maja 08, 2025

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Adwokat diabła" Steve Cavanagh

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Adwokat diabła" Steve Cavanagh

Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Adwokat diabła
Cykl: Eddie Flynn, tom 6
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Data premiery: 10.04.2024
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 512
Gatunek: thriller prawniczy
 
Steve Cavanagh to autor powieści kryminalnych, z którym najpopularniejsza jest seria thrillerów prawniczych z Eddiem Flynnem. Co ciekawe, Eddie to nowojorski prawnik, który dzieli z autorem zawód, ale nie miejsce zamieszkania - Cavanagh to Irlandczyk. I choć nie mam pojęcia skąd u niego taka znajomość nie tylko prawnych norm, ale i zwyczajnej amerykańskiej codzienności, to przyznaję, że wychodzi mu to doskonale! Gdybym nie wiedziała od początku, że to Irlandczyk, nigdy bym się tego po jego książkach nie domyśliła.
Steve Cavanagh przez dobrych kilka lat pracował w zawodzie prawnika, odnosił na tym polu spore sukcesy, ostatecznie jednak zdecydował, że to ten świat literacki bardziej go pociąga - teraz już to tworzeniu i opowiadaniu o książkach w pełni się oddaje.
 
Nowy Jork. Eddie w końcu doczekał się prężnie działającej kancelarii prawnej - współpracuje z prawniczką Kate, wspomaga ich były sędzia Harry i śledcza Bloch. W chwili sporego zamieszania odwiedza go dawny znajomy - agent Berlin, który pracuje dla jakiejś tajnej agencji, nigdy jednak nie zdradził jakiej. Teraz przychodzi do Eddiego z bardzo kłopotliwą sprawą - w pewnym miasteczku w południowych Stanach, dokładnie w Alabamie, działa pewien prokurator, który ma podejrzanie dużo wyroków kar śmierci na koncie. Teraz znowu kogoś oskarżył - to młody czarny chłopak podejrzany o zabicie młodej białej dziewczyny, choć jego wina zdaje się bardzo wątpliwa. Jego prawnik rozpłynął się w powietrzu, Berlin prosi więc Eddiego, by ten zastąpił zaginionego. Od początku jasne jest, że sprawa będzie niebezpieczna, kto jednak byłby w stanie stanąć w szranki z morderczym prokuratorem jak nie Eddie?
 
