Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoświatksiążki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoświatksiążki. Pokaż wszystkie posty

października 02, 2025

"Plaża" Anna Breitholtz-Monsén

"Plaża" Anna Breitholtz-Monsén

Autorka: Anna Breitholtz-Monsén
Tytuł: Plaża
Cykl: Lina Lantz, tom 1
Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny
Data premiery: 10.09.2025
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 544
Gatunek: powieść kryminalna
 
Anna Breitholtz-Monsén kilka lat temu podjęła decyzję, by zrezygnować z pracy w branży marketingowej, przenieść się ze Sztokholmu na południe Szwecji, do Skanii i zacząć spełniać swoje marzenie: wraz z rodziną osiąść w małej nadmorskiej miejscowości i zacząć pisać. Tak powstała “Plaża” jej debiut literacki, pierwszy tom serii z Liną Lantz, która na ten moment liczy cztery tomy. Książka szybko zyskała przychylność czytelników, zdobyła też nominację do Crimetime Award Debiutant Roku 2021. Prawa do jej publikacji sprzedane zostały na razie do zaledwie kilku krajów, przede wszystkim skandynawskich, ale też i Polski.   
 
Nadchodzi szwedzkie lato. Lina, po kilku latach nieobecności w Szwecji wraca do małego nadmorskiego miasteczka Sandinge. Tam spędzała wszystkie lata swojego dzieciństwa, w domu dziadków. To z tym miejscem kojarzy takie pojęcia jak spokój, przytulność, bezpieczeństwo. A teraz bardzo ich potrzebuje: po przejściu ze sztokholmskiego wydziału zabójstw do firmy ochroniarskiej przeżyła coś mocno traumatycznego, coś, co w koszmarach męczy ją do tej pory. Jednak i w Sandinge czas się nie zatrzymał - jej babci już nie ma, dziadek zamieszkuje dom opieki, właśnie zmarła sąsiadka, która była dla niej jak druga babcia. To właśnie na jej pogrzeb jedzie. Na miejscu okazuje się, że kobieta zapisała jej swój dom, więc to tam Lina się zatrzymuje. Tyle że na ten dom czyha też ktoś inny - mężczyzna prowadzący sklep muzyczny, o którym mówi się, że prowadzi szemrane interesy… Lina, choć miała zaraz wracać do Oslo, decyduje się zostać - w końcu w Norwegii nic jej nie trzyma, a tu może spędzić lato prowadząc hotel dla kotów, który dostała wraz z domem. A choć nie pracuje już w policji, to szybko zaprzyjaźnia się z lokalną policjantką, którą zaczyna podpytywać o starą sprawę - w 1988 roku zniknął nastoletni chłopiec, Peter, zostały po nim tylko splamione krwią ubrania położone na plaży. To sprawa, która jej dziadkowi, emerytowanemu detektywowi nie daje spokoju, o której też wspomina jej pewna starsza pani spotkana na plaży… A skoro Lina ma czas, to czemu by się temu nie przyjrzeć? Nie wie jeszcze, że choć zaczyna grzebać w przeszłości, to mocno wpłynie to na jej teraźniejszość…
 
Książka rozpisana jest na 66 rozdziałów i epilog. Większość akcji toczy się współcześnie z perspektywy Liny w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, jednak pojawiają się również rozdziały opisujące historią na chwilę przed zniknięciem Petera w 1988 roku - poznajemy je z kilku perspektyw również w trzecioosobowej narracji. Kilka rozdziałów poświęconych jest również komuś, kto plażę obrał sobie za miejsce zbrodni - zaczynamy w Tajlandii, gdzie właśnie popełnił kolejne morderstwo… Od początku więc jasne jest, że w historii pojawia się ktoś zaburzony, ktoś, kogo śmierć podnieca. Rozdziały niezależnie od czasu akcji dzielone są na krótsze scenki, a te są bardzo fajnie w tekście zaznaczone - nie tylko odstępem, ale i pierwszymi kilkoma słowami pisanymi dużą literą, co bardzo ułatwia zorientowanie się, że właśnie przeskoczyliśmy scenę do przodu. Stylistycznie książka jest prosta, nie ma w niej wielkich uniwersalnych spostrzeżeń czy górnolotnych słów - jest po prostu spokojna, zwyczajna historia, którą czyta się naprawdę lekko, bez wysiłku. W polskim tłumaczeniu jednak jest dość sporo literówek, wydaje się, że zabrakło powieści jeszcze jednej korekty.
 
Cała opowieść prowadzona jest tempem spokojnym, to historia kryminalna mocno podszyta wątkiem obyczajowym, w którym skupiamy się na życiu Liny i życiu Petera. Obydwie postacie sporo w swoich życiach przeszły mimo młodego wieku. Lina zbliża się do 30-stki, a już boryka się z traumą i pewną obsesją - często wydaje się jej, że jest śledzona. W Sandinge szuka spokoju - jej codzienność ma polegać na opiekowaniu się kotami, czytaniu książek i piciu szampana. To ma jej pomóc pozbyć się w końcu demonów przeszłości, odzyskać spokój ducha. Mimo tego, że czasami zachowania bohaterki są dość schematyczne, to w ogólnym rozrachunku jej kreacja mi się podobała, da się ją lubić.
Peter z kolei to 16-latek, który pochodzi z patologicznej rodziny. Matki nie ma, jego ojciec to alkoholik, który go bije i zabiera wszystkie pieniądze. Peter pracuje w sklepie muzycznym, bardzo mu zależy, by jak najszybciej nazbierać jak najwięcej pieniędzy, by stać go było na podróż, na to by wyrwać się z tego miejsca, które niczego dobrego mu nie dało. Nie zapomina jednak o swoim przyjacielu Eriku, dzięki któremu dotychczas przetrwał - może u niego pomieszkiwać i ma co jeść. Czy tyle jednak wystarczy, by czuć się bezpiecznym?
 
W powieści ważne są postacie, a tych drugoplanowych jest sporo. Linie towarzyszy dziadek oraz nowo poznana policjantka, która nadaje powieści humoru i lekkości. Oczywiście są też postacie podejrzane, jak na przykład właściciel sklepu muzycznego. Przeszłość zabiera nas do typowego nastoletniego życia, które polskiemu czytelnikowi pewnie skojarzy się z serialami amerykańskimi - są gwiazdy szkoły czyli sportowcy, są wyrzutki często gnębione. Są ukryte pragnienia, które dzieciaki trzymają skrzętnie w tajemnicy.
“Wtedy było inaczej niż dzisiaj, gdy dorośli opiekują się swoimi dziećmi, jakby były ze szkła. Wożą je na zajęcia, chodzą na rozmowy oceniające osiągnięcia, kibicują, marznąc, na trybunach. Kiedy myślał o swoich dzieciach, jego dzieciństwo wydało mu się nierzeczywiste. Gdzie wtedy byli dorośli?”
Mam wrażenie, że to właśnie na postaciach autorka oparła swoją powieść, to one są tutaj najważniejsze. Ich losy wędrują znajomymi ścieżkami, pojawia się wątek przemocy w rodzinie, braku akceptacji wszelakiej odmienności, która w latach 80-tych była powodem do wstydu. Zawiedzione oczekiwania rodziców, poczcie, że tak naprawdę nie wie się kim jest - to nie tylko relikty przeszłości, ale i ciągle odczuwane przez bohaterów emocje.
 
Intryga kryminalna zawiązywana jest powoli, ze sporym obyczajowym uzupełnieniem. Sama zagadka jest możliwa do samodzielnego odgadnięcia, więc czytelnik może pobawić się w detektywa. Mnie udało się rozwiązać ją przed narratorem, ale nie odebrało mi to przyjemności lektury. Ot, zagadka jest znajoma, ale mimo wszystko dobrze prowadzona.
 
Cała akcja toczy się w niewielkiej nadmorskiej miejscowości, której problemy poznajemy zarówno z przeszłości, jak i teraz, współcześnie. To miejsce, w którym każdy dobrze się zna, do którego może i latem przyjeżdżają turyści, jednak najwięcej tu mieszkańców żyjących od dawna. I wracających, jak Lina, dzięki czemu bohaterka może odkrywać miasteczko na nowo. Niewielka miejscowość to też niewielka społeczność, która niekoniecznie chce zdradzać obcym swoje tajemnice… Tam życie zdaje się czasem płynąć dokładnie tak, jak trzydzieści lat temu.
 
