Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki2020. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki2020. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 26, 2025

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: mini-book tour z "Trzynaście"!

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: mini-book tour z "Trzynaście"!

Właśnie mija miesiąc od startu maratonu czytelniczego z Eddiem Flynnem (szczegóły - klik)! Przed nami już tylko dwa ostatnie, dostępne na polskim rynku tomy, czyli i dwa tygodnie zabawy... przynajmniej dla tych uczestników, którzy czytają wraz ze mną serię w kolejności chronologicznej, bo przecież mamy jeszcze w ramach tej akcji kilka dodatkowych aktywności, które potrwają nieco dłużej... Tą główną są mini-book touru z kolejnymi tomami serii i dzisiaj przyszła kolej zaprosić Was na taki z książką "Trzynaście"!


Co to znaczy mini-book tour? Opiera się na zasadzie 5x5 - listę uczestników zamykamy na 5 osobach, a każda z nich ma na lekturę książki maksymalnie 5 dni. Zanim powiecie, że to za mało - wcale nie, książka wciąga tak, że prawdopodobnie przeczytacie ją jeszcze szybciej, zwyczajnie nie da się jej odłożyć. 

No właśnie, bo "Trzynaście" to może i tom czwarty serii thrillerów prawniczych z Eddiem Flynnem, ale jest nieco inny od tomów poprzednich, i to nie tylko dlatego, że opowiada osobną kryminalną historię. Jest inaczej zbudowany, sam nieco inaczej buduje napięcie, więc myślę, że jeśli już sięgać po serię niechronologicznie, to właśnie dla tego tomu! Więcej o nim znajdziecie w mojej recenzji - klik!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 5 dni od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do tygodnia od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Albatros i skorzystacie z #eddieflynnmaraton. A jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru #eddieflynnmaraton organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem na Instagramie i FacebookuKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w weekend.
Książka ruszy w podróż w poniedziałek rano, a lista uczestników zamknie się na 5 osobach. Kto pierwszy, ten lepszy!
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które które w ramach mini-book touru nie wywiązały się z warunków udziału, bądź w normalnych book tourach złamały je trzy razy.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
Lista uczestników:
1. @danutabobrowicz opinia - klik!
2. @mirkowo3 opinia - klik!
3. @kasienkaj7 opinia - klik!
4. @zafascynowana.ksiazkami_ opinia - klik!
5. @zaczytana_panna opinia - klik!

kwietnia 24, 2025

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Trzynaście" Steve Cavanagh

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Trzynaście" Steve Cavanagh

Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Trzynaście
Cykl: Eddie Flynn, tom 4
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller prawniczy
 
“Trzynaście” to wyjątkowy tytuł w dorobku irlandzkiego autora thrillerów prawniczych Steve’a Cavanagha. Jest to czwarty tom debiutanckiej i jak na razie jedynej serii w jego dorobku literackim, pierwszy jaki ukazał się po otrzymaniu przez niego ważnej nagrody w gatunku kryminalnym - Gold Dagger za “Kłamcę”. Na polskim rynku jego wyjątkowość objawia się jeszcze w czymś innym - to od tego tytułu Wydawnictwo Albatros w 2020 roku zaczęło budować serię z Eddiem na polskim rynku książki - wcześniej w roku 2016 ukazały się dwa pierwszy tomy serii pod opieką innego wydawnictwa, rok wcześniej Albatros wydał osobny thriller autora. Po wydaniu “Trzynaście” nastąpiła jednak ponownie przerwa, dopiero w 2023 wydawnictwo wydało tom kolejny “Pół na pół”. Teraz, kolejne dwa lata później mamy w końcu serię z Flynnem w komplecie - to znaczy pierwsze sześć jej tomów, gdyż na rynku anglojęzycznym na ten moment tomów dostępnych jest już osiem.
 
Nowy Jork, styczeń. W mediach aż huczy - za chwilę ma rozpocząć się proces stulecia, o którym mówi się, że będzie dla amerykańskiego społeczeństwa jest bardziej znaczący od sprawy O.J. Simpsona. Przed sądem stanąć ma Bobby Solomon, hollywoodzki aktor oskarżony o zamordowanie swojej żony i ich ochroniarza. Tego samego wieczoru po zakończonej rozprawie w sądzie Eddiego Flynna zaczepia znany, popularny prawnik - Rudy Carp. Twierdzi, że słyszał o nim wiele dobrego i zaprasza go do dołączenia do ekipy obrońców Bobby’ego. Dlaczego? Bo w sprawie istotne są zeznania policjantów, a Eddie potrafi sobie z nimi radzić jak nikt inny. Zresztą, jeśli pójdą one źle, to Carp będzie go mógł po prostu zwolnić i zwalić na niego winę. Dziwna sytuacja? Co z tego, Eddie i tak nie zamierza przyjąć tej propozycji, bo twierdzi, że Bobby jest winny. Zmienia się to po jego rozmowie z oskarżony, wtedy Eddie faktycznie angażuje się w proces.
W tym czasie w ławie przysięgłych usilnie stara się zasiąść Joshua Kane. Kim jest ten mężczyzna i dlaczego tak mu zależy? Nikt tego nie wie, jasne jest tylko, że absolutnie nic nie jest w stanie stanąć mu na drodze…
 
