminalnej sprawy pt. "Zguba" - klik!

A tu możecie wesprzeć finansowa autora, jeśli spodobał Wam się pomysł i tak jak ja chcecie, żeby powstało więcej tego typu interaktywnych spraw kryminalnych - klik!

kwietnia 12, 2021

"Serca twego chłód" Przemek Corso

"Serca twego chłód" Przemek Corso

 

Autor: Przemek Corso
Tytuł: Serca twego chłód
Data premiery: 09.03.2021
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 456
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Przemek Corso to człowiek działający w wielu dziedzinach związanych ze sztuką, mediami i szeroko pojętą rozrywką. Na rynku książki pojawił się w roku 2012 z krótką powieścią kryminalną, później była jeszcze jedna, nieco dłuższa, seria przygodowo-sensacyjna o awanturniku Robercie Karczu, która liczy cztery tomu oraz dwie biografie – GrubSona i Rahima. Teraz po latach wrócił do gatunku kryminalnego, tego który go ukształtował, i zrobił to w naprawdę wielkim stylu!
Poza działalnością pisarską Corso jest autorem tekstów piosenek i bajek dla dzieci, scenarzystą teledysków, konferansjerem, lektorem i konsultantem artystycznym.
 
Historia powieści „Serca twego chłód” skupia się na postaci Jakuba Jazowieckiego. To mężczyzna idealny, który ma wszystko – świetną, satysfakcjonującą i dającą duże pieniądze pracę, przepiękną, zarabiającej na swojej urodzie żonę i duży, gustowny dom. Jego żona, Justyna, jest właśnie w ciąży, więc i za chwilę będzie miał pełną rodzinę. Kuba ma też pewne niespotykane hobby – po godzinach jest seryjnym mordercą. Swój psychopatyczny, chłodny, analityczny umysł i całkowity brak jakichkolwiek uczuć wykorzystuje do popełniania morderstw doskonałych. Oczywiście nikt nie wie, kim tak naprawdę jest Kuba, z zewnątrz jest idealnie dostosowany. Tylko jego szwagier, policjant, detektyw z szóstym zmysłem do tropienia przestępców coś podejrzewa, jednak on nie jest groźny – od trzech lat, od pewnego traumatycznego przeżycia stacza się powoli na samo dno… Kuba więc wiedzie idealne, ułożone życie, które toczy się według jego idealnie wypracowanego planu. Jednak przychodzi moment, kiedy okazuje się, że nie wszystko jest takie faktycznie idealne, jego rodzina wygląda i postrzega go inaczej niż myślał, a do tego w Warszawie grasuje inny seryjny morderca, który zabija młode blondynki…  Czy uda się Kubie dostosować do nowej, ciągle płynnej sytuacji? Co się stanie z jego rodziną? I kiedy i w jaki sposób przetnie się jego droga z drugim mordercą?
„Tak wyglądał koniec świata.
Nie trzeba było prawdziwej katastrofy, kosmicznego meteorytu ani bomby jądrowej.
Świat się skończył, tak po prostu. Kiedyś radosny i pełen życia, teraz już nie istniał.
Jego świat.”
Książka składa się z prologu, dwóch części i epilogu. Obydwie części podzielone są na rozdziały, w całości jest ich 12, z tym że określane są w książce nie jako ‘rozdział’, a ‘utwór’ z playlisty i noszą nazwę wybranych piosenek. Dlaczego tak? Ponieważ Kuba jest ogromnym fanem muzyki, głównie zagranicznej. W swojej piwnicy ma gramofon i wielką kolekcję płyt winylowych. Swoje życie i to co mu się przydarza często kojarzy z ulubionymi piosenkami, przez co przez całe czas towarzyszy mu specjalny podkład muzyczny. Do każdej sytuacji jest w stanie dopasować odpowiednią piosenkę, a teraz jego ulubione poprzez te nieplanowane zdarzenia nabierają innego sensu.

