Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoalbatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoalbatros. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 20, 2026

"Odległe życie" M.L. Stedman

"Odległe życie" M.L. Stedman

Autorka: M.L. Stedman
Tytuł: Odległe życie
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 480
Gatunek: literatura piękna
 
M.L. Stedman to autorka i prawniczka, wychowana w Australii Zachodniej, żyjąca w Anglii, o której wiadomo niewiele - sama uważa, że dzieła literackie powinny mówić same za siebie. W przeciągu czternastu lat wydała tylko dwie powieści - “Światło między oceanami” debiut, który w 2012 roku przyniósł jej nagrody i światową sławę, a ekranizacja z 2016 tylko ją pogłębiła, oraz “Odległe życie”, nowość z 2026 roku, którą polski czytelnik dostał w swoje ręce miesiąc po jej angielskiej premierze.
 
Meredith Downs to licząca czterysta tysięcy hektarów stacja hodowli owiec w Australii Zachodniej. Miejsce odległe, odludne, w którym życie podporządkowane jest siłom natury. Tam od wielu pokoleń mieszka rodzina McBride’ów podporządkowując się stałemu rytmowi poganiania i strzyżenia owiec. Aż do czasu. 10 stycznia 1958 roku czas staje w miejscu. Ojciec, który nigdy za kierownicą samochodu się nie zawahał, wioząc owce i swoich dwóch wchodzących w dorosłość synów, nieopatrznie skręca kierownicą przerażony tym, że na jego drodze stanął człowiek. Ale nie, to tylko kangur. Orientuje się jednak za późno, auto wpada w poślizg, a on z najstarszym synem giną na miejscu. Zostaje Matt, osiemnastolatek, który ledwo oddycha… I tak życie, które miało się ułożyć przewidywalnym torem - ojciec miał patrzeć, jak jego synowie uczą się dorosłości, poślubiają dobre kobiet i przejmują gospodarstwo, ciesząc się stałością i szczęściem małych chwil - przemienia się w pasmo pożarów, które wybuchają z mocną, jaką wzniecić potrafi tylko natura. Co stanie się z McBride’ami, kiedy nagle ze szczęśliwej pięcioosobowej rodziny zostają trzy pokaleczone dusze?
“Jeśli się nad tym zastanowić, to dla każdego życie jest więzieniem… więzieniem kolejnych dni. Cała sztuka polega na tym, żeby się w nim dobrze rozgościć. Znajdź swój obszar wolności we wnętrzu tego, co jest twoim więzieniem.”
Książka rozpisana jest na trzy części, a każda z nich toczy się w innym czasie rozciągając akcję od katastrofalnego roku 1958 do przełomu wieków, roku 2000. Części składają się na różnej długości rozdziały, w sumie jest ich osiemdziesiąt dwa. Niektóre z nich liczą po zaledwie dwie strony, inne kilkanaście, ale każdy dodatkowo dzielony jest na krótsze fragmenty oddzielone grafiką suchych traw. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie w dwóch czasach - przeszłym i teraźniejszym, bo czas akcji plącze się w swoich liniach - pozorna linearność raz po raz przerywana jest wspomnieniami z przeszłości rodziny McBride’ów i ich bliskich. Styl powieści początkowo wydaje się zwyczajny, jednak już po chwili ukazuje swoją niezwykłość - pozorna prostota jest prawdopodobnie wynikiem ciężkiej pracy, dzięki której każde słowo znajduje się w dokładnie określonym miejscu, idealnym, by snuć smutną, ale ciągłą opowieść. Język jest tak subtelnie poetycki, że nawet się tego nie zauważa, ale z czasem pojawia się w głowie jedno określenie - piękny i prawdziwy.
“Rozkręciła pióro i ścisnęła gumowy pojemniczek, by wylać z niego do butelki kilka ostatnich kropel, po czym zaburzyła stalówkę w atramencie i ponownie ścisnęła gumę, tym razem, by nabrać nową porcję atramentu, jakby nabierała powietrza, żeby powiedzieć to, co musiała.”
Bo w tej powieści to, co jest dostrzegalne gołym okiem ma mniejsze znaczenie od tego, co przemilczane. To powieść, w której centrum stoją tajemnice tak ciężkie, że nie sposób rozdzielić ich wagi na pół, nie sposób ich podźwignąć i wystawić na światło dzienne. Oczywiście są tacy, którzy zrobić to chcą, siłą dokopać się do tego, co niewysławialne, ale to ich własna próba zakopania przepaści, jaką tworzą ich własne ciężary. Każda postać tak realistycznie oddana w swoim charakterze zdaje się sekretem obciążona, własnym lub cudzym, który traktuje jak w imię miłości.
“(...) są tajemnice, które nie należą do nas.”
A za tajemnicami kryją się ludzie. Ludzie pokaleczeni przez los, przez czasy, w jakich przyszło im żyć, przez swoich bliźnich. To lata, w których widmo wojny nadal jest żywe, a koszmar, jaki wtedy przez świat przechodził, dla niektórych nigdy się nie skończył. To ciągle czasy, w których zasady społeczne były bardzo sztywne, a zły uczynek jednego członka rodziny mógł zaważyć na godności wszystkich noszących to samo nazwisko. Ale czy tamci ludzie tak naprawdę się od nas samych różni? Doświadczeniami z pewnością, ale charakterem, problemami?
“Szkielety marzeń - możecie je zobaczyć na każdej starej posiadłości w australijskim buszu. Dawno porzucone domy, rdzewiejące wiatraki, rozerwane ogrodzenia, przewrócone podstawy zbiorników na wodę; wszystkie były kiedyś pełnym nadziei początkiem.”
Bo czas w tej powieści płynie dziwnie. Dla ludzi jedna chwila może zaważyć na całym biegu życia, zmienić tak bliską przyszłość w życie absolutnie nieosiągalne, odległe. Ale czas, mimo kaprysów losu, jest też nieubłagany, nie zważając na dramaty ludzkie prze do przodu. W tym miejscu, w którym żyją postacie powieści, dyktowany jest przez rytm natury, obowiązki, jakie bez względu na wszystko hodowcy muszą wykonywać. To stała nieraz trudna do uniesienia, ale w chwilach najgorszych może też okazać się jedyną nadzieją na odzyskanie spokoju ducha. Bo przecież czas leczy rany, prawda? Tylko czy każdy jest w stanie proces leczenia udźwignąć?
“Czas. Cierpliwość. Właśnie te słowa stale do niego powracają w ciągu następnych tygodni. Sama cisza przynosi ukojenie; delikatny, nieobecny dotyk, który daje mu choć namiastkę spokoju. Skały wciąż są. Niebo nadal jest. Drzewa rosną tak czy inaczej; wprawdzie niektóre gałęzie usychają, ale nie z jego powodu. Ta kraina - niewzruszona, niezmienna - może go uratować.”
Czas, postacie i miejsce to trzy punkty, które mają w tej powieści największe i równoprawne znaczenie. Bo ta tytułowa odległość właśnie do nich się odnosi, do miejsca, w którym życie nie jest dla każdego. Trzeba być twardym, by żyć tak jak McBride’owie, na wielkich obszarach niegościnnej ziemi, która raz po raz zdaje się mieszkańców z tego miejsca przeganiać. Ale wytrwałość się opłaca - poza trudami życia w ciągłym czerwonym pyle, są momenty magiczne, w których przyroda i zwierzęta zachwycają, otumaniają wręcz dźwiękami i kolorami. Miejsce surowe, trudne, ale równocześnie tak niepowtarzalne, tak magiczne.
“- Znasz swoje drzewo genealogiczne?
- Wiem coś o gałęzi, na której siedzę (...). I niewiele poza tym.”
“Odległe życie” to powieść buzująca od emocji. Emocji cichych, niewypowiedzianych, ale stale obecnych. Miłość, strata, ból, wyrzuty sumienia, ciągła niepewność, wstyd i żal są tutaj nieustannie na wyciągnięcie ręki, ścierają się ze sobą walcząc o pierwszeństwo. A gdzie szczęście? Jak je znaleźć? Czy jest dostrzegalne w chwilach, które wydają się najczarniejsze? To leczy ciągłość i niezmienność czasu i miejsca, które w swojej stałości mogą dać ukojenie. M.L. Stedman subtelnie rozrysowuje życia, w których chwila głupiego losu zadecydowała o tym, że na zawsze zmieni swój bieg. Już nigdy nie wróci do koryta rzeki sobie wyżłobionej, teraz będzie tworzyć nowy tunel, w którym raz po raz natknie się na przeszkody. Czy jednak czas nie drąży skały? Piękna w swojej surowości historia, przytłaczająca smutkiem i dylematami moralnymi, na które po prostu nie ma odpowiedzi.
“Są wydarzenia, od których nie ma odwrotu. Są bramy zamykające dostęp do wszelkich innych dróg, którymi człowiek mógł pójść. Jeden moment w przeszłości może odebrać przyszłość; skazać na śmierć za życia.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2026