Książka rozpisana jest na prolog i pięć dni akcji, z których każdy stanowi osobną część historii. W sumie składają się one na 73 krótkie rozdziały, w których narrator naprzemiennie poświęca uwagę Eddiemu i Kane’owi. Od części opisującej wydarzenia ze środy, niektóre rozdziały kończą się dokumentem wystawionym dla kancelarii Carpa, w który opisana jest charakterystyka i prawdopodobieństwo wydanego wyroku dotyczące po kolei każdego z członków ławy przysięgłych. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Flynna oraz w trzeciej osobie czasu przeszłego przez Kane’a. Styl powieści pozornie jest prosty, dynamiczny, ale mimo wszystko uważny, a zdarzają się momenty, w których nabiera delikatnie lirycznego charakteru. Jest w nim miejsce zarówno na opis aktualnie toczących się wydarzeń, jak i parę ciekawych refleksji. Język jest codzienny, raczej pozbawiony przekleństw.
“Rzucił monetą. Życie i śmierć obracały się w powietrzu. Esencja losu, czyli całkowitego przypadku.”
Na wstępie wspomniałam o wyjątkowości tego tomu i nie świadczą o niej same nagrody. Książka jest po prostu inaczej zbudowana niż poprzednie trzy historie z Eddiem. Po raz pierwszy autor wprowadził równoległego bohatera, którego psychikę i zachowanie poznajemy tak dobrze, jak Eddiego. To Kane, człowiek, który ewidentnie skrywa niecne zamiary, który ma jakiś cel, nie wiemy jednak jaki. To doskonale zbudowana postać, autor bardzo długo zachowuje jego intencje w tajemnicy, a jednak z rozdziału na rozdział sprawia, że poznajemy go coraz lepiej. Kane to człowiek… wyjątkowy. Tak mówiła mu jego mama, tak sam o sobie myśli. I jest w tym pewna prawda - Kane nie czuje bólu, co w niektórych momentach robi z niego nadczłowieka. Nie ma w tym jednak nic nadprzyrodzonego - faktycznie istnieje taka choroba, taka wada genetyczna, która całkowicie wyłącza receptory bólu. Duży plus dla autora za to, że w tak ciekawą pod względem fabularnym w gatunku thrillera cechę zaopatrzył swojego bohatera. Jest to oczywiście postać dużo bardziej skomplikowana pod względem psychologicznym, jednak spora frajda z lektury polega właśnie na spokojnym odkrywaniu kolejnych tajemnic tej postaci, więc więcej o nim nie zamierzam zdradzać.
Za to możemy pomówić trochę o Eddiem, który mimo czwartego spotkania w przeciągu jednego miesiąca nadal mi się nie znudził, ba! lubię go coraz mocniej. Bo Eddie to człowiek z prostym kręgosłupem moralnym - nie będzie bronił tego, kogo uważa za winnego, a zrobi wszystko, naprawdę wszystko, co może, by obronić tego, kogo uważa za niewinnego. Ma silne poczucie misji, a może po prostu obowiązku? Uważa, że musi tym błędnie oskarżonym pomagać. Przez co nie potrafi skleić swojego małżeństwa na nowo, przez to ciągle naraża się na niebezpieczeństwo. Ale nie przestaje, ma swój własny grzech z przeszłości do odkupienia. Eddie jest inteligentny, bystry i sprytny, to były oszust, który chętnie swoje sztuki iluzji stosuje również na sali sądowej. Postać pozornie prosta, bo przecież zwyczajnie dobra, a jednak ma w sobie ten urok, który sprawia, że nie sposób go nie polubić!
“(...) nie zamierzam pomagać mordercy uniknąć kary, bez względu na to, jak jest sławny i ile ma pieniędzy.”
Reszta postaci to bohaterowie drugoplanowi. Spotykamy i tych, których w serii znamy, i tych pojawiający się tylko w tym tomie. Prokurator, 12 członków ławy przysięgłych, oskarżony i konsultant z Eddiem współpracujący, znajomy sędzia Harry - to oni przewijają się w tle, i choć ich portrety psychologiczne też wydają się wiarygodne, to jednak pozostają mniej skomplikowane niż dwóch głównych bohaterów.
“Sztuka oszustwa i sztuka udanego przesłuchania to właściwie jedno i to samo. A ja znałem się na jednym i drugim.”
Kolejna wyjątkowość tego tomu: autor praktycznie całkowicie zrezygnował ze scen akcji. Niewielka ich namiastka przewija się pod koniec powieści, jednak przede wszystkim książka to thriller prawniczy. Towarzyszymy prawnikom i oskarżonemu od pierwszych dni na sali sądowej - od chwili wybierania ławy przysięgłych, by później uczestniczyć w całym procesie. Autor doskonale zna się na tym jak uczestnictwo w procesie wygląda od strony technicznej, każdej strony - bo przecież poznajemy zdarzenia oczami Flynna i Kane'a, który usilnie stara się zasiąść w ławie przysięgłych. Z tej drugiej strony jeszcze procesów, w których uczestniczy Eddie, nie oglądaliśmy, jest to więc fascynujące i nowe doświadczenie. Szczególnie dla polskiego czytelnika - w naszym kraju przecież procesy nie wyglądają tak, jak te amerykańskie, może i mamy ławników, ale na pewno działających na innych zasadach niż amerykańska ława przysięgłych. Ich forma jest dużo bardziej medialna, fabularnie dużo bardziej ciekawa. I autor oddaje to doskonale.
“Obie strony starają się posadzić na ławie przysięgłych jak najwięcej swoich faworytów. Obrona chce myślicieli. Oskarżenie chce żołnierzy. W rzeczywistości jednak obie strony chcą przysięgłych, którzy potrafią samodzielnie podjąć decyzję na podstawie tego, co usłyszą od prawników i świadków. Ława przysięgłych ma się składać z wolnych umysłów, różnorodnych i reprezentujących mieszkańców danej okolicy.”
Mimo tego, że większa część historii toczy się na sali sądowej, to emocje praktycznie przez całą lekturę sięgają zenitu. Wydaje się to dziwne, przecież na sali sądowej akcja toczy się raczej rytmem statycznym, a jednak autor prowadzi fabułę tak sprawnie, zachwyca mowami prawników i przepytywaniem świadków, urozmaica solidnymi twistami fabularnymi, jak i tym dziwnym spojrzeniem Kane’a, że od książki po prostu nie da się oderwać - a jeśli fizycznie się da, to i tak nie psychicznie - myśli nieustannie krążą wokół lektury, wokół tajemniczej postaci Kane’a i potencjalnej niewinności, ale i tajemnicach Bobby'ego.
“Nic innego się nie liczyło, nikt nie miał tu wstępu. Starałem się zapomnieć na moment o publiczności, o oskarżycielu, o sędzi i przysięgłych. Tylko on i ja.”
W tym tomie nad wyraz wyraźne są też zagadnienia społeczne, jakie historia porusza. Przede wszystkim jest to po prostu doskonała wiwisekcja amerykańskiego systemu sądowniczego w sprawach karnych. Przyglądamy się temu jak dwunastu zwyczajnych ludzi, wyrwanych ze swoich własnych domów, ma osądzić kogoś innego - na tym przecież polega rola ławy przysięgłych. Czy to na pewno dobry system? Autor przytacza statystyki skazań, tych błędnych, przez które życie niewinnych ludzi zostaje złamane. Na tej cienkiej granicy pomiędzy winą a niewinnością na sali sądowej skupiamy się tak naprawdę w całej tej serii, jednak w tym tomie jest to wyjątkowo mocno wyraźne. System amerykański, jak każdy, nie jest idealny, a autor przygląda się tym dziurom, przez które wyroki nie zawsze zapadają sprawiedliwe.
Poprzez ten tytuł możemy spojrzeć jednak jeszcze szerzej - po prostu na amerykańskie społeczeństwo. Kraj, w którym każdy może stać się milionerem, kraj, w którym tak blisko siebie żyją prawdziwi bogacze i ubodzy. Czy faktycznie Ameryka to kraj możliwości, czy jest to tylko mit Amerykańskiego Snu, którego tak naprawdę nie da się wprowadzić w rzeczywistość?
“Darrow uratował niejedno życie dzięki mocy swoich słów. Czasami to wszystko, na co może liczyć obrońca - swój głos.”
Książką “Trzynaście” Steve Cavanagh pokazał, że potrafi stworzyć coś innego niż dotychczas. Nadal mamy sympatycznego, dobrego i sprytnego prawnika Eddiego Flynna, nadal mamy rewelacyjną intrygę pełną twistów fabularnych, scen na sali sądowej i tych wyraźnie sensacyjnych. A jednak rozkład sił układa się tutaj inaczej - dzieli uwagę pomiędzy Flynna i kogoś innego, kogoś, kogo intencji nie znamy, kogoś, kogo psychika, choć pokręcona, oddana jest z prawdziwą precyzją. Książka to rasowy thriller prawniczy, w którym poznajemy proces karny od podszewki - dla polskiego czytelnika to dodatkowa atrakcja przyjrzeć się dokładnie jak działa amerykańska ława przysięgłych. Autor doskonale utrzymuje ciekawość czytelnika na stałym, wysokim poziomie, do tego dokłada też zagadnienia, które warto jest rozważyć - o równości klasowej, o systemie sądownictwa, jego teoretycznej obiektywności. Prawdopodobnie jest to najlepszy thriller prawniczy, jaki w swoim życiu czytałam. Przede mną jeszcze dwa tomy tej serii, ale coś czuję, że poziomu tego nie będą w stanie przebić!
“- Bo mogę. Bo muszę. (...) Ktoś musi robić to, co należy.
- Ale nie zawsze tym kimś musisz być ty (...).
- A gdyby każdy tak mówił? Jeśli wszyscy zakładaliby, że zrobi to za nich ktoś inny?”
Moja ocena: 8,5/10
 
