kwietnia 26, 2023

"Schronisko, które przetrwało" Sławek Gortych - patronacka recenzja premierowa

"Schronisko, które przetrwało" Sławek Gortych - patronacka recenzja premierowa

Autor: Sławek Gortych
Tytuł: Schronisko, które przetrwało
Cykl: karkonoski, tom 2
Data premiery: 26.04.2023
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał
 
Sławek Gortych na naszym rynku książki pojawił się niecały rok temu – pod koniec lipca 2022 roku debiutował powieścią „Schronisko, które przestało istnieć” (recenzja – klik!), które pod płaszczykiem powieści kryminalnej łączy prawdę historyczną z fikcją literacką. Książka została niesamowicie ciepło przyjęta przez czytelników, co potwierdził kilka miesięcy temu plebiscyt portalu lubimyczytac.pl na Książkę Roku 2022, w którym zdobyła tytuł Debiutu Roku. „Schronisko, które przetrwało”, które dokładnie dzisiaj świętuje swoją premierę, jest drugim tomem cyklu karkonoskiego, który zaplanowany jest na trylogię. Jednak jego fabuła jest tak różna od pierwszej, że bez problemu można ją traktować jako powieść osobną. Choć jestem przekonana, że jak tylko raz sięgniecie po któryś z tomów tego cyklu, to od razu będziecie chcieli nadrobić resztę!
 
Tytułowe „Schronisko, które przetrwało” to karkonoskie schronisko Odrodzenie. Miejsce to w czasie II wojny światowej zostało przejęte przez nazistów, który urządzili tam jeden z swoich ośrodków wypoczynkowych dla młodzieży z Hitlerjugend. Lata później, w 2006 roku Justyna Skała, kierowniczka ośrodka, na czas małego remontu ośrodka planuje urlop, chce odwiedzić matkę, a może i umówić się na randkę z tajemniczym nieznajomym, który od pewnego czasu do niej pisze? To chyba dobry pomysł, by trochę oderwać się od schroniska, w którym tkwi już od dobrych dwóch lat? Szybko jednak okazuje się, że urlop to jedno wielkie rozczarowanie – matka nie przestaje ją naciskać na szybkie znalezienie męża i ‘niemarnowanie’ życia, a randka w ciemno … no cóż, tajemniczy mężczyzna nawet się na niej nie pojawia. Rozczarowana tym wszystkim Justyna postanawia od razu wrócić do schroniska i nadzorować remont, jednak i na miejscu czeka ją niemiła niespodzianka – ktoś włamał się do obiektu! Zanim jednak udaje jej się wezwać pomoc, włamywacze uciekają. Czego szukali w garażu, dlaczego chcieli kuć ścianę? No i czy to przypadek, że do włamania doszło właśnie tej nocy, w której Justyny w schronisku miało na pewno nie być? Jak ta historia łączy się z wojenną przeszłością schroniska? I co ma do tego zamach terrorystyczny na pociąg z 1947 roku?
„Te lęki cię gonią, ale ich siła jest duża tylko wtedy, gdy uciekasz (…). Staw im czoła. Zobaczysz, jak zaczną tracić na sile, maleć i znikać.”
Książka rozpoczyna się cytatem z Księgi Tobiasza powtórzonym za tablicą z kamieniołomu, w którym pracowali więźniowie obozu Gross-Rosen w 1940-1945 roku, mapką Karkonoszy, w których toczy się akcja powieści oraz spisem nazw miejsc w języku niemieckim i polskim. Wewnętrzne strony okładek opatrzone są zdjęciami powiązanymi z fabułą książki z czasów dawnych i współczesnych. Na końcu książki z kolei znajdziemy bogate posłowie, w którym autor tłumaczy co jest prawdą historyczną, a co fikcją literacką jak i podziękowania. Sama fabuła rozpisana jest na prolog i dziewięć tytułowanych części, które rozdzielone są na fragmenty toczące się w różnych czasach, jak i miejscach, co zawsze w tekście jest odpowiednio zaznaczone. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, we fragmentach współczesnych podąża za w całości za Justyną, z kolei fragmenty skupiające się na czasach dawniejszych, okołowojennych, są przedstawione z szerszej perspektywy, choć i tak zdają się krążyć wokół historii postaci prawdziwej Karla Hankego, która to pojawiała się również w tomie pierwszym. Styl powieści zasługuje na mocno podkreślenie, autor bardzo umiejętnie i zgrabnie posługuje się językiem polskim, a na każdej stronie powieści czuć, że stylistycznie książka dostała bardzo mocno dopieszczona. Język jest elokwentny, użyty nad wyraz sprawnie i płynnie, zdaje się być bardzo plastyczny pod piórem autora. Dzięki temu już sama warstwa stylistyczna daje czytelnikowi niesamowitą przyjemność i zapewnia lekturę, której po prostu nie chce się odkładać!
„Wiedziała jednak, że jej modlitwa nie zostanie wysłuchana. Zwracała się przecież do Boga z tyloma prośbami od najwcześniejszego dzieciństwa. Aż w pewnym momencie zrozumiała, że musi polegać tylko na sobie, bo inaczej nie przetrwa.”
„Schronisko, które przetrwało” zdaje się być bardziej dynamiczne niż tom pierwszy, zawiera kilka dobrych scen mocno trzymających w napięciu, które spokojnie można określić jako sensacyjne. Mamy tu niesamowicie zajmujący opis ataku na pociąg, który opisany jest tak, że żałowałam, że nie umiem czytać i przewracać stron jeszcze szybciej (ten fragment znajduje się z początku powieści), ale i w dalszej części nie zabraknie podobnie bogatych w akcję fragmentów. Są one świetnym dodatkiem do całej intrygi kryminalnej, która oczywiście skupia się na śledztwie wokół tajemnicy schroniska Odrodzenie i którą odkrywamy poprzez wydarzenia współczesne, jak i te osadzone w przeszłości. Fabuła jest dobrze przemyślana, trzyma czytelnika w ciągłej ciekawości jak to wszystko połączy się w jedną całość… Całość, która zachwyca tym mocniej, gdyż część przedstawionej historii, jest historią prawdziwą, która w czasach wojennych i powojennych zdarzyła się naprawdę. Autor powieści na prawdzie historycznych zdołał zbudować fabułę kryminalną, sensacyjną, która porywa i mocno zaprząta głowę czytelnika.
„Ale po kilku latach życia tutaj zrozumiałam zasady, jakie panują w małej wiosce jak ta. Gdy w Klinovych Boudach coś się pali, to sąsiedzi biegną gasić. A jeśli coś się spaliło, to musi znaczyć, że nikt nie przybiegł gasić. A jeśli nikt nie przybiegł gasić, to trzeba przez to rozumieć, że wszyscy we wsi po prostu chcieli, żeby się spaliło. Proste (…). Wioski takie jak Klinove Boudy są miejsce najlepszych sąsiedzkich relacji i największych dramatów. Bo to jedno takie miejsce?”
Poza dynamiczną, kryminalną fabułą, tym co przyciąga czytelnika jest również miejsce akcji, którego waga podkreślona jest już w samym określeniu serii: seria karkonoska. Tak, historia toczy się w Karkonoszach, górach ze skomplikowaną przeszłością, których tylko część znajduje się za polską granicą. To miejsce fascynujące, które nie tylko jest zderzeniem człowieka z naturą, ale i narodowości – Polacy i Czesi, kiedyś również i Niemcy. Taki rozrzut historyczny miał ogromny wpływ na kształt historii i społeczności tego miejsca, a autor bardzo umiejętnie ze swojej szerokiej wiedzy o tym miejscu skorzystał, dając nam dobry wgląd, w to jak wygląda życie w okolicznych małych miasteczek czy jak funkcjonuje schronisko. Warto też zaznaczyć to, co niesie ze sobą tytuł powieści –burzliwe wojenne i powojenne czasy przyczyniły się do wielu zmian w tym miejscu, przez co wiele ośrodków tej zawieruchy nie przetrwało. Odrodzeniu się udało, tylko jaką opowieść to miejsce ze sobą niesie?
„Uświadomiła sobie, jak wiele miejsc z okolicy Odrodzenia przestało istnieć. (…) z historii kilkusetletnich wielkich schronisk, z nazwisk ich budowniczych, gospodarzy i gości, z ich marzeń, pracy i przygód zostały tylko pojedyncze, bezosobowe słowa: „nieistniejące”, „spalona”, „ruiny”. Dotarło do niej, jak wiele szczęścia miało jej ukochane schronisko, które przetrwało. Po raz pierwszy nazwa Odrodzenie wydała się jej tak bardzo trafna.”
Autor swoją wiedzę o Karkonoszach świetnie łączy również z miejscowymi legendami, w tym przede wszystkim o czuwającym nad wszystkim Duchu Gór. W historię wplecione jest kilka ciekawych ludowych wierzeń, które dodają lekturze kolejnego smaczku.
 
