kwietnia 17, 2023

"Układ" Piotr Kościelny

"Układ" Piotr Kościelny

Autor: Piotr Kościelny
Tytuł: Układ
Data premiery: 12.04.2023
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 464
Gatunek: kryminał / thriller polityczny
 
Zawsze, kiedy widzę na okładkach książek zapowiedź wątków politycznych, do lektury podchodzę z dystansem. Nie ukrywam – nie jest to mój ulubiony temat, więc sięgam po niego rzadko, jednak zdarzają się wyjątki. I właśnie taki zrobiłam przy nowej książce Piotra Kościelnego, prywatnego detektywa i autora trzynastu powieści kryminalnych! Ja co prawda wcześniej styczność z jego piórem miałam raz, przy „Decyzji” (recenzja – klik!), ale była to tak mocna i wstrząsająca lektura, iż nad sięgnięciem po kolejną nie zastanawiałam się specjalnie długo.
 
Rok 2013, Wrocław. Były komisarz Radosław Grot po śmierci swojej żony i kilkumiesięcznego synka stoczył się w przepaść depresji, alkoholizmu i ogólnej obojętności. Pewnego dnia z letargu wybudza go telefon – dzwoni Joanna Zawadzka, która została do niego skierowana przez znajomych, jako do najlepszego, najbardziej nieustępliwego śledczego w okolicy. Joanna chce, by Grot odszukał jej zaginionego brata, dziennikarza, który ostatnio zajął się dosyć niebezpiecznym tematem, choć sama nie ma pojęcia o co dokładnie chodziło. Oferuje fajny zarobek, samochód do dyspozycji i ogólną dostępność. Grot, o dziwo, obiecuje przyjrzeć się sprawie… Czy będzie to w końcu dla niego tak potrzebny impuls do zebrania w kupę swojego życia? A może okazja do rozliczenia się z wrogami z przeszłości? Szybko okazuje się, że sprawa sięga o wiele głębiej niż ktokolwiek z nich mógłby przypuszczać, a brudne interesy i lepkie rączki objawiają się na naprawdę wysokich szczeblach…
„Cały wczorajszy wieczór myślał nad zleconą mu sprawą. Wydawała się prosta. Nie było w niej nic trudnego, tyle że dla starego Grota. Nowy był zbyt styrany życiem, w depresji i na dodatek na głodzie alkoholowym.”
Książka składa się z prologu, dwunastu tytułowanych rozdziałów i epilogu. Każda z tych części rozdzielona jest na krótkie scenki, w których przedstawione są naprzemiennie postacie uwikłane w sprawę, tak że czytelnik ma bardzo szerokie pole widzenia na całą sytuację. Narracja prowadzona jest w narracji trzecioosobowej, a narrator jest wszechwiedzący, dzięki czemu poznajemy nie tylko zdarzenia, ale i myśli, i emocjonalne reakcji postaci. Styl powieści jest surowy, prosty, autor nie boi się mocnych słów, przekleństw, w dialogach nieraz ucieka się do słownictwa charakterystycznego dla danego kręgu społecznego. Każdy jednak ten językowy zabieg zrobiony jest z wyczuciem, wszystko do siebie dobrze pasuje, przez co czytelnik ma wrażenie realizmu wypowiedzi, co jest ogromnym plusem powieści – nieraz już się przekonałam jak trudno jest w literaturze zachować wyczucie pomiędzy prawdopodobieństwem a przesadą, a Kościelny już po raz drugi udowodnił mi, że doskonale tę granicę zna. Jestem pod dużym wrażeniem jego szorstkiego stylu!
„Każdego dnia widział brud tego miasta. Chciał być cieciem, który to wszystko pozamiata. Brud jednak był wyjątkowy – był to brud kłamstwa, brud nieprawości i zbrodni. A do tego był wszędzie. Dostawał się nozdrzami do mózgu, wwiercał w umysł i powodował wypalenie. Wypalenie zawsze jest na końcu. Najpierw pojawia się znieczulenie na zło, potem pewnego rodzaju akceptacja tego wszystkiego.”
Jak wspomniałam, historia przedstawiona jest z punktu widzenia kilku postaci i choć to Grot wydaje się tą wiodącą, pierwszoplanową, to jednak pozostałym jest do niego bardzo blisko. Co ciekawe, każda z postaci podstawiona jest szeroko, zarówno pod względem zawodowym, jak i osobistym, ale nie wpływa to kompletnie na tempo akcji. Poznajemy policjanta Artura, któremu przyjdzie pracować przy sprawie, która powiąże go z Grotem, a który prywatnie prowadzi codzienną walkę z właścicielem mieszkania, które niedawno wynajął wraz ze swoją dziewczyną. Jest Joanna Zawadzka, siostra zaginionego dziennikarza, bogata kobieta jednak mocno w małżeństwie nieszczęśliwa. Jest i zaginiony dziennikarz, który cóż… wpakował się w coś dużo większego do niego. Jest urzędnik niższego szczebla, który podsunął dziennikarzowi temat i dowody, na których ten miał oprzeć swój artykuł. Jest i bandzior, a raczej ich szef, Dąb, który przyjmie każdy brudne zlecenie, a równocześnie podchodzi do interesu z głową i ciągle kształci się naukowo. I w końcu jest też polityk, mocno umoczony, mocno zaangażowany w brudne interesy, przekręty, które ograbiają miasto, a które wypychają mu i jego towarzyszom kieszenie…
„Interes się kręcił i wszyscy zarabiali krocie. Jedynie miasto biedniało.”
No i Grot. Gdy poznajemy go jest na dnie, takim prawdziwym, naprawdę głębokim, zaszlamionym dnie. A jednak to zlecenie coś w nim budzi, coś co zdołał przez trzy lata zalewać gęsto alkoholem. Nagle wraca do trybu łowcy, śledczego, który nie odpuszcza. Kiedyś był w tym najlepszy, czy po tak wielkiej tragedii może do tego wrócić?
„Jak masz z nim jakiś zatarg, to radzę ci uważać. (…) Nieustępliwy. Gdy złapie trop, zapierdala jak chart. Nic się dla niego nie liczy oprócz celu. Może być głodny, zmęczony, brudny, ale będzie zapierdalał dalej.”
 Autor z pewnością nie rozczula się nad jego problemem alkoholowym, nie znajdziemy tu wielkich rozważań czy się napić czy nie, a jednak to też nie tak, że temat nie istnieje. Jest, co ważne dla realizmu postaci, ale nie dominuje fragmentów poświęconych tej postaci. Ogólnie każda kreacja wzbudziła we mnie emocje – rzadko były typowo pozytywne, bo i lektura taka nie jest, ale każde dało poczucie pełnej, bardzo realnej, prawdopodobnej w świecie rzeczywistym, umoczonej w swoich problemach postaci.
„Wiele razy się zastanawiał, dlaczego politycy startujący do sejmu lub senatu nie poddają się obowiązkowym badaniom psychologicznym i testom na inteligencję. Nie można przecież tworzyć mądrego prawa, samemu nie będąc mądrym.”
Gatunkowo jest to lektura, którą dosyć ciężko przypisać, znajdziemy tu i wątki kryminalne i te charakterystyczne dla thrillera politycznego. Akcja, poprzez częstą zmianę punktów widzenia, daje wrażenie dynamicznej, sporo się dzieje, a krótkie rozdziały i cliffhangery sprawiają, że ciężko się od lektury oderwać. Ważny jest też klimat, który im dalej w lekturę, tym robi się gęściejszy, brudniejszy, historia przedstawia naprawdę skorumpowaną i połączoną wieloma zależnościami machinę, z którą zwyczajny człowiek nie ma najmniejszych szans. Los części postaci wręcz boli, a powiedzieć, że budzi poczucie niesprawiedliwości, to jak nie powiedzieć nic. A jednak, mimo tak ciężkiego klimatu, lektura dziwnie wciąga. Myślę, że jest to zasługa świetnych dialogów, które czasami okraszone są gorzkimi żartami i częstych zmian punktu widzenia postaci, co lekko rozładowuje atmosferę.
„- Masz jakiś problem, frajerze? (…)
- Powiem ci, kolego, że poczułem się wyjątkowo mile zaskoczony faktem, że jest ktoś zainteresowany moimi problemami. Umiesz rozwiązywać problemy? (…)
- Chyba rzeczywiście, dziadek, masz problem.
- Każdy ma jakiś problem, synku. Najważniejsze to umieć zgłosić się po pomoc. Rozumiem, że jesteś jakimś terapeutą?”
Pierwsza część historii nie jest z pewnością aż tak mocno zanurzona w tematach politycznych jak druga, wręcz miałam wrażenie, że to faktycznie policyjno-detektywistyczny kryminał. Później zaczęło się to zmieniać w czasie, kiedy czytelnik odkrywał coraz grubszą sieć powiązań pomiędzy postaciami u władzy. I to chyba jest główny temat tej historii – czy władza zawsze musi korumpować? Dlaczego wszyscy politycy próbują zgarnąć jak najwięcej dla siebie? Skąd się biorą tacy ludzi, czy to cały czas echa kolesiostwa czasów PRL-u? I czy normalny, szary człowiek może coś w tym temacie zmienić? Nie zdziwię chyba nikogo, gdy przyznam, że lektura nie napawa nadzieją… Może tylko gorzką konkluzją, że każdy bandzior w końcu natrafi na kogoś większego od siebie, którego wpływy będą większe i który będzie mógł zrzucić poprzednika z piedestału, by poniósł zasłużoną karę. Tylko znowu – co z tymi niewinnymi, którzy przypadkiem, po drodze wplątują się w ich lepkie sieci?
„Polityka brutalnie wkroczyła w życie wielu ludzi. (…) Smród związany z nieczystymi interesami elit ogarnął wszystkich. Każdy tutaj stracił. Nie było zwycięzcy.”
Muszę przyznać, że Kościelny zaskoczył mnie po raz drugi. „Układ” jest całkiem inną lekturą pod względem tematycznym niż „Decyzja”, a jednak warstwa stylistyczna pozostaje utrzymana w bardzo podobnym charakterze, który, zaczynam podejrzewać, że może być cechą charakterystyczną tego autora. Podoba mi się jego surowy, dosadny styl, doskonale wyważony w realizmie. Kreacje postaci też zasługują na uwagę – każda ma coś oryginalnego, a równocześnie jest czymś obarczona, ich problemy równocześnie są czymś, co jesteśmy w stanie zrozumieć, a też nie można powiedzieć, że każdy z nas ma z czymś takim na co dzień do czynienia. Tematycznie książka niesie sobą ciężar, brudne, dosyć pesymistyczne konkluzje, a jednak w postaci Grota, który zdołał ponieść się po takiej tragedii i takim stoczeniu, można znaleźć coś dodającego otuchy. To dobra, dopracowana powieść, która dziwnie wciąga nawet tych, co raczej nie są chętni do politycznych wątków w powieściach kryminalnych. Po jej lekturze z pewnością warto mieć pod ręką coś lżejszego, ale przeczytać zdecydowanie warto!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2023