Jedna z ulubionych piosenek bohatera

Każdy z rozdziałów składa się ze scenek przedstawiających wydarzenia z życia Kuby i osób mu bliskich. Kuba wypowiada się w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, wszyscy inni jak np. jego żona Justyna, szwagier Andrzej, czy policjantka Wera w trzeciej osobie czasu przeszłego.
Styl powieści jest jednym z tych elementów, które wyróżniają tę książkę na tle innych dostępnych na rynku. Każda scenka to po części jakby monolog wewnętrzny postaci, który jest niesamowicie dynamiczny – dużo jest tu wykrzykników, krótkich zdań, wykrzyczeń pisanych wielkimi literami i zdań zaczynanych od nowej linijki. Dawno nie czytałam napisanej w taki sposób książki i muszę przyznać, że był to spory powiew świeżości. Żeby jednak nie było za idealnie, mam tu też coś, co lekko mi nie pasowało, choć prawdopodobnie miało to jakiś cel, bo jestem przekonana, że autor zrobił to świadomie – słowo ‘mrok’ i jego pochodne pojawiają się w tej książce naprawdę dużo razy, tak że nieraz trzy zdania pod rząd zawierają w sobie ten sam wyraz. Tym mocniej widoczny, że jest pisany lekkim pogrubieniem, które z początku zastanawiałam się czy nie jest błędem druku 😉 Przy tych powtórzeniach trochę moja wrażliwa strona stylistyczna delikatnie cierpiała 😊
„Czasami naprawdę go nienawidziła! Jedynie Bóg wiedział jak bardzo. Tylko że to nie było takie proste! Bo zaczynała go nienawidzić w chwilach, w których on nie kochał jej tak bardzo, jak ona by tego oczekiwała.”
Książka opowiada historię seryjnego mordercy i idealnie dostosowanego do życia wśród ludzi psychopaty. Nikt nie widzi, jaki Kuba jest naprawdę, nikt nie widzi jego mroku, który cały czas mu towarzyszy, który oplata go i jego ofiary mackami. Przez tak przedstawione zło jego duszy miałam trochę skojarzenia z fantastyką – tu świat dzieli się na czarne, mroczne potwory z mackami czy pajęczymi odnóżami i ich przeciwieństwa – ludzi dobrych, którzy stają się albo ich ofiarami albo tropicielami.