Myślę, że “Plażę” mogę uznać za przyjemny debiut. Autorka swoją historię oparła mocno o wątek obyczajowy, wątek życia małej społeczności, w której pozorny spokój wcale nie jest tym, na co na pierwszy rzut oka wygląda. W społeczności, gdzie każdy wie, co robi inny, ale jednak chroni tego drugiego, zamiast udać się na policję. Historia pisana jest przyjemnym językiem, prostym, ale z niewielkimi wątkami humorystycznymi, przez co lektura, mimo niełatwych tematów przemocy i braku akceptacji dobrze sprawdzi się, gdy czytelnik potrzebuje poczuć trochę nieobciążającego spokoju. Dobrze spędziłam czas przy tej lekturze, a zapowiedź tomu drugiego na ostatnich kartach powieści mocno pobudziła moją ciekawość - mam nadzieję, że również zostanie on u nas wydany!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 05, 2025

"Srebrny błysk śmierci" Nora Robert jako J.D. Robb

"Srebrny błysk śmierci" Nora Robert jako J.D. Robb

Autorka: Nora Roberts jako J.D. Robb
Tytuł: Srebrny błysk śmierci
Cykl: Oblicza śmierci, tom 12
Tłumaczenie: Lidia Rafa
Data premiery: 27.08.2025
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 448
Gatunek: powieść kryminalna
 
Seria Oblicza śmierci jest prawdopodobnie najdłuższą serią kryminalną, jaka została napisana i wydana. Aktualnie na rynku anglojęzycznym liczy 61 tomów, na polskim 56, a to nadal nie koniec - tom 62. zapowiedziany jest już na początek roku 2026. Oczywiście jej autorka, niezastąpiona Nora Roberts, która na potrzeby tej serii stworzyła sobie pseudonim J.D. Robb, jest świadoma, że takie ilości tomów ciężko byłoby czytelnikom czytać po kolei, dlatego też każdy tom pisany jest w taki sposób, że czytelnik może dołączyć w każdym momencie. Sama zaczęłam od tomu jubileuszowego, pięćdziesiątego, a dopiero od roku poprzedniego nadrabiam lekturę serii w kolejności chronologicznej - wszystko dlatego, że Wydawnictwo Świat Książki zdecydowało się na wydanie jej od początku w jednej, zgodnej szacie graficznej.
Biorąc pod uwagę ilość tomów zaskakuje fakt, że tytuły wszystkich tomów serii w wersji anglojęzycznej zawierają słowo “death” (czyli śmierć) - na pewno nie jest łatwo wymyślać te najnowsze tytuły! W Polsce kilka tomów wyłamuje się z tej zasady, nie wszystkie, choć większość, zawierają w sobie słowo “śmierć”.
 
Nowy Jork, wiosna 2059 rok. W luksusowym hotelu Palace właśnie odbywa się bal inaugurujący wystawę biżuterii i dzieł sztuki pewnej aktorki wartą ponad pół miliarda dolarów, którą za kilka dni ma zakończyć wielka aukcja. Wydarzenie te przyciągnęło tłumy artystów i bogaczy, wśród nich jest też Eve Dallas, porucznik nowojorskiej policji, która teraz pełni rolę żony Roarke’a, właściciela hotelu. Dlatego to ona pierwsza zjawia się na miejscu przestępstwa - na 46. piętrze w jednym z pokoi została znaleziona martwa pokojówka. To młoda dziewczyna, którą ktoś potraktował bardzo brutalnie - pobił, zgwałcił, na końcu udusił srebrnym sznurkiem… To wygląda na podpis, prawda? Eve szybko dochodzi do tego, że musiał to zrobić płatny morderca, ale dlaczego zabił właśnie pokojówkę?
 
Książka rozpisana jest na prolog i 22 rozdziały, które dzielone są na krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektyw: ta wiodąca to oczywiście perspektywa Eve, ale od czasu do czasu pojawiają się też inne, choćby Roarke’a bądź Summerseta (lokaja Roarke’a), ale również i samego płatnego mordercy. Styl powieści jest lekki, codzienny, autorka nie korzysta z wymyślnych słów, nie ucieka się też do wulgaryzmów. Książkę czyta się płynnie, z przyjemnością, dialogi bywają zabawne. 
“- Zrobisz dobre wrażenie, to od razu się postarają.
- Mam robić dobre wrażenie? Prędzej połknę żywego węża.”
Intryga kryminalna tego tomu uderza zarówno w Eve, jak i Roarke’a. W Eve przez krzywdy, jakich sama doznała jako dziecko - gwałty na kobietach to dla niej wyjątkowo trudne sprawy, które przywołują jej własne koszmary, ale równocześnie sprawiają, że jest jeszcze bardziej zdeterminowana, by schwytać i postawić przed wymiarem sprawiedliwości sprawcę. W Roarke’a dlatego, że zaczynają ginąć ludzie, którym on daje pracę - to w jego budynku doszło do zbrodni, to jego pracownicy doświadczyli straty przyjaciółki. Dlatego i Roarke angażuje się w śledztwo, dostaje rolę cywilnego konsultanta, który swoimi technologicznymi możliwościami nieco sprawę śledztwa Eve ułatwia. Na tym polu jednak ścierają się ich własne zawody - Eve to osoba praworządna, dla której prawa jest wyznacznikiem działania. U Roarke’a, byłego oszusta, działa to inaczej - on lubi prawo naginać, a dzięki swoim zasobom, może robić to bardzo sprawnie - to powoduje pomiędzy nim a Eve tarcia. Tarcia, które często rozładowują w erotyczny sposób, więc w tym tomie jest ich dość sporo.
“Twoja przeszłość prześladuje cię we śnie, zżera cię od środka. Moja ciągle we mnie żyje. Zaszyła się w głębi mojej duszy. “
Nora Roberts do towarzystwa Eve i Roarke’a stworzyła bardzo przyjemny, zgrany i kolorowy zespół. Zespół, który się dobrze zna i wspiera, w którym uszczypliwości są oznaką zażyłości, a konflikty przedstawione są w sposób podszyty humorem. Nie ma znaczenia czy czytelnik dołącza do serii teraz, czy te postacie już zna - ta panująca pomiędzy nimi przyjazna atmosfera jest odczuwalna w mig.
 
W tym tomie Eve przychodzi działać nie tylko z Roarke’em i jej zespołem, ale również z agentami FBI. To nowy element w serii, który wprowadza kolejne potencjalne konflikty - w końcu w sprawie płatnego mordercy to FBI chciałoby przejąć dowodzenie, Eve jednak nie byłaby sobą, gdyby do tego dopuściła. To wprowadza element rywalizacji i kolejnych konfliktów, co dobrze przysługuje się intrydze kryminalnej.
“Kiedyś był taki slogan “To ludzie zabijają, nie pistolety”. Myślę, że jest w tym sporo prawdy. Pistolety są jednak bardzo pomocne.”
A ta prowadzona jest bardzo sprawnie. Autorka wykorzystuje klasyczne zasady prowadzenia śledztwa i łączy je z przyszłościowymi technologiami - w końca akcja jej serii toczy się w niedalekiej przyszłości, co daje powiew świeżości, choć teraz z pewnością nie robi już aż tak dużego wrażenia jak dwadzieścia lat temu. Zresztą czas akcji był dla mnie zauważalny w pierwszych tomach, z którymi miałam styczność, teraz już nie przyciąga aż tak mojej uwagi - jest po prostu dodatkiem, czymś w tle, co dodaje smaczku, ale nie dominuje nad intrygą i postaciami.
 