"Tylko wróć przed północą" T.M. Logan

"Tylko wróć przed północą" T.M. Logan

Autor: T.M. Logan
Tytuł: Tylko wróć przed północą
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 440
Gatunek: thriller / thriller psychologiczny
 
T.M. Logan na naszym rynku książki rozgościł się pięć lat temu ze swoim debiutem pt. „Kłamstwa” (już 26 kwietnia ukaże się u nas ponownie w nowej szacie graficznej!). Książka zarówno na naszym, jak i rodzimym rynku autora został ciepło przyjęta, ja jednak z jego twórczością spotkałam się po raz pierwszy dopiero pod koniec zeszłego roku przy jego piątym thrillerze pt. „Zaufaj mi” (recenzja – klik!). I to właśnie ta książka wyprowadziła mnie z błędnego przekonania, że autor pisze thrillery psychologiczne typowe dla twórców angielskich – nie, jego książki to coś innego, sprytne połączenie thrillera nastawionego na szybką akcję z thrillerem psychologicznym. Na tylnej okładce „Tylko wróć przed północą”, jego szóstej powieści, widnieje ładne określenie ‘thriller dynamiczny’, który zdaje się pasować idealnie!
 
Historia „Tylko wróć przed północą” rozpoczyna się w niedzielę 12 czerwca, dzień po imprezie nastolatków świętujących ostatnie egzaminy szkoły licealnej. Nad ranem Andy, ojciec Connora, budzi się z niejasnym przeczuciem, że coś jest nie tak – obchodzi dom, znajduje ciągle świecące się światło nad gankiem – przecież miał je zgasić Connor po powrocie do domu? A wrócić miał o północy… Jednak po szybkiej wizycie w jego pokoju okazuje się, że syn śpi twardo w swoim łóżku. Andy kładzie się już spokojny, jednak rano podczas spaceru z psem telefonuje do niego brat – okazuje się, że kuzyn Connora, Zac, który również brał udział w zabawie, nie wrócić na noc do domu. Andy i Rob ruszają do okolicznego lasu, gdzie ostatniej nocy dzieciaki paliły ognisko i gdzie zdarzało się uciekać już Zakowi… Poza kluczami i brudną, prawdopodobnie zakrwawioną koszulką niczego nie znajdują. Andy namawia więc brata na zgłoszenie zaginięcia na policję. Nie wiedzą jednak, że sprawa jest dużo poważniejsza i bardziej skomplikowana niż im się wydaje, a grono osób w nią zamieszanych jest zdecydowanie większe niż tylko dwójka nastolatków…
 
Książka podzielona jest na sześć dni śledztwa i coś w rodzaju epilogu, który przedstawia wydarzenia po trzech miesiącach od opisywanych zdarzeń. Składa się w sumie z 77 rozdziałów w większości przedstawionych w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego przez Andy’ego, które od czasu do czasu przetykane są rozdziałami poświęconymi innym postaciom zamieszanym w sprawę – nastolatkom, rodzicom, siostrze Connora. Te fragmenty przedstawione są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego i toczą się zarówno zgodnie z chronologicznym biegiem historii, jak i opisują zdarzenia na chwilę przed zaginięciem. Styl powieści jest prosty, dynamiczny, jest dużo dialogów, przytoczone są fragmenty artykułów, listów, SMSów. Jak przystało na narrację pierwszoosobową czytelnik mocno angażuje się w emocje narratora, poznaje jego lęki i słabości. To typowa cecha thrillera psychologicznego, w którym wydarzenia są automatycznie zabarwione subiektywnym spojrzeniem postaci. Książkę czyta się łatwo i z dużą przyjemnością.
 
Jako że narratorem powieści jest Andy, to jego poznajemy najlepiej. To ojciec dwójki dzieci – prawie już dorosłego Connora i 12letniej Harriet zwanej Harry, mąż Laury, który mocno oddany jest swojej rodzinie. Zawodowo jest lekarzem rodzinnym pracującym w okolicznej przychodni, jego życie jest uporządkowane i dobrze zakorzenione w tym miejscu na Ziemi. Może ostatnio narzeka trochę na słaby kontakt z Connorem, ale to przecież normalne w relacji z nastolatkiem, prawda? Kiedy jednak okazuje się, że jego dziecko może być w niebezpieczeństwie, narażone na poważne oskarżenia, Andy staje za nim murem. Czy jednak może być pewny, że jego syn jest niewinny? Przecież ich kontakty ostatnio się ochłodziły, a zatem bohater tak naprawdę nie wie, co siedzi w jego głowie… Co jest bardziej właściwe: dociekanie prawdy czy obrona własnego syna? Dzięki tej narracji i tej sytuacji przyglądamy się zagadnieniom w relacji rodzic-dziecko w momencie zagrożenia – co rodzic jest w stanie zrobić, by zapewnić dziecku bezpieczeństwo? Andy jednak nie jest bezwzględnym bohaterem, jest bardzo empatyczny, chce pomagać poszkodowanym, co czasami dodatkowo pakuje go w kłopoty… Kreacja tego bohatera jest bardzo złożona, a równocześnie bardzo ciekawa i intrygująca, bo przecież nieczęsto w thrillerze psychologicznym to mężczyzna jest tym, który przedstawia czytelnikowi historię.
Książka, jak z kolei na thriller akcji przystało, napakowana jest zwrotami fabularnymi, więc ciężko bez ich zdradzania mówić o innych postaciach. Jednak chciałam tu jeszcze dodatkowo wspomnieć o Harriet, córce Andy’ego i Laury, siostrze Connora. Harry jest osobą bardzo introwertyczną, rodzice podejrzewają, iż może nosić pewne cechy autyzmu, co faktycznie nie jest bezzasadne. Dziewczynka nie ma za wielu przyjaciół, jest nad wyraz inteligentna, a komputer od strony programistycznej nie ma dla niej tajemnic. A jednak, mimo iż jej wiedza w próbie odkrycia tajemnic nastolatków może być przecież bardzo przydatna (dzieciaki większość życia spędzają w Sieci), to rodzice zdają się ją lekceważyć, skupiają się na problemach syna i nie dostrzegają, że Harry rozumie już zdecydowanie więcej niż im się wydaje. Dziewczynka, jako osoba mało dostosowana społecznie, sama ma problem z zawalczeniem o uwagę, co powoduje kolejne zawirowania w fabule. Jej postać oddana jest świetnie, świeżo i bardzo realnie, kieruje uwagę nie tylko znowu na relacje rodzic-dziecko, tym razem pod względem umniejszania inteligencji, oczywiście nieświadomego, własnych dzieci oraz na problem dzieci z niższym dostosowaniem społecznym i ich problemy z odnalezieniem się wśród rówieśników.
 