Wygraj "Świadka numer 8"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Świadka numer 8"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Są takie serie, w których wystarczy lektura jednego tomu, by przepaść w nich całkowicie... Seria z Eddim Flynnem pióra Steve'a Cavanagha właśnie do nich się zalicza! Do teraz pamiętam moje pierwsze spotkanie z tym bohaterem - to był rok 2020, a ja sięgnęłam po czwarty tom pt. "Trzynaście". Ach, cóż to były za emocje! Wtedy wydawało mi się, że Steve Cavanagh już lepiej napisać nie może, ale przy późniejszym zapoznaniu się z całą serię, jeszcze nieraz mnie zaskoczył. 

Tymi emocjami chcę się dzisiaj z Wami podzielić - nieznależnie czy serię znacie, czy nie, po "Świadka numer 8" możecie sięgnąć bez wahania. To historia osadzona w małej społeczności nowojorskich bogaczy, w których służbę traktuje się jak powietrze... a przynajmniej robią tak niektórzy, z czego Ruby, bohaterka o nie do końca jasnych zamiarach, sprytnie korzysta. Oczywiście cała opowieść kręci się wokół procesu o morderstwo, a jej wielki finał rozgrywa się na sali sądowej, choć emocje buzują nie tylko wtedy, ale od samego początku! 

Więcej o książce znajdziecie w mojej recenzji - klik!, a teraz zapraszam na konkurs!


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Thriller prawniczy - co według Ciebie jest w nim takiego pociągającego?

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 17 do 21 kwietnia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 28 kwietnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę cztery, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

23.04 aktualizacja - wyniki konkursu:
Wygląda na to, że nie tylko mnie fascynuje to, jak prawo można nagiąć do swoich potrzeb, jak sprytni prawnicy i prokuratorzy potrafią manipulować faktami tak, by obronić swoich racji! Fascynuje Was ta gra dobra ze złem i w jaki sposób zwyczajny człowiek, który wpadł w zęby systemu, może się obronić. A może nie może? Nie bez znaczenia jest też napięcie, jakie świetnie budują autorzy w tym gatunku literackim, a Cavanagh jest w tym prawdziwym mistrzem! Dzisiaj jego najnowszą książką nagrodzone zostają:

Blog:
1) Aga Sz. 
Thrillery prawnicze ostatnimi czasy bardzo mnie przyciągają. I jest w tym też Twoja zasługa :) W tym gatunku nie wystarcza mi sama intryga - tu wszystkie elementy muszą ze sobą „zagrać” z wyjątkową precyzją, a ja wcielam się tu jednocześnie w widza i sędzięgo.
Moim osobistym wyznacznikiem idealnego thrillera prawniczego jest przeczytanie go na raz, bez względu na mijający czas. Zdarzyło się tak przy serii z Eddiem Flynnem, którego fanką jestem od Twojej akcji na bookstagramie. Co musi mieć taki thriller, żebym zarwała dla niego noc? Przede wszystkim inteligentną grę psychologiczną, charyzmatycznego głównego bohatera, zwroty akcji zmieniające perspektywę i odpowiednią dynamikę „gry” na sali sądowej.
Właśnie te wszystkie elementy ma seria z Eddiem Flynnem, a sala sądowa jest dla Eddiego areną pełną napięcia, blefów i emocji. Takich bohaterów wręcz „pożądam” - sprytnych, czasem moralnie niejednoznacznych, ale piekielnie skutecznych. Tu każdy szczegół ma znaczenie, a prawda nie zawsze wygrywa z automatu (czasami trzeba ją sprytnie „wydobyć”).

Facebook:
2) Ania Pikutin
Cały świat prawniczy jest zadziwiający. To najprawdziwsza dżungla, gdzie wygrywa najsilniejszy i najsprytniejszy.
W takich thrillerach jest najlepsze to , że sami prawnicy nie mają czystego sumienia. Z bogatym bagażem własnych doświadczeń uciekają się do przeróżnych metod obrony ,dzięki temu ja jako czytelnik nie mogę się oderwać .
Lubię jak są poruszane relacje rodzinne, zawsze na sali sądowej wychodzą nieoczywiste zdarzenia. A najbardziej mnie kręci jak jest starcie przeszłości z teraźniejszością😃

3) Magdalena Baldouska
Kiedyś nie lubiłam takich książek. Aż pewnego dnia poznałam Eddiego Flynna. Przepadłam. Dlaczego? Dlatego, że Steve Cavanagh pokazał mi piękno thrillerów prawniczych. Mamy tu do czynienia z mega bystrymi umysłami, które możemy poobserwować nie tylko na sali rozpraw. Mamy również nie lada gratkę dla fanów psychologii, ponieważ świat kreowany przez autora pokazuje nam różne oblicza ludzkich zachowań i ich umysłów, a do tego serwuje solidną dawkę adrenaliny. Czytelniku, poznając thrillery prawnicze, nigdy nie możesz być pewny co się wydarzy i jaki będzie finał 😉💪🧑‍⚖️ 🥰

Instagram:
4) @beti0107
W thrillerach prawniczych bronią się argumenty, strategia, dowody, psychologia. Thriller prawniczy daje nam poczucie że stawką jest sprawiedliwość❤️

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

kwietnia 08, 2026

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - patronacka recenzja premierowa

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - patronacka recenzja premierowa

Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Świadek numer 8
Cykl: Eddie Flynn, tom 8
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller prawniczy
 
Steve Cavanagh to nazwisko, które warto zapamiętać - jego książki polecają najgłośniejsi i najbardziej cenieni autorzy powieści kryminalnych i sensacyjnych, a o nim samym mówi się jako o następcy Johna Grishama. Z zawodu jest prawnikiem, który to jeszcze kilka lat temu praktykował, jednak rosnąca popularność jego książek pozwoliła mu poświęcić się już tylko pisaniu. Na swoim koncie ma jedenaście powieści, które ukazały się na przestrzeni jedenastu lat i sprzedały się w ponad milionowym nakładzie w samej Anglii. Tłumaczony jest na blisko dwadzieścia pięć języków, a każda z jego powieści zdobyła bądź była nominowana do ważnych nagród gatunkowych.
Seria z Eddiem Flynnem zapewniła mu światową rozpoznawalność, to od niej rozpoczynał swoją karierę literacką w 2015 roku. Na ten moment liczy dziewięć tomów, z czego osiem ukazało się już w Polsce. Na jego rynku rodzimym na ten rok zapowiedziany jest tom kolejny. Warto też zaznaczyć, że na polskim rynku dopiero od roku poprzedniego seria jest w komplecie - to wtedy Wydawnictwo Albatros uzupełniło ją o trzeci brakujący tom pt. “Kłamca”, a my z tej okazji czytaliśmy całość w ramach maratonu czytelniczego #eddieflynnmaraton (klik!).
 
