Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwofilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwofilia. Pokaż wszystkie posty

października 16, 2025

"Sekta śmierci" John Glatt

"Sekta śmierci" John Glatt

 

Autor: John Glatt
Tytuł: Sekta śmierci
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Data premiery: 08.10.2025
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 448
Gatunek: reportaż / true crime
 
John Glatt uznawany jest za jednego z czołowych współczesnych autorów książek non-fiction z gatunku true crime. Tworzy od lat 90-tych XX wieku, debiutował w 1993 biografią muzyczną, a pięć lat później skierował się ku reportażom o zbrodni. Aktualnie na koncie na 25 publikacji true crime i 5 biografii muzycznych, za jedną z nich zdobył nawet nominację do Nagrody Grammy. Jego twórczość znana jest na całym świecie, liczba sprzedanych egzemplarzy przekroczyła 2 miliony.
Co ciekawe, jego książki późno ukazały się w Polsce. Po raz pierwszy stało się to w 2021 – na nasz rynek trafiły “Zaginione dziewczyny”, który jest jednym z jego nowszych tytułów (na rynku anglojęzycznym wydaje jedną książkę rocznie). Najnowsza “Sekta śmierci” to ósma książka na naszym rynku, która w oryginale ukazała się w 2022 roku, czyli w czasie, kiedy jeszcze żaden wyrok w opisywanej sprawie nie zapadł. Jak sam autor przyznaje w jej posłowiu:
“Przez wiele lat pisania książek z gatunku true crime nigdy nie widziałem tak przerażającej sprawy, jak przypadek Lori Vallow-Daybell. To po prostu przeczy logice oraz leży gdzieś pomiędzy morderstwem z zimną krwią, a szalonym, religijnym science fiction - ta historia to dowód, że prawda jest dziwniejsza od fikcji.”
“Sekta śmierci” to reportaż o Doomsday Mother (Matce Apokalipsy). Tym przydomkiem kilka lat temu okrzyknięta została Lori Vallow, amerykańska miss piękności, pobożna mormonka, wieloletnia żona i matka trójki dzieci, która w 2020 roku wraz ze swoim nowym mężem Chadem Daybellem, przywódcą sekty utworzonej wokół podcastu Preparing a People, zostali oskarżeni o kilka morderstw: swoich małżonkach, jak i dwójki dzieci Lori. W czasie, gdy John Glatt pisał tę książkę, zarówno w sprawie Chada, jak i Lori trwały jeszcze rozprawy w sądzie, teraz już obydwoje są skazani na kary dożywotniego pozbawienia wolności. Pytanie jednak pozostaje - jak to się stało, że matka, która uznawana była przez wszystkich za dobrą i kochającą doprowadziła do morderstwa swoich dzieci, po czym przez miesiące bezczelnie o tym kłamała? By spróbować znaleźć odpowiedzi musimy przyjrzeć się biografii jej oraz Chada.
“(...) donosiło CBS This Morning. - “Słowo >>kuriozalne<< nie jest nawet w stanie oddać charakteru tej historii”.”
Książka rozpisana jest prolog, cztery tytułowane części i epilog. Każda z części dzielona jest na kilkustronicowe tytułowane i numerowane rozdziały (42). Część pierwsza skupia się na życiu Lori przed poznaniem Chada, część druga na życiu Chada przed poznaniem Lori. Część trzecia to historia ich znajomości, czwarta to aresztowanie i proces, który rozpoczął się w trudnym dla wszystkich czasie - podczas pandemii koronawirusa. Książka to typowy reportaż, czyli sam autor się nie ujawnia, jego zadaniem jest obiektywne przytoczenie całej historii - dokumentów, rozmów, wypowiedzi, faktów, a nie własnych wniosków i ocen. Język, jakim się posługuje, jest również typowy dla gatunku - suchy, prosty, bez ozdobników, jest nośnikiem historii prawdziwej. Dla mnie pierwsze dwie części, przede wszystkim ta dotycząca Lori, były o tyle trudne do przyswojenia, że pojawiała się w nich mnogość informacji i nazwisk, ale to raczej niż dziwnego, gdy na sto stronach autor stara się zawrzeć czterdzieści dość burzliwych lat życia. Od chwili spotkania Lori z Chadem książkę czyta się dużo lepiej - w końcu kolejne dwieście stron to już relacja bardziej szczegółowa, trwająca nie czterdzieści, a kilka lat. Relacja szokująca, a przez tak trudno się od jej lektury oderwać.
“Może wyglądam podejrzanie, ale jestem dobrym człowiekiem i wychowuję wszystkie swoje dzieci.”
John Glatt prezentuje nam dwie historie, które łącząc się w jedno, przynoszą szokujący, katastrofalny skutek. Zarówno Lori, jak i Chad przed poznaniem zdawali się wieść życie mniej więcej normalne, choć oczywiście nie całkowicie. Ona pochodziła z wielodzietnej rodziny, w której niespecjalnie przestrzegano prawa, wielokrotnie wychodziła za mąż, choć to jej czwarty mąż wydawał się do niej prawdziwą ostoją, idealnym dopasowaniem. Za jego sprawą mogła realizować swoje pasje, razem wychowywali dzieci, nawet adoptowali autystyczne dziecko jego siostrzeńca.
“A ja kocham ją na zabój. To mnie dobija. W przyszłym tygodniu przypada nasza trzynasta rocznica. Byliśmy wspaniałym małżeństwem. Nagle w zeszłym miesiącu wszystko się po prostu posypało. Zupełnie zerwała kontakt.”
Lori była fryzjerką, startowała w konkursach piękności, ale też była mocno ze swoją wiarą związana. I to ta wiara, można powiedzieć, że potrzeba uduchowienia, powiodła ją do zguby… Bo podążając za wiarą poznała Chada, który pisał i wydawał książki, głosił ponowne przyjście Jezusa, które miało nastąpić w lipcu 2020 roku - to wtedy miała nastąpić apokalipsa. Mimo mrocznych wizji Chad też prowadził ugruntowane życie z żoną i piątką swoich dzieci. Jego wiara jednak wraz z kolejnymi upływającymi latami robiła się coraz mocniej fantastyczna… W momencie poznania Lori był już znany w społeczności mormońskiej, jeździł po świecie głosić wykłady, na które przychodziło wyznawców, z których część o jego radykalizacji poszła za nim.
“Wszystkie te osoby były zaszczycone, że zostały wybrane jako część świętej misji, wierząc, że znali się w poprzednich wcieleniach.”
Autor rzetelnie przedstawia ich biografie, przytacza wypowiedzi najbliższych i przyjaciół, a nawet i cytuje Chada z jego autobiografii. Nie ocenia, to nie jego zadanie, dlatego że informacji nie filtruje, a losy życia obydwu przyszłych małżonków przedstawia całościowo. Dzięki temu czytelnik ma pełny ogląd sytuacji, sam może też próbować wyciągnąć z tej historii wnioski, choć przyznam, że jest to ciężkie - tak jak znajomi Lori nie mogli uwierzyć w jej przemianę, tak tych ich biografiach nie ma nic na tyle szokującego, by móc przypuszczać, że razem dopuszczą się czynów mrożących krew w żyłach.
“- Jak Lori radziła sobie z dziećmi - zapytał inny dziennikarz. - Czy kiedykolwiek widział pan u niej instynkt macierzyński?
- Nie można było prosić o lepszą matkę - powiedział Larry. - Kochała J.J.’a, kochała Charlesa i nie wiem, co spowodowało tę przemianę. Nie przechodzi się od bycia matką roku dla chłopca specjalnej troski do bycia osobą, która nawet nie przejmuje się jego losem. To się po prostu nie zdarza.”
Dla mnie w tej historii zaskakująca jest ta ślepa wiara, która nawet w czasach współczesnych ewidentnie ma rację bytu. Jak to się dzieje, że ludzie dają się ponieść wielkim wizjom, które wydają się raczej chorym żartem umysłu niż czymś, w co faktycznie można uwierzyć? A jednak na spotkaniach z Chadem zbierały się tłumy, a jego najwierniejsza grupka, która funkcjonowała w dokładnie taki sposób jak sekta, ślepo podążała za tym, co mówił, bez zadawania pytań.
“To typowa dynamika destrukcyjnej sekty opartej na jeden osobowości - wyjaśnił ekspert Rick Ross. - Przeprowadzasz się do lidera, a lider przebywa w Rexburgu, w bezpiecznym miejscu. Celem jest to, aby lider mógł kontrolować twoje życie. Odizolować cię od innych i łatwiej tobą manipulować.”
Jednak to zbrodnie, jakich Lori i Chad się dopuścili wywołują ciarki na plecach. Im dalej autor zgłębiał się w historię, im więcej opisywał dziwnych oszczerstw, proroctw i tego typu sytuacji, tym sama czułam się coraz mocniej zszokowana. Po pierwsze: jak to możliwe, że we współczesnym świecie pozornie normalny człowiek jest w stanie uwierzyć na dłuższą metę w prawdziwe brednie? A pod drugie: jak doszło do tego, że morderstwo, które wcale nie było wybitnie przemyślane, przez miesiące pozostawała niewykryte? To, co robiła Lori jeszcze przed pierwszym morderstwem, wydawało się szalone, więc jak to się stało, że kobieta oszukała wszystkich - bliskich, lekarzy, psychiatrów? Naprawdę im dalej historia się posuwała, tym czułam się bardziej oniemiała...
“To takie sprzeczne uczucie wiedzieć, że ktoś przez całe życie był dobry, a potem popełnił jeden błąd i zostaje wessany przez wir tego człowieka. Współczuję jej. Mam dla niej tak wiele współczucia, bo wiem, że nie zrobiłaby tego sama z siebie. I nienawidzę jej za to.”
Muszę przyznać, że John Glatt w “Sekcie śmierci” zrobił naprawdę kawał dobrej reporterskiej roboty. Całą historię Lori i Chada poskładał w jedną całość, dokładnie rozrysował przed czytelnikiem oś czasu zaznaczając co i kiedy było bądź nie było wiadome. I tak historia, która najbliższym sprawców umykała, dla nas jest oczywista - to prawdziwe szaleństwo - ale przez to wcale nie mniej szokująca, wcale nie mniej jasna. To bogaty, rzetelny reportaż, w którym autor nie oceniając przytacza fakty i opinie innych, tych, którzy byli obydwu sprawców najbliżej. To historia smutna, szokująca, trudna do uwierzenia, a przecież wydarzyła się naprawdę… Przyznam, że sama o niej wcześniej nie słyszałam, czasy covidu kierowały moją uwagę gdzie indziej, jednak ten reportaż zachęcił mnie, by jeszcze bliżej sprawie się przyjrzeć, choć poza zamknięciem historii (teraz wyroki są już wydane) nie wydaje mi się, by jakiś fragment tej opowieści wymagał jeszcze uzupełnienia. Jednak może serial, który powstał na potrzeby Netflixa zobrazuje mi to, o czym John Glatt napisał, może widząc, a nie czytając, to co się stało, będzie dla mnie bardziej realne. Bo choć na co dzień czytam kryminały, to jednak, gdy przychodzi do historii prawdziwej, która wydarzyła się tak niedawno, moja wyobraźnia mówi stop: bo przecież we współczesnym świecie coś takiego nie powinno się wydarzyć.
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 24, 2025

