Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwomuza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwomuza. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 13, 2026

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Dlaczego po dwóch publikacjach ze skazanymi na dożywocie Zbyszek Nowak podjął się tematu nowego, ale nadal równie trudnego - rozmów z kobietami skazanymi za zabójstwo? Czym różnią się od poprzednich? Jak naprawdę wyglądały te spotkania, które czytelnik dostaje w książce skrócone do kilku, kilkunastu stron? Co sam autor myśli o tej publikacji i co radzi w temacie dysonansu emocjonalnego jaki wywołują? No i oczywiście - co planuje dalej?

Zapraszam na rozmowę ze Zbyszkiem Nowakiem!

fot. Szymon Wykrota

Zbyszek Nowak notka biograficzna:
doktor nauk społecznych, prawnik, adiunkt Wydziału Prawa i Administracji oraz prorektor ds. studenckich Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Autor kilkudziesięciu publikacji z zakresu prawa, kryminologii oraz bezpieczeństwa narodowego, m.in. "Kara śmierci. Wybór czy konieczność?",  "Zbrodnia a kara", "24 razy dożywocie. Rozmowy twarzą w twarz." czy "Cela numer 24. Rozmowy z dożywotnimi". Były oficer Sił Zbrojnych RP.


I część wywiadu - opublikowany został również na onet.pl

Kryminał na talerzu: Kiedy rozmawialiśmy ze sobą przy okazji premiery twojej poprzedniej książki, drugiej z serii rozmów z dożywotnimi pt. "Cela numer 24" (klik!), wspominałeś już o swoim kolejnym projekcie, o rozmowie z kobietami, które usłyszały wyrok za zabójstwo. Wtedy mówiłeś, że ciągle się wahasz, czy ten pomysł realizować. Co skłoniło cię do podjęcia pozytywnej decyzji?

Zbyszek Nowak: Presja ze strony wydawnictwa. A tak na poważnie, ciekawość. Czym kobiety, ich zbrodnie będą różniły się od moich poprzednich rozmówców - skazanych dożywotnio - i ich zbrodni. Tego, co mówią, jak zachowują się w izolacji. Kobiety są inne, ich sytuacja jest inna - bo praktycznie każda z moich rozmówczyń już dziś wie, że wyjdzie na wolność. W ostatniej książce miałem sposobność rozmowy z dwoma kobietami skazanymi dożywotnio. Pozostałe to wyroki od kilku do 25 lat pozbawienia wolności.


Zacznijmy od strony technicznej publikacji. Z tego, co piszesz w "Zabiłaś?", każda z tych rozmów trwała po kilka godzin, najczęściej około trzech. To trzy godziny rozmowy z kobietą skazaną, i tak dwadzieścia trzy razy. W książce z kolei każda z rozmów to kilka, kilkanaście stron - opracowanych pod wydanie, po solidnej redakcji. Jak zatem wyglądały te rozmowy w praktyce - czy dużo było milczenia? Dużo padało z twojej strony pytań pomocniczych, prób wyciągnięcia z tych kobiet jak najwięcej szczerych odpowiedzi?

Najważniejsze jest zbudowanie szczerej relacji, w której rozmówczyni i ja czujemy się dobrze. Inna jest rozmowa z kobietą skazaną w wieku lat 50, inna ze skazaną dwudziestokilkulatką. Inna ze skazaną na 8 lat, a inna ze skazaną na najwyższe wymiary kary. W tych rozmowach było zawsze dużo emocji po ich stronie, choć nie ukrywam, że również mnie te emocje się udzielały. W książce "Zabiłaś?" znajdziesz 23 rozmowy ze skazanymi. Pięć z tych, które zdecydowały się na rozmowę to kobiety skazane za zabójstwo własnych dzieci. To potężna dawka emocji, łez, wzruszeń, powrotu do wydarzeń traumatycznych dla rodzin, ale i samych sprawczyń.
Nie mówimy o "technikaliach" - ile ciosów padło - młotkiem, kamieniem, nożem. To nie jest książka sensacyjna. Rozmawiamy o przyczynach, okolicznościach, o życiu. O tym, co spowodowało, że doszło do niewyobrażalnej tragedii, czego skutkiem jest miejsce, w którym spotykam się z rozmówczyniami.


Dwadzieścia trzy rozmowy w przeciągu kilku miesięcy to dużo. Zresztą nawet we wstępie do jednej z nich przyznajesz się do zmęczenia, do wątpliwości. Czy w ogóle ilość pracy i zaangażowania, podejrzewam, że również emocjonalnego obciążenia, jest tej publikacji warta? Co myślisz o tym teraz, było warto?

Było warto. I będzie warto, bo powstanie jeszcze jedna, ostatnia, czwarta książka z mojej serii rozmów z polskimi skazanymi za zbrodnię zabójstwa. Mój licznik stanie na ponad setce takich osób. Ale tu nie o zaszczyty i bicie rekordów chodzi. A o wiedzę i doświadczenie. To, co dzięki prowadzeniu tego typu prac, badań, rozmów udało mi się zdobyć. Choć - jak wskazałem we wstępie - to ciężka, żmudna, wyczerpująca psychicznie praca. Ale ciekawość badawcza zwyciężyła, a efekty mamy na półkach księgarń i w artykułach naukowych, które sukcesywnie będą się ukazywały.


W twoich publikacjach czuć, że do swoich rozmówców podchodzisz po prostu jak do człowieka. Nawet w "Zabiłaś?" piszesz, że ocenę swoich rozmówczyń zostawiasz nam, czytelnikom. Ale czy faktycznie ta książka powstała po to, by społeczeństwo mogło ocenić?

Pewnie, że tak. To nie jest kryminał i czytelnicy piszą, że łatwiej byłoby im przeczytać właśnie solidny kryminał, gdzie wiedzą, że jest on oparty na jakiejś fikcji literackiej, aniżeli moją książkę - tę czy te wcześniejsze. Bo oni czują, widzą, dotykają. Staram się być jak najbardziej obrazowy w tekście. Dawać czytelnikowi ten dyskomfort przebywania w pomieszczeniu ze skazanym za zabójstwo. Dyskomfort, gdyż czym innym jest kanapa i koc, a czym innym metrowa odległość od skazanego w zakładzie karnym w środku niczego.
W publikacji daję odniesienia do konkretnych artykułów prasowych, gdzie moje rozmówczynie nazywane były diablicami, wampirami, potworami, demonami. Jeżeli ktoś poszukuje takiej sensacji, pośrednio może też skonfrontować to, co w mojej książce, z tym, co ukazało się w prasie. I ocenić po swojemu, dostając de facto komplet.
Kobieta, która zakopała swoje dziecko na cmentarzu - proszę bardzo, oceń. Kobieta, która poleciła zabić i rozczłonkować ciało - oceń, proszę bardzo. Kobieta, która zabiła dwukrotnie w odstępie kilku lat - proszę bardzo. Dziewczyna, która śmiertelnie potrąciła w brawurze i - jak wskazuje - głupocie swojego chłopaka, zabijając go na miejscu - czytelnik może ocenić po swojemu. Matka, która miała udział w śmierci trójki swoich dzieci - zrozum lub spal ją na stosie.


Przed jedną z rozmów w książce przyznajesz się do coraz większego zobojętnienia — taki był koszt ich przeprowadzenia? A może w jeszcze jakiś inny sposób zmieniły ciebie jako człowieka?

Nie zbawię świata. Nie naprawię zła. Pokazuję człowieka i jego otoczenie. Człowieka charakterystycznego, bo budzącego zainteresowanie, wstręt, odrazę. Zabójcę, często z czynem, który jest poza marginesem społecznego zrozumienia. Kara śmierci - oko za oko. Przeczytaj, zrozum. Nie jestem misjonarzem. Nie tworzę - z drugiej strony - patocelebrytów. Nie ekscytuję się zabójstwem, zabójczyniami. Nie romantyzuję zbrodni, jak niektórzy autorzy i bohaterowie ich książek czy programów. Podaję ci pewien obraz. Staram się, żeby był jak najbardziej czytelny. Obrazowy. 


Poruszmy jeszcze temat resocjalizacji. Z rozmów, które zawarte są w "Zabiłaś?", nie pada żadne jednoznaczne stwierdzenie - jedne z rozmówczyń uważają więzienie za czas kompletnie zmarnowany, inne mówią, że pracują nad sobą. A ty co o tym myślisz - czy pobyt w więzieniu, w polskim więzieniu, w takich warunkach, jakie panują tam teraz, jest wartościowy?