Nowy Jork. W bogatej dzielnicy, na Upper West Side przy Zachodniej Siedemdziesiątej Czwartej doszło do morderstwa. Zginęła kobieta, która choć była zamężna, nie miała wśród mieszkańców tej społeczności dobrej opinii - po cichu szeptano o jej romansach i rozwiązłości. Tej nocy, gdy wszyscy sąsiedzi byli tuż obok na prywatce, ktoś przyszedł do niej i trzema strzałami pozbawił ją życia. Świadkiem tego była Ruby Johnson, młoda dziewczyna, która urodziła się jako dziecko bogaczy tę ulicę zamieszkujących, jednak w skutek błędów ojca, została tych przywilejów pozbawiona - teraz sprząta i pilnuje dzieci jej mieszkańców. Jako osoba, z którą od zawsze było coś nie tak, nie reaguje jak każdy inny - nie dzwoni na policję, a sytuację postanawia wykorzystać inaczej…
Jakiś czas później policja dostaje anonimowy cynk o broni schowanej u znanego neurochirurga dziecięcego mieszkającej na tej ulicy, u Johna Jacksona, dobrego męża i ojca rodziny, u której Ruby pracuje. Dlaczego to właśnie on został w tę zbrodnię zamieszany, skoro twierdzi, że jest niewinny? To zadanie dla Eddiego Flynna, który wraz ze swoim zespołem będzie bronił go w sądzie.
“Sale sądowe to miejsce, gdzie trauma, ból i śmierć zderzają się ze sobą w wojnie na słowa.”
Książka rozpisana jest na prolog, trzy części i epilog. Każda z części rozdzielona jest na króciutkie, najwyżej kilkustronicowe rozdziały, których w sumie jest siedemdziesiąt, a każdy podpisany jest imieniem postaci, z perspektywy której jest pisany - ich rozkład jest naprzemienny, jednak to Eddie bezsprzecznie wiedzie prym. To jedyny bohater, który swoją relację zdaje czytelnikowi w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, pozostałe postacie pisane są w trzeciej osobie czasu przeszłego i zaliczają się nie tylko do grona współpracowników Eddiego, ale i osób w jakiś sposób w sprawę wplątanych jak np. Ruby i zabójcy na zlecenie pana Christmasa. Styl powieści jest dobrze wyważony, autor zachowuje odpowiednie proporcje pomiędzy dialogami, opisami przeżyć wewnętrznych postaci, a uniwersalnymi spostrzeżeniami. Dialogi, szczególnie te prowadzone na sali sądowej, są błyskotliwe, a język codzienny, ale użyty tak, że książkę czyta się płynnie i z prawdziwą przyjemnością.
“Tony był dobrym człowiekiem. Jasne, był też kierowcą specjalizującym się w ucieczkach i płatnym zabójcą mafii (...), ale każdy ma swoje słabostki i dziwactwa.”
Akcja powieści toczy się tempem umiarkowanie dynamicznym, jednak dzięki naprzemiennej narracji czytelnik czuje, że cały czas coś się dzieje, coś, nad czym niekoniecznie jest w stanie zapanować - pojawia się sporo postaci o niejasnych motywach i celach, każdy stanowi osobną zagadkę do odkrycia, choć szczególną ciekawość podsycają dwie: to właśnie Ruby, dziewczyna z planem, którą im mocniej poznajemy, tym bardziej nas niepokoi; oraz pan Christmas, zabójca, którego kreacja dopracowana jest równie solidnie jak w podobnych postaciach w poprzednich tomach cyklu - wygląda na to, że autor lubi tworzyć enigmatyczne, acz piekielnie absorbujące czarne charaktery. Jednak mimo tego, że te dwie postacie ciekawość pobudzają najmocniej, to nie są jedyne warte uwagi – ją przyciąga też oskarżony i jego rodzina, którzy im dalej w fabułę, tym gorzej znoszą wszystkie oszczerstwa, jakich doświadczają, jak i ich sąsiedzi, bogacze, którzy lubują się w wystawnych przyjęciach i plotkach…
“W czasach wielkich zmartwień ludzi bolą mało ważne drobiazgi. Zapachy, jedzenie, pamiątkowe magnesiki na drzwiach lodówki (...). Małe mini lądowe, których czepia się umysł i które nagle wybuchają, rozrzucając po realnym świecie od dawna tłumione egzystencjalne emocje.”
Bo choć bazą powieści jest dobra intryga kryminalna, która wciąga i zaskakuje, to jednak nie tylko ona jest w tej powieści ważna. Poprzez kreacje postaci, ich relacje z otoczeniem, autor zwraca uwagę na różne oblicza rodziny. Jest rodzina Jacksonów, jest też i Ruby, która opiekuje się swoją schorowaną matką, jest też i Eddie i jego przybrana rodzina w postaci współpracowników, za którymi jest w stanie wskoczyć w ogień. Jak każda z nich radzi sobie w obliczu kryzysu? Jak funkcjonować dalej, gdy nad jednym z jej członków wisi śmiertelne niebezpieczeństwo? I jak wiele jesteśmy w stanie zrobić, by je swoim bliskim zapewnić? Autor doskonale gra fabułą, manipuluje czytelnikiem i swoimi postaciami prowadzi z nami grę, w której zyskanie przewagi nad przeciwnikiem to prawdziwa sztuka.
“Wszystko sprowadza się do ludzi. A dużo łatwiej jest zmanipulować grupę niż jednego człowieka.”
Jednak w powieści nie brakuje też tematów mniej uniwersalnych, a bardziej osadzonych w lokalnym społeczeństwie. W tej powieści autor skupia się na nowojorskiej policji, której działania czasami mocno przypominają wątki mafijne... A od policji już bardzo blisko do pytań o wymiar sprawiedliwości, o to, czy faktycznie chodzi w nim o prawdę, a może jednak o coś innego?
“(...) ten trwały system potrafi być niesłychanie plastyczny. Napędza go bowiem nie nasz konstytucja i nie prawa obowiązujące w poszczególnych stanach, lecz ludzie w władzy.”
Steve Cavanagh znany jest z zagmatwanych, poplątanych fabuł, które raz po raz czytelnika zaskakują. W tym tomie wprowadza sporo wątków pozornie ze sobą niezwiązanych, które oddziałują na czytelnika nieco inaczej, poruszają inne emocjonalne struny niż w tomach poprzednich. Za ciekawość odpowiada wątek Ruby i rodziny Jacksonów, to na nich oparta jest typowo prawnicza intryga kryminalna, która finał ma na sali sądowej. Jednak nie brakuje też i wątków prywatnych - Steve Cavanagh nieraz udowadniał, że nie zamierza oszczędzać swoich bohaterów i tym razem również tego nie robi. Tu Eddiemu grozi śmiertelnie niebezpieczeństwo, które wplątuje w fabułę wątki zabójcy na zlecenie. W tym tomie mamy więc tak naprawdę dwie sprawy, które zachodzą na siebie, przez które główny bohater jest obciążony jeszcze bardziej niż zwykle. A czytelnik bywa przebiegiem historii poruszany - nie będę ukrywać, że to kolejny tom, nad którym z oczu leciały mi łzy.
“Był to lament pełen bólu, żalu i rozpaczy, zawodzenie człowieka kompletnie załamanego. Ból jest czasem jak młyn do mielenia kości.”
“Świadek numer 8” to powieść prowadzona nieco spokojniejszym tempem w porównaniu do poprzednich tomów serii z Eddiem Flynnem, jednak nie wpływa to nie nią niekorzystnie - po prostu autor stawia na inne punkty fabularne powieści, które tutaj są szczególnie ważne. Napięcie budowane jest od środka - czytelnik zakłada, ale pewny nie jest, że oskarżony jest niewinny, a Ruby w swoich subtelnych gierkach, wykorzystującej pozycję niewidzialną w domach bogatych, długo stanowi zagadkę. Nie bez znaczenia jest też stała ekipa serii - to, jaką więź zbudował Eddie ze swoimi współpracownikami, jest naprawdę wzruszające, a jego stosunek do bliskości, która naraża innych na niebezpieczeństwo, utwierdza w przekonaniu, że to postać o właściwym kompasie moralnym, ale mimo to bardzo racjonalnym, a zatem akceptującym fakt, że Nowy Jork nigdy nie będzie miastem bez podejrzanych machlojek osób u władzy. To powieść, którą czyta się jednym tchem, której intryga wciąga, a zagrywki słowne bawią i zaskakują. Dobra porcja Eddiego, ale jako fanka serii nieustannie chcę więcej!

