Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwosoniadraga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwosoniadraga. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 28, 2026

"Niewierny" Piotr Żymełka

"Niewierny" Piotr Żymełka

Autor: Piotr Żymełka
Tytuł: Niewierny
Data premiery: 15.04.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 422
Gatunek: thriller kryminalny
 
“Niewierny” to już piąta powieść Piotra Żymełki, jednak dopiero druga, której akcja osadzona została w pełni w czasach współczesnych. Na rynku książki obecny jest od końca roku 2020, choć przez pierwsze cztery lata był mało aktywny, dopiero od 2025 roku, gdy podjął współpracę z Wydawnictwem Sonia Draga, jego powieści zaczęły ukazywać się systematycznie. Pisanie nadal pozostaje dla autora zajęciem po godzinach, zawodowo pracuje jako programista. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec, mieszkaniec Katowic, które zna od podszewki, czemu wyraz daje w swojej najnowszej powieści.
 
Katowice, czasy współczesne, czerwiec. Tomasz Malczewski nie może się doczekać piątkowego wieczoru - to wtedy zamierza zdradzić swoją żonę po raz pierwszy. Umówił się z ponętną Dominiką, pracownicą banku, którą poznał dzięki swojemu przyjacielowi Karolowi Moczarowi i to on pomaga mu rozkwitający romans ukryć przed żoną - pożycza mu samochód, jest jego fikcyjnym alibi. Jednak w drodze do kochanki coś jest nie tak z wozem, na szczęście Tomaszowi uda się na stacji benzynowej szybko zlokalizować usterkę, to po prostu gałąź zahaczyła się o tył podwozia samochodu. Po pierwszej namiętnej schadzce, auto wraca do właściciela, a Tomasz do domu, do swojej żony i córki. Kolejnego dnia komisarz Burski dostaje wezwanie na miejsce zdarzenia - w lesie za Katowicami samochód Karola stanął w płomieniach, z kierowcą w środku. Czy to po prostu wypadek, nieostrożna jazda? Uszkodzenia układu hamulcowego sugerują jednak, że mogło to być działanie zaplanowane… Komu zależało na śmierci Karola? I czy nie doszłoby do niej, gdyby nie romans Tomasza?
 
Książka rozpisana jest trzydzieści sześć rozdziałów i epilog, a zamknięta jest fajną klamrą - zarówno na początku, jak i na końcu powieści zapisane zostało to samo zdanie.  Rozdziały pisane są w naprzemiennej perspektywie Burskiego i Tomasza, nieczęsto, ale bywają dzielone na krótsze fragmenty. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego z perspektywy Tomasza oraz w trzeciej osobie tego samego czasu z perspektywy Burskiego - teoretycznie taka forma sugeruje, czyja narracja jest prowadząca. Narrator lubi bawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę – co jakiś czas coś przed nami zataja, na moment, ale jednak postacie raz po raz mają nad nami przewagę. Styl powieści jest niesamowicie lekki, autor umiejętnie posługuje się słowem, językiem codziennym, choć nie zapomina, że język w powieści jednak powinien być jednak choć trochę literacki - pojawiają się więc w książce słowa potoczne, kilka określeń zapożyczonych ze śląskiej gwary czy przekleństwa, jednak każde z nich użyte jest w sposób naturalny, nie trąci sztucznością. Nie wszystko jednak jest idealnie, moją uwagę przyciągnęło kilka powtarzających się określeń, które zwyczajnie nie pasują, odbierają powagę sytuacji jak np. na kobietę po trzydziestce narrator nieustannie mówi dziewczyna. Z kolei ciekawym zabiegiem są oryginalne, zabarwione szczyptą humoru porównania, które nadają historii charakter nie całkiem poważny - wydaje mi się, że to specjalny zabieg autora mający na celu rozładowanie napięcia. W tekście pojawiają się też fragmenty piosenek i wierszy, popkultura pod każdą postacią jest w powieści obecna - zarówno we wzmiankach, jak i w potencjalnych inspiracjach, nawiązaniach.
“Zrobiła taką miną, jakbym był dzieckiem, które zjadło dżdżownicę, myśląc, że to żelki.”
Cała opowieść zbudowana została na kontraście, zderzeniu poważnego, dorosłego życia, w którym w każdej chwili trzeba pamiętać o konsekwencjach, z potrzebą wolności, zastrzyku emocji, jakie czuło się w czasach młodości, w chwili, gdy dorosłość była na wyciągnięcie ręki, ale jeszcze nie całkiem obecna. To naturalne pragnienia, jednak czy dorosłość nie polega na tym, by realizować je bez wyrządzania krzywdy innym? A jednak, gdyby tak choć na chwilę można było się zapomnieć, nie myśleć o konsekwencjach, z jakimi jedna podjęta pod wpływem chwili decyzja może się wiązać… Bo to konsekwencje są jednym z najważniejszych punktów powieści, to, jak sobie z nimi radzimy. Autor przedstawia zagadnienie od kilku stron w zależności od wieku i charakteru postaci jasno podkreślając, że mimo wszystko każdy prędzej czy później za swoje czyny w jakiś sposób odpokutuje. Bo czy nie jest tak, że każdy czyn wpływa na innych, nawet, gdy podchodzimy do niego w sposób czysto egoistyczny?
“(...) zdumiewało go, jak bardzo natura ludzka przez wieki pozostawała niezmienna. Zupełnie jakby cała cywilizacja i kultura były tylko cienką warstwą, pod którą czają się pierwotne żądze władzy i najniższe instynkty.”
Główny bohater powieści, Tomasz, to nie filmowy casanova, a zwyczajny mężczyzna, który do tej pory prowadził stałe, przewidywalne, szczęśliwe, choć dosyć szare życie. Praca w dużej firmie, nudne wklepywanie danych w komputer, od czternastu lat jeden związek, który choć satysfakcjonujący, jest już dobrze znany, a co za tym idzie, nie ma w nim miejsca na odkrywanie nowego. Romans tę potrzebę nowości, ekscytacji ma zapewnić. Autor świetnie kreuje postać nadając Tomaszowi bardzo ludzkie cechy – on przecież dobrze wie, że to, co robi, jest złe, a jednak robi to i tak. Rozum i emocje nie idą w parze, a bohater ciągle zdaje się stawiać przed stałym dylematem i co chwilę wybiera źle.
“Gdyby przeciętność potrzebowała zdjęcia do portfolio, to człowiek ten idealnie nadawałby się na modela.”
Dużo mniej kontrowersyjną postacią jest Maciej Burski. Policjant oddany swojej pracy, który po godzinach czyta książki historyczne, wielki miłośnik dobrej herbaty, co jest miłą odmianą w nawykach postaci, które najczęściej bez kawy żyć nie potrafią. Burski jednak, mimo swojego profesjonalizmu, też przechodzi w historii pewną przemianę, też otwiera się na nowe, choć nie tak krzywdzące innych doświadczenia, które mocno (może nawet momentami za mocno?) oddziałują na jego zachowanie. Niemniej jednak to dużo łatwiejsza do oceny postać, sympatyczny i solidny śledczy.
 
