Autorka: Katarzyna Wolwowicz
Tytuł: Gen zła
Cykl: Olga Balicka, tom 11
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał
Seria z Olgą Balicką towarzyszy Katarzynie
Wolwowicz od początku jej kariery w literaturze kryminalnej - to właśnie
pierwszym jej tomem “Niewinne ofiary” debiutowała na rynku gatunkowym jesienią
2022 roku. Od tego czasu seria rozrosła się do 11 tomów, a to ciągle nie
koniec! Przyniosła też autorce wielu fanów literatury typowo rozrywkowej.
Katarzyna Wolwowicz jednak debiutowała na
rynku literackim wcześniej - w 2020 roku wydała romans, teraz już niedostępny.
Jeszcze wcześniej praktykowała wiele różnych zawodów m.in. była stewardessą,
przedstawicielką medyczną i psycholożką. Czy to w pisaniu powieści kryminalnych
odnalazła prawdziwe spełnienie? Na pewno idzie jej to sprawnie - wydaje kilka
tytułów rocznie, a na koncie, poza serią z Olgą Balicką, ma jeszcze trzy inne,
jak i powieści oddzielne.
Jelenia Góra, maj. Olga odzyskuje świadomość w
ciemnym pomieszczeniu. Mimo początkowej dezorientacji szybko sobie przypomina,
że to w mieszkaniu lekarki sądowej Marii, ktoś ją napadł - musiał to być
Pomorski, gangster, z którym weszła w konflikt podczas swojego pobytu w Fali
(historia z “Fali” - klik!). Zanim ktoś do niej wróci, udaje jej się wyskoczyć
przez okno, co skutkuje tym, że na miejscu zjawia się policja z psem, który
szybko wyczuwa ciała dwóch ofiar płytko w ziemi pogrzebanych… Kim są? I w jaki
sposób historia wiąże się z Tobiaszem, który kiedyś doświadczył ogromnej
przemocy podczas swojego pobytu w domu dziecka?
Książka rozpisana jest na nienumerowane
rozdziały podzielone najczęściej według miejsca bądź czasu zdarzenia. Akcja
powieści toczy się w dwóch liniach czasowych: aktualnie, gdy rusza śledztwo
związane z odnalezionymi ciałami oraz w przeszłości, w której wyrywkowo oddana
jest historia Tobiasza i tych, którzy byli mu najbliżsi. Rozdziały są krótkie,
kilkustronicowe, perspektywa naprzemienna - w czasach aktualnych obserwujemy
nie tylko poczynania Olgi, ale całego jej policyjnego zespołu. Narracja
prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator ma wgląd nie tylko
w wydarzenia, ale i emocje postaci. Styl powieści jest codzienny, płynny, swobodny,
książkę czyta się bez większych potknięć, a dialogi, których jest sporo,
wypadają bardzo “swojsko” - od razu czuć w nich relacje, jakie zachodzą
pomiędzy rozmawiającymi postaciami.
“(...) bardzo chciała mu odpowiedzieć tak, żeby poszło mu w pięty. Tylko czy ktoś taki w ogóle by się tym przejął?”
W “Genia zła” autorka zadaje pytanie o
pochodzenie zła, odwieczny dylemat natury psychologicznej, czy o tym, kim
jesteśmy, decydują geny, czy wychowanie, życiowe doświadczenie. Czy dziecko
mordercy żyjąc w normalnej rodzinie ma szansę na normalne życie? Czy ktoś, kto
doświadczył w dzieciństwie niewyobrażalnej przemocy, jest skazany, by samemu są
stosować w życiu dorosłym? To nie są pytania łatwe, nie mają jednoznacznej
odpowiedzi, choć Wolwowicz zdaje się stawiać tutaj pewną tezę, tym samym
dostarczając czytelnikowi kilka mocno brutalnych scen pełnych ciosów i
seksualnej przemocy - choć ta druga nigdy nie jest opisywana wprost, to jednak
nie pozostawia za wiele miejsca na wyobraźnię.