Jedno z moich muzyczno-teledyskowych skojarzeń wywołanych lekturą

Ta powieść fantasy jednak przedstawiona jest bardziej realnie – potwory przebrane są za ludzi, tak wygląda nasz świat. Mroczny, zły, pełny ukrytych demonów, z których obecności większość z nas nie zdaje sobie sprawy. W książce wiele miejsca poświęcone jest też na opis działania i funkcjonowania psychopatów we współczesnym świecie, których Kuba jest tutaj doskonałym przykładem.
„Ile razy można powiedzieć ‘dzięki’, zanim stanie się to niesłyszalne? Zanim zamieni się w szept? Ile razy można powiedzieć ‘przepraszam’, zanim całkowicie zniknie?”
Prócz mrocznej strony świata, w książce znajdziemy też wiele dobrej psychologicznej analizy związków i ogólnie relacji międzyludzkich, uczuć i tego, co tak naprawdę robi z nas ludzi. Dobrze przedstawiona jest tu też różnica pomiędzy tym, co pokazujemy innym, a tym, co jest naprawdę.
„Nie zawsze jest tak pięknie, jak się wydaje, Sylwia. Każdy z nas ma własne piekło.”
 Sporo jest tu też o uzależnieniach, które są niczym innym jak kolejnymi demonami, które albo nas zdominują, albo je pokonamy. Pod względem analizy psychologicznej postaci i świata rzeczywistego, książka jest naprawdę, naprawdę bardzo dobra!
„Za każdym razem obiecujesz sobie, że to ostatni raz, NA BOGA, TYM RAZEM NAPRAWDĘ OSTATNI, a później z niedowierzaniem patrzysz na to, co zostało z twojego życia. Festiwal samookłamywania może dotyczyć każdego toksycznego, wyniszczającego elementu życia. Związku, używek, zakupów.
To jak choroba tocząca twój umysł.”
A co o samej fabule? Wydaje mi się, że można ją określić jako połączenie thrillera i kryminału. Obserwujemy tu przecież i poczynania mordercy (dwóch!), ich rewelacyjną analizę psychologiczną oraz śledztwo prowadzone w ich sprawie, te oficjalnie i nieoficjalne. Fabuła dziwnie wciąga, główny bohater budzi sprzeczne uczucia – przedstawiony jest na tyle solidnie, że czytelnik wydaje się go rozumieć, a z drugiej strony przecież cały czas mamy świadomość, że przecież Kuba jest zły, zabija! Manipuluje i zwodzi niczego nieświadomych ludzi! To najgorszy rodzaj mordercy, bo całkowicie bezkarny! Na tym polu odbywa się też niejako gra z tematami pojawiającymi się w popkulturze – przecież seryjny mordercy od zawsze budzą jakąś dziwną fascynację u szerokiego grona zwyczajnych ludzi. Dlaczego tak fascynuje nas zło?
„– Czyli unikać osób, które mogą mieć na nas zły wpływ albo nas wykorzystują…
– Albo krzywdzą. Tak. Ale tak jak wspomniałem wcześniej, może to być trudne, bo uczłowieczamy innych, nawet jeżeli oni samo są nieludzcy. To leży w naszej ludzkiej naturze. Chcemy widzieć w ludziach dobro. Chcemy wierzyć, że się zmieniają na lepsze. Chcemy wierzyć, że system resocjalizacyjny działa. Chcemy wierzyć, że wszystko da się naprawić.”
O książce prawdopodobnie mogłabym jeszcze długo pisać, mam jeszcze w głowie wiele tematów, które na pewno warte byłyby przeanalizowania. Nie chcę jednak przedłużać, więc mam nadzieję, że moje zapewnienie, że książka jest bardzo intrygująca, pisana mocno dynamicznym stylem i pełna ciekawych nawiązań do kultury i popkultury, jak i zawiera świetną analizą psychologiczną psychopatów i nie tylko, zachęci Was na tyle, by samodzielnie sięgnąć po tę historię. Moim zdaniem naprawdę warto i z ogromną niecierpliwością będę wypatrywać kolejnej książki tego autora!

Piosenka GrubSona, której powstanie zainspirowała książka Corso

Moja ocena: 8,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Rebis!

kwietnia 12, 2021

"Kurs na śmierć" Wojciech Wójcik - zapowiedź patronacka

"Kurs na śmierć" Wojciech Wójcik - zapowiedź patronacka

 
Czytaliście kiedyś kryminał, którego akcja toczy się na terenie szkoły policyjnej? Pełnej nieopierzonych kursantów? Już 27 kwietnia będziecie mieli taką okazję, gdyż na naszym rynku ukaże się nowa powieść Wojciecha Wójcika pt. "Kurs na śmierć", w której to właśnie w takim miejscu dochodzi do morderstwa! Książka ta została objęta moim patronatem medialnym, a na jej okładce znajdziecie moją rekomendację 😊

Na terenie największej szkoły policyjnej kraju dochodzi do brutalnego zabójstwa. Ofiarą jest okryty złą sławą komendant, a pierwszą wskazówką dla śledczych – zdjęcie pięknej dziewczyny z jego portfela.
Wkrótce potem z okna swojego mieszkania w modnej warszawskiej dzielnicy wypada Olga Burzyńska. Samobójstwo? Wątpliwości wzbudza jej skrzynka mailowa. Trzydziestolatka wysyłała zamordowanemu komendantowi erotyczne wiadomości, a dzień po jego śmierci była widziana w okolicach miejsca zbrodni.
Policja traktuje tę sprawę priorytetowo. Do grupy śledczej zostaje włączony Paweł Łukasik – dawny as komendy głównej, przed trzema laty przeniesiony dyscyplinarnie na prowincję. Równolegle zabójcy szuka młodziutka kursantka Agnieszka Jamróz, chcąca pozbyć się łatki ofermy. Oboje odkrywają, że pod osłoną nocy w akademii dochodziło do dramatycznych wydarzeń. Wśród kursantów i wykładowców są osoby, które zrobią wszystko, by prawda nie wyszła na jaw.