Książka rozpisana jest na dwa rozdziały, które są prologiem powieści i 77 rozdziałów numerowanych, właściwych, których akcja toczy się kilka miesięcy po morderstwie. Rozdziały podzielone są na dni, od pierwszego do siódmego, choć sama akcja toczy o jeden bądź dwa dni dłużej. Przy każdym rozdziale określona jest również postać, z perspektywy której akcja jest przedstawiona, jednak to ciągle tylko Eddie wypowiada się w pierwszej osobie czasu przeszłego, pozostali, a tym razem jest ich kilku, w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Poza rozszerzeniem perspektywy tom ten różni się od pozostałych również tym, że już na wstępie przytoczona zostaje częściowo dokumentacji sprawy. Styl powieści jest płynny, codzienny, oddający charakter samego Eddiego, który jest bohaterem pozytywnym - momentami subtelnie ironicznym, ale to nadaje lekkości historii. Język użyty jest inteligentnie, oddaje dokładnie to, co dane sceny czy postacie mają wyrazić. Raczej nie ma w książce przekleństw, a dialogi postaci (nie tylko te na sali sądowej!) są napisane bardzo błyskotliwie. Czyta się to po prostu bardzo dobrze.
“Wszyscy jesteśmy ludźmi, drogi panie. Zwyczajnymi ludźmi, wszyscy. Nie ma lepszych ani gorszych kolorów skóry. Nasza córka została zamordowana i serdecznie nienawidzę zabójcy i każdego, kto go chroni, ale nie jesteśmy uprzedzeni. To był jeden człowiek…”
W tym tomie autor skupia się na szerszym gronie postaci, ale każda z nich jest dopracowana w stu procentach. Nie będę ukrywać - ekipę towarzyszącą Flynnowi pokochałam całym sercem! Kate jest cicha, ale dobra i inteligentna, Bloch to kobieta z tak zwanymi jajami - nosi wielki karabin, nikogo się nie boi, bo to jej się boją - oczywiście tylko ci, co mają.  Poprzez jej bezkompromisowość i wysokie, ale zasadne poczucie własnej wartości stała się moją ulubienicą!
“-Musisz uważać. To niebezpieczni faceci.
-Tego się nie boję (...).
-Dlaczego?
-Bo jestem niebezpieczną kobietą.”
Harry i Eddie dobrze się dogadują, to bohaterowie z krwi i kości, z dobrym kręgosłupem moralnym, dzięki któremu, kiedy mają do wyboru stanąć po właściwej stronie a schować głowę w piasek, nie wahają się ani moment, by wybrać to pierwsze. Autor ewidentnie też zdaje sobie sprawę z tego, że przywiązuje czytelników do tej ekipy, nasze emocje nieraz wystawia na próbę!
“Spokój odnajdywałem w drobiazgach. Jak teraz, kiedy patrzyłem na śmiejących się Kate i Harry’ego. Kate darzyła go wielkim uznaniem, on podziwiał jej siłę i inteligencję.”
Poza bardzo sympatycznymi, budzącymi pozytywne uczucia postaciami, autor równie doskonale oddaje kreacje negatywne. Tu króluje prokurator Korn, tytułowy adwokat diabła, człowiek bezwzględny i w swoim mroku skomplikowany… On morduje poprzez skazywanie ludzi na śmierci, jednak po miasteczko krąży też inny morderca, który życie odbiera własnymi rękami. To kreacje skomplikowane, wielopłaszczyznowe, autor obrazuje nimi bardzo różne odcienie zła – niektóre z nich można jeszcze naprostować, inne nie dają żadnych nadziei.
“Zastrzelenie czy zakłucie ofiary nożem nie było dla niego tym samym. Wydawało się zbyt zwierzęce. Korn zabijał, korzystając z prerogatyw swojego urzędu, używając intelektu i umiejętności.”
Od kilku tomów serii autor kieruje się mocniej w stronę wątków prawniczych, a odchodzi od wątków sensacyjnych. I tutaj jest podobnie, choć uwaga nie jest skierowana tylko na samą sprawę, do jakiej przygotowuje się Eddie ze swoimi współpracownikami. Tutaj ważne jest co poprzez tę sprawę oddaje, a tych tematów jest wiele. Przede wszystkim po raz kolejny pytamy o granice pomiędzy sprawiedliwością a prawem, jednak tutaj odbija się ona mocniej, gdyż jesteśmy w stanie, gdzie kara więzienia to nie kara najwyższa - w południowych Stanach najwyższa jest kara śmierci. Autor opisuje ten temat szeroko, podkreśla wagę odbierania w imię prawa życia innym osobom, podkreśla ciężar decyzji i omylność sądów. Bo co, kiedy stracony zostanie niewinny człowiek?
“Ludzie nie rozumieją, co to znaczy być młodym czarnym człowiekiem w Ameryce. Mam pięćdziesiąt siedem lat, Eddie. Myślałam, że moje dzieci będą miały w życiu łatwiej. Ale nie sądzę, by czarnym żyło się teraz lepiej, wręcz przeciwnie, jest jeszcze gorzej. Czy to coś dziwnego, że młody Afroamerykanin jest na tabletkach przeciwlękowych?”
To jednak nie jedyne wstrząsające zagadnienie. Kwestia rasizmu, uznawania innych kolorów skóry za lepsze od drugich, kwestia fanatyzmu i zarażanie nim innych podatnych na wpływy ludzi to kolejny temat, który bardzo mocno niepokoi, bardzo mocno uwiera. Popieranie swoich racji źle pojmowaną religią, znajomościami i wpływami, pieniędzmi, które mogą wiele to coś, co przekonuje wielu. Autor oddaje te zagadnienia bardzo precyzyjnie, bardzo brutalnie - przez szok zmusza nas do myślenia.
“Ludzie nie zaczynają ot tak nienawidzić się nawzajem. Tego się trzeba nauczyć. Od kogoś innego.”
A jednak są i zagadnienia nam bliższe. Sporo jest o nienawiści, o rozpaczy po stracie bliskich - czy to przez śmierć czy uwięzienie. Równocześnie obserwując grupkę naszym sympatycznych prawników, mamy ten pozytywny punkt odniesienia, coś, co rozjaśnia ten ponury, przytłaczający fabularny obraz - to postacie odważne na tyle, by stanąć po stronie tych, którzy zostali już przez społeczeństwo skazani, mimo tego, że mogą winy wcale nie ponosić. Ich wiara w dobro, ich walka z tym całym złem mocno podnosi na duchu.
“(...) ludzie, którzy cierpią, robią jedną z dwóch rzeczy. Albo chcą zadbać, żeby nikt inny nie przeżywał tak strasznego bólu, z jakim sami mają do czynienia, albo chcą, żeby wszyscy czuli to samo co oni. Dobrze wiesz, że tylko jednak z tych możliwości ma przyszłość. Jeżeli sprawiasz ból innym, na zawsze zostaniesz jego niewolnikiem.”
Intryga kryminalna wydaje się więc nie stać na pierwszym miejscu, choć nie ukrywam - autor prowadzi ją tak dobrze, tak bardzo gra na naszych emocjach, że znowu od książki nie mogłam się oderwać, wznosiłam modły nad kartami powieści, obgryzałam ze stresu paznokcie (w przenośni 😉) i zalewałam się łzami (dosłownie). Dobre, solidne twisty, zaskakujące zachowanie postaci i jak zawsze genialne debaty na sali sądowej to coś, co sprawia, że całą historię połyka się praktycznie na jeden raz. Autor doskonale gra napięciem, doskonale podsyca ciekawość czytelnika - mimo iż cała seria wzbudza mój zachwyt, to w tym tomie autor wspiął się na wyżyny swoich umiejętności. A zakończenie? Dobre, nieszablonowe.
“Czasem najlepszy sposób, by odeprzeć obciążające dowody, polega na tym, żeby w ogóle nie próbować ich odpierać.”
Na koniec wspomnę jeszcze o samym miejscu. O małym południowym amerykańskim miasteczku tak chętnym do podziałów rasowych. Nie wiem czy cały czas faktycznie tak to w Stanach wygląda, autor jednak zbudował w tej powieści specyficzny klimat małomiasteczkowości. Społeczeństwo trzyma się razem, rządzone przez ludzi u władzy -szeryfa, pastora czy innego przywódcy. Pachnie grillem i gorącym powietrzem, zagęszczonym dzwiękiem cykad. Kiedy zapada zmrok robi się groźnie, nie wiadomo kto tak naprawdę czai się w ciemności… Obraz jest spójny z tym, co znamy z innych książek i filmów, a równocześnie bardzo klimatyczny, dodający lekturze smaczków.
“Takie amerykańskie miasteczka jak to miały swoje drugie oblicze. Mroczne, przesiąknięte krwawą historią i nienawiścią.”
W tym tytule same książki też odgrywają swoją rolę. Wydaje się, że autor nawiązuje do klasyków literatury, do “Myszy i ludzie”, do Zabić drozda”, które nawet w powieści wymienione i czytane jest przez jednego z bohaterów.
“Ludzie, którzy czytają, są zdolni do empatii.”
“Adwokat diabła” to piekielnie absorbująca lektura. Intryga wciąga od początku, kreacje postaci wzbudzają podziw niezależnie od tego, czy stoją po negatywnej czy pozytywnej stronie fabularnej. Cavanagh dobrze oddaje charaktery psychopatów, zrobił to w “Trzynaście” i robi to teraz, teraz jednak punktów skupienia ma więcej. A choć wydawałoby się, że to uwagę rozproszy, to dzieje się wprost przeciwnie - książka na tym zyskuje, otwiera nowe tematy do refleksji. Bardzo mi się podoba to, że tak wiele autor w tym tomie chce przekazać, zwrócić uwagę na realne problemy, które może choć na południu Stanów są faktycznie widoczne, tak naprawdę możliwe są w każdym zakątku świata. Fanatyzm, problem posiadania broni, temat kary śmierci to przecież zagadnienia, które i do nas docierają, nad którymi też sami się zastanawiamy. Nie brakuje też tematów bardziej uniwersalnych -miłość, nienawiść, rozpacz, która popycha do tragicznych czynów… Niesamowita lektura, zdecydowanie najlepsza z wszystkich sześciu tomów serii, choć po „Trzynaście” myślałam, że już żaden z tomów już go nie przeskoczy. A jednak! Obowiązkowa lektura dla fanów błyskotliwych thrillerów prawniczych i powieści, które każą czytelnikowi poświęcić kilka dobrych chwil na zastanowienie się nad własnymi przekonaniami, wyznawanymi wartościami.
“(...) niektóre sprawy wbijają ci się w duszę jak drzazgi i już tam zostają.”
Moja ocena: 9/10
 

Recenzja powstała w ramach #eddieflynnmaraton we współpracy z Wydawnictwem Albatros.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 06, 2025

"Szanta" Wojciech Wójcik

"Szanta" Wojciech Wójcik
Autor: Wojciech Wójcik
Tytuł: Szanta
Data premiery: 29.04.2025
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 560
Gatunek: kryminał
 
Wojciech Wójcik to polski autor kryminalny, który wydaje się trzymać nieco w cieniu - długo nie pojawiał się w mediach społecznościowych, jego książki też nigdy nie wyskakują w sieci z tak zwanej lodówki. A jednak już od dziewięciu lat istnieje i publikuje na polskim rynku, tworzy powieści liczące pokaźną liczbę stron, z dobrym, najczęściej małomiasteczkowym klimatem i dopracowaną historią kryminalną. Solidny autor małomiasteczkowych opowieści!
“Szanta” to jego najnowsza, szesnasta już powieść, w której sprawnie rysuje swoją miłość do Mazur, a dokładnie do okolic jeziora Bełdany. Sam zna to miejsce od dawna, to właśnie w tych okolicach będąc jeszcze w liceum zaliczył swój żeglarski debiut. Od tego czasu lubi tam wracać…
 