Pozornie może się wydawać, że śledztwo w sprawie płatnego mordercy nie będzie tak pasjonujące jak inne, ale to złudne wrażenie - autorka przykuwa uwagę czytelnika skutecznie od początku do końca, wprowadza nas w swego rodzaju grę pomiędzy organami ścigania a sprawcą, który swój fach wykonuje od lat i dobrze wie na co może sobie pozwolić. Może nawet sprawca w postaci płatnego mordercy jest elementem dla książki korzystnym - mimo że wiemy kto, to nie wiemy na czyje zlecenie i jak ma cel, a jeśli nie wiąże się z tym jakaś zaszłość prywatna, to trudnej sprawcę i jego zleceniodawcę wytropić.
“Powtarzała sobie, że w końcu kiedyś to się skończy. Przejdzie jej, zawsze przechodziło. Przełknie gorzki, zniewalający strach i zabierze się do pracy. Będzie pamiętać, kim jest teraz, zapomni, kim była kiedyś.
Ofiarą. Zawsze była ofiarą.
Do pracy. Nabrała głęboko powietrza i podniosła głowę. Powinna wrócić do pracy, bo tam ma władzę, kontrolę. W pracy zna swój cel.”
Podoba mi się to, jak Nora Roberts buduje swoje powieści kryminalne. Intryga jest zbudowana solidnie, starannie i ciekawie, mimo że przecież każda opiera się o sprawcę zabijającego wielokrotnie. Ciężar zbrodni łagodzą relacje pomiędzy postaciami - to prawdziwa przyjemność przebywać wśród zespołu Eve, ich przekomarzanki, a nawet i po prostu barwne charaktery, nastrajają czytelnika pozytywnie. Sceny miłosne dodają pikanterii (co kto lubi), ale równocześnie podkreślają bliskość pomiędzy Eve i Roarke’em, są ostoją, ich całkowitym odsłonięciem się dla siebie nawzajem. Przy “Srebrnym błysku śmierci” dodatkowo zwróciłam uwagę na rolę kobiet w fabule - Roberts daje swoim kobiecym bohaterkom siłę na to, by mogły być kim chcą, ubierać się jak chcą i pełnić takie role, jakie chcą. To jeszcze w 2025 robi wrażenie, a jak bardzo musiało być dla kobiet wspierające te ćwierć wieku temu?
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 12, 2025

"Pokonać mrok" Lisa Jewell

"Pokonać mrok" Lisa Jewell
Autorka: Lisa Jewell
Tytuł: Pokonać mrok
Cykl: Marvel Crime, tom 1
Tłumaczenie: Ewa Zagawa
Data premiery: 07.05.2025
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 528
Gatunek: kryminał z dodatkiem sci-fi
 
Lisa Jewell to brytyjska autorka, która na rynku książki działa już od ponad dwudziestu lat. Debiutowała jeszcze w poprzednim wieku, dokładnie w roku 1999. Pierwsze jej powieści zaliczane były do gatunku chick lit, czyli lekkiej literatury kobiecej, później zaczęła kierować się ku mroczniejszym zagadnieniom - teraz znana jest przede wszystkim jako brytyjska autorka thrillerów. Na swoim koncie ma ponad dwadzieścia powieści, z czego większość ukazała się w Polsce, jednak nic z tego nie jest podobne do “Pokonać mrok”. Dla tej książki autorka przełożyła swoje inne pisarskie plany, a jej własny mąż stwierdził, że stworzenie jej, było najtrudniejszym zadaniem przy jakim ją widział. Dlaczego? Bo jest to coś, czego jeszcze nie było, uniwersum super bohaterów Marvela przełożone na kryminał! A “Pokonać mrok” jest tytułem tę serię otwierającym, tytułem napisanym przez znaną brytyjską autorką o super bohaterce Jessice Jones! Warto zwrócić uwagę cykl otwierają dwie kobiety w uniwersum, w którym jednak przeważają męskie siły. Tom pierwszy na rynku anglojęzycznym wydany został w 2024, na ten szykowany jest już tom drugi - tym razem bohaterem będzie Daredevil, a autorem jego przygód jest Alex Segura, który już w środowisku publikacji o super bohaterach jest znany.
 
Nowy Jork, październik. Jessica Jones ciągle nie doszła do siebie po traumatycznych wydarzeniach z przeszłości, po tym jak super złoczyńca wykorzystał ją do swoich celów. Ale się stara - założyła biuro detektywistyczne w Hell’s Kitchen i przyjmuje zlecenia. Właśnie przyszła do niej nowa klientka, zamożna kobieta, Amber Randall, która ma nietypowy problem… Jej dzieci, 16-letnie bliźniaki Fox i Lark od powrotu do kraju z wakacji spędzonych w angielskiej wiosce u ich ojca, zachowują się dziwnie. I wyglądają dziwnie. Ich cera jest idealna, telefony leżą nieużywane, a słowo „perfekt” stało się ich ulubionym. Amber jest przekonana, że w czasie wakacji coś się z nimi stało, ktoś coś im zrobił… ale co? Jessica zaczyna obserwację nastolatków i faktycznie również stwierdza, że coś jest nie tak. Rusza więc w podróż do Wielkiej Brytanii, by na miejscu odkryć kto jest za ich zmianę odpowiedzialny. Tam jednak będzie musiała się skonfrontować z czymś o wiele większym niż ktokolwiek mógł przypuszczać...
“Jak chce się zaprzyjaźniać z nieznajomymi, kiedy sama nie wie, kim jest? I jak być matką, gdy nie potrafi nawet być człowiekiem?”
Książka rozpisana jest na trzy części i 49 rozdziałów, które dzielone są na niewielkie scenki. Głównie akcja toczy się linearnie, podczas śledztwa Jessiki, od czasu do czasu pojawiają się jednak również fragmenty z przeszłości poczynając od lat 80-tych, kiedy Ophelia wkroczyła do baru, w którym pracował John. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w czasie współczesnym z perspektywy Jessiki, w wydarzeniach z przeszłości przed dwie różne kobiety. Wyjątkiem jest jeden fragment pisany z męskiej perspektywy w narracji pierwszoosobowej - to też zostaje w przeszłości. Styl powieści jest bardzo prosty, zdania krótkie, język raczej pozbawiony przekleństw, wydaje się pod tym kątem uniwersalny - nikogo raczej nie zbulwersuje. Niektóre wybory przy tłumaczeniu z angielskiego na polski wydają się dziwne (niektóre zdania jakoś składniowo „nie grają”), zastanawia też, że słowo perfekt nie jest w języku polskim odmieniane - brzmiałoby to dużo bardziej naturalnie. Choć może w ten sposób wpisuje się bardziej w konwencję Marvela? Nie jestem pewna, dobrych kilka lat temu przestałam być z tym uniwersum na bieżąco. Najmocniej jednak te stylistyczne potknięcia dokuczały mi na początku powieści, po czasie udało mi się do tego specyficznego stylu przyzwyczaić i skupić na fabule, jaką ta opowieść niesie.
 
A fabuła jest przede wszystkim kryminalna, choć intryga niepozbawiona jest elementów nadprzyrodzonych. Gatunkowo więc można ją określić jako powieść kryminalną z domieszką science-fiction. Sama intryga zbudowana jest ciekawie - czerpie inspiracje z kanonów literatury, ale przełożonej na czasy mocno współczesne. Autorka zgrabnie wplata w tekst to, co sami mamy na podorędziu - pojawiają się podcasty, nieodłącznym elementem pracy detektywa jest wyszukiwarka Google, media społecznościowe czy zakupy na Amazonie. Intryga jednak sięga głębiej, pojawia się pewne tło historyczne, które dodaje zagadce tajemniczości i mroku, a dzięki czemu buduje specyficzny dla kryminału klimat.
 
