Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniaksiazka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniaksiazka. Pokaż wszystkie posty

września 27, 2021

"Znam twój sekret" Sue Watson

"Znam twój sekret" Sue Watson

Autor: Sue Watson
Tytuł: Znam twój sekret
Tłumaczenie: Anna Pochłódka-Wątorek
Data premiery: 14.07.2021
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Sue Watson na rynku thrillerów psychologicznych w nurcie domestic noir pojawiała się w 2018 roku. Wcześniej pisała książki lekkie, kobiece, z humorem, a całkiem przed podjęciem kariery pisarskiej, była producentką telewizyjną. Na ten moment na swoim koncie ma kilkanaście powieści, w tym sześć thrillerów, z czego trzy z nich zostały przetłumaczone na polski. Pierwszy z nich pt. „Nasze małe kłamstwa” został u nas wydany w 2019 roku i chronologicznie była to jej pierwsza powieść w tym gatunku (recenzja – klik!). „Znam twój sekret”, mimo iż u nas ukazał się jako trzeci, faktycznie był drugą książką autorki, która na jej rynku rodzimym ukazała się w 2019 roku. Liczę na to, że Wydawnictwo Filia szybko weźmie się za tłumaczenie pozostałych jej trzech thrillerów, bo ich oceny na zagranicznych portalach mocno zachęcają.
 
Fabuła książki „Znam twój sekret” toczy się we Włoszech w środku sierpnia. Rodzina Clare właśnie przyjechała tu na wakacje, jej teściowie, jak co roku, wynajęli dużą willę z basenem, bo razem z nimi i ich trójką dzieci mogli spędzić razem czas. Clare jest kobietą mocno zapracowaną, więc na nadchodzące dni czeka z utęsknieniem. Liczy też, że w tym czasie uda jej się razem z mężem popracować nad ich małżeństwem, które właśnie przechodzi kolejny duży kryzys. Wszystko jednak się zmienia, gdy w willi, kilka dni po ich przyjeździe, zjawia się młodszy brat jej męża – Jamie, który zaskakuje wszystkich przywożąc ze sobą młodą, piękną nową żonę… Od samego początku Ella traktuje Clare mocno opryskliwie. Kim jest ta kobieta? Czego chce od tej rodziny? Czy faktycznie jest tak fałszywa jak Clare się wydaje czy to Clare jest przewrażliwiona? Wszyscy pozostali członkowie rodziny wydają się być nią zachwyceni…
 
Książka składa się z prologu, 38 rozdziałów oraz epilogu. Całość przedstawiona jest z punktu widzenia Clare w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, prócz prologu i epilogu, które toczą się rok po feralnym lecie we Włoszech i opisane są w czasie teraźniejszym. Clare pokazuje nam wszystkie wydarzenia swoimi oczami, a jej emocje i myśli wysuwają się tutaj na plan pierwszy. Styl powieści jest poprawny, choć wydaje mi się, że książka mogła trochę ucierpieć przy tłumaczeniu – od czasu do czasu można trafić na dziwne powiedzonka, które aktualnie raczej już wyszły z użytku. Rozumiem, że w oryginale na pewno też były wskazania, że bohaterka nie należy do milenialsów, jednak tu jakoś wyszło to trochę kulawo. Kilka razy wyłapałam też niepotrzebne powtórzenia tego, o czym była mowa kilka stron wcześniej. Książka nie jest więc arcydziełem pod względem językowo-stylistycznym, ale większą część lektury czyta się miło i płynnie.
 
Spora część intrygi kryminalnej opiera się tu na samej postaci Clare. To kobieta lekko po czterdziestce, matka trójki dzieci – 9letniej dziewczynki, oraz 4- i 2letnich chłopców. Na co dzień dnie stara się poświęcać dzieciom, a do pracy idzie w nocy – jest pielęgniarką w okolicznym szpitalu. Jej mąż, Dan, właśnie przejmuje stery w rodzinnej firmie zajmującej się sprzedażą nieruchomości, tak więc z żoną praktycznie mija się w drzwiach. Clare stara się wszystkie swoje funkcje wypełniać dobrze, jednak taki ciągły pęd życiowy na nikogo nie wpływa pozytywnie. Autorka dobrze uchwyciła zamieszanie, ciągle zajęcie jakie zapewnia matce trójka dzieci, a i jej niepewny siebie charakter – Clare uważa się za nie dość dobrą, jest raczej cicha i podporządkowana, ale i bardzo wrażliwa. Wcześnie straciła własnych rodziców, dlatego rodzina Dana jest dla mnie tak ważna – pragnie ich akceptacji i zrozumienia. I to ma, aż do czasu, gdy w progu nie pojawia się Ella, która zaburza tak skrzętnie zbudowane rodzinne relacje. A relacja z nową szwagierką jest trudną – Ella to młoda, zapatrzona w siebie dziewczyna, dla której ważniejszy jest Instagram, niż prawdziwe życie. A przynajmniej tak to widzi Clare, czytelnik jednak cały czas nie jest pewien, czy bohaterka nie przesadza z tym negatywnym odbiorem.
 
Ogólnie postacie kobiece są tu bardzo ciekawe. Oczywiście o Elli można by wiele pisać, oczami Clare wygląda na naprawdę podstępną żmiję – potyczki tych dwóch bohaterek na pewno wzbudziły we mnie wiele emocji. Warto też wspomnieć o Joy, teściowej kobiet, która króluje nad całą rodziną, twardą ręką pilnuje, by w rodzinie do głosu nie doszły żadne złe emocje. Jej zachowanie też zmienia się, gdy na horyzoncie pojawia się Ella, Joy nagle zachowuje się dla Clare dosyć niezrozumiale, choć ta oczywiście cały czas stara się je usprawiedliwić.
 
Widać więc, że książka mocno skupia się na relacjach rodzinnych – nie tylko na poziomie żona – mąż, ale i wszystkich wokoło – teściów, szwagrów i szwagierek. To kolejny obraz rodziny, która stara się być perfekcyjna, jednak zrządzenie losu w końcu odkrywa ich prawdziwe twarze. Jacy są naprawdę? Czy tylko Ella ma swoje za uszami? Im dalej w lekturę tym kolejni bohaterowie odkrywają przed nami swoje nie całkiem czyste wnętrza… Nawet sama Clare skrywa mroczną tajemnicę.
 