Intryga powieści zatacza duże kręgi - mamy
temat kontynuowany z “Fali”, jest historia Tobiasza i ciał z ogrodu domu, w
którym Olga została uwięziona. To nadal nie wszystko, bo już za chwilę policja
dostaje kolejne zgłoszenie o morderstwie, kompletnie innym, a jednak w jakiś
sposób powiązanym. Mimo tej rozległości intrygi, mam wrażenie, że nie jest ona
mocno rozbudowana, nie ona wydaje się stać w centrum, a postacie, które z serii
znamy. I może przez to, że zagadka pozostaje gdzieś na drugim planie, nie wzbudziła
we mnie większych emocji?
“Pewien procent ludzi jest uważany za margines społeczeństwa, który zasługuje na swój los, ale na pomoc już nie może liczyć.”
W kreacji postaci czuć ich staż znajomości -
dialogi pomiędzy zespołem policyjnym Olgi pełne są zażyłości, przyjaznych
gestów, żartów nawiązujących do ich dawnych spraw. Mimo przyjaznej atmosfery,
część postaci boryka się z trudnymi emocjami - poruszany jest wątek depresji
czy traumy, zespołu stresu pourazowego. Ciekawie przedstawiony jest też motyw
dziecka, które nagle pozbawione zostaje kochającego rodzica - tego, jak radzi
sobie z otoczeniem, z kontaktami z dorosłymi.
A jednak, mimo ciekawych zagadnień powieści,
nie poczułam zainteresowania tą historią tak, jak miałam to przy kilku innych
czytanych tomach. Przede wszystkim może odpowiadać za to motyw, na którym
autorka oparła swoją powieść - dylemat skąd bierze się zło został już solidnie
przez lata w kryminałach omówiony, a w “Genie zła” schematy są raczej powielane
- sceny przemocy są po prostu trudne do lektury, a mimo to nie wnoszą w
opowieść znaczącej treści. Na pewno wpływ na odbiór miał też fakt, że nie
jestem fanką serii, a czytam ją na wyrywki, zatem postacie, ich wspominki
przeszłych wydarzeń nie powodują u mnie sentymentalizmu. Same postacie są
przedstawione dość ogólnie, może nawet nieco niejasno. Kreacje tych złych też
wydają się potraktowane bardzo pobieżnie, raczej w skupieniu na zdarzeniach niż
ich psychologii. W temacie zagadnień z kryminologii panuje dość duża swoboda
literacka, co dla tych szukających osadzenia w realności może być problemem. Muszę
też podkreślić, że choć na okładce tego tomu jest informacja, że książkę można
czytać oddzielnie od serii, to jednak wydarzenia z “Fali” nie są właściwie zarysowane,
a co za tym idzie, czytelnik może nie rozumieć całej sprawy z Marią i
Pomorskim.
“(...) każdy człowiek ma jakieś tajemnice, które palą mu wnętrzności, gdy nie ma nikogo, komu może zaufać i je powierzyć.”
“Gen zła” to kryminał, który przede wszystkim
dostarczy rozrywki fanom serii - dla nich powrót do postaci serii będzie
powrotem do domu. Dialogi, w których czuć zażyłość postaci, będą jak rozmowy z
przyjaciółmi - pełne żartów, przyjaznych uszczypliwości i wspomnień. Jednak dla
tych, co nie czują tej bliskości, tej więzi, historia “Genu zła” może okazać
się nie do końca wystarczająca - choć zagadka jest logiczna i możliwa do
odgadnięcia (choć mnie to się nie udało, ale też nie starałam się jej finał
przewidzieć), to nie poświęca się jej tyle uwagi, by czytelnik mógł poczuć się
w nią w pełni zaangażowany, a sam temat, na którym intryga się opiera, jest już
w polskim kryminale mocno wyeksploatowany. Niech nie zabrzmi to nieczule,
krzywda dzieci, przemoc wobec niewinnych zawsze boli, a jednak tutaj uwaga
ukierunkowana jest przede wszystkim na sam czyn, nie psychologię, co trochę
odziera temat z tego, co mogłoby być dla czytelnika wartościowe. Może
czytelnicy, którzy nie są tak mocno rozczytani w tym gatunku mieliby większe
szanse poczuć się tą historią zainteresowani?
Moja ocena: 6/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Zwierciadło.
Dostępna jest też w abonamencie
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