Jak wspomniałam, historia napakowana jest twistami, zaskakującymi zwrotami akcji, która toczy się sprawnie i dosyć dynamicznie. Cały czas coś się dzieje, nic dziwnego zresztą w sytuacji, kiedy doszło do zaginięcia – wszyscy robią co mogą, by odnaleźć zaginionego, są niesieni emocjami, niekoniecznie rozwagą, co sprzyja dynamicznym rozwiązaniom fabularnych. Historia jest naprawdę bardzo dobrze poprowadzona, ostatecznie każdy wątek okazuje się mieć znaczenie, a poziom napięcia towarzyszący lekturze jest cały czas przyjemnie wysoki, przez co naprawdę ciężko jest się od niej oderwać.
 
Wspomniałam już o kilku tematach, jakie książka porusza, ale ach! Jest ich tu dużo, dużo więcej. Może dlatego tak bardzo mi się spodobała? Autor życie nastolatków i problemy jakie czyhają na nich i ich rodziców we współczesnym, zdigitalizowanym świecie, oddał naprawdę szeroko. Pojawia się tu hejt w Sieci, problem z narkotykami, próby dopasowania się do rówieśników mimo wszystko. Pierwsze miłości, pierwsze doświadczenia seksualne i próby rodziców, by utrzymać swoje dzieci na właściwym torze nawet w momentach, gdy te nie chcą z nimi rozmawiać. Sama bardzo lubię takie zagłębienie się w życie rodzinne, tajemnice, które skrywa każdy z nas i emocje jakie towarzyszą w życiu codziennym, a w tej historii autor bardzo płynnie połączył wiele istotnych, aktualnych tematów, które każdy rodzic prawdopodobnie bardzo dobrze zna, co jest ogromnym plusem tej historii.
 
O książkach pełnym zwrotów akcji pisze się naprawdę ciężko, gdyż kluczowe jest, by nie zdradzać nic z fabuły powieści. Dlatego też na tym zakończmy. „Tylko wróć przed północą” to w mojej ocenie naprawdę udany thriller o tematyce okołorodzinnej, który porywa szybką i zaskakującą akcją i zachwyca szerokim ujęciem zagadnień jednocześnie bliskich codzienności każdego z nas, a z drugiej strony stawiający postacie w sytuacjach alarmowych, podbramkowych. Świetnie się przy nim bawiłam, i choć ciągle mam braki do nadrobienia w twórczości tego pisarza, to na ten moment ten tytuł uznaję za swój ulubiony! Bardzo podobało mi się wyważenie pomiędzy dynamiczną akcją, a skupieniem na emocjach postaci.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Bukowy Las.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 13, 2023

"Cieszyn prowadzi śledztwo" Marta Matyszczak - recenzja patronacka

"Cieszyn prowadzi śledztwo" Marta Matyszczak - recenzja patronacka

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Cieszyn prowadzi śledztwo
Cykl: Kryminał pod psem, tom 11
Data premiery: 12.04.2023
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
 
Książki Marty Matyszczak są w moim literackim życiu obecne dłużej niż ten blog – czytam je od roku 2017, od debiutu autorki pt. „Tajemnicza śmierć Marianny Biel”, który był równocześnie pierwszym tomem serii Kryminałów pod psem. Każdy kolejny jej tom starałam się zawsze czytać na bieżąco, dlatego też recenzji pierwszych czterech tu nie znajdziecie – Kryminał na talerzu wtedy jeszcze po prostu nie istniał! Za to od „Morderstwa w hotelu Kattowitz” recenzje systematycznie się tu ukazywały, a co więcej, od tomu ósmego pt. „Las i ciemność” na okładce każdej kolejnej znajdziecie logo Kryminału na talerzu! I tak też jest z najnowszym tomem, jedenastym noszącym tytuł „Cieszyn prowadzi śledztwo”.
Autorka poza Kryminałami pod psem od 2021 publikuje drugą serię kryminalną: Kryminały z pazurem. Do tej pory ukazały się jej dwa tomy. Co ciekawe, zwierzaki, które dostają głos w jej powieściach, istniały bądź istnieją naprawdę – to jej własne zwierzęta domowe, którymi na co dzień się opiekuje.
 
Wydarzenia tomu jedenastego pt. „Cieszyn prowadzi śledztwo” toczą się w Cieszynie wiosną, dokładnie w kwietniu. Jest to miasto niezwykłe, gdyż rozdzielone na dwa kraje – Polskę i Czechy. Dziennikarka Róża Kwiatkowska (tfu, Solańska!) mieszka po czeskiej stronie od kilku miesięcy – została zatrudniona jako redaktorka lokalnej gazety, a jej celem jest poprawa statystyk sprzedaży. O dziwo, Róża sprawuje się na tym stanowisku naprawdę dobrze, choć jej współpracownicy nie pałają do niej sympatią. W końcu jej mąż Szymon i kundelek Gucio przyjeżdżają na kilka dni w odwiedziny, jednak ledwo co zdążyli się rozpakować, a już dostają nowe zlecenie detektywistyczne – dwie Grażyny, burmistrzynie strony polskiej i czeskiej zatrudniają Szymona do odnalezienia zabójcy Gustawa von Habsburga, którego ciało ktoś porzucił w sobotnią noc na moście, przez który przebiega granica pomiędzy państwami. Jakby tego było mało, ciało zostało porzucone DOKŁADNIE na granicy, w równych proporcjach, dlatego też przy sprawie musi współpracować polska i czeska policja w osobach Liduški Žrankovej i Lucjana Kordela, których łączy dosyć skomplikowana przeszłość, a więc i śledztwo do łatwych należeć nie będzie… Czy mimo to razem z Szymonem, Różą i Guciem uda im się odkryć, kto stoi za tym morderstwem?
„Przecież chodzi nam o to samo – o złapanie tego zwyrodnialca, który zepsuł nam szyki marketingowe! (…) Znaczy, który zabił tego nieszczęsnego Habsburga.”
Książka składa się z prologu, 10 rozdziałów i epilogu. Każdy rozdział rozpoczyna się cytatem powiązanym z Czechami i jest podzielony na kilka części, które opowiadają o wydarzeniach z perspektywy Róży, Szymona, Gucia, Liduški, Lucjana i miasta Cieszyna. Tak, bo w tym tomie i samo miasto dostaje głos. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Gucia, pozostałe fragmenty pisane są w narracji trzecioosobowej. Oczywiście nie da się też nie wspomnieć o wydaniu książki, które jest bardzo staranne – każdy fragment rozdzielony jest grafiką kostki dla psa, historię otwiera urocza mapka Cieszyna, a za piękny okładkowy rysunek odpowiada Ilona Gostyńska-Rymkiewicz. Książka ma więc godną oprawę, wizualnie jest równie dobrze dopracowana, co stylistycznie. Bo i styl jest wart uwagi –wyważony, lekki, z delikatnie uszczypliwym poczuciem humoru, zwraca uwagę zarówno na poczynania, jak i myśli postaci. A te nieraz lekko odbiegają od zdarzeń, przede wszystkim we fragmentach z Guciem – to dobry obserwator, więc nie szczędzi też uwag ogólnych, dotyczących Polski i świata w ogóle.
„A pamiętam, gdy jeszcze kiedyś mieliśmy cztery pory roku i w kwietniu to była prawdziwa wiosna, ciepło, motylki i tarzanie się w świeżej gnojóweczce. Teraz w Polsce można było liczyć na tropikalne lato przez dwa miesiące i zimę przez pozostałe dziesięć. Naprawdę muszę na poważnie porozmawiać z moimi człowiekami o pomyśle emigracji w jakieś bardziej ogarnięte pogodowo miejsce na świecie.”
W tym tomie pełno jest też zabaw z językiem czeskim oraz nawiązań popkulturowych – w oczy rzuciły mi się częste nawiązania do utworów zespołu HEY. Książka, jak na komedię kryminalną przystało, jest bogata w humor, który zawarty jest wszędzie – w postaciach, wydarzeniach i dialogach, jednak nie jest on dominujący. Po prostu daje poczucie lekkości i przynosi uśmiech na twarz, wprawia czytelnika w dobry nastrój.
 