 Książka to niezła cegiełka, jednak obiecuję Wam, że intryga kryminalna fascynuje tak, że nawet nie zauważycie upływu stron! Wszystko tu ma sens, wszystko jest po coś, choć na początku może wydawać się inaczej 😊 Do tego ciekawi bohaterowie (szczególnie Agnieszka!) i brutalny policyjny świat, który stoi w kontraście do przyjemnego otoczenia przyrody... To lektura warta uwagi! Już teraz serdecznie ją Wam polecam!


Autor: Wojciech Wójcik
Tytuł: Kurs na śmierć
Data premiery: 27.04.2021
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 696
Gatunek: kryminał

kwietnia 11, 2021

Book tour ze "Śladem" zakończony!

Book tour ze "Śladem" zakończony!

 

Ostatniego dnia marca wrócił do mnie kolejny egzemplarz booktourowy! "Ślad" Przemysława Żarskiego swoją premierę miał na początku roku 2020, ja jednak dostałam go dopiero jesienią przy okazji premiery tomu drugiego cyklu pt. "Blizna". I wtedy też ruszyliśmy z tym book tourem. Książka w trasę ruszyła 12 listopada 2020, do mnie wróciła 31 marca 2021, więc w ruchu była przez 139 dni, czyli 4 miesiące i 19 dni! Przeszła przez 7 par rąk i jeździła głównie po środkowej i południowej Polsce. Poniżej możecie jak zawsze zobaczyć mapkę z jej pełną trasą podróży:


Książka wróciła w stanie dobrym, po okładce widać, że była kilka razy czytana, jednak grzbiet nie jest złamany, a i w środku nie ma żadnych uszkodzeń czy zagięć, więc widać, że uczestnicy mocno książkę szanowali.
Jeśli chodzi o ślady obecności zostawione po uczestnikach, to tym razem wszyscy wpisali się na początku książki w miejscu do tego wyznaczonym:


Żadnych innych śladów po sobie uczestnicy nie zostawili - tym razem nie było nawet żadnych zaznaczeń w tekście! Czy to znaczy, że nie znaleźliście żadnych fajnych cytatów? 😉

W jak każdym BT, tak i tu uczestnicy byli zobowiązani do wystawienia książce opinii. I z ogromną przyjemnością mogę ogłosić, że wszyscy z zadania się wywiązali! 6 opinii ukazało się na Instagramie, jedna na portalu lubimyczytac.pl. Wszyscy uczestnicy byli też w miarę zgodni w opiniach - książka została oceniona jako dobry i bardzo dobry kryminał, przy którym z początku trzeba się trochę wysilić, by ostatecznie mieć dużą przyjemność z lektury. Cieszę się, że wszyscy byliśmy tak zgodni!
Poniżej kilka cytatów z opinii:
Żarski poprzez tę historię chciał nam pokazać, że każda nasza decyzja, każdy czyn pozostawia po sobie ślad. Zawsze. A prawda? Prędzej czy później ujrzy światło dzienne. @layla88xoxo

Napięcie jest umiejętnie stopniowanie, a poszczególne wątki rozwijane z niezwykłym wyczuciem. Do tego dochodzą barwne postaci policjantów biorących udział w śledztwie, obok których nie da się przejść obojętnie. @kasie_g_autor

Przyznaję, że potrzebowałam trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do stylu autora. Na początku, ta lekko chaotyczna narracja, powodowała, że niektóre zdania musiałam przeczytać dwukrotnie żeby powiązać wątki. Jednak mniej więcej w połowie, dałam się porwać biegowi zdarzeń i resztę akcji śledziłam już z zapartym tchem. @z_ksiazka_mi_po_drodze


A tu pełna lista opinii uczestników BT:
1. @layla88xoxo opinia - klik!
2. @magdolka_tr opinia - klik!
3. @moniaczytairecenzuje opinia - klik!
4. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik!
5. @kasia_g_autor opinia - klik!
6. @lokata_ewa opinia - klik!
7. @effka.be opinia - klik!

