Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #kryminalnykwiecień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #kryminalnykwiecień. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 25, 2024

"Zapach świeżych trocin" Agata Czykierda-Grabowska

"Zapach świeżych trocin" Agata Czykierda-Grabowska

Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Tytuł: Zapach świeżych trocin
Data premiery: 24.04.2024
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 296
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Agata Czykierda-Grabowska na naszym rynku książki wkrótce świętować będzie dekadę - po raz pierwszy czytelnicy mogli o niej usłyszeć w roku 2015, kiedy to debiutowała powieścią „Kiedy na mnie patrzysz”. Jednak podejrzewam, że dla tych o gustach kryminalnych, nazwisko nie jest znajome. Nic dziwnego, autorka specjalizuje się raczej w gatunkach new i young adult, czyli powieściach skierowanych dla młodych czytelników, choć jak sama podkreśla, również dorośli znajdą w nich coś dla siebie. Aktualnie na koncie ma już dziewiętnaście powieści, jednak “Zapach świeżych trocin” to dopiero jej drugie podejście do gatunku thrillera. Pierwsze miało miejsce w 2022 w powieści “Oddaj to nocy”. Dla mnie jednak to ta tegoroczna nowość jest pierwszy zetknięciem z jej piórem. I trzecim, ostatnim tytułem jaki czytamy w ramach akcji Wydawnictwa Zwierciadło #kryminalnykwiecień (IG - klik!, FB - klik!)!
 