A co z bohaterami? Tu kolejne zaskoczenie, gdyż „Schronisko, które przetrwało” mocno różni się od „Schroniska, które przestało istnieć”. Tam głównych bohaterem był Maks, młody stomatolog, który przyjechał do nieczynnego schroniska odziedziczonego po wuju – postać ze względu na zawód jak i zamiłowanie do gór wydawała się bliska autorowi. W tomie drugim dostajemy historię całkiem inną, gdyż prowadzoną z perspektywy kobiety, a Maks i jego partnerka Marta pojawiają się tu tylko na chwilę, jako postacie drugoplanowe. Justyna jako postać kobieca poprowadzona jest bardzo przyjemnie, ukazana jako zdeterminowana, by dotrzeć do prawdy. Równocześnie zdaje się w swoim życiu lekko zagubiona, niedawno zakończyła dosyć niezdrowy związek, który mocno w jej życiu namieszał. Jako osoba kierująca schroniskiem Odrodzenie jest kompetentna i pełna szacunku do swoich pracowników, którzy cenią ją jako człowieka, troszczą się o jej dobro. Może nacisk na psychologię postaci nie jest tu bardzo duży, ale wystarczający, by Justyna okazała się postacią pełną i sympatyczną.
 
No koniec jeszcze skupmy się krótko na zagadnieniach jakie te historia porusza. Tematy sięgające czasów wojennych, zbrodni, których dopuszczali się ludzie ogarnięci skrzywioną ideologią jednego człowieka. Człowieka, który swoją charyzmą przekonał innych do swoich racji, by za nimi podążali. Człowieka, który przyzwolił innym, bo budzi w sobie ukryte bestie, skupione na prezentacji własnych sił i zakłamanych racji. I te bestie nawet w czasach powojennych ciągle jeszcze zyskiwały swoich popleczników. Złość, brutalność, ale i pożądanie dóbr, obsesja, jak i trwoga, by nie ponieść za to wszystko kary niestety nie umierają w jednym pokoleniu, a przenoszone są dużo dalej. W końcu naziści robili tak wśród dzieci z Hitlerjugend, dzieci, które uczone były bezwzględności, które za zadanie miały tępić każdą inność, a które po prostu innego życia nie znały… To straszne jak człowiek jest w stanie pozwolić, by spaczone ideologie, przekonania innych, załamały jego własny obraz rzeczywistości, a wymogi społeczeństwa stłamsiły własne przekonania.
„Przyszedł taki czas, w którym okazało się, że nawet najlepsi z pozoru ludzie nie są odporni na zło, jak mogłoby się im to wydawać. Szaleństwo jednego człowieka stojącego na czele niemieckiego narodu pokazało rzecz przerażająco banalną: że w każdym można obudzić potwora. Wystarczą tylko odpowiednie bodźce, żeby wyrwać z uśpienia najpodlejsze instynkty, jakie drzemią w głębi ludzkiej duszy.”
Przyznam, że po tak świetnym debiucie, odczuwałam lekki niepokój, co przyniesie druga książka Sławka Gortycha. Okazało się, że całkowicie niepotrzebnie, gdyż zawiera wszystko to, za co pokochałam tom pierwszy: dobrą zagadkę kryminalną łączącą historyczną prawdę ze zgrabną współczesną intrygą, świetny język i styl, jak i nutkę sensacji. W tym tomie sensacji i emocji z nią związanych było więcej, a i mocno zaskoczyła mnie zmiana postaci, nałożenie ciężaru niesienia fabuły na postać kobiecą. Mogę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że i temu wyzwaniu autor podołał, a książkę czytało się doskonale. Jestem pod wrażeniem wiedzy i umiejętności literackich Sławka Gortycha, który dzięki swoim niesamowitym powieściom budzi w czytelniku miłość i fascynację Karkonoszami. Z niecierpliwością czekam, co przyniosą kolejne powieści tego autora!
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskie.


Dostępna będzie też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 25, 2023

Book tour z "W imię syna"!

Book tour z "W imię syna"!