"Śmierć i belgijska czekolada" Marta Moeglich

"Śmierć i belgijska czekolada" Marta Moeglich

Autorka: Marta Moeglich
Tytuł: Śmierć i belgijska czekolada
Data premiery: 23.07.2025
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał cosy crime / powieść obyczajowa
 
“Śmierć i belgijska czekolada” to beletrystyczny debiut Marty Moeglich, kryminał cosy crime stylem zbliżony do powieści obyczajowej, który przenosi czytelnika do niewielkiej belgijskiej miejscowości Leuven, gdzie od niecałych dwóch lat mieszka sama autorka. Przed przejściem na kryminalną stronę literatury, ukazało się jednak w Polsce już kilka książek z jej nazwiskiem na okładce - to poradniki dla młodych mam, w pomoc którym jest żywo zaangażowana, nie tylko jako autorka tekstów wszelakich, ale także jako doula. To własne doświadczenia macierzyńskie pchnęły ją do takiej aktywności, choć teraz wypadałoby zapytać, co sprawiło, że sięgnęła po kryminał … ;) Marta Moeglich jest bardzo aktywna w sieci, szczególnie na swoim Instagramie, gdzie dzieli się ciekawostkami swojej twórczości - stąd wiem między innymi, że tytuł, który teraz miałam okazję czytać, zaczął powstawać jakiś rok temu, a pomiędzy napisaniem a wydaniem tej powieści, autorka zdążyła stworzyć już drugą - tak, również w tym podgatunku kryminału.
 
To miał być zwykły, przyjemny, ciepły poniedziałek. Po odstawieniu dzieci do szkoły Marta Kuleczka udała się do swojego ulubionego ogrodu botanicznego w Leuven, by zaczerpnąć powietrza i pouczyć się niderlandzkiego z aplikacji na swoim telefonie. Niewiele z tego jednak wyszło - w tropikarium, w sadzawce z żółwiami odkryła trupa! No dobra, może nie tak całkiem nieżywego, ale jednak to, co przeżyła, to jej - emocje sięgnęły zenitu, ale mężczyznę udało się uratować. Wystarczy tych wrażeń? Nie do końca… po powrocie do domu w drzwiach jej własnego (wynajmowanego!) domu zastała trupa numer dwa. Tym razem jak najbardziej martwego i prawdziwego. I do tego jakiegoś takiego jakby znajomego? Na pewno nie ona go zabiła, jej mąż też nie (prawda?), więc kto? I dlaczego właśnie tutaj? Policja na pewno nabierze co do nich dziwnych podejrzeń, trzeba więc szybko zbadać sprawę po swojemu.
 
Książka rozpisana jest na 29 rozdziałów i epilog, każda zmiana dnia tygodnia jest zaznaczona, a cała akcja trwa dosłownie kilka dni poza epilogiem, który toczy się tydzień później. Każdy rozdział dzielony jest na krótkie scenki pisane z przede wszystkim z perspektywy Marty (choć nie tylko) w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, część rozdziałów zakończona jest wiadomością mailową do jej przyjaciółki Magdy. Styl powieści jest prosty, skupiony na bohaterkach i ich emocjach, delikatnie podszyty humorem, choć mimo wszystko czuć w nim debiutantkę - jeszcze czasami dialogi wychodzą nieco topornie, a i pewne sformułowania brzmią dziwnie (jak choćby powtarzające się kilka razy “robić pracę” zamiast ją “wykonywać”). Są więc momenty, gdy płynność lektury zostaje delikatnie zachwiana, nie na tyle jednak, by z książki nie dało się czerpać niezobowiązującej przyjemności.
“Chwile, w których nie była mamą na pełen etat, bo dzieci znajdowały się w szkole, upływały jej na nudnych obowiązkach domowych. Urozmaicała je słuchaniem podcastów true crime. Szorowanie kabiny prysznicowej nabierało innego znaczenia, gdy towarzyszył mu mniej lub bardziej makabryczny opis zwłok młodej kobiety.”
Bo mimo iż szkieletem powieści jest historia kryminalna, to tak naprawdę w jej centrum stoją kobiety. Kobiety o różnych charakterach, w różnym wieku i różnych narodowościach. Dwie, a może i nawet trzy to Polki: Marta, jej szwagierka Misia i partnerka ofiary Ula, oraz starsza Belgijka, sąsiadka Kuleczków Thérèse. Postacie męskie pozostają w tle, bo choć każdy z nich ma jakąś cechę szczególną, która częściowo odpowiedzialna jest za ten dodatek gatunkowy “cosy”, to jednak tak naprawdę jest ich rola skupia się na oddziaływaniu na kobiece bohaterki, wywoływaniu w nich reakcji. A każda z nich oczywiście reaguje różnie…
“Marta pomyślała, że gdyby to ona trafiła do szpitala, z gipsu wystawałaby chropowata pięta i paznokcie z resztką lakieru. Musi z tym zrobić porządek w domu. Natychmiast w głowie usłyszała Misię, która tłumaczy jej, że nic nie musi i obsesyjne dbanie o wygląd przez kobiety to niewola patriarchatu. I nieważne, co inni o niej pomyślą. “Ale jacy inni?” - natychmiast zripostował głos Thérèse. To powinna zmyć ten lakier czy nie?"
Marta, główna bohaterka, powoli zbliża się do czterdziestki, jest matką dwójki dzieci, która jeszcze niedawno była w Polsce sławna - prowadziła profil na Instagramie o macierzyństwie, o wychowaniu dzieci, co jednak zakończyło się jakąś katastrofą. Jaką? Pewne jest jedno - te zdarzenie mocno na nią wpłynęło, sprawiło, że jej pewność siebie została zrównana do zera, a jej własne życie stanęło w miejscu zamrożone przez strach.
“Bawiła się w spacerki i naukę języka z aplikacji, odwlekając w nieskończoność moment wzięcia odpowiedzialności za swoje życie.”
Poza tym Marta jest dość kapryśna, dość dziecinna w chwilach, gdy coś zdarza się jej samej, co sprawia, że z jednej strony niełatwo ją zrozumieć i lubić, z drugiej jednak ładnie gra z pozostałymi postaciami, przede wszystkim z Thérèse, której stoickie, mądre podejście, jak i żyłka detektywistyczna pomagają Marcie posuwać się z tym swoim skomplikowanym życiem do przodu. Thérèse wydaje się postacią chłodną, ale to twarda babka, moja ulubiona bohaterka tej książki. No i to ona jest tutaj rodowitą Belgijką, która na smutki podsuwa czekoladę…
“Mówią teraz, że to źle zajadać emocje, ale nikt mi nie powie, że jeśli mieszkasz w Belgii, nie możesz od czasu do czasu wypić kubka gorącej czekolady (...).”
Ciekawą kreacją jest również Misia, siostra męża Marty. Misia jest o około dekadę od niej młodsza, więc i prezentuje całkiem inny stosunek do życia - nie boi się wszystkiego i wszystkich, nie przejmuje opinią innych jak chorobliwie robi to Marta. I ta postać jednak skrywa tajemnicę swojego charakteru, mam jednak wrażenie, że w tej książce jeszcze jej nie odkryliśmy… czy to znak, że druga książka będzie kontynuacją ich przygód?
“Te Zeciaki to jest utrapienie dla ludzkości. Nie mogą brać przykładu z wiecznie przestraszonych życiem Millenialsów i dać wszystkim spokój?”
Te trzy kobiety zawiązują swego rodzaju sojusz, razem biorą się za rozwiązanie zagadki kryminalnej…  
 