Recenzja powstała w ramach #eddieflynnmaraton we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 26, 2023

"Nic bez ryzyka" Jeffrey Archer

"Nic bez ryzyka" Jeffrey Archer

Autor: Jeffrey Archer
Tytuł: Nic bez ryzyka
Cykl: detektyw William Warwick, tom 1
Tłumaczenie: Danuta Sękalska
Data premiery: 13.10.2020
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść detektywistyczna / kryminalna
 
Jeffrey Archer to brytyjski autor powieści kryminalnych powoli zbliżający się do pięćdziesięciolecia istnienia na rynku książki. Wcześniej biegał w maratonach, był politykiem, w końcu został pisarzem – w 1979 roku debiutował powieścią „Kane i Abel”. I od tego czasu publikuje systematycznie. Na swoim koncie na cztery cykle, wiele osobnych powieści i sporo opowiadań, a cykl o funkcjonariuszu Scotland Yardu jest jego najnowszym. U nas tom pierwszy ukazał się w 2020 roku, w mojej własnej biblioteczce długo czekał na lekturę – dopiero przy okazji premiery tomu czwartego wzięłam się za cały cykl. To moja pierwsza styczność z autorem, ale już teraz mogę przyznać, że jego styl zdecydowanie wpasuje się w mój gust czytelniczy!
 
Historia „Nic bez ryzyka” ma swój początek w 1979 roku, kiedy to młody William Warwick oznajmia rodzicom, że swoją przyszłość wiąże z pracą w policji, a nie, jak chciał jego ojciec, z pracą w jego kancelarii prawnej. Jego ojciec to lord, znany prawnik, który skutecznie broni przestępców. William nigdy nie chciał iść w jego ślady, tym bardziej, że prawniczką została również jego starsza siostra – ona jednak broni tych, których obronić trudno, klientów straconych, choć w większości niewinnych. William przystaje na kompromis matki, obiecuje, że pójdzie jeszcze na studia, da sobie te trzy lata na ewentualną zmianę decyzji. Studia podejmuje na wydziale sztuk pięknych, ale po jej zakończeniu zgłasza się do policji. By stać się detektywem, trafić do Scotland Yardu najpierw musi przejść drogę zwyczajnego funkcjonariusza policji. W końcu po kolejnych dwóch latach zostaje konstablem i trochę przypadkiem trafia do wydziału fałszerstw i innych zbrodni przeciwko sztuce. Aktualnie największą zagwozdką tego niewielkiego wydziału jest znalezienie płótna Rembrandta „Syndycy cechu sukienników”, skradzionego siedem lat temu z muzeum. Z muzeum, w którym akurat pracuje młoda Beth, która szybko skrada serce Williamowi... Oczywiście nie jest to jedyna sprawa, która trafia na biurka bohatera, ale z pewnością ta, która motywuje najbardziej. Czy po jego dołączeniu do zespołu śledczych Rembrandt w końcu wróci na swoje miejsce?
 
Książka składa się z 34 w miarę krótkich rozdziałów. Historię otwiera zdanie „To nie jest powieść detektywistyczna, to jest opowieść o detektywie”. Jej narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący i oczywiście podąża za tym, kto jest gwiazdą serii – za Williamem Warwickiem. Styl powieści jest bardzo przyjemny, spokojny, często nawiązujący czasów, w których toczy się historia – najczęściej poprzez wspomnienie kina czy innych tematów związanych z kulturą. Język jest wyważony, stylizowany na dawną, klasyczną powieść angielską. Do tego w dialogach często pojawia się ten delikatnie zgryźliwy, brytyjski humor, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę lekko.
 
Ogólnie cała powieść mocno osadzona jest na stylu, klimacie, jaki znamy ze starych brytyjskich powieści kryminalnych i wydać to nie tylko w warstwie słownej, ale i kreacji losów postaci. Oczywiście tym najważniejszym jest William, który ewidentnie nie chce korzystać z pozycji swojego ojca – chce sam wypracować swoje miejsce w zawodzie. To człowiek bystry, elokwentny, chcący normalnego życia, choć z początku romantycznie mu się nie układa. Fajne jest to, że czytelnik już od samego początku dokładnie obserwuje jego losy jako człowieka dorosłego, pierwsze decyzje, pierwsze zawodowe doświadczenia – nieraz są to zabawne wpadki, choć inteligencji mu przecież nie brakuje. A jednak i jego wiek nie jest bez znaczenia, czuć, że jest to bohater młody, który jeszcze ma sporo do nauczenia. I to jest fajne, bo czytelnik może mu w tej drodze towarzyszyć.
Na swojej drodze bohater spotyka sporo ciekawych postaci – jedną z tych ważniejszych jest dosyć konserwatywny ojciec i siostra, która ciągle ukrywa przez rodzicami swoją orientację seksualną. Jest pierwszy jego policyjny partner, który skutecznie wpoił mu swoje zasady i zasady życia na ulicy, i późniejszy zespół do spraw przestępstw związanych ze sztuką. No i jest Beth, która z pewnością okaże się jedną z postaci serii. Każda z nich, mimo że jest postacią drugoplanową, a i sam autor nie skupia się mocno na psychologii postaci, jest przyjemnie brytyjska, na swój sposób czarująca, mocno filmowa. To dobre kreacje, dobrze pasujące do tego typu powieści.
 
A jako, że jest to powieść o detektywie, nie typowa powieść detektywistyczna, to w tym tomie nie obserwujemy tylko jednej sprawy – po pierwsze towarzyszymy Williamowi 24h na dobę, po drugie obserwujemy wszystkie sprawy nad jakimi pracuje – a tych jest przecież więcej, bo policja nie zajmuje się tylko jedną sprawą na raz. Intryga zbudowana jest na zasadzie miksu podgatunków kryminalnych – zaczynamy mocną klasyką, przechodzimy przez powieść sensacyjno-przygodową, aż do finału jakim jest thriller prawniczy rozgrywający się na sali sądowej. Dla mnie jest to połączenie genialne, a do tego dochodzi jeszcze mój ulubiony wątek sztuki i związanych z nią przekrętów. Ta sprawa również opiera się o założenia klasyczne, jest solidna zagadka, nie ma rozlewu krwi, jest za to dedukcja. Historia z jakiego powodu – czy to przez postać? czy ten angielski klimat? – wciąga dokładnie od samego początku, ja większą jej część przeczytałam/przesłuchałam na jeden raz.
 