Resocjalizacja działa. Jest. Nie jest Yeti, którego nikt nie widział. Ale potrzebna jest wola skazanej czy skazanego na udział w procesie. To takie gładkie słowa. Jeżeli rozmawiam z osobą z wyższym wykształceniem, osobą znającą języki, żyjącą na wysokim poziomie, a jednak zabójcą, to czy trafi do niej program profilaktyczny, resocjalizacyjny układania rabatek czy zbierania plastikowych korków.
Są kobiety, które pochodzą z patologii. Żyły w niej, nie potrafiły uciec. Znęcanie się, bicie, alkohol. Brudne, zaniedbane dzieci. Zapach przetrawionego alkoholu. A w więzieniu się uczą, nie tyle resocjalizują, co często socjalizują. Wychodzą na spacery, do kina, do teatru. Rozmawiają. Czytają.
Dla mnie resocjalizacja - jeśli już to programy: tak. Ale zawsze na pierwszym miejscu jest praca. Praca skazanych, dająca im poczucie oczyszczenia głowy, nie życia cały czas problemami więzienia i innych skazanych.
Ale każdy musi chcieć. Zrozumieć. Przepracować w sobie.


Po trzech publikacjach masz za sobą jakieś osiemdziesiąt rozmów z osobami skazanymi za odebranie komuś życia, nadal w tym rozliczeniu dominują mężczyźni, ale już w całkiem innych proporcjach niż rok temu. Dlatego teraz już chyba jesteś w stanie powiedzieć — czym przeprowadzenie rozmów ze skazanymi kobietami a mężczyznami się różni?

Sami oceńcie, czytając moje trzy dotychczasowe książki. Różnic jest co niemiara. Ta zasadnicza jest związana z charakterem kary. Jak wskazałem, czy jacyś dożywotni wyjdą ewentualnie kiedyś na wolność… tego dziś nie wiemy. Natomiast moje rozmówczynie, zabójczynie wyjdą. I będą pracowały, żyły wśród nas. Będą nam robiły kanapki w cateringu, podawały towar ze sklepowej półki czy sprzątały szkołę, z której odbierasz dziecko. One czekają na wyjście i nowe życie. Ale wiedzą, że brzemię zostanie z nimi do końca. Niektóre deklarują, że 12 czy 15-letni wyrok dla nich to niesprawiedliwość. Nie że powinny dostać mniej. Nie. Powinny oddać swoje życie, tak jak zabrały życie innej osobie. Mężowi, dziecku, matce czy ojcu.


Na koniec tak czysto teoretycznie - czy taka książka jak "Zabiłaś?" była na naszym rynku potrzebna?

Zarówno ta publikacja, jak i dwie pozostałe: "24 razy dożywocie" oraz "Cela numer 24" są jedynymi takimi, które powstały w Polsce. Więc chyba tak? Zainteresowanie nimi jest duże, czego wyrazem jest m.in. moja aktywność medialna, o którą specjalnie nie zabiegam. Ludzie są ciekawi. Choć ta ciekawość powoduje u nich często bezsenność po lekturze. Czują, widzą. Zrozumieli, że to nie true crime, ani science fiction.


II część wywiadu - dodatek dla Kryminału na talerzu

W „Zabiłaś?” przyznajesz, że wymyślenie tytułu książki sprawiło ci wiele trudności, zresztą każdy wstęp, każdy wybór przedstawionych faktów, mimo ich pozornej obiektywności, to jednak jakieś ukierunkowanie czytelnika. Sam nawet piszesz, że ta książka to gra emocji. Emocji jakich?

Każdego rodzaju emocji. Mam setki komentarzy w social mediach. Że ta książka wkurza, bo skróciła dystans. Że jest rewelacyjna. Że to tak ogromnie dużo pracy. Że nie czytam reportaży, ale po ten sięgnę. 
Napisałem w książce, że nazwanie tych wszystkich skazanych np. morderczyniami dałoby już jakiś obraz. Pejoratywny, z góry. Tak, jak kiedyś pewną ustawę nazwano ustawą o bestiach. Ja tego nie potrzebuję. Te książki powstawały, czasem sam się temu dziwię. Nie żyję z nich w sensie finansowym. Bez ich napisania też miałbym się dobrze. Powstały spontanicznie, a ta atmosfera mnie wciągnęła. Są prawdziwe. To nie są kopie informacji z amerykańskiej Wikipedii przetłumaczone przez Google Translator czy powielane wielokrotnie te same newsy i reportaże. 
Weź do ręki akta sprawy, surowe zdjęcia. Albo poczytaj o „romantycznym” zabójcy.
W zabójstwie nie ma nic romantycznego, fajnego, wytłumaczalnego. Jest krew, ból, cierpienie ofiary. Lęk, samotność. Jest więzienie. I sprzątanie chodnika przed kryminałem, zamiast kawy i ciastka z dzieckiem w centrum miasta.  
To nie są bajki.


Przyznam, że sama, myśląc o tej książce, o twoich rozmówczyniach, czuję dysonans. Z jednej strony, czyn, który każda z nich popełniła, to czyn zasługujący na karę, na swego rodzaju napiętnowanie, a mimo to budzi się we mnie do tych kobiet współczucie. Ale to współczucie jest przecież krzywdzące dla rodziny ofiary, bo dlaczego mam współczuć osobie, która ich bliskiego pozbawiła życia? Masz jakąś radę, jak ty do tego podchodzisz?

Mam. Musisz to wyśrodkować. Musisz zdawać sobie sprawę, z kim i gdzie rozmawiasz. Musisz zbudować sobie ten balans w głowie. Że była zbrodnia i była śmierć. Że jest to okrutne. Ale może czasem w jakiś sposób choć trochę wytłumaczalne. Choć nigdy do końca, bo zabójstwo nie jest wytłumaczalne i akceptowalne jako rozwiązanie. 
Kiedy na rozmowę wchodzi kobieta, która zabiła 12 lat temu, to czy mam prawo porozmawiać z nią o tym, co ją interesuje, jak widzi swoją przyszłość – czy też zawsze od wejścia muszę ją biczować, oskarżać. To byłoby bardziej wiarygodne? Społecznie akceptowalne? Piszę wyraźnie - sami oceńcie. Skazaną. Zbrodnię i jej okoliczności. To, kim ta osoba jest teraz, kim była, a kim chce się stać.


A co w ogóle ze szczerością twoich rozmówczyń? Też się nad tym sama głowię: jak wielu z nich zwyczajnie wierzyć w to, co mówią? Bo przecież mówić mogą to, co ty, co my chcemy usłyszeć, co postawi je w bardziej korzystnym świetle.

To one mówią, a ja słucham. To jest mnóstwo elementów, które kształtują rozmowę. Nieszczerość jest wyczuwalna. Może ona też jest wprowadzona do tej książki, żebyś i ty mógł ją wyczuć i zadać sobie pytanie - dlaczego pojawiła się fałszywa nuta? Co ta kobieta ukrywa, a o czym mówi inaczej, niż powinna. Zabiłam dziecko. Wiem, w prasie napisali, że zakopałaś je za domem, w krzakach. Była zima. Chcesz o tym porozmawiać? Nie chcę.


Czy przy „Zabiłaś?”, patrząc teraz już na ten tytuł z pewnego dystansu, możesz powiedzieć, że osiągnąłeś dokładnie to, co chciałeś?

Tak, ta książka jest dobra. Włożyłem w nią dużo pracy. Precyzji. Spojrzeń w oczy. Trzymania za rękę. Podawania chusteczek. Ich łez za straconym życiem. Za krzywdą, którą one wyrządziły. Czasu nie cofną. Jak to jest zabić matkę? Jak to jest pozwolić partnerowi na katowanie twojego malutkiego syna? Dlaczego odwracałaś głowę. 
Nie piszę, żeby się komuś przypodobać. Ja jestem zadowolony.


I co teraz? Czy zamierzasz kontynuować swoją karierę autora reportaży? 

Nie wiem. Zbieram dziś materiał do ostatniej książki z tej serii. Czwartej. Wystarczy już tego. A co będzie za rok, tego nie wiem. Mam mnóstwo propozycji i wydawniczych, i medialnych. Mam swoje plany naukowe. Mam swoje ADHD, które nakazuje mi zajmować się 4 rzeczami w jednym czasie. W perfekcyjny sposób, który wyczerpuje. Może tego potrzebuję. 


Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych przedsięwzięciach!

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


kwietnia 01, 2026

"Dobre kłamstwo" A.R. Torre

"Dobre kłamstwo" A.R. Torre
Autorka: A.R. Torre
Tytuł: Dobre kłamstwo
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller kryminalny / psychologiczny
 
A.R. Torre i Alessandra Torre to tak sama osoba, która w ten sposób rozdziela dwa gatunki literackie, w jakich tworzy. A.R. Torre pisze thrillery, Alessandra romanse i właśnie od tych drugich swoją pisarską karierę w 2012 roku rozpoczynała. Teraz na koncie ma ponad dwadzieścia powieści, które gatunkowo dzielą się mniej więcej po równo - w początkowych latach swojej działalności wydawała przede wszystkim romanse, teraz skupia się głównie na thrillerach, w których jednak też można się natknąć na wątki romansowe. Jej książki cieszą się popularnością w kraju i za granicą, dostępne są w 30 krajach, tłumaczone na 18 języków, a jeden z romansów doczekał się prawie dekadę temu ekranizacji („Hollywood dirt”). Jednak jej wkład w branżę literacką na tym się nie kończy - kilka lat temu założyła społeczność i szkołę online wspierającą początkujących, jak i tworzących już autorów, w ostatnich latach również zaangażowała się w temat AI, którą autorzy mogą wykorzystywać jako wsparcie w procesie tworzenia i edycji swoich książek.
W Polsce do tej pory autorka obecna była jako Alessandra Torre, w 2019-2021 ukazały się jej trzy książki przetłumaczone na polski: dwa romanse i jeden thriller. Teraz, po pięciu latach przerwy autorka wraca do polskiego czytelnika z jednym z nowszych thrillerów - z “Dobrym kłamstwem” w oryginale wydanym w 2021, który ukazał się u nas podpisany tak, jak na jej własnym rynku książki: A.R. Torre, co jasno umiejscawia tę powieść w gatunku thrillera.
 