Na koniec statystyki: w czasie 139 dni książka trafiła do 7 czytelników, więc średnio każdy uczestnik książkę trzymał niecałe 20 dni, w tym oczywiście też wliczony jest czas potrzebny na wysyłkę i transport książki. Wygląda na to, że gdzieś tam chyba mieliśmy miały poślizg, bo na lekturę uczestnicy mieli maksymalnie 14 dni, a wysyłka nie powinna zająć więcej niż 3 - 4 dni, ale szczerze przyznam, że nie pamiętam żadnych problemów, a że w czasie pandemii wszystko mamy utrudnione, to myślę, że możemy uznać, że i terminowość została jako tako utrzymana 😉

Wszystkim uczestnikom oczywiście serdecznie dziękuję za udział w BT i wywiązanie się z obowiązku wystawienia książce opinii. Cieszę się, że ten kryminał spodobał Wam się tak samo jak i mnie i mam nadzieję, że przygodę z komisarzem Kreftem każdy z nas będzie jeszcze kontynuował 😊


Book tour zorganizowałam w ramach współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona Kryminału.

kwietnia 10, 2021

"Dziewczyna z Neapolu" Lucinda Riley

"Dziewczyna z Neapolu" Lucinda Riley

 

Autor: Lucinda Riley
Tytuł: Dziewczyna z Neapolu
Tłumaczenie: Marzena Rączkowska
Data premiery: 14.10.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 512
Gatunek: powieść obyczajowa
 
„Dziewczyna z Neapolu” to jedna z pierwszych powieści irlandzkiej pisarki Lucindy Riley. Po raz pierwszy na rynku ukazała się 4 lata po jej literackim debiucie, w 1996 roku pod tytułem „Aria”, a także pod innym nazwiskiem autorki – Lucinda Edmonds. W 2014 została wznowiona już pod nazwiskiem Riley, a u nas w Polsce po raz pierwszy ukazała się dopiero pod koniec roku 2020, w czasie kiedy autorka jest już znana i lubiana na całym świecie, jej książki tłumaczone są na prawie 40 języków i sprzedawane w milionach egzemplarzy. Wspominam o tym na wstępie, bo dobrze zacząć lekturę tej książki ze świadomością, że są to początki literackie autorki, co wszystkim fanom jej powieści na pewno nie umknie –różnica pomiędzy tą książką a jej najnowszymi dziełami jest mocno zauważalna. Myślę, że gdy lekturę zacznie się już znając datę powstania tej książki, to i będzie ona satysfakcjonująca.
 
Jest to historia Rosanny Menici, włoskiej dziewczyny, która wywodzi się z niespecjalnie bogatej, by nie powiedzieć biednej, rodziny. Zarówno jej rodzice, jak i ona z rodzeństwem pracują w ich rodzinnej restauracji, gdzie podają przepyszną pizzę, jednak poza sezonem turystycznym nie przynosi im to specjalnie dużych pieniędzy. Kiedy dziewczynka w wieku 11 lat w czasie jednych z rodzinnych uroczystości w większym gronie śpiewa Ave Maria, młody tenor, od niedawna zatrudniony w jednej z najlepszych oper na świecie, włoskiej La Scali, Robert Rossini jest zachwycony jej głosem. Od razu przepowiada jej wielką przyszłość w operze i kieruje do nauczyciela, który pomoże jej ten talent rozwinąć. Nie wie jednak, że ten wieczór prócz nowych marzeń Rosanny o jej przyszłej zawodowej karierze, przyniósł też coś innego – pierwszą wielką miłość, zauroczenie, które dziewczyna zaczyna czuć do mężczyzny. I tak zaczyna się wielka podróż Rosanny w świat muzyki, sztuki i namiętności, które przyniosą nie tylko obezwładniające szczęście, ale i bezbrzeżny smutek….
 