Akcja powieści toczy się dosyć spokojnie, jak wspomniałam, głównie skupia się na myślach bohaterki, samych wydarzeń nie ma tu za wiele. Intryga kryminalna opiera się na wiszących nad głowami bohaterów tajemnicach – przede wszystkim nieodgadnionej, zapatrzonej w siebie Elli oraz tajemnicy Clare, którą za wszelką cenę chce zatrzymać tylko dla siebie. Emocje narastają przez kolejne, coraz agresywniejsze słownie utarczki tych dwóch bohaterek, a finał oczywiście zaskakuje – to kolejna tajemnica, o której nikt wcześniej nawet nie pomyślał…
 
Na koniec nie mogę nie wspomnieć o miejscu i czasie akcji. Te pierwsze, mimo że bohaterowie nieczęsto opuszczają willę, i tak wprowadza w książce fajny klimat – wakacje, włoskie jedzenie, słońce i woda, a od czasu do czasu też słodkie, włoskie przysmaki. To drugie głównie przejawia się w obsesji Elli na punkcie Instagrama, gdzie kreuje swoją idealną rzeczywistość, tak różną od tego, co jest naprawdę….
 
Ogólnie, musze przyznać, że spędziłam miło czas ze „Znam twój sekret”. To jeden z tych lżejszych thrillerków domestic noir, z trochę denerwująco-naiwną bohaterką i drugą totalnie zapatrzoną w siebie egoistką, które to na swoich barkach niosą dostarczanie czytelnikowi emocji. Pod tymi rozgrywkami kryją się dobre analizy psychologiczne charakterów oraz relacji rodzinnych, tych, które pojawiają się przy zawarciu związku małżeńskiego. Jak dobrze znasz swoich bliskich? Jak bardzo możesz im ufać? Do czego tak naprawdę są zdolni? To na pewno kilka z ważniejszych pytań, jakie stawia ta historia.  
 
Moja ocena: 7/10

lipca 29, 2021

"Czynności wyjaśniające" Sebastian Bachniak

"Czynności wyjaśniające" Sebastian Bachniak

 

Autor: Sebastian Bachniak
Tytuł: Czynności wyjaśniające
Data premiery: 09.06.2021
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał
 
„Czynności wyjaśniające” to debiut literacki Sebastiana Bachniaka, częstochowianina, który na co dzień pracuje w policji. Książka ta tak naprawdę powstała za namową żony autora, a sama sięgnęłam po nią właśnie dlatego, że wspomnianą żonę znam z jej instagramowego profilu od samych początków istnienia Kryminału na talerzu. Przekonana byłam więc, że debiut musi być udany, w końcu już na początku miał styczność z wymagającą recenzentką 😊
 
Fabuła powieści skupia się na postaci policjanta Szymona Hołysza, któremu rok temu zmarła żona. Mężczyzna został sam z dwójką małych dzieci i przez cały rok próbował się pozbierać po tak ogromnym ciosie. Teraz jednak przyszła pora wrócić do pracy. Okazuje się, że w tym czasie w wydziale doszło do wielu zmian i jego aktualny zwierzchnik chce się go jak najszybciej pozbyć. Szymon, po wielu bojach, zostaje więc przeniesiony do małej wioski godzinę drogi od Częstochowy, gdzie od teraz ma być koordynatorem lokalnego Zespołu do Spraw Wykroczeń. Pierwszą jego poważną sprawą jest wykrycie sprawcy wypadku – potrącenia rowerzysty i podejrzanego o spowodowanie wypadku śmiertelnego czteroosobowej rodziny. Problem w tym, że tej samej nocy Szymon wracał do domu dokładnie tą samą trasą, a rano jego auto miało na sobie ślady jakiejś stłuczki… Czy więc mężczyzna ściga samego siebie?
 
Książka składa się z prologu i 25 rozdziałów oraz epilogu, który tak naprawdę jest krótkim wyjaśnieniem od autora. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie obserwuje Szymona, jednak nie całkiem mogę powiedzieć, że przedstawiona jest z jego perspektywy, choć przez większą część lektury tak się wydaje. Jednak od czasu do czasu nagle w tekście są wtrącenia o odczuciach czy myślach innych osób (głównie Olgi, o której za chwilę), co moim zdaniem wprowadzało lekki chaos i wytrącało z rytmu. Na szczęście nie działo się tak często. Co do samego stylu powieści, to jest prosty, dynamiczny, sporo tu dialogów, które wydawały mi się nieco sztuczne, co jest pewnie następstwem tego, że zabrakło tu dobrej psychologii postaci. Słownictwo jest raczej niespecjalnie wyszukane, szczególnie jeśli mowa o dialogach.
 
Postać Szymona z początku zapowiada się ciekawie. Zmarła żona, obowiązek utrzymania rodziny i zachowania dawnej perfekcji w pracy miały potencjał stworzyć postać skomplikowaną i nieszablonową. Im dalej jednak, tym wszystko to się rozmywało, Szymon okazał się bucem przekonanym o własnej wyższości. Jego wybory, decyzje i działania robiły się dla mnie coraz bardziej niezrozumiałe, przez co czułam coraz większą irytację.
Drugą postacią odgrywającą pierwsze skrzypce powieści jest Olga, muzyczka, wokalistka, która marzy o wydaniu płyty z nową aranżacją starych piosenek. Z Szymonem poznaje się na zamkniętej imprezie po jednym z koncertów i od razu się w nim zakochuje. Podczas tego jednego wieczoru, jednej rozmowy powstaje jej obsesja na punkcie Szymona. Od tego czasu próbuje go uwieść, poderwać, rozkochać i zaciągnąć do łóżka. Szczerze, jej zachowanie wypadło bardzo psychopatycznie, choć wydaje mi się, że miała to być po prostu kobieta mocno pragnąca rodziny…
Wszystkie postacie, razem z wymienioną dwójka, bardzo szybo zmieniały swoje emocje. Tu nagle ktoś krzyczy, to ktoś się bez powodu denerwuje. Większość reakcji wydaje się przesadzona i nienaturalna, a przynajmniej niewytłumaczona – tu znowu zarzut w stosunku do braku dobrego umotywowania postaci.
 