Historia “Zapachu świeżych trocin” toczy się współcześnie, w październiku w okolicach Warszawy. Iza, ponad trzydziestoletnia kobieta, właśnie została zwolniona ze stanowiska wykładowczyni na krakowskiej uczelni przez swój własny błąd - wdała się w romans ze studentem, który w ramach zemsty doniósł na nią władzom uczelni. Bez zatrudnienia, prawie już bez pieniędzy, Iza wraca do Warszawy, gdzie zamierza w miesiąc zapisać książkę, thriller, opowiadający o losach nastolatków właśnie kończących liceum. Nie za bardzo jednak ma się gdzie zatrzymać, zatem korzysta z pomocy dawnego znajomego, który prowadzi firmę deweloperską - w oddaleniu od centrum miasta, w dużym odosobnieniu stoi nowy budynek, ekskluzywny blok mieszkalny, który jest już prawie wykończony, jednak nadal nie oddany do użytku. Iza dostaje klucze do mieszkania pokazowego, w którym może się zatrzymać. Bo czy nie właśnie odosobnienia jej potrzeba, by szybko napisać książkę? Kiedy jednak pierwszej nocy leżąc w wannie pełnej ciepłej wody i popijając wino słyszy głośne walenie do drzwi, kiedy przecież była zapewniania, że nikogo poza nią w tym budynku ani w najbliższej okolicy nie będzie, nie jest już taka pewna, czy to była taka dobra decyzja…  
“Jesteś pewna, że to dobry pomysł? To jest spore odludzie, a w promieniu kilku kilometrów żadnych sklepów, banków czy innych udogodnień.”
Książka składa się z prologu, 27 rozdziałów oraz epilogu. Zbudowana jest na zasadzie książki w książce - Iza pisze, a w tym czasie my czytamy tę historię, którą ona tworzy, czyli postać fikcyjna, o której życiu czytamy, tworzy kolejną fikcyjną historię, w którą również mamy wgląd. To bardzo ciekawy zabieg literacki. Historia toczy się w porządku chronologicznym, który od czasu do czasu przerywają zaznaczone w tekście retrospekcje powoli tłumaczące czytelnikowi przeszłość bohaterki. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Izę, prócz prologu i epilogu. Fragmenty, które sama tworzy, pisane są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest codzienny, bohaterka raczej nie posługuje się specjalnie wysublimowanym słownictwem, nieraz pojawiają się przekleństwa czy mocniejsze określenia, jednak wypada to całkiem naturalnie, gdyż od początku wiemy, że bohaterka znajduje się na skraju, bardzo łatwo zatem wpada w złość i irytację. Zdania są krótkie, dialogów, jak na warunki fabularne, jest całkiem sporo, książkę czyta się naprawdę szybko, bez specjalnych potknięć w płynności.
“To naprawdę niesprawiedliwe, że człowiek nie mógł sobie wymyślić własnego świata, zapisać go i po prostu do niego wskoczyć. Znając jednak ludzką naturę, nawet gdyby ta wymyślona kraina była idealnym miejsce, zamieszkujący ją ludzie na pewno bardzo szybko zamieniliby ją w piekło.”
Kreacja Izy jest udana. Przyglądamy się kobiecie, która od kilku lat mocno cierpi. Kiedyś miała wszystko, co było do szczęścia potrzebne, jednak chwila nieuwagi ją tego pozbawiła. Uciekała w mocne doznania, stąd romans ze studentem, jednak i to nie pomogło, a raczej wepchnęło ją w otchłań jeszcze dalej. I tak obserwujemy teraz kobietę, której ostatnią deską ratunku jest tworzona przez nią fikcja literacka. Ale kiedy ona zagłębia się w fikcji, my jej się bacznie przyglądamy - czy nie pije za dużo? Czy nie ma przewidzeń? Jako, że Iza jest narratorką, to czytelnik nie może być pewny, czy jej narracja to faktycznie to, co dzieje się naprawdę, czy faktycznie możemy jej w stu procentach wierzyć. Ale też dlaczego byśmy nie mieli? Kilka faktów z początku lektury potwierdza, że faktycznie to, co nam opisuje, to dokładnie to, co się wydarzyło…
“Nie żyłam teraz w przyjemnym miejscu, ale innego nie miałam i na razie musiała się w nim urządzić.”
Jednak nie tylko przez sposób narracji i własną niestabilność emocjonalną Iza jest postacią ciekawą. Prawdopodobnie wszyscy miłośnicy literatury lubują się w postaciach, które parają się pisarstwem. I tak jest w przypadku Izy. Czytelnik towarzyszy jej w drodze pisarskiej, przygląda się jak przebiega jej proces twórczy, jak sama do tej fikcji, którą tworzy, podchodzi. W końcu fabuła polega w skrócie na tym, że bohaterka siedzi sama w domu i pisze, więc właśnie twórczość, proces tworzenia jest jednym z tematów przodujących. I dla mnie jest to niezwykle fascynujące!
“Byłam przekonana, że pisanie da mi moc sprawczą. Że postacie, które powołam do życia, będą robić dokładnie to, co im każę. Że będą robić tylko to, co jest właściwe. Nic bardziej mylnego. Ani w powieściach, ani tym bardziej w życiu, nic nie dzieje się wedle naszej woli. Gdy wystukuję pierwsze zdanie, ono zamienia się w kulę śnieżną, której nie da się zatrzymać. Mknie strona po stronie i mogę już tylko bezradnie patrzeć, jak kula wszystko porywa. Dokładnie tak, jak dzieje się w prawdziwym życiu.”
Intryga kryminalna zawiązuje się powoli. Tak naprawdę to dwie intrygi - ta, której zostaje poddana Iza oraz ta, którą to ona tworzy. Jej twórczość jednak jest bardziej sucha niż opowieść o niej samej, co czytelnika ciekawi nieco mniej, niż faktycznie to, co samej Izie się przytrafia. Ale poprzez te wymieszanie dwóch fabuł, czujność czytelnika zostaje uśpiona - nagle jednak okazuje się, że jesteśmy wraz z bohaterką w nocy w ciemnym budynku, gdzie nikogo nie ma prawa być, a z korytarza dobiegają mrożące krew w żyłach odgłosy… Sama jeden z takich fragmentów czytałam właśnie nocą, sama w domu, i przyznam, że ten przerażający lęk bohaterki odczułam na własnej skórze. Klimat zatem zbudowany jest doskonale, mocno oddziałuje na wyobraźnię czytelnika. Sama intryga nie jest może specjalnie skomplikowana, ale zbudowana solidnie, jest spójna i logiczna. Sama gdzieś po drodze zaczęłam się domyślać o co w tej historii chodzi, jednak nie odebrało mi to przyjemności z lektury.
“A może ten pomysł nie był czymś oryginalnym i sama powielałam fabułę jakiegoś filmu, który kiedyś obejrzałam, albo intrygę z jakiegoś podcastu? A może gdzieś o czymś takim przeczytałam?”
Z pewnością warto wspomnieć też o tematach, jakie w powieści się przewijają. Przede wszystkim to historia życia po stracie, próby radzenia sobie wyjścia z traumy. No właśnie, radzenia sobie czy może pogłębiania się, nieustannego nurzania się w tym stanie? Tak naprawdę mamy tu kilka obrazów, kilka postaci, które radzą sobie w sposób różny - który jest ten właściwy? Czy w ogóle jest coś takiego? Czy w momencie, gdy jest nam źle, na pewno odosobnienie to dobry pomysł? Przyglądamy się też narastającemu strachowi, który chwyta bohaterkę już pierwszego wieczoru. Jak długo można go znieść? Czy lęk jest tak paraliżujący, że pod jego wpływem można zaniechać logicznych reakcji? Jednak tym, co zastanawia najmocniej, jest temat związany z rozwiązaniem intrygi, o którym oczywiście opowiedzieć Wam nie mogę. Nie jest to temat wesoły, zresztą jak cała ta historia, jest mocno wstrząsający, warty chwili refleksji.
“Nie potrzebowałam teraz ludzi, tylko właśnie takich miejsc, które można na nowo odnaleźć.”
“Zapach świeżych trocin” to udany thriller z rodzaju tych codziennych, od których nie oczekujemy poetyckiego stylu, tylko dobrej dawki emocji. I właśnie to dostajemy - napięcie, niepokój, momentami niepewność i niedowierzanie to emocje, które przewijają się przez powieść bardzo często. Do tego dochodzi głębokie współczucie dla bohaterki, która przecież teraz, ostatnio w życiu robi głupstwa, ale gdy poznajemy jej pełną historię, wcale jej zachowanie nas nie dziwi. To solidna kreacja psychologiczna i dobry wybór narracyjny. Sama może mam kilka niewielkich punktów, do których mogłabym się przyczepić, ale może to tylko pogłos gatunku, w którym autorka głównie pisze - ta prostota stylu, nieco uproszczeń fabularnych to według mnie cechy charakterystyczne dla young adult, więc nie dziwi mnie to, że gdzieś i przez tą fabułę coś takiego się przewija. Historia jest dobrze poprowadzona, aż do samego finału, który nie rozczarowuje. Sama traktuję książkę głównie w kategoriach rozrywkowych i właśnie pod tym względem sprawdza się faktycznie dobrze.
 