Moja ocena: 8/10
 
PS. Każdy tom serii z Eddiem Flynnem można czytać od pozostałych niezależnie.
 

Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 02, 2026

"Szukając Jane" Heather Marshall

"Szukając Jane" Heather Marshall
Autorka: Heather Marshall
Tytuł: Szukając Jane
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura piękna / powieść historyczna
 
Heather Marshall to autorka, która po raz pierwszy wstrząsnęła kanadyjskim rynkiem książki w roku 2022. To wtedy debiutowała powieścią “Szukając Jane”, która przez pół roku nie schodziła z list bestsellerów i zdobyła ogromną liczbę nominacji i wyróżnień literackich. Ta popularność sprawiła, że książka poniosła się dalej, na ten moment ukazała się w 21 krajach, przetłumaczona została na 17 języków - w tym cztery lata po swojej rodzimej premierze również w Polsce. W tym czasie autorka wydała kolejne dwie powieści, w których tak samo jak w pierwszej, zabiera głos w ważnych feministycznych kwestiach.
 
Toronto, zima 2017 rok. Angela Creighton, która od wielu lat wraz ze swoją żoną poddaje się do tej pory nieskutecznym zabiegom in vitro, podczas porządkowania wyposażenia sklepu Antykwariat i Antyki Thompsona, w szufladzie zabytkowej komody znajduje list. To list do Nancy od jej matki, która przyznaje, że nie jest jej biologiczną matką, jednak nigdy nie miała odwagi tego wyznać. Załącza też list od biologicznej matki, który był ukryty w żółtych bucikach w zawiniątku, w jakim Nancy do niej trafiła. A w tym liście jej biologiczna matka przyznaje, że nie oddała jej po dobroci, a została do tego zmuszona… Angela jest wstrząśnięta tym odkryciem, zabiera list do domu i dyskutuje ze swoją żoną, historyczką, co powinna z tym zrobić. Jak znaleźć Nancy? Jak dowiedzieć się dlaczego jej biologiczna matka musiała oddać własne dziecko, mimo że tego nie chciała? To wszystko prowadzi do tajnej organizacji, jaka działała w latach 70. i 80. w Kanadzie, w czasie, gdy aborcja była nielegalna… Ta organizacja nosiła nazwę Siatka Jane.
"Wszystko sprowadza się do posiadania prawa wyboru."
Książka rozpisana jest na prolog i cztery części oraz posłowie autorki, w którym pisze o tym, co w jej książce pochodzi z prawdziwej historii Kanady. Każda z części dzielona jest na rozdziały, w sumie jest ich trzydzieści jeden i pisane są naprzemiennie przez trzy kobiety: Angelę, Nancy i Evelyn. Każdy rozdział jest opatrzony nie tylko imieniem bohaterki, z perspektywy której jest pisany, ale także datą zdarzeń, bo jest to historia rozpisana na lata, poczynając od roku 1960 na 2017 kończąc. Narracja powieści prowadzona jest trzeciej osobie czasu teraźniejszego, a styl, w jakim jest pisana, jest subtelnie literacki - od czasu do czasu pojawiają się ciekawe określenia, porównania, które bez brutalnej dosadności oddają te rozdzierające emocje, jakie czują bohaterki. Dialogi w powieści wypadają bardzo naturalnie, a autorka zachowuje doskonałe proporcje ilości pomiędzy nimi a opisami wewnętrznych przeżyć, przemyśleń i historii postaci.
"Perspektywa śmierci sprawia, że ludzie zapalają światła w najciemniejszych zakamarkach swoich historii i zaglądają pod omszałe kamienie wspomnień, które leżały tam od lat. Może nietknięte, ale z pewnością nie zapomniane."
Trzy czasy, trzy bohaterki, trzy spojrzenia na pojęcie macierzyństwa. Angela jest zapalnikiem tej historii, dzięki jej odkryciu możemy sięgnąć wstecz, poznać losy dwóch minionych pokoleń, które w walkę o prawa kobiet, prawa do wyboru, w pewien sposób się zaangażowały. Jednak i Angela nie jest tu tylko pretekstem, łącznikiem - ona też boryka się z tematem macierzyństwa. Sama wychowana w rodzinie, która ją adoptowała, teraz pragnie mieć swoje, pochodzące z jej własnych komórek dziecko. Ale nie może. Kolejne próby in vitro kończą się niepowodzeniem, a jak już się uda, to i tak kończy się poronieniem. Jej walka o zostanie matką jest jednym z praw wyboru, jakie mają wszystkie kobiety na świecie.
Drugie prawo do wyboru ma Nancy, którą poznajemy w 1979 roku, w chwili, gdy w wieku 18 lat odkrywa, że jest w ciąży. W tym czasie w Kanadzie aborcja była nielegalna, ale nie niemożliwa. I tak za pomocą tej bohaterki poznajemy losy kobiet, które postawione w sytuacjach kryzysowych decydowały się na nielegalną aborcję… Jednak nie tylko do tej jednej decyzji jej opowieść się sprowadza.
Prawa do wyboru nie ma trzecia z bohaterek, Evelyn, której historia rozpoczyna się w 1960 roku. Evelyn zaszła w ciążę, a jej rodzice wysłali ją do Domu Świętej Agnieszki, domu dla samotnych latek prowadzonych przez zakonnice. Domu, w którym ma pozostać do końca ciąży, a po rozwiązaniu jej dziecko ma zostać oddane do adopcji. Evelyn, młodziutka dziewczyna, nie wie nic o przebiegu ciąży, o tym, jak to wszystko wygląda, jakie ma prawa. Zostaje rzucona w wir machiny, w której na jej własne pragnienia nie ma miejsca.
"(…) ten dom i ten system to dobrze naoliwiona wielka maszyna. Każdy element, każde kółko zębate ma tylko jedno zadanie: sprzedawać dzieci parom, które rozpaczliwie ich pragną. Dziewczyny się nie liczą. To nic innego jak fabryka dzieci, która udaje dom misyjny (…)."
Każda z tych bohaterek przedstawiona jest z dużym wyczuciem, ze zrozumieniem, z jakich autorka podchodzi do ich dylematów, problemów. Ich emocje są żywe i oddane tak, że czuje się je całym sobą. Ale to nie tylko zwyczajne kreacje literackie, to też feministyczna lekcja historii Kanady. Autorka przeprowadza nas przez lata, w których kobiety nie miały nic do powiedzenia o swoich ciałach, przez lata, w których o możliwość posiadania wyboru walczyły, aż do momentu, w którym w końcu udało im się osiągnąć cel. Dokładnie opisuje to, jak droga do niego wyglądała, w jaki sposób bohaterki wpływały na prawo, jak z prawem walczyły. Ważne było w tym wsparcie, jeden front, któremu trudno się przeciwstawić. I wytrwałość, bo przecież zmiany nie następują od razu...
"– Hm. Myślałam… sama nie wiem. Chyba myślałam, że wszystkie jesteście zwolenniczkami aborcji. (…)
– Jesteśmy zwolenniczkami wyboru."
Jednak to nie tylko lekcja historii, a może nawet jest to mniej ważne niż refleksje, niż emocje, jakie cała opowieść budzi. Bo jest to historia o marzeniach, o pragnieniach, a możliwości układania życia tak, jak się chce, tak, by czuć się człowiekiem spełnionym. Autorka mówi o tym, że każda z kobiet ma prawo do planowania swojej rodziny, do starania się o potomstwo wtedy, kiedy jest na to gotowa i z kim jest na to gotowa. Że zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci, które nie pochodzą z szczęśliwych związków, z racjonalnie podjętych decyzji, jest czymś niesamowicie okrutnym, czymś, co może zrujnować życie, a nawet życia. Porusza temat adopcji, tym przedstawionych w wątku historycznym, ale też i współczesnym, przede wszystkim z perspektywy córek, tego, jak świadomość posiadania dwóch matek - biologicznej i adopcyjnej - na nie wpływa. Wszystko to opisane jest szeroko, z kilku punktów widzenia, ale jednoznacznie wiąże się z prawem wyboru, którego brak może prowadzić do tragedii.
"Jeśli ta historia czegoś mnie nauczyła, to tego, że nie można mieć sekretów. Są jak jątrzące się rany, które nie chcą się zagoić. Zostawiają blizny i wyniszczają człowieka (…)."
Poprzez naprzemienną narrację historia od samego początku wzbudza w czytelniku ciekawość. Połączeniem pomiędzy Angelą i Nancy szybko staje się oczywiste, ale Evelyn? To ona jest bazą, to ona obrazuje to, jak ruch aborcyjny, walka o prawa kobiet na przestrzeni lat wyglądała. Początkowo jej opowieść nasuwała mi na myśl „Opowieść podręcznej”, gdzie przecież też odbiera się kobietom prawo do własnych ciał, gdzie wątek macierzyństwa jest motywem przewodnim. Później przyszły skojarzenia z literaturą szpiegowską - tajne operacje, konspiracyjne spotkania wzbudzają w czytelniku dreszczyk emocji, ale po chwili przecież uświadamiamy sobie, że to opowieść oparta o historię prawdziwą - właśnie tak w Kanadzie kobiety walczyły o prawa, o prawa, których do tej pory polskie kobiety nie mają. A to sprawia, że lektura jest bardzo emocjonalna, bardzo mocno oddziałuje na psychikę, a może nawet pobudza siłę do walki?
"Czas, żeby głosy kobiet zostały usłyszane. Czas uświadomić tym zadowolonym z siebie mężczyznom, jak to jest, kiedy czyny innych burzą twoje życie. Jak to jest, kiedy człowiek czuje się bezradny, wystraszony i zły i nie może powstrzymać tego, co się z nim dzieje."
“Szukając Jane” to opowieść, która niesie ogromny bagaż emocjonalny, a przez to tak trudno o niej pisać, wyrazić dokładnie to, co sobie niesie, bo są to emocje bardzo złożone, skomplikowane. To spora dawka haniebnej historii Kanady (ale i też całego świata), historii dodającej siły, zagrzewającej do walki o podstawowe prawa, jakie kobietom są odbierane. Prawa, które wcale nie znaczą, że nagle kobiety będą grupowo poddawać się aborcjom, bo przecież nie o to chodzi. Chodzi o racjonalny wybór, wybór, jaki w Kanadzie był kobietom odbierany, w Polsce odbierany jest nadal. Autorka na podstawie historii trzech kobiet pokazuje trzy oblicze macierzyństwa, tej potrzeby, którą rozumieją tylko kobiety. Tragizm sytuacji każdej z nich chwyta za serce i daje do myślenia, pokazuje sytuacje dramatyczne, do których nie doszłoby, gdyby świadomość ciała i swoich praw była im znana od początku. Nie potrafię przenieść emocji, jakie przyniosła mi ta lektura, mogę tylko powiedzieć, że dawno nie czułam się tak poruszona. “Szukając Jane” to książka, która może otworzyć oczy, pozwolić spojrzeć na prawo aborcyjne od strony, o której może zagorzali przeciwnicy nie pomyśleli. To mocna pozycja literacka, która nie powinna przejść na polskim rynku bez dźwięcznego echa, bo mówi o walce o to, o co w Polsce cały czas musimy walczyć.
"Każde dziecko chcianym dzieckiem! Każda matka chętną matką. Oto co dziś osiągnęły. Oto co mogą pozostawić swoim córkom."
Moja ocena: 8,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 27, 2026