Książka miała być kryminałem, okazała się jednak romansem z małym wątkiem kryminalnym. Perypetie miłosne Szymona i Olgi zajęły znaczącą część powieści, a przez brak głębszego rysu psychologicznego ich przepychanki były po prostu żałosne i śmieszne.
Wspomniany marginalny wątek kryminalny dotyczy poszukiwanego sprawcy wypadku i wątpliwości czy przypadkiem Szymon nie szuka samego siebie. Nie jest on jednak znowu specjalnie skomplikowany, chwilę po samym zdarzeniu domyśliłam się, jaki zabieg autor zastosował i od razu miałam wytypowanego sprawcę. Na końcu nie było żadnych zaskoczeń. Nawet więc intryga kryminalna nie wzbudziła we mnie żadnych pożądanych emocji.
 
Czy mamy tu jakiś plusy? Na pewno do nich chętnie zaliczę miejsce, w którym toczy się akcja powieści. Jej większość osadzona jest w podczęstochowskich malutkich miejscowościach, wśród lasów i rzek, więc otoczenie jest naprawdę przyjemne. Podobały mi się też nazwiska, jakie autor wymyślił dla członków nowego zespołu Szymona.
 
Podsumowując, „Czynności wyjaśniające” ciężko jest mi uznać w ogóle za kryminał. Owszem – głównym bohaterem jest policjant, jest zbrodnia i gdzieś tam jakieś śledztwo. Wszystko to jednak zostało zdominowane przez wątek romansowy pomiędzy głównymi bohaterami, który okropnie działał mi na nerwy. Naprawdę dawno żadna książka nie wzbudziła we mnie tak złych emocji. Na pewno gdybym sięgnęła po nią prywatnie, to porzuciłabym ją po jakichś 120 stronach, czyli od razu po wypadku i pojawieniu się Olgi. Może osoby lubujące się w wątkach romansowych i nieprzywiązujące dużej wagi do psychologii postaci nie będą aż tak w stosunku do niej surowe.
 
Moja ocena: 3/10

lipca 27, 2021

"Lato utraconych" Anna Kańtoch

"Lato utraconych" Anna Kańtoch

 

Autor: Anna Kańtoch
Tytuł: Lato utraconych
Cykl: komisarz Krystyna Lesińska, tom 2
Data premiery: 02.06.2021
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 392
Gatunek: kryminał
 
Z prozą Anny Kańtoch jak na razie nie miałam za wiele do czynienia – przez „Latem utraconych” czytałam zaledwie dwie jej książki, jednak już po pierwszej wiedziałam, że to pisarka, na którą warto zwracać uwagę! Jej kryminały są dopracowane i przemyślane, w starym dobrym stylu, gdzie zarówno zagadka, jak i klimat w powieści odgrywają znaczącą rolę.
„Lato utraconych” to drugi tom trylogii kryminalnej o komisarz Krystynie Lesińskiej. Pierwszy nosi tytuł „Wiosna zaginionych”, a jego akcja toczy się współcześnie, w czasie, gdy Krystyna jest już po siedemdziesiątce. Tom drugi nietypowo cofa się dwadzieścia lat wstecz, więc tym samym można spokojnie czytać go jako osobną powieść. Choć oczywiście gwarantuję, że od razu będziecie chcieli sięgnąć po tom pierwszy!
 
Fabuła „Lata utraconych” toczy się w 1999 roku. Kilka tygodni temu Krystyna straciła drugiego męża. Jej córka ma swoją rodzinę, syn ciągle mieszka z matką, choć w domu rzadko można go spotkać. Komisarz, mimo nalegań córki, nie zdecydowała się na urlop, doszła do wniosku, że praca to jedyne, co teraz może jej pomóc normalnie funkcjonować. I tak pewnego ranka razem ze starszym aspirantem Wojtkiem Chodurą zostają wezwani do wioski pod Żywcem – w Pogańskim Młynie, starej leśniczówce wynajmowanej turystom i myśliwym doszło do poczwórnego morderstwa. Zamordowani zostali rodzice z dwoma kilkuletnimi dziewczynkami, a ich nastoletni syn w ostatnim momencie został odratowany. Szybko okazuje się, że chłopiec to postać już mediom dobrze znana – kilka miesięcy temu został odnaleziony jako ofiara porwania sprzed 11 lat… Czy te dwie sprawy się łączą? Co chłopiec ma z nimi wspólnego? A może to tylko pech, okropny zbieg okoliczności? I czy Krystyna pogrążona w żałobie będzie w stanie doprowadzić śledztwo do końca?
 
Książka składa się z prologu, 17 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w przeważającej większości przez Krystynę w pierwszej osobie czasu przeszłego, od czasu do czasu jednak obserwujemy Wojtka lub inne ważne dla fabuły postacie w narracji trzecioosobowej. Akcja powieści toczy się na przełomie sierpnia i września 1999, od czasu do czasu przetykana jest fragmentami z życia Aleksandrowiczów sprzed kilku miesięcy przed tragedią. Styl jest prosty acz naprawdę dopracowany, widać, że autorka język polski kocha i szanuje.
 
„Lato utraconych” w porównaniu do tomu pierwszego to rasowy, klimatyczny kryminał. Mamy tu brutalne morderstwo, zagadkę z przeszłości i intrygę, która zmusza bohaterów (i czytelnika!) do wysiłku, do myślenia i dedukcji. Przez większą część lektury akcja nie toczy się jakoś specjalnie szybko, głównie chodzimy z Krysią i Wojtkiem, badamy ślady i przesłuchujemy świadków, powoli odkrywając kolejne tajemnice rodzinne i skupiając się na motywach działania postaci. Akcja poprowadzona jest tak, że ciekawość czytelnika cały czas utrzymuje się na wysokim poziomie, mimo niespiesznego tempa kolejne odkrycia, kolejne zwroty akcji nie pozwalają się ani chwilę nudzić. Intryga jest wielowątkowa, przemyślana i dopracowana, a tajemnice małego miasteczka oraz zbrodnia z przeszłości nadają lekturze naprawdę rewelacyjnego klimatu!

