Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kryminał pod psem, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kryminał pod psem, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sierpnia 19, 2024

Wygraj pierwsze tomy serii Kryminał pod Psem! (konkurs rozwiązany)

Wygraj pierwsze tomy serii Kryminał pod Psem! (konkurs rozwiązany)

W poprzednim tygodniu świętowaliśmy premierę "Zakończeniem jest Zakopane", ostatniego tomu serii Kryminał pod Psem autorstwa Marty Matyszczak. Dla jej fanów jest to nieco słodko-gorzkie wydarzenie, w końcu przecież nadszedł czas rozstania z bohaterami, z którymi związaliśmy się już siedem lat temu! Dla tych jednak, co serii nie znają, może to być fajna okazja, by w końcu po lekturę sięgnąć - na spokojnie, ze świadomością, że sięgacie po już zamkniętą całość. Wiem, że są tutaj osoby, który lubią czytać serie w całości, ale przede wszystkim takie, które lubią zachowywać kolejność chronologiczną lektury, nawet kiedy nie jest to absolutnie koniecznie. W związku z tym chciałabym Wam rozpoczęcie przygody z cyklem ułatwić - zapraszam na konkurs z czterema pierwszym tomami serii: "Tajemnicza śmierć Marianny Biel", "Zbrodnia nad urwiskiem", "Strzały nad jeziorem" i "Zło czai się na szczycie". Książki te ukazały się w przeciągu dwóch pierwszych lat kariery pisarskiej Marty Matyszczak, w 2017-2018, czyli w czasach gdy Kryminału na talerzu jeszcze nie było, więc okazja by tutaj, teraz jest zdobyć jest naprawdę niepowtarzalna!

PS. Przy okazji przypominam o spotkaniu na żywo z autorką serii - już jutro 20 sierpnia o 19:00 na moim profilu na Facebooku - klik!

By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
dlaczego to właśnie do Ciebie powinny trafić cztery początkowe tomy cyklu Kryminał pod Psem?

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej, zabawniej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 19 do 23 sierpnia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 28 sierpnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

28.08 aktualizacja - wyniki konkursu:
I znowu miałam prawdziwy problem, by wybrać osoby, które zostaną książkami nagrodzone! Niestety nie tylko dlatego, że tyle tych zgłoszeń było, ale też z tego względu, że zgłoszenia były naprawdę fajne, tylko aktywność zgłaszających się już niekoniecznie - oj, ile jest osób, które uaktywnia się tylko, kiedy ogłaszam kolejne konkursy! A przecież w postach konkursowych zawsze mamy jasno określone, że liczy się nie tylko odpowiedź, ale i stała aktywność na profilach Kryminału na talerzu... No i co ja mam z Wami zrobić? 😉
Organizując ten konkurs myślałam o dwóch rodzajach odbiorców - tych, co serii jeszcze nie znają, i tych, którzy ją, tak jak ja, kochają, ale nie mają u siebie egzemplarzy, więc chcieliby uzupełnić swoją kolekcję. Biorąc to pod uwagę, pakietami początkowych tomów serii Kryminał pod Psem nagradzam:

IG:
1) @joann.lukasik
Jestem ogromną fanką całej serii książek, a już totalnie zwariowałam na punkcie Gucia! Gdybym mogła wytapetowałabym sobie pokój plakatami z jego podobizną, nosiła koszulki z Guciowym zdjęciem i guciopdobne kapcioszki-bamboszki!😁 Książki wypożyczałam z lokalnej biblioteki, ale dla prawdziwej fanatycznej fanki taki prywatny zestaw książek to prawdziwy rarytas, dlatego zgłaszam się z entuzjazmem!😉 Kto wie, może założę klub miłośników Gucia i wraz z innymi wielbicielkami będziemy organizować spotkania tematyczne, np. o ulubionych rodzajach kiełbasy!😉 Książki na pewno pożyczę paru znajomym, by ich zarazić guciomanią, niech nasz klub zatacza coraz szersze horyzonty! Pozdrawiam! Totalna Psychofanka!😂

2) @sylwiaaa
Chciałabym aby seria Marty Matyszczak trafiła do mnie, ponieważ w moim życiu bardzo często brakuje śmiechu i radości, a książki Marty właśnie takie są relaksujące i humorystyczne. Żyję w mieście, pracuje w korpo, chowam dzieci i dbam o rodzinę, ale tak często brakuje mi wsparcia i sił. Książki od dawna są moimi jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi. Leczą choroby mojej duszy, inspirują i relaksują. Tych wesołych mam najmniej, a potrzebuje ich chyba najbardziej w świecie w którym żyje. Wkrótce skończą się wakacje, skonczy mi się urlop, sielanka rodzinna zmieni się spowrotem w wielkomiejską codzienność i pęd, aby utrzymać te miłe budujące chwilę będę potrzebować znowu wsparcia moich książkowych przyjaciółek, te które rozbawią przydałyby się najbardziej.

FB:
3) Martyna Antoniewska
Dlaczego ? Bo tak jak pisałam wcześniej pod recenzja najnowszej , że jeśli wpadnie mi w ręce na pewno chętnie przeczytam ;)) i oczywiście zapachniało mi to troszkę górskimi klimatami a jak już nie raz wspominałam takie książki biorę w ciemno 😃

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

sierpnia 14, 2024

"Zakończeniem jest Zakopane" Marta Matyszczak - patronacka recenzja premierowa

"Zakończeniem jest Zakopane" Marta Matyszczak - patronacka recenzja premierowa

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Zakończeniem jest Zakopane
Cykl: Kryminał pod Psem, tom 12
Data premiery: 14.08.2024
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
 
14 sierpnia 2024 to pamiętna data - właśnie kończy się ważny etap w twórczości Marty Matyszczak. To właśnie dzisiaj premierę ma “Zakończeniem jest Zakopane”, czyli dwunasty, ostatni tom serii, którą autorka na rynku literatury kryminalnej debiutowała - serii Kryminał pod Psem (recenzje - klik!). To od niej wszystko się zaczęło, od której ja, jak i wiele innych czytelników, zaczęliśmy autorce w jej drodze pisarskiej wiernie towarzyszyć. Marta Matyszczak po raz pierwszy na rynku książki pojawiła się w 2017 roku z książką “Tajemnicza śmierć Marianny Biel”. To był tom pierwszy, w którym spotkaliśmy się z przebojowym towarzystwem dziennikarki Róży, detektywa Szymona i kundelka Gucia, a którzy przez te siedem lat odbyli wiele podróży ze swojego rodzinnego Chorzowa przez całą Polskę, a nawet i trochę świat. Seria ta, zresztą jak cała twórczość Marty Matyszczak, zaliczana jest do lżejszego nurtu kryminałów - do komedii kryminalnej bądź cosy crime - niezależnie jak te książki nazwiemy, jasne jest, że pojawia się w nich humor. W Kryminale pod Psem jest on najbardziej widoczny, świat rysowany jest grubą kreską, która pozwala na skupienie się na ludzkich bolączkach w sposób humorystyczny. Każdy tom serii można też bez problemu traktować jak powieść osobną, więc czytelnik może sam zdecydować, czy chce sięgnąć po jakiś tom szczególny, czy czytać całą serię od początku.
Mimo tego, że “Zakończeniem jest Zakopane” to tom ostatni serii, to oczywiście Marta Matyszczak nie zostawia nas z niczym. W 2021 roku rozpoczęła serię Kryminał z Pazurem (recenzje - klik!), która aktualnie liczy 3 tomy, a w tym roku mieliśmy też przyjemność poznać Ritę, która prowadzi podcast Zbrodnie na podsłuchu i która debiutowała w pierwszym tomie swoich przygód pt. “Przepraszam, tu był trup” (recenzja - klik!). A ja mam tę niesamowicie ogromną przyjemność patronować wszystkim tym tytułom!
 