A jednak nie da się ukryć, że książka to przede wszystkim kryminał. Intryga tym razem osadzona jest całkowicie we współczesności, bez retrospekcji i zbudowana jest na zasadzie klasycznej – tu liczy się przede wszystkim dedukcja, a fabuła toczy się przyjemnym rytmem z uwagą skupioną przede wszystkim na ludziach. Poza stałymi postaciami cyklu (Róża, Szymon i Gucio), dostajemy tu plejadę bohaterów związanych z Cieszynem – wspomniane już panie burmistrz, właścicielkę fabryki cukierków, aktorkę, właściciela drukarni, właściciela gospody, jak i obydwu śledczych. I każda z tych postaci coś ciekawego sobą reprezentuje! Mnie do gustu mocno przypadła postać Liduški, która nie boi się żyć tak, jak chce. Akceptuje siebie taką, jaka jest oraz to, że innym może się to nie podobać. To postać silna, z dużym bagażem emocjonalnym, z którym jednak dobrze daje sobie radę, a nachodzące śledztwo tylko ją w tym utwierdzi. Narrator nieraz podkreśla, że Liduška jest żeńskim odpowiednikiem Szymona, przede wszystkim z wyglądu, ale i przez oddanie swojej pracy.
„Nie była zdziwiona zachowaniem najbliższych. Im wszystkim nigdy nie wystarczała taka, jaka była w rzeczywistości. Już dawno przestała się jakoś specjalnie tym przejmować. A przynajmniej próbowała zachować zimną krew. I rogatą duszę.”
Z kolei polski policjant Lucjan dostał fajną scenę, w której wydaje się być męskim odpowiednikiem Róży, choć tu różnice są większe. Lucjan nie jest tak odważny i zdeterminowany, daje się prowadzić przez wymogi z góry na niego narzucane.
„(…) to, jak potoczyło się jego życie, nie było wynikiem jego prawdziwych oczekiwań. Tylko tych, które przenieśli na niego rodzice. I społeczeństwo w ogóle. A on się poddał kieratowi, bo przecież każdy tak robił.”
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć Cieszyna jako postaci, w końcu nieczęsto zdarza się, by miasto dostawało głos. Cieszyn obserwuje swoich mieszkańców, ale i okazuje emocje poprzez zjawiska pogodowe. Pełni tu niejako rolę boga, czuwającego nad losem ludzi mu podległymi.
 
A skoro już jesteśmy przy Cieszynie, to od razu podkreślę, jak świetnie i dokładnie autorka oddała to miejsce. Choć sama nie pamiętam kiedy byłam w tym mieście, to dzięki tej książce znalazłam się tam ponownie i wszystkie ulice, kawiarnie i zamek widziałam dokładnie oczyma wyobraźni. Cieszyn to miasto podzielone, ale bogate w historię, w kulturę. Autorka wszystko to przemyca do swojej powieści, którą prawdopodobnie można potraktować jako przewodnik kulturalno-kulinarny po Cieszynie.
 
Bo tak, kulinaria w końcu odgrywają dużą rolę! Bohaterowie ciągle coś jedzą, piją, siadają w restauracjach. Oczywiście główne danie to smażony ser i frytki popijane piwem, co z każdym kolejnym pojawieniem się dodaje charakteru humorystycznego, to jednak czuje się, że jedzenie w tym miejscu odgrywa ważną rolę. Dla mnie to duży plus powieści!
 
Mamy Cieszyn, ciekawe postacie tego tomu, jedzenie i intrygę kryminalną.  A co u Róży, Szymona i Gucia? Wygląda na to, że dobrze, w końcu ich życie toczy się w miarę stabilnie. Róża, choć ciągle jest tym jednym z głównych ośrodków komediowych, to wydaje się teraz całkiem spełniona. Gucio to świetny, szczery i zabawny obserwator (i doskonały detektyw!), a Szymon to nadal indywidualista chodzący własnymi drogami. Co ciekawe, a co ostatnio w tej serii zdarzało się rzadko, poza tą trójką, inne postacie znane z cyklu są tu tylko wspomniane, więc jest to dobry tom dla tych, którzy całego cyklu nie znają – spokojnie można go czytać bez znajomości poprzednich bez obaw, że pogubi się w relacjach pomiędzy postaciami.
„W nosie miałem tych wszystkich naparzańców, którzy przez wieki się okładali, żeby rządzić tym kawałkiem ziemi. Ludzie to naprawdę stwarzają sobie problemy, których nie ma. Nie lepiej zjeść kiełbasę śląską, przytulić się do swojego człowieka, zdrzemnąć, a potem pójść na spacerek? No czy nie lepiej? Sami przyznajcie.”
Na koniec jeszcze krótko o tematach, które wydają się niesamowicie aktualne. Przede wszystkim chodzi o te sztuczne podziały, o walki o terytorium – tu jedni bohaterowie chcą Cieszyna całego czeskiego, jedni całego polskiego, co wzbudza częste awantury. Jak Gucio słusznie zauważa, całkowicie niepotrzebne, bo dlaczego jedno miejsce ma być przypisane do jednych, a nie do drugich? Jakie to ma znaczenie? Dlaczego ludzie muszę tworzyć sztuczne podziały, a potem się o nie bić, zamiast żyć spokojnie i korzystać z tego, co przynosi nam świat, życie, inni ludzie? Mimo że tutaj podział miasta na dwie narodowości jest punktem wyjścia do wielu zabawnych sytuacji, to jednak cały czas unosi się nam nami pytanie: po co w ogóle ten podział?
„Co za różnica, do jakiego narodu należy spłachetek ziemi? I kto na nim mieszka? Nie mogliby wszyscy na całej Ziemi po prostu żyć i pozwolić żyć innym? Bez względu na pochodzenie?”
Podsumowując, „Cieszyn prowadzi śledztwo” to kolejny udany tom serii Kryminałów pod psem. Kolejny, w którym autorka połączyła to, za co kochamy jej książki od dawna (humor, lekko ironiczne uwagi, dobry kryminał skupiony na ludziach i ich emocjach) z elementem nowym (miasto jako postać). Poza dobrą rozrywką dostajemy tu tematy do zastanowienia, trochę momentów do pośmiania się, jak i urok miasta Cieszyn. To przyjemna, lekka książka do przeczytania w jeden – dwa wieczory.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 07, 2023

Wygraj "W imię syna"! Konkurs ambasadorski (rozwiązany)

Wygraj "W imię syna"! Konkurs ambasadorski (rozwiązany)

Dzisiaj zaczynamy weekend, jutro święta, a więc pora na prezenty, prawda? Zatem przychodzę do Was z możliwością zdobycia nowego kryminału Emelie Schepp, szwedzkiej autorki serii z Janą Berzelius. "W imię syna" to tom czwarty, ale bez obaw można sięgać po niego jak po osobną powieść - sama sprawdziłam! A co znajdziemy w nim poza fajną okładką? Dynamiczną fabułę, super ciekawą zagadkę dotyczącą porwania dziecka, w której wszyscy wydają się podejrzani i niesamowicie oryginalne kreacji postaci! Czego chcieć więcej? To lektura, od której nie oderwiecie się póki nie skończycie! A, no i jest to tytuł, który Kryminał na talerzu poleca 😊
Więcej o książce możecie poczytać w recenzji - klik!, a teraz zapraszam na konkurs!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Jako że tym razem jest to konkurs niejako świąteczny, to i pytanie konkursowe powinno do tego okresu nawiązywać, zatem napisz:
Po jakie książki, gatunki najchętniej sięgasz w święta? Czy różnią się od wyborów codziennych? Swoje zdanie krótko uzasadnij. 