Motyw sztuki i przekrętów z nią związanych jest jednym z tych najbardziej fascynujących czy to w literaturze czy w kinie. I ta historia pasuje do obydwu – powstała z tego świetna książka, ale równocześnie o zabarwieniu mocno filmowym – czytając oczami wyobraźni widziałam ją na ekranie. Obserwujmy jak bohater szuka dowodów, jak korzysta z własnej wiedzy, jak konsultuje się z mądrzejszymi od niego. Pojawiają się tu tak ważne nazwiska jak wspomniany Rembrandt, Caravaggio czy Rubens. Oczywiście wszystko opisane jest tak, by każdy laik zrozumiał, a nawet więcej – mocno się sam w poszukiwania zaangażował!
 
No i na koniec jeszcze miejsce – Wielka Brytania i ten sławny Scotland Yard. Monarchia i angielski podział władzy cały czas w tle jest obecny, ta samo warunki np. transportu w latach 80tych, klimat londyńskich galerii, ciemnych uliczek i sali sądowej.
 
Podsumowując, pierwszy tom serii o Williamie Warwicku przerósł moje oczekiwania – to powieść lekka i zabawna, ale od samego początku mocno angażująca, ciekawiąca losami głównego bohatera. Oparta na tym, co dobrze znane, świetnie wprowadza angielski klimat i kilka zagadek kryminalnych, które kończą się na sali sądowej. Ja bawiłam się przy tej lekturze doskonale, już teraz czuję się mocno związana z postaciami i nie mogę się doczekać lektury tomu drugiego!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 27, 2022

"We mgle" Lisa Gray

"We mgle" Lisa Gray

Autor: Lisa Gray
Tytuł: We mgle
Cykl: detektywka Jessica Shaw, tom 1
Tłumaczenie: Marta Komorowska
Data premiery: 01.07.2020
Wydawnictwo: Burda Książki (teraz po nową nazwą Wydawnictwo Słowne)
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller / kryminał
 
Lisa Gray to angielska autorka powieści kryminalnych, thrillerów o detektywce Jessice Shaw. Debiutowała w roku 2019 tomem pierwszym serii pt. „We mgle”, który u nas ukazał się rok później. Mimo, że sama mieszka w Anglii, to jej bohaterka jest Amerykanką, w tomie pierwszym prowadzi śledztwo w Los Angeles. Sama po lekturę tomu pierwszego sięgnęłam ze sporym opóźnieniem, przy okazji premiery tomu czwartego. Teraz jednak mogę przyznać, że z przyjemnością zapoznam się również z pozostałymi częściami cyklu!
 
Jessica Shaw to 27letnia prywatna detektywka. Od dwóch lat nie ma stałego miejsca zamieszkania, swój dobytek jest w stanie spakować w samochód i podróżować po Ameryce tak, jak prowadzą ją śledztwa. Teraz zatrzymała się w Los Angeles, gdzie zwróciła uwagę na zaginięcie studentki Amy Ong. Dziewczyna jednak po kilku dniach zostaje znaleziona, niestety martwa… W tym czasie Jessica otrzymuje mail do anonimowego nadawcy z ogłoszeniem o zaginięciu sprzed 25 lat. Na zdjęciu rozpoznaje samą siebie. Jak to możliwe? Przecież wcale nie jest zaginiona, dobrze też wie, kim byli jej rodzice, pamięta swoje dzieciństwo! Czyżby jednak nie znała całej prawdy? Kobieta postanawia przeprowadzić prywatne śledztwo w tej sprawie, a tym samym odnaleźć mordercę swojej biologicznej matki, która zginęła w dniu jej zniknięcia…
 
Książka składa się z prologu i 39 krótkich rozdziałów rozpisanych na kilka osób: przede wszystkim Jessicę i Pryce’a, ale okazyjnie i jej matkę Eleonor i zamordowaną Amy. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy opisywanej postaci. Styl powieści jest prosty i sprawny, skupiony przede wszystkim na akcji, choć o emocjach postaci też dowiadujemy się co nieco. Biorąc pod uwagę, że jest to debiut, to nie mam pod względem stylu powieści nic do zarzucenia. Pochwały również dla tłumaczki za sprawne korzystania z feminatywów.
 
Główną bohaterką całej serii jest Jessica Shaw, młoda dziewczyna, która po śmierci ojca straciła poczucie zakorzenienia, posiadania własnego miejsca na ziemi. Nie mogąc znieść pustki szybko wyniosła się z Nowego Jorku i dała się ponieść tam, gdzie jej usługi są potrzebne. Ewidentnie jest w swoim życiu zagubiona, nie ma nic poza pracą. Kiedy dowiaduje się, że to, co sama wie o swoim dzieciństwie, może nie być prawdą, to fasady jej świata chwieją się jeszcze mocniej… Czy naprawdę jej ojciec mógłby ją okłamać? Kim naprawdę była jej matka? Jessica jest kobietą czynu, więc robi to, co umie najlepiej – rozpoczyna śledztwo.
„(…) wolała zajmować się sprawami, w których trop był zimny jak świeżo wyjęta z lodówki butelka piwa.”
Drugim głównym bohaterem „We mgle” jest Jason Pryce, policjant, detektyw, mąż i ojciec 16letniej dziewczyny. Zamordowana Amy była niewiele starsza od jego córki, więc mężczyzna jest zdeterminowany, by rozwiązać zagadkę jej śmierci. Ale to nie wszystko, bo Jason powiązany jest z historią Jessiki… Jak? Czy może wiedzieć coś więcej?
 
Mimo, że fabuła toczy się w Los Angeles, to czytelnik nie odczuwa w powieści klimatu dużego miasta, wręcz odwrotnie – wydarzenia mają miejsce w jednej dzielnicy miasta Eagle Rock, przez co czytelnik ma poczucie małej społeczności, w której wszyscy się znają i większość pamięta ten strach, jaki odczuwali po morderstwie matki Jessiki. Razem z bohaterką plączemy się po okolicznych zapuszczonych motelach i szemranych barach, które nie zmieniły swojego wystroju od dekad. To bardzo klimatyczny kawałek Ameryki!
 
Przede wszystkim jednak książka skupia się na śledztwach obydwu postaci, miejsca czy kreacje bohaterów są tu sprawą drugorzędną. Akcja toczy się w dosyć amerykańskim stylu, dzieje się dużo, liczy się akcja, jednak bez przesady – jest dobrze wyważona, nie miałam odczucia, że dzieje się tu za dużo, co często ma miejsce w faktycznych amerykańskich thrillerach. Nie, tu dzieje się dużo, ale w granicach do zaakceptowana, czytelnik nie ma wrażenia, że to co w książce, to w prawdziwym życiu raczej nie miałoby prawa się wydarzyć. Nie, intryga jest skomplikowana, a jednak całkiem prawdopodobna i to mi się w tej książce podoba!
 