Książka składa się z 54 rozdziałów, które toczą się w latach 1966 – 1996. Każdy z nich opatrzony jest miejscem akcji oraz datą. Rozdziały od czasu do czasu poprzetykane są fragmentem listu pisanym w Metropolian Opera w Nowym Jorku przez Rosannę do jej syna Nica, które są komentarzem do wydarzeń przedstawionych w poszczególnych rozdziałach. Widać tutaj zaczątek późniejszego stylu budowania powieści Riley, rozdzielenia fabuły na dwa plany czasowe, jednak nie jest on tutaj tak wyraźny jak w jej późniejszych powieściach.
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, najczęściej z punktu widzenia Rosanny, choć od czasu do czasu zdarzają się i inne osoby, jak np. Roberto czy jej brat Luca. Styl w jakim pisana jest ta historia chyba najmocniej wskazuje na to, że to jedna z pierwszych powieści autorki – zdania nie są tak zgrabne jak w najnowszych powieściach, są proste i czasami wydają się trochę nieporadne. Szczególnie widać to na początku lektury, później można się do tego na tyle przyzwyczaić, że już nie zwraca się na to uwagi. Nie znaczy to oczywiście, że książki nie czyta się dobrze, bo jakby nie było to i tak dobra lektura i ciekawie przedstawiona historia, jednak dla fanów autorki różnice pomiędzy stylem tej powieści a jej najnowszych dzieł będą na pewno mocno zauważalne.
 
W kreacji postaci też można dopatrzeć się trochę mniejszej wiarygodności pod względem psychologicznym niż w najnowszych powieściach. I znowu – jest to porównanie dla fanów autorki, ci, którzy nie znają za wielu jej książek, raczej tego w ogóle nie zauważą. Oczywiście najważniejszą rolę odgrywa tu postać Rosanny, którą obserwujemy od ledwo nastoletniej dziewczynki, aż po dorosłą, doświadczoną kobietę. A razem z nią poznajemy historię toksycznej relacji, uczucia, które przesłania rozsądek i nakłada klapki na oczy na całe otoczenie i dobrze życzących jej ludzi. Widzimy wszystkie fazy tego uczucia, próby jego zwalczania, poddawania mu się i sprzeciwiania. Czy jednak tak mocnemu uczuciu można się oprzeć? Czy uda się rozsądkowi dojść do głosu? A może warto zaufać w przeczucia, które przecież mówią, że dla miłości można zrobić wszystko? Nie można książce odmówić, że jest dobrym przedstawieniem tego obezwładniającego uczucia.
 
Ta historia jest również dobrym połączeniem kilku z moich ulubionych tematów – muzyki i sztuki. Czytelnik obserwuje całą drogę i wysiłek jaki Rosanna poświęca w naukę i ciągle doskonalenie swoich wokalnych umiejętności. W końcu trafiamy razem z nią do kilku największych światowych oper i widzimy to wszystko od kuchni – jak przebiegają próby, jak tworzy się scenografia. W książce nie zabrakło też innego rodzaju sztuki jak na przykład malarstwa, które odgrywa tu całkiem dużą rolę, mimo że oparta na nim historia jest mocno drugoplanowa. Nie można więc odmówić autorce fajnego osadzenia w sztukach artystycznych tej historii.
 
Ogólnie książkę czyta się łatwo i z przyjemnością. Ja, jak już przyzwyczaiłam się do nieco prostszego stylu, to wciągnęłam się w opowieść tak, że nie chciałam książki odkładać przed poznaniem jej finału. Jasne, widzę jej kilka minusów, jednak nie zmienia to faktu, że lektura dostarczyła mi kilku naprawdę przyjemnych chwil i dobrego relaksu, a i dała trochę tematów do przemyśleń. Dla mnie jako fanki powieści autorki była też fajnym źródłem badań nad jej postępami pisarskimi.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

kwietnia 07, 2021

"Gra Zaklinacza" Donato Carrisi

"Gra Zaklinacza" Donato Carrisi

 

Autor: Donato Carrisi
Tytuł: Gra Zaklinacza
Cykl: Mila Vasquez, tom 3
Tłumaczenie: Natalia Mętrak-Ruda, Anna Osmólska-Mętrak
Data premiery: 24.02.2021
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał / thriller
 