Moja ocena: 7/10
 
A już jutro 26 kwietnia na moim profilu na Instagramie o godzinie 19:00 będę miała przyjemność poprowadzić z autorką książki rozmowę w ramach akcji #kryminalnykwiecień - serdecznie zapraszam!


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło w ramach akcji #kryminalnykwiecień #zwierciadłokryminalnie.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 12, 2024

"Jednorożec" Rafał Glina

"Jednorożec" Rafał Glina

Autor: Rafał Glina
Tytuł: Jednorożec
Data premiery: 10.04.2024
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
Rafał Glina to kolejny debiutant na polskim rynku książki roku 2024 w gatunku powieści kryminalnej. “Jednorożec” zaskakuje czytelnika jednak nie tylko tytułem, a sam autor, co można wyczytać z jego notki biograficznej, zawarł w nim sporo swoich doświadczeń przelewając je w codzienność wymyślonych przez siebie postaci. Nie jest obce mu również miejsce, w którym osadził historię - sam pochodzi i żyje w okolicach Stargardu i Suchania, w miejscach, w których osadził akcję właśnie tej powieści. A ja na wstępie mogę powiedzieć jedno - bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Zwierciadło zaprosiło mnie do swojej akcji #kryminalnykwiecień (więcej info IG - klik!, FB - klik!), dzięki której mogłam nie tylko zapoznać się szybko z tym tytułem, ale i prawdopodobnie będę miała możliwość trochę autora o ten debiut przepytać! (więcej o tym już wkrótce w moich relacjach na Instagramie i Facebooku!)
 