Trzecia aktywność w ciągu ostatnich kilku dni? A jakże! Kryminał na talerzu troszczy się o to, by dostarczyć Wam same dobre i zajmujące książki na długi majowy weekend! Dzisiaj mam dla Was propozycję lektury świetnego szwedzkiego kryminału, w którym naprzemienna narracja i krótkie podrozdziały bogate w cliffhangery sprawiają, że przez fabułę gna się wręcz bez chwili na oddech. I to za jednym razem do finiszu! Do tego dochodzi jeszcze świetnie skonstruowana zagadka kryminalna i intrygująca postać głównej bohaterki, które sprawiają, że obok takiej lektury zdecydowanie nie można przejść obojętnie. "W imię syna" to co prawda już czwarty tom serii o prokurator Janie Berzelius, ale spokojnie można go czytać jako powieść osobną - wiem, sprawdziłam! Więcej o książce możecie poczytać w mojej recenzji - klik!, a teraz zapraszam do zgłoszeń!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Sonia Draga w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż już w środę popołudniu, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @mirkowo3 opinia - klik! 
2. @marzaczyta opinia - klik!
3. @kulka_czyta  opinia - klik!
4. @justyna6353 opinia - klik!
5. @z_ksiazka_mi_po_drodze  opinia - klik!
6. @zaczytana_daria opinia - klik! 
7. @mama_kochajaca_ksiazki
8. @du_dzik94  opinia - klik!
9. @monikajakobczyk_czyta opinia - klik! 
10. @littleanula_andthebooks opinia - klik!
11. @ebertowskaanka opinia - klik! 
12. @monikaormanin opinia - klik!
13. @milosniczka.kavy 
14. @poczytane_zapisane opinia - klik!
15. @moniaczytairecenzuje 

kwietnia 24, 2023

Book tour z "Grobem matki"!

Book tour z "Grobem matki"!


Weekendowy konkurs to był tylko jeden sposób na dostarczenie Wam fajnych lektur na majowy weekend. Dzisiaj przychodzimy z kolejnym! "Grób matki", trzecia część serii kryminalnej o Josie Quinn na naszym rynku dostępna jest już ponad miesiąc i w tym czasie zebrała sporo naprawdę pozytywnych opinii! Można ją czytać oczywiście i jako część serii, i jako osobną powieść, więc nawet nieznajomość tomów poprzednich nie wyklucza lektury tego. A dlaczego dobrze nada się na majówkę? Bo jest to lektura dynamiczna, szybka i zajmująca, więc dobrze będzie zarezerwować na nią sobie dobrą chwilę czasu, by nie musieć się od niej na siłę odrywać. A gwarantuję Wam, że fabuła porwie Was bez reszty! Więcej o tej powieści możecie poczytać w mojej recenzji - klik!, a teraz zapraszam do zgłoszeń!

Aktualnie w aktywnych book tourach mamy jeszcze ten z tomem drugim serii pt. "Bezimienna", w którym jest jeszcze kilka wolnych miejsc, więc jeśli jednak mielibyście chęć czytać po kolei, to tu znajdziecie post z BT z tomem drugim - klik!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż już w środę popołudniu, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @__colorfulmylife__ opinia - klik!
2. @mirkowo3 opinia - klik!
3. @littleanula_andthebooks opinia - klik!
4. @libroviator opinia - klik! 
5. @mama_kochajaca_ksiazki opinia - klik!
6. @justyna6353  opinia - klik!
7. @marzaczyta opinia - klik!
8. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik!
9. @du_dzik94 opinia - klik!
10. @mamazaczytana opinia - klik!
11. @ksiazka_na_przesluchaniu opinia - klik!
12. @przeczytajki opinia - klik! 
13. @ebertowskaanka opinia - klik! 
14. @poczytane_zapisane opinia - klik!
15. @monikajakobczyk_czyta opinia - klik!
16. @kasienkaj7 (09.01-03.04)
17. @books.injuly 
18. @_za.czytana.bella_
19. @sylwiaaa 
20. @cacko.od.reki 
21. @zaczytana_panna 
22. @izabelawatola 
23. @just_to_books 
24. @jpryczek 
25. @zafascynowana.ksiazkami_ 
26. @danutabobrowicz 
27. @miedzy_wersami0501 (książka jest tu od 04.09)

kwietnia 23, 2023

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów pod psem" - rozmowa IV

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów pod psem" - rozmowa IV

Czy tom jedenasty serii pisze się równie dobrze co pierwszy, skąd w Cieszynie wzięły się weki ze śledziem, co przydatnego do swojej powieści Marta Matyszczak znalazła na brzegach Olzy, dlaczego Szymon uparcie i nieustannie objada się syrem i hranolkami i jakie miejsce w Cieszynie każdy miłośnik książek odwiedzić powinien?
Zapraszam na rozmowę z autorką!

Marta Matyszczak notka biograficzna:
Chorzowianka z urodzenia, dziennikarka z wykształcenia, pasjonatka kryminałów z wyboru. Autorka dwóch komediowych serii: KRYMINAŁ POD PSEM i KRYMINAŁ Z PAZUREM. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej. Pisze scenariusze kryminalnych fars teatralnych. Kocha zwierzęta i podróże, szczególnie tropem powieściowych bohaterów.


Kryminał na talerzu: Kilka dni temu świętowaliśmy premierę nowego tomu Kryminałów pod psem pt. „Cieszyn prowadzi śledztwo”. To już jedenasty tom serii! Jak się Pani z tym czuje? To już bardzo pokaźna ilość książek! Czy pisząc kolejne tomy nadal bawi się Pani tak dobrze jak na początku?

Marta Matyszczak: Nie wiem, czy to aż tak bardzo pokaźna liczba, zważywszy na czas, w którym powstały. Wydaję dwie książki rocznie od siedmiu lat, zatem w 2023 będzie ich czternaście. Co więcej, nie zamierzam przestać! Bo, tak jak Pani zauważyła, świetnie się przy pisaniu bawię. A co ważniejsze – przy czytaniu bawią się moi czytelnicy. Często dostaję od nich wiadomości, w których opowiadają, jak „Kryminały pod psem” czy „Kryminały z pazurem” pozwoliły im przetrwać ciężkie chwile w życiu, chorobę, pobyt w szpitalu. Jak poprawiły im humor. I to jest dla mnie największy komplement.


Z pewnością dobrą chwilą oddechu od przygód Solańskich jest seria Kryminałów z pazurem, którą rozpoczęła Pani w 2021 roku. Czy pozwoliło to Pani podejść ze świeżym spojrzeniem do serii Kryminałów pod psem, czy widzi Pani teraz jakąś zmianę w swoim podejściu do tego cyklu?