Ważnym aspektem fabuły są też postacie. Przede wszystkim Jessica, która z początku wzbudza uczucia mieszane - zdaje się chwiejna i niekonsekwentna, by w końcu okazać się bohaterką godną uwagi, bohaterką, o której chcemy czytać. Bo Jessica przechodzi przez dylematy, który dobrze są nam znane - wątpi w siebie, nie jest pewna czy jest w stanie sprostać zadaniom, które przed nią stoją, przede wszystkim na linii prywatnej. Mimo tego, że jest super bohaterką nie jest odważna, ewidentnie woli unikać niż konfrontować. Musi więc przejść przemianę, a w tym pomoże jej śledztwo, które będzie od niej wymagało konkretnych decyzji.
“Funkcjonowała na krawędzi, na rogu egzystencji, pomiędzy zwyczajnością a nienormalnością, nie należąc do jednego, ani do drugiego.”
Jessice towarzyszy nastolatek, Malcolm, który pomaga jej w śledztwie. To fajna postać, bohater niepozorny i zaskakujący, który choć może nie ma super mocy, to jednak ma wystarczające umiejętności aktorskie, by Jessicę wspomóc. Malcolm to dobry dzieciak, dobry przyjaciel.
Poza nimi oczywiście po stronie postaci dobrych stoi jeszcze kilka osób, pojawiają się inni super bohaterowie. Wspomnieć też trzeba o tych złych, bo choć ich kreacje bardzo długo pozostają niejasne, tajemnicze, to budowane są na tyle sprawnie, że od początku wiemy, że ich intencje nie są czyste. Autorka sprawnie zawiązała wokół nich intrygę, do samego końca nie wiemy, jaką faktycznie rolę mają do spełnienia.
 
Najważniejsze jednak dla mnie są tematy, jakie ta opowieść niesie. Mówi o lękach, o oczekiwaniach, jakie narzuca na nas społeczeństwo. Jako dorośli jesteśmy sobie w stanie z nimi mniej lub bardziej radzić, choć na przykładzie Jessiki widzimy, że wcale nie zawsze jest to łatwe. Jednak z nastolatkami sprawa wygląda inaczej - ich potrzeba bycia akceptowanym przez otoczenie jest ogromna, a co za tym idzie, są w stanie zrobić naprawdę wiele, by móc wpasować się w aktualne wymogi społeczności.
“Czyż mogło istnieć coś bardziej złowrogiego (...) niż zdolność jednej istoty ludzkiej do wniknięcia w samo sedno innej istoty ludzkiej i postępowania z nią według własnego widzimisię?”
Zresztą mowa nie tylko o nastolatkach - cały świat zdaje się teraz podporządkowanym jednym kanonom piękna. Poprzez życie częściowo w sieci, w wirtualnej rzeczywistości, obraz tego, co jest naprawdę, zostaje zakrzywiony, zdarza się nam zapominać, że to, co w sieci, jest tylko ułamkiem życia. Nikt nie jest perfekcyjny, nikt nie ma cery doskonałej - to tylko obraz, to filtry, to coś wykreowanego, jakkolwiek naturalne na ekranie by się nie wydawało. To ważna lekcja, ważne przypomnienie o tym, by nie wierzyć we wszystko, co przynoszą social media.
 
Warte wyróżnienia są też role, do jakich staramy się dopasować, które widzimy w społeczeństwie, a do których wydaje nam się, że nie jesteśmy wystarczający. To znowu tylko ułuda, wytwór społeczeństwa, coś, co całkowicie niepotrzebnie przysparza nam kolejnych lęków i stresów. Książka przypomina, by nie dać sobie narzucić tych oczekiwań, by żyć i czerpać radość z życia po swojemu.


“Pokonać mrok” zaczyna się niepozornie - prosto, może i pod kątem językowym za prosto, bym nie czuła obawy czy lektura mnie zadowoli. Jednak im dalej, tym coraz bardziej się o tym zapomina, i choć książka cały czas zostaje w tej bezpiecznej warstwie - językowej, obyczajowej, fabularnej - to jednak ostatecznie przynosi wartości ważne, wartości, które na pewno chcielibyśmy wpoić nastolatkom i młodym dorosłym. Cała historia mimo delikatnie mrocznym elementów, wypada zgrabnie i raczej lekko, na tyle, by fani Marvela, którzy może nie mają styczności z mrocznymi kryminałami, bawili się dobrze. Ja może i mam kilka zastrzeżeń co do samej budowy powieści w wersji polskiej, jednak doceniam zarówno kreacje postaci, które nie pozwalają się wpakować w schematy, które mają odwagę, by sięgać po to, co chcą, jak i przesłanie, jakie książka niesie - na świecie nikt nie jest perfekcyjny, więc naprawdę nie warto tracić czasu w pogoni za idealnym wyglądem czy idealnym życiem. Wystarczy akceptować i uwierzyć w siebie, bo każdy z nas ma w sobie siłę, by być najlepszą wersją siebie, jaką może - i tylko o to powinnyśmy się troszczyć.
 
Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 10, 2025

"Zapłacisz krwią" Nora Roberts jako J.D. Robb

"Zapłacisz krwią" Nora Roberts jako J.D. Robb

Autorka: Nora Roberts jako J.D Robb
Tytuł: Zapłacisz krwią
Cykl: Eve Dallas, tom 11
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Data premiery: 18.06.2025
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 464
Gatunek: powieść kryminalna
 
“Zapłacisz krwią” to już jedenasty tom serii kryminalnej Oblicza śmierci (recenzje - klik!), którą jeszcze w latach 90-tych XX wieku rozpoczęła tworzyć Nora Roberts, już wtedy znana amerykańska autorka romansów. By oddzielić swoją twórczość kryminalną od tej romantycznej, przybrała pseudonim J.D. Robb, choć nie stanowił on tajemnicy specjalnie długo - fani autorki szybko wpadli na to, kto kryje się pod tym nazwiskiem. W Polsce pierwsze wydania serii również ukazywały się podpisane tylko i wyłącznie pseudonimem autorki, później na okłade były dwa nazwiska, a teraz Wydawnictwo Świat Książki zmieniło proporcje stawiając na prawdziwe nazwisko autorki, które już na pierwszy rzut oka jest widoczne.
Tom jedenasty oryginalnie wydany był w 2000 roku, w Polsce po raz pierwszy rok później, a teraz, po 24 latach od pierwszej polskiej premiery ponownie mamy szansę uzupełnić lekturę i braki w biblioteczce.
 
Nowy Jork, wczesna wiosna, rok 2059, ranek. Eve Dallas wraz ze swoją asystentką Peabody znajdują się w Czyśćcu, luksusowym klubie ze striptizem. Nie przyszły tam jednak dla rozrywki - poza nimi nikogo tam nie ma, a otoczenie wygląda, jakby przeszedł przez nie huragan. Lub zdesperowany narkoman gotowy zrobić wszystko, by zyskać jak najwięcej funduszy na potrzeby własnego nałogu. Zdesperowany na tyle, by zabić. Bo na podłodze leży ciało. To mężczyzna, czarnoskóry, około 40-letni. Ktoś zmasakrował go metalową pałką, zadziwiająco solidną. Jednak teoria z narkomanem nie do końca się zgadza - po pierwsze ochroniarz raczej po zamknięciu nie wpuściłby do środka byle kogo i nie dał się po prostu zaatakować, prawda? Po drugie, narkoman przecież zebrałby te wszystkie żetony kredytowe służące jako środek płatniczy, które teraz leżą rozrzucone wokół ofiary… A leży ich dużo, bo równo trzydzieści. Kiedy policjantki wspólnymi siłami obracają ciało, wiedzą już, że mają duży problem - pod ciałem leży zakrwawiona odznaka policyjna. To ich człowiek został zabity.
“Morderstwu rzadko kiedy towarzyszy ład. Nieważne, czy zostało starannie i po mistrzowsku zaplanowane, czy dokonane pod wpływem szaleńczego impulsu, zawsze pozostawia po sobie bałagan, który sprzątnąć musi ktoś inny, a nie morderca.”
Książka rozpisana jest na 23 rozdziały, które dzielone są na mniejsze, kilkustronicowe scenki, więc czytelnik nie ma problemów z wygodą lektury. Polskie nowe wydanie jest wygodne, czcionka ma przyjemną wielkość, papier solidny, więc czytanie również w papierze powinno być komfortowe. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który podąża głównie za Eve  i przedstawia historię oddając czytelnikowi zarówno relację ze zdarzeń, jak i wewnętrznych emocji bohaterki, choć raczej skupia się bardziej na tym pierwszym. Styl powieści jest przyjemnie uniwersalny, nie ma przekleństw, nie ma nowoczesnych sformułowań, jest bardzo ponadczasowo - tekst czyta się równie dobrze teraz, co te dwadzieścia lat temu. Choć w moim odczuciu jest jednak coś, co odstaje od całości - to te sceny romantyczne, sceny zbliżeń Eve z jej mężem Roarkiem, w nich czuć upływ czasu, współcześnie brzmią nieco śmiesznie. Z tego względu wyróżnienie nazwiska Nory Roberts na okładce jest uzasadnione - czytelnik biorąc do ręki jej książki musi się spodziewać, że autorka z tego rodzaju scen nie zrezygnuje. Nawet w powieści kryminalnej, która nad wątkami romansowymi dominuje.
 