Muszę przyznać, że na początku lektury faktycznie bałam się, że będzie to jeden z tych amerykańskich thrillerów, gdzie nieważne co i jak, ważne, żeby się dużo działo. Na szczęście okazało się inaczej – nie tylko autorka jest Angielką, ale i fabuła jest dobrze wyważona, przez co wzbudza w czytelniku ciekawość i zaangażowanie, ale nie daje poczucia przesytu. Kreacje bohaterów są raczej na drugim planie, ale postać Jessiki zapowiada się obiecująco. „We mgle” to debiut autorki, a po portalach czytelniczych widzę, że każdy kolejny tom serii wypada lepiej od poprzedniego. Dlatego tym mocniej jestem ciekawa kontynuacji przygód Jessiki! Zaraz się za nie biorę 😊
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Słownym.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 05, 2022

"Teściowe w tarapatach" Alek Rogoziński

"Teściowe w tarapatach" Alek Rogoziński

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Teściowe w tarapatach
Cykl: Teściowe, tom 2
Data premiery: 25.11.2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 302
Gatunek: komedia kryminalna
 
Alek Rogoziński to jeden z najpopularniejszych autorów komedii kryminalnych w Polsce. Od kilku lat pisze książki na pełny etat, dzięki czemu czytelnicy są przez cały rok dobrze zaopatrzeni w jego lekko szalone historie. Na swoim koncie ma już dobrze ponad 20 tytułów, część to cykle, część osobne powieści, choć chyba przez większość z nich przewija się komisarz Darski. I tak też jest w „Teściowych w tarapatach”. Jest to drugi tom cyklu o Mai Wrzesińskiej i Kazimierze Niedzielskiej (recenzja pierwszego - klik!), starszych paniach, jakże od siebie różnych, a jednak razem pakujących się w różne tarapaty… Wnioskując po zapowiedzi tomu kolejnego, która jest epilogiem tej historii, spokojnie można stwierdzić, że każde kolejne są coraz bardziej szalone! W pozytywnym sensie tego słowa oczywiście 😊
 
W „Teściowych w tarapatach” Maja i Kazimiera wybierają się razem na urlop do Opatowa i okolic w województwie świętokrzyskim. Wakacje planowane były na szybko, więc panie nie zdążyły ze sobą ustalić planów na najbliższe dwa tygodnie. Szybko okazuje się, że są mocno rozbieżne – Maja chce przede wszystkim chodzić na fitness i spa, a Kazimiera… zwiedzać kościoły i opactwa. Po dojechaniu na miejsce decydują się na kompromis – najpierw pójdą pozwiedzać podziemia miasta, a jutro pojadą do okolicznego miasteczka, gdzie Kazimiera zwiedzi sobie kościółek, a Maja w tym czasie zajrzy do winnicy… Już w podziemiach Maja jest świadkiem dziwnej rozmowy – o pozbywaniu się kogoś i dwóch babach, które właśnie przyjechały… Czy to o nich? Kolejnego dnia podczas wizyty w winnicy Kazimiera się upija, przez co muszą zostać tam na noc. Jednak rano budzą się w pokoju jednej z nich w swoim hotelu. Jak się tam znalazły? I dlaczego na ich szafce nocnej leży broń?! Szybko okazuje się, że policja podejrzewa je o zabicie Karola Młyńskiego, który w tym czasie też przebywał w hotelu. Ale dlaczego? Kto je wrabia? Pytania jednak muszą chwilę poczekać, teraz trzeb brać nogi za pas… 😉
 
Książka składa się z prologu, 15 rozdziałów i epilogu. Wydarzenia opisane w prologu toczą się na Maderze w 1452, główna akcja powieści przedstawiona w rozdziałach toczy się współcześnie, a epilog zapowiada już wydarzania na trzy miesiące później – prawdopodobnie wycinek z historii tomu kolejnego. Całość oczywiście poprzedzona jest spisem postaci występujących w tej powieści, których już sam opis zapowiada całkiem zabawną lekturę. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, przede wszystkim skupia się na dwóch tytułowych teściowych, choć i kilka innych postaci trafia pod obserwację narratora. Ten jest wszystkowiedzący, relacjonuje nie tylko wydarzenia, ale i odczucia postaci. Styl powieści jest niesamowicie lekki i przyjemny, napakowany humorystycznymi komentarzami, które mocno odnoszą się do naszej polskiej rzeczywistości.  Humor oczywiście zawarty jest tu we wszystkim, w czym się dało – postaciach, dialogach i akcji. Dzieje się dużo, sytuacje są lekko zwariowane, a rewelacyjne dialogowe przepychanki pomiędzy tak skrajnie różnymi postaciami jakimi są Maja i Kazimierza zapewniają częste parsknięcia śmiechem 😊
 
Bo w tych bohaterkach jest siła! Kazimiera to tak zwany moher – fanatyczka kościoła, Radia Jadwiga i poglądów mocno prawicowych. Maja jest jej odwrotnością, niesamowicie otwarta, wpiera wszystkie mniejszości i walczy o ich prawa nałogowo chodząc na demonstracje. I tak jak Maja może miałaby szansę być solową bohaterką powieści, tak Kazimiera potrzebuje tej przeciwwagi. Czytelnik oczywiście zdaje sobie sprawę, że jej zacofane, zaściankowe poglądy są tak naprawdę satyrą na tego rodzaju ludzi, to jednak na dłuższą metę mogłoby to być naprawdę męczące. A tak, gdy poglądy oby pań cały czas się ścierają, to nie tylko zmuszają do zastanowienia się nad racjami obydwu stron, ale i zapewniają świetną dynamikę powieści.
 
Historia przedstawiona w „Teściowych w tarapatach” wydaje się być zapowiedzią tematów, na których autor skupi się w swoich dalszych książkach. Mamy tu wątek mocno osadzony w historii Polski jeszcze z czasów, kiedy nasz kraj był królestwem. Są też gangsterzy, tu wydaje się, że pod przykrywką pewnej organizacji, która po cichu działa w kraju od wieków. Jest też lekkie skupienie na dobrym jedzeniu, którym zdarza się delektować bohaterkom i dobra restauracja, w której je podają. Oczywiście cała intryga opiera się na komedii pomyłek, które wplątują nasze bohaterki w sam środek mocno pokręconej, ale i bardzo groźnej afery. W końcu morderstwo to nie przelewki!
 