A ta z początku daje wrażenie pozostawania w tle, choć przecież zaczynamy od trupa i często zjawia się u Kuleczków policja. Ale przez sporą część powieści to rozmowy między bohaterkami dominują, ich postacie przejmują stary i przysłaniają zagadkę kryminalną, która wyraźnie zaznacza się dopiero pod koniec powieści - i wtedy prowadzona jest naprawdę dobrze, nieszablonową ścieżką, tak że finał faktycznie zaskakuje, a równocześnie był możliwy (przynajmniej potencjalnie) do odgadnięcia cały czas. Mimo zatem pozostawania w tle, sama zagadka kryminalna jest zbudowana solidnie - nie dominuje, ale mimo to zaskakuje.
“Zachowujesz się, jakbyś miała pięć lat, a nie zbliżała do czterdziestki. Tak wygląda dorosłość. Nigdy nie masz chwili spokoju. Zawsze będzie coś. Często przez nas samych. Takie po prostu jest życie.”
A co z tą czekoladą i Belgią? Są i pełnią całkiem wyraźną rolę. Autorka skupiła się na tym, by oddać wrażenia, jakie mogą się wiązać z zaczynaniem życia w nowym miejscu, od początku, z czystą kartą. Odsłania zarówno plusy, jak i minusy, radości i lęki, które z tak dużą zmianą się wiążą. Bo choć Belgia jest miłym i przyjaznym krajem, to jednak dla Polek obcym, szczególnie, gdy nie zna się rodzimego dla Belgów języka. Obcość zwyczajów, konwenansów, zachowań społecznych wydaje się dodatkowo przerażająca przez ciągle obecną myśl, że trzeba się pilnować, by nie zrobić przypadkiem złego wrażenia… To coś, co każdy jest z pewnością w stanie zrozumieć i coś, co mocno odbija się przynajmniej na części bohaterek.
“Nie wiesz, jak to jest być obcym w nie swoim kraju (...). Ze wszystkimi bardzo miłymi ludźmi, ale stojącymi jednak trochę z boku. Nie wiesz, co możesz, a czego nie. Jakbyś cały czas była na okresie próbnym.”
I tak na ratunek przychodzi czekolada! Oczywiście w żartobliwym tonie, z mrugnięciem oka do czytelnika. Czekolada podawana na wiele sposobów - po prostu w tabliczce, czy jako małe, takie na jeden raz czekoladki, rozpuszczona w mleku podawana na gorąco w kubku, jak i ta ukryta w ciastkach… To ten przysmak towarzyszy bohaterkom w czasie narad co zrobić dalej, to on działa stymulująco na szare komórki sprawiają, że kobiety nagle wpadają na dobre pomysły. Dobrze znamy pozytywny wpływ kakao na mózg, ale czy za te dobre pomysły nie odpowiada też po prostu otwarte, stymulujące towarzystwo?
“Matko, ta belgijska czekolada naprawdę robi cuda. Słuchajcie, ja mam pomysł.”
Choć “Śmierć i belgijska czekolada” okazała się nieco bardziej obyczajową historią niż zakładałam decydując się na lekturę, to całkiem miło spędziłam czas w jej towarzystwie. Przyznam też, że jako cosy crime została wydana w odpowiednim czasie - jeśli rozpatrywać ją w tym gatunku, to jest to odmiana bardzo lekka, doskonale nadająca się na wakacje, lato, kiedy to wysokie temperatury raczej nie sprzyjają skupieniu - bo przy tej lekturze nie trzeba, fabuła toczy się tak spokojnie, że niczego się nie przegapi, a ciekawe miejsce i słodka czekolada dodatkowo podbijają określenie “cosy”. Zagadka kryminalna raczej w powieści pozostaje w tle, ale jest ciekawie zbudowana, a kreacje postaci, choć oparte o znane założenia, przekoloryzowania, które odpowiedzialne są częściowo za lekki humor powieści, dobrze wpisują się w nastrój całej historii i oddają chyba to, co powinny - pozwalają wyciągnąć wnioski, które możemy uwzględnić i w swoim życiu, dzięki nim dodać sobie odwagi. Nie żałuję, że miałam okazję sprawdzić ten debiut i nie żałuję, że specjalnie do zdjęcia musiałam kupić pudełko czekoladek… ;)
“Zbierz z waszej historii, co ci potrzebne do przetrwania. A resztą zostaw. Pożegnaj to, co było, żeby w swoim czasie mogło rozkwitnąć nowe.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia.




Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 28, 2025

"Sąsiadka" Aleksandra Polańska

"Sąsiadka" Aleksandra Polańska
Autorka: Aleksandra Polańska
Tytuł: Sąsiadka
Data premiery: 19.03.2025
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 288
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Aleksandra Polańska to młoda, polska autorka thrillerów psychologicznych. Debiutowała zimą 2023 roku książką “Kocham cię, mamo”, po rocznej przerwie wróciła z dwoma kolejnymi tytułami. W swoim najnowszym thrillerze “Sąsiadka” wraca do postaci z debiutu - tam małżeństwo Dobrzańskich grało pierwsze skrzypce powieści, w tej pojawiają się mocno epizodycznie.
Sama autorka dość solidnie odcina swoje życie zawodowe od prywatnego, w sieci nie można znaleźć jej biografii, wiadomo tylko, że jest matką dwójki dzieci.
 
Weronika Kaczmarska to 23-letnia dziewczyna, która rok temu przeżyła tragedię - w wyniku wypadku zmarł jej ojciec z czym do tej pory nie potrafi się pogodzić. Jej młode życie legło przez to w gruzach, odcięła się od wszystkich znajomych, odpuściła w nauce. Teraz w końcu zaczyna odbudowywać swoje życie na nowo, a pomagają jej w tym nieustannie wspierająca matka i jej chłopak Franek. Pomóc ma też propozycja wuja, który niespodziewanie zjawia się w ich progach - proponuje Weronice przeniesienie do jego domu w Kamieńcu Wrocławskim, który od jego rozstania z żoną stoi pusty. Teraz podobno doszło w okolicy do kilku włamań, logiczne zatem, że dobrze byłoby, gdyby ktoś w nim zamieszkał. Weronika ma na tym skorzystać - bez opłat może w końcu nauczyć się żyć sama, bez opieki matki, a i na studia, gdy rozpocznie się semestr, będzie miała bliżej… Nie zastanawiając się długo, dziewczyna pakuje kilka przydatnych rzeczy do auta i się wprowadza. I już za chwilę wita ją sąsiadka, Marcelina, która jest w podobnym do niej wieku. Dziewczyna jest dość dziwna, a to frapuje Weronikę… Zanim jednak ma szansę ją rozgryźć, ktoś ją morduje i to Weronika znajduje jej ciało, która po pierwszym szoku zaczyna snuć własne domysły na podstawie tego, co zaobserwowała w przeciągu tych kilku ostatnich dni…
 
Książka rozpisana jest na prolog, 47 krótkich rozdziałów i epilog. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Weronikę, przez co czytelnik poznaje tylko jej subiektywny obraz wydarzeń. Czy możemy jej ufać? Stylistycznie książka ułożona jest prosto, język codzienny, w skrajnych sytuacjach bywa, że pojawiają się przekleństwa. Momentami dialogi wydają się brzmieć nieco sztucznie, choć myślę, że jest to konsekwencja relacji postaci.
 