Ale jest to kryminał z gatunku tych odprężających, niewymagających od czytelnika niczego więcej, prócz czasu. Intryga zbudowana jest sprawnie, prowadzi w szeregi policji - ofiara pracowała pod przykrywką, dla Wydziału Narkotykowego, który ściga nieuchwytnego od lat przestępcę. Eve musi się zatem zmierzyć z trudnym tematem prześwietlania osób, które przecież mają służyć dobru, sprawiedliwości, ale tej powinności nie spełniają. Dla bohaterki to ujma na honorze zawodowym, bo dla niej bycie policjantką to praktycznie religia. I tak śledztwo jak zawsze opiera się na grzebaniu w dowodach, w przeszukiwaniu komputera i przepytywaniu potencjalnych świadków. Rozmowy przebiegają sprawnie, autorka prowadzi je w lekkim, czasami nawet humorystycznym stylu, szczególnie, gdy Eve ma okazję pogadać ze swoimi zaufanymi pracownikami - wtedy rozmowy usiane są przyjaznymi uszczypliwościami, które jasno obrazują zażyłość relacji. Sprawa prowadzona jest tempem dynamicznym, czytelnik się nie nudzi, dużo się dzieje, a kolejne podszyte sensacją sceny, są balansowane późniejszymi już dość statycznymi przesłuchaniami. Rozwiązanie jest logiczne i ciekawe.
“Pracuję dla zmarłych. Nie umiem zliczyć, ilu ich było. Śnią mi się. Wszystkie te stracone twarze, skradzione życia. To jest ciężkie. (...) Czasami tak ciężko jest widzieć te twarze we śnie, że budzę się cała zbolała. Ale nie umiem robić nic innego. Od kiedy pamiętam, chciałam zostać policjantką. Widziałam to wyraźnie i tylko to potrafię.”
Wspomniałam już o Eve jako policjantce, pora spojrzeć na nią prywatne. Książkę mogą czytać oczywiście również ci, co serii nie znajdą, każdy jej tom to osobna powieść, każda opisuje relacje na tyle wyraźnie, że czytelnik nie będzie miał problemu, by połapać się kto jest kim (sama zaczynałam serię od tomu 50.). Właśnie mija rok, od kiedy Eve poślubiła Roarka, bogatego Irlandczyka, który zdobył fortunę, ale niekoniecznie zawsze działał w zgodzie z prawem. Łączy ich pasja do pracy, upór i trudna przeszłość - obydwoje jako dzieci zostali skrzywdzeni przez swoich rodziców. Do tej pory małżeństwo Eve upływało sielsko, w tym tomie w końcu pojawia się rysa, dwa ega się zderzają i powstaje konflikt, który trudno jest im rozwiązać. To z jednej strony trochę ich idealne małżeństwo sprowadza na ziemię, trochę przybliża ich do zwyczajnych ludzi. Z drugiej jednak, sposób zachowania Roarka jest bardzo zaborczy i choć wynika z miłości, to odbiega już od współczesnych czasów - teraz raczej kobieta już nie chce do nikogo ‘należeć’, nie zamierza być niczyją własnością. I choć autorka z biegiem lektury podkreśla, że tak jak Eve należy do Roarka, tak Roarke do Eve, to jednak coś tutaj zgrzyta, coś nie brzmi jak faktycznie zdrowa relacja, a wydaje się, że nie o to autorce w jej przedstawieniu chodzi.
 
Pozostałe postacie wypadają bardzo przyjemnie. Mamy kilka postaci, które wprowadzają lżejszą atmosferę, przy których łatwo pożartować, są i takie, które pozwalają Eve się wyciszyć, zdystansować. Ich stałość w serii, niezmienność, jest kojąca, to ona daje wrażenie, że co by się nie działo, to Eve już nie zostanie sama, może czuć się bezpieczna.
 
Przy tej serii nie można też nie wspomnieć o czasie akcji, gdyż Roberts zdecydowała się na coś dziwnego - przeniosła akcję powieści o jakieś sześćdziesiąt lat do przodu. Teraz odstęp jest mniejszy, ale jednak sięgając po tę serię, trzeba pamiętać o tym, że autorka całe funkcjonowanie świata wymyśliła wcześniej - teraz wizja przyszłości byłaby pewnie bardziej kosmiczna, w u Nory jest bardzo podoba do naszej rzeczywistości z kilkoma niewielkimi różnicami jak latające samochody czy pistolety z możliwością ustawienia siły rażenia. Ach, no i życie pozaziemskie, bo planety zostały skolonizowane - znajdują się tam na przykład więzienia, którymi można straszyć zatrzymanych. Świat wymyślony przez autorkę nie odbiega od naszego na tyle, by problemy postaci były nierealne, ale przez te delikatne zmiany pozwala czytelnikowi oderwać się od własnej codzienności, poczuć, że sam przenosi się gdzieś w przestrzeni i czasie. A czy nie tak właśnie powinno być z czysto rozrywkowymi książkami?
 
“Zapłacisz krwią” to tom nieodstający od pozostałych, przynajmniej tych pierwszych, w których małżeństwo Eve i Roarka ciągle jest jeszcze młode, a namiętność gorąca (w najnowszych tomach nacisk na wątki romansowe jest zdecydowanie mniejszy, co dla mnie samej stanowi sporą poprawę). Lekkość stylu, dialogi, w których można znaleźć i powagę, i humor odpowiedzialne są za pozytywny odbiór lektury, nastrajają czytelnika przyjemnie rozrywkowo. Intryga prowadzona jest sprawnie, tempem dynamicznym i na tyle absorbująco, że czytelnik raczej nie ma kiedy się nudzić. Sama sięgam po serię jako pewniaczek na relaks, jako oderwanie od poważnych kryminałów, choć przecież ten to nie komedia. A po prostu proza czysto rozrywkowa, oderwana od rzeczywistości na tyle, że czytelnik nie czuje się zobowiązany wytykać braku realności - bo i po co? Tu po prostu liczy się dobra zabawa, a jej książka dostarcza bez najmniejszych wątpliwości.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 14, 2025

"Śmierć na bis" Nora Roberts jako J.D. Robb

"Śmierć na bis" Nora Roberts jako J.D. Robb

Autorka: Nora Roberts jako J.D. Robb
Tytuł: Śmierć na bis
Cykl: Oblicza śmierci, tom 56
Tłumaczenie: Bogumiła Nowrot
Data premiery: 23.04.2025
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 480
Gatunek: powieść kryminalna
 
Nora Roberts to naprawdę wyjątkowa autorka. Znana głównie z romansów, choć wystarczy drugi rzut oka na jej twórczość, by odkryć, że to tylko jeden z gatunków, które tworzy - około dekadę po swoim debiucie, jeszcze w latach 90-tych XX wieku, zaczęła pisać powieści z serii Oblicza śmierci (recenzje – klik!), w których wątkiem przewodnim jest zagadka kryminalna, sięga też po prostu to historie obyczajowe, przygodowe, a nawet fantastyczne! Ostatnio zaczęła też bawić się motywem gotyckim w “Spuścizna” (recenzja – klik!). Wydaje kilka książek rocznie, dwie z samego gatunku kryminału, więc teraz na koncie ma już mocno ponad 200 tytułów! I najlepsze jest to, że sięgając po nie wcale nie ma się poczucia, że to jedna i ta sama kalka, co często się zdarza przy autorach wydających w takiej częstotliwości. Są to oczywiście przede wszystkim książki rozrywkowe, do poczytania, kiedy trzeba się dobrze zrelaksować, ale nie można autorce zarzucić braku pomysłowości. Nie wiem czy ktoś umiałby napisać serię liczącą 60 tomów, w której po pierwsze, tej ilości w ogóle nie czuć, a po drugie, w której tomy najnowsze są jeszcze lepsze niż pierwsze. To prawdziwy fenomen.
 