Fabuła powieści rozpisana jest naprawdę solidnie, każdy element świata przedstawionego ma swój cel, uzasadnienie. Zagadka śmierci Karola dobrze jest poprowadzona, czytelnik długo pozostaje niepewny co do tego, w jaki sposób jest tak naprawdę powiązana z historią Tomasza, który jedną swoją decyzją początkuje swoistą lawinę zdarzeń. Niektóre elementy fabularne mogą w części czytelników wzbudzać dyskomfort - poza kryminałem, w historii obecny jest też wątek romansowy, który choć może nie jest opisywany tak dokładnie jak w erotykach, to jednak raz po raz w różnych kombinacjach się powtarza, co dla czytelników takich jak ja (nie lubimy się z romansami w kryminale) może być po czasie lekko uciążliwe. Niemniej jednak i te sceny mają w całej powieści swoje uzasadnienie, co szanuję i akceptuję. Intryga kryminalna robi wrażenie, choć w niektórych momentach detale mogły być podane subtelniej, tak by pełne rozwiązanie zagadki stanowiło dla czytelnika przez większą część lektury zagwozdkę i by historia pod koniec nie traciła na wiarygodności. Finał powieści przybiera lekko sensacyjno-filmowe nuty, z czego chyba sam autor zdaje sobie sprawę wkładając w usta jednej z postaci te słowa:
“(...) opowiedz mi jeszcze raz całą tę cholerną intrygę, bo fabuła w końcówce nieco się zagęściła (...).”
Ostatnim istotnym elementem fabularnym jest miejsce akcji, Katowice i położone nieopodal inne miejscowości. Autor zaprasza nas w kilka punktów na mapie Katowic, do których raz po raz wracamy, a które oddane są z takim wyczuciem i dokładnością, że czytelnik ma wrażenia jakby tam po prostu razem z bohaterami powieści był. Kolory, zapachy, otoczenie, natężenie dźwięków - wszystko to żywo oddziałuje na wyobraźnię, wzbudza zainteresowanie tak duże, że aż chciałby się od razu ruszyć śladami powieści na wycieczkę po tym mieście.
 
W “Niewiernym” Piotr Żymełka pokazał się czytelnikom od innej strony niż w serii przygodówek z sir Barwoodem i szlachcicem Liszewskim (recenzja - klik!). Z jednej strony jest dużo poważniejszy, w końcu konsekwencje decyzji i dylematy moralne postaci są czytelnikowi dużo bliższe, a dzięki dobrym kreacjom psychologicznym, w pełni zrozumiałe, z drugiej jednak nie traci tej lekkości pióra i humoru przemycanego w dialogach czy w nawiązaniach do popkultury. Powieść może i ma swoje lepsze i gorsze momenty, nie można jednak odmówić - to się po prostu dobrze czyta, a stopień zagmatwania intrygi, jej wielowątkowości, która w pełni ukazuje się dopiero w finale historii, robi wrażenie! Chętnie sprawdzę, co Piotr Żymełka przygotuje dla nas w przyszłości😊.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 23, 2026

"Zabijaj uważnie" Karsten Dusse

"Zabijaj uważnie" Karsten Dusse

Autor: Karsten Dusse
Tytuł: Zabijaj uważnie
Cykl: Zabijaj uważnie, tom 1
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 408
Gatunek: komedia kryminalna
 