Kwiecień rok 2024, miasteczko Ruciane-Nida, spora posiadłość położona tuż przy jeziorze Bełdany. Jeszcze sześć tygodni temu mieszkał tam stary profesor historii sztuki Sylwester Preuss, który znany był w okolicy z tego, że nieustannie oddawał się swojej pasji - malarstwu. Ostatnio jednak wiek dawał już mu w kość.. W końcu zszedł do piwnicy i odebrał sobie życie. Wcześniej zadbał o sprawy majątkowe, ofiarował całą swoją posiadłość wraz ze zbiorami gminie w celu otworzenia w tym miejscu Mazurskiego Muzeum Turystyki i Żeglarstwa Śródlądowego. Właśnie teraz cztery kobiety przygotowują się od jego otwarcia, kiedy jedna z nich, kierowniczka Malwina znika. W dość dziwnym momencie, bo tego samego ranka, kiedy zjawia się u nich dziennikarka mająca napisać o ich muzeum artykuł - co prawda do studenckiej gazetki, ale to zawsze darmowy rozgłos.
Niedługo później na dziennikarkę w lesie natyka się mąż leśniczki, Hubert Lange, były policjant, który teraz spędza dnie wyręczając żonę w obowiązkach i polując na kłusowników i nielegalne wywozy śmierci… On bierze ją za kłusownika, ona go za gwałciciela… Znajomość jednak zostaje zadzierzgnięta, więc kiedy Helena prosi go o pomoc w upewnieniu się, czy śmierć Preussa na pewno była samobójcza, mężczyzna na to przystaje. Tak naprawdę sam chce rozwiązać zagadkę znalezionego w lesie długiego, grubego, czarnego warkocza, który, jest przekonany, świadczy o tym, że doszło w okolicy do przestępstwa…
 
Książka rozpisana jest na 26 rozdziałów, które dzielone są na krótsze, kilkustronicowe scenki ułożone w narracji naprzemiennej. Rozdziały przypisane są do dni akcji, całość rozgrywa się od wtorku do poniedziałku, w tydzień, a coś na kształt epilogu osadzone jest na miesiąc później. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Jagodę zatrudnioną w muzeum oraz w trzeciej osobie czasu przeszłego przez Huberta. Narrator jednak w równiej mierze oddaje emocje obydwu postaci. Styl powieści jest codzienny, lekki, wyrazisty i dokładny w oddaniu tego, co otacza bohaterów - czujemy pod palcami mech, chłód zimnej wody czy skrzypienie desek pomostu. Autor stosuje też ciekawy zabieg, który pozwala mu uniknąć użycia przekleństw w powieści - w chwili, gdy postacie się do nich uciekają, zdania bywają urwane, a dalszy opis jasno określa, że język w tym momencie był niecenzuralny. Ogólnie słownictwo jest łagodne, odpowiednie do czytelników w każdym (oczywiście dorosłym!) wieku. Autor dba o korzystanie z feminatywów (i podkreśla je w rozmowach czy myślach postaci!), a oprócz kilku literówek, tekst książki wypada bardzo sprawnie.
“Opowieści marynarzy należy dzielić przez cztery. A marynarzy-barmanów dodatkowo jeszcze przez dwa.”
Jedynym z najważniejszych punktów powieści wydają się być jej postacie. Autor bardzo przyłożył się do ich życiorysów, sprawnie posługując się informacjami, by ciekawość czytelnika pobudzić. I tak narratorka Jagoda jest kobietą, której ciężko zagrzać gdzieś miejsce… pracowała w największych na świecie muzeach, ostatnim jej miejscem pracy był Luwr… dlatego więc zmieniła go na muzeum na Mazurach, które raczej nie stanie się atrakcją na miarę światową?
Drugi bohater, którego perspektywę w tej powieści poznajemy, też mocno frapuje. Hubert z jakichś powodów zrezygnował z pracy w stołecznej policji, choć charakteru detektywa przecież nie utracił. Zdaje się być mocno do żony przywiązany, która teraz mieszka u rodziców i przechodzi jakiś epizod - mówią, że depresyjny, jednak Hubert traktuje ją i jej rodziców z dziwną uległością… a równocześnie bardzo mocno angażuje się w prywatne śledztwo - dlaczego?
Poza nimi książka usiana jest równie ciekawymi postaciami. Już choćby dwie towarzyszące Jagodzie kobiety, też zasługują na uwagę. Emilia to młodziutka matka, sportsmenka, która w muzeum zatrudniła się dla tematyki żeglarstwa. Mira z kolei jest tam dla malarstwa, właśnie przeszła przez ciężki rozwód i zdaje się bardzo psychicznie chwiejna. Jest też mąż Emilii, lokalny psycholog, jak i Helena, dziennikarka, która wydaje się interesować czymś innym niż mówi… Każdy z nich na swój sposób uczestniczy w śledztwie, które w opowieść wplątuje kolejne osoby - Preussa, którego przeszłość próbują odkryć kobiety z muzeum zainspirowane przez jego obrazy, jak i Hubert z Heleną, który raczej szukają jego wrogów. A to prowadzi ich do starych legend… o człowieku ganiającym po lesie z siekierą czy o mężczyźnie, który był nazywany królem mazurskich jezior.
 
Każda postać, którą autor nam prezentuje skrywa w sobie jakieś mroczne sekrety. Ich zachowanie wydaje się błahe, ale jednak ma swoje uzasadnienie w tym, co sami kiedyś przeszli. O doświadczeniach niektórych dowiadujemy się szybko, na innych musimy poczekać, jednak każdy jeden ostatecznie okazuje się bardziej skomplikowanym, a nawet innym człowiekiem, niż wydawał się na pierwszy rzut oka. Czy to nie wyraźnie życiowa lekcja?
 
Zagadka kryminalna toczy się tempem spokojnym, oparta jest o historie przeszłości. Postacie szukają wskazówek, rozmawiają z mieszkańcami miasteczka, odnajdują stare dokumenty, zapisy, które wskazują im dalszą drogę. Cała intryga jest rozbudowana i toczy się dość nieszablonową drogą, a zakończenie pod względem emocjonalnym jest dość szokujące. Jak zawsze u tego autora, zagadka jest przemyślana, wielowątkowa i bardzo spójna.
 
Emocjonalne jest jednak nie tylko zakończenie, tak naprawdę całą książkę autor opiera na emocjach, które, kiedy przejmują władzę nad człowiekiem, mogą doprowadzić do groźnych konsekwencji. Autor opiera się o to, co w życiu jest podstawą - o miłość, o bliskość, ale i o jej brak. O niepewność, o brak zaufania i tęsknotę, która zapętla człowieka w jednym miejscu. Zdrady, zazdrość, zemsta, złość - dostajemy cały przegląd emocji, na które składa się życie. To równocześnie też przestroga przed tym, by emocjom nie ulegać, by reagować od razu, gdy widzi się, że z kimś dzieje się coś złego, a nie liczyć, że problem rozwiąże się sam.
 
Wszystko to rozgrywa się na tle małej miejscowości i w bliskości natury, która z jednej strony koi nerwy, z drugiej może być miejscem wielu niewykrytych zbrodni, w której kiełkują i zapuszczają korzenie złe emocje. Emocje, które podburzają ludzie - bo przecież w małym miasteczku wszystko powinno toczyć się po bożemu, a ludzkie grzechy są tępione przez hipokryckich bliźnich.
“Nauczka na przyszłość. Spieszmy się kochać naszych wrogów. Bo czasem odchodzą.”
Warto też wspomnieć, że autor świetnie wplata w opowieść wiele motywów tak charakterystycznych dla mazurskiej lokalności, między innymi pojawia się spory wątek dotyczący starowierców.
 