W „Śmierci na bis” przyglądamy się Elizie Lane i Brantowi Fitzhugh, małżeństwu z dziesięcioletnim stażem. Obydwoje są znanymi aktorami, grają zarówno na Broadway'u, jak i na dużym ekranie od lat, znają wszystkich, którzy liczą się w Nowym Jorku. Teraz Eliza czeka na premierę sztuki, która będzie pięknym podsumowaniem jej twórczości - to dzięki roli w tej sztuce ponad dwadzieścia lat temu zabłysła. Jej mąż jednak w tym czasie będzie na drugim końcu kraju, gdzie produkuje swój pierwszy ważny film, nie tylko jako aktor, ale i producent. Dzień przed jego wylotem organizują przyjęcie pożegnalne - dom jest pełen znakomity gości, dobry catering dba, by nikomu nie brakowało pełnego kieliszka i talerza. Lane na chwilę swój kieliszek oddaje mężowi, gdy zabawia gości śpiewem, a ten wznosząc za nią toast właśnie z niego pije… i pada martwy. Co się stało? To chyba otrucie, tylko kto i w jaki sposób się go dopuścił? Sprawa trafia w ręce porucznik Eve Dallas, która w asyście Peabody rusza do działania. A świadków do przesłuchania jest sporo - kto wśród nich miał motyw i sposobność?
 
Książka rozpisana jest na 23 rozdziały i epilog, a każdy rozdział dzielony jest na krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, przede wszystkim z perspektywy Eve -tylko początek otwarty jest przez Elizę. Styl powieści jest lekki, codzienny, język bez przekleństw, dialogi przyjemne, a te prowadzone pomiędzy znanymi postaciami cyklu zabawnie uszczypliwe, podszyte nutką humoru, w którym czuć, że rozmówców łączy szczera przyjaźń, a ich wspólne przekomarzanie się wypada bardzo naturalnie. Pewną cechą szczególną coraz mocniej widoczną w tych najnowszych tomach, jest również tendencja Eve do przekręcania znanych powiedzonek, co jest dodatkowym aspektem humorystycznym.
“- (...) No a cała ta odpłata jest jak sałatka.
Wyglądał na zbitego z tropu, co rzadko mu się zdarzało.
- No dobrze, pogubiłem się. Dlaczego odpłata jest jak sałatka?
- Nie musi być gorąca, prawda? Może być zimna, jak sałatka.
- (...) Zemsta. najdroższa Eve, zemsta najlepiej smakuje na zimno.”
Oczywiście każdy tom serii pisany jest tak, że da się go czytać niezależnie od pozostałych części. I przyznam, że nie wiem jak autorka to robi, ale nawet czytelnik, który nie zna jeszcze postaci, jest w stanie wychwycić tę ich głęboką zażyłość. Postacie serii są pozytywne, wesołe i szczęśliwe, asystentka Eve właśnie wykańcza własny dom, przyjaciółka oczekuje nowego dziecka. Czytelnik uczestniczy w ich życiu, czuje się jak członek tej jednej dużej rodziny.
Jednak to Eve jest główną bohaterką, więc mimo towarzyszących jej postaci, jesteśmy jej winni chwilę uwagi. To bohaterka niezłomna, uparcie dążąca do prawdy, bystra i w pracy bardzo zasadnicza. Sama jako dziecko doznała wielu krzywd, więc dobrze wie, jak to jest stać w roli ofiary i robi wszystko, by sprawcy, których sama ściga, ponieśli zasłużoną karę. Teraz jednak Eve ma też swoją stronę prywatną - wcześniej, z początkiem serii policjantka to była cała jej tożsamość, teraz, dzięki mężowi i przyjaciołom jest w jej tożsamości miejsce na więcej. Roarka, swojego męża ubóstwia i szanuje, dzieli się z nim spostrzeżeniami ze sprawy, a on pomaga jej w dojściu do kolejnych, tak potrzebnych, by popchnąć śledztwo dalej, wniosków. Oczywiście, jak to u Nory, nie brak wątku romansowego, jednak w tych nowych tomach jest on bardzo marginalny i nieco bardziej subtelny niż w tomach początkowych.
 
W “Śmierci na bis” Eve z Peabody wchodzą w świat blichtru, w świat gwiazd, świat, w którym pasja i prywatne pragnienia są nad wyraz wyraźne, a stare zatargi nie odchodzą w zapomnienie. Co ciekawe, para, w której nie jest jasne, kto faktycznie miał paść ofiarą, jest zaskakująco lubiana - Brant wydaje się człowiekiem idealnym, a Eliza, choć nieco bardziej kategoryczna w podejściu do ludzi, również oceniana jest jako dobra i sprawiedliwa. Ciężko więc znaleźć kogoś, kto życzyłby im źle, śledztwo zatem jest trudne do przeprowadzenia.
 
Sama intryga kryminalna prowadzona jest rytmem spokojnym, w stylu klasycznych kryminałów - nie ma dzikich pogoni, strzelanek, czy innych niebezpiecznych sytuacji, nie ma przemocy i rozlewu krwi - jest zagadka i potencjalni świadkowie do przesłuchania. Całość zatem oparta jest po prostu na rozmowach i dedukcji, na układaniu wszystkich elementów układanki w jedną spójną całość. W tym tomie dość długo nie wiadomo w którą stronę opowieść się zwróci, ciężko o pierwszy punkt zaczepienia, co według mnie jest ciekawym rozwiązaniem na zawiązanie akcji, po czym, gdy już łapiemy trop, to wiemy gdzie systematycznie się kierować… po nitce do kłębka.
“(...) żyjesz, jesteś zdrowa, utalentowana, młoda. Ale przede wszystkim żyjesz. A życie oznacza nowe wybory i nowe szanse, nowe drogi.”
Warto też wspomnieć o miejscu i czasie akcji. Historia toczy się w Nowym Jorku, który jest dla bohaterki ważny. Ścisk, ulice, wszyscy ci uliczni sprzedawcy i chuligani to jej naturalne środowisko, miejsce, które zna i zwyczajnie kocha. Czas jest zaskakujący, bo jest to niedaleka przyszłość, jednak tak naprawdę rzeczywistość postaci niespecjalnie odbiega od naszej rzeczywistości, może tylko badania trwają krócej, a rozmowy telefoniczne zawsze odbywają się w wersji wideo.
 
“Śmierć na bis” to bardzo przyjemny, utrzymany w klasycznym tonie kryminał, w których główne postaci wywołują uśmiech na twarzy i bezsprzecznie budzą sympatię. Mimo osadzenia akcji w środowisku aktorskim autorka nie skupia się na poczuciu sławy, przedstawia tę grupę po prostu jak jedno zawodowe środowisko, gdzie sporo wie się o swoich współpracownikach. Poza postaciami dzielącymi zawód aktora są też ci, którzy z nimi współpracują - na planie i w domu, więc przegląd ludzkich potrzeb i zamożności jest bardzo różny. Zagadka kryminalna prowadzona tempem spokojnym, w którym dominują dialogi, a te prowadzone są tak sprawnie, z takim wyczuciem rytmu rozmowy, że zwyczajnie trudno jest się od nich oderwać. Podobało mi się to, co autorka tu stworzyła, lektura przyniosła mi uczucie odpoczynku, a i kilkukrotnie wywołała uśmiech na twarzy. Czekam na tom kolejny, z przyjemnością będę nadal obserwować jak potoczy się życie bohaterów serii - tutaj są tacy szczęśliwi!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 10, 2025

"Świadek śmierci" Nora Roberts jako J.D. Robb

"Świadek śmierci" Nora Roberts jako J.D. Robb

Autorka: Nora Roberts jako J.D. Robb
Tytuł: Świadek śmierci
Cykl: Oblicza śmierci, tom 10
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 432
Gatunek: powieść kryminalna
 
Choć sama tego jeszcze do niedawna nie wiedziałam, Nora Roberts jest autorką, która zaspokaja różne gusta czytelników, nie tylko te romantyczne. Jej twórczość obserwuję dopiero od kilku lat, jednak podziwiam to, jak łatwo w przeróżnych gatunkach się odnajduje - w każdym z pewnością można łatwo rozpoznać jej lekki styl, jak i przynajmniej niewielki wątek romansowy, ale mimo ogromnej ilości książek, jakie napisała, żadna z nich nie daje wrażenia powtarzalności. Widać to wyraźnie w serii kryminalnej Oblicza śmierci, którą teraz mam przyjemność poznawać od początku dzięki temu, iż Wydawnictwo Świat Książki wydaje ją na nowo od pierwszych tomów, a zatem tych, które od dawna były niedostępne, a teraz ponownie trafiły na nasz rynek w spójnej szacie graficznej.
“Świadek śmierci” to dziesiąty tom cyklu, który na rynku amerykańskim wydany został w 2000 roku, a na polskim rynku po raz pierwszy niewiele później.
 