Oczywiście muszę też wspomnieć o bohaterach powieści. Postać pierwszoplanowa – Krystyna aktualnie przechodzi przez naprawdę trudny okres. To twarda babka, która nawet sama przed sobą nie chce przyznać, że może ją coś ruszyć. Śmierć męża, najbliższej osoby dzielącej z bohaterką codzienność to jednak nie byle co. Do teraz cały czas od wielu lat dręczy ją sprawa zaginięcia brata – doszło do niego w górach, w Tatrach, dokładnie tam, gdzie jedenaście lat temu syn Aleksandrowicza został uprowadzony. To sprawia, że Krystyna jeszcze mocniej i dziwniej angażuje się w tę sprawę. Nie jest to jednak tak jednostronna postać jak można by przypuszczać. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że sama zastanawia się nad swoimi rodzinnymi relacjami, choć jeszcze nie całkiem dojrzała, by próbować je zmienić.

„Nienawidzę przebudzenia, tego momentu, gdy znowu dociera do mnie świadomość, co się stało. Jakbym za każdym razem przeżywała to na nowo. Sen jest błogosławieństwem, bo odbiera wspomnienia, ale za tych parę godzin niepamięci płaci się każdego ranka.”

Poza Krystyną w książce jest wiele innych ciekawych postaci – znany już z tomu poprzedniego Wojtek, ale też osobne dla tego tomu postacie jak rodzina zamordowanych, którzy z jakiś niejasnych powodów zamiast udać się na luksusowe wakacje zagranicę, wybrali się do leśniczówki, choć nawet nie lubią bliskości przyrody, jak i ich siostra-dewotka i mężczyzna, który razem z nią odkrył tę makabryczną zbrodnię.
 
Nie mogę też pominąć miejsca i czasu akcji – fabuła toczy się jeszcze przed roku 2000 i choć cały czas gdzieś czujemy ten czasy w tle, to jednak nie dominują nad intrygą kryminalną. Najmocniej widać je na samym początku, kiedy jeden z policjantów nie jest w stanie trafić do pewnej wioski, bo sam nie wie gdzie to jest, a jego koledzy na komendzie nie potrafią znaleźć tego na mapie… Poza tym jednym fragmentem najmocniej o dawnych latach przypomina sama Krystyna ciesząca się swoją pierwszą komórką, jednak ciągle wspominająca o tym, że rachunki przez połączenia na pewno zapłaci astronomiczne.
Co do miejsca akcji to jest ono dokładnie takie jak lubię – małe wioski pod Żywcem i w górach. Okolica, gdzie wszyscy się znają, gdzie ważna jest bliskość i współżycie z naturą, gdyż jest ona cały czas na wyciagnięcie ręki. To miejsca spokojnie, choć i odludne, co mocno sprzyja posiadaniu mrocznych tajemnic…
„Bo czasem ze wszystkich rozwiązań zagadki prawdziwa jest ta, która najbardziej nas przeraża.”
Na koniec krótko muszę też opowiedzieć o tematach poruszanych w powieści. Tak jak w tomie pierwszym, tak i tu wspomnienia i pamięć odgrywają ogromną rolę. Przyglądamy się funkcjonowaniu rodziny, zarówno Krystyny, kobiety poświęcającej się bez skrupułów pracy oraz rodzinie Aleksandrowiczów, którzy z pozoru wyglądali na ideał, jednak czy naprawdę ich życie wyglądało tak jak wydawało się wszystkim wkoło? Do tego jeszcze trzeba wspomnieć o przeżyciach chłopca, który wychowywany był przez jedenaście lat przez obcą osobę, więziony i zastraszany. Żaden z tych tematów nie przytłacza, są w tle, ale odgrywają też w swoim czasie znaczącą rolę.
 
Podsumowując, „Lato utraconych” to kryminał z gatunku tych, które lubię najbardziej. Akcja toczy się w małych, oddalonych od miast wioskach, nad całością wiszą mroczne, niejasne tajemnice, a z tym wszystkim powoli próbuje uporać się charakterna śledcza, której nic nie powstrzyma przed odkryciem prawdy. Książka zaciekawiła mnie od samego początku i trzymała w napięciu do samego końca mimo niespiesznie posuwającej się akcji. Tu najważniejsza jest zagadka i kolejne tropy, które nakierowują na jej rozwiązanie. Do tego styl jest niesamowicie płynny i przyjemny, przez co czytanie tej książki to sama przyjemność.
 
Moja ocena: 8/10

lipca 20, 2021

"Mroczna prawda" Cara Hunter

"Mroczna prawda" Cara Hunter

 

Autor: Cara Hunter
Tytuł: Mroczna prawda
Cykl: detektyw Adam Fawley, tom 5
Tłumaczenie: Joanna Grabarek
Data premiery: 16.06.2021
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 472
Gatunek: kryminał / thriller
 
Cara Hunter to brytyjska autorka cyklu kryminalnego o detektywie Adamie Fawley’u i jego zespole śledczym. Debiutowała w roku 2018 książką pt. „Kto porwał Daisy Mason?” (recenzja – klik!), w przeciągu trzech lat cykl rozrósł się do pięciu tomów. Ja zapoznałam się z nim przy okazji polskiej premiery tomu drugiego pt. „Kto mieszka za ścianą?” (recenzja – klik!). Książka od razu zrobiła na mnie wrażenie swoją skrupulatnością, świetnym oddaniem realiów pracy zespołu śledczego oraz zaskakującym zakończeniem. I to właśnie dostajemy przy każdym tomie, a także ciekawe i trudne tematy, które zaprzątają nasze społeczeństwo. Z przyjemnością więc w posłowiu tomu piątego znalazłam informację, iż prawa do ekranizacji cyklu zostały wykupione przez telewizję Castlefield, więc wygląda na to, że może się spodziewać na jej podstawie serialu. Ja oczywiście już teraz czekam na tom szósty, którego angielska premiera wstępnie zapowiedziana jest na marzec 2022 roku.
 
Fabuła „Mrocznej prawdy” zaczyna się od wezwania detektywów na pobliski uniwersytet. Do dyrektora zgłosił się młody doktorant, który zgłosił napaść seksualną. Twierdzi, że wykorzystała go jego promotorka, profesor Fisher, która cieszy się dużą popularnością zarówno na uczelni, jak i w świecie naukowym. Kobieta jednak wszystkiemu zaprzecza. Czy dowody pobrane z ciała ofiary wystarczą, by rozstrzygnąć kto ma rację? W tym samym czasie Adam i Alex spodziewają się dziecka – Alex zbliża się już do końca ciąży. Obydwoje jednak boją się czy wszystko potoczy się zgodnie z planem, szczególnie, że Alex żyje teraz w ciągłym stresie – jej gwałciciel właśnie wyszedł z więzienia po odsiedzeniu 18 lat wyroku i na pewno będzie chciał wyrównać rachunki… W końcu to dzięki Alex został złapany. Kobieta żyje więc w ciągłym strachu, cały czas się boi i czuje się obserwowana. Czy to tylko jej wyobraźnia czy faktycznie coś jest na rzeczy?
 