Stare lokalne legendy, skomplikowane historie ludzkie, schematy, stereotypy zderzone z tym, co jest po prostu człowiecze - coś takiego funduje nam Wojciech Wójcik w swojej “Szancie”. Nie jest to na pewno powieść bez wad, sama jakoś nie mogłam przekonać się do kreacji jej narratorów, trochę drażniły mnie powtórzenia niektórych faktów, jednak doceniam całą historię, jej wielowątkowość i mroczny, spokojny klimat, jak i to, że autor chce przekazać historią kryminalną dobre wartości - uwrażliwia na skomplikowanie drugiego człowieka, na jego ból, który czasami na pierwszy rzut oka jest niewidoczny, a który niewyłapany, jest w stanie doprowadzić wręcz do obłędu. Dba też o poprawne wzorce językowe, co i sama mocno cenię. “Szanta” to powieść dla czytelników lubiących spokojne, oparte o ludzi historie, małomiasteczkowe zagadki kryminalne.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 05, 2025

"Trzecia osoba" Anna Kańtoch

"Trzecia osoba" Anna Kańtoch

Autorka: Anna Kańtoch
Tytuł: Trzecia osoba
Data premiery: 23.04.2025
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 328
Gatunek: thriller kryminalny
 
Anna Kańtoch to polska autorka, która na rynku książki działa już od ponad dwudziestu lat! Zaczynała w 2004 od opowiadania w gatunku fantasy, niedługo później ukazała się jej pierwsza powieść gatunkowa. Przez następne lata powstawały i opowiadania, antologie i powieści, ciągle w rejonach fantastyki, od której autorka do teraz nie odeszła, choć wyraźniej zwróciła się w stronę kryminalną. W 2016 roku debiutowała w gatunku kryminału powieścią “Łaska”, już dwa lata później zdobyła Nagrodę Specjalną im. Janiny Paradowskiej (przyznawanej w ramach Nagród Wielkiego Kalibru). Teraz na koncie ma osiem powieści kryminalnych oraz Nagrodę Wielkiego Kalibru za jedną z nich (“Wiosna zaginionych” recenzja - klik!). “Trzecia osoba” to jej najnowszy tytuł w tym gatunku.
 
Mała wioska Radziechowy w Beskidach, marzec, czasy współczesne. Agata Dębska czuje się zaniepokojona - przed ich domem znowu stoi Marcin Breś, mężczyzna w okolicach 40-stki, który rok temu kupił nieopodal dom i od tego czasu raz po raz wystaje przed ich. Zachowanie jest dziwne, jednak w pewien sposób usprawiedliwione - niecałe 30 lat temu to on mieszkał w tym domu, co teraz oni. Z młodszą siostrą, bratem i rodzicami tworząc zgraną, szczęśliwą rodzinę. Do pewnego października, gdy rodzice w pobliskim lesie zaginęli, zostawiają rodzeństwo samych… Sprawa nigdy nie została wyjaśniona, choć nauczyli się z tym żyć, a wystawanie Marcina przed jego rodzinnym domem wydaje się jedynym odchyleniem od normy. To i tak niepokoi Agatę, która już jest zdenerwowana stanem ich 19-letniego syna Sławka. Chłopak nie dostał się na studia i od kilku miesięcy zdaje się pogrążać w depresji… Mimo wszystko ostatnio przejawia zainteresowanie zaginięciem sprzed lat, nawet podrzuca Marcinowi pod drzwi kartkę, która wydaje się nowym tropem w sprawie. Choć brzmi dziwnie. Kiedy Marcin chce się skonfrontować z chłopakiem, spróbować się dowiedzieć czy faktycznie udało mu się do czegoś dojść, okazuje się, że i Sławek zaginął… A Marcin był jednym z ostatnich ludzi, którzy mieli z nim styczność. Czy faktycznie mógł coś odkryć i dlatego zniknął? To pierwsze, co przychodzi Marcinowi na myśl, jednak policja twierdzi, że to z pewnością nastolatkowy wybryk… Ale co, jeśli to Marcin ma rację?
“Po tylu latach człowiek wciąż ma nadzieję (...).”
Książka rozpisana jest na trzy miesiące akcji i trzy osoby, trójkę rodzeństwa Bresiów: marzec poznajemy z perspektywy najstarszego z nich - Marcina, kwiecień z perspektywy Mileny, a maj Matiego. Każdy miesiąc opisany jest w kilku dniach, których daty są wyznacznikiem czegoś na kształt rozdziału. Historie jednego dnia dzielone są na krótsze scenki, pojedyncze fragmenty nie liczą więcej niż kilka stron - dzięki temu czyta się powieść wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy nie tylko wspomnianego rodzeństwa, ale i innych postaci - już na wstępie dostajemy relację z perspektywy rodziców Sławka, od czasu do czasu przewija się też perspektywa lokalnej policji. Styl powieści jest ciekawy, spokojny, skupiony na postaciach i ich życiu codziennym, a co ciekawe narrator nie przygląda im się cały czas - dostajemy raczej wycinki z życia, wybiórcze scenki i wspomnienia. Lektura daje wrażenie bardzo wyciszającej, choć przecież podszytej kryminalną grozą.
“Czasem sobie myślę, że to właśnie jest najgorsze w chorobach psychicznych: człowiek boi się widm istniejących tylko w jego głowie, a jednocześnie nie potrafi rozpoznać prawdziwego zagrożenia.”
W swojej opowieści autorka zdaje się skupiać na ludziach. Ludziach przez życie w jakiś sposób doświadczonych. Przede wszystkim tyczy się to rodzeństwa, które choć przeżyło te samo zdarzenie, to jednak poradziło sobie z nim całkowicie inaczej. Marcin nigdy nie stworzył stałego związku, jego praca to językowe tłumaczenia, a codzienność jest bardzo samotnicza, choć nie wydaje się samotna. Milena to kobieta mocno niezależna, która liczy tylko na siebie - jej problemy to jej sprawa, nie zdradza się z nimi nawet przed bratem, z którym wydaje się być bardzo blisko. Mati, czyli Mateusz, najmłodszy z nich, poszedł przez życie swoją drogą - nigdy nie zagrzał nigdzie miejsca, niespecjalnie utrzymuje stały kontakt… Każdemu z nich przyglądamy się po kolei, obserwujemy kim są, i jak sobie radzą w życiu. Czy udało im się zbudować normalne życie mimo tej niepewności co do losów rodziców? A może jednak cały czas to w nich siedzi, nie daje w jakiś sposób spokoju?
“- (...) w życiu nie widziałam tak beznadziejnych gliniarzy.
- A ilu widziałaś? - chciał zapytać, ale przytomnie ugryzł się w język.”
Jednak to nie jedyne postacie warte uwagi, choć reszta pozostaje w ich tle. Mamy tu rodzinę, która właśnie teraz przeżywa tragedię - rodziców Sławka, którzy martwią się o losy ich syna. Mamy jego starego kolegę, fana true crime, aspirującego do zostania sławnym twórcą podcastów, jak i młodego, ambitnego policjanta. Jest oczywiście Sławek, któremu przyglądamy się pośrednio, ale im więcej o nim się dowiadujemy, tym smutniejszy wyłania się obraz młodego człowieka coraz mocniej pogrążającego się w mrokach swojej psychiki… poprzez tę postać autorka mocno uwrażliwia na problemy psychiczne młodych ludzi.
“Ludzie zazwyczaj zakładają, że zaburzenia psychiczne są takie… zerojedynkowe. Albo jesteś normalny i myślisz jak normalny człowiek, albo świrujesz i wtedy wszystko, co robisz i mówisz, nie ma większego sensu. To nie do końca prawda. Jeśli choroba rozwija się wolno, człowiek przez długi czas może balansować na granicy.”
Tematów do refleksji książka przynosi sporo - poza problemami psychicznymi i sposobami na radzenie sobie z traumą z dzieciństwa, zastanawiamy się też nad funkcją pamięci, nad długoletnimi relacjami i zmianami, jakie w nich zachodzą. Oczywiście wszystko to spojone jest zagadką kryminalną, a raczej dwoma zagadkami zaginięć - rodziców Bresiów sprzed lat i Sławka z czasów aktualnych. Śledztwo w sprawie Sławka prowadzi policja, a rodzeństwo po kolei przygląda się i próbuje sobie przypomnieć, wygrzebać z pamięci coś, co teraz rzuci im inne światło na sprawę. Intryga budowana jest spokojnie, rozważnie, to raczej tło i pretekst dla historii niż pierwszoplanowy motyw. Zbudowana jest z wyczuciem, z odpowiednim klimatem, solidnie ciekawi, a ostatecznie i też całkiem nieźle zaskakuje. Co znowu wzbudza kolejne refleksje, o tym jednak już wspominać nie będę, by nikogo nie naprowadzić na rozwiązanie.
 