Główną bohaterką, a zarazem narratorką jest Weronika. Od samego początku sugeruje nam, że w śmierci jej ojca kryje się jakaś tajemnica, nie wiemy jednak jaka - to zagadka w tle, która poza głównym szkieletem intrygi, ma za zadanie pozostawiać czytelnika w czujności, podbudować napięcie. Ta zagadka jest powodem, dla którego osobowość Weroniki jest chwiejna - cierpi na koszmary nocne, brakuje jej pewności, zdaje się też nie do końca ufać samej sobie. Ponadto to osoba bardzo młoda, a zatem reagująca impulsywnie, emocjonalnie, z tendencją do szybkiego narastania przeróżnych uczuć. Nie jest to też postać krystalicznie czysta - wydaje się mocno skupiona na sobie, a swojego chłopaka traktuje naprawdę źle…
“Drugi człowiek nigdy nie zdejmie z naszych barków całego ciężaru, ale pomoże nam go dźwigać.”
Podobnie rozchwianą bohaterką jest Marcelina, która jako żywa postać pojawia się dosłownie na chwilę. Jej zachowanie jest bardzo niekonsekwentne i zwyczajnie dziwne - jednego dnia podchodzi do Weroniki jak do najbliższej przyjaciółki, chce znać wszystkie jej sekrety, kolejnego rozmawiać w ogóle nie chce.
 
Jako że główna część historii toczy się na jednym osiedlu, to ważni są też sąsiedzi dziewczyn. I tutaj spotykamy dość szablonowe postacie: przystojnego, dobrze sytuowanego sąsiada, przemęczoną opieką na dziećmi sąsiadkę, wścibską panią z pieskiem. A jednak przez te postacie autorka stara się pokazać, że to, co każdy z nich pokazuje światu, niekoniecznie jest tym, co faktycznie dzieje się w ich domu. To dobra pożywka dla thrillera, wszyscy wydają się podejrzani…
 
Bazą intrygi kryminalnej jest oczywiście śmierć Marceliny, do której wstęp, kilka pierwszych rozdziałów budują podwaliny - to one sprawiają, że nie mamy jednego podejrzanego, a ostatnie spostrzeżenia Weroniki wplątują ją w sam środek śledztwa. Kolejne punkty fabularne wymyślone są dobrze, podejrzenia przenoszone są z jednych postaci na inne, a kilka twistów może nieźle zaskoczyć.
“Obserwowanie, że są szczęśliwi, sprawia mi potworny ból, a jednocześnie nie mogę oderwać od nich wzroku. To dla mnie takie niedostępne. Dlatego zwykli ludzie podglądają celebrytów; czują wtedy jakby byli częścią ich idealnego życia.”
A jednak było w tej powieści coś, co nie pozwalało mi się lekturą cieszyć. Myślę, że jest to wina nie do końca racjonalnego zachowania postaci oraz szybkości, w jakiej nawiązują relacje. Już sam fakt, że Weronika po kilku dniach od wprowadzenia czuje się w otoczeniu sąsiadów tak swobodnie, że nie tylko tropi mordercę, ale i zakochuje się i robi innym awantury, sprawia dość nieprawdopodobne wrażenie, szczególnie iż kilka razy jest podkreślona jej introwertyczna natura. I tak w sumie zachowuje się każda postać tej książki, przez co sama w ich relacje zwyczajnie nie umiałam uwierzyć. Coś też było w samych tych postaciach, że rozumiałam ich racji, ich decyzji i motywacji - myślę, że to po prostu brak pogłębienia spójnej kreacji psychologicznej postaci, a to jednak jest ważny element thrillera psychologicznego, czytelnik musi być w stanie odczuwać choć część tych emocji, co główny bohater czy bohaterka. Tutaj tego mi zabrakło. Na koniec padło też trochę za dużo tropów wskazujących na rozwiązanie, przez co czytelnik jest w stanie się go domyślić wcześniej od bohaterki, na czym traci element zaskoczenia.
 
Aleksandra Polańska mimo tego, iż gatunek thrillera psychologicznego nurtu domestic noir jest już dość wyeksploatowany, miała na niego pomysł. Ciekawe tropy w intrydze kryminalnej, zamknięte sąsiedztwo jak tło zdarzeń, sprawiające, że wszyscy wokół są podejrzani. A jednak zabrakło mi możliwości wczucia się w emocje postaci, a zatem odczuwania ich lęków, strachu, napięcia, czyli głównych emocji, na jakich thriller jest budowany. Dla mnie zatem książka się nie sprawdziła, widzę jednak w sposobie budowania kreacji postaci i ich relacji podobieństwa do tego, jak robi to Alicja Sinicka, która przecież na naszym rynku jest popularną autorką, nie wykluczam więc, że i “Sąsiadka” znajdzie swoich fanów. Sama doceniam pomysł autorki i mam nadzieję, że w przyszłości zadba o bardziej logiczną, realistyczną kreację psychologiczną swoich postaci - bo jest to coś, co na pewno można wypracować!
 
Moja ocena: 6/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia.



Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 21, 2025

"Raport Kruka" Przemysław Kowalewski

"Raport Kruka" Przemysław Kowalewski

Autor: Przemysław Kowalewski
Tytuł: Raport Kruka
Data premiery: 12.03.2025
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść sensacyjna
 
Przemysław Kowalewski już wkrótce będzie świętować dwa lata na polskim rynku książki. Debiutował w maju 2023 roku powieścią “Kozioł”, która była kryminałem z domieszką sensacji osadzonym w czasach PRL-u. I tak rozpoczął się cykl z milicjantem Ugne Galantem, który na ten moment liczy cztery tomy (recenzje - klik!). Cykl popularny, za który autor został kilkakrotnie wyróżniony, a w czasie jego tworzenia mocno zaangażował się w promocję Szczecina, ba! nawet wziął udział w projekcie pisarskim temu miejscu dedykowanemu. I w jego najnowszej powieści “Raport Kruka” nadal w tym Szczecinie zostajemy, ale reszta się zmienia - to już nie cykl z Galantem, a coś nowego, bardziej sensacyjnego, coś, co osadza nas w czasach współczesnych.
 
Grudzień, rok 2015. W szczecińskim kościele Świętych Piotra i Pawła doszło do sensacyjnego odkrycia - w podziemiach odnaleziono krypty, mediach aż huczą od plotek, że odnaleziono skarb Gryfitów. Archeolog i profesor Uniwersytetu Szczecińskiego Nikita Wajda nie ma jednak teraz czasu zająć się tym tematem - właśnie wyjeżdża do Bazylei, by wziąć udział w ważnych badaniach. Zleca zatem jednemu ze studentów śledzenie tematu.
Niecałe osiem lat później wraca i razem biorą się do pracy. Towarzyszy im kuzynka chłopaka, hakerka, której umiejętności szybko okazują się przydatne. Dlaczego? Bo sprawa odnalezionych krypt została utajniona, a gdy tylko zaczynają o nią rozpytywać, okazuje się, że będą mieli do czynienia z groźną chrześcijańską organizacją, która nie cofnie się przed niczym… Tylko co oni tak skrzętnie ukrywają? Co znajdowało się w tych kryptach?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 51 różnej długości rozdziałów i epilog. Rozdziały są numerowane i tytułowane, jest zawsze też zaznaczona zmiana czasu akcji, jeśli takowa zachodzi - wydarzenia toczą się linearnie. Nie znaczy to jednak, że cała historia toczy się w czasach współczesnych - w sprawie szybko pojawia się wątek z przeszłości, z czasów od razu po II wojnie światowej, który opisany zostaje przez fragmenty czegoś na kształt pamiętnika - te dostajemy albo jako osobne rozdziały, albo wpisane w rozdziały współczesne – odróżnia je kursywa. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator obserwuje kilka postaci - oczywiście tą przewodnią jest Nikita, jednak pojawiają się też rozdziały, w których obserwujemy poczynania innych osób - jak np. członków chrześcijańskiej organizacji. Narrator niespecjalnie skupia się na oddaniu emocji postaci, występują tutaj raczej jako nośnik historii. Styl powieści jest dynamiczny, nieco reporterski, gdyż narrator skupia się na oddaniu tego, co się dzieje, nie ma czasu na oceny. Od czasu do czasu zdarzają mu się dość oryginalne porównania, zdania są raczej krótkie, a dialogów jest sporo. Język momentami zdaje się być dopasowany do postaci - Nikita wypowiada się elokwentnie, Agne (hakerka) młodzieżowo. Pojawiają się przekleństwa, a i fragmenty w opisach bardzo dosadne, bardzo makabryczne. Książkę czyta się w miarę płynnie, jednak nie jest wolna od paru zbędnych powtórzeń faktów, które poznaliśmy już wcześniej, a także poprzez skupienie na dynamizmie, a nie emocjach postaci, raczej odbiera się ją dość bezosobowo.
 