Książka składa się z prologu, części głównej i epilogu. Trzon książki podzielony jest na fragmenty oddzielone gwiazdkami – są krótkie i naprzemiennie obserwują wszystkich członków zespołu śledczego, a także poprzetykane są dokumentami ze śledztwa, takimi jak protokoły czy przesłuchania, jak i komentarzami z Twittera, artykułami prasowymi oraz odcinkami podcastu poświęconemu odkryciu prawdy o gwałcicielu Alex. W tym tomie dodatkowo na samym początku książki dostajemy krótki opis wszystkich postaci występujących w całym cyklu przedstawiony w formie akt. Przez to nagromadzenie różnych form przekazu treści, książka, jak i cały cykl, mocno wyróżniają się na tle innych kryminałów dostępnych na rynku, dają poczucie realności i pełności. Jak wspomniałam, narracja prowadzona jest z punktu widzenia członków zespołu śledczego, wszyscy prócz Adama wypowiadają się w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, Adam w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, czasami też zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Fragmenty przedstawione z jego punktu widzenia jak jedyne oznaczone są datą i godziną zdarzeń, więc to właśnie one są tu nadrzędne nad pozostałym – zgodnie z funkcją jaką pełni Adam, przecież to on jest inspektorem policji nadzorującym cały zespół. Styl powieści jest spokojny, uważny, skupiony na szczegółach, ale i pełen dialogów, co nadaje książce dynamizmu.
 
Jak wspomniałam na wstępie, autorka w swoich książkach zawsze porusza ważny społecznie temat. W tym tomie na pewno jest nim wykorzystywanie seksualne przez osoby mające władzę. Temat tym istotniejszy, że tu ofiarą nie jest kobieta, a mężczyzna. O przemocy w stosunku do tej płci mówi się niewiele, prawda? Kiedy mowa o wykorzystywaniu seksualnym najczęściej od razu zakłada się, że to kobieta jest ofiarą – w końcu w większości przypadków jest słabsza fizycznie. Jednak te skojarzenie jest niesprawiedliwe, bo przecież mężczyźni równie dobrze mogą paść ofiarą napaści seksualnej, tylko ze względu na poglądy społeczeństwa, narzucone z góry role, dużo trudniej im się do tego przyznać. Tu autorka bardzo dobrze oddała te wszystkie niuanse dotyczące tego tematu, co na pewno pozwoli czytelnikom spojrzeć na niego szerzej, poszerzyć swoje horyzonty.
 
Tom ten znowu wydaje się bardziej skupiony na postaci Adama i Alex niż trzy pierwsze. Ich aktualne przeżycia mocno wplatają się w fabułę i oddziałują na całe śledztwo. Nie mogę powiedzieć nic więcej, by nie pozbawić Was elementu zaskoczenia podczas lektury, jednak w tym tomie wszyscy poniekąd zostają wystawieni na próbę. Adam i Alex i cały jego zespół śledczy.
 
A skoro już jesteśmy przy zespole śledczym, to z przyjemnością obserwowałam dalsze losy czwórki podwładnych Adama, które bardzo zgrabnie zostały wplecione w fabułę, tak, że nie dominują nad śledztwem, a jednak dla osób znających całą serię na pewno pogłębią jeszcze przywiązanie i sympatię do tych postaci.
 
W tym tomie intryga kryminalna skupiona jest równocześnie na dwóch sprawach, a może nawet i na trzech, jeśli wliczyć strach Alex przed jej dawnym gwałcicielem. Początkowo zespół śledczy zajmuje się wspomnianym zgłoszeniem napaści seksualnej, która jest sprawą niepewną – nie ma tu za wielu dowodów, to tak naprawdę słowo przeciwko słowu. Śledczy zajmują się nią dlatego, że chwilowo nie mają nic innego do roboty, bo tak naprawdę powinna trafić do innego wydziału. Niedługo później jednak dostają zgłoszenie zaginięcia pewnej kobiety, co nieco ożywia cały zespół i ich działania. Każdy z tych wątków poprowadzony jest sprawnie, z uwagą, ale i nie jest pozbawiony sporych zwrotów akcji, które czytelnika na pewno mocno zdziwią. Napięcie i zaciekawienie fabułą tak naprawdę od początku do końca utrzymuje się na najwyższym poziomie, a ostatnie sto stron jest wręcz nieodkładalne. Ogromne wrażenie i ogromne emocje wzbudziła we mnie ta książka, autorka naprawdę bardzo sprawnie kieruje emocjami czytelnika!
 
Nie chcę Wam zdradzać z książki za wiele, więc na tym zakończę. „Mroczna prawda” nie tylko trzyma wysoki poziom poprzednim tomów, a wręcz, w mojej ocenie, go przeskakuje! Historia jest ciekawa, zajmująca, a uwikłanie w nią głównych bohaterów powoduje, że czytelnik angażuje się w lekturę całym sobą. Jestem ogromnie z lektury zadowolona, to była naprawdę uczta kryminalna! Już nie mogę doczekać się tomu szóstego!
 
Moja ocena: 8,5/10

czerwca 22, 2021

"Śpiewaczka" Maciej Klimarczyk

"Śpiewaczka" Maciej Klimarczyk

 

Autor: Maciej Klimarczyk
Tytuł: Śpiewaczka
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 288
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Maciej Klimarczyk na co dzień jest psychiatrą, seksuologiem i biegłym sądowym. Pisze artykuły do pracy, prowadzi własny kanał na YouTube, udziela się w telewizji jako ekspert. W 2011 został współautorem książki popularnonaukowej, teraz przyszedł czas na jego debiut literacki – thriller psychologiczny pt. „Śpiewaczka”.
 