Historia “Zakończeniem jest Zakopane” rozpoczyna się u schyłku wakacji. Róża, Szymon i Gucio wybierają się na kilka dni urlopu do Zakopanego, gdzie zamierzają odpocząć od codzienności i swojej pracy - śledztw kryminalnych, których podejmują się jako firma detektywistyczna Solan. Jednak jak to z ich urlopowymi wyprawami bywa, już pierwszej nocy dochodzi do zbrodni - ktoś podpalił budynek położony tuż przy hotelu Forget-me-not, w którym się zatrzymali, i choć straż zjawiła się dosyć szybko, to jednak tragedii zapobiec nie zdążyła. Tragedii, w której ktoś stracił życie. Początkowo policja zakłada, że był to któryś z bezdomnych chroniących się w tym opuszczonym budynku, a do pożaru doszło przez przypadek. Właściciel Forget-me-not i równocześnie wujek policjantki prowadzącej śledztwo nie jest o tym do końca przekonany - prosi więc Szymona, by zajął się zbadaniem sprawy. Szymon, za namową Róży, która ewidentnie ma w tym jakiś ukryty cel, ofertę pracy przyjmuje i zaczyna przyglądać się sprawie i okolicy… Czy przeczucia właściciela hotelu okażą się słuszne? I dlaczego Róża chciała zająć Szymona tą sprawą? Jedno jest pewne - urlop w Zakopanem będzie dla rodziny Solańskich niezapomniany!
“Sensacja! To było to, czego wszyscy naprawdę potrzebowali. Góry, wspinaczka, piękne widoki, dzika przyroda, oscypki, litworówka do popicia, białe niedźwiedzie, słodkie szczeniaczki owczarków podhalańskich, ciupagi i co tam jeszcze oferowało Zakopane przyjezdnym - wszystko to było niczym w porównaniu z dobrą, najlepiej krwawą, sensacją.”
Książka rozpisana jest na prolog, 9 rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów zatytułowanych jest cytatem z tekstów księdza Józefa Tischnera i podzielony jest na krótkie scenki pisane z perspektywy różnych postaci: te przedstawione oczami Gucia i Śpiącego Rycerza pisane są w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, wszystkie pozostałe, czyli przede wszystkim te z Różą, Szymonem, ale i kilkoma innymi bohaterami wmieszanymi w tę intrygę, w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści, jak to w komediach bywa, jest lekki i przyjemny, usiany humorem, który często objawia się w żartach sytuacyjnych, w dialogach, a także i komentarzach, których autorem najczęściej jest Gucio. On przecież ma największe prawo krytykować otaczających go ludzi - patrzy na nas z boku, ze swojej psiej, prostszej perspektywy. Język powieści jest dopracowany, codzienny, ale złożony z dokładnością, pojawiają się też wtrącenia w gwarze śląskiej i góralskiej, a te, które mogą być niezrozumiałe, tłumaczone są w przypisach.
 
Po raz kolejny Marta Matyszczak zabiera swoich czytelników w dosyć wąskie grono podejrzanych bądź wplątanych w sprawę kryminalną postaci. W większości występują one na drugim planie, ale zbudowane są naprawdę świetnie, bo każda ma w sobie coś charakterystycznego, coś, nad czym warto się zastanowić lub przed czym przestrzec. Doskonale obnażają ludzkie naleciałości, ludzkie wady, z których tutaj możemy się pośmiać, ale nie znaczy to, że je lekceważymy - po prostu poprzez humor łatwiej jest o nich pogadać, a i poruszane tematy zapamiętać. I tak mamy tutaj mrukliwą policjantkę, która pali jak smok i nosi kurtkę nawet latem. Mamy urzędników, małych przedsiębiorców, dziennikarkę i zapalonych miłośników wspinaczek górskich. Podczas wymieniania wydaje się, że jest ich dużo, ale podczas lektury nie odnosi się takiego wrażenia, każda z postaci jest jedyna w swoim rodzaju, a więc i łatwa do rozpoznania i zapamiętania.
“Gdy Ireneusz sięgał po jakąś lekturę, a ta okazywała się gniotem, męczył się z nią do ostatniej strony. W jego mniemaniu porzucenie książki, nie dotarłszy do finiszu, stanowiłoby marnotrawstwo. A czego jak czego, ale marnotrawstwa Ireneusz Zasada nie znosił.”
Oczywiście pomiędzy postaciami charakterystycznymi dla tego tomu, pojawiają się też ci, których tak dobrze już z serii znamy. Przede wszystkim jest Róża, której niezdarność wywołuje wiele sytuacji komediowych. Jest Szymon ze swoimi dziwactwami związanymi z piciem kawy, którymi terroryzuje zakopiańskie kelnerki. Jest i Gucio, kochany kundelek, który jest najlepszym śledczym wśród Solańskich, a jednocześnie prawdziwie wiernym towarzyszem. Jest sąsiadka Buchtowa, jest dziennikarz Szpon, policjant Barański i wielu, wielu innych - pojawiają się na chwilę, ale są, co nie będzie przeszkadzać tym, którzy serii nie znają, ale fani Kryminału pod Psem będą ponownym spotkaniem zachwyceni.
 
Intryga kryminalna, mimo komediowego charakteru powieści, jest potraktowana całkiem serio. Dobrze przemyślana, zaskakująca, może nie toczy się tempem specjalnie dynamicznym, ale też nie o to w niej chodzi. Bo ona jest tutaj tym, co wymusza poruszenie i zastanowienie nad pewnymi kwestiami społecznymi, które bolą nasze polskie społeczeństwo.
 
Bo nie da się ukryć - w tej książce autorka poprzez komediowe sytuacje odsłania to, co boli. Gadamy tutaj o upadających biznesach, o szemranych interesach, o wyzysku zwierząt i tragediach rodzinnych, na które nikt z zewnątrz nie reaguje, póki jest na to czas. Tematów do zastanowienia jest sporo, każdy z nich ważny, a mimo to przedstawiony tak, że czytelnik w czasie lektury nie czuje się nim przytłoczony.
“Nikt się nie chciał wtrącać w nie swoje sprawy. To była cecha narodowa, jeśli nie międzynarodowa. Dopiero gdy przez ich znieczulicę dochodziło do tragedii, ludzi ruszało sumienie i organizowali zbiórki dla ofiar, którym w krytycznym momencie nie pomogli, palili znicze, gdy doszło do najgorszego, przynosili kwiaty i pluszaki - wszystko psu na budę, bo\było już po tak zwanych ptokach.” 
Ale oczywiście “Zakończeniem jest Zakopane” to nie tylko bolączki ludzkie, to też przyjemne chwile - nie tylko spotkanie ze świetnymi bohaterami, ale i zachwyt naturą, przyrodą, z której można czerpać siłę. Piękne widoki, dobre jedzenie i wakacyjny czas, dla tych, którzy są ważni - to wszystko to naprawdę miłe aspekty (poza samym humorem oczywiście!) powieści.
 