Godne wspomnienia na pewno są też miejsca, w których akcja się rozgrywa. Województwo świętokrzyskie ma turystom sporo do zaoferowania – od wspomnianych już podziemi aż po cudowne winnice. Autor przegania nas po kilku miasteczkach w tych okolicach, co jest bardzo przyjemną wycieczką krajoznawczą 😉
 
Muszę przyznać, że co prawda „Teściowe w tarapatach” długo czekały na lekturę, ale jednak czekały nie bez powodu – sięgnęłam po nie teraz, kiedy mocno potrzebowałam czegoś optymistycznego, wywołującego uśmiech na twarzy i po raz kolejny Alek mnie nie zawiódł. Ba! Myślę, że to może być jedna z najlepszych książek autora! Jest tu wszystko to, za co go kochamy, a kilka fragmentów z dialogów i sytuacji na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci 😊 Już teraz czekam na tom kolejny przygód teściowych!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 27, 2022

"W ciemnościach" Mike Omer

"W ciemnościach" Mike Omer
 Autor: Mike Omer
Tytuł: W ciemnościach
Cykl: Zoe Bentley, tom 2
Tłumaczenie: Tomasz Wyżyński
Data premiery: 12.08.2020
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 496
Gatunek: kryminał
 
Na książki Mike’a Omera patrzyłam od jakiegoś czasu – „Umysł zabójcy” (recenzja – klik!) długo czekał na mojej półce z Legimi. W tym roku sięgnięcie po jego twórczość ułatwiło mi Wydawnictwo Świat Książki, więc ochoczo sięgnęłam po lekturę. I muszę przyznać, że cykl kryminalny o Zoe Bentley to moje odkrycie tego roku! Zresztą nie tylko, bo seria Glenmore Park, która chronologicznie powstała wcześniej, jednak u nas ukazuje się dopiero teraz, również jest bardzo dobra! Zatem bez wątpliwości mogę przyznać, że Mike Omer wskakuje na listę moich ulubionych zagranicznych autorów kryminalnych. Liczę, że Wydawnictwo Świat Książki szybko weźmie się za wydanie jego trzeciej, najnowszej serii, z której na rynku amerykańskim dostępne są już dwa tomy!
 
Historia opisana „W ciemnościach” rozpoczyna się około miesiąc po wydarzeniach z „Umysłu zabójcy”. W San Angelo w Teksasie dochodzi do brutalnej zbrodni – dziewczyna została pochowana żywcem na pustyni. Policja dowiedziała się o tym poprzez filmik ze zdarzenia zatytułowany „Eksperyment numer jeden”, który zabójca umieścił w Internecie. Lokalny oddział szybko skonsultował się z oddziałem behawioralnym FBI i na miejsce zostali wysłani agent Tatum Gray i profilerka Zoe Bentley. Przekonani są, że morderca ma plan i będzie dalej zabijał. Czy uda im się go znaleźć nim kolejna dziewczyna zostanie zaatakowana? Mimo że Zoe i Tatum dają z siebie wszystko, to jednak ich aktualne problemy osobiste mocno wpływają na ich pracę z policją…
 
Książka składa się z 94 krótkich rozdziałów, na początku których zaznaczona jest data i miejsce akcji. Większa część fabuły toczy się w roku 2016, zaledwie kilka rozdziałów cofa się o kilka, kilkanaście lat wstecz. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący, obserwuje przede wszystkim Zoe i Tatum, ale nie tylko – są też rozdziały poświęcone mordercy, a także drugorzędnym postaciom. Styl powieści jest rewelacyjny – prosty, uważny, skupiony na szczegółach, a jednak w jakiś sposób lekki – na pewno dużą rolę odgrywa tu nieco ironiczny humor, który najczęściej spotykany jest w dialogach i komentarzach wewnętrznych postaci. Omer ewidentnie, mimo mrocznych, przerażających tematów jakie porusza, ma naprawdę lekkie pióro!
 
W tym tomie akcja przenosi się na południe Stanów Zjednoczonych. Jest gorąco, sucho i duszno, do czego dwójka głównych bohaterów nie jest przyzwyczajona, a czytelnik odczuwa to razem z nimi. Tamtejsze pustynie, na których morderca zakopuje swoje ofiary, to dla polskiego czytelnika dosyć egzotyczne tereny, a ich klimat oddany jest naprawdę świetnie.
 
„W ciemnościach” to drugi tom o Zoe Bentley, więc zarówno Zoe, jak i Tatuma już trochę znamy. Oczywiście nowi czytelnicy nie będą mieli problemów, żeby dołączyć w tym miejscu, seria napisała jest tak, że najważniejsze wydarzenia wyjaśniane są w każdym tomie. Choć szczerze polecam czytać w kolejności chronologicznej, bo to zapewni Wam największą frajdę z lektury. Ale wracając do bohaterów. W tym tomie ich myśli mocno zaprzątają sprawy prywatne – Zoe martwi się o siostrę, jej bezpieczeństwo – w końcu prześladujący ją od dawna Rod Glover, według niej seryjny mordercy, groził Andrei. Nie wprost, ale na tyle wyraziście, że nikt nie ma wątpliwości co do jego zamiarów. Zoe ciężko odpuścić prywatne śledztwo, jednak jej przełożona kategorycznie na nie nie pozwala. Kobieta więc, mimo że ciałem w Teksasie, myślami została w Wirginii. Tatum też nie jest w tym tomie w swojej szczytowej formie – aktualnie zostało wznowione wewnętrzne śledztwo, dotyczące sprawy przez którą został zesłany do oddziału behawioralnego FBI. Bohater może lepiej się z tym kryje niż Zoe, ale jednak ponowne dochodzenie mocno go męczy, mimo że sam nie ma sobie nic do zarzucenia, jego myśli są rozproszone. Bohaterowie więc nie przechodzą najlepszego czasu, a jednak muszą zmierzyć się z mordercą. Obydwoje są inteligentni i uważni, więc chyba jest szansa, że mimo wszystko im się uda.
 
Intryga kryminalna zbudowana jest naprawdę dobrze. Poprzez rozdziały poświęcone mordercy, jego kolejne działania, które co jakiś czas odkrywa policja, ciekawość czytelnika, napięcie towarzyszące lekturze utrzymane jest na stałym, wysokim poziomie. Dodatkowo w intrygę zostały wplecione takie tematy, jak ciekawe zagadnienia fizyczne (np. eksperyment z kotem Schrödingera) i aktualne niebezpieczeństwa technologiczne czyhające na każdego z nas (dzielenie się informacjami w Sieci, ciągłe oznaczanie miejsca pobytu itp.). W tym tomie (w porównaniu z poprzednim) trochę zabrakło mi głębokiej analizy psychologicznej mordercy, która wywodziłaby się z dawnych lat – była, jeden czy dwa rozdziały zostały jej poświęcone, jednak to trochę za mało, by w pełni mnie usatysfakcjonować. Pojawił się też jeden wątek romansowy, który, choć logicznie wiem co miał na celu, to emocjonalnie mi nie przypasował. To jednak moje prywatne skrzywienie co do romansów w kryminałach, wiem, że jestem na tym punkcie przewrażliwiona 😉
 
Wspominałam już na początku, że w książce pojawiają się też wątki humorystyczne. Przeważnie w dialogach, jednak w tej serii jest jedna postać, która jest dosłownie przekomiczna. Chodzi o dziadka Tatuma - Marvina, który jest ekscentrycznym starszym panem. Kiedyś on opiekował się Tatumem, teraz w teorii role się zmieniły, choć dziadek nie całkiem tak uważa 😉 W każdym razie, jest to postać, której już samo pojawienie przywołuje uśmiech na ustach, a jedna ze scen końcowych tego tomu z Marvinem w roli głównej sprawiła, że popłakałam się ze śmiechu. Uwielbiam tę postać, co za kreacja, co za pomysł na postać w kryminale! Świetnie rozładowuje duszne napięcie, które bez niej mogłoby przytłoczyć.
 