Karsten Dusse zanim rozpoczął karierę literacką przez długi czas pracował w telewizji i radiu, zarówno jako prezenter, jak i autor scenariuszy, a także jako ekspert w tematach prawnych - z wykształcenia jest prawnikiem. Światową sławę przyniosła mu jednak dopiero seria czarnych komedii kryminalnych, której tomem pierwszym debiutował w 2019 roku i który na jego rodzimym rynku szybko osiągnął status bestsellera. Chwilę później pojawiły się kolejne powieści z tej serii, na ten moment jest ich pięć. W międzyczasie, w 2024 roku na Netflixie pojawiała się jej ekranizacja w formie ośmiu odcinkowego serialu, a książki sprzedały się w ponad dwumilionowym nakładzie i tłumaczone są na ponad dwadzieścia języków.
W Polsce tom pierwszy pt. “Zabijaj uważnie” pojawił się w roku 2021 pod szyldem Wydawnictwa Otwartego, które na tym polskie tłumaczenia powieści Dusse’a zakończyło. Dopiero teraz, pięć lat później, Wydawnictwo Sonia Draga podjęło się wyzwania i przy nowym wydaniu “Zabijaj uważnie” już zapowiedziało tłumaczenie tomów kolejnych. Nawet tom drugi pt. “Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie” jest już widoczny w zapowiedziach z premierą na 27 maja!
 