Wcześniej wspomniałam już o tym, że Gucio poprzez to, że patrzy na ludzi z psiej perspektywy, zauważa więcej. Jednak nie tylko on jest tutaj takim narratorem. Obok niego występuje też Śpiący Rycerz, czyli Giewont, który dostaje głos. I on patrzy na ludzi na niego się wspinających i tych pozostających w mieście, nad którym góruje. Przygląda się, komentuje, a także zdradza dużo ciekawostek na temat góry, Zakopanego i związanych z tym wszystkim legend.
“Nie zamierzałem też śledzić Róży i Szymona na ten cały Giewont, bo rozumu jeszcze nie postradałem. Miałbym się z własnej woli wdrapywać na niemal tysiąc dziewięćset metrów nad poziomem morza? Poziom morza mi w zupełności wystarczał. Wszystko powyżej zdawało się zbędną fatygą.”
A gdzie te zakończenie? Nie jest takie, jak bałam się, że będzie. Historia jest utrzymana w takim tonie jak wszystkie poprzednie, przez co czytelnik może ją czytać bez ciągłego myślenia o tym, że to ostatni tom, ostatnie spotkanie z postaciami. Jednak jest pewien akcent, który doskonale zamyka serię - nie zdradzę co, ale myślę, że zakończenie jest perfekcyjne!
 
W “Zakończeniem jest Zakopane” Marcie Matyszczak udało się zrobić coś, co nie sądziłam, że może się udać - sprawiła, że czytając ostatni tom serii Kryminał pod Psem, przez większą część lektury zwyczajnie nie pamiętamy o tym, że jest to koniec. Nie ma przytłaczającej melancholii, a jest to, co kochamy - dobry humor, genialne kreacje postaci i tematy warte podkreślenia, które przez komediowy ton nie przytłaczają, a i tak robią to, co powinny - uwidaczniają wady, miejsca, w których jako ludzie możemy się poprawić. Intryga kryminalna też temu służy, choć oczywiście podczas lektury tego raczej nie odczuwamy - bo jest dobrze zbudowana, bardzo ciekawi i często zaskakuje. Mimo tego, że jest mi smutno, że serię Kryminał pod Psem już kończymy, to cieszę się z tego, jak wygląda finał - lepszego prawdopodobnie nikt nie zdołałby wymyślić! Bardzo się cieszę, że mogłam przez dwanaście tomów tak dobrze bawić się i zwiedzać świat z rodziną Solańskich. Marto - dziękuję!
 
Moja ocena: 8/10

A już w najbliższy wtorek 20 sierpnia o godzinie 19:00 na moim profilu na Facebooku odbędzie się spotkanie na żywo z Martą Matyszczak poświęcone tej powieści. Serdecznie zapraszam!

 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 25, 2024

"Zakończeniem jest Zakopane" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka

"Zakończeniem jest Zakopane" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka
 Powoli zbliżamy się do końca lipca - i choć przed nami jeszcze jeden tydzień premierowy, to warto też już przyjrzeć się temu co przyniesie sierpień. Zaczynamy od gorącej premiery, która zabierze nas na krótkie wakacje do Zakopanego... Mowa o nowej książce Marty Matyszczak, dwunastym, a zarazem ostatnim tomie serii Kryminały pod psem pt. "Zakończeniem jest Zakopane". Na naszym rynku pojawi się dokładnie 14 sierpnia, a Kryminał na talerzu ma tę przyjemność objąć ją swoim patronatem medialnym!

W zabytkowej willi w sercu Zakopanego wybucha pożar, w którym ginie człowiek. Kim był? I czy nie doszło tu czasem do podpalenia?
Podhalańska policja na czele z komisarz Michaliną Falk uznaje sprawę za nieszczęśliwy wypadek. Tylko że właściciel stojącego po sąsiedzku luksusowego hotelu nie jest tego wcale taki pewny… Wynajmuje prywatnego detektywa, by przyjrzał się wszystkiemu z bliska. To Szymon Solański, który z żoną i psem przyjechał w Tatry wypocząć. Relaks jednak nie będzie mu dany, bo dochodzi do morderstwa – a ono zdaje się mieć wiele wspólnego z wcześniejszymi wydarzeniami. Na jaw wychodzą brudne sprawki lokalnej społeczności, które ta wolałaby zamieść pod dywan.
Tymczasem Róża Solańska skrywa przed najbliższymi tajemnicę.Ma do wykonania ważne zadanie. Czy mu podoła? I czy podjęła właściwą decyzję?
Swoim ludziom wiernie towarzyszy kundelek Gucio, a wszystkiemu z wysokości 1894 m n.p.m. przygląda się pewien Śpiący Rycerz…
To już ostatni tom serii KRYMINAŁ POD PSEM. A zakończeniem jest Zakopane!
Jak to przy każdym tomie, tak i ten opowiada o oddzielnej zagadce kryminalnej, więc równie dobrze da się sięgnąć po niego bez znajomości tomów poprzednich. A sama historia? Przyjemnie wakacyjna, górska, lekko zabawna i przenikliwa w spojrzeniu na ludzkie zachowanie - w końcu kundelek Gucio może się przyjrzeć bohaterom z innej niż ludzka perspektywy. Przyjemne zakończenie serii, nie będę jednak ukrywać - smutno mi, że to koniec. Ale koniec nienachalny, dobrze wyważony, bardzo podoba mi się sposób na jaki zdecydowała się autorka. Już teraz gorąco zachęcam Was do lektury!

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Zakończeniem jest Zakopane
Cykl: Kryminał pod psem, tom 12
Data premiery: 14.08.2024
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał / komedia kryminalna

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 17, 2021

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów z pazurem"

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów z pazurem"

 

Kilka dni temu na portalu lubimyczytac.pl ukazał się wywiad, który miałam okazję przeprowadzić z Martą Matyszczak, autorką nowego cyklu pt. "Kryminały z pazurem". Tom pierwszy pt. "Mamy morderstwo w Mikołajkach" swoją oficjalną premierę miał wczoraj 16 czerwca i został objęty moim patronatem medialnym. Pełny wywiad znajdziecie pod tym linkiem - klik! A dzisiaj zapraszam na jego małe rozszerzenie - specjalnie na potrzeby bloga zostawiłam kilka pytań, na które myślę, że tak samo Wy, jak i ja, chcielibyśmy znać odpowiedź 😊 Zatem teraz dowiemy się między innymi: jak gatunkowo autorka określa swoją nową książkę, dlaczego akcja powieści toczy się na Mazurach, jakie wspomnienie z papugą w roli głównej autorka ciągle ma w pamięci, a także jak długo przyjdzie nam czekać na kolejny tom?
Zapraszam na krótką rozmowę z autorką!