Historia “Jednorożca” toczy się w czasach współczesnych, późną jesienią, w małych wioskach w województwie zachodniopomorskim, które łączy jedna główna droga nr 10. W Suchaniu dochodzi do dosyć brutalnego morderstwa - ktoś wdarł się do domu pewnego kobiety w czasie, gdy jej mąż i dziecko byli poza domem, udusił ją i okaleczył. Zbrodnię odkrył mąż, policja szybko zebrała ślady, jednak nic poza jednym włosem nie wydaje się przydatne. Sprawa trafia do podkomisarza Jacka Okońskiego, bardzo bystrego śledczego, który kiedyś przed krótką chwilę miał do czynienia z mordercą seryjnym… I tu od razu też oznajmia, że jest pewny, iż na tej jednej ofierze się nie skończy. Czy ma rację? A może to jego przewrażliwienie i sprawcy trzeba szukać bliżej?
“Pracuję dłużej od ciebie i nigdy nie miałem do czynienia z seryjnym mordercą. To, że parę lat temu przez chwilę otarłeś się o jednego, nie sprawia, że każde morderstwo będzie zaraz początkiem serii. Prędzej spotkasz jednorożca, niż weźmiesz drugi raz udział w sprawie z seryjnym.”
Książka rozpisana jest na prolog, cztery tygodnie śledztwa i epilog. Odliczane tygodnie rozpisane są na dni, jednak autor zachowuje wiarygodność akcji - czasami gdzieś jakiś dzień jest pominięty, czy bardzo krótko wspomniany - przecież nie zawsze, nie ciągle śledczy wpadają na nowe tropy. Każdy opisywany dzień podzielony jest też na krótsze scenki, przez co całość czyta się wygodnie, dobrze utrzymuje w napięciu dzięki temu, że czasami zmienia się osoba, którą obserwujemy. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący, wchodzi w głowy postaci z perspektywy których opowiada nam tę historię. Przede wszystkim jest to właśnie Okoński, ale nie tylko - są również i fragmenty pisane z perspektywy mordercy, a przynajmniej już przy pierwszych rozdziałach mu poświęconych takie czytelnik odnosi wrażenie. Styl powieści jest prosty, język raczej pozbawiony przekleństw, autor sprawnie się nim posługuje, w dużej mierze skupiając się po prostu na sprawie. Może gdzieś tam pojawia się kilka zbędnych powtórzeń treści, ale to naprawdę szczegóły, które nie mają za wielkiego wpływu ani na tempo akcji, ani na odbiór powieści. Książkę czyta się naprawdę płynnie i naprawdę dobrze, dialogi prowadzone realistycznie.
 
Jest to kryminał, z gatunku tych, do których podchodzę raczej ostrożnie - mamy tego seryjnego, a przynajmniej podejrzenie jego działalności, co potwierdzają nam fragmenty przedstawione z perspektywy potencjalnego mordercy. Akcja toczy się dosyć szybko, dynamicznie, ciągle coś się dzieje, a fabuła co chwilę zaskakuje, mimo iż z początku śledczy nie mają za wiele wskazówek - wtedy autor sięga na przebłysków z przeszłości głównego bohatera i tym zapewnia nam stałe zaciekawienie. W takich kryminałach bardzo łatwo przesadzić - czy to z brutalnością, czy właśnie z za dużym skupieniem na tempie akcji - bardzo łatwo w takim wypadku utracić tą psychologiczną głębię, bardzo łatwo powieść spłaszczyć. Na szczęście, i piszę to z prawdziwą radością, to nie ten przypadek! Autor doskonale wyczuł balans historii - jest szybko, ale z sensem. Zbrodnia jest brutalna, ale my nie skupiamy się na przemocy samej w sobie, a szukamy jej motywów, jej uzasadnienia. Bohater gdzieś tam sięga typowych postaci śledczych, ale raczej delikatnie się o te standardy ociera, sprawiając, że nie jest kolejną kalką skrzywdzonego, pełnego nałogów śledczego.
 