Pisząc serię poświęconą weterynarce Rozalii Ginter i jej charakternej kotce imieniem Burbur raczej nie oddycham z ulgą na tę przerwę od Solańskich i Gucia, tylko za nimi tęsknię. A gdy wracam do pisania o Szymonie i Róży, to tak, jakbym spotykała się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. I odwrotnie – to samo dotyczy Ginterów. Choć „Kryminałów pod psem” – jak Pani zauważyła – jest jedenaście, to każdy z nich jest w pewien sposób inny – bohaterowie odwiedzają różne miejsca, wprowadzam wątki z przeszłości, opisując za każdym razem inne lata, stosuję różnorakie triki fabularne – na przykład w powieści „Cieszyn prowadzi śledztwo” pojawia się wątek, w którym przemawia... miasto – równoprawny bohater tej książki. Mam to wszystko dokładnie przemyślane – tak, by zaciekawić czytelnika, ale i siebie samą podczas pracy.


Zgodnie z rozkładem planów wydawniczych, o jakich mówiła nam Pani w poprzednich wywiadach, jeszcze w tym roku możemy spodziewać się nowego tomu serii Kryminałów z pazurem. Może nam Pani coś zdradzić w tym temacie, kiedy i czego możemy się spodziewać?

Trzeci tom cyklu „Kryminał z pazurem” pojawi się naprawdę już niedługo, bo jeszcze przed wakacjami. Będzie oczywiście osadzony na Mazurach, nad najbardziej popularną wśród kajakarzy rzeką. Rozalia i Paweł Ginterowie wraz z przyległościami udają się na wakacje. Ale zamiast wypoczynku czeka tam na ich iście kryminalna sprawa. A i osobiste losy Rozalii skomplikują się jeszcze bardziej. Wszystko to zanotuje pewna znana pamiętnikarka imieniem Burbur.


Ale wróćmy do głównego tematu wywiadu, czyli „Cieszyna prowadzącego śledztwo”. Jak w każdym poprzednim tomie, tak i w tym znalazła Pani miejsce na wprowadzenie w fabułę czegoś nowego. Tym razem jest to Cieszyn jako postać. Skąd pomysł na taki zabieg?

Chciałam, by w tym tomie miasto rzeczywiście stało się równoprawnym bohaterem powieści, by było takim wszechwiedzącym narratorem, który ma dostęp do każdego zakamarka powieściowego planu, ale i do postaci, które podgląda i relacjonuje czytelnikowi to, co widzi. Dodaje też komentarze z własną opinią na temat powieściowych wydarzeń. W ten sposób Cieszyn w pewien sposób ożył. Jest to też kolejny element odróżniający nowy tom od poprzednich.


Czy wcześniej odwiedzała Pani Cieszyn czy dopiero przy pomyśle na tę historię zdecydowała się Pani na wizytę? Nie ukrywam, że zachwyciło mnie to, jak dokładnie oddała Pani to miasto w swojej powieści!

W Cieszynie bywałam wielokrotnie na takich jednodniowych wypadach, odwiedzałam również tamtejszą bibliotekę. Byłam też w czasach studenckich na festiwalu Era Nowe Horyzonty, który właśnie tam się odbywał, zanim nie przeniesiono go do Wrocławia. Wraz z koleżanką spałyśmy na karimatach w sali gimnastycznej cieszyńskiej podstawówki, przechodziłyśmy przez granicę, by dostać się do kina – co było dla nas niezwykle ekscytujące – i chłonęłyśmy atmosferę miasta. A rok temu w kwietniu wybraliśmy się z mężem na research do powieści. Zamieszkaliśmy w Czeskim Cieszynie w hotelu, w którym do pokoju wchodziło się przez... toaletę. Wspaniała ciekawostka do wykorzystania w powieści kryminalnej! Zdeptaliśmy oba miasta wzdłuż i wszerz, obfotografowaliśmy je z laboratoryjną wręcz dokładnością, no i zachwycaliśmy się kwitnącymi na potęgę magnoliami, których w obu Cieszynach jest mnóstwo! Oczywiście nie mogło też zabraknąć dokumentacji kryminalnej i namierzenia tak czeskiej, jaki polskiej komendy policji. Cieszyn to naprawdę ciekawe miasto i z przyjemnością do niego wracam.


Pierwsi czytelnicy zwracają też uwagę na dualizm w powieści – dwa Cieszyny, dwie burmistrzynie, dwóch śledczych, którzy czasami znajdują odbicie w dwójce naszych głównych bohaterów serii. To musi być zabieg zamierzony, ale czy z premedytacją stosowany już od początku pomysłu na tę opowieść?

Nie tylko musi być, ale jest. Nie piszę moich powieści od przypadku do przypadku. Zanim zasiądę nad klawiaturą, obmyślam tekst od pierwszego zdania do ostatniej kropki. Dotyczy to również występujących w nich postaci i relacji między nimi. W „Cieszynie...” zrezygnowałam z kilkorga znanych już czytelnikom drugoplanowych bohaterów pojawiających się w „Kryminałach pod psem”, żeby zostawić miejsce dla Liduški i Lucjana, czyli czeskiej policjantki i polskiego stróża prawa, których historia odgrywa ważną rolę w powieści. Bardzo polubiłam niezależną, mającą gdzieś, co pomyślą sobie o niej inni Liduškę!


W książce często pojawiają się zwroty po czesku, często też stosuje Pani grę słowną polegającą na zbliżonym wydźwięku słów czeskich i polskich, które jednak w istocie mają inne niż można by przypuszczać znaczenie. Jak dokładnie musiała Pani poznać język czeski, by zastosować taki zabieg? W poprzednich tomach przede wszystkim pojawiała się gwara śląska, co ze względu na Pani miejsce zamieszkania raczej trudności przy pisaniu nie sprawiało, ale teraz chyba było inaczej?

Język śląski rzeczywiście jest mi bliższy. Natomiast tu bardzo chciałam uniknąć głupich dowcipów słownych polsko-czeskich w stylu: „Jak jest po czesku zaczarowany flet”? Odpowiedzi nawet nie będę przytaczać, ale być może czytelnicy pamiętają, tak jak ja, z dzieciństwa takie językowe durnotki. W pracy nad warstwą językową powieści pomogła mi książka „Nowy Kapoan. Strzel i traf do czesko-polskich językowych gaf” pani Zofii Tarajło-Lipowskiej opublikowana przez Wydawnictwo Afera. A także spacer brzegami Olzy – po czeskiej stronie można się natknąć na dwa słupy, na których wypisano podobne do siebie zbitki językowe. Założyłam osobny zeszyt, w którym rozpisałam sobie szereg wyrażeń w obu językach, a potem dopasowywałam je do poszczególnych sytuacji w książce. Świetnie się przy tym bawiłam! 