Los Angeles od pewnego czasu żyje w strachu - na ulicach miasta grasuje seryjny morderca zwany Krwawym Rzeźnikiem, który porywa nastoletnich, bliskich dorosłości chłopców, przez kilka tygodni ich przetrzymuje, torturuje, wykorzystuje, a potem zabija. Właśnie mija siódmy tydzień od porwania szóstej ofiary Scotta Hardena, kiedy chłopak zjawia się w swoim domu. Twierdzi, że udało mi się uwolnić i uciec, a jako swojego oprawcę wskazuje nauczyciela z ekskluzywnego liceum Beverly Hills, do którego sam chodzi. Kiedy jednak emocje opadają, matka Scotta przygląda mi się uważniej - czy jego relacja na pewno się zgadza? W tym czasie oskarżony Randall Thompson siedzi w areszcie, a jego obrony podejmuje się renomowany prawnik Robert Kavin. To kolejny temat, który burzy media - Robert jest przecież ojcem szóstej ofiary Krwawego Rzeźnika, twierdzi jednak, że Randall jest niewinny, a on broni go po to, by niewinny człowiek nie poszedł siedzieć. Zanim jednak cała wrzawa z obroną Randalla wybuchnie, Robert wpada w podrzędnym pubie na Gwen Moore, psychoterapeutkę specjalizującą się w leczeniu osób przejawiających mordercze zapędy. Właśnie umarł jeden z jej pacjentów, którego podejrzewa o to, że przed samobójstwem zamordował swoją żonę, choć policja jej śmierć uznała za naturalną. Ale może się myli? Gwen nikomu nie powiedziała, że jej klient miał natrętne myśli na temat zabójstwa żony… I to te poczucie winy zalewa w podrzędnym barze, gdy poznaje się z Robertem, który od razu wpada jej w oko. Po zacieśnieniu znajomości Robert prosi ją o pomoc w sprawie Randalla - chce, by stworzyła profil sprawcy. Gdzie ich ta sprawa zaprowadzi? Czy faktycznie uda im się postawić przed sądem tego, kto stoi za tymi bestialskimi zbrodniami?
"Zginęło sześciu młodych, dobrze się zapowiadających chłopców. Sześć rodzin doświadczyło niewyobrażalnej tragedii, która przez resztę życia nie przestanie wpływać na ich członków – rodziców, dziadków, rodzeństwo. I wszystko to po to? Dla spaczonej przyjemności jakiegoś chorego osobnika?"
Książka rozpisana jest na 44 rozdziały, z których część dzielona jest na krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Roberta i Nity (matki Scotta) oraz w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Gwen. Ich relacje ułożone są naprzemiennie, jednak bez wątpliwości to Gwen jest tą, której perspektywa pojawia się najczęściej. Narrator prócz zdarzeń bierze również pod uwagę emocje postaci, co widać przede wszystkim w postaciach kobiecych, Robert jest w porównaniu do nich dużo bardziej enigmatyczny. Język, jaki powieść jest pisana, jest codzienny, momentami potoczny, czasami pojawiają się bardziej dosadne, czasami wręcz brutalne opisy czy wyrażenia. Mimo tego, cała książka pod kątem stylu wypada nieźle - czyta się sprawnie i płynnie, bez wysiłku.
 
Akcja powieści rozpisana jest na trzy wątki kryminalne: jeden z nich skupia się na kliencie Gwen, wokół którego, mimo odprawionego pogrzebu, nadal węszy policja. To przez tę śmierć i dociekania, Gwen zaczyna wątpić w swoje umiejętności, waha się, czy jako psycholożka nie przeoczyła czegoś, co podczas sesji zdradził jej John Abbott. Bo może mogła tej śmierci zapobiec? W takim momencie słabości poznaje ją Robert, jednak mimo iż obydwoje zaczynają się zajmować sprawą Krwawego Rzeźnika, wątek Abbotta nie znika.
"Prawda bowiem jest taka, że życzenie bliźnim śmierci albo fantazjowanie o skrzywdzeniu ich należy do standardowego repertuaru mentalnego człowieka. Może żyją na ziemi święci, co to nigdy nikomu źle nie życzyli, ale dwadzieścia procent ludzi na jakimś etapie swojego życia roztrząsało kwestię morderstwa."
Drugim wątkiem kryminalnym jest ich współpraca - Roberta z Gwen, każdy w swoim gabinecie pochyla się nad aktami sprawy tego brutalnego, bezwzględnego mordercy. Dzięki Gwen czytelnik ma wgląd w psychologiczne informacje o seryjnych mordercach, a choć nie są one szczególnie mocno rozwinięte, to jednak trochę ciekawostek fani kryminałów i true crime z tego wyciągną. W tym wątku podejścia ciekawe są dwa: Gwen podchodzi do sprawy czysto zawodowo, jak psycholożka, która ma możliwość zbadania seryjnego mordercy, jednego z najgroźniejszych, który grasował po ulicach Los Angeles, Robert z kolei ujęty jest jako ojciec ofiary uparcie wierzący w niewinność oskarżonego. Poprzez niego na zbrodnię spoglądamy okiem ofiary, jej bliskich, którzy po dokonanej zbrodni nie pragną niczego innego, jak tylko sprawiedliwości. Tylko jaka sprawiedliwość może być dla wielokrotnego gwałciciela i mordercy młodych chłopców?
"Prowadziłam terapię kilkorga rodziców po stracie dziecka. Wiedziałam, że żałoba Roberta nie minie. Że tylko rozcieńczy się w jego spojrzeniu. On sam nabierze wprawy w jej ukrywaniu, maskowaniu, lecz ona nigdy nie zniknie. Stratę dziecka można porównać do utraty kończyny. Pamięta się o niej przy każdym ruchu, dopóki przyzwyczajenie nie stanie się częścią człowieka."
Trzeci wątek jest równie ciekawy, może nawet pod kątem psychologicznym najciekawszy. To wątek Scotta, który uciekł sprawcy. Spoglądamy na niego oczami jego matki, która przejawia ambiwalentne uczucia - ulga po odzyskaniu syna jest oszałamiająca, a jej obsesja zapewnienia mu bezpieczeństwa wypiera z jej życia wszystkie inne potrzeby. A jednak jako matka jak nikt inny zna swojego syna, wie kiedy kłamie i widzi to, gdy chłopak opowiada o swojej ucieczce. Trzeba przyjrzeć się jeszcze baczniej, może wtedy wpadnie na to, co tak mocno jej się nie zgadza?
"Tak naprawdę najgroźniejsi są ci najmilsi. (…) W przypadku wielu morderców część zabawy stanowi udawanie niewiniątka, ukrywanie swojej potwornej natury, wodzenie za nos reszty, co ich zdaniem tylko dowodzi, że są mądrzejsi od współobywateli."
Te trzy nakładające się i przenikające się ze sobą wątki sprawiają, że ciekawość czytelnika nieustannie jest podsycana, a czujność wzmożona, co zapewnia mocne zaangażowanie w akcję, która od początku nie stoi w miejscu, a gdzieś za połową wyraźnie przyspiesza raz po raz zarzucając czytelnika twistami. Jednak mam też wrażenie, że przez rozdzielenie uwagi na trzy wątki, każdy z nich potraktowany jest dość powierzchownie - jasne, każdy jest ciekawy, ale brakuje miejsca, by w każdy z nich faktycznie solidnie psychologicznie się zagłębić. Szczególnie mocno odczuwalne jest to w drugiej połowie powieści, gdzie autorka bardziej stawia na zaskakiwania czytelnika niż na solidne uzasadnienie i motywowanie zdarzeń. Choć nie znaczy to, że finał wyssany jest z palca - wręcz przeciwnie, intryga zaskakująco dobrze spina się w całość.
"Drudzy zaliczają się do socjopatów, w których oczach inni ludzie się nie liczą. Morderstwo nie przynosi im radości, lecz stanowi rozwiązanie. Kiedy ktoś staje im na drodze albo ich denerwuje, rozprawiają się z nim w ten sam sposób, w jaki większość z nas traktuje komary – celny strzał, strzepnięcie trupka i jedziemy dalej. Tacy mordercy nie mają wyrzutów sumienia, nie czują żalu – ani satysfakcji – nie wracają do swego czynu w myślach, chyba że przyniósł konsekwencje lub wymaga uprzątnięcia śladów."
Poza wątkami kryminalnymi, nie brakuje też wstawek z życia Gwen, które nie do końca mają z nimi związek. Czytelnik obserwuje jej relacje z przyjaciółmi, z pacjentami, które momentami mogą wydać się podkoloryzowane na potrzeby zwiększenia poczucia podskórnego lęku czytelnika. Nie do końca jest to zabieg trafiony, mam wrażenie, że chwilami autorka przesadziła, przez co niektóre sceny wypadły dość karykaturalnie. Poza tym przez powieść przewija się też wątek romansowy, w historii przez sporą część czasu czuć napięcie seksualne - odbiór tych fragmentów będzie zależeć od preferencji czytelnika, sama takich wstawek nie lubię, a te prowadzone są dość standardowo, więc nie wzbudziły mojego entuzjazmu. Zastanawiam się też, czy na pewno były potrzebne, czy nie podziałały na historię odwrotnie niż powinny - zamiast podsycać napięcie, przytępiały odbiór wątków kryminalnych.
 