No właśnie, skoro już o postaci, to na chwilę skupmy się na kreacji Jacka - to śledczy z bardzo mocną intuicją, za którą nie boi się podążać. Z początku wydawało mi się lekko nienaturalne, że już na starcie wszystko ładnie przewiduje, jednak im dalej w lekturę, im bardziej postać poznajemy, tym mniej się temu dziwimy. Okoński po prostu tak ma - rzuca teoriami i próbuje dopasować historię, do którejś z nich, szuka na nią dowodów. Może czasem postępuje impulsywnie, ale jednak, jak sam przyznaje, jest już mniej porywczy niż kiedyś. O swojej przeszłości też nam opowiada, przeszłości, która wpłynęła na to, że teraz ma tylko pracę, wieczorną szklaneczkę whisky i okazyjne przebieżki… To postać może gdzieś tam ocierająca się o schemat, ale raczej w kategoriach hołdu starym dobrym postaciom śledczych niż bycia ich kalką. Przyznam, że ostatecznie sama go polubiłam i chciałabym poczytać więcej o jego dalszych losach - bo choć skupiamy się przede wszystkim na śledztwie, to gdzieś tam i te jego życie prywatne się przedziera.
 
Oczywiście drugą mocno ciekawą postacią jest potencjalny morderca. Wiemy na pewno, że jest to podglądacz, możliwe, że i on niedawno narażony był na pewien psychiczny wstrząs. Fragmenty przedstawione z jego perspektywy lekko szokują, przez to, że ukazują skrzywienie psychiczne, a może wręcz chorobę, jako coś normalnego - oczami tego bohatera jego zachowanie wcale nie jest dziwne, to spełnienie jego pragnień, które wyzwala w nim pozytywne emocje, sprawia, że chce więcej, robi się coraz bardziej śmiały. To bardzo udana, ale i trochę przerażająca kreacja psychologiczna.
“Podniecało go samo podglądanie. Możliwość zobaczenia czegoś nieprzeznaczonego dla niego, wdarcie się w czyjąś intymność, bez zaburzania jej.”
Oczywiście nie można też nie wspomnieć o miejscu akcji - małe wioski w okolicach Stargardu, domki rodzinne położone w oddaleniu do siebie, tak że wieczorami, a te przecież późną jesienią zapadają szybko, nikt praktycznie nic nie widzi. Idealnie miejsce dla kryminału!
 
Sama intryga kryminalna jest niesamowicie dobrze (jak na debiut!) przemyślana. Toczy się gładko, sprawnie, w stałym tempie, w stałym utrzymywaniu czytelnika w przyjemnym napięciu. To prawdziwy wyczyn prze debiucie - poziom faktycznie wysoki, biorąc jeszcze pod uwagę, że procedury śledcze są faktycznie dobrze przedstawione. Ta wiedza autora robi wrażenie!
 