Wspomniałam o klimacie, bo i ten element odgrywa w powieści ważną rolę. Mamy małą górską wioskę, która znana jest dlatego, że prowadzi przez nią tak zwana Golgota Beskidów, czyli szlak drogi krzyżowej. Góry, mała miejscowość, w której potencjalnie wszyscy się znają, a w której w kluczowych momentach nikt nic nie widzi. Dzieci biegające po ulicy, tuż obok głębokie, pełne rozkwitającej właśnie przyrody lasy. Czuć ten spokój, tę bliskość natury, tę nieustępliwość przyrody i jej długowieczność w porównaniu do życia człowieka.
“Życie w jego pojęciu było cudownym darem i nigdy, nawet w najgorszych chwilach nie wyobrażał sobie, że mógłby pragnąć śmierci.”
“Trzecią osobą” Anna Kańtoch prezentuje to, co tak bardzo lubię w prozie kryminalnej. Poprzez opowieść podszytą pewną niejasnością, tajemnicą, poznajemy losy ludzi nią doświadczonych. Przyglądamy się ich życiom, ich relacjom, ich bolączkom i wraz z nimi próbujemy dojść do sedna sprawy. Autorka świetnie wyważyła zagadkę z psychologicznymi motywami oraz spokojnym kontrastowym klimatem małej, górskiej społeczności, która żyje tuż obok bujnej, trwałej, ale jakże groźnej przyrody. Coś w tej prozie jest takiego, że nie mogłam się od niej oderwać, że chłonęłam każde zdanie, doceniając jej spokojny rytm i tę wyrywkowość opowieści - ostatnio niewiele takich się na rynku pojawia. Wydaje mi się, że tym tytułem autorka wróciła trochę do tego, co tworzyła kryminalnie w swoich pierwszych powieściach tego gatunku i bardzo mi się to podoba! “Trzecia osoba” tuż obok “Pokuty” stanie się moją ulubioną powieścią pióra Anny Kańtoch.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 03, 2025

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: mini-book tour z "Pół na pół"!

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: mini-book tour z "Pół na pół"!

Powoli zbliżamy się już do końca maratonu czytelniczego z serią thrillerów prawniczych z Eddiem Flynnem.. Już tylko tydzień wspólnej zabawy (szczegóły - klik!)! Dla mnie oznacza to, że już tylko jeden tom serii przede mną - przynajmniej w najbliższej perspektywie, bo liczę, że polski wydawca na sześciu tomach nie poprzestanie i będzie dostarczać nam kolejne przygody Eddiego.. ale jednak to już za tydzień zakończymy lekturę serii jednym ciągiem! Choć nie wszyscy! Bo są jeszcze mini-book toury, które potrwają trochę dłużej - i dzisiaj zapraszam Was na przedostatnią taką szybką akcję!

Co to znaczy mini-book tour? Opiera się na zasadzie 5x5 - 5 uczestników, a każdy ma 5 dni na lekturę książki. Myślę, że to naprawdę optymalny czas na każdy tom tej serii, nawet dla zapracowanych - Cavanagh doskonale wie jak zaangażować czytelnika tak, by ten miał ochotę przeczytać całą książkę na jeden raz!

Oczywiście każdy tom serii można czytać oddzielnie i nie inaczej jest z "Pół na pół". Ten tom jest bardziej kameralny niż poprzednie, prawie nie ma w nim wątków sensacyjnych, a jest doskonała gra psychologiczna między postaciami i mistrzowskie potyczki na sali sądowej. Więcej o książce znajdziecie w mojej recenzji - klik!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 5 dni od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do tygodnia od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Albatros i skorzystacie z #eddieflynnmaraton. A jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru #eddieflynnmaraton organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem na Instagramie i FacebookuKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w weekend.
Książka ruszy w podróż w poniedziałek rano, a lista uczestników zamknie się na 5 osobach. Kto pierwszy, ten lepszy!
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które które w ramach mini-book touru nie wywiązały się z warunków udziału, bądź w normalnych book tourach złamały je trzy razy.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @malgorzatanocon opinia - klik!
2. @wdech_wydech_powtorz opinia - klik!
3. @jpryczek opinia - klik!
4. @czytelnia.osobista opinia - klik!
5. @zaczytana_panna opinia - klik!

maja 02, 2025

"Nie wywołuj wilka z lasu" Emelie Schepp

"Nie wywołuj wilka z lasu" Emelie Schepp

Autorka: Emelie Schepp
Tytuł: Nie wywołuj wilka z lasu
Cykl: Jana Berzelius, tom 7
Tłumaczenie: Anna Kicka
Data premiery: 23.04.2025
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 328
Gatunek: kryminał
 
Emelie Schepp tworzy historie kryminalne już od 12 lat i trzeba przyznać, że w tym czasie przeszła naprawdę długą drogę. Jej bohaterka Jana Berzelius najpierw miała być bohaterką kina akcji, jednak gdy autorka zdecydowała, że stawia na książki, Jana przeniosła się razem z nią. Początek łatwy nie był, szwedzcy wydawcy albo na propozycję wydawniczą w ogóle nie odpowiadali, albo odpowiadali odmownie. Dlatego autorka zdecydowała się, by wydać książkę samodzielnie, w ramach self-publishingu. I to był strzał w dziesiątkę, jej pierwszy nakład wyprzedał się w kilka tygodni, kolejne dodruki zagwarantowały jej szczyt na liście szwedzkich wydawców self-publishingu, a to przyniosło umowę z jednym ze znanych wydawnictw. Jej debiut “Naznaczeni na zawsze” został wydany ponownie, a po kolejnych dwóch książkach autorka przeniosła się do innego wydawnictwa. Teraz na koncie ma siedem tomów serii oraz jedną najnowszą powieść osobną, jeszcze w Polsce niewydaną. Jednak to seria z Janą przyniosła autorce popularność światową, jak i ostatnio została nawet zekranizowana - na Amazon Prime dostępny jest sezon pierwszy serialu oparty o debiutancki tytuł.
 