“Dobre kłamstwo” to historia złożona, w której przewija się sporo ciekawych psychologicznie tematów. Przyglądamy się rodzicom, którzy stracili swoje dziecko na zawsze i rodzicom, którzy je odzyskali, a sprawę brutalnego mordercy traktujemy dwojako - przede wszystkim jako opowieść o wstrząsającej zbrodni, ale też i od strony technicznej - co powoduje sprawcą, że dopuszcza się takich czynów? Czy da się jego ciemną stronę dostrzec, jeśli wie się, gdzie patrzeć? A może wszystko to, to tak naprawdę jedno wielkie kłamstwo? Niemniej jednak mam wrażenie, że to nie aspekt psychologiczny jest w tej powieści najważniejszy, a prym wiedzie fabuła, która ma na celu zaskakiwać. Dlatego myślę, że książkę najlepiej potraktować jako rozrywkowy thriller kryminalny - nie nastawiać się na głębokie psychologicznie analizy, a po prostu na dobrą rozrywkę, która gdzieś tam pod spodem sygnalizuje kilka ciekawych refleksji.
 
Moja ocena: 7/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza. 

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 10, 2026

"Czarne ptaki" Bartosz Szczygielski

"Czarne ptaki" Bartosz Szczygielski

Autor: Bartosz Szczygielski
Tytuł: Czarne ptaki
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Gatunek: powieść kryminalna
 
Bartosz Szczygielski w tym roku świętuje dekadę na polskim rynku książki - debiutował w 2016 roku pierwszym tomem doskonale skonstruowanej trylogii pt. “Aorta” (recenzja – klik!). Przez kilka pierwszych lat autor tworzył pod skrzydłami Wydawnictwa W.A.B., później przeszedł do Czwartej Strony Kryminału, a teraz, przy piętnastej pozycji znowu nadeszła pora na zmianę - “Czarne ptaki” ukazały się pod szyldem Wydawnictwa Muza.
Piętnaście powieści przyniosło autorowi ugruntowaną pozycję na polskim rynku książki jako twórcy gatunkowego, który nie powiela schematów, szuka w fabułach zaskoczeń i refleksji, co mocno sama sobie cenię. U niego powieść kryminalna to nie tylko dobra rozrywka, ale i coś więcej, coś, co zmusza do własnych przemyśleń.
 
Lata 90. XX wieku. Arek i Kamil, przyjaciele ze szkolnej ławki, którzy już za kilka miesięcy mają rozpocząć te wielkie, dorosłe życie, właśnie budzą się nad ranem po imprezie na wolnym powietrzu. Wokół nikt niewiele pamięta, ale ślady mocno zakrapianej nocy leżą tu i ówdzie. Na nowiutkich trampkach Kamila także, co wprowadza go w stan bliski paniki. Na szczęście jeden z kolegów ratuje podpowiedzią, że tuż obok płynie strumyk, więc wraz z Arkiem ruszają na poszukiwania. Droga prowadzi przez las, a tam... coś widzą, coś słyszą. Na Arka pada blady strach - podobno w tej okolicy kręci się Śruba, gangster, którego boi się nawet policja… Kamil wykazuje się większym brakiem roztropności - wychodzi z krzaków i znajduje zwłoki. Czy byli przypadkiem morderstwa?
Lata współczesne. Małgorzata to kobieta, która lubi przybierać różne tożsamości. Jej zawód jest niejasny, realizuje jakieś zlecenia, dobrze też zna się na technologii, którą lubi wykorzystywać, by dopiec mężczyznom traktującym kobiety jak rzeczy. Jedno jest pewne - do czegoś dąży, ma jakiś od dawna przygotowywany plan, który właśnie zamierza zrealizować. W jaki sposób powiązany jest z Amelią, kobietą w podobnym wieku, choć zdecydowanie mniej wyrachowaną? To asystentka biznesmena, która prowadzi pozornie zwyczajne, choć nie do końca szczęśliwe życie. Kiedy i dlaczego ich losy muszą się przeciąć?
 
Tym, co na początku w powieści zaskakuje, to jej budowa. Jest to książka tetbeszka, czyli dwustronna, z dwoma okładkami i dwoma historiami odwróconymi względem siebie o sto osiemdziesiąt stopni. Ta nazwa zresztą zarezerwowana jest nie tylko dla książek, z czego korzysta sam autor wpisując wątek pewnego przedmiotu w jedną z historii. Dwie opowieści są ze sobą w pewien sposób powiązane, jednak każda z nich tworzy jedną, zamkniętą całość. To od czytelnika zależy kolejność lektury, może zdecydować od której z historii zacznie, może też czytać rozdziały każdej z nich naprzemiennie - może właśnie ten sposób byłoby dla powieści jako całości najciekawszy? Taka budowa nie jest czymś nowym na rynku światowym, ale już zawężając go do polskich autorów – tak, współcześnie chyba jeszcze nie spotkałam się, by polski autor taką formę budowy powieści przyjął. A co ważne, Bartosz Szczygielski robi to z głową!
 
Każda z opowieści liczy 19 rozdziałów, obydwie prowadzone są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, ta osadzona w latach 90. z perspektywy Arka, historia współczesna naprzemiennie przez Małgorzatę i Amelię. Styl autora w obydwu jest przyjemny, niby codzienny, a jednak czuć w nim swobodę i taką zadziorność, zabawę wyrażeniami i samym językiem, czuć, że autor dobrze posługuje się słowem pisanym, zdania przechodzą płynnie z akcji w refleksję, dialogi wypadają realistycznie. To się po prostu dobrze czyta.
 
Na tym jednak podobieństwa się kończą, tempo i ukierunkowanie uwagi czytelnika w obydwu opowieściach jest całkiem inne. Zacznijmy chronologicznie od historii osadzonej w latach 90. Autor doskonale oddaje w niej tło tamtych lat, czuć tę Polskę, która dopiero co otwarła się na Zachód, która rozdźwięk społeczny ma coraz wyraźniejszy. Tu obok siebie pojawiają się wielkie pieniądze i margines społeczny, na rynku pojawiają się zachodnie nowinki technologiczne, ale i zachodnie narkotyki. To czas, kiedy przez życie można przejść cwaniakując albo wręcz odwrotnie, spokojnie i uczciwie. Po której stronie stoją bohaterowie? Kamila tak naprawdę widzimy tylko oczami Arka, wiernego, lojalnego przyjaciela, który czuje, że ma wobec niego dług. Zawsze, gdy Arek nie miał pieniędzy, śniadania w szkole, czy zaczepiały go inne dzieciaki, Kamil stawał w jego obronie. Teraz Arek, choć nie do końca rozumie, co się z jego przyjacielem dzieje, musi mu pomóc, nawet gdyby to oznaczało zaprzepaszczenie własnych szans na dobrą przyszłość. Czy na pewno to dobry wybór? Co jest ważniejsze, moralność czy lojalność? To opowieść snuta jest tempem spokojnym, w którym warstwa obyczajowa i historyczna wysuwają się na plan pierwszy - zbrodnia i intryga, która wokół niej się obudowuje, jest zaledwie tłem, które znaczenia nabiera dopiero po jej zakończeniu.
 