Björn Diemel od dziesięciu lat pracuje w kancelarii prawnej jako tak zwany prawnik śmieciowy - jego najważniejszym klientem jest gangster Dragan Sergowicz, któremu w tym czasie pomógł wyjść z niejednych prawnych tarapatów, jak i rozwinąć biznes tak, by był nieuchwytny. Niestety z pracą dla mafiosa wiąże się spory stres i stała dostępność, co wpływa nie tylko na samego Björna, ale i na jego rodzinę. W końcu żona posuwa się do ostateczności - żąda od niego zmiany, odbycia terapii, w której widzi jedyną szansę na ocalenie ich związku. Björn może zastanawiałby się dłużej, gdyby nie chodziło na szali nie leżały kontakty z jego dwuletnią córeczkę Emily. I tak trafia do nauczyciela uważności, który uczy go wszystkich zasad tego, jak uwolnić się od lęku i żyć tu i teraz. I wygląda na to, że to działa! A przynajmniej, że Björn naprawdę się do lekcji i nauczonych zasad stosuje - momentami tak bardzo, że przypadkowo uśmierca swojego najważniejszego klienta… A kiedy pozbawiło się życia szefa mafii, to cóż… łatwo wrócić do normalności nie będzie. Björn jednak jest na to gotowy - z poradnikiem uważności z wszystkim sobie poradzi!
“Pozwoliłem sobie na to, by nie robić niczego, na co nie miałem ochoty. Niestety oznaczało to, że musiałem ograniczyć wolność kogoś innego, odbierając mu życie. W końcu nie poszedłem na kurs uważności po to, by uratować świat, tylko siebie.”
Książka rozpisana jest na 37 lekcji uważności, czyli odwołując się do typowego podziału w kryminałach, na 37 rozdziałów. Każdy otwiera krótki wpis z fikcyjnego poradnika “Zwolnij na pasie szybkiego ruchu. Uważność dla kadry kierowniczej” Joschki Breitnera, nauczyciela uważności Björna, która do bohatera staje się czymś na kształt biblii. Całą fabularną historię opisuje główny bohater w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego. Rozdziały liczą najczęściej po kilka stron, bywają dzielone na krótsze fragmenty. W samych rozdziałach najczęściej lekcje cytowane na ich początku się powtarzają - czasami w całości, czasami częściowo, czasami są dodatkowo rozwinięte. Styl powieści jest dopasowany do czarnej komedii - sytuacje pozornie groźne opisane są z taką dawką absurdu, że robią się po prostu śmieszne. Autor ma dobre wyczucie tego, z czego i w jaki sposób się śmiać, bo choć fabuła czasami kieruje się momentami w dość makabryczne obszary, ani razu nie robi się niesmacznie. To przede wszystkim komedia sytuacyjna, komedia pomyłek, w której siłą jest ironizowanie dosłownego podejścia głównego bohatera do uważności. Język, w jakim książka jest pisana, jest równie dobrze zbalansowany - mimo że historia toczy się w dużej mierze w środowisku gangsterskim, autor dał radę napisać ją tak, że nie musi za często uciekać się do dosadniejszego słownictwa, a i tak wszystkie dialogi wypadają naturalnie. Dobrze gra na półsłówkach, urwanych zdaniach, niedopowiedzeniach. Pod kątem stylu powieść jest świetnie dopracowana, lektura jest czystą przyjemnością i idzie bardzo sprawnie.
“To wspaniałe, kiedy dzieci uświadamiają nam, że powinniśmy bardziej doceniać otaczające nas piękno i cieszyć się nim. Przecież wszelkie troski przemijają. Kłopoty w pracy? Jutro zastąpią je inne. Jezioro pozostanie. Nie przestanie istnieć nawet wtedy, gdy pracy już dawno nie będzie. Dlaczego ktoś miałby rano po przebudzeniu przejmować się zasranymi problemami zawodowymi, jeśli może pogapić się na wodę?”
Oczywiście spora w tym zasługa kreacji głównego bohatera, a zarazem narratora powieści, które swoje postrzeganie świata narzuca nam, czytelnikom. To bohater, który właśnie przeszedł dużą przemianę, żywo zaangażowany w to, by nauczyć się żyć uważnie - bo po lekcjach terapeutycznych zauważył, że to naprawdę działa, a on sam od dziesięciu lat nie czuł się lepiej. Mimo tego, że do tych zasad podchodzi w sposób karykaturalny, wykorzystuje je tak, jak nikt z nas by o tym nie pomyślał, to tak naprawdę nie wyśmiewa się z nich samych - to raczej jego unikalny sposób ich wykorzystania jest tym, z czego się tutaj śmiejemy. Sam Björn, mimo czynów, których się dopuszcza, jest postacią budzącą sympatię, bo znamy jego cel - chce utrzymać swoją rodzinę razem, najważniejsza dla niego jest córeczka. Choć jeśli głębiej się nad tym zastanowić, czy motywy usprawiedliwiają czyny? Można go jednak uznać za obrońcę tych dobrych - w końcu jego pierwszą ofiarą jest ktoś bezsprzecznie zły, podły i impulsywny gangster… Dusse zbudował tę postać tak, że podczas lektury czytelnik nie podważa jego kompasu moralnego, nie zastanawia się, czy na pewno powinien go lubić - dobrze się bawi obserwując jego pomysłowość w wykorzystaniu zasad uważności.
“Zacznijmy od tego, że nie jestem brutalny. Wręcz przeciwnie. Na przykład nigdy w życiu się nie biłem. Dopiero w wieku czterdziestu dwóch lat po raz pierwszy uśmierciłem człowieka. Uważam, że jak na przedstawiciela mojego fachu zacząłem dość późno.”
Cała powieść opiera się na mocno przewrotnym pomyśle zastosowania tej filozofii do pozbycia się swoich problemów. Ostatecznego pozbycia. Intryga toczy się w środowisku gangsterskim, jednak przez skupienie na nowym podejściu Björna, który w każdej sytuacji pamięta, by uważnie oddychać, jak i przez stale obecną jego rodzinę, miłość do córki, powieść trudno zaliczyć do typowych przedstawicieli motywów gangsterskich, wydaje się więc, że nawet ci czytelnicy, którzy nie lubią tego rodzaju powieści, nadal powinni się dobrze przy “Zabijaj uważnie” bawić. Intryga wychodzi z prostego założenia, ale mimo to po drodze solidnie się komplikuje, a autor doskonale wyczuwa momenty, w których coś powinno się stać, by nie stracić zainteresowania czytelnika. Dzięki temu od początku do końca historia wręcz pochłania. Momentami można się dopatrzyć niewielkich nieścisłości fabularnych, jednak nie są znaczące dla przebiegu lektury i na tyle marginalne, że na odbiór całości w żaden sposób nie wpływają - w końcu to komedia, autor może czasem trochę dane sceny wyolbrzymić!
“Oczywiście uważność służy osiąganiu zupełnie innych rezultatów. Dzięki niej można uporać się z irracjonalnymi uczuciami. Piękno tej metody tkwi w tym, że pozwala w niezwykle subtelny sposób zapobiec gwałtownym, niekontrolowanym wybuchom emocji. Na szczęście można za jej pomocą wywołać również odwrotny efekt.”
Poza dobrą zabawą i solidną dawką fajnych porad zarówno na temat stoickiego podejścia do życia, jak i zachowania zasady work-balans (bo przecież to, że główny bohater stosuje się do nich karykaturalnie, wcale nie znaczy, że z racjonalnym podejściem nie można z nich czegoś dobrego wyciągnąć), powieść przynosi też refleksję na temat tego, jak łatwo każde przekonania i zasady nagiąć czy zinterpretować tak, by odpowiadały konkretnym potrzebom. Czy nie dzieje się tak na co dzień z religią, czy prawem? Björn robi tak z zasadami uważności, dostarczając czytelnikowi świetną komedię, która mimo wszystko może zmusić do refleksji i czegoś nauczyć.
“Dla kogoś, kto tak jak on uważał przemoc za najlepsze rozwiązanie każdego problemu, najgorsze było przeświadczenie, że nie może się do niej uciec, bo wszystko wokół już nie żyją, a reszta świata go obserwuje. Kogoś takiego można skrzywdzić najdotkliwiej, kiedy zamiast z nim walczyć, ignoruje się go.”
Podsumowując, “Zabijaj uważnie” to powieść, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że historię, w której pojawiają się wątki gangsterskie. może się tak lekko i tak zabawnie czytać. Autor na fali zainteresowania społeczeństwa nowymi (a może starymi, ale przeżywającymi odrodzenie) technikami radzenia sobie z codziennością zbudował nieszablonową fabułę, w której główny bohater, a zarazem narrator powieści podchodzi do nich w sposób bardzo niekonwencjonalny. I to działa! Historia jest przezabawna, a przez te lekcje zamieszczone na początku każdego rozdziału, przez skupienie, z jakim narrator podchodzi do stosowania się, pamiętania w każdej chwili o tych zasadach, w jakiś dziwny sposób wycisza i uspokaja. Takie historii gangsterskiej jeszcze na pewno nie czytaliście! Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Sonia Draga podjęło się wydania w polskim tłumaczeniu tej serii!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2026

"Złe decyzje" Yrsa Sigurðardóttir

"Złe decyzje" Yrsa Sigurðardóttir

Autorka: Yrsa Sigurðardóttir
Tytuł: Złe decyzje
Cykl: Czarny lód, tom 2
Tłumaczenie: Paweł Cichawa
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 376
Gatunek: thriller kryminalny
 