Tym, co ucieszy fanów serii z Ugne Galantem, jest fakt, iż mimo że powieść przez samego autora promowana jest jako coś nowego, to jednak jest z serią powiązana - sama dopiero podczas lektury uświadomiłam sobie, że przecież NIkita Wajda to dziecko jednego z jej głównych bohaterów. Zostajemy zatem w jednym uniwersum, a historie, które poznaliśmy we wspomnianej serii, w “Raporcie Kruka” gdzieś w tle się przewijają - fajnie wyłapuje się takie smaczki, ale na pewno też wymaga to od autora dodatkowego skupienia, co doceniam, gdyż pojawiają się one płynnie i są bardzo skrupulatne.
“(...) żyjemy w kraju, w którym wiara jest ważniejsza od rozumu.”
A kim są główne postacie “Raportu Kruka”? To postacie z bardzo jasnym, bardzo mocno zaznaczonym podziałem na dobrych i złych. Mocno wpisują się w konwencję gatunku powieści sensacyjnej, nie są to raczej zwyczajni ludzie, a postacie z niespotykanymi umiejętnościami. Sam Nikita na przykład ma fotograficzną pamięć, oczywiście jest piekielnie inteligentny i trenuje sztuki walki. Wady? Lekkie spektrum autyzmu przez co nie lubi dotyku innego człowieka i ciężko jest mu zrozumieć emocje. No i ma trudne wspomnienia z przeszłości, z dzieciństwa, które prześladują go do tej pory… Nie brakuje też kobiety, która żywi do niego głębsze uczucia. O wygląd bohaterów autor również zadbał, czytelnik nie ma wątpliwości jak każdego z nich powinien sobie wyobrażać - na przykład Agne do złudzenia przypomina Lisbeth Salander z cyklu Millennium, tyle że nie ma tatuaży i zamiast czarnych włosów ma różowe. Przyznam, że zastanawiają mnie te kreacje postaci, gdyż nie wyczuwam w nich zabawy konwencją, a raczej wtłoczenie w role już mocno schematyczne, co sprawia, że dla mnie postacie były całkowicie obojętne.
 
Wcześniej wspomniałam, iż są one w powieści raczej nośnikiem historii niż samym ich centrum. Historia jest absorbująca, cały czas coś się dzieje, akcja toczy się bardzo dynamicznie. I tutaj mamy znane zabiegi - jest poszukiwanie prawdy przez dobrych bohaterów i tajna, zła organizacja, która ją ukrywa i walczy z dobrymi, by ich powstrzymać. Cała intryga opiera się na ich potyczkach osadzonych w znanych autorowi miejscach - główna część akcji toczy się w Szczecinie, choć na chwilę bohaterów znosi w kierunku Katowic. Kto wygra? Poza samym dynamizmem akcji, momentami kieruje się ona też w stronę makabry - szczególnie pod koniec historii mocno wystawia nerwy czytelnika na próbę i raczej dzieje się to bez specjalnego uzasadnienia. Przyznam, że nie wiem co te sceny miały na celu, prócz podkreślenia tego, jak bardzo ci źli są źli. Sam finał na szczęście nie jest banalny, autor lekko przełamuje nim schemat, zostawiając czytelnika z tematem do przemyśleń.
 
Bo tak naprawdę poza mocno sensacyjną opowieścią, autor chce nam opowiedzieć o czymś więcej. O kawałku polskiej historii, która na lekcjach w szkole jest przemilczana. O czasach od razu po II wojnie światowej, kiedy to nazistowskie obozy koncentracyjne zostały wyzwolone, ale dramat z nimi związany się nie skończył. Poprzez ten temat autor zadaje ważne pytania o jednostronność historii i hipokryzję osób ją opowiadających, pyta dlaczego Polacy jako naród nie potrafią przyznać się do tego, że też mają w swojej historii czyny niechlubne. Bo przecież to naród męczeński, prawda? Więc w jego historii wszystko, co mogłoby wskazać na to, że nie do końca tak jest, musi zostać ukryte, przemilczane.  
“Polacy są narodem ofiar, a nie oprawców, i niezależnie, kto będzie rządził w tym kraju, tak ma pozostać.”
Myślę, że “Raport Kruka” dobrze sprawdzi się wśród fanów sensacji, którzy od książki oczekują konkretnego wpisania w ramy, schematy tego gatunku. Jest tutaj jasny podział na dobro i zło, określony rodzaj postaci, które momentami przypominają nadludzi i szybka akcja, która nie pozwala na nudę. Trzeba jednak naprawdę lubić taki rodzaj powieści i nie oczekiwać niczego innego, by tę powieść docenić. Dla mnie same detale, które przypadły mi do gustu i przesłanie, które w książce jednak nie zajmuje wiele miejsca, są niewystarczające, bym mogła przyznać, że bawiłam się dobrze. Zabrakło mi tutaj czegoś nowego, jakiejś konkretniejszej próby przełamania schematu, czegoś, czego bym się nie spodziewała. Sama zatem żałuję, że autor poszedł w swojej nowej, niezależnej od serii z Galantem powieści w stronę czystej sensacji, ale jestem równocześnie pewna, że książka znajdzie wielu swoich fanów.
 
Moja ocena: 6/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 09, 2024

"Latawiec" Przemysław Kowalewski - recenzja premierowa

"Latawiec" Przemysław Kowalewski - recenzja premierowa

Autor: Przemysław Kowalewski
Tytuł: Latawiec
Cykl: Ugne Galant, tom 4
Data premiery: 09.10.2024
Wydawnictwo: Filia 
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał
 
Lubię śledzić drogę pisarską autorów od samych ich początków, to jak nabierają wprawy, jak doskonalą swój warsztat i przekształcają pomysłów w solidne, pełnoprawne powieści. I z Przemysławem Kowalewskim tak mam, ale doprecyzujmy - czytam jego książki od razu po premierze od jego debiutu z maja 2023, jednak jeśli chodzi o doskonalenie, to akurat ten autor już wystartował z wysokiego poziomu. Od początku widać, że z piórem do czynienia miał od dawna, ma doświadczenie w dziennikarstwie, widać też, że do tworzenia powieści jest zawsze doskonale przygotowany - dba o szczegóły, o realizm tła, co jest tym większym wyzwaniem, iż akcja jego powieści toczy się w czasach PRL-u, a nie całkiem współcześnie. To było widać już w debiucie, jak i widać to w każdej kolejnej powieści. Do tej pory wydał cztery, wszystkie należą do cyklu o milicjancie Ugne Galancie (recenzje – klik!), jednak są napisane tak, że bez problemu każdą z nich można też traktować jak powieść osobną - to nie tylko osobne powieści kryminalne, ale i akcja każdej z nich oddalona jest najczęściej o kilka lat od poprzedniej (wyjątkiem jest czwarty tom, pomiędzy trzecim a nim upłynął rok).
 
Druga połowa października, rok 1976, Szczecin, dzielnica Warszewo. Ugne od roku stacza się coraz mocniej, praktycznie nie trzeźwieje. Mimo to ciągle pracuje w milicji, ciągle zjawia się na miejscach zdarzenia. I tak jest i teraz - trafia do domu mężczyzny, który pozornie zmarł w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Wygląda na to, że wskutek nadmiernego spożycia alkoholu, jednak na miejscu zdarzenia kilka szczegółów nie daje śledczym spokoju - mężczyzna ewidentnie pił prostu z butelki, a na stoliku stoi pełny kieliszek. Obok w glinianym wazoniku krokusy wycięte z papieru, kwiaty, które są symbolem trzeźwości, mimo tego, że w pokoju panuje brud i bałagan, nie ma też dzieci, a to wygląda na coś, zrobionego ręką dziecka. To jednak nie wszystko - jakiś czas wcześniej policja dostała zgłoszenie, że ten mężczyzna umrze, a pomoże mu w tym jeden z jego kompanów od kieliszka. A jednym z nich jest Ugne, który naprawdę nie pamięta, czy był tutaj poprzedniej nocy… No cóż, dowody wskazują, że tak, jednak zespół śledczych ma takie zaufanie do milicjanta, że nie wierzą, by to on mógł do śmierci mężczyzny się przyczynić. Sytuacja zaostrza się, gdy dochodzi do kolejnej dziwnej śmierci w okolicy…
 
Książka rozpisana jest na prolog, dwie tytułowane części i epilog. Części składają się z rozdziałów, a tych jest w sumie 38, każdy jest zatytułowany i opatrzony miejscem akcji oraz dniem tygodnia, datą dzienną i rokiem zdarzeń. Większa część historii toczy się w roku 1976, od czasu do czasu jednak pojawiają się przebitki, retrospekcje sprzed kilku, a nawet i kilkunastu lat. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator nie tylko opisuje to co widzi, ale też uzupełnia wiedzę czytelnika - tłumaczy, jeśli do zrozumienia reakcji postaci są jakieś zdarzenia z przeszłości, chętnie zdradza ich myśli, choć w większości jego uwaga skupiona jest na Ugne. Zdarza się też jednak, że w aktualnie opisywanych czasach narrator podąża za innym bohaterem, a fragmenty z przeszłości opowiadają historię związaną z synami zabitego. Mamy też szybkie spojrzenia na podejrzanego osobnika, prawdopodobnie mordercę, jednak są one pisane tak, że czytelnik oprócz relacji z jego poczynań (a te są bardzo wyrywkowo opisane) nie jest w stanie nic wywnioskować - już w samej warstwie językowej autor doskonale sobie poradził z polską, ukierunkowaną na rodzaj odmianą raz pisząc o tym kimś “osoba”, raz “osobnik”, a zatem czytelnik nawet podświadomie nie jest w stanie założyć kim jest sprawca. Styl powieści jest prosty, dynamiczny, lekko stylizowany na język czasów PRL-u, przekleństwa się pojawiają, ale nie ma ich dużo. Całość wypada zgrabnie, od razu wskazuje czytelnikowi sensacyjne zabarwienie historii.
 