Każdy rozdział tego tomu rozpoczyna cytat w jakiś sposób powiązany z Czechami. Długo zbierała Pani te cytaty? Nie ukrywam, że z przyjemnością odkrywałam w przypisach książki Wydawnictwa Afera, które krzewi na naszym rynku literaturę czeską. 

Niezbyt długo. Wystarczyło, że podeszłam do swojego regału i ściągnęłam z niego wszystko to, co miałam na półce z literaturą czeską. A potem zagłębiłam się w książki – między innymi Wydawnictwo Afera, które bardzo cenię – przypominając sobie te wszystkie znakomite lektury i wynajdując fragmenty, które mogłabym wykorzystać w powieści. Choć tytuł pierwszego rozdziału jest bardziej muzyczny, niż literacki i pasował idealnie do sceny, w której Szymon Solański jedzie swoją skodą do Cieszyna. A przekonałam się o tym, tłumacząc sobie piosenkę o Jožinie z bažin... 


Czy ścieżka dźwiękowa jaka towarzyszyła powstaniu tej powieści to zespół HEY? Podczas lektury natrafiłam na wiele nawiązań do ich utworów!

Piszę w absolutnej ciszy, więc nawet Hey nie byłby mile widziany jako akustyczne tło do mojej pracy. Natomiast te wszystkie fragmenty różnych piosenek czy też tekstów z filmów, które wkładam w usta moich bohaterów czy też narratora, siedzą gdzieś z tyłu mojej głowy, wmontowane tam na stałe. I kiedy zaczynam pracę nad tekstem, dzieje się pewnego rodzaju twórcza magia – te urywki same do mnie przychodzą w odpowiednim momencie, skojarzenia pukają do drzwi i proszą, by je wykorzystać. A dla czytelników – o czym mnie potem informują – to jest dodatkowa atrakcja, by te nawiązania odnajdywać.


Nie mogłam też nie zwrócić uwagi na kontekst kulinarny tej powieści – jak wiadomo, dobre jedzenie to moja równie wielka pasja co książki. Tu co chwilę coś przewija się w tej tematyce, a jednak bohaterowie w sumie (przez naciski Szymona!) jedzą ciągle to samo. Czy faktycznie smażony ser z frytkami to najpopularniejsze czeskie danie? I jaka jest Pani ulubiona potrawa z tego rejonu?

Jak wiadomo, syr i hranolki, wcale nie są ulubionym daniem Czechów, są za to moim, gdy tylko zapuszczam się w rejony naszych południowych sąsiadów, dlatego też i Solański otrzymał takie upodobania kulinarne. Czesi raczej preferują mięsne dania, a ja jestem wegetarianką, więc nie dla mnie knedliki z gulaszem. Za to dobrym czeskim piwem nie pogardzę – kufelek znalazł się nawet na okładce powieści. Upór Solańskiego do jedzenia smażonego sera jest dowcipem. Róża pod tym względem ma już go lekko dosyć... Za to oboje gustują w słodkościach serwowanych w przepięknej księgarnio-kawiarni Kornel i Przyjaciele w polskim Cieszynie. Ja również polecam zarówno tamtejszy jadłospis, jak i samo pełne książek, klimatyczne miejsce.


A jak już jesteśmy przy przyjemnościach i jedzeniu, to pozwolę sobie jeszcze zapytać o fabrykę cukierków Szymonków, która odgrywa w pewnym momencie znaczącą rolę w tej historii. Czytając ją myślałam, że jest to nawiązanie do Michałków, ale przeszukując internetową wyszukiwarkę znalazłam informację, że w Cieszynie mieści się fabryka wafelków. Jak to więc jest z tą fabryką cukierków powieściowych, jest jakiś pierwowzór? A może z Szymonkami to inna historia? 😊

Michałki powstawały rzut beretem ode mnie, czyli w Siemianowicach Śląskich. W Cieszynie zaś są zakłady Olza produkujące Prince Polo. Nie chciałam jednak wykorzystywać tej firmy wprost, więc wymyśliłam szymonki. A z wafelkami to jest osobna historia – nastąpiła wymiana handlowa między Polską a Islandią. My wysłaliśmy im wódkę i wafelki, a oni nam śledzie. Stąd Prince Polo zawędrowało na Islandię, a w Cieszynie pojawiły się słynne weki (kanapki) ze śledziem, którymi moi bohaterowie także się pożywiają.


A Habsburg? To właśnie Habsburg o imieniu Gustaw (imiennik Gucia!) pada martwy na moście granicznym i jest nazwany bardzo zabawnie transgranicznym trupem. Skąd Habsburg w tej historii?

Stąd, że Cieszyn przez stulecia był pod panowaniem dynastii Habsburgów. Wpadłam więc na pomysł, by do powieści wprowadzić ich całkiem współczesnego potomka. Długo jednak nie poszalał, biedny Gustaw, ponieważ od razu padł trupem. O historii  cieszyńskich Habsburgów, jak i Piastów można poczytać, odwiedzając Wieżę Piastowską na Wzgórzu Zamkowym w Cieszynie. 


Po raz kolejny wystawiłam Panią na ostrzał pytań, ale obiecuję, że już kończymy 😉 Zatem na koniec: jakie miejsce w Cieszynie szczególnie nam Pani poleca?

Księgarnio-kawiarnię Kornel i Przyjaciele! Jeśli kochacie książki, możecie w tamtejszych zakamarkach zagubić się już na zawsze. A i wizyta w toalecie przynosi elementy komediowe... 


I co dalej z naszą ulubioną paczką Różą, Szymonem i Guciem? 

Podpowiedź co do dalszych ich losów, jak zawsze, można znaleźć pod koniec powieści „Cieszyn prowadzi śledztwo”. Będzie się działo! 


Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 21, 2023

Wygraj "Cieszyn prowadzi śledztwo"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Cieszyn prowadzi śledztwo"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wielkimi krokami zbliżamy się do majówki, pora więc i przyszykować sobie na nią odpowiednie lektury. A co możemy być lepszego do czytania w tym okresie jak nie lekki kryminał, który w przyjemny i bardzo dokładny sposób oprowadza nas po ciekawym mieście? To będzie idealny wybór zarówno na wyjazd, jak i pozostanie w domu, bo przecież książka i tak zapewni nam solidną wycieczkę. "Cieszyn prowadzi śledztwo" to również odpowiednia lektura nie tylko dla fanów serii Kryminałów pod psem, której jest to już tom jedenasty, ale i dla tych, którzy nie mieli jeszcze z nią do czynienia. Dlaczego? O tym pisałam w recenzji, którą znajdziecie tu - klik! Książka na naszym rynku dostępna jest zaledwie od poprzedniego tygodnia, a ja dzisiaj mam dla Was jej trzy egzemplarze do podarowania!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

W "Cieszynie prowadzącym śledztwo" Róża, Szymon i Gucio pomieszkują w Hotelu Čity, który pod pewnymi względami mocno zaskakuje, przez co w pamięci czytelnika ma szansę pozostać na zawsze. Dlatego teraz napisz:
Jaka książka z hotelem w tle (lub innym tego typu miejscem jak np. pensjonat) najbardziej zapadła Ci w pamięć? Krótko wyjaśnij dlaczego.