Opowieść osadzona w czasach współczesnych mocniej kieruje się w stronę sensacyjną, w stronę historii o przekrętach i oszustwach. Małgorzata ewidentnie w coś takiego jest wplątana, to kobieta o wielu twarzach i imionach nastawiona na jeden cel. Cel, do którego zmierzać będzie bez względu na koszty. Skąd ta determinacja? Jak daleko sięga jej plan, który ewidentnie realizuje już od jakiegoś czasu?
Druga postać kobieca stworzona jest na zasadzie kontrastu. Amelia podobnie jak w pierwszej historii Arek, jest człowiekiem dobrym, wierzącym w innych ludzi. Chce zarabiać przyzwoite pieniądze, chce mieć swobodę i dobry związek z chłopakiem, który czeka na nią w domu. Tylko czy na pewno da się to wszystko pogodzić, gdy ludzie wokół zdają się mieć swoje prywatne, niekoniecznie zbieżne z jej własnymi cele?
Historia tych dwóch kobiet jest bardziej enigmatyczna, bardziej ukierunkowana na zagadkę. Od początku akcja prowadzona jest tempem dynamicznym, a każda kolejna scena zdaje się od reszty oderwana - czytelnik wie, że w jakimś momencie połączą się w jedno, każdy element kompozycji wskoczy na swoje miejsce, a cała przyjemność w tym, by spróbować odkryć całość, zanim zrobi to za nas autor powieści. Czy się da? Częściowo na pewno, jednak dopiero przy połączeniu wszystkich nitek intrygi powieść daje pełną satysfakcję.
 
We wstępie wspomniałam, że Bartosz Szczygielski poza rozrywką daje w swoich powieściach coś jeszcze. Jakie tematy przywodzi w tej historii? Przede wszystkim wagę decyzji, których wydaje się, że nawet nie podejmujemy sami - takie rzeczy po prostu się dzieją, człowiek czasami znajduje się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie, a spirala, jaką jedno wydarzenie może nakręcić, sprawia, że życie pojedynczej jednostki całkowicie zmienia kierunek. Czy ci, którzy przejmują dowodzenie, którzy nie patrzą na innych, tylko na własne cele, lepiej na tym wychodzą? Czy jednak mimo wszystko gdzieś ta karma, sprawiedliwość jest? Jakim człowiekiem warto być?
 
Podsumowując, “Czarne ptaki” to ciekawe doświadczenie literackie. Powieść zbudowana w formie dwustronnej, dwie powieści w jednej, dwie intrygi w pewien sposób ze sobą połączone. A choć same połączenie nie jest najtrudniejsze do odkrycia, autor pozostawia wyraźne tropy, to jednak dopiero, gdy wszystkie detale wskakują na swoje miejsce, gdy obydwie historie tworzą jedną całość, książka zaskakuje stopniem przemyślenia i wydźwiękiem. To solidna powieść, w której nie liczy się tylko i wyłącznie napięcie, a historia i całe tło obyczajowe, jakie sobą niesie.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 05, 2026

"Zabiłaś?" Zbyszek Nowak

"Zabiłaś?" Zbyszek Nowak

Autor: Zbyszek Nowak
Tytuł: Zabiłaś? Rozmowy z kobietami skazanymi za zabójstwo
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 480
Gatunek: reportaż / true crime
 
Zbyszek Nowak jeszcze do niedawna znany był raczej w kręgach naukowych, specjalistycznych, eksperckich - jest doktorem nauk społecznych i prawnikiem, wykładowcą akademickim mocno interesującym się tematem zbrodni i kary, kryminologią w ogóle i bezpieczeństwem narodowym, od niedawno również pełni funkcję prorektora ds. studenckich Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Podczas pisania jednej ze swoim prac naukowych udał się do więzienia, by porozmawiać na żywo ze skazanym na dożywocie. I wtedy narodził się pomysł przeprowadzenia rozmów z szerszym gronem tego typu skazańców, by przybliżyć tę tematykę już nie tylko środowisku naukowemu, ale szerszemu gronu odbiorcy. I tak pod koniec 2024 roku po raz pierwszy jego nazwisko pojawiło się na okładce reportażu “24 razy dożywocie” (recenzja - klik!), a on szybko przerodził się w dylogię, którą tworzy wraz z wydaną niewiele później “Cela numer 24” (recenzja - klik!). Pamiętam, że wtedy miałam przyjemność chwilę z autorem porozmawiać (wywiad, który powstał w tym czasie - klik!) i to wtedy mówił, że zastanawia się nad nowym pomysłem. Teraz, po niecałym roku, pomysł przerodził się w książkę, która jest już w naszych rękach - to reportaż “Zabiłaś? Rozmowy z kobietami skazanymi za zabójstwo.”
 