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 7 do 10 kwietnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!
Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
12.04 aktualizacja - wyniki konkursu:
Wygląda na to, że święta wielkanocne są poszkodowane - piszecie, że na Boże Narodzenie sięgacie po świąteczne lektury, a w Wielkanoc rzadko! No dobra, nie dziwi mnie to specjalnie mocno, bo jakoś mało tych świąt wielkanocnych w powieściach, prawda? No nic, zawsze można je spędzić z dobrym kryminałem pod ręką 😉 "W imię syna" leci do:
 
IG:
1) @w_poczytalni 
Ooooo, w święta to tylko thrillery, które są inspiracją do marzenia o wymyślnych torturach dla tych, co w Twoim domu nie wiedzą, do czego służy talerz, rozlewają wino na śnieżnobiały obrus, pytają, czy czegoś nie mogłaś zrobić inaczej, nawołują, że czegoś brakuje, przejedzeni odchodzą do swoich czystych metraży, a Ciebie zostawiają, jak Kopciuszka na długą, ciemna noc z tym bajzlem, który pozostawili... 😉 Tak więc kryminał wpisuje się w tę koncepcję 😁 

FB:
2) Wioleta Polak
Nie wiem jak to się dzieje🤔 ale zawsze w okresie około świątecznym sięgam po lżejszą literaturę😊 najczęściej są to książki obyczajowe lub miksy gatunkowe📚 Ich wspólną cechą jest "i żyli długo i szczęśliwie"🥰
Jestem ciekawa tej książki 👍 Bo znam twórczość Camilli Läckberg szwedzką autorkę kryminałów i nigdy nie skonfrontowałam jej talentu z innymi szwedzkimi pisarzami.

3) Anna Mucha
Nie dobieram książek pod pory roku, czy święta. Zdarzyło mi się czytać "Opowieść wigilijną" w Walentynki 🤣
Czasami, jednak, los jest łaskawy. Właśnie czytam książkę, której fabuła toczy się w okresie świąt wielkanocnych. Jestem mile zaskoczona (po raz pierwszy wbiłam się w porę, przypadkiem bo przypadkiem, ale...😁).

Gratulacje!
Czekam na Wasze dan adresowe (wraz z nr tel) do sobotniego wieczoru!
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i jak zawsze zapraszam do aktywności na moich profilach i uważnego śledzenia postów - już wkrótce kolejny konkurs 😊

kwietnia 06, 2023

"Małe przyjemności" Clare Chambers

"Małe przyjemności" Clare Chambers

Autor: Clare Chambers
Tytuł: Małe przyjemności
Tłumaczenie: Magdalena Sommer
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura piękna / obyczajowa / historyczna
 
„Małe przyjemności” to pierwsza książka Clare Chambers, która ukazała się w Polsce, nie znaczy to jednak, że jest to pierwsza książka autorki w ogóle. Na swoim koncie ma już osiem tytułów, zaczęła pisać jeszcze w przed rokiem 2000, swoją pierwszą książkę wydając w czasie pobytu w Nowej Zelandii. Po powrocie do Wielkiej Brytanii zaczęła już stałą przygodę z literaturą, wcześniej jednak pisała powieści z humorem. „Małe przyjemności” to już poważniejsza proza, choć ciągle jest to lektura lekka. Tytuł ten podbił rynek wydawniczy, wiele znanych brytyjskich literackich czasopism okrzyknęło go książką roku, zyskał również nominację do Women’s Prize for Fiction.
 
Historia toczy się w Londynie w 1957 roku. Jean, 39letnia dziennikarka pracująca w „Echo Północnego Kentu” po publikacji na temat dzieworództwa u pewnego gatunku ryb i królików, dostaje list kilku kobiet, które twierdzą, że ich dzieci poczęły się bez udziału mężczyzny. Najbardziej obiecujący zdaje się ten nadesłany przez Gretchen Tilbury, więc za zgodą wydawcy, Jean planuje zgłębić temat i przeprowadzić małe śledztwo, w wyniku którego powinno udać się orzec czy kobieta faktycznie mówi prawdę. To przecież byłby świetny materiał na pierwszą stronę gazety! Jednak ta znajomość przyniesie Jean wiele więcej niż tylko dobry artykuł. Kobieta dzięki niej pozna życie, które do tej pory wydawało się być poza zasięgiem… Tylko jak duże pociągnie to za sobą koszty?
 
Książkę otwiera artykuł z gazety, w której pracuje Jean, z 6 grudnia 1957 roku donoszący o wstrząsającej katastrofie kolejowej. Dalej tekst podzielony jest na 40 rozdziałów, pierwszy i ostatni opatrzone zostały określeniem czasowym. To jednak nie koniec fragmentów dziennikarskich – od czasu do czasu rozdziały przetykane są króciutkimi artykułami, poradami zaczerpniętymi z gazet prawdziwych. W samych rozdziałach z kolei przytaczane są listy, którymi wymieniają się bohaterowie. Historię zamyka posłowie od autorki, w którym opisuje pomysł na powieść oraz zdradza, co w tej historii jest zgodne z prawdą historyczną. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, która w pełni skupia się na odczuciach i poczynaniach Jean. Styl powieści jest przyjemny, płynny i lekki, dialogi poprowadzone sprawnie, delikatnie stylizowane na sposób wysławiania się tamtych czasów.
 
Myślę, że w tym momencie trzeba zaznaczyć, że wszystko, co autorka wprowadza w swojej powieści, jest przedstawione delikatnie, tak że nie dominuje nad całością, a jest przyjemną częścią składową, które razem tworzą ciekawą, ciepłą lekturę. Tak jest w tłem historii – Londyn połowy XX wieku oddany jest prosto, ale uważny czytelnik wyłapie kilka ciekawostek. Przede wszystkim skupiamy się na społecznym podejściu do problemów, przyglądamy się co dyktują obyczaje. Oczywiście w tamtych czasach dużo łatwiej było o skandal niż współcześnie, a i obowiązki kobiet były bardziej konserwatywne.
O tym jednak więcej nie zdradzę, ale za to możemy się przyjrzeć głównej bohaterce. Jean mieszka na przedmieściach Londynu, do pracy jeździ rowerem, a w domu opiekuje się matką, która kilka lat temu stała się mocno aspołeczna. Jej życie więc toczy się stałym, choć dosyć nudnym rytmem. Jednak moment poznania rodziny Tilbury jest dla bohaterki przełomowy – uświadamia jej za czym w swoim życiu tęskni. Przyjaźń, miłość, rodzicielstwo, wspólne rozrywki czy po prostu przebywanie w przyjacielskim gronie to coś, o czym nasza bohaterka zdołała już zapomnieć. Teraz przypomina sobie, że na świecie może istnieć coś więcej niż jej ciasne cztery ściany, lecz to na dłuższą metę nie sprawia jej radości, a raczej powoduje, że sama czuje się jak w więzieniu. Jednak mimo ograniczeń może warto cieszyć się wykradzionymi momentami? Małymi przyjemnościami? Jean to postać, w której, mimo różnych czasów, każda z czytelniczek znajdzie coś, z czym może się utożsamiać, dzięki czemu może z tej historii wyłuskać uniwersalne przesłanie.
„Nigdy wcześniej nie brała pod uwagę, że wszystkie te przeżycia, które niemal ją zniszczyły, sprawiły także, że stała się lepszą osobą.”
Tempo powieści jest charakterystyczne dla powieści obyczajowych – nie za szybkie, nie za wolne, takie, by czytelnik mógł się lekturą rozkoszować. Ciekawość podsycana jest głównie zagadką, którą Jean podjęła się rozwiązać – czy córka Gretchen faktycznie poczęta została bez udziału mężczyzny? Jean towarzyszy paniom Tilbury w badaniach, jak i szuka osób, które mogłyby się o tej historii wypowiedzieć. Trop prowadzi do niedziałającego już szpitala, w którym dziesięć lat temu leczyła się Gretchen. Co Jean tam znajdzie?
 
Miejsca, w którym toczy się akcja, są bardzo klimatyczne – londyńskie zamglone ulice, przyjemnie domki na przedmieściach, sklep jubilerski, kilka eleganckich restauracji, jak i całkiem dynamiczna redakcji gazety, w której pracuje Jean. Widać, że każde z tych miejsc oddane jest ze skrupulatnością – i znowu, jest raczej w tle, ale czuć, że autorka naprawdę wie o czym pisze.
 