Tym, co mnie w tej historii zaskoczyło, to wspomniana już psychologiczna głębia. Autor pochyla się nad skrzywieniami psychicznymi, zaburzeniami i bardzo sprawnie je tłumaczy, nie tylko obrazując te zachowania w fabule, ale i od czasu do czasu ustami postaci tłumacząc nam zachowania seryjnych morderców. Autor zdaje się mieć na ten temat dużą wiedzę, której i nam nie szczędzi, ale przekazuje ją bardzo swobodnie, tak, że czytelnik cały czas jest tymi nowinkami żywo zainteresowany.
“Ludzie w większości wstydzą się zwrócić o pomoc do psychologa, sądząc, że to w jakiś sposób im uwłacza, a proszę mi wierzyć, gdyby tylko ułamek ludzi borykających się z problemami zasięgnął porady specjalisty, to świat byłby lepszy.”
Podsumowując, “Jednorożec” bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przyznam, że patrząc po tytule i opisie książki, jakich na rynku wiele, trochę bałam się, że będzie to kryminał nieco bezsensownie brutalny, nastawiony tylko na szokowanie czytelnika. Na szczęście moje obawy nie znalazły tu w ogóle potwierdzenia, bo jest to kryminał dynamiczny, ale solidnie przemyślany, zajmujący, ale w sposób logiczny, racjonalny i mądry. Nawiązujący do rasowych kryminałów, ale przyjemnie z nimi współgrający, a nie kopiujący. Czuć, że jest to powieść bardzo dopracowana, dobrze przemyślana, napisana nie tylko z pomysłem, ale i dobrym warsztatem językowym. Zdecydowanie polecam i już czekam co autor zaproponuje nam dalej!
 
Moja ocena: 7,5/10


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło w ramach akcji #kryminalnykwiecień #zwierciadłokryminalnie.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 09, 2024

"Osada" Anna Olszewska - recenzja przedpremierowa

"Osada" Anna Olszewska - recenzja przedpremierowa
Autor: Anna Olszewska
Tytuł: Osada
Data premiery: 10.04.2024
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
 
Anna Olszewska na swoim koncie ma już sześć powieści, jednak “Osada” to jej pierwsza próba z powieścią kryminalną. Debiutowała w 2018 roku powieścią obyczajową i to raczej tego gatunku do teraz się trzymała - cztery z sześciu książek zalicza się właśnie do tej kategorii. Ta jeszcze jedna odbiegająca gatunkowo to powieść młodzieżowa, choć głowy za tę klasyfikację nie dam, bo dla mnie to właśnie “Osada” jest pierwszą stycznością z jej piórem. I tak, tu mogę potwierdzić, że jest to powieść kryminalna z akcją toczącą się w bardzo ciekawym miejscu… Sama zapoznałam się z nią w ramach akcji #kryminalnykwiecień #zwierciadłokryminalnie, o której więcej informacji znajdziecie tu - IG klik!, FB klik!
 