W prozie Kowalewskiego tym, co liczy się najbardziej, jest zawsze opowieść. Postacie są jej nośnikami, a zatem nacisk nie jest położony specjalnie mocno na ich psychologię. Może dlatego sama postacie z tomów poprzednich kojarzę, ale też nie za wiele jestem w stanie powiedzieć o ich charakterach. Jednak Ugne wśród nich się wybija - niestety niekorzystnie. Jest to utalentowany śledczy, który w rewelacyjny sposób posługuje się swoją spostrzegawczością i inteligencją, jednak równocześnie to wrak człowieka. Ciągle pijany, nie kryje się już nawet ze swoim alkoholizmem, a potrzeba picia co chwilę jest jego głównym wyznacznikiem kolejnych kroków. Przyznam, że w tym tomie przede wszystkim budził we mnie odrazę, dlatego też jego relacje z innymi wzbudzały moje wątpliwości, co do ich realności. A jednak niepotrzebnie się martwiłam, autor znalazł dla nich odpowiednie uzasadnienie.
“- Wierzysz w coś?
- Tak, wierzę. (...)
- A czy ten twój Bóg ma jakiś plan na ciebie?
- Bogowie moich przodków dali mi wolną wolę i to ja decyduję, jak może życie będzie wyglądało. Wszystko jest w moich rękach.
- To jesteś szczęściarą, bo mój Bóg to kawał chuja, który bawi się ze mną jak mały wredny bachor mrówkami, rozgniatając te, które za bardzo się do mnie zbliżą.”
Oczywiście poza Ugne jest garść postaci, które znam z tomów poprzednich, są też i nowe, jak milicjantka, która na miejsce Basi dołącza do zespołu Galanta. Na podstawie zachowania tych bohaterów, możemy sporo dowiedzieć się o zwyczajach, jakie w tamtych latach panowały. Przede wszystkim jest to kultura picia alkoholu, a może właśnie jej totalny brak….
“- Co jest z tobą, dziewczyno?
- Powiedziałam ci, że nie piję. (...)
- Jak można w tym kraju nie pić? (...)
- Kwestia zasad.”
Bo to uzależnienie od alkoholu jest tematem głównym tej powieści. Potraktowany zarówno ogólnie - ukazane jest jak cierpią rodziny uzależnionego, jak same stają się współuzależnione, jak funkcjonują w takiej relacji małżonkowie, a przede wszystkim dzieci. Jednak to te spojrzenie bardziej kierunkowe, na to, jak uzależnienie od alkoholu traktowane było w czasach PRL-u ma największą moc oddziaływania. Wtedy ciągle przecież to mężczyzna był głową rodziny, to jemu podległa była żona i podległe były dzieci. I choć mogli starać się żyć normalnie, to przecież w mężem i ojcem ciągle pijanym, agresywnym i zwracającym uwagę tylko na swoją jedną, najważniejszą potrzebę, nie było to tak naprawdę możliwe. Autor doskonale oddaje to, jak trudne były to czasy, jak picie czystej wódki było normalnym sposobem na spędzanie czasu. Jak mała była świadomość tego problemu, jak nie było gdzie szukać pomocy. Jak straszne sytuacje to stwarzało, jak nikt na to nie reagował. To zaledwie pięćdziesiąt lat różnicy od tego jak żyjemy teraz, a jednak świat pod tym względem był wtedy całkiem inny.
“Alkohol morduje nas i nasze rodziny. Dzieci stają się pierwszymi ofiarami tego chocholego tańca. Alkohol budzi przemoc i doprowadza do upadku relacji w rodzinie. Ludzie przestają się kochać…”
Akcja powieści osadzona jest na zagadce kryminalnej, która tak jak i w poprzednim tomach, tak i w tym ma w sobie nieco sensacyjną nutę. Z początku może nie jest to tak odczuwalne, w końcu śledczy jeszcze do końca nie wiedzą o jaki temat mają się zahaczyć, jednak samo wplątanie Ugne w morderstwo jest sposobem na przyciągnięcie uwagi czytelnika. Później już akcja przyspiesza, im dalej, tym dzieje się więcej, aż do wielkiego finału, który faktycznie zaskakuje. Intryga usnuta jest bardzo precyzyjnie, z dbałością o szczegóły - i to tak dużą, że faktycznie byłam zaskoczona jak wszystko świetnie zgrało się w logiczną i w pełni uzasadnioną w tym gatunku całość.
 
A miejsce akcji? Jak zawsze u tego autora oddane doskonale. Szczecin, co prawda, jest położony daleko od mojego miejsca zamieszkania, jednak takich szczegółów nie da się wymyślić - autor doskonale zna historię miasta, doskonale wie gdzie, co było położone i jak faktycznie wyglądało i tą wiedzą, w tle historii, się z czytelnikami dzieli. To nadaje książce realności i tego zgrabnego połączenia kryminalnej historii fikcyjnej z prawdą historyczną jej tła.
“Zrobiła błąd, myśląc jak każdy uznający się za zdroworozsądkowego przedstawiciela homo sapiens, tymczasem żyje tu, gdzie żyje. A tu panują inne zasady. Powinna myśleć jak homo sovieticus.”
Podsumowując, “Latawiec” to dobra, zajmująca historia kryminalna z nutką sensacji, w której na uwagę zasługuje nie tylko skrupulatność w budowaniu intrygi, ale też tło wydarzeń doskonale oddające charakter PRL-u, tego, jak żyło się w tamtych czasach, jaki panował światopogląd w kwestiach życia w rodzinie czy podejście do kościoła. Najważniejszy jednak jest obraz alkoholizmu, tego jak niewiele wtedy w Polsce zamkniętej na nowinki ze świata nauki Zachodu wiedziano o tej chorobie, jak picie na co dzień było zjawiskiem normalnym. Jest to temat przerażający, smutny i wstrząsający, bo przecież tak nam nieodległy czasowo, ale też uniwersalny, bo krzywdy, jakie alkoholizm wyrządza, nadal są żywe, nadal są rodziny, które takich sytuacji doświadczają. Jest to problem, z którym i w czasach współczesnych się spotykamy, który już zdecydowanie lepiej rozumiemy i rozpoznajemy, ale ciągle jest obecny, a zatem najbliższy z chyba wszystkim tomów, jakie do tej pory Przemysław Kowalewski napisał.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia Mroczna Strona.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 24, 2024

"Wszyscy jesteśmy mordercami" Max Czornyj

"Wszyscy jesteśmy mordercami" Max Czornyj
Autor: Max Czornyj
Tytuł: Wszyscy jesteśmy mordercami
Data premiery: 15.05.2024
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 320
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Max Czornyj to jeden z najpłodniejszych autorów powieści kryminalnych na polskim rynku ostatnich lat. Debiutował w 2017 roku pierwszym tomem serii z komisarzem Deryło, który teraz liczy już kilkanaście tomów. Poza nią na koncie ma jeszcze dwie inne serie dla dorosłych, sporą liczbę thrillerów, powieści true crime i tych historycznych, opartych na faktach. Od pewnego czasu pisze też książki dla dzieci. Nie policzę raczej ile tych tytułów w sumie jest, ale z pewnością liczba jest imponująca, a sam Czornyy już dwa razy trafił na listę najbogatszych polskich autorów. Znany jest z tego, że jego powieści są bardzo drastyczne, brutalne, epatują przemocą i makabrą - nie wiem czy wszystkie, raczej “Wszyscy jesteśmy mordercami” dowodzi, że jednak nie, ale na pewno większość - sama właśnie ze względu przestałam go czytać trzy lata po jego debiucie. Teraz, po czterech latach przerwy, dałam się nakłonić na powrót, a przynajmniej na nowe otwarcie thrillerem “Wszyscy jesteśmy mordercami”. Jak zapewnia wydawnictwo - tu przemocy fizycznej nie ma, nie ma makabry, a problem skupia się na zagadnieniach mocno psychologicznych. I faktycznie tak jest!
 