Marta Matyszczak notka biograficzna:
Autorka uwielbianego nie tylko przez miłośników czterech łap cyklu KRYMINAŁY POD PSEM, ale także scenariuszy fars teatralnych. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej. Psiara od zawsze, kociara, odkąd podstępem wprowadziła się do niej kotka imieniem Burbur. KRYMINAŁY Z PAZUREM to jej nowa seria, w której Burbur gra pierwsze skrzypce.


Kryminał na talerzu: Kilka dni temu na portalu lubimyczytac.pl ukazał się krótki wywiad, którego udzieliła mi Pani z okazji premiery książki „Mamy morderstwo w Mikołajkach”, pierwszego tomu nowej serii „Kryminał z pazurem”. Tu zrobimy sobie jego małe uzupełnienie. Na początek pytanie tradycyjne: jak się Pani czuje, oddając w ręce czytelników nową serię? W końcu pokazuje się nam tu Pani z całkiem innej strony!

Marta Matyszczak: To ogromne emocje! Jestem bardzo ciekawa, jak czytelnicy odbiorą „Kryminały z pazurem”, ponieważ jest to jednak trochę inny cykl niż „Kryminały pod psem”. Bardziej mroczny, no i z kocią, charakterną bohaterką. Mam nadzieję, że zaprzyjaźnią się z moimi nowymi bohaterami, tak jak stało się to w przypadku Gucia, Solańskiego i Róży. Zresztą niektóre ze znanych już odbiorcom postaci przemkną gdzieś chyłkiem także w „Mamy morderstwo w Mikołajkach”.


Jak gatunkowo określa Pani „Kryminał z pazurem”? Nie ukrywam, że według mnie jest poważniejszy od „Kryminałów pod psem”, więc sama mam problem z wyznaczeniem granic gatunkowych.

Ma Pani rację, to nie jest takie jednoznaczne. Tak jak „Kryminały pod psem” są komediami kryminalnymi, tak myślę, że „Kryminały z pazurem” można by określić kryminałami z nutką czarnego humoru, którego dostarcza tu postać Burbura. Są to z pewnością mroczniejsze opowieści, ale wciąż nie okrutne. I niepozbawione lżejszych tonów. 


W książce urzekło mnie między innymi miejsce osadzenia akcji. Skąd pomysł, by były to właśnie Mikołajki?

Mikołajki mnie zauroczyły! Są bardzo malownicze i klimatyczne. Latem panuje tam istne szaleństwo: do miasta zjeżdżają hordy żeglarzy, turystów, także tych zagranicznych, studentów. To jedna wielka fiesta. Za to po sezonie Mikołajki się wyciszają i prezentują swoje naturalne piękno. Tym razem chciałam osadzić akcję serii na jednym obszarze. Nie w jednym mieście, bo takim rozwiązaniem szybko i czytelnicy, i ja byśmy się znudzili. Ale już Warmia i Mazury ze swoimi jeziorami, których jest grubo ponad dwa tysiące, licznymi miejscowościami o zróżnicowanym charakterze, bogatą, często tragiczną historią, malowniczymi krajobrazami i tajemnicami ukrytymi w lasach wydała mi się krainą idealną do umieszczenia w niej kryminalnego cyklu. 


Poza sporą ilością postaci ludzkich w „Mamy morderstwo…” pojawia się też naprawdę dużo zwierzaków, co – muszę przyznać – ogromnie mi się podobało. Szczególnie papuga Elżbieta, bo sama też na co dzień opiekuję się takim skrzekliwym ptaszyskiem, chociaż moja papuga jakoś nie jest skora do nauki naszego języka 😊 Skąd pomysły na te wszystkie zwierzaki? Czy Elżbieta ma jakiś swój pierwowzór?

Całe szczęście, że Pani papuga nie jest gadatliwa, bo przykład Elżbiety pokazuje, że taka skłonność może być zgubna. Zwłaszcza dla właścicieli… Elżbieta nie ma pierwowzoru w rzeczywistości, po prostu ją wymyśliłam. W dzieciństwie miałam papugi, jednak niemówiące. Pamiętam też historię związaną z jedną z nich. Kiedyś pojechałam z rodzicami na wakacje. Papugę oddaliśmy na przechowanie babci. A że ptaszysko było już wiekowe, to mu się zmarło podczas naszej nieobecności. Babcia, przerażona, że wnuczka jej nie wybaczy takiej straty, obmyśliła razem z moimi rodzicami chytry plan. Powiedzieli mi, że papuga uciekła i teraz żyje sobie na wolności razem z innymi ptakami. Uwierzyłam. A prawdę wypaplali mi przez przypadek, gdy już byłam dorosła. Przeżyłam szok, bo do tamtej chwili byłam przekonana, że rzeczywiście papuga sobie gdzieś poleciała… W „Kryminałach z pazurem” będzie się pojawiać mnóstwo zwierząt. W końcu główna bohaterka, Rozalia Ginter, jest weterynarką. A ten zawód zobowiązuje.


Mnie książka zaskoczyła tym, jak różni się od dobrze już nam znanych „Kryminałów pod psem” zarówno klimatem, jak i stylem. Pewnie dobrze było napisać coś innego, poszukać innej drogi literackiej do opowiedzenia tej historii? Napisanie jej było dużym wyzwaniem czy raczej tak potrzebnym oddechem od tego, co już znane?

Cieszę się, że tak to Pani postrzega. Od początku moim zamysłem było stworzenie zupełnie innej serii, choć pozostającej w klimacie cozy mystery i temacie zwierzęcym. Chciałam jednak uderzyć w bardziej kryminalne tony i pokazać się czytelnikom od nieco innej strony. Super, że cel został osiągnięty! Ta zmiana nie wynika ze zmęczenia konwencją komedii kryminalnej, bo takiego nie odczuwam. Z przyjemnością wrócę do Gucia, pakującej się wciąż w nowe tarapaty Róży Kwiatkowskiej i niefrasobliwego Szymona Solańskiego. Kryminał jest niezwykle pojemnym gatunkiem i po prostu postanowiłam nabrać tym razem na talerzyk kawałek tego gatunkowego tortu o nieco innym smaku. 


Nie ukrywam, że w tej książce znowu zakończenie wbija w fotel, jest dla czytelnika totalną niespodzianką. Nie mogę więc nie spytać, choć wiem, że nie jest to Pani ulubione pytanie w okolicy premiery 😉Jak długo przyjdzie nam czekać na dalsze losy Rozalii i kotki Burbur?

Bardzo się cieszę, że powieść pozostawiła takie wrażenia. Na początku przyszłego roku pojawi się drugi tom „Kryminałów z pazurem”. A to pytanie bardzo lubię, bo wynika z zaangażowania czytelników i świadczy, że polubili moich bohaterów, z czego się bardzo cieszę!