Historia “Osady” toczy się współcześnie, w okolicach roku 2017. Do Czorsztyna, a dokładnie do starej osady Stylchyn położonej nad Zalewem Czorsztyńskim przyjeżdża Igor Schutt. To autor powieści kryminalnych, bardzo krwawych, w których przygląda się umysłom mocno skrzywionym. Tutaj zjawia się z planem osiedlenia na stałe - jego przyjaciel wybudował mu tutaj niewielki dom, doglądając prac w jego imieniu. To tu Igor ma dojść do siebie po dłuższej niedyspozycyjności i tworzyć nowe powieści. Jednak już start w te nowe życie okazuje się całkiem nie taki, jak być powinien - wjeżdżając do wioski Igor zauważa stary, spalony budynek, który wzbudza w nim dziwną ciekawość. Po jego szybkiej eksploracji okazuje się, że nie mógł trafić gorzej - znalazł zwłoki młodej dziewczyny. Pierwsza jego reakcja - uciekać. I tak też robi próbując zatrzeć za sobą ślady, jaki mógł zostawić. Po przyjeździe do swojego nowego domu wyrzuca sobie tę decyzję, ale i tak telefon na policję odkłada na kolejny poranek. Jednak wtedy na nogach stoi już cała wioska - ciało zostało odkryte, policja zaczyna śledztwo. Niektórzy obawiają się, że morderstwo może być związane z zaginięciem innej dziewczyny. Czy mają rację? Igor już tamtego wieczoru czuł, że nie był w budynku sam, teraz też zaczynają dziać się wokół niego dziwne rzeczy… A może tylko mu się wydaje?
“Powiadają, że ta wieś jest przeklęta. Ale to ludzie ją taką uczynili.”
Książka składa się z 33 rozdziałów, w ostatnim z nich częściowo zawarte jest coś na kształt epilogu. Historia w dużej mierze toczy się obecnie, choć od czasu do czasu pojawiają się fragmenty zatytułowane “dawniej…” z czasów budowy Zalewu Czorsztyńskiego (lata 90te XX wieku) i sprzed dziesięciu lat. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który naprzemiennie opisuje historię podążając za kilkorgiem postaci i mocno daje do zrozumienia, że każda z nich ma swoje tajemnice, prowadzi narrację tak, że sugeruje coś, ale długo nie potwierdza czy nasze domysły są słuszne. Styl powieści jest codzienny, skupiony na oddaniu, przedstawieniu historii, choć nie da się ukryć, że raczej nie szczędzi czytelnika przy opisach ciał ofiar - nie są może to opisy bardzo makabryczne, ale też raczej nie polecam przy nich jeść. Ponadto narrator w opisie postaci bardzo często skupia się na fizyczności, szczególnie kobiet, szczególnie w jednym obszarze, co według mnie było raczej zbędne - bo nie jest to cecha tylko jednego bohatera, ale pojawia się ogólnie, przy większości z nich, czyli nie jest czymś, co wskazywałoby charakter jednej kreacji. To jednak niuanse, nic co specjalnie by w lekturze przeszkadzało, bo tę czyta się bardzo sprawnie, płynnie.
“Ta osada to była nasza duma, wiesz? Pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych przewozili budynki ze Starych Maniów, a potem składali je tutaj u nas, jakby to były klocki.”
Jako że jest to powieść, w którym miejsce akcji i jego historia są równie ważne co bohaterowie czy intryga, to właśnie od tego elementu świata przedstawionego zacznijmy. Po pierwsze, bardzo ciekawa jest sama historia zalewu, którą dosyć dokładnie autorka oddaje w rozdziałach ‘’dawniej’, ale której skutki mieszkańcy tych okolic odczuwają do teraz. Chodziło tam o przesiedlenia, jak i o wykopaliska archeologiczne - to bardzo fascynujące fragmenty, w których fikcja miesza się z historią rzeczywistą. Po drugie, jest ta mała, tajemnicza osada Stylchyn, gdzie wszyscy dobrze się znają i zachowują swoje tajemnice. Zatem wejście Igora, nowej postaci w ten świat łatwe nie jest, ale może też trochę stoi w kontraście - dzięki temu ludzie mieszkający tam od dawna na tajemnice i ich historię mogą spojrzeć inaczej. Ta osada przez niektórych uznawana jest za przeklętą, gdyż na jej terenach dochodziło do dosyć dziwnych zbrodni - jak choćby do pożaru restauracji sprzed 10 lat. To przy opisach jej społeczności czujemy doskonale ten małomiasteczkowy klimat, a od czasu do czasu wspomniane góry w tle tylko go jeszcze bardziej podbijają - czujemy tę tajemnicę, tę mgłę, która nieustannie unosi się nad tymi terenami.