23 rozmówczynie, każda z wyrokiem na koncie. Każda w trakcie odsiadywania kary związanej z zabójstwem - od tych, które tylko próbowały, ale ostatecznie nie zabiły, po te, które zrobiły to kilka razy. Kobiety, które w więzieniu siedzą już od lat i te, które jeszcze ciągle mają wyrok nieprawomocny. Sprawy, które zna cała Polska i takie, o których nikt nie pisał. Zabójstwa popełnione w Polsce i zagranicą, na dorosłych i dzieciach, obcych i najbliższych. 23 rozmowy, 23 kobiety - łączy je kara, dzieli je wszystko inne. Jak z nimi rozmawiać? Po co? Czy mają coś istotnego do przekazania światu? Zbyszek Nowak swoim reportażem próbuje na te pytania odpowiedzieć.
"Dla mnie ten wyrok to nauczka i nauka, to nie jest zmarnowany czas. Uczę się, jak budować własne poczucie wartości. Pracuję nad sobą, nad zrozumieniem tego, co robiłam źle, nad budowaniem relacji z siostrami, z mamą." (Klaudia)
Publikację otwiera definicja kary kryminalnej i jednostronicowy wstęp jednej z osadzonych zatytułowany “Oczami zza krat” oraz kolejna kartka pióra Agnieszki Kubiak, dyrektorki programowej i kreatywnej Telewizji Crime+ Investigation Polsat. Po nich głos zabiera autor krótko przedstawiając każdą ze swoich rozmówczyń, zapowiadając czego się po tej publikacji możemy spodziewać. Ton przyjmuje swobodny, zwraca się bezpośrednio do czytelnika, któremu każe się zatrzymać, pomyśleć nad tym, co w tej książce znajdzie. I dopiero wtedy przechodzimy do części właściwej, do rozmów z osadzonymi, a każda ułożona jest podobnie: ma swój tytuł i przedmowę autora, w której przytacza kodeksy prawne, definicje, fragmenty z prasy i swoje odczucia, a czasami też i wspomnienia, refleksje, jakie wywołały w nim opisywane osadzone. Potem przechodzimy do meritum - do rozmów, które poprzedza imię i nazwisko, samo imię bądź inicjały czy pseudonim rozmówczyni i dosłownie kilka słów dotyczących wieku, wykształcenia, bliskich. Rozmowy są różnej długość, jedne to kilka stron, inne kilkanaście, ale głos autor oddaje kobietom - on tylko rzuca hasła, czasem krótkie pytania, które jego rozmówczynie rozwijają wykorzystując czas, by przedstawić swoją winę i opisać to, jak teraz, w więzieniu wygląda ich życie. Czasami rozdział dalej rozmówczyni zamknięty jest notkami prasowymi czy artykułami znalezionymi w sieci, czasami na samej rozmowie się kończy. Po 23 takich wpisach, na zakończenie autor kusi się o posłowie, w którym zastanawia się co teraz, czy temat rozmów z osadzonymi to już dla niego skończony rozdział, i w którym wystosowuje podziękowania. Publikację zamykają krótkie opinie ekspertów - od osób związanych zawodowo z prawem, po psychologów i dziennikarzy.
"(...) nikt nie jest w stanie udowodnić, że jest niewinny. Udowodnić można – i to też nie zawsze – winę, ponieważ jest ślad, odcisk, jest plama, jest nagranie, ale takie, gdzie faktycznie widać, co się dzieje." (Matylda B.)
Sam styl wypowiedzi autora tej publikacji wydaje mi się bardziej swobodny niż w poprzednich dwóch - łatwiej przekazuje czytelnikom własne odczucia, niepewności, może i lęki, traktuje nas jako osoby równe sobie, znajomych, którzy chcą z nim pogadać o projekcie, który właśnie prezentuje. Z kolei wypowiedzi jego rozmówczyń jeszcze mocniej różnią się od tego, co w poprzednich dwóch publikacjach prezentowali przede wszystkim męscy rozmówcy - tam czasami rozmowy były urywane, zdania nie całkiem składne, tu z kolei wszystko odbywa się płynniej. Czy ta różnica wynika z płci rozmówców? Bo raczej nie z wykształcenia, we wszystkich trzech publikacjach były one na bardzo różnym poziomie. Może różnica wynika z tego, że kobietom łatwiej mówić o emocjach? O tym, co czują? Tutaj żadna z nich nie jest rozmowie niechętna, choć niektóre tematy są dla nich niewygodne, są tabu. Samo słownictwo rozmówczyń też jakoś specjalnie nie razi w oczy - raczej nie ma tu wulgarności, czasami pojawia się po prostu więzienny slang, jednak na tyle oczywisty, że czytelnik nie będzie miał problemów ze zrozumieniem całości. Pod kątem językowym publikacja wypada naprawdę dobrze, jest łatwa do przyswojenia.
"Zobaczyły we mnie człowieka, a nie czyn. Poznajcie mnie, a potem oceńcie." (Poetka M.)
Ale na tym łatwość się kończy, bo przecież historie, jakie tu poznajemy, zdarzyły się naprawdę. Historie, w których skala okrucieństwa czasami sprawia, że gardło podczas lektury mocno się zaciska. Autor oddaje głos każdego rodzaju osadzonym: są tutaj kobiety, które czyn popełniły z niewiedzy, dla których zabójstwo było jedynym sposobem na ucieczkę od przemocy. Zabiły partnera, ale też i niektóre zabiły swoje dzieci, albo przynajmniej się do ich śmierci przyczyniły. Tak, te sprawy dotyczące dzieci są naprawdę niewyobrażalnie poruszające, a jednak każda tak od siebie różna. Są kobiety, które zabiły kogoś pozornie przypadkowego, niespokrewnionego, są takie, które do czyjej śmierci się tylko przyczyniły, a może do niej namawiały. Niektóre przyjmują swoją karę, choć większość zdaje się oceniać wyrok jako zawyżony. Jedne są pełne pokory, przyjmują czas kary jako lata, które mają poświęcić na doskonalenie siebie, są i takie, które uważają, że lata kary to czas stracony, a po wyjściu będą jeszcze gorszymi ludźmi od tego, jakie są teraz. Trudno w ich podejściach znaleźć podobne głosy, trudno je uogólniać, wrzucić do przysłowiowego jednego worka.
"Wyciąganie na nowo z powrotem wszystkiego, co się wydarzyło 15 lat temu, to tak, jakby odkopać na cmentarzu trumnę z grobu po odległym pogrzebie." (Marta)
Ale choć wszystkie w jakimś stopniu mówią o swojej zbrodni, o motywach, o śledztwie i sprawie w sądzie, to jednak nie są to jedyne tematy rozmowy. Autor pyta je o to, jak odnajdują się w więzieniu, a to porusza temat resocjalizacji - czy jest skuteczna? I na to pytanie nie znajdziemy tu jednoznacznej odpowiedzi, bo sytuacja każdej z osadzonych jest różna: jedna pracują, inne nie, jedne zarabiają swoją pracą, inne robią to nieodpłatnie. Są prace w więzieniu i poza więzieniem, są konsultacje psychologiczne, które jednak większość z osadzonych uważa za żart. Jak dużo z nich faktycznie zmieni się podczas pobytu w więzieniu? Ile z nich wykorzysta tę chwilę, by przemyśleć życie na nowo? Tak naprawdę chyba nie ma ani jednej rozmówczyni, która deklaruje powrót do starego życia czy szukania zemsty - każda chce po prostu spokojnego życia, powrotu do rodziny, dzieci, jeśli takie ma. Różnią się tylko ilością nadziei, wiarą w swoje możliwości.
"Co państwo polskie może zaproponować takiej osobie? Pięcioosobową celę przez kolejnych 35 lat? Zbieranie plastikowych nakrętek i sklejanie karmnika z zapałek, aby nauczyć cierpliwości? Państwo chce przymknąć oko – tego chce, bo w dzisiejszych warunkach i dysponując nikłą kasą, tylko tyle może. Rzeczpospolita Polska."
Podczas takich rozmów nie da się uniknąć pytań o to, ile z tego, co kobiety mówią, jest prawdą, a ile odpowiednio przygotowaną wersją pod publiczkę. Czy możemy im wierzyć? Autor czasami kusi się o swoją ocenę, choć mam wrażenie, że do każdej z osadzonych podchodzi z pozytywnym nastawieniem i dobrymi życzeniami. To nie potwory, to ludzie, to kobiety, które z różnych powodów popełniły czyn straszliwy. Czy poznanie motywów i aktualnego spojrzenia na nie może coś w społeczeństwie zmienić? Powstrzymać nas od szybkich osądów, do jakich jesteśmy tak skorzy? A może idźmy dalej - może pomoże zmienić coś w prawie, w kondycji więziennej codzienności? Nie wiem, ale na pewno to dobry początek do debaty, refleksji na ten temat.
"(…) tak łatwo jest ulec pokusie oceny – to wygodne."
Mnie samą najbardziej uderzyło to, jak wiele zbrodni popełnionych zostało z bezsilności, z braku wiedzy, z braku pewności siebie, z braku próby poszukania na czas pomocy. Czy gdyby część z tych kobiet była lepiej wykształcona, bardziej doinformowana, nie czuła się sama, to część tych zbrodni by się nie wydarzyła? Czy jako społeczeństwo jesteśmy w stanie w przyszłości przynajmniej jakiemuś odsetkowi z nich zapobiec?
"Kobiety są tchórzami, nie potrafią odejść, bo się boją czegoś. Nie potrafią zmienić swojego życia. Ja nie potrafiłam odejść." (Aśka)
Reportaż Zbyszka Nowaka “Zabiłaś?” choć oparty jest na podobnych zasadach co poprzednie dwie publikacje, to jednak jest od nich całkiem inny. Bardziej swobodny, bardziej otwarty, w jakiś sposób bardziej też poruszający. Mimo okropnych zbrodni nie szokuje brutalnością, bo przecież nie o sensację w nim chodzi. To próba zrozumienia tych, co siedzą za kratkami, próba zrozumienia czynu i tego, z czym odsiadywanie kary się wiąże. Czy ma sens, czy kara coś zmienia? Czy zrozumienie motywów, oddanie głosu skazanym coś zmienia? Zbyszek Nowak w postaciach, które nieraz media oddawały jako potworów, wynaturzone jednostki, szuka tego, co we wszystkich pozostałych - człowieka. Emocji. Bólu, skruchy i nadziei. Nie wiem czy jest to publikacja, która ma skłonić czytelników do oceny, a może właśnie od oceny powstrzymać. Na pewno zmusza do myślenia, do próby wyciągnięcia jakiś ogólnych wniosków i do większej wrażliwości społecznej, dzięki której w przyszłości jakaś część podobnych spraw mogłaby zwyczajnie nie mieć miejsca. To kawał dobrej roboty, coś nad czym warto się pochylić, by uświadomić sobie jak bardzo skomplikowane psychologicznie naprawdę są zbrodnie - tego fikcja nam nie odda.
"Czy o emocje tu chodzi, czy o rozrywkę? A może o naukę?"
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 19, 2026

"Martwy sezon" Darcy Coates

"Martwy sezon" Darcy Coates

Autorka: Darcy Coates
Tytuł: Martwy sezon
Tłumaczenie: Ewa Ziembińska
Data premiery: 04.02.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 416
Gatunek: horror / thriller kryminalny
 
Darcy Coates to australijska autorka szeroko pojętych horrorów - w swojej twórczości sięga zarówno po wątki gotyckie, jak i kryminalne, część jej powieści zahacza o fantastykę, część osadzona jest w naszym całkowicie realnym świecie. Od lat anglojęzyczne wersje jej powieści zdobywają listy bestsellerów, na koncie ma dobrze ponad trzydzieści pozycji, a jednak dopiero teraz po raz pierwszy pojawiła się na rynku polskim! I robi to powieścią z roku 2023, “Martwym sezonem”, który równie dobrze wpasowuje się w ramy podgatunku horror slasher, jak i w dość krwawą wersję thrillera kryminalnego. 
 
To miały być piękne wakacje. Dwa tygodnie w luksusowym hotelu położonym wysoko w Górach Skalistych, teraz pokrytych białym puchem, spędzone w towarzystwie kochającego chłopaka, a kto wie, może już narzeczonego? W końcu Kiernan zaproponował Christy wyprawę w miejsce, które jest dla niego szczególnie ważne, to w tych rejonach spędził swoje dzieciństwo. To chyba coś znaczy, prawda? Niestety nic nie idzie po ich myśli - w drodze do hotelu, którą odbywają z innymi dziewięcioma osobami, najpierw napotykają powalone drzewo na drodze, potem łapie ich śnieżyca, w wyniku której Christa rozdziela się z Kiernanem. Kiedy zdaje sobie sprawę, że w tych warunkach się nie odnajdą, kieruje się w dół, gdzie trafia do chaty, niewielkiego domku, w którym znajdują się pozostali uczestnicy wyprawy - to tam schronili się przed zamiecią. Oczywiście zaraz rusza ponownie szukać Kiernana, niestety na niewiele się to zdaje. Czy jej chłopak naprawdę mógł zginąć w tej śnieżycy? Niemożliwe, Kiernan jest silny, na pewno się nie podda... Ale szybko okazuje się, że to nie jedyny problem Christy - po nocy w chacie, że jednego z jej współtowarzyszy brakuje. Znajdują go niedaleko, ktoś go brutalnie zamordował i wystawił im na pokaz. Gra się rozpoczęła, a Christa czuje w kościach, że nikt z nich nie wróci z tej wyprawy żywy.
 