Donato Carrisi na literackiej scenie kryminalnej pojawił się w 2009 roku z pierwszym tomem cyklu o detektyw Mili Vasquez pt. „Zaklinacz”. Jak debiut przyniósł mu rozpoznawalność, książka została przetłumaczona na ponad 20 języków, a jej nakład sięgnął miliona sprzedanych egzemplarzy. Nagrodzona została też wieloma zarówno włoskimi, jaki i europejskimi literackimi nagrodami. Od tej pory na rynku polskim rynku okazało się 8 jego powieści, na rynku rodzimym 10.
Poza pisarstwem, Carrisi zajmuje się też scenopisarstwem, a nawet reżyserowaniem. Na swoim koncie ma ekranizacje swoich dwóch powieści – „Dziewczyna we mgle” i „W labiryncie”, które zostały przyjęte przez widzów równie entuzjastycznie, co jego książki.
„Gra Zaklinacza” to ósma książka w dorobku pisarza, trzeci tom serii o detektyw Mili Vasquez. Przez zbieżność słowa w tytule z tomem pierwszym, zastanawiałam się czy tomy nie są ze sobą ściśle powiązane postacią jednego mordercy – okazało się, że nie, każdy tom opowiada o innej sprawie kryminalnej, więc spokojnie można je czytać oddzielnie.
 
Historia rozpoczyna się od morderstwa. W burzliwą noc pewna kobieta, żyjąca z mężem i dziećmi z dala od cywilizacji, zgłasza telefonicznie na policji, iż jakiś tajemniczy mężczyzna stoi na ich podjeździe. Przez burzę, która blokuje drogi, policja na miejscu zjawia się dopiero następnego dnia. Z pozoru wszystko wygląda spokojnie, jednak szybko okazuje się, że wcale tak nie jest – dom jest opuszczony, pełno w nim krwi. Policja nie ma tropów, przecież nie ma ani ciał, ani świadków. Dopiero po anonimowym telefonie w pewnym opuszczonym budynku znajdują najpierw samochód, w którym prawdopodobnie przewiezione były ciała, a później mężczyznę w otoczeniu starych komputerów. Podejrzany jest nagi, choć na to nie wygląda – jego całe ciało pokryte jest tatuażami cyfr. Jest tylko jedno słowo – Mila. I to sprowadza do śledztwa detektyw Vasquez, która jakiś czas temu zrezygnowała z pracy i zamieszkała na odludziu razem ze swoją córka Alice. Na początku kobieta zgadza się tylko na jednodniową konsultację, ale czy naprawdę będzie umiała opuścić posterunek bez rozwiązania zagadki? Bo szybko okazuje się, że złapanie wytatuowanego mężczyzny to dopiero początek mrocznej gry, która zaprowadzi śledczych w najgorsze rejony zła…
 
Książka składa się z prologu, 4 części zatatuowanych imieninami bohaterów i epilogu. Części rozdzielone są na rozdziały, w sumie jest ich 29. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Mili. Styl powieści jest uważny, mocno skupiony na stronie wizualnej historii – opisuje napotkanych ludzi i miejsca, do których trafia bohaterka. A są to bardzo mroczne wycieczki, przez co i nastrój panujący w całej historii nie jest za wesoły.
 
Fabuła powieści kręci się wokół Mili i wytatuowanego mężczyzny, który zostaje nazwany Enigmą. Czy to on jest mordercą, tytułowym zaklinaczem? Bohaterowie toczą ze sobą mocno poplątaną grę, w której cały czas wydaje się, że to kobieta zostaje w tyle, a morderca przewiduje każdy jej ruch, jego manipulacja sięga zenitu… Czy to prawda czy tylko złudzenie? Kto okaże się sprytniejszy?
Mila to bardzo ciekawa postać – chyba najbardziej jej charakterystyczną cechą jest to, że cierpi na aleksytymię – nie jest w stanie rozpoznawać, odczuwać emocji. Kiedyś pracowała w tak zwanym Przedpieklu – oddziale policji skupionym na odnajdywaniu osób zaginionych (który również pojawiał się w „W labiryncie” recenzja – klik!), teraz jednak po ostatniej sprawie, która prawie doprowadziła ją do śmierci, ze względu na córkę postanowiła zmienić swój sposób życia. Kiedy jednak Mila łapie trop, to nie jest w stanie odpuścić sobie śledztwa, tym bardziej, że poprzez pojawienie się jej imienia wśród tatuaży Enigmy, wygląda na to, że jest to dosyć prywatna rozgrywka…
 
Intryga kryminalna jest dosyć poplątania – tak jak morderca toczy grę z Milą, tak autor bawi się z czytelnikiem – co chwilę podsuwa jakieś tropy, kieruje śledztwo w inną stronę, każdą kolejną coraz mroczniejszą. Tylko czy to nie są tropy fałszywe? Który w tym morzu tematów jest tym, który doprowadzi sprawę do końca?
 