Historia kręci się wokół postaci Klausa Martina, zbliżającego się do 40-stki profesora etyki. Klaus wiedzie w miarę szczęśliwe życie, choć nie jest ono pozbawione problemów - przede wszystkim ma chorego syna i ojca, jednak tak na co dzień spogląda na rzeczywistość okiem przyjaznym - ba! na świat patrzy przez różowe okulary i to dosłownie - różowe lenonki to jego znak rozpoznawczy. Jednak pewnego wieczoru zmienia się wszystko. Dwójka nafaszerowanych alkoholem i narkotykami nastolatków brutalnie napada na Klausa i jego żonę - on traci przytomność, ona obrywa dużo mocniej… Kolejnego dnia budzą się w szpitalu - już w innej rzeczywistości, w świecie, w którym nieuzasadniona przemoc może dopaść każdego. A to dopiero początek ich koszmaru - koszmaru, który doprowadzi Klausa do morderstwa, popełnionego w sali wykładowej na oczach jego studentów… Bo tak naprawdę ile człowiek może znieść? W którym momencie wyznawane wartości przestają mieć znaczenie?
“Jaki wpływ ma człowiek na swoje życie, gdy wokół wali się cały świat?”
Książka rozpisana jest na 13 części - dziewięć z nich nazwana jest odcinkami - które składają się w sumie na 95 krótkich rozdziałów. Czas akcji w większości toczy się chronologicznie, jednak startujemy właśnie w chwili morderstwa na sali wykładowej, dopiero po chwili cofamy się o dwa miesiące, do czasu, gdy życie Klausa było jeszcze proste i w miarę szczęśliwe. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Klausa i Polę Ordo, policjantkę, detektywkę przed 50-tką - ich narracja jest naprzemienna, kilka rozdziałów obserwujemy z perspektywy Klausa, za chwilę kilka Poli, co jest w tekście odpowiednio zaznaczone. Styl powieści jest prosty, kojarzy się raczej z językiem mówionym niż pisanym - zdania są krótkie, często nawet i skrótowe - to znaczy, że wiadomo o co chodzi, faktycznie w takim sposób mówimy, jednak język pisany kieruje się nieco innymi zasadami. Wydaje mi się jednak, że może to być zabieg specjalny, mający na celu oddanie gorących emocji i dylematów postaci. Może było kilka miejsc, w których podczas lektury się zatrzymałam, by dokładniej przyjrzeć się składni, jednak ogólnie książkę czyta się płynnie i bardzo szybko.
 
Wydaje się. że przy tym tytule autor zrobił wszystko, by to ta warstwa psychologiczna była najważniejsza, warstwa, która zmusza do refleksji, zastanowienia się nad tym, jak my do danych zagadnień się odnosimy. Ma to na celu styl, ale i kreacje postaci, które powiedziałabym, że same w sobie ważne nie są, są ważne jako nośnik historii. Nie zamierzam więc specjalnie uważnie w tej recenzji nad głównymi bohaterami się pochylać, powiem tylko, że ta historia nie tylko dla Klausa jest wyzwaniem - on jako profesor etyki w końcu zagadnienia moralności, prawości i sumienia rozważa nie tylko teoretycznie, ale doświadcza ich na własnej skórze, ona, Pola, nie tylko boryka się ze sprawą, w której liczy się nie tylko sprawiedliwość i prawo, ale i do głosu dochodzą wpływy polityczne, ale także przechodzi przez wyzwania prywatne, jako żona i jako matka. Więcej nie zdradzę, bo odkrywanie tego, co autor dla tych postaci przygotował, to duża zaleta tej lektury.
“Zemsta nigdy nie przynosi ulgi. To jedynie wściekłość na moment zabija gnębiące nas przerażenie i rozpacz.”
Sama intryga oczywiście oparta jest na zbrodni, ale zbrodni rozpatrywanej z perspektywy ofiary. Ofiary przypadkowej, której przez czyjś potworny czyn wali się cały świat. To jest punkt wyjścia, po czym następuje dosyć duża liczba zdarzeń losowych, które prowadzą bohatera coraz mocniej na skraj, na granicę, za którą nie liczy się już tak naprawdę nic. Sama intryga jest zatem dosyć prosta, ale wystarczająca, bo zmusić czytelnika do refleksji, by podjąć pytania moralne, pytania o sens i istotę życia i śmieci. Dlatego też nawet nie sprawdzam tej historii od strony zagadnień prawnych - pewnie jedne są bardziej bliskie realności, inne mniej, ale przecież i one są tylko środkiem do celu, zatem są po prostu wystarczająco dobre.
 
To teraz o tym, co faktycznie w tej książce ważne - o tematach, zagadnieniach psychologicznych. Cała historia rozpoczyna się od opisu dylematu wagonika - wszyscy ten dylemat znamy, ale jednak autor, poprzez narratora Klausa, nauczyciela etyki, opisuje go niezwykle obrazowo. I już tutaj pojawiają się pierwsze pytania - nie tylko o to, czy wybralibyśmy przyglądanie się zbrodni czy działanie, by zbrodnia miała mniejsze ofiary, ale dzięki naszej interwencji, a zatem ciężar odpowiedzialności przeniosłaby na nas. Od razu pojawiają się tu pytania o postrzeganie świata, o to czy człowiek faktycznie może być empatyczny, czy jeśli sam czegoś nie przeżył, to jest w stanie postawić się w czyjejś sytuacji. Później pojawiają się pytania o wytrzymałość psychiczną człowieka, o los i tego, jak czasami bez powodu nas doświadcza. Ile przeciwności, ile jakiegoś całkiem losowego bólu można znieść? Jak długo człowiek jest w stanie pozostać wierny własnym wartościom? I co one tak naprawdę znaczą? Kiedy życie układa się normalnie jest to dosyć proste - łatwo żyć codziennie tak samo, łatwo doradzać innym twierdząc, że tak by się postąpiło w danej sytuacji. A jednak, gdy taka sytuacja przychodzi, okazuje się, że wtedy nie jest to takie proste. Czy więc są sytuacje, kiedy każdy z nas może porzucić własne wartości, własne zasady i priorytety, choć wcześniej nigdy byśmy się o to nie podejrzewali? I tak przechodzimy do pytań o sens życia, o jego znaczenie i znaczenie śmierci. Nie są to rozważania specjalne wesołe, w końcu postacie są mocno tragiczne, ale na pewno ciekawe, warte zastanowienia. Bo czy samo stawianie pytań nie jest już wartością dodaną, czy to pytania nie wnoszą w nasze życie więcej? Jako że to właśnie na tej warstwie psychologicznej, warstwie stawiania pytań się skupiamy, to oczywiście tematu w tym krótkim akapicie nie wykorzystałam w pełni, myślę jednak, że wystraczająco, by oddać Wam rodzaj refleksji, jakie ta lektura przynosi.
“Ludzie nie odwlekają złych wydarzeń, odwlekają jedynie przyjęcie ich do swojej wiadomości. To jedno z zagadnień etycznych świadczących o człowieku jak najgorzej. Według niektórych badaczy pokazuje, że tak naprawdę w ogóle nie interesuje nas drugi człowiek ani otaczający świat. Ważne jest tylko nasze postrzeganie.”
Podsumowując, “Wszyscy jesteśmy mordercami” to historia taka, jakie lubię - skupiona na psychologii, zmusza do myślenia, zmusza do refleksji, a tym samym sprawia, że sami stajemy się ludźmi bardziej świadomymi. Ubrana w gatunek thrillera, z postaciami z ciekawą perspektywą i historią tragiczną, która dziwnie nas przyciąga - może właśnie dlatego, że próbujemy cały czas zastanowić się, tak bez oszukiwania, co sami w sytuacji postaci bylibyśmy zdolni zrobić. Ale czy możemy się tego dowiedzieć tylko z teorii? Czy teoria ma w ogóle jakieś przełożenie na praktykę? Czy jest szansa, że mimo doświadczeń, na zawsze zachowamy swoje wartości? Czy naginamy je w zależności od sytuacji? Ciekawa historia, która zmusza do jeszcze ciekawszych, choć momentami dosyć przygnębiających refleksji. Podoba mi się kierunek, w który Czornyj w tej książce poszedł, oby takich więcej pojawiło się w jego twórczości!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia Mroczna Strona. 