Fabuła powieści zaczyna się jak rasowy kryminał – od sceny morderstwa. Dopuszcza się go utalentowana primadonna opery bydgoskiej Eliza Kantecka. Ofiarą pada starszy pan, antykwariusz, Witold Kruger. Morderstwo jest przemyślane, solidnie przygotowane, tu nie ma miejsca na pomyłki. Co dziwne, kobieta po popełnieniu zbrodni nie ucieka. Czeka dobrych kilka godzin w mieszkaniu ofiary, po czym dzwoni na policję. W momencie aresztowania twierdzi, że nie pamięta nic z tego, co się wydarzyło, straciła przytomność, gdy Witold był jeszcze żywy. Ona nie mogła go zabić, bo przecież nie miała żadnego motywu, praktycznie ofiary nie znała…  Dlaczego więc zabiła? I czy uda się jej przechytrzyć panią prokurator i psychiatrów ją badających? Czy jej plan jest tak idealny, że nikt go nie odkryje? Kto okaże się sprytniejszy? I najważniejsze – dlaczego Eliza zdecydowała się na to wszystko?
 
Książka już samą swoją budową przywołuje na myśl operę – składa się z trzech aktów. Pierwszy i trzeci toczą się w roku 2018, drugi w 1986. Każdy z aktów podzielony jest na krótkie numerowane rozdziały. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje kilka postaci, m.in. Elizę, psychiatrę Dreckiego, prokurator Alicję Zakliczyńską czy Witolda Krugera. Styl powieści jest prosty, powściągliwy, skupiony na tym, bo przekazać to co najważniejsze, bez dodatkowych ubarwień czy rozbudowanych opisów.
 
Akcja powieści toczy się na przestrzeni dobrych kilku miesięcy. Nie skupia się na opisywaniu dokładnie odczuć, wielkich przeżyć bohatera – tu liczy się konkret, jeśli nic się nie dzieje, to autor bez skrupułów po prostu przeskakuje w akcji o miesiąc. Przy tym tytule z czystym sumieniem można powiedzieć, że w prostocie siła.
 
Autor, jak na wstępie wspomniałam, jest psychiatrą i biegłym sądowym, a jego wielką pasją jest muzyka, z czego skrzętnie w tej książce korzysta. Swoją intrygę kryminalną buduje na podstawie jednego schorzenia, o którym pewnie niewiele osób wcześniej słyszało. Jako że jednym z bohaterów jest psychiatra i biegły sądowy, to czytelnik dostaje wgląd w taką sprawę od strony medycznej – obserwujemy, jak wyglądają badania psychiatryczne i pobyt w takim szpitalu. Przyglądamy się pracy biegłego sądowego i funkcjonowaniu zarówno przychodni, jak i szpitala. Wszystko tu przedstawione jest prosto, zrozumiale, ale z charakterem – np. opis obchodu lekarskiego porównany do procesji biskupów rozłożył mnie na łopatki! Autor opisuje to co zna, z czym spotyka się na co dzień i to w książce widać. To duży plus tej historii.
 
Oczywiście drugim ważnym tematem jest tu opera i wielka rola, do której w chwili morderstwa przygotowuje się Eliza. Ogólnie wszystko w tej książce, przynajmniej jeśli chodzi o wydarzenia współczesne, w które uwikłana jest bohaterka, wydaje się tu świetnie odegraną sztuką, w którym lekarze i prokuratura to podatna na czar aktorki widownia. Niestety nie znam się na operze na tyle, by wyłapać nawiązania do innych dzieł, ale wiem, że takowe są na pewno (jedno jest wyjaśnione wprost 😉), co dodaje lekturze smaczku.
 
Oczywiście prócz ciekawego zaburzenia, dobrego wglądu od kuchni w szpital psychiatryczny i miłości do muzyki, znajdziemy tu też tematy warte chwili zastanowienia. Żeby nie zdradzić za wiele nie mogę tak naprawdę napisać co dokładnie mam na myśli, jednak ten najważniejszy temat przedstawiony jest z dwóch punktów widzenia – jedna osoba coś zrobiła, a druga nie, a jednak obydwie nadal czują się podobnie. Czy więc działanie niczego nie zmienia? Książka zmusza do ciekawych przemyśleń, tym bardziej frapujących, że przecież napisanych przez psychiatrę, a więc osobę znającą takie mechanizmy od podszewki.
 
Podsumowując, „Śpiewaczka” to bardzo mocny debiut literacki. Książka jest inna od dostępnych na rynku, jest bardzo konkretna, zwięzła, skupiona na jednym celu. Plan Elizy od początku fascynuje i ciekawi, prawie do samego końca ciężko się domyśleć o co tak naprawdę bohaterce chodzi. Z dziką fascynacją przyglądałam się tym wszystkim gierkom psychologicznym, badaniom i warunkom szpitala. Koniec dosyć mnie zaskoczył i zostawił trochę w konsternacji, spowodowanej wnioskami jakie pojawiły się w mojej głowie. To jednak temat do przedyskutowania z kimś, kto już tę książkę przeczytał. Ja ze swojej strony polecam Wam ten tytuł, to debiut wart uwagi! Mam nadzieję, że autor nie skończy na jednej książce!
 
Moja ocena: 8/10
 

czerwca 21, 2021

"Topieliska" Ewa Przydryga

"Topieliska" Ewa Przydryga

 

Autor: Ewa Przydryga
Tytuł: Topieliska
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 320
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Ewa Przydryga od dobrych dwóch lat podbija serca polskich czytelników. Szum wokół jej nazwiska zaczął się w roku 2019 z okazji premiery jej drugiej książki pt. „Zatrutka” (recenzja – klik!). W roku 2020 okazały się jej dwa thrillery pt. Miała umrzeć” i „Bliżej, niż myślisz”, w tym na razie jeden pt. „Topieliska”. Ja z jej książkami spotkałam się raz, przy „Zatrutce”, która rozczarowała mnie naprawdę ogromnie. To było jednak półtora roku temu i muszę przyznać, że te wszystkie zachwyty innych czytelników, skłoniły mnie, by dać autorce jeszcze jedną szansę. Chwyciłam więc za najnowsze „Topieliska” i choć faktycznie nie było tak źle jak przy wcześniejszym tytule, to jednak zachwytów podzielić nie potrafię. Dlaczego? O tym za chwilę.
 