“Tylko ta cholerna mgła ciągle unosiła się wszędzie wokół.”
Intryga kryminalna jest rozbudowana, gdyż toczy się współcześnie, ale i sięgamy też do zagadki z przeszłości. Czy to w niej trzeba szukać rozwiązania wydarzeń współczesnych? A może jednak nie, może to dwie różne historie? Do tego dochodzi jeszcze tajemnica samego Igora - gdzie był przez kilka ostatnich lat i z jakimi traumami musi sobie radzić? Jakim w ogóle jest człowiekiem? I tak zarówno kreacja Igora, jak i zagadka z przeszłości są bardzo udane, wzbudzały moją ciekawość przez całą lekturę. Troszkę poziomem od nich odstaje zagadka współczesna, która jest dosyć prosta, ale poprowadzona sprawnie i logicznie, a dzięki temu, co ją otacza również wzbudza w czytelniku zainteresowanie.
“Ludzie ignorowali go ze względu na jego niepełnosprawność. Zakładali, że ułomność psychiczna idzie w parze z głuchotą, a nawet jeśli coś usłyszy lub zobaczy, i tak tego nie zrozumie. Ale być może się mylili (...).”
Poza ciekawą historią miejsca i wiszącymi nad nią tajemnicami, są jeszcze postacie. Jest ich sporo, więc ich rys psychologiczny jest umiarkowanie wyraźny, ale na potrzeby tej historii jak najbardziej wystarczający. Poza wspomnianym już Igorem, mamy równie tajemniczą Dobrochnę, młodą białowłosą kobietę, która w młodości, wraz ze swoim niepełnosprawnym bratem przeżyła prawdziwą tragedię, przez którą teraz czas woli spędzać z naturą, zbierając jej owoce na potrzeby swoich mikstur, niż z ludźmi. Choć może Igorowi uda się to zmienić?
Poza nimi mamy też wgląd w starsze, mieszkające obok Igora małżeństwo, jak i pracujących nad sprawą policjantów i prokuratora. Pieczę nad policją sprawuje komisarz Małecki, wdowiec, starszy pan, który wraz ze sporą częścią społeczności pamięta dobrze czasy, w których zalew powstawał. Jego podwładni pracujący przy tym śledztwie to Anna, młoda policjantka i równie młody policjant, Piotr. Obydwoje nie pałają do siebie sympatią, raczej toczą pomiędzy sobą rywalizację. Co jednak najciekawsze, a o czym już wcześniej delikatnie wspomniałam - wydaje się, że każda jedna postać skrywa w sobie tajemnicę, a może i niejedną. Przez to bardzo długo wydają się nam podejrzani, nie budzą sympatii i raczej wzbudzają czujność. Bo czy któraś tajemnica to ta związana z aktualnie popełnionym morderstwem? Z pewnością, tylko która?
“Osada musiała skrywać coś, co mogło popchnąć to śledztwo do przodu…”
Patrząc na lekturę całościowo można się zastanawiać nad potrzebą posiadania tajemnic, braku szczerości i swoistej zmowie milczenia, która zachodzi w takich społecznościach - oni mają wiedzę, ale nie dzielą się nią z obcymi. Myślę, że można też dopatrzeć się tu wątków tyczących się pamięci, jak i wyrzutów sumienia, a także przez chwilę zastanowić się jak duży wpływ mają wydarzenia z przeszłości na naszą teraźniejszość.
“(...) wszystko sprowadza się do przeszłości. To tam należy szukać motywu (...).”
Podsumowując, “Osada” to całkiem ciekawy kryminalny debiut Anny Olszewskiej - nie jest to na pewno kryminał idealny, ale na tyle ciekawy, że uważam, że warto go sobie przetestować. Choćby ze względu na świetne miejsce akcji, które opisane jest tak, że sama najchętniej bym się teraz spakowała i właśnie w te miejsca udała, czy spojrzenie narratora na wiele różnych punktów widzenia, kreacje postaci tak charakterystyczne, że mimo ilości raczej nie sposób ich pomieszać. Podobało mi się połączenie przeszłości z teraźniejszością i historii osadzonej częściowo na wydarzeniach prawdziwych, No i postać autora powieści kryminalnych też jest zawsze w cenie! 😉
“Opisywanie ich w powieściach sprawiało, że potrafił utrzymać myśl o przemocy w ryzach. Prawda zamieniała się w fikcję, od której potrafił się odciąć.”
Moja ocena: 7/10
 
Wkrótce na Instagramie na moim profilu odbędzie się spotkanie na żywo z autorką książki - o terminie poinformuję na dniach, ale już teraz serdecznie na nie zapraszam!


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło w ramach akcji #kryminalnykwiecień #zwierciadłokryminalnie. 
Dostępna będzie też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!