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 21 do 23 kwietnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

24.04 aktualizacja - wyniki konkursu:
Muszę przyznać, że każda odpowiedź zgłoszona w konkursie bardzo mi się spodobała - znowu utrudniliście mi zadanie wyłonienia zwycięzcy! Było o książkach, które znam, nowych i starszych, były książki, o których nigdy nie słyszałam, i takie, które ciągle czekają na mojej półce. Niektórzy nawet sięgnęli do poprzednim tomów serii Kryminałów pod psem! Różnorodność więc naprawdę duża! Ale co zrobić, trzeba wybrać trzy odpowiedzi, zatem posiłkując się argumentem aktywności na profilach, ostatecznie wyłoniłam zwycięską trójkę:

FB:
1) Ewelina Białogołąbek
"Kawa zanim zginiesz" Tomasza Brewczyńskiego. Dlaczego?
Jak pierwsze skrzypce grają detektywi amatorzy, to już wiadomo, że będzie się działo ☺️ Akcja początkowo płynie statycznie, jednak z każdym kolejnym rozdziałem nabiera coraz szybszego tempa. Autor fenomenalnie potrafi zmylić czytelnika, obracając jego domysły w pył niczym młynek do mielenia ziarna tytułowego napoju. Język jest prosty oraz niepozbawiony humoru czy zabawnych powiedzonek. Bohaterowie wykreowani przez pisarza tworzą prawdziwą mieszankę wybuchową, a ich charakterystyki zostały dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Za pewnik można uznać, iż w tak barwnym i niesztampowym gronie wystarczy iskra, by rozpalić ogień wzajemnych oskarżeń oraz konfliktów. Moją sympatię od początku wzbudził kolorowy, nietuzinkowy duet. Charyzmatyczny i odważny Maks oraz Tymek - ekscentryczny, pocieszny chłopak. Fabuła została umiejscowiona w odludnej osadzie (a dokładniej w pensjonacie położonym na jej terenie) w środku lasu, co nadaje jej mroczny klimat, a zamknięta grupa podejrzanych przywodzi na myśl książki Agathy Christie.
Lekturę czyta się szybko, odbiorca po zostaje wciągnięty w wir wydarzeń i niespodziewanych zwrotów akcji. Ja osobiście wsiąkłam w tę opowieść jak płyn w gąbkę i nie mogłam się od niej oderwać niczym odwodniony od kroplówki. Czułam się, jakbym z główną parą postaci próbowała połączyć wszystkie elementy tej zawiłej układanki, udzielały mi się również ich emocje. Zakończenie udało się Panu Tomaszowi znakomicie, a motywów zbrodni naprawdę ciężko się domyślić.
Ale się rozpisałam 🤣
2) Kamila Ślizewska
Jakież to doskonałe pytanie, na które z wielką ochotą udzielę odpowiedzi! Cudownie! Otóż moją ulubioną książką, w jakiej wydarzenia są osnute na kanwie ściśle związanej z miejscem, jakie stanowi hotel, jest oczywiście “Lśnienie” autorstwa mego ukochanego Pisarza - Stephena Kinga! Nie ma innego hotelu, który byłby doskonalszy od Panoramy! Tam właśnie, w Colorado, istnieje prawdziwy hotel o nazwie Stanley, jaki stał się inspiracją dla Stephena Kinga do osadzenia wydarzeń swojej powieści w tymże miejscu. Panoramę zekranizował Stanley Kubrick w swoim filmie pod tym samym tytułem z doskonałą grą aktorską Jacka Nicholsona oraz Shelley Duvall, która zapada w pamięci równie mocno, co książka. Panorama to jeden z najstraszniejszych hoteli wszechczasów, w którym ludzie odchodzą od zmysłów, szaleją niepocieszeni, zapominają o tym, kim są i tracą swoje ambicje oraz priorytety. Tu główny bohater “Lśnienia” Jack Torrance zatapia swoje smutki i niespełnione marzenia w alkoholu, podczas gdy jego syn, Danny wraz z żoną Wendy przeżywają prawdziwy koszmar. Danny bowiem ulega agresji ojca, nad którą Wendy w żaden sposób nie potrafi zapanować. W dodatku koszmarem stają się dla dziecka wizyty w pokoju 217, w jakim syn doznaje zwidów, przedstawiających zaistniałe wcześniej w hotelu zbrodnie. Prawdziwa gratka dla miłośników horrorów, książek grozy, opisów zimowej aury, gór, a także ogrodów-labirytnów, w których pokrzywdzona matka ukrywała się z synem przed pełnym agresji ojcem. Hotel Panorama zapada na całe życie w pamięć. To miejsce jest mi niezwykle bliskie, dlatego że w moim dzieciństwie takie problemy, jak alkohol czy agresja, były na porządku dziennym. Myślę, że nie tylko ja odnalazłam w tym hotelu ułamek chwil swego nieszczęśliwego dzieciństwa i mroku, które się z tym związały. Takie lektury zostają w pamięci człowieka do końca życia, a zwłaszcza ten niepowtarzalny klimat, który im towarzyszył! Panorama pomogła mi wyjść z cienia i mroku! ❤

IG:
3) @kabaretka_30
W pierwszej chwili od razu pomyślałam o serii przez Ciebie poleconej z detektyw Jessicą Shaw Lisy Gray. Nie pamiętam w tym momencie, który tytuł czy "Samotne serca" czy także w książce "Bez powrotu" (choć wydaje mi się, że w dwóch częściach) był motyw, kiedy główna bohaterka będąc w trakcie śledztwa pomieszkuje w motelu. W pewnym momencie i ona staje się ofiarą w motelowym pokoju... Miejscu wydawać by się mogło cichym, spokojnym i bezpiecznym. Biorę udział by dać szansę Guciowi 😁 Ostatnio po swoim komentarzu miałam wyrzuty sumienia, że nawet nie zapamiętałam jego imienia 🤭 Najwyższa pora to zmienić i zaprzyjaźnić się z tym bohaterem.