A jak z tematami? Już trochę wspomniałam o tym pisząc o samej Jean. Autorka świetnie oddała codzienność, problemy, z którymi borykają się zwyczajnie żyjący ludzie – troska o bliskich, ale i poczucie, że może dajemy innym w zamian za wiele samych siebie? Próba pogodzenia obowiązków z małymi radościami z życia, tego że się jest, czuje i może decydować o sobie. To też trochę historia o walkach z przeciwnościami losu, których przecież życie nam nie szczędzi i podjęciu prób, by jednak te walki wygrać. No właśnie, i o tej walce, która przynosi małe chwile szczęścia, pokazuje, że jeśli choć trochę się człowiek otworzy na świat, to ten może przynieść coś dobrego.
„Chęć znalezienia akceptacji i miłości nie mija z wiekiem. Starzejące się ciało to tylko zewnętrzna skorupa.”
Clare Chambers stworzyła powieść bardzo codzienną, co jednak nie jest ani zarzutem, ani nie sprawia, że lektura jest nudna. Lekki styl, ciekawa kreacja postaci, dziwna zagadka i dziennikarskie śledztwo w tle sprawiają, że kolejne losy Jean poznaje się z prawdziwą przyjemnością. Świetnie, choć delikatnie zaznaczone tło historyczne i postać kobiety, która równocześnie podnosi za duchu, jak i delikatnie smuci – to w końcu coś, co każdego z nas spotyka w prawdziwym życiu, życiu codziennym, prawda? Ciepły język jednak delikatnie osładza porażki. To przyjemna lektura, ciekawa wycieczka do Londynu połowy XX wieku.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Jednym Słowem.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 04, 2023

"Tęczowa Dolina" Ryszard Ćwirlej

"Tęczowa Dolina" Ryszard Ćwirlej

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Tęczowa Dolina
Cykl: dziennikarz Marcin Engel, tom 2
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 360
Gatunek: kryminał
 
Ryszard Ćwirlej to autor kryminałów i kryminałów retro, który publikuje już od dobrych kilkunastu lat. Debiutował w 2007 roku tytułem „Upiory spacerują nad Wartą”, którego akcja toczy się w PRL-u, dokładnie w 1985 roku. Od tego czasu wydał ponad dwadzieścia powieści, z czego większość osadzona jest w czasach dawnych – w okresie międzywojennym i czasach PRL-u, choć zdarza się, że sięga też do czasów współczesnych. I tak właśnie jest z cyklem z dziennikarzem Engelem i byłą milicjantką Matyldą Kaczmarek, którego tom pierwszy „Niebiańskie osiedle” ukazał się w 2021 roku pod skrzydłami Wydawnictwa Czwarta Strona Kryminału, a teraz, prawie z dwuletnim odstępem na rynku pojawił się tom drugi pt. „Tęczowa Dolina” pod opieką Wydawnictwa Harde. Sama sięgając po najnowszy tytuł nie wiedziałam, że jest to część serii, ale nie zmieniło to mojego odbioru lektury, co dowodzi, że książki bez problemów można czytać oddzielnie.
 
Historia „Tęczowej Doliny” toczy się we wrześniu 2021 głównie w okolicy Ustronia Morskiego. Od pewnego czasu w jednym z poniemieckich bunkrów mieszka mężczyzna tytułujący się mianem ojca Bernarda - to człowiek, który leczy za pomocą cudownej mikstury przygotowywanej na miejscu z okolicznych ziół. Wieść o nim dotarła już do najdalszych zakątków Polski, więc w te strony ściągają pielgrzymki chorych, zawiedzonych bezradnością lekarzy. O ojcu Bernardzie dowiaduje się także dziennikarz Marcin Engel, który wraz ze swoją ekipą postanawia zrobić o nim materiał. Nie ukrywa, że sam wątpi w cudowne moce ojca Bernarda, więc tak naprawdę nastawia się na reportaż demaskujący. Niestety nic z tego nie wychodzi, gdyż na miejscu okazuje się, że ojciec Bernard zaginął! Ktoś wcześniej go pobił, a ten po wizycie w szpitalu już nigdy się w swoim bunkrze nie pokazał. Marcin z ekipą decydują się na nakręcenie materiału bez względu na przeciwności, a może w takim razie uda im się też dowiedzieć, co się stało z ojcem Bernardem?
W tym samym czasie w Warszawie pewien pracownik korporacji nie pojawia się w pracy, a była milicjantka Matylda rusza do Chałup, by pomóc swojemu przyjacielowi w formalnościach spadkowych. Co te dwa zdarzenia mają wspólnego z akcją w Ustroniu Morskim?
 
Książka składa się z prologu, dziesięciu rozdziałów i epilogu. Każdy rozdział złożony jest z kilku scenek oddzielonych od siebie godziną oraz miejscem (o ile te ulega zmianie) zdarzeń, a historie postaci przedstawiane są naprzemiennie. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Marcina, w pozostałych przypadkach przybiera formę trzeciej osoby tego samego czasu. Styl powieści jest tym, co mocno ją wyróżnia – mimo fabuły opartej na zagadce kryminalnej, jest lekko, bardzo często zabawnie, co widoczne jest nie tylko w dialogach, ale i ogólnie w przedstawieniu zdarzeń, obiekcie skupiającym uwagę narratora. Autor bawi się słowem, powiedzeniami, przekonaniami, nieraz ucieka się do ironii szczególnie kąśliwej, gdy temat schodzi na politykę lub Kościół… Sama fabuła też nie jest pozbawiona komicznych sytuacji, przez co książka nabiera dosyć komediowego charakteru. Nie jest on może aż tak wyraźny, jak w typowej komedii kryminalnej, ale nie da się zaprzeczyć, że jest, i sprawia, że lektura jest naprawdę przyjemna i pozytywnie nastrajająca.
„Kawa jest dla… cienkich bolków. Ja jak prawdziwy twardziel piję tylko herbatę.”
Po raz pierwszy muszę przyznać, że spodobała mi się postać kobieca wykreowana przez tego autora. Chodzi o byłą milicjantkę Matyldę, która jest kobietą, wesołą, przebojową i zaradną. Nie boi się improwizować i czasem naginać prawdę, by osiągnąć zamierzony efekt. Ma znajomości, z których chętnie korzysta, choć nie jest to typowe wykorzystywanie – Matylda jest tak pozytywną postacią, że inni z przyjemnością jej pomagają.
Oczywiście poza nią w historii występuje jeszcze kilka innych postaci kobiecych, jednak poza dziennikarką Kamą, wszystkie są lekko przerysowane, by wyśmiać stereotypy. Kolejna cecha komedii kryminalnych!
 
Postacie męskie też ocierają się bardziej lub mniej o podkoloryzowania. Najsympatyczniejszy wydaje się Marcin, który jest postacią związaną przez przeszłość z Matyldą. To dosyć młody, ale odnoszący sukcesy dziennikarz mocno skupiony na swojej karierze, który to właśnie w pracy czuje się najlepiej, choć w jego własnym mieszkaniu czeka na niego ponętna modelka. Razem z dziennikarką Kamą tworzą duet marzeń, oczywiście na stopie zawodowej… Razem z nimi współpracuje również burkliwy operator kamery, hipochondryk producent, a na miejscu okoliczna policja, która raczej do najbystrzejszych nie należy… Jest też ksiądz, który czerpie zyski ze zdolności ojca Bernarda. Grono męskie jest zatem kolorowe i zabawnie zacne.
„Czy pan myśli, że to jest Dziki Zachód i ludzi chodzą ze spluwamy w kaburach, a do tego jeszcze strzelają do policjantów, znaczy do szeryfów? To jest, panie, Polska, tu się kradnie, oszukuje, donosi na sąsiadów robi ludzi w… konia, ale się nie strzela do policji.”
Intryga kryminalna może nie należy do najtrudniejszych do rozgryzienia, ale prowadzona jest pomysłowo i sprawnie, fabuła nie jest pozbawiona kilku zaskoczeń. Akcja toczy się umiarkowanym tempem ze względu na duże skupienia na postaciach, ich wewnętrznych i zewnętrznych przemyśleniach.
„’Dlaczego mi przychodzą do głowy takie głupie odzywki?’ – pomyślałem, zły na samego siebie. Nie dość, że przychodzą, to jeszcze nie zatrzymują się i spływają z mózgu wprost do języka, który zamienia je w wypowiedzi bez porozumienia z ośrodkiem autocenzury. A może ja nie mam takiego ośrodka?”
Oczywiście nie można też nie wspomnieć o miejscu akcji – morskie kurorty, agroturystyki i inne mocno wakacyjne miejscówki zostały ciekawie wykorzystane, a detale historyczne, jak np. stare bunkry dodają lekturze fajnego, oryginalnego charakteru. Nie mogę się niestety odnieść co do powiązania książkowego Ustronia Morskiego z prawdziwym, ale miejsce zostało oddane bardzo sielsko i malowniczo.
„Ja w domu dla przyjemności piszę programy do gier komputerowych. (…) Czyli że tak naprawdę to tu jestem w pracy, żeby zapłacić czynsz i mieć na fajki, a tam dla przyjemności, po to żeby odłożyć na pełnomorski jacht i popłynąć na Karaiby i nic już nie robić do końca życia.”
Muszę przyznać, że Ryszard Ćwirlej mnie tym tytułem zaskoczył. Nie spodziewałam się po nim tak lekkiego, zabawnego stylu, jak i przyjemnych kreacji postaci. Nie wiem gdzie dokładnie przebiega granica pomiędzy kryminałem a komedią kryminalną, ale ten tytuł z pewnością mocno oscyluje w kierunku tego lżejszego podgatunku. Dobrym zabiegiem było wyolbrzymienie wielu polskich cech i stereotypów, a i żarciki ze naszej faktycznej sytuacji w kraju. Podoba mi się ta lekka, mniej zobowiązująca odsłona Ćwirleja! Chętnie poczytam takich książek więcej 😊
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Harde.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 04, 2023