Norrköping, maj 2022 rok, niedziela wieczorem. Erik prowadzi z kimś wideorozmowę podczas której rozmówczyni informuje go, że ktoś mignął jej za jego plecami. Kto dostał się do jego domu? Przecież Erik tak dobrze się zabezpieczył, nikt nawet nie wiedział, gdzie przeniósł się pół roku temu…
W poniedziałek rano Mia i Henrik, policjanci lokalnego komisariatu zostają wezwani do sprawy morderstwa - ofiarą jest Erik, którego sprawca potraktował naprawdę brutalnie, ba! umieścił coś w jego brzuchu… To z pewnością jakiś trop, trzeba jednak poczekać na to, co powie lekarz, w tym czasie śledczy zaczynają badać otoczenie i przeszłość zmarłego. Dlaczego odszedł z policji pięć lat temu? I dlaczego pół roku temu przeniósł się na takie odludzie? W sprawę szybko angażuje się prokuratorka Jana, która jednak jest tym razem rozpraszana przez prywatne zawiłości - musi rozstrzygnąć jak wiele ze swojej przeszłości może wyjawić partnerowi… Kiedy okazuje się, że prowadzona właśnie sprawa nieoczekiwanie jej o niej przypomni, sytuacja się komplikuje, a pętla wokół tajemnicy Jany się zacieśnia.
 
Książka rozpisana jest na prolog i 33 rozdziały. Akcja powieści toczy się linearnie i rozgrywa się w przeciągu tygodnia, od poniedziałku do niedzieli, a każda zmiana dnia jest przy numerze rozdziału zaznaczona. Rozdziały podzielone są na krótkie, około stronicowe, scenki, pisane z kilku perspektyw: Jany, Mii, Henrika, partnera Jany i Filippy, która była kiedyś partnerką Erika, a teraz zostaje uwikłana w śledztwo. Poza nimi pojawia się jeszcze kilka innych perspektyw, jednak są one już raczej epizodyczne. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator opisuje nie tylko to, co widzi, ale i to, co czują postacie z perspektywy których właśnie opowieść przedstawia. Styl powieści jest prosty, codzienny, język pozbawiony przekleństw, dobrany starannie - myślę, że spora w tym zasługa polskiej tłumaczki. Książkę czyta się płynnie, dialogi wypadają przekonująco.
 
Każdy tom serii to osobna zagadka kryminalna, a jednak mam wrażenie, że w “Nie wywołuj wilka z lasu”, postacie stałe serii, ich życie osobiste jest może nawet mocniej podkreślone od samej zagadki - dlatego choć jest to możliwe, to jednak zachęcam, by nie czytać tego jednego tomu oddzielnie, zwyczajnie za dużo niuansów się straci. Przede wszystkim w postaci Jany, która w tym tomie staje przed dużym dylematem i zmianą - bo jeśli chce związać swoje życie z Perem, a wydaje się, że chce, to musi mu coś o swojej przeszłości, swoim powiązaniu z Danilem powiedzieć. A tego robić nie chce. To kreacja świetnie zbudowana, mimo że zamknięta w sobie, to tak ciekawa, że czytelnik kibicuje jej szczęściu, tego, by jej życie w końcu nabrało bardziej pozytywnych kolorów. Zresztą towarzyszący jej policjanci też nie stoją fabularnie z boku - obydwoje w związkach, obydwoje stoją przed własnymi trudnymi decyzjami: Henrik przechodzi kryzys związku, związek Mii rozkwita - i każdemu z nich, ich prywatnym przemyśleniom poświęcamy uwagę.
“(...) jeśli szuka się wystarczająco długo, zawsze się kogoś odnajdzie.”
Oczywiście tym, co pcha akcję do przodu, jest wątek kryminalny, śledztwo w sprawie morderstwa byłego policjanta.  Akcja rozwija się tempem umiarkowanym, faktycznie przyspiesza gdzieś od połowy, by już finał zapewnić mocno dynamiczny. Autorka stosuje kilka pomniejszych twistów fabularnych, choć tym razem są one dość typowe dla tego gatunku - wyjadacze kryminalni mogą się domyślić do czego całość zmierza. Cała zagadka wypada logicznie, dynamicznie i rozrywkowo.
 
A choć historia przede wszystkim służy rozrywce, to nie brak w niej tematów, o które warto zahaczyć. Jak choćby pytanie o stare urazy - czy warto je pielęgnować? Czy warto żyć w przeszłości? I jak odnaleźć tę granicę, kiedy walka o przeszłość nie ma już sensu i zwyczajnie staje się niezdrową obsesją?
 
Serię Emelie Schepp sama zaczęłam poznawać od tomu czwartego, wydaje mi się więc, że przy siódmym mogę już zauważyć jej pewną prawidłowość - seria jest delikatnie sinusoidalna. Tomy parzyste kładą większy nacisk na psychologię zbrodni, tomy nieparzyste na rozrywkę intrygi. Autorka dobrze wie, co w kryminałach się sprawdza, dobrze prowadzi wątki prywatne postaci - w tomie najnowszym “Nie wywołuj wilka z lasu” właśnie ta prywatność bohaterów serii wydaje się dominować. Dla tych, co serię znają, to duży plus - Jana, Mia i Henrik to postacie bardzo ciekawe, dobrze pasujące do kryminału - Jana jest mocno oryginalna, to ta wspomniana na wstępie bohaterka kina akcji, która w tym tomie staje się coraz mocniej człowiecza, Mia i Henrik to ludzie tacy jak my, borykający się z podobnymi problemami, a więc bardzo bliscy czytelnikowi. To jednak, co dla czytelników serii jest plusem, dla tych, którzy sięgają po “Nie wywołuj wilka z lasu” niezależnie od części pozostałych, może stać się kłopotliwe - oczywiście najważniejsze punkty życia postaci autorka tłumaczy, a połowa książki to oddzielna intryga kryminalna, więc na pewno i tacy czytelnicy wyniosą z książki coś dla siebie, wiem jednak, że równocześnie wiele stracą. Dla mnie sama intryga w tym tomie, choć dopracowana i logiczna, była dość przewidywalna, dość szablonowa, dlatego też nie pochłonęła mnie aż tak, bym nie mogła książki odłożyć, niemniej jednak to nadal dobry tom i dobra seria. A finał historii zapowiada już początek kolejnego tomu, na który czekam z niecierpliwością!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 02, 2025

Wygraj "Śmiertelną układankę"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Śmiertelną układankę"! Konkurs patronacki (rozwiązany)
Seria kryminalna z detektywką Josie Quinn kojarzy mi się bardzo letnio, wakacyjnie. Zastanawiam się dlaczego... Może dlatego, że jej pierwszy tom ukazał się u nas z początkiem lata 2022? A może przez konwencję powieści, w jakiej autorka ją tworzy - szybkie, dynamiczne intrygi, odpowiednia ilość stron powieści, by w sumie nie musieć się odrywać i przeczytać na raz? Bez względu na powód, myślę, że zbliżające się miesiące to doskonały czas, by zanurzyć się w przygody Josie, zatem dzisiaj zamierzam Wam to ułatwić - zapraszam na konkurs z najnowszym tomem pt. "Śmiertelna układanka"!

Jest to tom ósmy, ale nie musicie się liczbą przejmować - Lisa Regan dba, by czytelnicy mogli do serii w każdym momencie dołączyć, każdy tom zawiera krótkie przypomnienie kluczowych relacji postaci i w tym nie jest inaczej. Jedyne przed czym muszę Was przestrzec, to fakt, iż lektura serii działa uzależniająco - przeczytacie jeden tom, pokochacie Josie Quinn i od razu będziecie pragnąć więcej! W takim wypadku dobrze, że na naszym rynku mamy już osiem tomów, prawda? A jeszcze lepiej, że wydawca już szykuje dla nad kolejny ... 😉



By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Która intryga kryminalna jest według Ciebie ciekawsza – taka, w której sprawa kryminalna i postać śledczego to dwa całkowicie osobne zagadnienia czy raczej taka, w której sprawa kryminalna ma prywatne powiązania ze śledczym? 
Swoją odpowiedź krótko uzasadnij. 