Fabuła powieści zaczyna się 3 stycznia 2020 roku. Pola budzi się wczesnym rankiem z wysoką gorączką, przez co prosi męża, by to on zawiózł ich 3letniego syna do przychodni na umówioną wizytę. Kuba trochę marudzi, jednak ostatecznie odśnieża auto i razem z Jasiem wyruszają na wizytę. Po kilku godzinach Polę budzi telefon – dzwonią z przychodni z pytaniem czy przełożyć wizytę w związku z tym, że dzisiaj się na niej nie pojawili. Pola wyrwana ze snu najpierw nie rozumie o co chodzi, kiedy jednak do niej dociera, że Kuba i Jaś nie dotarli na miejsce, przerażona wsiada w samochód i rusza na poszukiwania. Niedaleko od ich domu na moście trafia na wypadek – jakieś auto przebiło barierkę i spadło do wody… Nie, nie ‘jakieś’, to auto Kuby. Ciało mężczyzny zostaje szybko wyłowione, jednak Jaś nadal pozostaje nieodnaleziony. Czy też umarł? I co się stało, że zjechali z drogi? Już na pogrzebie Kuby wychodzi na jaw, że nie był tak prawdomówny, jak się Poli wydawało… Czy jednak jego kłamstwa mają coś wspólnego z tym wypadkiem?
 
Książka składa się 25 rozdziałów. Narracja prowadzona jest pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Polę, przez co automatycznie skupia się w równym stopniu zarówno na wydarzeniach, jak i przeżyciach bohaterki, a wszystko to obserwujemy tylko i wyłącznie z jej punktu widzenia. Styl powieści jest dużo lepszy niż w „Zatrutce”, nie jest już na siłę udziwniany, nie sili się na poetyckość – jest prosto i zrozumiale, bez specjalnych ozdobników. Językowo i stylistycznie jest więc całkiem w porządku, nie mam tutaj specjalnych zastrzeżeń.
 
Fabularnie początek też zapowiada się całkiem dobrze. Dziwny wypadek, tajemnice Kuby takie jak zmarła siostra, o której kobieta nie miała pojęcia czy pieniądze, które miały zostać przekazane na rehabilitację kuzynki, która tak naprawdę nie miała żadnego wypadku, to dopiero początek góry lodowej. Jednak tu znowu autorka przekombinowała, wydaje się, że chciała za dużo tematów, za dużo wątków zmieścić w jednej niewielkiej powieści. Przez te nagromadzenie wydawałoby się, że niezwiązanych ze sobą tematów, uleciał mi gdzieś w ogóle klimat powieści, w ogóle nie wczułam się w tę historię. Najmocniej zaś irytowała mnie siostra bliźniaczka bohaterki, która od pogrzebu wspiera Polę. Jej historia, która chwilę po pogrzebie nagle wybucha, wydaje się przedstawiona mało realistycznie – ja w ten wybuch i jej zagmatwanie kompletnie nie uwierzyłam, więc przez to jakby cała fabuła od razu straciła na wiarygodności.
 
Z plusów mamy więc dobry początek i łatwy i prosty styl. Do nich na pewno muszę jeszcze dodać wątek świadomych snów. Widać, że autorka tutaj postarała się o szeroki reasearch, a same wrażenia bohaterki z tych doświadczeń kojarzyły mi się mocno z książką Sarah Pinborough pt. „Co kryją jej oczy”, a raczej z serialem, który powstał na jej podstawie. I mimo że pomysł by faktycznie dobry, to znowu wykonanie nie całkiem mnie przekonało, miałam wrażenie, że opisy tych snów na siłę mają wprowadzić jakąś tajemniczość i niejasność. Nie odczułam ich za naturalne, a wymuszone, co raczej nie przyczyniło się do pozytywnego odbioru powieści.
 
Ogólnie nie chcę za bardzo narzekać na tę książkę, bo widzę poprawę w stosunku do „Zatrutki” z 2019 roku. Styl bym przyjemny, pomysł na historię naprawdę dobry, tylko wykonanie trochę przekombinowane. Szkoda, że nie dałam rady wczuć się w klimat, szkoda, że za wiele trudnych tematów autorka wrzuciła do jednej historii, bo gdyby nad tym trochę popracować, trochę to tematycznie uprościć, to na pewno byłabym z lektury zadowolona. A tak to mogę tylko powiedzieć, że nie jest to książka zła, jednak mam za dużo uwag, by ocenić ją jako dobrą.
 
Moja ocena: 6/10
 

czerwca 15, 2021

"Krew z krwi" Przemysław Piotrowski

"Krew z krwi" Przemysław Piotrowski

 

Tytuł: Krew z krwi
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Mimo iż Przemysław Piotrowski na polskim rynku książki istnieje od roku 2015, to tak naprawdę zrobiło się o nim głośno dopiero w roku poprzednim, gdy przeszedł pod skrzydła Wydawnictwa Czarna Owca i opublikował pierwszy tom cyklu kryminalnego o komisarzu Brudnym pt. „Piętno”. W przeciągu sześciu miesięcy ukazała się cała trylogia, która zdobyła ogromne rzesze fanów. Mnie jeszcze nie było dane się z nią zapoznać, więc nowa książka pisarza pt. „Krew z krwi” była dla mnie wielką niewiadomą. I jak się okazuje dla fanów trylogii także, gdyż jest to całkiem inny rodzaj literatury niż brutalny kryminał.
 
Fabuła powieści kręci się wokół postaci Daniela Adamskiego, mało znanego pisarza, który, by związać koniec z końcem, chwyta się różnych prac dorywczych. Przede wszystkim jednak Daniel jest ojcem. Samotnym ojcem 5letniego chorego na raka i rdzeniowy zanim mięśni (SMA) syna. Syna, który potrzebuje 15 milionów na leki, które mogłyby go uzdrowić. Leki, których polskie państwo nie finansuje. Adam, jako mały poczytny pisarz, zwykły człowiek, nie ma szans uzbierać takich kwot, nawet przy pomocy tak popularnych teraz internetowych zbiórek… I tak próbuje chemioterapią i innymi mniej skutecznymi metodami opóźnić chorobę, spowolnić ją, by dać synowi i sobie samemu więcej czasu. Akcja powieści zaczyna się w dniu, gdy do drzwi Daniela puka policja. W okolicznym parku zginął jego dawny znajomy, mężczyzna, z którym miał kiedyś na pieńku. To jednak za mało, by policja mogła się Danielem zainteresować, więc dlaczego stoją pod jego drzwiami? Okazuje się, że mężczyzna został zamordowany w dokładnie taki sam sposób jak pierwsza ofiara w jego ostatnim kryminale… To sprawia, że Daniel zostaje wpisany na listę podejrzanych. Kiedy jednak do mediów trafia list od mordercy, w którym ten domaga się, by autor napisał kolejny tom przygód głównego bohatera, sytuacja zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Czy Daniel zdecyduje się na grę z mordercą? Ugnie się pod jego żądaniami? I jak wpłynie to na jego sytuację prywatną, czy to coś, co może pomóc mu zebrać pieniądze dla śmiertelnie chorego syna?
 