Gratulacje! Czekam na Wasze adresy (wraz z numerem telefonu dla kuriera)!
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zapraszam do całej aktywności na profilach, a już wkrótce ruszymy z kolejnym konkursem!

kwietnia 19, 2023

"Schronisko, które przetrwało" Sławek Gortych - zapowiedź patronacka

"Schronisko, które przetrwało" Sławek Gortych - zapowiedź patronacka

 Wiosną nie tylko przyroda budzi się do życia - półki księgarskie też nabierają pękatych kształtów! W kwietniu wydawnictwa oferują nam szeroki wybór nowości, ale spośród nich musimy wyłuskać te perełki. Jedną z nich jest nowa książka Sławka Gortycha pt. "Schronisko, które przetrwało" - swoją premierę będzie miała dokładnie za tydzień 26 kwietnia, a Kryminał na talerzu ma tę przyjemność objąć ją swoim patronatem medialnym!

Nazista uciekający przed sprawiedliwością.
Kobieta próbująca przywrócić honor swojej rodzinie.
Włamywacze szukający śladów przeszłości. Co ich łączy? Schronisko.
Karkonoskie schronisko Odrodzenie zostaje zamknięte z powodu remontu. Zarządzająca obiektem Justyna Skała, przyjaciółka Marty i Maksa, korzystając z wolnej chwili, daje się zaprosić tajemniczemu adoratorowi do teatru w rodzinnej Jeleniej Górze. Gdy mężczyzna nie zjawia się w umówionym miejscu, tknięta niejasnymi przeczuciami wraca nocą do schroniska i odkrywa, że dozorca zniknął, a w piwnicy grasują włamywacze. Wkrótce daje o sobie znać nazistowska przeszłość Odrodzenia. Czy włamanie ma coś wspólnego z morderstwem, do którego doszło w budynku w czasie wojny? Co łączy schronisko z zamachem niemieckich partyzantów na polski pociąg? Czy odkrycia Maksymiliana mają związek z wydarzeniami, które niepokoją Justynę? Jedno jest pewne: sekrety Odrodzenia powinny ujrzeć światło dzienne. Są jednak ludzie zdecydowani narazić niejedno życie, by do tego nie doszło…


"Schronisko, które przetrwało" to drugi tom serii karkonoskiej. Pierwszy pt. "Schronisko, które przestało istnieć" (recenzja - klik!), wydany latem rok temu został niesamowicie ciepło przyjęty przez czytelników, którzy zgodzili się ze mną - we własnym podsumowaniu roku 2022 wyróżniłam ją jako Debiut Roku 2022, a kilka miesięcy później właśnie taki status został przyznany jej w rankingu Książka Roku organizowanym przez portal lubimyczytac.pl. Niemniej jednak znajomość tomu pierwszego nie jest konieczna, by zapoznać się z tomem drugim. A ten przyniesie nam morze emocji i to już poczynając od samego początku lektury! Tym razem wydarzenia współczesne mieszają się z tymi na moment po zakończeniu II wojny światowej, a fikcja literacka ładnie przeplata się z prawdą historyczną. Do tego doskonały styl i oczywiście czuwający nad wszystkim karkonoski Duch Gór... Gwarantuję, że lektura Was usatysfakcjonuje!

Autor: Sławek Gortych
Tytuł: Schronisko, które przetrwało
Cykl: karkonoski, tom 2
Data premiery: 26.04.2023
Wydawnictwo: Dolnośląskie
 Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 18, 2023

"Cztery ciotki i trup" Jesse Q. Sutanto

"Cztery ciotki i trup" Jesse Q. Sutanto
Autor: Jesse Q. Sutanto
Tytuł: Cztery ciotki i trup
Cykl: Cztery ciotki, tom 1
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
 
Jesse Q. Sutanto pochodzi z rodziny chińsko-indonezyjskiej i choć aktualnie mieszka w Dżakarcie, to swoje powieści publikuje po angielsku. Zawiłości kulturowe świetnie tłumaczy w swojej książce, pierwszej, która ukazała się na polskim rynku pt. „Cztery ciotki i trup”. Na rynku angielskim książka ukazała się dwa lata wcześniej, w międzyczasie doczekała się kontynuacji, wykupienia praw do ekranizację przez firmę Netflix oraz nagrody Comedy Women in Print Prize 2021. Jest to lekka komedia kryminalno-romantyczna, komedia pomyłek, w której w zabawny, lekko przerysowany sposób autorka przybliża nam codzienność życia w podobnej rodzinie jak jej własna.
„Cztery ciotki i trup” to jej debiut skierowany do dorosłego czytelnika. W sumie dla dorosłych napisała już trzy książki, jak i kilka dla młodszych czytelników oraz w kategorii YA.
 
Historia „Czterech ciotek i trupa” toczy się ciepłym latem w Kalifornii. Meddy Chan, młoda fotografka jak co tydzień spotyka się z swoją matką i trzema ciotkami w restauracji z pierożkami dim sum. Razem prowadzą firmę obsługującą wesela i kolejnego dnia czeka ich realizacja wielkiego projektu – wesela bardzo zamożnej i wpływowej pary na kilka tysięcy osób odbywającego się w nowopowstałym hotelu na wyspie. Spotkanie zatem jest po części biznesowe, oby omówić, czy na pewno wszystko jest gotowe, ale i towarzyskie, bo… matka Meddy informuje ją, że umówiła się w jej imieniu na randkę. Randka jest dzisiaj, więc Meddy nie ma za wiele czasu na przygotowania, wie tylko, że matka poznała tego mężczyznę przez internet. Chwilę później okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana, w grę wchodził portal randkowy, na którym jej matka zarejestrowała się właśnie jako Meddy… Jej partner więc wie o niej sporo, chyba nawet za dużo, gdyż matka, jak i wszystkie ciotki, nie do końca poprawnie posługują się angielskim, więc i nie do końca są w stanie zrozumieć pewne niedomówienia i insynuacje…  No tak, w związku z tym na randce dochodzi do krępującej sytuacji, w czasie której Meddy przypadkowo zabija partnera… Zszokowana, bez dostępu do telefonu wraca z nim samochodem do domu, na szczęście na miejscu jest matka, która od razu wzywa ciotki na pomoc. Wspólnie postanawiają, że muszą pozbyć się ciała, jednak mają na to niewiele czasu – za kilka godzin zaczyna się wesele! Czy nagle ich piątka okaże się równie skuteczna w ukrywaniu zbrodni co w organizowaniu wesela? A co kiedy te dwa tematy się wymieszają?
„Dlaczego tak na mnie, do licha, patrzą? Żołądek zaczyna mi ciążyć ołowiem. Boże, to jest ta chwila, kiedy mnie poinformują, że wzięły na swój tajemniczy biznes pożyczkę pod zastaw domu. Albo że ten biznes to handel kokainą. A może ludźmi? Kurczę, mam naprawdę kiepskie zdanie o swojej rodzinie.”
Książka składa się z prologu, trzech tytułowanych (wraz z humorystycznym, prostującym tytuł komentarzem) części oraz epilogu. Części rozpisane są na rozdziały, początkowe naprzemiennie opisują wydarzenia aktualne, jak i te z przeszłości, później skupiamy się już tylko na wydarzeniach bieżących. Rozdziałów w sumie jest trzydzieści cztery, prowadzone są w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego przez Meddy. Styl jest lekki, całkiem płynny (choć raz czy dwa trafiłam na dziwne konstrukcje słowne, które chyba nie całkiem mające swoje przełożenie na polski – nie jestem pewna, czy był to zabieg specjalny, choć nie wykluczam takiej opcji), bogaty w zwroty i słowa z obcych nam języków, jak indonezyjski i mandaryński (oczywiście wszystko opatrzone jest tłumaczącymi przypisami). Dialogów jest dużo, są przyjemnie humorystyczne i oparte na zamieszaniu językowym, jakie powstaje pomiędzy pokoleniami w tego typu rodzinie. Najwięcej humoru jednak zawarte jest w samych sytuacjach, stąd i określenie komedia pomyłek sprawdzi się tu znakomicie. Całość czyta się lekko, szybko i niezobowiązująco.
 