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej, zabawniej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 2 do 6 maja, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 10 maja.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

10.05 aktualizacja - wyniki konkursu:
Wiecie co? Cześć zgłaszających zapomniała o uzasadnieniu swojego zdania! A część o tym, że i aktywność na profilu się liczy, więc zrobiliście mi nie lada zagwozdkę przy wyborze osób nagrodzonych ;) Które odpowiedzi przeważyły? Te, żeby jednak śledztwa w jakiś sposób zahaczały o wątek prywatny postaci, wtedy książkę odbieracie bardziej personalnie. Czyli w wypadku tej serii wszystko się zgadza, bo Regan lubi wplątywać życie Josie w jej śledztwa kryminalne - w tym tomie jest to mocno wyraźne, gdyż zaginiona jest siostrą głównej bohaterki...
Po długim namyśle zdecydowałam, że tą książką nagrodzone zostaną: 

Facebook:
1) Magda Lena
Dla mnie zdecydowanie ciekawsza jest intryga, w której sprawa kryminalna ma prywatne powiązania ze śledczym, ale… przedstawiona w taki sposób, aby nie zanudzać czytelnika. Wtedy z większym napięciem i zainteresowaniem śledzę zarówno wątek główny, jak i poboczny, książka bardziej absorbuje moją uwagę. Takie wzajemne przenikanie się powoduje, że fabuła mocniej wciąga w wir wydarzeń, jest bardziej zagadkowa i intrygująca, zmusza do głębszych przemyśleń i zastanowienia się a osobiste dylematy śledczych czynią lekturę bardziej emocjonalną, nieprzewidywalną i zaskakującą.

2) Justyna Mazurkiewicz
Jak dla mnie powiązanie zagadki z głównym bohaterem lub główną bohaterką dodaje tej pikanterii całej sprawie. 

Instagram:
3) @czyzewskamalwina
osobiście lubię jak los bohatera śledczego jest uwikłany w zagadkę. To jest mega fajne bo ja osobiście mam tak, że często utożsamiam się z bohaterami czy to w książkach czy w serialach i jak śledczy jest moim ulubionym bohaterem i dodatkowo okazuje się że ta sprawa nie jest taka zwyczajną sprawą wtedy książkę czyta się jeszcze ciekawiej 😮😍❤️

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

maja 01, 2025

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Pół na pół" Steve Cavanagh

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Pół na pół" Steve Cavanagh
Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Pół na pół
Cykl: Eddie Flynn, tom 5
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Data premiery: 12.07.2023
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller prawniczy
 
Steve Cavanagh to irlandzki prawnik i autor thrillerów prawniczych, w których przeważa seria z Eddiem Flynnem - amerykańskim prawnikiem zawsze stającym po stronie niewinnych, próbującym odkupić swój dawny grzech i wykorzystującym umiejętności, które nabył w latach młodzieńczych jako bardzo utalentowany kanciarz. Seria ta na polskim rynku liczy sześć tomów, na anglojęzycznym zaraz będzie liczyć dziewięć - na lipiec zaplanowana jest premiera najnowszego tomu. W Polsce jednak dopiero od 9 kwietnia tego roku mamy serię ułożoną w porządku chronologicznym - przez kilka dobrych lat brakowało nam środkowego tomu nr 3 “Kłamcy”, który w końcu teraz został na polski przetłumaczony i z okazji premiery którego zorganizowaliśmy cały duży maraton czytelniczy z tą serią (szczegóły – klik!).
“Pół na pół” to tom piąty serii, który na rynku anglojęzycznym ukazał się w 2020 roku, na polskim trzy lata później. Tom wyjątkowy z kilku względów - a jednym z nich jest fakt, iż właśnie kończąc pracę nad nim autor w końcu przeszedł na pisarstwo zawodowe - wszystkie poprzednie powieści tworzył, gdy pracował równocześnie jako prawnik. Jak sam jednak w posłowiu przyznaje, dzielenie obowiązków prawniczych z pisarskimi w końcu stało się uciążliwe.
 