Książka składa się z 43 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Daniela, który często zwraca się bezpośrednio do czytelnika – książka to niejako jego monolog wewnętrzny, opowieść o mordercy i tego, jak jego działania wpłynęły na życie Daniela i jego syna. Styl powieści jest charakterystyczny dla tego typu formy – to strumień świadomości, zdania często są długie, słowa wylewają się z głowy bohatera wprost na karty powieści. I tak jak ogólnie nie za bardzo przepadam za tym zabiegiem, wolę częstsze kropki niż przecinki, to tu muszę przyznać, że taka forma pasowała idealnie. Styl jest bardzo rytmiczny, przez co tekst czyta się świetnie, czytelnik ma wrażenie, że całkowicie wchodzi w głowę bohatera i widzi jego przepływające, kotłujące się myśli. Myśli, które cały czas wracają do jednego tematu – jego syn, jego krew z krwi, umiera, a on na to patrzy i nie jest w stanie mu ulżyć w cierpieniu, uratować go przed śmiercią. Nie wyobrażam sobie, by ta książka mogła być napisana w inny sposób, ten styl, który autor to zastosował, jest wyborem idealnym, który wszystkie te rozrywające, ogromne emocje, tylko jeszcze bardziej podbija, bardziej je potęguje.
„(…) czas nigdy nie był naszym sprzymierzeńcem, raczej czymś, z czym należało walczyć, próbować oszukać, w pewnym sensie naszym wrogiem, bo tak sobie płynąc beztrosko dla innych, nas prowadził ku upadkowi, ku śmierci, bo śmierć syna była tak jakby moją śmiercią, bez niego nie potrafiłbym już żyć ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, aby mu pomóc, przecież zawsze można było zrobić więcej, zdobyć te pieniądze, ukraść, napaść na bank, zabić…
Zawsze można było zrobić więcej…”
A emocji jest to ogromna ilość. Tych chwytających za serce, wstrząsających człowiekiem. Emocji, które chwytają za gardło tak, że ciężko oddychać. Ja książkę przeczytałam w ciągu trzech dni, w drugim przeczytałam większość, jednak na sto stron przed końcem musiałam zrobić przerwę, mimo iż fabuła naprawdę mocno wciąga. Jednak emocji było tu tak wiele i są one tak obezwładniające, że we mnie pod koniec zgromadziło się ich za dużo – musiałam od nich odpocząć, by się nie udusić. To jednak świadczy o tym, że książkę czułam całą sobą, przeżywałam wszystko tak mocno jak bohater. A temat jest naprawdę ciężki – w końcu powoli skradająca, wyniszczająca i powodująca ogromne fizyczne cierpienie śmiertelna choroba pięcioletniego syna, na którą ojciec może tylko bezradnie patrzeć, jest czymś niewyobrażalnie ciężkim, czymś czego żaden człowiek doświadczać nie powinien… Biorąc na tapet tak ciężki temat, autor jednak udowadnia jak dobrze rozumie psychikę człowieka, jak rozumie myśli i skrajne emocje, jakie mogą targać człowiekiem. W tej sytuacji człowiek pozostaje nagi, ujawniają się wszystkie jego lęki i obawy, a i wtedy dopiero dostrzega to, co jest naprawdę ważne. Autor uchwycił to w punkt, aż brak mi słów, by samej to opisać.
„Ten lęk, który mnie ogarnął, był lękiem, który sam sobie stworzyłem, który teraz krył się w najgłębszych czeluściach mojej duszy i chyba też wnętrzności, gdzieś w dolnej części mojego żołądka albo jeszcze dalej, i który nie dawał mi myśleć o niczym innym jak o tym właśnie lęku.”
Mimo wszystko w książce i kryminalny wątek odgrywa znaczącą rolę. Jest przecież morderca, bezwzględny i brutalny, może i szalony, jest też policja prowadząca śledztwo. Wątek ten napędza akcję, stawia głównego bohatera coraz to w nowych sytuacjach. W końcu chcąc nie chcąc nagle Daniel staje się z praktycznie nieznanego pisarza autorem, którego zna cała Polska. I tu autor korzysta z własnego doświadczenia przedstawiając nam sytuację zarówno z pisarskiego punktu widzenia jak i dziennikarskiego (sam kiedyś pracował jako dziennikarz). Przyglądamy się więc mediom goniącym za sensacją, która może obrócić się na korzyść bohatera – w końcu to jego chwila w świetle reflektorów, dzięki mordercy to o nim kraj mówi. Może więc warto wykorzystać sytuację, by przynajmniej zbliżyć się do kwoty potrzebnej na uratowanie syna?
 
„Krew z krwi” to tak naprawdę wielka bomba emocjonalna skryta pod płaszczykiem kryminalnym. To książka zmuszająca do refleksji, do zastanowienia się nad tym do czego człowiek, do czego rodzic jest zdolny, by uratować własne dziecko. Które przecież nie padło ofiarą przestępstwa, a bezwzględnej śmiertelnej choroby. Oczywiście, to nie tak, że książka nie ma wad – znalazłam kilka niepotrzebnych moim zdaniem powtórzeń, jak i zakończenie chyba nie całkiem nie usatysfakcjonowało, jednak to tylko mało znaczące szczegóły – całościowo książka to majstersztyk kryminalno-psychologiczny, dawno nie czytałam czegoś tak dobrego, czegoś tak wstrząsającego do głębi. Trochę skojarzyło mi się to z ostatnim książkami Wojciecha Chmielarza, a te porównanie mówi samo za siebie.
 
Moja ocena: 8,5/10