"Mimika" Sebastian Fitzek

"Mimika" Sebastian Fitzek

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Mimika
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: psychothriller
 
Sebastian Fitzek jest najpopularniejszym niemieckim pisarzem, premiery jego książek zapełniają czytelnikami największe stadiony kraju, a ilość sprzedanych egzemplarzy przekroczyła już 20 milionów. Od jego debiutu w 2006 jego powieści jeszcze długo po premierze sięgają szczytów list bestsellerów, są też chętnie ekranizowane i adaptowane na potrzeby filmów, seriali, a nawet sztuk teatralnych. Na koncie ma ponad 20 tytułów, z czego część z nich pojawiła się w Polsce pod szyldem Wydawnictwa Amber. Teraz jednak, po kilku latach przerwy, autor przeszedł pod opiekę nowego polskiego wydawcy - Wydawnictwa Albatros. Pod koniec roku 2025 dzięki niemu w nasze ręce trafiła świetnie wydana “Dziewczyna z kalendarza” (recenzja - klik!), teraz ukazała się “Mimika” (w oryginale wydana w 2022), a już na jesień zapowiedziana jest kolejna premiera pt. “Zaproszenie”. Wygląda na to, że w końcu Sebastian Fitzek ma szansę podbić i polskie listy bestsellerów, zresztą już teraz cieszy się wielką popularnością wśród polskich czytelników, co można było zaobserwować podczas Poznańskiego Targów Książki, na których gościł w tym roku.
 
Berlin, połowa października. Hannah Herbst, 39-letnia ekspertka od mimiki twarzy, która nieraz pomagała jako konsultantka policji w ściganiu niebezpiecznych morderców, budzi się w pokoju obskurnego motelu. Ręce ma przywiązane do wezgłowia łóżka, ubrana jest tylko w cienką szpitalną koszulę. Najgorsze jest jednak to, że absolutnie nic nie pamięta, nie wie kim jest i jak to się stało, że znalazła się w tej sytuacji. We włączonej telewizji informacje huczą o przestępcy, który właśnie uciekł z więzienia ogłuszając lekarkę. Czy to ona może być tą lekarką? Kiedy w zasięgu jej wzroku pojawia się mężczyzna, którego zdjęcie jeszcze przed chwilą widniało na ekranie telewizora, jest praktycznie o tym przekonana, on jednak twierdzi inaczej - mówi jej, że była aresztantką dokładnie tak jak on, a na dowód tego pokazuje nagranie z przesłuchania, na którym przyznaje się do zamordowania swojego męża i jego córki, jak i chęci zabicia swojego własnego syna. Jak to możliwe? Przede wszystkim czy ta kobieta na nagraniu to na pewno ona? Nie pamięta, żeby miała rodzinę, nic na myśl o niej nie czuje, ale przecież nie może być morderczynią? Na pewno wierzy w to jej porywacz, który ewidentnie siłą zamierza z niej wyciągnąć, gdy mógł ukryć się jej syn.
 