Podsumowując, „W ciemnościach” to godna kontynuacja historii Zoe i Tatuma. Napisana jest tak sprawnie, z takim wyczuciem, że naprawdę ciężko książkę w czasie lektury odłożyć. Intryga wciąga, lekko przeraża, ale wątki humorystyczne dobrze redukują te niepokojące odczucia. Świetni bohaterowie, klimatyczne miejsce i dobra psychologia postaci. Może i wytknęłam tu dwa czy trzy malutkie minusy, które w porównaniu z „Umysłem zabójcy” rzuciły mi się w oczy, jednak to tylko dlatego, że tom pierwszy był nadzwyczajnie dobry! Ten prawie mu dorównuje, to naprawdę świetny kryminał!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Świat Książki!
Na moim profilu na Instagramie właśnie trwa rozdanie z całym pakietem książek o Zoe Bentley – zapraszam! Zgłoszenia możecie zamieszczać do piątkowego wieczoru (29.04) o tu - klik!

Książka dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 16, 2022

"Cherub" Przemysław Piotrowski

"Cherub" Przemysław Piotrowski

Autor: Przemysław Piotrowski
Tytuł: Cherub
Cykl: Igor Brudny, tom 3
Data premiery: 12.11.2020
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 440
Gatunek: kryminał
 
Trylogia z komisarzem Igorem Brudnym pióra Przemysława Piotrowskiego ukazała się w ciągu 6 miesięcy w roku 2020, a tym samym zapewniła autorowi rozgłos na polskiej scenie powieści kryminalnej. Czytelnicy byli zachwyceni i domagali się kontynuacji przygód komisarza. Autor uległ namowom i rok po premierze „Cheruba” ukazał się tom czwarty pt. „Zaraza”, a teraz na czerwiec zapowiedziany jest kolejny pt. „Bagno”. Ja dopiero w tym roku wzięłam się za nadrabianie całej serii, o dwóch wcześniejszych tomach pisałam tu –klik! I klik!
 
Fabuła „Cheruba” toczy się około pół roku po wydarzeniach ze „Sfory”. Igor wraz z Julką zajmują się śledztwem w Warszawie, choć wcale nie są zadowoleni z jego przebiegu – w ich działania wplątuje się polityka, odczuwają też naciski z góry… Kiedy więc Igor dostaje dziwną przesyłkę z fragmentem wisiorka, który dostawali wychowankowie sierocińca po jego opuszczeniu, zaczyna się niepokoić. W tym samym czasie w Zielonej Górze dochodzi o brutalnego morderstwa prokuratora, który uczestniczył w śledztwie z wilkołakiem. Przy jego ciele zostaje znaleziony podobny łańcuszek… Co to znaczy? Co prokurator miał wspólnego z sierocińcem? Szybko okazuje się, że to dopiero początek sprawy, rozgrzewka dla mordercy, który wydaje się bawić w policjantami w dobrze zaplanowaną grę… Kto wygra?
 
Książka składa się z prologu, 49 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje wszystkich uczestników śledztwa, choć oczywiście Igor odgrywa tu najważniejszą rolę. Kilka fragmentów poświęconych jest też mordercy. Narrator jest wszechwiedzący, przedstawia czytelnikowi zarówno zdarzenia, jak i myśli i odczucia postaci. Jest uważny i dokładny, opisuje każdy szczegół na miejscu zbrodni i każdy gest opisywanego bohatera. Styl powieści, miałam wrażenie, że jest nieco lepszy niż w poprzednim tomie – nie było tu aż tylu błędów stylistycznych, co poprzednio, choć oczywiście i tak znalazło się trochę potknięć.
 
Szczerze – w pewnym czasie, tak gdzieś w połowie lektury, zaczęłam się zastanawiać czy ta seria nie miała być satyrą kryminału. Sporo zgodziło mi się z tą hipotezą – przesadne i mocno schematyczne zachowania postaci, to, że każdy tam jest najlepszym fachowcem w swojej dziedzinie, obrzydliwie dokładne opisy wynaturzonych zbrodni, ciągłe maglowanie jednego tematu i nawet nazwiska postaci jak Brudny, Zimny czy Kwiczoł. Niestety szybko tę hipotezę obaliłam – opisy czynności bohaterów, ich codzienności kompletnie się w ten schemat nie wpisały. Pozostaje więc przyjąć, że jest to kryminał pisany na serio.
 
I tak też muszę go ocenić. Intryga kryminalna jako gra prowadzona ze śledczymi jest ciekawym wątkiem, choć poszczególne tropy, jakie zostawia morderca już do gustu mi nie przypadły – znowu zbrodnie to totalne wynaturzenia, które zostały opisane tak szczegółowo, że aż robi się niedobrze… Tym razem finał mnie nie zaskoczył – gdzieś tak w połowie zaczęłam sama spinać elementy układanki i szybko domyśliłam się jej rozwiązania.
 
Kreacje postaci niestety też nie uległy poprawie – Igor nadal jest samcem alfa, słońcem wokół którego kręcą się wszystkie pojawiające się w książce kobiety.  Sceny, w których występuje prokurator Arleta są totalną kumulacją tego zjawiska – jest dużo łapania za przyrodzenie, ocierania się i innych wulgarnych gestów. To w sumie tyle, co mogę o postaciach powiedzieć.
 
Tym razem intryga, oczywiście skupiona na sierocińcu, w pewnym momencie zahacza o temat dark netu i to w sumie jedyny ciekawy wątek, który pojawia się w tej historii, choć oczywiście nie jest żadną innowacją – od czasów Szamałka bardzo często spotyka się go w polskich kryminałach. Mimo to jednak warto pogłębiać świadomość, jak czynienie zła w aktualnych czasach jest banalnie proste i jak łatwo dostępne. Wszystkie wynaturzenia, wszystkie chore zachcianki mogą tam zostać spełnione. To przerażające, że istnieją tacy ludzie, takie zbrodnie, a wszystko to jest tak naprawdę na wyciągnięcie ręki.
 
Motywy mordercy oczywiście też mają tutaj dobre uzasadnienie, choć nad tym nie mogę się rozpisać, by nie psuć Wam zabawy w samodzielnym rozwiązywaniu zagadki. Pod tym względem jednak też skłonna jestem przyznać plusa.
 
Ogólnie momentami miałam wrażenie, że „Cherub” wypada trochę lepiej niż „Sfora”, jednak nadal książka jest tak pełna idiotycznie schematycznych sytuacji i totalnie szablonowych, wręcz przerysowanych zachowań, że ciężko mi mówić tu o choćby niezłym kryminale. Niestety naszpikowanie brutalnych opisów, wyuzdanych zachowań seksualnych i wszystkich katastrof świata spadających na postaci w ciągu zaledwie jednego półrocza w ogóle mnie nie przekonuje – to nie moje klimaty.
 