Ostatnio pytałam Panią o wrażenia z pracy w czasie pandemii, teraz na szczęście powoli zaczynamy wracać do normalności, ale ze świeżym spojrzeniem i wdzięcznością za tą na rok utraconą normalność. Z powrotu do czego cieszy się Pani najbardziej? 

Oczywiście z powrotu spotkań autorskich na żywo! Bardzo tęskniłam za bezpośrednim kontaktem z czytelnikami. Możliwości, jakie daje technologia online, są świetne i jestem za nie wdzięczna, jednak nie ma to jak spotkanie twarzą w twarz. Właśnie niedawno zakończył się Międzynarodowy Festiwal Kryminału we Wrocławiu, który w tym roku odbywał się w formie hybrydowej, ale i tak już poczułam, że wracam do życia, mogąc spotkać się z kryminalnymi znajomymi i odwiedzić wrocławską kawiarnię Literatkę. Mam też nadzieję, że wkrótce wrócą Targi Książki.


Ostatnio pytałam Panią o książki i seriale – może w ciągu ostatniego półrocza miała Pani jakieś nowe odkrycia? A może i jakieś nowe kulinarne smaki?

Właśnie przyszły do mnie z Wielkiej Brytanii dwie grubaśne książki – a drogę przebyły długą i wyboistą, walcząc z przeciwnościami wywołanymi przez pandemię i brexit – autorstwa Martina Edwardsa „Howdunit. A Masterclass in Crime Writing by Members of the Detection Club” – czyli porady dziewięćdziesięciu najlepszych pisarzy kryminałów (w tym Agathy Christie, Iana Rankina czy Ann Cleeves), jak pisać powieści gatunkowe, oraz „The Golden Age of Murder. The Mystery of the Writers Who Invented the Modern Detective Story” – czyli wszystko o złotej erze kryminału przypadającej na okres międzywojenny oraz o tajemnicach z życia ówczesnych autorów powieści detektywistycznych. Już nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się do lektury! A jeśli chodzi o smaki, to w tej chwili cieszę się truskawkami!


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

kwietnia 23, 2023

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów pod psem" - rozmowa IV

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów pod psem" - rozmowa IV

Czy tom jedenasty serii pisze się równie dobrze co pierwszy, skąd w Cieszynie wzięły się weki ze śledziem, co przydatnego do swojej powieści Marta Matyszczak znalazła na brzegach Olzy, dlaczego Szymon uparcie i nieustannie objada się syrem i hranolkami i jakie miejsce w Cieszynie każdy miłośnik książek odwiedzić powinien?
Zapraszam na rozmowę z autorką!

Marta Matyszczak notka biograficzna:
Chorzowianka z urodzenia, dziennikarka z wykształcenia, pasjonatka kryminałów z wyboru. Autorka dwóch komediowych serii: KRYMINAŁ POD PSEM i KRYMINAŁ Z PAZUREM. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej. Pisze scenariusze kryminalnych fars teatralnych. Kocha zwierzęta i podróże, szczególnie tropem powieściowych bohaterów.


Kryminał na talerzu: Kilka dni temu świętowaliśmy premierę nowego tomu Kryminałów pod psem pt. „Cieszyn prowadzi śledztwo”. To już jedenasty tom serii! Jak się Pani z tym czuje? To już bardzo pokaźna ilość książek! Czy pisząc kolejne tomy nadal bawi się Pani tak dobrze jak na początku?

Marta Matyszczak: Nie wiem, czy to aż tak bardzo pokaźna liczba, zważywszy na czas, w którym powstały. Wydaję dwie książki rocznie od siedmiu lat, zatem w 2023 będzie ich czternaście. Co więcej, nie zamierzam przestać! Bo, tak jak Pani zauważyła, świetnie się przy pisaniu bawię. A co ważniejsze – przy czytaniu bawią się moi czytelnicy. Często dostaję od nich wiadomości, w których opowiadają, jak „Kryminały pod psem” czy „Kryminały z pazurem” pozwoliły im przetrwać ciężkie chwile w życiu, chorobę, pobyt w szpitalu. Jak poprawiły im humor. I to jest dla mnie największy komplement.


Z pewnością dobrą chwilą oddechu od przygód Solańskich jest seria Kryminałów z pazurem, którą rozpoczęła Pani w 2021 roku. Czy pozwoliło to Pani podejść ze świeżym spojrzeniem do serii Kryminałów pod psem, czy widzi Pani teraz jakąś zmianę w swoim podejściu do tego cyklu?

Pisząc serię poświęconą weterynarce Rozalii Ginter i jej charakternej kotce imieniem Burbur raczej nie oddycham z ulgą na tę przerwę od Solańskich i Gucia, tylko za nimi tęsknię. A gdy wracam do pisania o Szymonie i Róży, to tak, jakbym spotykała się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. I odwrotnie – to samo dotyczy Ginterów. Choć „Kryminałów pod psem” – jak Pani zauważyła – jest jedenaście, to każdy z nich jest w pewien sposób inny – bohaterowie odwiedzają różne miejsca, wprowadzam wątki z przeszłości, opisując za każdym razem inne lata, stosuję różnorakie triki fabularne – na przykład w powieści „Cieszyn prowadzi śledztwo” pojawia się wątek, w którym przemawia... miasto – równoprawny bohater tej książki. Mam to wszystko dokładnie przemyślane – tak, by zaciekawić czytelnika, ale i siebie samą podczas pracy.


Zgodnie z rozkładem planów wydawniczych, o jakich mówiła nam Pani w poprzednich wywiadach, jeszcze w tym roku możemy spodziewać się nowego tomu serii Kryminałów z pazurem. Może nam Pani coś zdradzić w tym temacie, kiedy i czego możemy się spodziewać?

Trzeci tom cyklu „Kryminał z pazurem” pojawi się naprawdę już niedługo, bo jeszcze przed wakacjami. Będzie oczywiście osadzony na Mazurach, nad najbardziej popularną wśród kajakarzy rzeką. Rozalia i Paweł Ginterowie wraz z przyległościami udają się na wakacje. Ale zamiast wypoczynku czeka tam na ich iście kryminalna sprawa. A i osobiste losy Rozalii skomplikują się jeszcze bardziej. Wszystko to zanotuje pewna znana pamiętnikarka imieniem Burbur.


Ale wróćmy do głównego tematu wywiadu, czyli „Cieszyna prowadzącego śledztwo”. Jak w każdym poprzednim tomie, tak i w tym znalazła Pani miejsce na wprowadzenie w fabułę czegoś nowego. Tym razem jest to Cieszyn jako postać. Skąd pomysł na taki zabieg?

Chciałam, by w tym tomie miasto rzeczywiście stało się równoprawnym bohaterem powieści, by było takim wszechwiedzącym narratorem, który ma dostęp do każdego zakamarka powieściowego planu, ale i do postaci, które podgląda i relacjonuje czytelnikowi to, co widzi. Dodaje też komentarze z własną opinią na temat powieściowych wydarzeń. W ten sposób Cieszyn w pewien sposób ożył. Jest to też kolejny element odróżniający nowy tom od poprzednich.