Najmocniejszą stroną książki są chyba jednak tematy w niej poruszane – oczywiście zło gra tutaj pierwsze skrzypce. Nie jest to jednak te zło, które od dawna znamy - nie, to jest zło, które powstało razem z powstaniem komputerów i internetu. Ukrywa się tam, gdzie go nie widać, gdzie może swoje macki rozpuszczać jeszcze dalej, jeszcze mocniej, niż w świecie realnym. Do czego to wszystko doprowadzi? Czy skoro zła nie widać na ulicach to znaczy, że go nie ma? Autor w ciekawy sposób podszedł do tematu – to nowoczesne spojrzenie na to zagadnienie, które na pewno da czytelnikowi dużo do myślenia.
 
Wygląda na to, że Carrisi lubuje się w twórczości Dantego, szczególnie w „Boskiej komedii”. I tutaj, tak jak w „W labiryncie”, znajdziemy wiele odniesień do niej, tym razem jednak są one bardziej dosłowne – np. więzienie zbudowane na zasadzie odwrotności Piekła Dantego. To na pewno dodaje lekturze charakteru.
 
Podsumowując, „Gra zaklinacza” to bardzo mroczna, klimatyczna historia. Tu dominuje zło, jednak jest ono ujęte w sposób bardzo współczesny, przez co na pewno zwraca uwagę na tematy, o którym raczej na co dzień się nie myśli. Historia poprowadzona jest bardzo sprawnie, autor gra z czytelnikiem, bawi się w kotka i myszkę, a granice między światem rzeczywistym a wirtualnym mocno się zacierają. To była ciekawa przygoda, na pewno nie jest to moja ostatnia powieść tego autora.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

kwietnia 07, 2021

Book tour z "Nocą na blokowisku"!

Book tour z "Nocą na blokowisku"!

 

Od premiery "Nocy na blokowisku" Marty Matyszczak, dziewiątego tomu serii komedii kryminalnych Kryminału pod psem, minęło już półtora miesiąca! Dzięki temu, że tytuł ten został objęty moim patronatem medialnym, w tym czasie mieliście szansę na zdobycie tego tytułu dla siebie. Dzisiaj przychodzę z propozycją dla tych, którzy swojego egzemplarza ciągle nie mają, a chcieliby się z książką zapoznać - ruszamy z kolejnym book tourem!
O samej książce oczywiście możecie więcej poczytać w recenzji tu - klik! Tym razem fabuła toczy się na jednym z mysłowickich blokowisk, a śledztwo spoczywa na barkach dziennikarki Róży, której, jak zawsze, pomaga dzielny kundelek Gucio. Jak zawsze znajdziemy tu i ciekawe spostrzeżenia i wiele śmiechu, a i świetną zagadkę kryminalną. Książkę oczywiście da się czytać bez znajomości tomów poprzednich, choć ja jak zawsze zachęcam Was, by zapoznać się z całą serią. Od czegoś jednak trzeba zacząć, równie dobrze można od środka 😉

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz profil Wydawnictwa Dolnośląskiego (na IG @publicat_sa) w swoim pościeBędzie mi też bardzo miło jeśli wykorzystacie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w czwartek.
Książka ruszy w podróż w czwartek wieczorem 8 kwietnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB.


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!

Lista uczestników:
1. @kasia_g_autor opinia - klik!
2. @galadhiera opinia - klik!
3. @layla88xoxo opinia - klik!
5. @mamazaczytana opinia - klik!
6. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik!
7. @kaaluusjaa opinia - klik!
8. @maniaczka_ksiazek opinia - klik!
9. @przeczytajki opinia - klik!
10. @monikaormanin opinia - klik!
11. @tysiwona  recenzja - klik! 
12. @zaczytana_panna opinia - klik! 
13. @zaczytana_mama_40_ opinia - klik!