Moja ocena: 5,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 09, 2022

"Sfora" Przemysław Piotrowski

"Sfora" Przemysław Piotrowski
 
Autor: Przemysław Piotrowski
Tytuł: Sfora
Cykl: komisarz Igor Brudny, tom 2
Data premiery: 12.08.2020
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 536
Gatunek: kryminał
 
Przemysław Piotrowski to jeden z popularnych polskich autorów kryminałów. Mimo iż debiutował na rynku dobrych kilka temu, to dopiero trylogia o komisarzu Brudnym przyniosła mu szerszy rozgłos. I mimo że od premiery tomu pierwszego minęły już dwa lata, to nadal się o niej mówi. Ja teraz dołączam mój głos, choć w tym wypadku muszę wyłamać się z ogółu – po lekturze drugiego tomu nadal nie rozumiem skąd ta popularność…
 
Od finału z „Piętna” (recenzja – klik!) minął miesiąc, komisarz Brudny ze swoją przyjaciółką Julką wrócili do Warszawy, a Czarnecki wybrał się na zasłużony urlop. W Zielonej Górze jednak coraz głośniej mówi się o plotkach na temat krążącego w okolicy tamtejszego lasu wilkołaka, podobno widziało go kilkoro ludzi… W końcu pewnej deszczowej nocy dochodzi do zaginięcia zakonnicy, która późną porą wracała do swojego klasztoru. Kilka dni później w lesie znaleziona zostaje ręka. Odgryziona, co szybko potwierdza patomorfolog. Jak duże jest prawdopodobieństwo, że jest to ręka zaginionej zakonnicy? Śledczy określają, że duże. Czarnecki wraca do pracy, wzywa też na miejsce Brudnego i Julkę, by dołączyli do specjalnego grupy dochodzeniowej. Brudny nie waha się ani chwili, gdyż tkwi w nim przekonanie, że jest to część dalsza historii związanej z Zakonem Hieronimek, w którym przyszło mu się wychowywać… Czy ma rację? Czy plotki o wilkołaku mogą okazać się prawdziwe? Ktoś przecież ewidentnie poszarpał odnalezioną rękę… I nie były to krążące po lesie wilki.
 
Książka składa się z prologu, 60 rozdziałów oraz epilogu, który tak jak w „Piętnie” zapowiada już początek tomu kolejnego. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, przede wszystkim z perspektywy Brudnego i Czarneckiego, jednak zdarzają się fragmenty o postaciach drugoplanowych (jak np. zaginiona zakonnica), jak i samym mordercy. Narrator jest wszechwiedzący, przedstawia wydarzenia, jak i przemyślenia postaci. Styl powieści jest surowy, prosty, jednak niepozbawiony błędów – w książce znalazło się naprawdę dużo zbędnych powtórzeń i samych słów, i faktów o postaciach i zdarzeniach, a także nazewnictwo nie jest konsekwentne – np. tylko jedna z pojawiających się kobiet została zaszczycona feminatywem. Takie błędy mocno wybijają z rytmu lektury, zakłócają jej płynność.
 
Z bohaterami powieści też mam problem – zdecydowana większość jest mocno szablonowa, przez co tak naprawdę żadnego z nich nie udało mi się polubić. Nasz bohater przewodni serii jest typowym macho, za którym oglądają się wszystkie kobiety, dosłownie wszystkie chcą mu wskoczyć do łóżka. Igor trzyma się jednak na dystans, to samotnik z trudną przeszłością, który dopiero po wydarzeniach z tomu poprzedniego zaczyna się trochę otwierać. Tu też autor wykazał się pewną niekonsekwencją w uczuciach bohatera dotyczących jego miłostek, co było raczej denerwujące niż zaskakujące, a wszystkie inne decyzje postaci były mocno przewidywalne.
Najbliżej było mi do polubienia inspektora Czarneckiego, choć i ten nie uciekł mackom szablonowości, a jego ciche porozumienie z Brudnym odbywające się na poziomie mentalnym, do którego reszta grupy dochodzeniowej nie ma dostępu, było już lekko komiczne. Czarnecki to glina starej daty, odpowiedzialny i dobrze wychowany inspektor zasługujący na szacunek współpracowników.
Z postaciami kobiecymi niestety nie było lepiej. Mamy tu seksowną panią prokurator, szaleńczo zakochaną w Igorze Oksanę i pałającą do niego równie mocnym uczuciem Julkę. Wszystkie panie kręcą się wokół tego jednego magnesu, jakim jest niedostępny komisarz Brudny. Szkoda, że kobiety w tej serii zostały sprowadzone tylko do takiej androcentrycznej roli…
 
Przyjedźmy jednak do intrygi kryminalnej i postaci mordercy. Jeśli przymkniemy oko na powracający temat Hieronimek i krzywd jakie w tym sierocińcu wyrządziły, a także na makabryczne opisy zbrodni, do których aż żołądek podchodził mi do gardła (po co?! Co te opisy mają na celu prócz wywołania obrzydzenia?!), to finalnie muszę przyznać, że sama zagadka była zabudowana ciekawie, a i została dobrze poprowadzona, tropy, zarówno te mylące, jak i nie, były podrzucane w odpowiednich momentach, by zaintrygowanie czytelnika przez całą lekturę było utrzymane. W pewnym momencie autor wplótł też pewną ciekawy mały wątek oparty na faktach z historii Zielonej Góry, co na pewno można uznać za plus powieści. Co prawda z początku drażniło mnie przedstawienie mordercy jako wilkołaka, jednak finalnie musze przyznać, że pomysł na tę postać był udany.
 
Tematy, które w książce są poruszane, to trochę powtórzenie i rozszerzenie tego, co dostaliśmy już w „Piętnie”. Myślę, że ta seria jest jedną z niewielu, których odbiór tomów kolejnych może być lepszy, gdy nie zna się tych wcześniejszych. Kiedy czyta się po kolei ma się poczucie powtarzalności i niepotrzebnie długiego wałkowania jednego tematu. Oczywiście chodzi o wspominany już sierociniec i przemoc, do jakiej tam dochodziło. W tym tomie jednak trochę mocniej skupiamy się na postaci Gwidony, która rządziła tam żelazną ręką.
 
Podsumowując, niestety zamiast podzielenia zachwytów innych czytelników, tom drugi serii o Igorze Brudnym przyniósł mi tylko większe rozczarowanie. Szczerze przyznam, że przez makabryczne opisy i szablonowe zachowanie postaci, po przeczytanych stu stronach książkę odłożyłam, po prostu nie byłam w stanie czytać jej dalej i to nie przez zaszokowanie, a irytację na to, że prócz obrzydzenia i zdenerwowania ta książka mi nic nie daje. Dopiero audiobook poprawił moje odczucia na tyle, że zdołałam zapoznać się z nią do końca. Nie rozumiem po co takie epatowanie brutalnością i zachowanie postaci tak szablonowe, że uwłacza to inteligencji czytelnika. Oczywiście umiem też dostrzec plusy powieści, przede wszystkim pomysł za zagadkę, jednak jako całość książka zdecydowanie nie trafiła w mój gust kryminalny. Szkoda, ale nie żałuję, że poświęciłam na nią czas – w końcu o tak głośnych tytułach dobrze wyrobić sobie własne zdanie.
 
Moja ocena: 5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!
Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!