Książka rozpisana jest na prolog i 77 rozdziałów, z których część jest w jakiś sposób zatytułowana - najczęściej są to po prostu imiona postaci, z perspektywy których dany rozdział poznajemy, ale nie tylko. Autor w tej powieści bawi się nieco formą, kilka scen pisanych jest w równocześnie w dwóch perspektywach - strona podzielona jest pionowo na pół, a dwie postacie i dwa miejsca akcji pisane są naprzemiennie. To daje ciekawy efekt obserwowania zdarzenia z dwóch stron dużo bardziej dynamiczny niż opisanie jednej sceny z kilku perspektyw w wersji linearnej. Poza tym eksperymentem, w tekście pojawiają się też artykuły czy listy. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który jednak ze swoją wiedzą się nie wychyla - tylko raz sygnalizuje, że wie, co stanie się dalej. Poza tym narracja prowadzona jest tak jak zazwyczaj w thrillerach psychologicznych, oddaje dokładnie to, co czują i myślą postaci, z perspektywy których akurat historia jest opisywana. Prym w perspektywie narracyjnej wiedzie bezsprzecznie Hannah.
“Obawiasz się głębokiego odczuwania siebie i swoich emocji. W takim samym stopniu, w jakim masz nadmiar empatii, brakuje ci ważnej dla spełnionego, szczęśliwego życia impatii.”
Sam styl powieści jest charakterystyczny dla thrillera dynamicznego, język jest nośnikiem, a nie celem sam w sobie, choć nie przeczę, że natknęłam się na kilka ciekawych słów, z których jednego znaczenie nawet sprawdziłam. Autor jednak bardzo dba o to, by tekst był dla czytelnika zrozumiały, nawet gdy mowa o zagadnieniach naukowych, wszystko od razu jest odpowiednio, a zarazem całkiem naturalnie tłumaczone. Dialogi prowadzone są sprawnie, może jedynie czasami formy grzecznościowe, któremu zwracają się do siebie postacie w sytuacjach zagrożenia wypadają nie do końca naturalnie. Książkę czyta się w tempie ekspresowym.
“Oto i ono: wyzwalające słowo. Trzy litery, dwie sylaby, jedna nadzieja. ALE…”
Bazą całej powieści jest tytułowa mimika, czyli to, jak wiele z twarzy człowieka, z języka niewerbalnego da się wyczytać. Autor tworząc cały ten wątek korzystał z pomocy niemieckiego specjalisty Dirka Eilerta, co jest uwzględnione nawet na stronie tytułowej książki, wszystkie więc zagadnienia dotyczące tego obszaru czytelnik spokojnie może traktować jako wiarygodne. Ta baza staje się nie tylko punktem zapalnym całej intrygi, ale przynosi też ciekawe refleksje - jak dobrze tak naprawdę znamy samych siebie? O ile trudniej jest dostrzec własną nieszczerość, chwile, gdy oszukujemy samych siebie, od tego, kiedy robią to inni?
“(...) człowiek najdalej zachodzi w życiu dzięki prawdzie. A tę poznaje się u ludzi nie po słowach, lecz po mimice.”
Takie pytania budzi kreacja Hannah, która wypada w swojej roli wiarygodnie. Autor świetnie oddaje jej emocje, przede wszystkim dezorientację i niedowierzanie, bo przecież jak ona, kobieta, która swoją pracę opiera na empatii, wczuwanie się w emocje innych, mogłaby być zdolna do najokrutniejszej zbrodni? Jej brak pamięci jest dobrze uzasadniony, ale właśnie dzięki temu cała intryga powieści jest w stanie posuwać się do przodu - bo tym razem nie badamy jak daleko jest w stanie posunąć się inny człowieka, a my sami.
“Prawdopodobnie dlatego dawał sobie prawo odgrywać w odniesieniu do niej zarówno śledczego, jak i sędziego. Z powodu skrzywionej wizji świata i nieustannego przeceniania siebie zawsze jednak przegrywał.”
I tak dochodzimy do zagadnienia zła, którego tak wiele na świecie. Skąd tyle go się bierze? Czy to doświadczenia z przeszłości, traumy, jakie aktualni sprawcy przeżyli w dzieciństwie czy po prostu predyspozycje, z którymi się już urodzili? Czy takie zło można powstrzymać i czy jest to coś realnego? Jak uchronić tych, którzy są zwyczajni dobrzy, przed wpływem tych, którzy są źli? Zdawałoby się, że to podstawowe zagadnienia, jakie pojawiają się w tym gatunku literackim, a jednak Sebastian Fitzek ubiera się w całkiem ciekawy sposób.
“Świat, w którym żyjemy, jest zły. Niewarty życia. Zło zawsze zwycięży. Proszę sobie wyobrazić mecz piłkarski, w którym jedna drużyna musi się trzymać zasad, a zawodnicy drugiej mogą zabrać na boisko noże i siekiery. Kto wygra?”
Sama intryga prowadzona jest dynamicznie, cały czas coś się dzieje, cały czas czytelnik ma w głowie mętlik. Kluczowe wydarzenia tej historii toczą się tak naprawdę w przeciągu jednej doby, jednej nocy, momentami wydaje się wręcz, że towarzyszymy Hannah co do minuty zdarzeń. Sebastian Fitzek jest mistrzem w budowaniu napięcia, w utrzymywaniu ciekawości czytelnika na wysokim poziomie i serwowaniu kolejnych twistów w odpowiednich momentach - nie inaczej jest teraz, choć momentami w niewielkich detalach fabularnych wydaje się, że mogła wyobraźnia ponieść go ciut za daleko. Nawet jeśli, to i tak niewiele to zmienia, bo historia jest po prostu prowadzona tak dobrze, że trudno jest się od niej oderwać.  A finalny zwrot akcji? Po “Dziewczynie z kalendarza” ciężko o podobnie mocne wrażenie, niemniej jednak i tu rozwiązanie intrygi prowadzi czytelnika w ciekawe rejony.
 
Podsumowując, “Mimika” to jeden z tych thrillerów, od których naprawdę trudno się oderwać. Sebastian Fitzek dobrze wie, jak dawkować napięcie i twisty fabularne, by cały czas utrzymywać poziom zaciekawienia wysoko. Świetnie manipuluje czytelnikiem co chwilę podważając nasuwające się hipotezy, co chwilę kolejne przekonania poddając w wątpliwość. Co więcej, “Mimika” to nie tylko czysta rozrywka, ale też książka podszyta ciekawą wiedzą i refleksjami, do których fabuła prowadzi. Jak to jest z tym kłamstwem, czy człowiek może oszukiwać samego siebie? Czy w ogóle może poznać samego siebie tak do końca, zwyczajnie wiedzieć, że są rzeczy, do których na pewno nigdy w żadnej sytuacji się nie posunie? Podoba mi się jak Fitzek łączy rozrywkową intrygę z czymś głębszym, a równocześnie nieraz w dialogach puszcza oko do czytelnika.
“Ludzie, którzy nie cenią tego rodzaju literatury rozrywkowej, często uważają czytelników takich książek za żądnych krwi, a nawet obojętnych na zło. Nie są w stanie zrozumieć, dlaczego w świecie pełnym przerażających zjawisk ktoś ma ochotę w czasie wolnym obcować z wyimaginowaną przemocą. Mylą się. Okropności prawdziwego świata są często tak wstrząsające dlatego, że artykuły z gazet czy wiadomości telewizyjne pozostawiają człowieka bezradnym. W kryminałach i thrillerach analizuje się motywy i próbuje wyjaśnić rzeczy niemożliwe do pojęcie. I zwykle kończą się happy endem, w przeciwieństwie do prawdziwego życia.”
Moja ocena: 7,5/10
 
PS. Sebastian Fitzek tak wkręcił się w temat mimiki, że to, co zawarł w książce, to było dla niego ciągle za mało. Dlatego powstała też strona internetowa, która w ciekawy sposób zgłębia te zagadnienie jeszcze obszerniej: https://fitzekmimik.de/
 
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 26, 2026

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - zapowiedź patronacka

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - zapowiedź patronacka
 Jedna z najbardziej wyczekiwanych przez nas premier roku zbliża się wielkimi krokami! Tak, powraca Eddie Flynn, główny bohater serii thrillerów prawniczych genialnego Steve'a Cavanagha, które w poprzednim roku czytaliśmy wspólnie w ramach maratonu czytelniczego (klik!). "Świadek numer 8" na polskim rynku pojawi się od razu po świętach, 8 kwietnia, a Kryminał na talerzu ma ogromną przyjemność objąć go patronatem medialnym. 