Książka rozpisana jest na 78 kilkustronicowych rozdziałów pisanych z perspektywy Christy w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, co przywodzi na myśl thrillery psychologiczne - i trochę tak jest, w końcu przez taką formę narracji czytelnik widzi świat subiektywnie, zabarwiony emocjami i myślami głównej bohaterki. Akcja powieści toczy się w miarę linearnie, przede wszystkim jesteśmy tu i teraz, w niewielkiej chatce w górach, narratorka zaledwie kilka razy cofa się we wspomnieniach do zdarzeń przeszłych, tych, które w jakiś sposób wpłynęły na to, kim jest teraz. Styl powieści jest podyktowany sposobem narracji - jest sporo opisów, przemyśleń i dedukcji głównej bohaterki, ale nie brakuje i dialogów, które prowadzone są sprawnie. Język powieści jest codzienny, ale nie jest wulgarny, autorka nie ucieka się do przekleństw, a opisy zbrodni, choć są dość krwawe, to jednak nie są tak mocne, jak najczęściej ma to miejsce w slasherach - autorka nie rozsmakowuje się w makabrycznych opisach, a po prostu oddaje je na tyle dokładnie, by czytelnik był w stanie poczuć grozę sytuacji.
 
A ta budowana jest naprawdę dobrze. Autorka korzysta z naturalnych warunków, jakie dają Góry Skaliste, czy jakiekolwiek wysokie góry w czasie tak zwanego martwego sezonu - miejsce oddalone od cywilizacji podczas górskiej zamieci zostaje całkowicie odcięte od świata. Swoje postacie zamyka w bardzo małej przestrzeni - jednopokojowym domku, który stoi w dolinie pośrodku niczego. Postacie zatem mają schronienie, mają gdzie się ogrzać i schować przed zacinającym śniegiem, nie mają jednak za wiele sprzętu do dyspozycji. Już samo odcięcie od świata, które nie wiadomo jak długo może potrwać, jest sytuacją lekkiej grozy, bo z jednej strony w chatce nie ma żadnych zapasów, z drugiej każde wyjść w zamieć jest sytuacją niebezpieczną dla życia - można się przecież zgubić w tej bieli i po prostu zamarznąć lub spaść w górską przepaść.
“Takie góry mogą pochłonąć samotnego człowieka. Wciągnąć go tak głęboko, że nikt nie znajdzie nawet kości.”
Ten strach przed morderczymi warunkami pogodowymi jest dobrze wyczuwalny, gdy narratorka wędruje samotnie, jednak nie on budzi największą grozę - ta zaczyna się, gdy ktoś rozpoczyna mordować. Autorka dobrze kieruje poczuciem zagrożenia, które może nadejść z każdej strony, sytuacji, w której nie wiadomo komu można ufać, a kogo się wystrzegać - w końcu wszyscy są obcy, wszyscy są podejrzani. A może w ogóle zagrożenie czai się na zewnątrz? Przecież nikt nie powiedział, że morderca na pewno znajduje się wśród nich. Ale gdzie mógłby się schować?
“Wszystkie ślady zniknęły. To przerażające, jak szybko i sprawnie śnieżyca jest w stanie wymazać nasze istnienie.”
Intryga powieści zbudowana jest na dwóch pytaniach: kto? i dlaczego? Z początkiem fabuły uwaga czytelnika jest podzielona na kilka punktów, a to, co czujemy, to przede wszystkim dezorientację bohaterki. Kiedy dochodzi do pierwszych morderstw nadal czujemy się podobnie, dopiero gdzieś w okolicach połowy książki intryga zaczyna się zagęszczać, a my dostrzegamy jak dokładnie jest zbudowana, jak dobrze posplatane są wszystkie nitki. Tu twisty fabularne pojawiają się w odpowiednim momencie, raz po raz zmieniając kolejne pojawiające się w naszej głowie hipotezy. Historia zaskakuje i nie można jej odmówić przemyślanej budowy, a jednak nie da się nie zauważyć kilku naciągnięć fabularnych, które wypadają nieco naiwnie, nieco nierealistycznie - to detale, niemniej jednak to one sprawiają, że historię uznaję za dobrą, ale nie doskonałą.
“(...) okolica wydaje mi się niewymownie, straszliwie wręcz obca. Nie tylko obca - agresywna. Jakby otaczały nas wilki, tuż poza zasięgiem wzroku, szczerząc kły za naszymi plecami. Jakby sama ziemie szykowała się do rozstąpienia, żeby wessać nas w przepaść, która zamknie się pod naszymi wykrzywionymi krzykiem twarzami.”
Nie jest to jednak też typowa tylko i wyłącznie rozrywka. To powieść o sile natury, ale też o odpowiedzialności, o codziennych małych decyzjach, które w pewnych sytuacjach mogą przybrać wagę życia i śmierci. Jak odróżnić te nieznaczące, od tych, które będą miały poważne konsekwencje? Małe gesty, które w momencie ich wykonania, zdają się nic nie znaczyć, w odpowiednim świetle mogą przecież mieć katastrofalne skutki. Czy jesteśmy to w stanie przewidzieć?
“Na nadziei nie wolno polegać.
Ale czasem potrzebujemy jej, żeby przetrwać.”
Na koniec muszę wspomnieć również o postaciach powieści. Jedenaście osób, z których już na starcie robi się dziesięć, za chwilę dziewięć… Grono bardzo różnorodne, a jednak równie mocno podejrzane. Bo czy nie ci, którzy wydają się najłagodniejsi, nie powinni się okazać tymi najgroźniejszymi? Autorka umiejętnie przeprowadza nas przez kolejne sceny tak naprawdę niewiele o postaciach zdradzając, przez co czytelnik ciągle nie jest pewny na którego z nich postawić, kto może za tym wszystkim stać. Chciałoby się napisać, że przynajmniej Christę poznajemy dobrze, ale też nie - ta bohaterka dość długo skrywa pewien sekret przeszłości, a o sobie mówi nam tylko to, co chce. Niemniej jednak trzeba jej przyznać, że do zadania wytypowania mordercy podchodzi całkiem racjonalnie, słucha, obserwuje, jest tak czujna, jak tylko głód i niewyspanie jej na to pozwalają. To dobra kreacja, odpowiednia do opowiedzenia tej historii.
“Można powiedzieć, że zawdzięczam ojcu wiele rzeczy. Niesamowicie rozwiniętą umiejętność odczytywania języka ciała innych ludzi, nienawiść do mocnych trunków oraz nieufność wobec osób, które po nie sięgają.”
“Martwy sezon” to klaustrofobiczna powieść, w której zagrożenie płynie z dwóch stron - tej trudnej do okiełznania, nieprzewidywalnej natury, w której śmierć może przynieść mróz i śnieg oraz ludzkiej, jeszcze bardziej brutalnej, morderczej. Autorka sprawnie buduje napięcie powoli wprowadzając nas w tej biało-szary świat, by za chwilę chlapnąć nam czerwienią i utrzymać już te trzy kolory w różnej konfiguracji do końca. Dobre, zaskakujące twisty fabularne i postacie, które wykreowane są tak, że trudno samodzielnie wytypować mordercę sprawiają, że jest to lektura satysfakcjonująca, a stopniowo zagęszczająca się akcja sprawia, że z czasem trudno jest się od niej oderwać. Przyznam, że mnie przez większą część powieści ciekawiło przede wszystkim znalezienie odpowiedzi na pytanie: dlaczego? i to co dostałam, mnie nie rozczarowało. Mam nadzieję, że teraz Darcy Coates zagości na polskim rynku na stałe! Takie slashery mogę czytać 🙂
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 15, 2026

"Grobowa cisza" Ryszard Ćwirlej

"Grobowa cisza" Ryszard Ćwirlej

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Grobowa cisza
Cykl: seria z Blachą, tom 3
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 448
Gatunek: powieść kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej jest jednym z tych autorów powieści kryminalnych, którzy przyczynili się do powrotu popularności tego gatunku w naszym rodzimym wydaniu. Debiutował jako jeden z pierwszych współczesnych twórców kryminału, w roku 2007, choć jego debiut typowo współczesnym kryminałem nie był - bo osadzony był w czasach PRL-u i opisywał historię grupki poznańskich milicjantów. Dopiero kilka lat później narodziły się jego kolejne serie osadzone i w czasach wcześniejszych, i w końcu tych współczesnych. Teraz autor na koncie ma ponad trzydzieści powieści rozdzielonych na pięć cykli, z czego jednym z najnowszych jest seria z Blachą, inaczej zwana serią z prokuratorką Brygidą Bocian - po raz pierwszy pojawiła się w 2023 roku, a “Grobowa cisza” jest jej trzecim, najnowszym tomem. Co ważne, ta seria jest bezpośrednią kontynuacją serii debiutanckiej autora o milicjantach z Poznania, więc i postacie znane z tamtych powieści, w serii z Blachą się pojawiają. Nie trzeba jednak koniecznie znać obydwu, by po najnowszy tytuł “Grobowa cisza” sięgnąć.
 