Yrsa Sigurðardóttir to najpopularniejsza współczesna islandzka pisarka, której nagradzane, bestsellerowe powieści kryminalne tłumaczone są na ponad trzydzieści języków. Debiutowała pod koniec lat dziewięćdziesiątych książką dla dzieci, na rynku literatury kryminalnej pojawiła się kilka lat później - w 2005 roku ukazał się “Trzeci znak”, pierwszy tom cyklu z prawniczką Thorą, który szybko został przetłumaczony na inne języki zyskując sobie światową sławę. Do Polski twórczość Sigurðardóttir trafiła praktycznie od razu, bo już rok później i przez kolejne osiem lat wydawana była przez Wydawnictwo Muza, pod szyldem którego ukazała się cała debiutancka seria autorki i powieść jednotomowa. Od 2018 roku autorką na polskim rynku opiekuje się Wydawnictwo Sonia Draga, które właśnie teraz wydaje jej trzecią serię kryminalną - Czarny lód zapoczątkowany genialnym thrillerem “Znikąd pomocy” (recenzja - klik!). “Złe decyzje” to tom drugi, który na rodzimym rynku autorki ukazał się w 2022 roku, polski czytelnik musiał więc na tłumaczenie trochę poczekać. Dobra informacja jest taka, że jeszcze trzy najnowsze książki Sigurðardóttir czekają na tłumaczenie - kolejne dwie z cyklu oraz jednotomówka. Już teraz czekam na nie z niecierpliwością!
 
Południowe wybrzeże Islandii, Heimaey wchodząca w skład Wysp Westmana. To tam 23 stycznia przypływa piątka trzydziestoletnich przyjaciół, których przygnały tam wyrzuty sumienia - właśnie zmarła ich znajoma, która należała do ich studenckiej paczki. W ostatnich latach jednak kontakt z nią im się urwał, nie odpowiadali na jej wiadomości, nie zareagowali nawet, gdy pisała, że leży w szpitalu śmiertelnie chora… Czy przyjazd na jej pogrzeb choć trochę odkupi ich winy? Taką mają nadzieję, jednak już od samego początku ich spotkania wszystko idzie nie tak, jak powinno…
Cztery dni później na wyspę wezwany zostaje islandzki wydział kryminalny - policjanci Týr i Karó wraz z patolożką Idunn, dla której ze względów prywatnych powrót na wyspę łatwy nie jest. Nie ma jednak wyjścia - Idunn jest jedyną patolożką w kraju, a na Heimaey czekają na nią aż dwa ciała: jedno spalone, drugie nienoszące żadnych ran, które miałyby okazać się śmiertelne. Kim są, w jaki sposób doszło do ich śmierci i jak łączą się z wyprawą piątki przyjaciół sprzed kilku dni?
 
Książka rozpisana jest na 31 rozdziałów i epilog. Akcja powieści toczy się naprzemiennie w dwóch czasach - przed morderstwem i po, rozpoczynając od dnia pierwszego tj. 23 stycznia, a kończąc na dniu dziewiątym 31 stycznia. Każdy rozdział podpisany jest dniem i datą, ale nie każdy dzielony jest już na krótsze fragmenty - nie ma to wpływu na odbiór lektury, rozdziały i tak liczą po kilka stron, a każdy absorbuje tak, że nie chce się go przerywać w połowie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z dwóch perspektyw: zdarzenia przed morderstwem opisuje Trausti, młody lekarz, który na pogrzeb Guggi przyleciał aż ze Stanów, a zdarzenia po morderstwie przedstawione są przez patolożkę Idunn. Akcja prowadzona jest tempem umiarkowanym, mocno skupia się na samych postaciach, przez co sporo w niej opisów, dialogi nie dominują, choć tekst układa się tak gładko, że sama zauważyłam to dopiero teraz, przeglądając książkę na potrzeby recenzji. Język, jakim posługuje się autorka, jest uniwersalny, raczej pozbawiony przekleństw, dobrze stonowany. W prostych słowach buduje odpowiedni nastrój.
 
Bo nastrój to jeden z najważniejszych punktów powieści, a zarazem konsekwencja miejsca, w którym toczy się akcja. Tym razem to nie niewielka Islandia, ale jeszcze mniejsza wyspa, miejsce, w którym dosłownie wszyscy się znają. Miejsce, w którym policja nawet nie ma dwóch namiotów dla techników, a ostatnie morderstwo popełniono tam lata temu. Małomiasteczkowy klimat jest mocno wyczuwalny, a dzięki zamknięciu wyspy przez pogorszenie się warunków atmosferycznych, klimat robi się klaustrofobiczny. Każdy element otoczenie odpowiada za pogłębianie dusznego nastroju - fale uderzające o brzeg, nieustanna szaruga, pole wulkaniczne, urwiska doskonale oddają surowość tego miejsca, które w chwili, gdy zostaje popełniona zbrodnia, przemienia się w coś na kształt pułapki.
“(...) im mniej się dzieje w czyimś życiu, tym większą ten ktoś ma potrzebę omawiania go w szczegółach.”
Niemniej jednak intryga powieści zbudowana jest inaczej niż w tomie pierwszym, gdzie pułapka była potraktowana bardziej dosłownie, choć pod kątem samej budowy wygląda podobnie - i tam, i tutaj, akcja toczy się przed i po morderstwie. Tutaj jednak autorka nie skupia się tak mocno na budowaniu napięcia, które sprawia, że czytelnik aż trzęsie się z emocji. Tutaj liczy się przede wszystkim ciężar decyzji, które zarówno przed, jak i po morderstwie postacie muszą podjąć. Ciężar, który przytłacza z każdą kolejną decyzją coraz mocniej. Zamiast typowego dla thrillera napięcia, jest uczucie smutku, który wynika z tego, że poprzez tę powieść zadajemy sobie pytanie - czy autorka doszła do tego kim naprawdę jest człowiek?
 