"Buntowniczki" Charlotte Gordon

"Buntowniczki" Charlotte Gordon

Tytuł: Buntowniczki
Tłumaczenie: Paulina Surniak
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 536
Gatunek: biografia / non-fiction
 
Charlotte Gordon to amerykańska pisarka i eseistka, która na polskim rynku pojawiała się w 2019 roku z biografią dwóch słynnych kobiet – Mary Wollstonecraft i jej córki Mary Shelley. W oryginale książka premierę miała cztery lata wcześniej i do razu została doceniona przed krytyków i czytelników – otrzymała nagrodę National Book Critics Circle w kategorii Biografie, a u nas zdobyła status Książki Roku 2019 w rankingu lubimyczytac.pl również w tym gatunku. Z kolei cztery lata po pierwszym polskim wydaniu, Wydawnictwo przygotowało dla czytelników wydanie drugie, wznowione, w nowej, bardzo wyrazistej szacie graficznej. I dzięki temu wznowieniu mogłam sama się z tym tytułem zapoznać.
Charlotte Gordon na co dzień wykłada w Endicott College w stanie Massachusetts, poza „Buntowniczkami” napisała pięć innych książek historycznoliterackich, jak również wydała dwa tomiki poezji.
 
„Buntowniczki” przedstawiają historię dwóch kobiet, które były rewolucjonistkami w swoich czasach – Mary Wollstonecraft żyła W Anglii w drugiej połowie XVIII wieku, jej córka Mary Shelley w pierwszej połowie XIX wieku. To kobiety, które miały ogromny wpływ na historię pod kątem wolności jednostki, a w szczególności płci żeńskiej, które nie chciały dać się wpisać w obowiązujące wtedy schematy i przekonywały poczucia wolności i niezależności innych. Ich losy po śmierci zostały na lata zapomniane, źle interpretowane, dopiero wraz z nadejściem fali feminizmu w latach 70tych spojrzano na nie tak, jak na to zasługują – to kobiety, które wyprzedziły swoje czasy i nie bały się głośno mówić o tym, co uważały za słuszne. Ta biografia jest wyjątkowa tym bardziej, iż jako pierwsza ukazuje szczegółowo wpływ, jak Mary Wollstonecraft miała na swoją córkę. Wydawać by się mogło, że jest to oczywista zależność, jednak w tym wypadku było inaczej – Mary Shelley nigdy nie poznała swojej matki, gdyż ta zmarła kilka dni po porodzie. A jednak, jak dowodzi ta książka, Shelley mimo wszystko była godną dziedziczką swojej matki.
„(…) idee mogą zmieniać świat, a słowo pisane zreformować ludzkość.”
Książka składa się ze wstępu i 40 rozdziałów, które naprzemiennie opisują w kolejności chronologicznej losy obydwu kobiet. Rozdziały są tytułowane i opatrzone datami, wskazujące okresy, o których opowiadają. W samym środku książki została zamieszczona wklejka z kilkunastoma zdjęciami, a całość zamyka bibliografia, która w tym wydaniu została ograniczona do polskich wydań wykorzystanych w przekładzie oraz odnośnika do strony internetowej wydawnictwa, na której znajduje się pełna bibliografia tego tytułu (co w mojej ocenie jest dobrym zabiegiem, dzięki któremu książka nie jest zamknięta setką stron przypisów i bibliografii). Rozdziały przeważnie liczą po kilkanaście stron, na których zestawione są podobne okresy życia obydwu kobiet. Styl, jaki posługuje się autorka, jest całkiem swobodny, choć historia jest bogata w szczegóły życia obydwu bohaterek, to jednak nie ma się wrażenia, że czytamy czystą, suchą biografię – autorka skupia się nie tylko na kolejnych wydarzeniach, ale i okrasza je odczuciami bohaterek, a robi to dzięki bogatemu materiałowi źródłowemu – obydwie kobiety pozostawiły po sobie dzienniki, jak i ogromną liczbę listów. W tekście autorka posługuje się nimi zarówno pośrednio, jak i cytuje je bezpośrednio, przytacza też również fragmenty ich dzieł i innych osób z ich historią związanych, jak np. męża Shelley, który był znanym poetą. Wszystko to jest dobrze wyważone, napisane ze smakiem, przez co książkę czyta się jak naprawdę porywającą historię z przełomu XVIII/XIX wieku.
„(…) w latach 80. XVIII wieku branża wydawnicza przeżywała rozkwit. Do tej pory to arystokraci stanowili większość czytelników – ludzi zamożni i posiadający dobre koneksje. Na krótka przez przyjazdem Mary do Londynu klasa średnia zaczęła odgrywać rolę na rynku, domagając się lektur, które pozwolą im rozwinąć intelekt i poprawić maniery, tym samym umożliwiając wkroczenie w świat wyższych sfer.”
Wydaje się, że polski czytelnik, który niespecjalnie dużą uwagę przekłada do historii literatury czy filozofii, raczej postaci Mary Wollstonecraft kojarzyć nie będzie. Gordon udowadnia, że takie przeoczenie to błąd, który jak najszybciej trzeba nadrobić i służy nam w tym swoją pomocą. Bo Mary Wollstonecraft to zdecydowanie ktoś więcej niż po prostu matka autorki „Frankensteina”. To kobieta, która w czasach, gdy jej płeć nie miała nawet praw do własnych dzieci, miała odwagę, by wyjść poza schemat oczekiwań społeczeństwa i żyć tak, jak chce. I nie tylko, bo również, a może i przede wszystkim, dzielić się swoimi przemyśleniami, wiedzą z innymi, by przyszłość kobiet była pozbawiona tych ograniczeń, które teraz je krępowały. Wollstonecraft miała odwagę, by sprzeciwić się patriarchatowi, by debatować z największymi myślicielami takich czasów. Czy tak wygląda istota mało rozumna, za którą wtedy uważano kobietę? Autorka bardzo dokładnie odrysowuje nam drogę Mary do wielkości, poczynając od dzieciństwa, po pierwsze próby samodzielności, aż po jej wielką karierę literacką i podróż do ogarniętej rewolucją Francji. Niesamowicie dobrze przy tym oddała tło historyczne, dzięki czemu czytelnik bardzo dokładnie przygląda się, jak mocno codzienne życie angielskich kobiet różniło się od tego nam teraz znanego.
„(…) jeśli Mary odmówiłaby powrotu do domu, rodzina nigdy by jej tego nie wybaczyła. Córki musiały się poświęcać. To przekonanie było głęboko zakorzenione w społeczeństwie.”
Mary Wollstonecraft żyła w epoce oświecenia, co dobrze widać w jej dziełach – polegała na logicznym myśleniu, mocno angażowała się w nowinki naukowe i polityczne. Była kobietą mocno osadzoną w rzeczywistości i tylko dzięki jej znajomości mogła tak skutecznie z nią walczyć. To były jej początki, jej droga do wielkości, którą wypracowała sobie rozumem i inteligencją.
„Zdaniem krytyków potwierdziła [Wollstonecraft], że jest niebezpieczną buntowniczką, która wtargnęła na tereny należące do mężczyzn. Za ironię można uznać fakt, że jej ‘wtargnięcie’, czyli obstawanie przy opinii, że społeczeństwo oparte na wolności osobistej powinno szanować prawa kobiet, stało się jej wyjątkowym wkładem do filozofii politycznej i tego, co później będzie znane jako feminizm. Jej praca zmieni kształt całej dyscypliny i przesunie granice dyskursu politycznego.”
A jednak Mary to nie tylko filozof i polityk, ale i kobieta pragnąca miłości. Jej pragnienia połączone z dążeniem do wolności przyczyniły się do kolejnych skandali, ale też zmieniło trochę jej własne podejście – dzięki temu lepiej zrozumiała samą siebie, w czasach ,gdy o psychologii i autoanalizie przecież się nie mówiło – to dopiero przyjdzie z Freudem. A jednak Mary pod wpływem własnych przeżyć i analizy emocji stała się kobietą jeszcze mądrzejszą, pełniejszą, która jeszcze przed nadejściem epoki romantyzmu, już propagowała ich idee. Chyba można więc uznać jak za prekursorkę tej epoki?
„Jaki jest ideał kobiety? – pytała. Czy jest nim omdlewająca panienka, naiwna i łatwo się męcząca? Nie! Jest nim zaradna, inteligentna ludzka istota.”
Pod jej ogromnym wpływem była Mary Shelley, wcześniej Godwin, jej córka. Mary wychowana przez ojca, który również był filozofem i myślicielem, od początku wiedziała, że jest dzieckiem niezwykłym.
„Ojciec nauczył ją, że pisanie to jej spuścizna, że jest córką Wollstonecraft i Godwina, dzieckiem myślicieli. Kiedy czuła się samotna i tęskniła za matką, pocieszała się myślą, że los wyniósł ją ponad zwykłych ludzi.”
Jednak ta świadomość jej nie przytłoczyła, a tak jak jej matce, dała siłę, by walczyć o siebie. Shelley robiła to jednak w bardziej romantyczny sposób niż jej matka, gdyż swój bunt, swój sprzeciw, o którym dowiedziała się cała Anglia, zaczęła od ucieczki z Percym Shelley. By tego było mało, pociągnęli ze sobą jeszcze przyrodnią siostrę Mary, która od chwili połączenia ich rodzin równocześnie podziwiała ją, jak i z nią rywalizowała. Mary pozornie może wyglądać na mniej waleczną osobę niż jej matka, a jednak przyglądając się jej biografii, dochodzi się do wniosku, że była równie odważna, jednak po prostu wyrażała to inaczej, nie angażowała się politycznie, a poprzez swoje własne postępowanie dała przykład innym kobietom. Autorka bardzo dokładnie opisuje jej podróże, jej literackie próby i w końcu dokonania, jak i przygląda się jej burzliwemu związkowi z jej przyszłym mężem, literatą i poetą Percym Shelley.
 