Nowy Jork, przedwiośnie rok 2059. Eve Dallas wraz ze swoim mężem Roarkiem wybrali się na sztukę teatralną. Roarke, który jest oczywiście właścicielem teatru, jak i producentem spektaklu, z przyjemnością obserwuje zaangażowanie Eve w akcję rozgrywającą się na scenie - to “Świadek oskarżenia”, dzieło, które powstało na podstawie opowiadania Agathy Christie. W kulminacyjnym momencie jednak dzieje się coś złego - nóż, który miał być tylko rekwizytem, okazuje się prawdziwym narzędziem zbrodni, którym aktorka nieświadomie morduje swojego partnera scenicznego… Pełna sala jest świadkiem tej przypadkowej, ale przez kogoś wyreżyserowanej zbrodni, ale przez kogo? Przed Eve trudne zadanie - musi zatopić się w świat aktorski, by znaleźć tego, kto za zbrodnią stoi.
“- Cześć, Dallas. Słyszałem, że byłaś wczoraj na nieziemskim przedstawieniu.
- Recenzje rzeczywiście są zabójcze.”
Książka rozpisana jest na 22 rozdziały, które dzielone są na krótsze scenki, podrozdziały - dzięki temu czyta się ją wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego głównie z perspektywy Eve, której śledzimy zarówno poczynania, jak i emocje, zdarzają się także fragmenty pisane w imieniu mordercy w pierwszoosobowej narracji czasu teraźniejszego. Styl powieści jest lekki, swobodny, codzienny, dialogi prowadzone są z delikatną nutą sarkazmu, która doskonale oddaje charakter Eve. Język utrzymany jest w klasycznym tonie, nie znajdziemy w książce typowo współczesnych przekleństw, nie ma też użytych feminatywów - czego sama żałuję, ale zakładam, że może być to wynik dawnego tłumaczenia, jak i chęci utrzymania całej serii w jednym stylu. Bez względu na to, książkę czyta się płynnie i bez najmniejszych trudności.
“Zbyt duża dawka uprzejmości może być denerwująca.”
Mimo tego, że jest to już dziesiąte spotkanie z Eve Dallas, to oczywiście da się czytać ten tom niezależnie od reszty. Ci jednak, którzy znają nieco młodszą Eve, zauważą w jej kreacji różnice - w porównaniu do tej z pierwszego tomu, aktualna Eve jest bardziej otwarta, ma wokół siebie coraz więcej ludzi, na których jej zależy i przestaje bać się na nich polegać. Mimo tego, że do teraz nie uporała się z krzywdą, jakiej doświadczyła jako dziecko, co męczy ją najczęściej w nocy, to nie niesie już tego brzemienia sama, co ewidentnie czyni go lżejszym. Dzięki temu, że czytelnik obserwuje Eve w każdej sytuacji (tej intymnej również, autorka nie potrafi sobie odmówić romansowych stawek!), szybko jest się w stanie do niej przywiązać, polubić ją, poznać jako dobrą osobę, która dąży do zrozumienia i sprawiedliwości, a co za tym idzie - życzymy jej sukcesu.
 
Poza Eve i postaciami z serii znanymi, w tym tomie pojawiają się świetne kreacji aktorów, którzy w chwili morderstwa znajdowali się w okolicy sceny. Tym samym zanurzamy się w świat bohaterów, którzy żyją z tego, że udają kogoś innego. Bohaterów, którzy są przeszkoleni, by nie okazywać swoich emocji, by grać tak wiarygodnie, że nie da odróżnić się prawdy od iluzji. Doskonała scena dla zbrodni, prawda? Im mocniej w historię wsiąkamy, to odkrywamy coraz więcej mrocznych sekretów - najwięcej tych od samej ofiary, która naprawdę nie była dobrym człowiekiem… A więc tak naprawdę wszyscy wokół mieli motyw, by zabić.
“- Ja… - Jego palce poruszały się nerwowo. - (...) Naprawdę nie wiem, jak się zachować. Nigdy nie grałem w dramatach policyjnych.”
I właśnie na tej iluzji świata aktorskiego autorka opiera swoją intrygę kryminalną, dodatkowo podrzucając do niej motywy znane z klasycznych powieści detektywistycznych - z których najbardziej znaczący jest sam finał historii. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, bazuje na szukaniu dowodów i rozmowach ze świadkami, nie taplamy się więc tutaj w makabrze, a w sekretach i tajemnicach każdej z postaci, próbujemy odgadnąć kto faktycznie gra, a kto mówi przynajmniej w jakimś stopniu prawdę. Zagadka jest dobrze zbudowana, zawiera kilka fajnych twistach fabularnych.
“Morderstwo od zarania dziejów budziło ciekawość. Przerażało, bywało wzniosłe, czasem wywoływało ponury uśmiech lub cichy smutek, ale zawsze i wszędzie fascynowało, będąc pożywką dla sensacji, czy to w świecie realnym, czy też w świecie fikcji.”
Poza grą z kryminalną konwencją i zabawą osadzenia tak zwanej sztuki w sztuce, autorka skupia się na ludzkich charakterach i relacjach, które każdy z bohaterów buduje. Przygląda się ludziom, temu co jest dla nich ważne, czy faktycznie ta sława, do której większość aktorów tak usilnie dąży, jest czymś dla nich dobrym, czymś, czego faktycznie pragnąć powinni. Sporo jest tu też miejsca na ogólne relacje międzyludzkie - nie tylko te partnerskie, ale i przyjaźnie.
“Nie da się wrócić do przeszłości. Nie da się naprawić tego, co zostało zniszczone. Ale można iść naprzód. Liczy się każdy krok. Każdy jest ważny.”
“Świadek śmierci” to naprawdę dobry tom serii Oblicza śmierci, autorka sięga w nim i po miejsca, i po kreacje postaci, których jeszcze w serii nie było. Dobrze bawi się konwencją gatunku i zasadami panującymi na scenie, w sposób lekki, ale dobrze obrazujący oddaje charaktery postaci, aktorów i innych osób ze sceną związanych. Tajemnice, sekrety i gra aktorska absorbują, a pytanie kto za tym stoi długo pozostaje bez odpowiedzi. Wątki romantyczne są, ale nie w przytłaczającej ilości, kryminał jest tym, co gra tutaj pierwsze skrzypce. Dobra, lekka i dostarczająca przyjemnej rozrywki lektura.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 05, 2025

"Aż po grób" Nora Roberts jako J.D. Robb

"Aż po grób" Nora Roberts jako J.D. Robb

Autor: Nora Robert jako J.D. Robb
Tytuł: Aż po grób
Cykl: Oblicza śmierci, tom 9
Tłumaczenie: Krzysztof Schreyer
Data premiery: 26.02.205
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 464
Gatunek: powieść kryminalna
 
Myślę, że Norę Roberts bez względu na to, czy jej prozę się lubi czy nie, można nazwać fenomenem światowym. To autorka znana i kochana na całym świecie, która każdego roku dostarcza swoim fanom książki różnych gatunków i mimo iż tworzy historie od ponad 40 lat, to ciągle ma pomysły na coś nowego! W gatunku powieści kryminalnej trzyma się jednak od lat 90-tych XX wieku jednej serii - zwanej serią Oblicza śmierci z nowojorską policjantką Eve Dallas, która na ten moment liczy 60 tomów (w polskim tłumaczeniu na ten moment mamy 55). To z pewnością jedna z najdłuższych, jak nie najdłuższa seria książek, a nadal czytelnikom się podoba! I ja to potwierdzam - czytałam i tomy najnowsze, i pierwsze, i choć każde dostarczyły mi fajnej rozrywki, to jednak bardziej podobają mi się te najnowsze! Ale to wynik moich preferencji czytelniczych: nie lubię, gdy w powieściach kryminalnych pojawiają się wątki romantyczno-miłosne, a w tomach początkowych te są całkiem mocno widoczne. Tom dziewiąty “Aż po grób” na naszym polskim rynku po raz pierwszy wydany był w 2001 roku, na rynku anglojęzycznym 2 lata wcześniej.
 