Bo jej powieść pełna jest pytań, które musimy sobie zadać. Pytań o to, w którą stronę kierują się nasze decyzje - czy zawsze, nawet kiedy twierdzimy, że postępujemy uwzględniając dobro innych, są podszyte egoizmem? Czy wystarczy, by ktoś pozwolił nam na usprawiedliwienie, by wybrać to, co dobre dla nas, a nie właściwe, czy dobre dla innych? I czy tak naprawdę zawsze pozwalamy sobie na wybór? Przecież ile w życiu jest takich decyzji, które podjęły się same, które wynikają z zaniedbania, tego, że pozwoliliśmy, by los toczył się po swojemu, a decyzje podejmowali inni? To przecież łatwiejsze rozwiązanie, z którego na pewno każdy z nas w życiu nieraz korzystał. Czy jednak to nie doprowadza do przesuwania granic tego, co jest według nas akceptowalne, a co nie?
“Są chwile, kiedy najgorszym wyjściem jest nie podjąć żadnej decyzji. Taka chwila właśnie nadeszła.”
Historia przed morderstwem toczy się w grupie przyjaciół, a to przenosi kolejne ciekawe refleksje na temat tego, jak inaczej postępujemy, gdy jesteśmy wśród innych, w sytuacji, gdy decyzja musi zostać podjęta nie przez jedną osobę, a kilka. Autorka dobrze wybrała swoje postacie, bo mimo pięciu bohaterów, każdy z nich prezentuje nieco inny typ człowieka, a to sprawia, że możemy dobrze przyjrzeć się mechanizmom podejmowania takich wspólnych decyzji. Dla czytelników jednak najbliższy jest Trausti, który od zawsze pełnił w grupie rolę tego wycofanego, tego nie zawsze zauważalnego, który po cichu, na samym tyle grupy pilnuje porządku. Ta kreacja mocno wpływa na odbiór powieści, bo jest to człowiek mocno przeciętny - z dobrym kodeksem moralnym, ale nie na tyle silny, by nie ulec napięciom w grupie. Ale czy tak naprawdę ktokolwiek jest na tyle silny?
“Co jest lepsze - wieść wymarzone życie, będąc dręczonym wyrzutami sumienia, czy przeżyć je z czystym sumieniem, przypłaciwszy to rezygnacją z ambicji i zawodowej satysfakcji?”
Historia po morderstwie ma wyraźnie kryminalny charakter, w przeciwieństwie jednak do tomu pierwszego nie jest przedstawiona z punktu widzenia policji, a patolożki, która jest postacią mocno w sobie zamkniętą, co z kolei mocno wpływa na to, jak rozdziały pisane z jej perspektywy wyglądają. Nie są dynamiczne, nie są porywające w sensacyjnej formie, a wręcz odwrotnie - prowadzone są spokojnie, po cichu, ale wydźwięk emocjonalny mają podobnie głośny co te, prowadzone z perspektywy Traustiego. Idunn to ciekawa kreacja kobiety, które nie może wyzbyć się emocji, jakie podyktowało się dzieciństwo, przyzwyczajenia i urazy są nadal w niej żywe. Ale czy tak naprawdę ktokolwiek z nas zdolny jest odciąć się od tego, co nas w młodości ukształtowało?
“Groza ma swój urok dla tych, którzy nie zdążyli się jeszcze do niej przyzwyczaić i nie muszą się mierzyć z jej skutkami.”
Sama intryga powieści budowana jest spokojnie i skrupulatnie. Długo wydaje się niepozorna, jednak to tylko wrażenie - tak naprawdę jest perfekcyjnie przemyślana, a ścieżki, jakie prowadzą do finału, obrane są niebanalnie, co prowadzi do rozwiązania nieczęsto spotykanego w kryminałach. Szkoda, że nie mogę na ten temat powiedzieć nic więcej!
 
Podsumowując, “Złe decyzje” to duszny thriller kryminalny, w którego centrum stoi zwyczajny, szary człowiek. Autorka skrupulatnie przygląda się procesowi, w jaki podejmujemy decyzje sami i w grupie, obrazuje, jak łatwo jeden nierozważny krok może się zamienić w lawinę złych decyzji, spod której nie sposób się wygrzebać. Podział akcji na dwa czasy jest dobrym zabiegiem, który nadaje powieści dwa kierunki - zdarzenia przed morderstwem to coś na kształt thrillera psychologicznego, w którym wiemy, że finał będzie katastrofalny, nie wiemy tylko co do niego doprowadzi; a to, co dzieje się już po morderstwie nosi znamiona spokojnego kryminału, przedstawionego nie całkiem szablonowo, bo przecież oczami patolożki obciążonej własnymi prywatnymi problemami. Co ważne, to że każda z postaci prowadzona jest naturalnie, z dużym wyczuciem psychologii, tych wszystkich detali, do których sami przed sobą nie chcemy się przyznać - bo czy nie każdy z nas nie woli myśleć, że postawiony w sytuacji bohaterów, postąpiłby inaczej? Autorka dobrze wie, jak bardzo nieprzewidywalne jest życie, jak w mgnieniu oka może stoczyć się w przepaść… I to napawa ogromnym smutkiem, a równocześnie sprawia, że tak powieść jest tak dobra!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 03, 2026

"Wilcza jagoda" Michael Connelly

"Wilcza jagoda" Michael Connelly

Autor: Michael Connelly
Tytuł: Wilcza jagoda
Cykl: Catalina, tom 1
Tłumaczenie: Przemysław Hejmej
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
 