Październik 2018 rok, Nowy Jork. Na numer alarmowy przyszły dwa zgłoszenia dotyczące jednego zdarzenia w odstępie minutowym. To dwie siostry zgłosiły morderstwo swojego ojca oskarżając przy tym tę drugą. Od początku jasne jest, że sprawa będzie bardzo medialna, bardzo głośna - ofiara to Frank Avellino, były burmistrz miasta, a podejrzane to jego dwie córki: Alexandra i Sofia. Nic dziwnego, że w areszcie robi się tłoczno - każdy szanujący się prawnik zjawia się, by zaoferować jednej z sióstr swoje usługi. Wśród nich jest Eddie Flynn, który dostał cynk od przekupionego policjanta. Eddiemu jednak mężczyzna posuwa siostrę, o którą walczy niewielu - może i nie jest tak ułożona i znana jak Alexandra, ale policjant jest przekonany, że to właśnie ona jest niewinna. Eddie się z nim szybko zgadza i faktycznie decyduje się, by zostać jej obrońcą. Drugiej siostry bronić będzie duża kancelaria adwokacka, a prokurator chce obydwie siostry postawić przed sądem jednocześnie. To chyba nie ułatwi obrońcom procesu? Szczególnie, że siostry uparcie obwiniają siebie nawzajem, a dowody wskazują, że obydwie mogły się tego czynu dopuścić. Która mówi prawdę, która kłamie? I jakie będzie to miało znaczenie na sali sądowej?
“Zabójstwo kogoś znanego to dla mundurowych wygrana na loterii. Jak w większości spraw dziejących się w tym mieście drobna korupcja i drobne pieniądze na boku usprawniają działanie systemu. Witajcie w Nowym Jorku.”
Książka rozpisana jest na prolog i pięć tytułowanych części rozpisanych na około cztery miesiące. W sumie składa się z 56 kilkustronicowych rozdziałów rozpisanych na trzy osoby: Eddiego, Kate i Ją. Od tego podziału jest jedno odstępstwo, gdy do głosu dochodzi też stary przyjaciel Eddiego, Harry, część rozdziałów zakończona jest też nieszablonowym wpisem - fragmentem z pamiętnika zamordowanego, co jest oczywiście w tekście odpowiednio zaznaczone. Na początku dostajemy też zapis obydwu zgłoszeń na numer alarmowy. Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Eddiego oraz w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy obydwu wspomnianych kobiet. Styl powieści jest swobodny, lekki, nacechowany przymiotami Eddiego, który na życie spogląda nieco ironicznym, nieco szelmowskim okiem. Zdania złożone są zgrabnie, język pozbawiony przekleństw. W porównaniu do tomów pierwszych czuć jednak, że za tłumaczenie tego odpowiada ktoś inny - niektóre określenia w angielskim brzmiące z pewnością tak samo we wszystkim tomach, w tym po polsku zostały przetłumaczone inaczej niż poprzednie. To jednak wyłapią tylko ci uważni czytelnicy, którzy jednym ciągiem czytają cały cykl - tak jak właśnie robimy to teraz my w maratonie.
“Harry nie po raz pierwszy w życiu znalazł się po niewłaściwej stronie prawa. Jeśli się przyjaźniło z Eddiem, bardzo trudno było go przestrzegać. Wcześniej czy później Eddie wszystkich sprawdzał na manowce - oczywiście ze słusznych powodów.”
Już w tomie poprzednim autor rozpocząć testować inne rozwiązania fabularne i narracyjne. W tomie piątym te eksperymenty kontynuuje poprzez rozszerzenie narracji. Teraz dostajemy trzy główne perspektywy: nie tylko Eddiego, ale i Kate, młodej prawniczki pracującej dla strony przeciwnej, dla drugiej siostry oraz niesprecyzowanej Jej, czyli jednej z sióstr faktycznie za morderstwo ojca odpowiedzialnej, i jak szybko się okazuje, nie tylko ojca. Dzięki temu czytelnik dostaje szerszą perspektywę, ale i większą zagwozdkę - nie wiemy którą siostrą jest Ona, więc tym baczniej śledzimy fabułę próbując wyłapać detale, które nam to podpowiedzą. I właśnie ta perspektywa umacnia moje przekonanie o sprycie i kunszcie autora - w żadnym momencie nie zdradził która z bohaterek za tą postacią stoi, co musiało być prawdziwym wyzwaniem, kiedy siostry są tak od siebie różne!
Bo Sofia i Alexandra to przeciwieństwa. Pierwsza to ciemnowłosa, blada, emocjonalnie nie do końca stabilna kobieta, druga to piękna, dbająca o wygląd blondyna, która od wejścia w dorosłość otoczona jest aurą sukcesu. Tym, co je łączy, jest nienawiść - z jakiegoś powodu siostry siebie nienawidzą, nie rozmawiają ze sobą od lat. Czytelnik skupia się na ich zachowaniu porównując jest nieustannie do narracji z perspektywy Jej, raz przechylając szalę w stronę jednej siostry, raz drugiej.
“Sprawiedliwość, jeśli w ogóle istnieje coś takiego, rzadko znajduje odbicie w werdykcie przysięgłych. Nie chodzi w niej o dobro i zło. Ludzie popełniają błędy. Zarówno przestępcy, jak i przysięgli. Werdykty są często ułomne, bo ludzie są ułomni.”
Perspektywa Kate z kolei wprowadza nową postać w serii, a przynajmniej tak się wydaje - z jakiego innego powodu autor aż tak dokładnie by się tej postaci przyglądał? Kate jest młoda, nigdy nie prowadziła sprawy w sądzie, dopiero co zyskała pracę w dużej kancelarii, jednak nie wygląda ona tak, jak sobie to wymarzyła - jej szef dopuszcza się nie tylko dyskryminacji, ale i pewnej formy molestowania. Tym samym autor przez tę postać porusza istotny temat białych, bogatych mężczyzn, którym wydaje się, że mogą wszystko - to istotny motyw w tym tomie, jest kilka przedstawicieli tego haniebnego gatunku.
“W mojej pracy adwokata największym problemem jest to, że chcę, by winni zostali ukarani, a niewinni uwolnieni. A prawo tak nie działa. Nigdy tak nie działało. I nigdy nie będzie.”
Eddie na szczęście pozostaje niezmienny. Nadal broni tylko tych, których uważa za niewinnych, nadal jego kręgosłup moralny jest całkowicie prosty, nadal błyskotliwie wypowiada się na sali sądowej. W życiu prywatnym pogodził się już ze stratą żony, autor jednak w tym tomie nie pozwala mu emocjonalnie odpocząć - doświadcza go w inny sposób.
“Wykiwanie na dwieście patoli dilera narkotykowego nie różni się tak bardzo od wykiwania ławy przysięgłych, żeby wydała właściwy werdykt.”
Intryga powieści też prowadzona jest inaczej niż poprzednie. W tym tomie autor praktycznie całkowicie odszedł od scen rodem z kina akcji - jasne, pojawia się morderczyni cała na czarno jeżdżąca na motorze, ale nie ma tu spektakularnych pościgów czy wielkich scen-strzelanek. Przede wszystkim skupiamy się na przygotowaniach do procesu - od momentu aresztowania po werdykt, skupiając się na poszukiwaniu dowodów i budowaniu linii obrony. Twistów fabularnych też tym razem jest mniej, wynika to jednak z konwencji tej fabuły - w końcu grono podejrzanych mamy bardzo ograniczone, a zatem gra z czytelnikiem musi być bardzo subtelna.
“Dla adwokata każda sprawa jest rodzajem gry.
Zgodnie z prawem zaczynam się aresztowaniem i kończy werdyktem. Na początku nie masz kontroli nad tym, co się dzieje, a potem wymyślasz jakąś strategię i wykonujesz pewne ruchy. Na końcu stajesz sam przed ławą przysięgłych. Prokurator się nie liczy - trzeba go zignorować. Jesteś tylko ty i dwanaścioro ludzi. Kiedy wygłosisz mowę końcową, jest już po wszystkim.”
Warto na pewno też zaznaczyć, że mimo elektryzującej intrygi, autor stawia też na ciekawe zagadnienia - pyta o zło w czystej postaci, skąd się bierze i jak działa. Pojawiają się tematy poboczne: przywiązanie, sprawiedliwość, ale i wspomniana już dyskryminacja i wykorzystanie pracowników niskich szczebli, którzy, kiedy chcą liczyć na jakąś przyszłość w firmie, muszą po prostu zaciskać zęby. Ale czy na pewno tak musi być?
“Przy większości zabójców, z którymi miałem do czynienia, mogłem w jakiś sposób wyjaśnić ich działania. Wskazać w ich przeszłości albo psychice jakiś element, który wpływał na ich rozumowanie i popełnione zbrodnie. Potrafiłem je zracjonalizować.
Tym razem nie było łatwego wytłumaczenia. Nie miałem żadnego klucza.
Tym razem naprawdę nie potrafiłem tego zracjonalizować. W tej sprawie było coś mrocznego.
Czyste zło.
Czułem je. Zawisło nad tym procesem niczym krążące nad miastem kruki.
Obserwowało.
Czekało.
I nagle pikowało w dół, by rozerwać ofiarę dziobem i pazurami. Ciemne, szybkie, śmiercionośne.”
W “Pół na pół” Steve Cavanagh zabiera nas w najbardziej kameralny z prawniczych w tej serii światów. Nie mamy tu do czynienia z gangsterami, nie mamy wybuchów i strzelanek - mamy grę psychologiczną, rozgrywkę szachową pomiędzy dobrem a złem. Dla Eddiego sprawa ze względu na niepewność co do własnego osądu jest wyzwaniem, dla nas jest czymś innym ze względu na podział narracji między większą liczbę postaci. Podobnie jak w tomie poprzednim historię obserwujemy z perspektywy sprawcy, który ma swój własny plan do zrealizowania, choć ten w porównaniu do “Trzynaście” już nie wypada tak spektakularnie. Jestem jednak pewna, że dla czytelników czytających ten tom niezależnie od reszty bądź z większą przerwą czasową, będzie to lektura równie satysfakcjonująca. Mnie, jak zawsze u tego autora, porwała od samego początku, choć przyznam, że nie przyniosła aż tylu gorących emocji jak tomy poprzednie. Czy to przez zmianę formy, czy kameralne towarzystwo? Kto wie, niemniej jednak jest to nadal lektura, która w kunszcie pisarskim wzbudza mój podziw dla inteligencji autora. Teraz nie mogę doczekać się tomu szóstego, a zarazem już smucę się, że na nim nasz maraton zakończymy!
“Wygrywa ten, kto przedstawi lepszą opowieść.”
Moja ocena: 7,5/10 

Recenzja powstała w ramach #eddieflynnmaraton we współpracy z Wydawnictwem Albatros.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!