Czy wcześniej odwiedzała Pani Cieszyn czy dopiero przy pomyśle na tę historię zdecydowała się Pani na wizytę? Nie ukrywam, że zachwyciło mnie to, jak dokładnie oddała Pani to miasto w swojej powieści!

W Cieszynie bywałam wielokrotnie na takich jednodniowych wypadach, odwiedzałam również tamtejszą bibliotekę. Byłam też w czasach studenckich na festiwalu Era Nowe Horyzonty, który właśnie tam się odbywał, zanim nie przeniesiono go do Wrocławia. Wraz z koleżanką spałyśmy na karimatach w sali gimnastycznej cieszyńskiej podstawówki, przechodziłyśmy przez granicę, by dostać się do kina – co było dla nas niezwykle ekscytujące – i chłonęłyśmy atmosferę miasta. A rok temu w kwietniu wybraliśmy się z mężem na research do powieści. Zamieszkaliśmy w Czeskim Cieszynie w hotelu, w którym do pokoju wchodziło się przez... toaletę. Wspaniała ciekawostka do wykorzystania w powieści kryminalnej! Zdeptaliśmy oba miasta wzdłuż i wszerz, obfotografowaliśmy je z laboratoryjną wręcz dokładnością, no i zachwycaliśmy się kwitnącymi na potęgę magnoliami, których w obu Cieszynach jest mnóstwo! Oczywiście nie mogło też zabraknąć dokumentacji kryminalnej i namierzenia tak czeskiej, jaki polskiej komendy policji. Cieszyn to naprawdę ciekawe miasto i z przyjemnością do niego wracam.


Pierwsi czytelnicy zwracają też uwagę na dualizm w powieści – dwa Cieszyny, dwie burmistrzynie, dwóch śledczych, którzy czasami znajdują odbicie w dwójce naszych głównych bohaterów serii. To musi być zabieg zamierzony, ale czy z premedytacją stosowany już od początku pomysłu na tę opowieść?

Nie tylko musi być, ale jest. Nie piszę moich powieści od przypadku do przypadku. Zanim zasiądę nad klawiaturą, obmyślam tekst od pierwszego zdania do ostatniej kropki. Dotyczy to również występujących w nich postaci i relacji między nimi. W „Cieszynie...” zrezygnowałam z kilkorga znanych już czytelnikom drugoplanowych bohaterów pojawiających się w „Kryminałach pod psem”, żeby zostawić miejsce dla Liduški i Lucjana, czyli czeskiej policjantki i polskiego stróża prawa, których historia odgrywa ważną rolę w powieści. Bardzo polubiłam niezależną, mającą gdzieś, co pomyślą sobie o niej inni Liduškę!


W książce często pojawiają się zwroty po czesku, często też stosuje Pani grę słowną polegającą na zbliżonym wydźwięku słów czeskich i polskich, które jednak w istocie mają inne niż można by przypuszczać znaczenie. Jak dokładnie musiała Pani poznać język czeski, by zastosować taki zabieg? W poprzednich tomach przede wszystkim pojawiała się gwara śląska, co ze względu na Pani miejsce zamieszkania raczej trudności przy pisaniu nie sprawiało, ale teraz chyba było inaczej?

Język śląski rzeczywiście jest mi bliższy. Natomiast tu bardzo chciałam uniknąć głupich dowcipów słownych polsko-czeskich w stylu: „Jak jest po czesku zaczarowany flet”? Odpowiedzi nawet nie będę przytaczać, ale być może czytelnicy pamiętają, tak jak ja, z dzieciństwa takie językowe durnotki. W pracy nad warstwą językową powieści pomogła mi książka „Nowy Kapoan. Strzel i traf do czesko-polskich językowych gaf” pani Zofii Tarajło-Lipowskiej opublikowana przez Wydawnictwo Afera. A także spacer brzegami Olzy – po czeskiej stronie można się natknąć na dwa słupy, na których wypisano podobne do siebie zbitki językowe. Założyłam osobny zeszyt, w którym rozpisałam sobie szereg wyrażeń w obu językach, a potem dopasowywałam je do poszczególnych sytuacji w książce. Świetnie się przy tym bawiłam! 


Każdy rozdział tego tomu rozpoczyna cytat w jakiś sposób powiązany z Czechami. Długo zbierała Pani te cytaty? Nie ukrywam, że z przyjemnością odkrywałam w przypisach książki Wydawnictwa Afera, które krzewi na naszym rynku literaturę czeską. 

Niezbyt długo. Wystarczyło, że podeszłam do swojego regału i ściągnęłam z niego wszystko to, co miałam na półce z literaturą czeską. A potem zagłębiłam się w książki – między innymi Wydawnictwo Afera, które bardzo cenię – przypominając sobie te wszystkie znakomite lektury i wynajdując fragmenty, które mogłabym wykorzystać w powieści. Choć tytuł pierwszego rozdziału jest bardziej muzyczny, niż literacki i pasował idealnie do sceny, w której Szymon Solański jedzie swoją skodą do Cieszyna. A przekonałam się o tym, tłumacząc sobie piosenkę o Jožinie z bažin... 


Czy ścieżka dźwiękowa jaka towarzyszyła powstaniu tej powieści to zespół HEY? Podczas lektury natrafiłam na wiele nawiązań do ich utworów!

Piszę w absolutnej ciszy, więc nawet Hey nie byłby mile widziany jako akustyczne tło do mojej pracy. Natomiast te wszystkie fragmenty różnych piosenek czy też tekstów z filmów, które wkładam w usta moich bohaterów czy też narratora, siedzą gdzieś z tyłu mojej głowy, wmontowane tam na stałe. I kiedy zaczynam pracę nad tekstem, dzieje się pewnego rodzaju twórcza magia – te urywki same do mnie przychodzą w odpowiednim momencie, skojarzenia pukają do drzwi i proszą, by je wykorzystać. A dla czytelników – o czym mnie potem informują – to jest dodatkowa atrakcja, by te nawiązania odnajdywać.


Nie mogłam też nie zwrócić uwagi na kontekst kulinarny tej powieści – jak wiadomo, dobre jedzenie to moja równie wielka pasja co książki. Tu co chwilę coś przewija się w tej tematyce, a jednak bohaterowie w sumie (przez naciski Szymona!) jedzą ciągle to samo. Czy faktycznie smażony ser z frytkami to najpopularniejsze czeskie danie? I jaka jest Pani ulubiona potrawa z tego rejonu?

Jak wiadomo, syr i hranolki, wcale nie są ulubionym daniem Czechów, są za to moim, gdy tylko zapuszczam się w rejony naszych południowych sąsiadów, dlatego też i Solański otrzymał takie upodobania kulinarne. Czesi raczej preferują mięsne dania, a ja jestem wegetarianką, więc nie dla mnie knedliki z gulaszem. Za to dobrym czeskim piwem nie pogardzę – kufelek znalazł się nawet na okładce powieści. Upór Solańskiego do jedzenia smażonego sera jest dowcipem. Róża pod tym względem ma już go lekko dosyć... Za to oboje gustują w słodkościach serwowanych w przepięknej księgarnio-kawiarni Kornel i Przyjaciele w polskim Cieszynie. Ja również polecam zarówno tamtejszy jadłospis, jak i samo pełne książek, klimatyczne miejsce.