Michael Connelly to jeden z najbardziej utytułowanych pisarzy tworzących współcześnie. Debiutował w latach 90. XX wieku pierwszym tomem cyklu, który kontynuuje do tej pory - było to “Czarne echo” z detektywem Harrym Boschem. Od tej pory jego książki stale goszczą na listach bestsellerów, a też szybko doczekały się ekranizacji w gwiazdorskich obsadach. Teraz autor na koncie ma ponad czterdzieści tytułów, z czego znacząca część wpisuje się w kilka serii kryminalnych - czołowe to ta z Harrym Boschem, z prawnikiem z Lincolna i detektywką Ballard. Teraz do ich grona dołącza seria Catalina z detektywem Stilwellem. Popularność jego powieści rozciąga się na cały świat, tłumaczone są na czterdzieści pięć języków, a nakład sprzedanych egzemplarzy przekroczył już 90 milionów. W ostatnich latach jego najpopularniejsze serie doczekały się własnych seriali, które Connelly współtworzy jako producent wykonawczy.
Do Polski jednak jego twórczość zawitała dość późno - w 2015-2016 Wydawnictwo Albatros wydało dwie powieści z Harrym Boschem, od 2017 roku zajmuje się nim Wydawnictwo Sonia Draga.
 
Maj, rok 2025, mała wyspa Catalina położona w hrabstwie Los Angeles. To tam trafiają funkcjonariusze, którzy muszą za coś odpokutować, to tam od roku żyje detektyw Stilwell, który przejął funkcję komendanta tamtejszego malutkiego posterunku. Jednak on i kilku funkcjonariuszy tak naprawdę nie mają za wiele do roboty, na Catalinie przecież nic się nie dzieje - ot czasami turyści przesadzą z alkoholem, ale to też nie duży problem, na wyspie nie ma przecież samochodów, porusza się po niej jak nie drogą morską, to wózkami golfowymi. Jednak teraz, przed oficjalnym otwarciem sezonu turystycznego, dochodzi do dwóch niepokojących zdarzeń - najpierw ktoś zarzyna bizona pod ochroną, a kiedy Stillwell już ma swojego podejrzanego, w marinie znalezione zostaje ciało. To młoda kobieta z fioletowym pasemkiem we włosach, które staje się jej znakiem rozpoznawczym - stopień rozkładu, a może po prostu napuchnięcia ciała jest tak duży, że niewiele poza nim da się dostrzec. Śledztwo szybko przejmuje biuro szeryfa z lądu, na Catalinie tak poważnych spraw się nie rozwiązuje, choć Stillwell ewidentnie nie zamierza odpuszczać - znajduje punkt zaczepienia, przez który ma pretekst, by w sprawie pogrzebać. To ważne, bo na lądzie zajmować się ma nią detektyw, który w oczach Stillwella nie cieszy się sympatią - to przez zatarg z nim wylądował na wyspie.
 
Książka rozpisana jest na 50 króciutkich, liczących od niecałej do kilku stron rozdziałów i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Stillwella, a narrator dba, by czytelnik pomiędzy kolejnymi wydarzeniami dobrze zrozumiał zasady na wyspie panujące, nie skupia się więc tylko na postaciach i akcji, ale również na miejscu. Język, jakim się posługuje, jest dobrze wyważony - w dialogach, najczęściej pomiędzy wrogimi sobie rozmówcami, nieraz padają dosadniejsze słowa, przekleństwa, jednak potrzebne są w takich sytuacjach, by nadać powieści ten szorstki realizm. Niemniej jednak cała powieść pisana jest językiem przyjemnie uniwersalnym, który doceni czytelnik w każdym wieku. Sam język jest nośnikiem historii, niczym więcej, a swoją rolę spełnia tak, że nie odciąga uwagi do samej fabuły. Książkę czyta się łatwo i płynnie.
“(...) policjanci delegowani na Catalinę przychodzili i odchodzili; znikali, gdy tylko udało im się zrehabilitować w oczach dowództwa na stałym lądzie. Wyspa słynęła jako miejsce kwarantanny policyjnych świrów oraz nieudaczników, dlatego jej mieszkańcy nie mieli ochoty inwestować cennego czasu w utrzymywanie bliższych kontaktów z personelem posterunku.”
Najważniejszym elementem świata przedstawionego jest tak naprawdę sama wyspa. Wraz z biegiem lektury dowiadujemy się o niej sporo ciekawostek związanych zarówno z samym jej położeniem i zaludnieniem, jak i z wyspiarzami, którzy ją zamieszkują. Mimo swoich niewielkich rozmiarów, to jednak ciągle miejsce, w którym ściera się wpływ lokalnych gangsterów z tymi dbającymi o interesy wyspy - burmistrzem czy bogatszemi mieszkańcami. A dzięki temu, że Stillwell stoi z boku, jest kimś przyjezdnym, dostrzega te relacje wyraźnie. Te wpływy są ważne, bo i pieniądze niezłe - wyspa, choć mała, jest celem podróży wielu bogatych osób, którzy mają tu prywatny klub, do którego przypływają wielkimi jachtami. W te rejony Stillwell też się zapuszcza, to tam prowadzi go te “przykrywkowe” śledztwo.
 