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 06, 2024

"Sierociniec" Przemysław Kowalewski - recenzja premierowa

"Sierociniec" Przemysław Kowalewski - recenzja premierowa
Autor: Przemysław Kowalewski
Tytuł: Sierociniec
Cykl: Ugne Galant, tom 3
Data premiery: 06.03.2024
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał retro
 
Przemysław Kowalewski jest prawdziwym pasjonatem swojego miasta - Szczecina. Uważnie śledzi i zna jego historię, co skrzętnie wykorzystuje już od prawie roku w swoich powieściach kryminalnych. Debiutował w maju 2023 roku książką “Kozioł” (recenzja - klik!), która równocześnie była pierwszym tomem serii ze śledczym Ugne Galantem. Jesienią tego samego roku ukazała się na rynku część druga “Szóstka” (recenzja - klik!), teraz, dokładnie dzisiaj premierą ma część trzecia pt. “Sierociniec”. Książki są ze sobą dosyć luźno powiązane postaciami śledczych, każdą z nich dzieli kilka lat różnicy w akcji powieści, zatem spokojnie można po nie sięgać również niezależnie od siebie. Spośród innych kryminałów na rynku wyróżnia je czas akcji - historie toczą się w czasach PRL-u i doskonale oddanym tłem historycznym.
 
Historia “Sierocińca” toczy się w Szczecinie w roku 1975. Do kapitan Barbary Romanowskiej zgłasza się dwudziestokilkuletnia dziewczyna, Irena. W wieku kilku lat Irena została oddana do domu dziecka wraz ze swoja młodszą siostrą - zrobił to im ich ojciec, który wrócił jakiś czas później tylko na jeden dzień, podczas którego Irena była świadkiem sprzedaży jej młodszej siostry. Teraz, gdy w końcu jest już na swoim, od nikogo niezależna, może zgłosić sprawę na milicję. Jednak jej opowieść jest dosyć niespójna, Basia, choć dobrze wie, że ofiarom trzeba wierzyć, bo to zrozumienia potrzebują najmocniej, w duchu ma wątpliwości. Jednak postanawia sprawdzić wspomniany szczeciński sierociniec - w końcu ona sama też wychowywała się w domu dziecka, też przeszła tam piekło, zatem dobrze wie, że nawet nieprawdopodobne rzeczy są możliwe. Mimo że wizyta w domu dziecka wypada całkiem pozytywnie, dyrektorka pokazuje jej kartę młodszej siostry Ireny, to jednak coś Basi nie daje spokoju. Zaczyna w sprawie grzebać, prosi o pomoc dziecięcą psycholożkę i po czasie faktycznie okazuje się, że może być w tej sprawie więcej prawdy, niż mogłoby się z początku wydawać… Czy uda im się jednak dojść do samego rdzenia prawdy? By to zrobić na pewno będzie Basi potrzebna pomoc starej, sprawdzonej ekipy…
 
Książka rozpisana jest na prolog, dwie części i epilog. Części są tytułowane, podzielone na rozdziały, których w sumie jest trzydzieści dziewięć. Każdy z nich ma tytuł i rozpoczyna się miejscem zdarzeń oraz określeniem czasu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator naprzemiennie podąża za postaciami serii oraz od czasu do czasu przytacza historie dzieci z przeszłości. Narrator jest wszechwiedzący, w zależności za którą postacią podąża, jej myśli, prócz wydarzeń, również nam relacjonuje. Styl powieści jest prosty, poprawny stylistycznie, książkę czyta się płynnie i bez potknięć (no chyba, że chodzi o trupy, które w przeciągu kilku sekund od śmierci robią się zimne… 😉 na szczęście tylko dwa razy!), a mimo iż historia jest mroczna i niepokojąca, to autor do oddania jej klimatu nie potrzebuje przekleństw, co sama mocno cenię.
 
U Kowalewskiego zawsze najważniejsza jest historia, to ona jest na planie pierwszym i to ona jest najlepiej dopracowana. Zatem też od niej omówienie zacznijmy. Autor skupił się na procederze, który faktycznie w czasach PRL-u miał miejsce - na sprzedawaniu dzieci, teoretycznej adopcji rodzinom niesprawdzanym, które niekoniecznie w celach wychowania ich na dobrych, szczęśliwych ludzi, o adopcję się starali. W samym tekście autor przytacza jeden czy dwa artykuły z prasy na ten temat, w posłowiu jednak podkreśla, że bardzo trudno dotrzeć do źródeł na ten temat, a historię zna w większości z opowiadań innych. Jest to temat przerażający, jeden z tych najmocniej wstrząsających - kto w końcu może być odporny na krzywdę dzieci? Które dopuszczają się na nich dorośli? Kto jest w stanie wyobrazić sobie sprzedaż dziecka? Niestety to działo się, kiedyś, to ciągle dzieje się też gdzieś teraz, a mimo że nie jest to pierwsza książka na taki temat, to w moim spisie lektur, jest pierwsza, która tak mocno osadza i obrazuje taki proceder w naszym kraju w czasach minionych. I robi to w sposób mroczny, ale jednocześnie wiarygodny.
“(...) kiedy zło ukrywa się pod postacią sprawiedliwego, my musimy zamienić się w upiory, bo tylko w ciemności mamy szansę z nimi wygrać. To oni, źli ludzie, wykorzystali narzędzia, jakie dało im państwo, by krzywdzić tych, którzy nie potrafią się sami obronić.”
Poza prawdziwością samego procederu, na którym utkana jest fikcyjna intryga kryminalna, muszę też po raz kolejny przy książkach tego autora podkreślić rewelacyjnie oddane tło historyczne. Autor szczegóły z życia codziennego Szczecinie czasach PRL-u tak naturalnie wplata w historię, że ma się wrażenie, jakby opisywana rzeczywistość była mu znana z własnego doświadczenia. Tak jednak nie jest, autor jest młodszy niż opisywane przez niego czasy, to właśnie efekt jego pasji i dobrego researchu. Po raz kolejny bardzo podobał mi się ten dawny Szczecin, ta dokładność w oddaniu tamtejszej codzienności.
 
Sama intryga kryminalna oparta jest cały czas na tych samych założeniach, co poprzednie dwa tomy, dzięki czemu wszystkie trzy tytuły tworzą fajną, spójną całość. Historia rozkręca się spokojnie, ale ostatecznie dużo się w niej dzieje, jest sporo scen akcji, które wbijają w fotel. Intryga ma więc charakter lekko sensacyjny, dobrze osadzona jest w ramach gatunku kryminału tego nurtu. Zagadka rozpisana jest sprawnie, gdzieś tam delikatnie zahacza o wątki polityczne. Dzięki naprzemiennej obserwacji postaci oraz dynamicznej akcji napięcie podczas lektury jest dobrze utrzymane, książkę zwyczajnie chce się czytać dalej.
“Uderzyła go świadomość, że nic się nie zmieni.”
No i tym razem na koniec - postacie. W tym tomie to Basia jest postacią przodującą, to ona prowadzi to śledztwo, a przez to sama się zmienia, czuje nić połączenia z tymi krzywdzonymi dziećmi, czuje, że w końcu robi coś faktycznie wartościowego, więc w tym wypadku jej własne wartości schodzą na plan drugi. Oczywiście pojawiają się tutaj i pozostałe postacie tej serii: jest Lwowiak i Kawalec, jest także Ugne Galant, który znowu stoczył się na dno alkoholizmu i zaproszenie do śledztwa ponownie go z nałogu wyrywa. Postacie jednak nie są tu tak ważne jak historia, zatem sama nie czuję się do nich mocno przywiązana, a i ich charakterystyka jest raczej rysowana grubą kreską. W tym tomie zakrada się też niewielki wątek romansowy - jak zawsze podkreślam, sama nie jestem ich fanką, więc i tutaj wzbudził we mnie lekki zgrzyt, jednak rozgrywa się on na zalewie kilku stronach, więc nie obniżył mojej przyjemności z lektury.
 
Podsumowując, “Sierociniec” trzyma poziom poprzednich dwóch publikacji Kowalewskiego. Jest solidne tło historyczne, doskonale oddany Szczecin w czasach PRL-u. Jest mroczna, przerażająca historia, która oddziałuje na wyobraźnię tym bardziej, gdyż osadzona jest na procederze prawdziwym, mimo że intryga jest fikcyjna. Jest spójna, dynamiczna akcja i nutka sensacyjna, jest historia prywatna rozgrywająca się na tle zdarzeń na wielką skalę. Po trzech książkach autora, mogę już przyznać, że lubię jego pióro, podoba mi się sposób w jaki oddaje głos samej historii - szczególnie tej prawdziwej, która cały czas jest obecna w tle. Widać, że jest to książka pisana z pasją, a takie czyta się z przyjemnością. Czekam na więcej!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia Mroczna Strona.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!