Kiedy świadek zbrodni jest bardziej niebezpieczny od jej sprawcy…
Ruby Johnson pracuje jako pokojówka w domach do złudzenia przypominających ten, w którym sama kiedyś mieszkała. Pozornie cicha i skromna, z niezdrowym zaangażowaniem tropi brudne sekrety mieszkańców pięknie odrestaurowanych kamienic w najbardziej prestiżowej dzielnicy Nowego Jorku. Kiedy przypadkowo staje się świadkiem morderstwa, zaczyna snuć nikczemny plan, który zdecydowanie nie obejmuje ujawnienia prawdy władzom.
Eddie Flynn jest jedynym prawnikiem w Nowym Jorku, który podejmuje się spraw beznadziejnych. A żadna nie jest bardziej beznadziejna niż sprawa Johna Jacksona – broń, z której zabito jego sąsiada, została znaleziona wraz z DNA Jacksona w jego własnym domu, więc szansa na to, że sąd uwolni go od zarzutów, jest niemal żadna.
Flynn i jego niekonwencjonalny zespół współpracowników będą musieli wykorzystać wszystkie znane im sztuczki, aby uratować niewinnego człowieka przed więzieniem. Chcąc ocalić życie klienta, Eddie musi jednak najpierw zadbać o własną głowę – bo najgroźniejsze zorganizowane grupy przestępcze w mieście właśnie wyznaczyły za nią sowitą nagrodę.

Choć "Świadek numer 8" to już ósmy tom prawniczych przygód Eddiego Flynna, to jednak pisany jest tak, że można po niego sięgnąć od serii niezależnie. Tacy czytelnicy docenią genialną intrygę pełną twistów fabularnych, która ostatecznie zostawi ich ze szczęką na podłodze! Ci jednak, którzy Eddiego już znają, poczują się, jakby wracali do domu - w końcu postacie serii szybko stają się tak bliskie jak rodzina. W tym tomie czai się na nich kolejne wyzwanie i jak zawsze, Cavanagh również i teraz ich nie oszczędza! To jedna z tych książek, dla których trzeba zarezerwować sobie kilka godzin jednym ciągiem - naprawdę trudno jest się od tej historii oderwać! 

Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Świadek numer 8
Cykl: Eddie Flynn, tom 8
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller prawniczy

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 


We współpracy z Wydawnictwem Albatros. 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 16, 2026

"Gniazdo" Roisin O'Donnell

"Gniazdo" Roisin O'Donnell

Autorka: Roisin O’Donnell
Tytuł: Gniazdo
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: literatura piękna
 
Roisin O’Donnell to nowy kobiecy głos w literaturze irlandzkiej. Od dekady znana jest z krótkich opowiadań, z których część wydana była w 2016 w jednym zbiorze. Pisywała do gazet i na zlecenie, i właśnie z jednego takiego projektu zrodził się pomysł na debiutancką powieść pt. “Gniazdo” z roku 2025. Ten tytuł przyciągnął sporą uwagę, szybko wskoczył na listę bestsellerów, zdobył nominację do Women’s Prize for Fiction i wygrał statuetkę Irish Book Awards 2025. Sama autorka podkreśla, że jest to fikcja literacka, osadzona jednak na bardzo realnych problemach psychicznej przemocy domowej i bezdomności, jaka od kilku lat zalewa Irlandię, kraj, w którym mieszka ze swoją rodziną od lat, choć podobnie jak bohaterka jej powieści, wychowała się w Anglii.
 