A jak już jesteśmy przy przyjemnościach i jedzeniu, to pozwolę sobie jeszcze zapytać o fabrykę cukierków Szymonków, która odgrywa w pewnym momencie znaczącą rolę w tej historii. Czytając ją myślałam, że jest to nawiązanie do Michałków, ale przeszukując internetową wyszukiwarkę znalazłam informację, że w Cieszynie mieści się fabryka wafelków. Jak to więc jest z tą fabryką cukierków powieściowych, jest jakiś pierwowzór? A może z Szymonkami to inna historia? 😊

Michałki powstawały rzut beretem ode mnie, czyli w Siemianowicach Śląskich. W Cieszynie zaś są zakłady Olza produkujące Prince Polo. Nie chciałam jednak wykorzystywać tej firmy wprost, więc wymyśliłam szymonki. A z wafelkami to jest osobna historia – nastąpiła wymiana handlowa między Polską a Islandią. My wysłaliśmy im wódkę i wafelki, a oni nam śledzie. Stąd Prince Polo zawędrowało na Islandię, a w Cieszynie pojawiły się słynne weki (kanapki) ze śledziem, którymi moi bohaterowie także się pożywiają.


A Habsburg? To właśnie Habsburg o imieniu Gustaw (imiennik Gucia!) pada martwy na moście granicznym i jest nazwany bardzo zabawnie transgranicznym trupem. Skąd Habsburg w tej historii?

Stąd, że Cieszyn przez stulecia był pod panowaniem dynastii Habsburgów. Wpadłam więc na pomysł, by do powieści wprowadzić ich całkiem współczesnego potomka. Długo jednak nie poszalał, biedny Gustaw, ponieważ od razu padł trupem. O historii  cieszyńskich Habsburgów, jak i Piastów można poczytać, odwiedzając Wieżę Piastowską na Wzgórzu Zamkowym w Cieszynie. 


Po raz kolejny wystawiłam Panią na ostrzał pytań, ale obiecuję, że już kończymy 😉 Zatem na koniec: jakie miejsce w Cieszynie szczególnie nam Pani poleca?

Księgarnio-kawiarnię Kornel i Przyjaciele! Jeśli kochacie książki, możecie w tamtejszych zakamarkach zagubić się już na zawsze. A i wizyta w toalecie przynosi elementy komediowe... 


I co dalej z naszą ulubioną paczką Różą, Szymonem i Guciem? 

Podpowiedź co do dalszych ich losów, jak zawsze, można znaleźć pod koniec powieści „Cieszyn prowadzi śledztwo”. Będzie się działo! 


Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 04, 2025

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki serii Kryminałów z Pazurem - rozmowa VI, edycja: pytania czytelników

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki serii Kryminałów z Pazurem - rozmowa VI, edycja: pytania czytelników
Książki Marty Matyszczak mam ogromną przyjemność promować już od dobrych kilku lat, więc sama miałam co najmniej kilka okazji, by z autorką o jej twórczości porozmawiać. Dlatego przy najnowszej książce, czwartym tomie serii Kryminałów z Pazurem pt. "Świadek śmierci nad Śniardwami" zdecydowałyśmy się na coś innego - głos oddałyśmy Wam, czytelnikom i odbiorcom tego bloga (sprawdź szczegóły - klik!)! Dzisiaj zatem zapraszam Was na wywiad z Martą Matyszczak, w którym w formie mieszanej - pisanej i mówionej - autorka odpowiada na Wasze pytania, choć i sama też nie mogłam się powstrzymać, by nie dorzucić kilka tematów od siebie... 😉

W dzisiejszej rozmowie dowiecie się między innymi: kiedy Marta Matyszczak wpadła na pomysł, by tom czwarty serii Kryminałów z Pazurem rozgrywał się właśnie w Trzonkach i jak pora roku wpływa na charakter powieści, co zawsze przyda się do prozy, czy historia czasem wymyka się temu, co z góry ma zaplanowane , jakie miejsce do pisania poleca każdemu pisarzowi i co wydarzy się w roku 2026?

Serdecznie zapraszam do lektury wywiadu!

Fot. Luiza Różycka
Marta Matyszczak notka biograficzna:
Pisarka, politolożka i dziennikarka. Autorka dwóch cykli komedii kryminalnych: Kryminał pod Psem i Kryminał z Pazurem, a także serii cosy crime Zbrodnie na Podsłuchu. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej.

Kryminał na talerzu: Od wydania poprzedniego tomu Kryminału z Pazurem minęły dwa lata – to również dla Ciebie chyba największa przerwa od serii w karierze, pomiędzy tomem trzecim a czwartym zakończyłaś Kryminał pod Psem i napisałaś aż dwa tomy cyklu nowego: Zbrodnie na Podsłuchu. Czy wracając do Kryminału z Pazurem odczułaś, że coś jest inaczej, było Ci trudniej, a może łatwiej powrócić do tego powieściowego świata Burburki i Ginterów?


Kryminał na talerzu: Na tylnej okładce „Świadka śmierci nad Śniardwami” dostajemy zapowiedź, że jest to wielkie spotkanie bohaterów dwóch Twoich serii: Kryminału z Pazurem i Kryminału pod Psem. Czy planowałaś to od początku, kiedy myślałaś właśnie o tym czwartym tomie Kryminału z Pazurem? I jakie emocje towarzyszyły Tobie, twórczyni tych postaci, kiedy w końcu nastąpiło te wiekopomne poznanie?



Lucyna Kmiecik: Słynie Pani z nieszablonowego łączenia intryg kryminalnych z humorem. Czy zatem trudno jest Pani zachować równowagę między tymi dwoma aspektami pani książek i jak to wpływa na Pani poczucie humoru w codziennym życiu? 🙂



Magdalena Kmiecik: Czy pisząc o śmierci z przymrużeniem oka inaczej patrzy się na własne życie?



w_biblioteczce_renaty: Gdyby w przyszłym życiu mogłaby Pani być zwierzęciem to kim najchętniej: Burburem czy Guciem?



book.czystakartka.czyta: Co zainspirowało Panią do osadzenia akcji „Świadka śmierci nad Śniardwami” właśnie w tym malowniczym, a zarazem tajemniczym miejscu, i jak wpływa ono na atmosferę całej historii?