Eve Dallas wraz ze swoją asystentką Peabody zjawiają się w miejscu śmierci wiceprezesa filmy “Narzędzia i zabawki Bransona”. Mężczyzna umarł z ostrzem swojej własnej wiertarki w sercu, którą w porywie wściekłości złapała jego młodsza partnerka. Kobieta tłumaczy, że dowiedziała się o zdradzie i w konfrontacji z mężczyzną straciła panowanie nad sobą. Coś Eve jednak się w tej sprawie nie zgadza… Nie ma jednak wiele czasu, by jej się dłużej przyglądać - na jej biurku ląduje dyskietka z apelem grupy zwącej się Kasandrą, która zapowiada zmianę przywódców kraju. Ewidentnie chcą ją zaprowadzić siłą, bo już pierwsza poszlaka kieruje je w miejsce gęsto naszpikowane bombami… Tym razem przyjdzie się więc mierzyć im z przeciwnikiem, który może zagrozić bezpieczeństwu całej nowojorskiej, a może i amerykańskiej społeczności.
 
Książka rozpisana jest na prolog i 22 rozdziały, które dzielone są na kilkustronicowe fragmenty, co zapewnia komfort lektury. Historia tym razem nie jest przedstawiona tylko z perspektywy Eve, choć to oczywiście nadal zachowuje przewodnictwo. Jednak poza nią wydarzenia możemy obserwować także w ślad za Peabody oraz jej bratem Zekem. Ponadto co pewien czas przez tekst przewijają się też kolejne listy Kasandry. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, styl powieści jest prosty, codzienny, język bez wulgaryzmów. Tym razem jednak mam małe zastrzeżenia co do tłumaczenia - wydaje się, że czasami tłumacz wybrał słowa nie całkiem do tekstu pasujące, jak np. podejrzanym Eve odczytuje uprawnienia, choć w języku polskim mówi się raczej o odczytaniu praw. Kilka tego typu niefortunnych sformułowań rzuciło mi się w oczy, lekko wybijając z rytmu lektury. Poza tym, jak zawsze, książkę czyta się szybko, płynnie i bez wysiłku.
“- Chyba coś słyszę? - Pochylając głowę, Peabody przyłożyła do ucha dłoń zwiniętą w trąbkę. - Aha, to pewnie odgłos twojego wsysania się w sprawę.”
Intryga kryminalna, w porównaniu do poprzednich tomów, jest prowadzona inaczej. Przede wszystkim przyglądamy się równocześnie dwóm sprawom, mocno od siebie różnym - jedna to zbrodnia domowa popełniona w afekcie, druga to tak naprawdę terroryzm, który może narazić bezpieczeństwo całego kraju. To pierwszy tom serii z zagrożeniem na taką skalę, a sama intryga prowadzona jest w tempie sensacyjnym - to powiew nowości w tej serii, a autorka naprawdę dobrze sobie w tej formie fabularnej radzi, czytelnik czuje napięcie, czuje pośpiech. Ogólnie im dalej w lekturę, tym bardziej miałam wrażenie, że jest to materiał na gatunkowy film sensacyjny: emocje szaleją nie tylko w strefie zbrodni, ale i wśród bohaterów, a zatem dużo jest namiętności, wplotów erotycznych - może nie są to za każdym razem pełne, kilkustronicowe sceny, ale jednak ewidentnie jest sporo opisów fizycznych uniesień.
 
Postacie tego tomu są dobrze zbudowane, choć przede wszystkim skupiamy się na postaciach związanych z policją: na Eve i jej mężu Roarke’u, na Peabody i jej bracie, który właśnie pojawia się w Nowym Jorku. Bardzo podobało mi się, że teraz PeaBody dostała w końcu też głos, do tej pory była bohaterką, którą znaliśmy tylko jako asystentkę Dallas - teraz w końcu staje się osobą od niej niezależną, pełną.. Eve oddaje jej tutaj trochę pola, sama zdaje się bardziej spokojna, mniej dręczona swoją własną przeszłością. Pełni rolę zwierzchniczki, a zarazem przyjaciółki, jak i kobiety powoli odnajdującej się w sytuacji dla niej ciągle nowej - w małżeństwie.
“- Sprowadza się to do walki dobra ze złem, prawda Dee? A dobro musi w końcu zwyciężyć.
- Właśnie dlatego mi to odpowiada.
- Tak, ale przede wszystkim, skąd to zło? (...)
- Nikt nie ma na to odpowiedzi, ale trzeba wiedzieć, że ono istnieje i trzeba sobie z tym radzić. I to właśnie robię, Zeke.”
Mimo tego, że często porównuję tę książkę do tomów poprzednich, to nie znaczy to jednak, że nie można jej traktować jak historii osobnej - Nora Roberts każdy tom serii tworzy tak, by czytelnik mógł po niego sięgnąć niezależnie od znajomości tomów pozostałych. Biorąc to pod uwagę muszę wspomnieć, iż akcja powieści osadzona jest w niedalekiej przyszłości, w latach 50-tych XXI wieku, co nadaje lekturze lekko futurystyczny wydźwięk, nie zatraca jednak charakteru kryminału. Bo rzeczywistość Eve i jej przyjaciół jest całkiem podobna do naszej z małymi technologicznymi różnicami. Jedną z nich są androidy, które wyglądają jak ludzie, ale po bliższym przyjrzeniu można dostrzec różnice. A i oczywiście działają one przez zaprogramowanie, nie mają swojej własnej woli, po prostu służą człowiekowi.
“A po tym wszystkim, uświadomiła sobie teraz, potrafiła jechać przez swoje miasto, przypatrywać się światłom, ludziom, transakcjom, ćpunom i czuć… że żyje. To było jej miejsce na ziemi, ze swym brudem i swoimi dramatami, z całą swą wspaniałością i obszarami zła. Z ulicznicami i biznesmenami, z przegranymi i bogatymi. Każde gwałtowne uderzenie serca tłoczyło w nią żywą krew.”
“Aż po grób” to tom serii z wyraźną nutą sensacji w fabule - mamy działania grupy terrorystycznej, mamy skalę krajową problemu bezpieczeństwa. Ale nie tracimy też z oczu samego człowieka, do czego przyczynia się druga sprawa kryminalna - zbrodnia w afekcie, zbrodnia jako prywatna zemsta na osobie najbliższej, gdzie znajomość psychologii sprawcy i ofiary odgrywa znaczącą rolę. Nora Roberts poradziła sobie bardzo dobrze w obydwu rolach, według moich preferencji jednak też trochę za mocno skręciła w stronę romansową, co niestety wpływa na mój obraz całości. Tak samo jak nieco problematyczne w niektórych momentach polskie tłumaczenie, które jako osoba wrażliwa na język, jakim powieść jest pisana, również muszę wziąć pod uwagę w jej ocenie. Polecam jednak książkę ze względu na intrygę, która wypada naprawdę ciekawie i zaskakująco! Jak i głos Peabody, który mam nadzieję, zostanie zachowany w kolejnych tomach.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!