Książka nie jest więc tylko spojrzeniem na dokonania literackie obydwu pań (które były bardzo nowatorskie, bardzo przewrotowe!) ale na całe ich życie, pełną historię, która mocno osadzona jest w czasach, w których przyszło im żyć. Oczywiście nie jest to całkiem feministyczna historia, panowie też mają tu swoje miejsce, jednak to nie oni grają pierwsze skrzypce. Są ojcowie, bracia, mężowie, kochankowie, synowie, współpracownicy, pracodawcy. Na pewno warty wspomnienia jest ojciec Mary Shelley, mąż Wollstonecraft, który przecież musiał sam wychować ich córkę. Jednak, mimo iż sam był myślicielem, nie jest przedstawiony jako postać tak lotna jak obydwie kobiety – z czasem wręcz staje się żałosny ciągle tylko prosząc własną córkę o pieniądze. Równie dużo uwagi autorka poświęca mężowi Mary Shelley, który tak jak ona, był buntownikiem i skandalistą, duszą artystyczną, która chciała żyć według własnych przekonań, a nie wymogów społeczeństwa. A jednak jemu jako mężczyźnie było łatwiej, co tylko mocniej podkreśla jak ciężko w tamtych czasach żyło się kobietom-indywidualistkom.
„Kobiety muszą nauczyć się liczyć tylko na siebie. Mężczyźni nie powinni być postrzegani jako ich ‘wybawiciele’ – nadając im taką moc, można ich łatwo zmienić w brutali.”
„Buntowniczki” to biografia dwóch wielkich kobiet, ale i dużo więcej. To książka oddająca niesamowicie dokładnie i bogato tło historyczne XVIII i XIX wiecznej Anglii, przedstawiająca dokładnie jak wyglądało życie codzienne w tamtych czasach. Przeprowadza nas przez największe nurty, idee, wyznania tamtych czasów, które narzucane przez mężczyzn-intelektualistów dominowały w społeczeństwie. A jednak obydwie Mary miały siłę, by na swój sposób z tym walczyć, by pokazać, że nie trzeba żyć pod dyktando innych i swoją odważną postawą można zmienić świat. To książka niesamowicie bogata w szczegóły, wielki hołd dla obydwu kobiet, udowadniająca, że nie ma rzeczy niemożliwych. Książka na dobrych kilka długich wieczorów, ale jakże warta poznania nie tylko tych ciekawych historii literatury, ale i tego, jak zmieniało się spojrzenie na rolę kobiet i kto za tę zmianę odpowiadał… Porywająca historia! Jestem pod wrażeniem siły i odwagi obydwu pań!
„Paradoks ich sukcesu polega na tym, że współcześni czytelnicy nie zdają sobie sprawy z przytłaczających trudności, które musiały pokonać. Bez znajomości historii trudno dostrzec przeszkody, z którymi się mierzyły, a ich odwaga stała się niewidzialna. Obie kobiety można opisać słowem, którego używała Wollstonecraft – były ‘buntowniczkami’. Napisały książki, które zmieniły świat, łamały ograniczenia, które określały, i to nie raz, co wolno kobietom, ale po wielokroć, nieustannie podważając kodeks moralny swoich czasów. Nie chciały się ugiąć, ustąpić i podporządkować się, nie chciały milczeć, przepraszać i ukrywać się, dzięki czemu ich życie jest równie godne uwagi, jak słowa, które po sobie zostawiły. Broniły swojego prawa do decydowania o własnym losie, wzniecając rewolucję, która się jeszcze nie zakończyła.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 01, 2023

"Cieszyn prowadzi śledztwo" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka

"Cieszyn prowadzi śledztwo" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka

Skoro mamy już kwiecień, to najwyższa pora przyjrzeć się tytułom, które zawitają w tym miesiącu na księgarskie półki! I choć to ta druga połowa miesiąca będzie mocniej premierowa, to już w pierwszej też mam dla Was świetną propozycję. 12 kwietnia swoją premierę będzie miała komedia kryminalna "Cieszyn prowadzi śledztwo" Marty Matyszczak, a Kryminał na talerzu ma tę przyjemność objąć ją swoim patronatem medialnym!

Na moście Przyjaźni łączącym Cieszyn z Czeskim Cieszynem zostaje znalezione ciało mężczyzny. Ponieważ trup, Gustaw Habsburg – za życia potomek arystokratycznej rodziny – leży dokładnie pośrodku granicy państwowej, śledztwo muszą poprowadzić wspólnie funkcjonariusze z obu krajów. Sprawę od początku komplikuje fakt, że komisarz Liduška Žrankova i starszy aspirant Lucjan Kordel nie darzą się (już) sympatią. Nie pomaga też obecność małżeństwa Solańskich żywotnie zainteresowanych dochodzeniem… Od niedawna Róża pracuje w gazecie polonijnej, a Szymon wraz z kundelkiem Guciem przyjeżdżają do niej w odwiedziny. Prywatny detektyw zostaje wynajęty do odnalezienia zabójcy przez zaniepokojone o wizerunek miast burmistrzynie. Podejrzanych jest coraz więcej i doprawdy trudno się na któregoś zdecydować. A i samo miasto ma coś do powiedzenia…

"Cieszyn prowadzi śledztwo" to już jedenasty tom serii Kryminałów pod psem, a czwarty jaki ukazuje się pod patronatem Kryminału na talerzu. Oczywiście każdy tom serii można czytać oddzielnie, choć zachęcam do lektury całości, by w pełni docenić rewelacyjne kreacje bohaterów. Każdy tom to jednak osobna zagadka kryminalna, tym razem polsko-czeska... Lektura tej książki dostarczy nam ciekawej historii, intrygującej zagadki, jak i sporo humoru! Jest nasz kochany, najlepszy na świecie detektyw kundelek Gucio, a nawet na chwilę i Cieszyn dostaje głos... Brzmi ciekawie? Gwarantuję, że książka dostarczy Wam świetnej zabawy!

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Cieszyn prowadzi śledztwo
Cykl: Kryminał pod psem, tom 11
Data premiery: 12.04.2023
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!