Marta Matyszczak: Podczas researchu do poprzedniego tomu „Kryminałów z pazurem”, czyli „Krwawej kąpieli nad Krutynią”, na Mazurach zamieszkałam w Trzonkach w pensjonacie utworzonym w dawnym pruskim dworcu kolejowym. Gdy zobaczyłam to miejsce i posłuchałam historii o nim opowiadanych przez właścicielkę, od razu uznałam, że muszę je wykorzystać w przyszłości. Także w trakcie tamtego pobytu trafiłam na hotel Wiatrak nad Śniardwami – w jego pobliżu w książce dochodzi do morderstwa. Ten oryginalny budynek urzekł mnie swoim kształtem – przypominał mi dom Muminków. Miejsca, które wybieram do swoich powieści, silnie wypływają na mnie swoją atmosferą, a ja staram się ją oddawać w książkach. W przypadku „Świadka śmierci nad Śniardwami” do tego klimatu dokłada jeszcze pora roku, czyli wyjątkowo ohydny listopad. Jest zatem mrocznie i kryminalnie.


Kuba Barański: Jakie są Pani ulubione miejsca nad jeziorem Śniardwy i czy mają one dla Pani szczególne znaczenie?

MM: Lubię na przykład Niedźwiedzi Róg – niewielką wieś na południowym wybrzeżu Śniardw. Widać stamtąd wyspę Czarci Ostrów, sama miejscowość jest klimatyczna, typowo letniskowa. A do tego znajduje się tam także port jachtowy, gdzie można pójść coś zjeść, posiedzieć i popodsłuchiwać rozmowy żeglarzy. A te zawsze przydadzą się do prozy!


ilonamikulska.im: Czy odwiedziła Pani wszystkie miejsca, w których dzieją się akcje z Pani książek?

MM: Oczywiście. Research dla mnie bardzo ważny. Zawsze, zanim zacznę pisać powieść, jadę w miejsce, w którym ma być osadzona jej akcja. Chodzę uliczkami, zaglądam do zaułków, robię zdjęcia. Kupuję też i czytam mnóstwo książek na temat danego miejsca. Ten wyjazdowy research jest momentem pracy nad książką, który bardzo lubię. No i dzięki serii „Kryminał z pazurem” często bywam na Mazurach, także to też przyjemność. 


Karolina Zawierucha: Czy kiedykolwiek rozwiązała Pani jakąś własną zagadkę życiową dzięki pisaniu fikcyjnych zbrodni?

MM: Życie pisarki nie jest tak emocjonujące i pełne zwrotów akcji jak fabuła powieści. To w  głowie najwięcej się dzieje i to tam trzeba układać te kryminalne puzzle, by przedstawić czytelnikom jak najbardziej zaskakującą zagadkę. To działa raczej w drugą stronę. To nie powieści ingerują w moje życie, tylko życie inspiruje do pisania.


agnieszka_ines83: A ja jestem ciekawa, czy jak już narodzi się pomysł w Pani głowie na książkę, to czy wie Pani od razu jak zakończy się dana historia, czy podczas pisania często następuje zmiana fabuły, dochodzą nowe wątki i czy zdążyło się Pani samej być zaskoczoną tym, jak dana historia się potoczyła, ewentualnie że nastąpiły podczas pisania jakieś duże zmiany? ☺️

MM: Zawsze mam dokładnie rozpisany plan pisanej powieści, jednak i tak zawsze w trakcie pracy nad nią coś się zmienia. Zostawiam sobie miejsce na takie pisarskie flow, by wyobraźnia mogła się wyszaleć. Jednak struktura jest i daje mi podporę. Ale bywało i tak, że zmieniałam obmyślane wcześniej zakończenie. No i też bohaterowie żyją swoim własnym życiem i mnie czasem pozostaje tylko zapisywać te ich poczynania.


Agata Borek Bem: Co pomaga Pani w tworzeniu nowych dzieł, kiedy ma Pani największy "przypływ" twórczości? Czy jest to cisza, spokój, natura? Czy może środek miasta i zgiełk albo coś jeszcze innego?

MM: Najchętniej pracuję w ciszy i spokoju. I gdy nie mam żadnych obowiązków domowych, które skutecznie wytrącają mnie z dobrej pisarskiej passy. To też jest przekleństwo wolnego zawodu – nikt nie siedzi ci nad głową, więc teoretycznie możesz dysponować swoim czasem wedle własnego uznania. Nie ma więc problemu, żebyś poszła na zakupy, ugotowała obiad, przeczytała tę powieść, która ci się tak podoba... A potem zbliża się deadline i czar pryska, trzeba się ostro wziąć do roboty. Dlatego ostatnio wspaniale mi się pracowało na wyjeździe do domu pracy twórczej. Całymi dniami pisałam, a moim jedynym obowiązkiem poza tym było stawienie się na posiłkach, które podawano mi pod nos. Polecam takie rozwiązanie każdemu pisarzowi.


Aniacbb: Plusy i minusy pracy pisarza?

MM: Minusy to niestabilność finansowa – nigdy nie wiesz, ile danego miesiąca zarobisz, brak jasnych reguł kierujących rynkiem, fakt, że w całej tej machinie wydawniczej pisarz w zasadzie jest na ostatnim miejscu – wystarczy spojrzeć na wykresy pokazujące, ile procent z ceny okładkowej książki zarabia każdy z podmiotów w jej powstanie zaangażowanych, czyli także wydawca, dystrybutor, księgarnie itd. Otóż pisarz dostaje z tego tortu najmniej. Co jest sytuacją kuriozalną, bo gdyby nie praca pisarza wszyscy ci pozostali ludzie nie mieliby pracy w ogóle. Mimo tych minusów dla mnie jest to najlepsza praca na świecie i bym jej nie zamieniła na żadną inną. Daje wolność – twórczą i życiową. Plusem pisania jest samo pisanie. Ale też wymyślanie tych historii, poznawanie świata, poznawanie ludzi – spotkania z cudownymi czytelnikami. 


Kryminał na talerzu: Aktualnie otwarte masz dwie serie kryminalne – zamierzasz na nich się teraz skupić czy może jeszcze coś nowego krąży Ci po głowie?

MM: W tej chwili mogę tylko powiedzieć tyle, że mam dla moich czytelniczek i czytelników kilka niespodzianek na przyszły rok. Będą Państwo zadowoleni. ;)


Kryminał na talerzu: A na koniec porozmawiajmy z Martą Matyszczak jako czytelniczką, bo i przecież tym się zajmujesz jako prowadząca portal Kawiarenka Kryminalna. Jakieś ciekawe literackie odkrycia ostatnich miesięcy? Co zaskoczyło Cię w nowościach tego roku?

MM: Właśnie przeczytałam „The Hallmarked Man”, czyli ósmy tom przygód Cormorana Strike'a i Robin Ellacott, który u nas ukaże się pewnie pod koniec roku. I to była najbardziej wyczekiwana przeze mnie kryminalna premiera tego roku. Jak zwykle przy Robercie Galbraitcie nie zawiodłam się. Też po angielsku – bo polski wydawca się obija – czytam serię powieści szpiegowskich Micka Herrona o Kulawych koniach”, czyli jednostce MI5 dla takich wyrzutków, którzy wylecieli z kwatery głównej za jakieś przewinienia. Mam już w rękach najnowszy tom „Clown Town” i czekam na nowy sezon serialu na postawie tych książek ze znakomitym Garrym Oldmanem w roli Jacksona Lamba. 


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!


We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!