Wiosna 1992 rok. W Obornikach Wielkopolskich, niewielkiej miejscowości położonej nieopodal Poznania, z samego rana po polowaniu urządzonym dla pracowników poznańskiej firmy, leśniczy obchodzi las w poszukiwaniu zastrzelonej zwierzyny. Jednak to nie na martwe zwierzę trafia, a człowieka, który ewidentnie zginął od kuli. Powiadamia o tym służby, sprawę przejmuje komisarz Karol Osiński i prokuratorka Katarzyna Borzym-Grzesik. Denat na razie pozostaje niezidentyfikowany, sprawę trzeba więc zbadać od drugiej strony - polowania i firmy, która je zorganizowała.
Poznańska policja jednak nie zamierza na razie w te dochodzenie się angażować, bo co innego ma na głowie - jeden z zatrzymanych w zamian za dobrą wolę w jego sprawie, przekazuje informacje o nielegalnej rozlewni niemieckiego spirytusu, w którą przemieniona została gorzelnia w Wolsztynie. Na zlecenie przełożonego sprawę zbadać ma komisarz Mariusz Blaszkowski, prywatnie partner prokuratorki Brygidy Bocian, który w obserwację gorzelni angażuje tego, kto nadaje się najlepiej - wielkiego fana alkoholi, podkomisarza Teofila Olkiewicza. Sam zamierza zbadać temat od drugiej strony - chce ponownie przeanalizować sprawę, która ich informatora posłała do aresztu. Gdyby tylko wiedział, w jakie tarapaty ta decyzja go wpędzi…
 
Książka rozpisana jest na prolog, 10 rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów dzielony jest na nienumerowane podrozdziały rozpisane pod kątem miejsca akcji i dokładnej godziny zdarzeń. Każdy podrozdział liczy kilka stron i nie jest już dzielony na mniejsze fragmenty akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator naprzemiennie oddaje perspektywę kilku postaci, z czego przeważająca większość to mężczyźni, poznańscy policjanci współczesnej Polski, ale i ci starej daty, którzy tęsknią za czasami, gdy nazywano ich milicją. Styl powieści jest jednym z jej największych atutów, a zarazem cech charakterystycznych całej twórczości Ryszarda Ćwirleja - barwny, gawędziarski, stawiający już w samej warstwie językowej na rozróżnienie postaci, miejsca i charakterystyki czasów, w których akcja jest osadzona. Dialogi prowadzone są w sposób mistrzowski - bardzo naturalne, bardzo swobodne, usiane są gwarą poznańską (dla słów niezrozumiałych są przypisy) i humorem, czuć w nich, że nie tylko my dobrze się bawimy je czytając, ale i sam autor (prawdopodobnie!) miał niezłą frajdę z ich tworzenia. Przyznam jednak, że w tej historii było też coś, co nieco mnie z rytmu lektury wybijało - to duża ilość wspomnianych historii z tomów poprzednich, zarówno serii z Blachą, jak i serii z milicjantami z Poznania (każda również opatrzona przypisem z tytułem powieści). Może dla tych czytelników, którzy obydwie serie znają, będzie to miły dodatek, swego rodzaju wspomnienie mające zapewnić ciągłość historii, dla mnie jednak, przy pierwszej styczności z serią, były czymś, co akcję spowalniało i zwyczajnie rozpraszało uwagę. Podejrzewam, że taki sposób prowadzenia narracji może być czymś charakterystycznym dla obydwu serii, mgliście pamiętam takie wspomnienie z dawno temu czytanego opowiadania osadzonego w uniwersum serii z milicjantami z Poznania.
“(...) z alkoholem trzeba walczyć, bo jak go będzie mniej, to mniej będzie morderstw i pijackich awantur i społeczeństwo będzie szczęśliwsze.”
W “Grobowej ciszy” postaci jest sporo, ale dzięki temu autor może świetnie oddać tę różnorodność poglądów, jaka w czasach świeżo po wyjściu Polski z PRL-u dzieliła Polaków. Są tutaj przedstawiciele tych, co żyją jeszcze tak, jak żyło się kilka lat temu - w Polsce komunistycznej, gdzie kombinowanie i nie do końca legalne działania były czymś na co zwyczajnie przymykało się oko. Co to komu szkodzi, że policjant w czasie służby wyskoczy sobie do pubu na kielonek lub trzy? A czy to alkohol z akcyzą czy bez, to kogo to tak naprawdę obchodzi? Tuż obok przejawiających taki pogląd policjantów, stoją ci, co nie patrzą wstecz, a w przyszłość, którzy cieszą się ze zmiany ustroju, a poglądy przejawiają już bardziej współczesne - do nich należy tytułowy Blacha i jego partnerka Brygida, która, muszę przyznać, jest jedną z kilku postaci kobiecych w prozie Ćwirleja, która zyskała moją pełną aprobatę. I właśnie bazując na dwóch postaciach kobiecych, dwóch prokuratorkach, autor pokazuje kolejny etap przemian w Polsce - zmianę roli społecznej kobiety, która teraz już nie jest wzywana tylko na traktor (hasło czasów PRL-u „kobiety na traktory!), ale w sposób bardzo kobiecy może z powodzeniem wcielić się w zawód jeszcze niedawno uważany za całkiem męski.
“W wolnej Polsce trzeba było ludzi przesiąkniętych zwyczajami komunistycznymi oduczyć kradzieży, więc gdy żarówki znikały, w blokach pojawiały się kartki zakazujące ich wykręcania. Ale, jak wiadomo, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, więc trzeba było chodzić po schodach w ciemnościach, skoro nikt nie chciał odpuścić.”
Ta wielość postaci ma jednak też i pewne minusy - mimo kilku policjantów wysuwających się naprzód akcji, tak naprawdę nie ma tu postaci typowo pierwszoplanowych, a ilość imion, nazwisk i funkcji zwyczajnie momentami może się mieszać - dla mnie, czytelniczki z serią niezaznajomioną, był to momentami pewien problem.
“- (...) nie mogę mieć zapalniczki, bo mi zaraz ukradną, a ja nie mogę popierać złodziejstwa, wystawiając złodzieja na pokuszenie.”
Sama intryga powieści budowana jest tempem bardzo spokojnym. Początkowo czytelnik zaznajamia się z kilkoma sprawami i zwyczajnym życiem policjantów, nie wiadomo więc który aspekt kryminalny będzie tym przewodnim. Dopiero gdzieś za połową powieści intryga nabiera rumieńców, a kolejne twisty fabularne zaczynają przypominać połączeniem komedii pomyłek z powieścią sensacyjną (jest trochę bójek czy innych charakterystycznych dla tego gatunku scen). Niemniej jednak finalnie intryga okazuje się bardzo dobrze przemyślana i rozbudowana tak sprytnie, że mimo pewnych oczywistości, czytelnik nie jest w stanie sam wpaść na jej przynajmniej częściowe rozwiązanie. Nie mogę jednak nie zauważyć, że samego kryminału jest w tej powieści niewiele, a przynajmniej nie można powiedzieć, że jedna intryga kryminalna jest tym, co całej powieści przewodzi - to następstwo wspomnianej już dużej ilości wspominek i dygresyjnych historyjek, które uwagę od intrygi odciągają.
“- (...) Co, Maryjanek, dobry plan?
- Jak dla mnie może być (...). Bardzo literacki, jak w dobrej powieści kryminalnej.”
A może historia kryminalna jest tu tylko pretekstem do opowiedzenia o tym, jak żyło się w czasach przełomu? Bo to i czas, i miejsce, są tym, co nieraz uwagę czytelnika kradną. Rok 1992 to czas sporych przemian, czas, kiedy PRL jeszcze nadal był w pamięci bardzo wyraźny, ale już równie mocno dało się odczuć powiew wolności płynącej z Zachodu. Zmiana stylu w ubiorze, muzyce, literaturze jest podkreślana na każdym kroku, a czytelnik doświadcza ówczesnej kultury całym sobą. Sam Poznań też jest ważny - puby, restauracje, czy bary mleczne, a nawet dworce mają tutaj swój klimat oddany bardzo wyraźnie, to czasy dawne, ale przecież już czuć w nich i tę znajomą współczesność.
“(...) na razie na naszym rynku nie ma zapotrzebowania na polskie kryminały. Ludzie chcą czytać to, czego za czasów poprzedniego ustroju nie mogli dostać, bo był to towar zakazany.”
“Grobowa cisza” to powieść skupiona nie tylko za zagadce kryminalnej i postaciach w nią uwikłanych, ale i na zwykłej codzienności, jaką niósł przełom dwóch ustrojów, dwóch systemów politycznych i ekonomicznych. Autor te detale codzienności wykorzystuje w każdym ich aspekcie, przemyca je tak naprawdę w każdą część powieści i świata, jaką wokół niej buduje - to robi wrażenie, uświadamia czytelnikowi ciągłość historii i świata, w którym żyje, to, co działo się wtedy ma wpływ na to, jak wygląda nasze teraz. Jako powieść kryminalna książka ma mocne zabarwienie gawędziarskie, dygresyjne, co tempo akcji nieco rozmywa w większym natężeniu niż w pozostałych seriach tego autora. Mimo to cieszę się, że i na tę lekturę się zdecydowałam - tak dobrą zabawę przy dialogach i tak barwne postacie to domena Ryszarda Ćwirleja!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!