Poza przyjemnym, lekkim humorem, drugim plusem powieści jest rodzina Meddy. Cztery ciotki, a raczej trzy ciotki i jej matka to bardzo bogate, dynamiczne, a jednak bardzo od siebie różne osobowości. Głośność i żywość to raczej ich cechy kulturowe, a i pojęcie rodziny jest u nich inaczej odbierane niż w naszej kulturze. No właśnie, rodzina jest duża, głośna i dosyć wścibska, a może, by nie brzmiało to tak ostro, po prostu cały czas bliska i ciekawa siebie nawzajem. Mimo tego każda z ciotek ma jasno określone miejsce w szeregu, dokładnie tak, jak nakazuje tradycja. Meddy trochę zderza się z ich, w jej ocenie, przestarzałym podejście, chce większej indywidualności, ale jednak czuje się z nimi na tyle związana, że ciągle tkwi mocno w tej rodzinie.
„Tak jest zawsze, kiedy moje pokolenia ośmiela się sprzeciwić rodzicom. Tworzą wspólny front i degradują nas do roli rozwydrzonych bachorów, bagatelizują nasze słowa, żeby się nie przedarły przez ich zbroję. Mam ochotę tupać nogami i krzyczeć, dopóki nie zaczną słuchać, ale to tylko utwierdziłoby je w przekonaniu, że jestem niemądrym dzieckiem.”
No właśnie, Meddy. Młoda kobieta, na chwilę po studiach, która działa w firmie ciotek jako fotograf, choć chyba wcale tego nie chce. Meddy jest pełna sprzeczności, jest rozdarta pomiędzy oczekiwaniami swojej rodziny, swojej kultury, a tym czego sama chce jako jednostka. Już kilka lat temu poświęciła swoje prywatne szczęście na rzecz ciotek, czy jednak teraz już nie pora, by w końcu to zmienić?
Nie da się ukryć, że postacie w dużej mierze tutaj to kobiety. Może dziwić fakt, że rodzina Meddy jest w pełni żeńska? Bohaterka szybko zdradza, że nad jej rodziną ciąży klątwa, która sprawia, że mężczyźni z nimi na długo nie zostają… Czy to kolejny wymysł kultury chińsko-indonezyjskiej czy faktycznie coś więcej kryje się w tym stwierdzeniu?
 
We wstępie wspomniałam, że jest to komedia kryminalno-romantyczna, trup jest, ale gdzie ten romantyzm? Też jest, choć troszkę później… Mianowicie Meddy w czasie wesela spotyka na swojej drodze dawną miłość, o której nigdy nie przestała fantazjować. A jednak jak próbować nawiązać ponowną relację z dawno niewidzianą sobą, na widok której miękną nogi, gdy przede wszystkim trzeba ukryć trupa?!
 
Intryga kryminalna mocno związana jest z sytuacjami humorystycznymi, jak na komedię pomyłek przystało. Akcja toczy się żwawo, co chwilę ma miejsce jakieś niespodziewane, komplikujące plany zdarzenie, które zaskakuje i wywołuje uśmiech na twarzy. Może w tym wypadku nie należy książki rozpatrywać w granicach prawdopodobieństwa, a po prostu dobrze się przy niej bawić.
 
Jest humor, szybko tempo, fajne postacie, sporo nowinek kulturowych i co jeszcze? Pojęcie rodziny, przywiązania, ale i potrzeby realizowania swoich własnych, indywidualnych potrzeb. Może w sytuacji, gdy trzeba ukryć trupa, rodzina działająca razem z pewnością poradzi sobie z tym lepiej niż pojedyncza jednostka, nie zmienia to jednak faktu, że życie pod dyktando i oczekiwania innych w rytmie codziennym męczą. Meddy to poczucie towarzyszy od dobrych kilku lat, pora więc zawalczyć i o swoje własne, osobiste szczęście.
„Nie biegnę jednak za nimi. Zawsze za nimi biegnę, a potem przepraszam i zapewniam, że od teraz będę mniej beznadziejną córką, i w rezultacie mam dwadzieścia sześć lat, nadal mieszkam w domu rodzinnym, a weekendy spędzam na fotografowaniu wystawnych wesel i udawaniu, że to lubię.”
Po lekturę „Czterech ciotek i trupa” sięgnęłam w okresie świątecznym i był to całkiem dobry wybór. To lekka, niezobowiązująca, pozytywnie nastrajająca lektura, z którą spędziłam miło kilka dobrych chwil. Może nie śmiałam się przy niej w głos, ale z pewnością przyniosła mi uśmiech na twarzy. Doceniam też możliwość zapoznania się z tak różną kulturą niż nasza – jak wykazuje autorka, rodziny chińsko-indonezyjskiej to wybuchowa mieszka charakterów, tradycji, oczekiwań i zabawy. Chętnie zobaczę jak ta historia sprawdzi się na ekranie, a i po drugi tom sięgnę z równie dużą przyjemnością!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Luna. 
Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!