Wiosna 2018 roku, Dublin. Słoneczny, acz ciągle jeszcze chłodny dzień Ciara z mężem Ryanem i dwoma kilkuletnimi córeczkami spędzają nad morzem. A choć z daleka wyglądają na szczęśliwych, to gdy spojrzy się bliżej w oczach Ciary widać czujność i lęk. To już sześć lat tkwi w związku, który z początku wydawał się spełnieniem marzeń, jednak szybko przerodził się w niekończące się pasmo przemocy psychicznej. Przemocy, od której Ciara już kilka razy próbowała odejść, za każdym razem jednak wracała. Teraz ponownie szykuje się do ucieczki, odkłada po cichu każdy grosz, który może się do tego przydać. A kiedy test ciążowy potwierdza to, co już czuła, w jednej chwili łapie to, co ma pod ręką, pakuje córki do samochodu i jedzie do hotelu. Czy teraz im się uda? Czy w końcu ostatecznie i na stałe uwolni spod władzy tego okrutnego mężczyzny, manipulującego otoczeniem tak, że każdy widzi w nim tylko to, co dobre, a z niej robi tą, która rozbija szczęśliwą rodzinę? Ale przecież tak nie jest, prawda? Ciara musi ratować siebie, musi ratować swoje córki zanim okaże się, że jest już na to za późno.
“Dryfowałam. Przeżywałam dzień po dniu. Skupiałam się na drobiazgach: pierwsze buciki, szczepienia, przeziębienia, purée z batatów. Uczyniłam z macierzyństwa religię - kult, który przysłonił wszystko inne.”
Książka podzielona jest na sześć tytułowanych części, których akcja rozciąga się na przestrzeni półtora roku - od wiosny 2018 do lata 2019 roku. Części podzielone są na 37 rozdziałów, a te znowu dzielą się na krótsze fragmenty, scenki z życia Ciary prowadzone w narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego z jej perspektywy, obarczonej trudnymi, pogmatwanymi emocjami. Styl stoi do tego w kontraście - zdania są krótkie, proste, esencjonalne. W tekście pojawiają się fragmenty wiadomości, a urywane myśli sygnalizowane są wielokropkiem. Autorka doskonale radzi sobie z piórem - wybrała prosty sposób na przekazanie tego, co emocjonalnie trudne i robi to tak szczerze, tak realnie, że czytelnik ma wrażenie, jakby siedział w głowie głównej bohaterki. Książkę czyta się szybko i płynnie, język nie odciąga uwagi od tego, co faktycznie ważne, choć jeśli przypatrzy się uważnie, można dostrzec w nim sporo subtelnych metafor.
“Strach rządził jej domem tak długo, że teraz, bez niego, czuje się lekka. Nieskrępowana. Jakby chodziła po Księżycu.
Tak właśnie jest, kiedy podnosi się mgła.”
A tematów ważnych jest kilka. Pierwszy, podstawowy, to życie w związku przemocowym, z przemocą, której na pierwszy rzut oka nie widać, ale która w głowie miesza równie mocno. Na przykładzie Ciary autorka doskonale oddała cały proces tego, jak przemocowiec uzależnia od siebie swoją ofiarę - najpierw przekonuje o swojej ogromnej miłości i dobrych intencjach, później zaczyna zasiewać myśli, które izolują ją od społeczeństwa, a od niego w pełni uzależniają. Ciara po sześciu latach takiego życia, jest wyczulona na każdy grymas twarzy swojego oprawcy, stara się zapobiegać wszystkiemu, co może wyprowadzić go z równowagi, bo przecież za każdą winę zapłaci ona. Ten strach, tę ciągłą czujność czuć jeszcze długo po ucieczce, ale wtedy dochodzi coś jeszcze - niepewność, czy na pewno postąpiło się dobrze. A choć przemocy się nie stopniuje, to jednak przy tej psychicznej nie widać ran, nie ma fizycznego dowodu krzywdy. To nie tylko trudne do udowodnienia przed światem (innymi ludźmi, sądem...), ale i przed samym sobą - bo kiedy Ciara się oddala, a Ryan zaczyna do niej pisać, pojawia się w jej myślach pytanie, czy na pewno zrobiła dobrze. A może sobie tylko tę przemoc wyobraziła? Może tak naprawdę nic złego się nie działo? To, jak autorka oddaje te splątanie myśli, te podważanie własnych odczuć, te poczucie okropnie niskiej wartości umacnianej przez lata związku robi naprawdę duże wrażenie.
“Przypomina sobie swoje wyznania z początków ich znajomości, wypowiadane w przypływie miłości - wszystko to, czego nie powinna była mu mówić. “Tata odszedł, kiedy byłam niemowlakiem, a Sinéad miała trzy lata.. Mama powinna była wrócić do Derry, ale była zbyt uparta…” Wzdryga się na wspomnienie tego, jak słuchał, głaszcząc ją po włosach. Chce krzyknąć: “Przestań! Zamknij się. Nie wiesz, jak on to wykorzysta? Jak będzie to na okrągło wyciągał, aż w końcu nie będziesz wiedziała, które lęki, które rany były twoje, a które zasiane i podtrzymywane przez niego?”.”
W ogóle problem przemocy w związku oddany został szeroko, bo nie tylko obserwujemy, jak wpływa to na samą Ciarę, ale i wszystkich wokół. Przede wszystkim na jej dzieci, których dobro leży jej na sercu, a które dla Ryana są tylko pionkami w jego grze. Pojawiają się też inni - rodzice jego i jej, znajomości, jakie Ciara po odejściu nawiązuje. To tak naprawdę dzięki nim zaczyna budować życie na nowo, odgania myśli o tym, że może to ona uroiła sobie powód odejścia. I znowu tę wagę otoczenia, tego jak oni odbierają taki związek, autorka oddaje w krótkich, szybkich słowach, w wątkach pobocznych, ale tyle jej wystarczy, by obraz był boleśnie i realistycznie pełny.
“- Ludzie często mówią o ofiarach przemocy domowej, że są słabe (...). Dlatego, że nie dostrzegają naszej siły. Nie jesteśmy ofiarami przemocy z powodu naszej słabości. Jesteśmy nimi z powodu naszych mocnych stron, naszej siły. Twoją siłą jest dobroć, a on to wykorzystuje.”
Jednak odejście to tylko pierwszy krok. Po jednej nocy w hotelu Ciara nie ma już pieniędzy, musi szukać innego wyjścia z sytuacji. I tu pojawia się tło krajowe, problem, który w 2018 roku był mocno w Irlandii odczuwalny, zresztą podobno odczuwalny jest i teraz - brak domów i mieszkań, które można kupić i wynająć, kryzys mieszkaniowy, który przyczynia się do dużej liczby osób bezdomnych. Tylko że my problem oglądamy od strony osoby wychodzącej z przemocowego związku, która w przeciągu jednego dnia została z dwójką małych dzieci bez dachu nad głową. Jak poradzić sobie w takiej sytuacji z logistycznej strony? Jak od nowa stanąć na nogi, gdy nie ma się gdzie żyć, pieniądze na koncie starczą na kilka posiłków, a jedyny dach nad głową, to ten samochodowy? Jak z takiego miejsca stworzyć znowu normalne, godne dla dzieci życie? Czy w ogóle się da? Autorka nie ubarwia, nie wygładza tej rzeczywistości - zderza czytelnika z realnością tego problemu.
“Czasem świadomość, że inni przechodzą przez podobne piekło, wcale nie pomaga.”
Zresztą dom potraktowany jest tutaj równie szeroko, co obraz związku przemocowego. Poza problemem miejsca do życia, historia przynosi ten temat zaznaczony w tytule - dom jako gniazdo, miejsce, które automatycznie kojarzy się z poczuciem bezpieczeństwa, a jednak niekoniecznie takie jest. Ciara jako matka roztacza opiekę nad swoimi dziećmi, jednak czy na pewno jest w stanie ustrzec je przed tym, co najbliżej? Bo nawet po odejściu nie może zabronić ojcu widywania się z dziećmi, prawda? I tak bezpieczne gniazdo staje się pułapką, z której trudno znaleźć jakieś dobre dla niej i dzieci wyjście.
“Kiedy zapytała, jak długo pisklęta pozostają zwykle w gnieździe, zmarszczył brwi i odparł:
- Nie tak długo, jak można by sądzić. Bo pomyślcie: gniazdo to dla ptaka właściwie najniebezpieczniejsze miejsce. Drapieżniki wiedzą przecież, gdzie ich szukać.”
Pojęcie domu rozpatrujemy też w kontekście wpływu na dzieci, na ich przyszłość. Czy brak stałego miejsca zamieszkania, ciągłe przenosimy wpłyną na nie niekorzystnie? Czy będą to pamiętać, nawet nie we wspomnieniach, ale własnej podświadomości? Jak bardzo potrzebujemy własnego miejsca, by czuć się bezpiecznie i czy w takiej sytuacji, w jakiej one się znajdują, jest jeszcze w ogóle coś takiego jak bezpieczne miejsce? Bo stopień kontroli przemocowca jest najczęściej większy niż uświadamia sobie jego ofiara, a przebiegłość zaskakuje nawet tych, którzy są w stanie przewidzieć sporo.
“- Nie wiem, czy powinnam była odchodzić - dodaje. - Mąż mnie nie zdradzał, nie pił, nie uprawiał hazardu. I nie był agresywny. Nie był mnie ani nic takiego.
- Ach… Nie bił? No to serio, bardzo, kurwa, miło z jego strony. Koniecznie wyślij mu esemesa z podziękowaniami.”
Tym, co robi ogromne wrażenie, to sama kreacja Ciary. Sposób, w jaki autorka ją oddaje, jest tak realistyczny, że aż trudno przyjąć do wiadomości, że jest to fikcja literacka. Na jej podstawie pokazuje jak jeden człowiek potrafi wpłynąć na drugiego, jak człowiek nie orientując się, że w ogóle coś takiego się dzieje, może zmienić się nie do poznania - w końcu Ciara była kiedyś odważną, samodzielną podróżującą po świecie kobietą, a teraz? Teraz robi wszystko, by tylko męża nie rozzłościć. Czy pozostało w niej jeszcze coś z tej kobiety sprzed lat? Czy jest w stanie ją jeszcze odnaleźć? Zresztą może nazywanie ją ofiarą jest niewłaściwe - w końcu wykazuje się siłą, na jaką nie każdy mógłby się zdobyć, co też potwierdzają historie, które przewijają się w tle…
“To, jak się czujesz, ma znaczenie. Nie tylko jego samopoczucie jest ważne, twoje również. Ty też się liczysz.”
Podsumowując, “Gniazdo” to powieść bardzo realistycznie oddająca to, co to znaczy żyć w związku przemocowym, w którym to nie siła fizyczna wyrządza największe krzywdy. W związku, w którym tej krzywdy na pierwszy rzut oka nie widać, bo wyrządzana jest w głowie. Tu punktem ataku jest mózg, w którym zaczyna się wszystko zlewać, w którym poczucie samego siebie zmienia się w obraz widziany oczami oprawcy. To bardzo trudny do odwrócenia proces, który autorka oddaje dosadnie, prawdziwie, a równocześnie z czułością ukrytą w prostych słowach. Kreacje postacie, jakie zarysowuje, całe tło zdarzeń i reakcje otoczenia oddane są z prawdziwą starannością, dzięki czemu fikcja literacka staje się tak realna jak rzeczywistość. To proza, która pozwala czytelnikom zmierzyć się z ciężarem dramatów ludzkich, jakie mogą rozgrywać się tuż obok, w pozornie szczęśliwych rodzinach. A choć rzecz dzieje się w Irlandii i zarówno prawo, jak i poglądy społeczne w tle oddane zostają doskonale, to historia jest równie uniwersalna – tak samo uniwersalna jak pojęcie domu czy rodziny.
“(...) nie ma nic złego w popełnianiu błędów. Że nie trzeba żyć w cieniu jednej złej decyzji.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!