Dzięki skupieniu na miejscu i relacji mieszkańców z turystami, w powieści czuć bardzo wakacyjny, ale równocześnie bardzo małomiasteczkowy klimat. To przecież miejsce z zaledwie dwoma miasteczkami, tu wszyscy się znają, wszyscy wiedzą o sobie wiele, ale też umiejętnie skrywają sekrety - swoje i innych. A to w śledztwie nie pomaga…
 
Bo jak rozpocząć śledztwo, kiedy nikt nie wie, kim utopiona dziewczyna jest? Intryga powieści prowadzona jest w zgodzie z miejscem akcji - toczy się niespiesznie, a przynajmniej takie daje wrażenie, bo gdy skupić się na linii zdarzeń, to nie da się zaprzeczyć, że nie ma tu bezruchu, a detektyw systematycznie prze do przodu. Co ciekawe, autor nie skupia się tylko na jednym wątku - obok sprawy śmierci dziewczyny ukazuje też inne, pomniejsze zgłoszenia i sprawy, które wymagają interwencji wyspiarskiej policji. To kolejny element dodający powieści realności. A choć sama intryga w pewnych momentach zahacza o motyw władzy, to jednak nie skupia się na nim całkowicie, dzięki czemu nie daje wrażenia surowej, typowo amerykańsko-policyjnej, a raczej dobrze wpisuje się w małomiasteczkowy charakter miejsca, w jakim się rozgrywa.
 
W intrydze nie brakuje też prywatnych wątków Stillwella, jednak mimo pewnej banalności tego zagrania, jest na nie dobre fabularnie wytłumaczenie. Na pewno jeszcze mocniej podkreśla charakter głównego bohatera, samotnego wilka, który bez względu na wszystko dąży do odkrycia prawdy. Jego kodeks moralny jest solidny, a gdy widzi, że ktoś tuż obok idzie na skróty, wyraża głośny sprzeciw. To klasycznie zbudowana postać samotnego detektywa, ale też wzbogacona o detale nadające mu bardziej otwarty na ludzi charakter - już sam fakt, że stworzył na wyspie nowy związek, że aktywnie dba o dobro swojej partnerki sprawia, że staje się bardziej empatyczny, a zatem w oczach czytelnika sympatyczny.
“Bez względu na to, jaką była osobą, nie zasłużyła na swój los. Usiłuję znaleźć jej mordercę, a w tym celu potrzebna jest każda informacja. Nie zależy mi na śliczniutkim wizerunku ofiary, nie o to chodzi. Szukam prawdy (...).”
Michael Connelly w “Wilczej jagodzie” dba o każdy element świata przedstawionego, o ciągłość i skuteczność linii fabularnej, która zabiera czytelnika w nieoczekiwane rejony, która łączy klimat Los Angeles i malutkiej, ledwie co zamieszkałej wyspy. W tej powieści autor nie skupia się tylko na dobrych i złych gliniarzach, a choć i na ich potyczki miejsca nie brakuje, tu prym wiedzie społeczność Cataliny, która oddana jest znakomicie. Jeśli więc macie ochotę na solidnie zbudowany małomiasteczkowy kryminał, w którym zwyczajność mieszkańców ściera się z interesami szemranych typów i lokalnych polityków, to ten tytuł nada się idealnie! Zresztą nie obawiajcie się tych polityków i gangusów - oni choć są, nie wiodą prymu w powieści, bo przede wszystkim liczą się zwyczajniejsze relacje. Podoba mi się ta Catalina, czekam na więcej!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 19, 2026

"Ziarno zła" Grzegorz Kapla

"Ziarno zła" Grzegorz Kapla

Autor: Grzegorz Kapla
Tytuł: Ziarno zła
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna
 
Grzegorz Kapla to podróżnik, autor reportaży i powieści kryminalnych. Ciągle w drodze, ciągle uczący się świata i szukający w nim tego, co dobre. O swoich powieściach mówi, że są to historie o miłości, bo to wokół tego uczucia kręci się cały świat. Jest uważnym obserwatorem, dzięki czemu dobrze wie, jak na kartach powieści oddać wielobarwną naturę człowieka.
W gatunku kryminału debiutował w 2018 roku “Bezdechem”, pierwszym tomem serii z Olgą Suszczyńską. Teraz seria liczy tomów pięć, które w przeciągu ostatniego roku zostały wydane ponownie w nowej szacie graficznej (recenzje – klik!), szósty już zapowiedziany jest na maj. Poza tą serią autor wydał dwie osobne powieści: “Krwawą Toskanię” (recenzja - klik!) i na ten moment najnowsze “Ziarno zła”.
 
Małe wioski położone pod Warszawą, noc 23 grudnia. Dwudziestokilkuletni Bartek i Justyna wracają z nielegalnego zabiegu usuwania ciąży, kiedy ktoś zajeżdża im drogę. Justyna już wcześniej krwawiła, teraz w wyniku wypadku traci przytomność, a auto utknęło gdzieś w krzakach. Bartek spanikowany dzwoni do ojca, sędziego, a ten wybiera numer jedynej osoby, która może im teraz pomóc, a zarazem sprawić, że unikną konsekwencji prawnych - do komisarza Wojtka Hermana. Z tym, że to nie jedyna sprawa, z którą Herman mierzy się tej nocy - w tym samym czasie dzwoni do niego drugi przyjaciel z lat młodzieńczych, teraz znany prezenter telewizyjny. Pijany powołuje się na to samo, co sędzia - na ich pakt, który zawarli podczas pamiętnej wycieczki szkolnej w Tatry. Pakt, który gwarantował całej czwórce wzajemną pomoc w razie sytuacji zagrożenia życia. Niedługo później odzywa się i ostatni członek grupy - teraz poważany profesor na uniwersytecie, którego ktoś właśnie szantażuje. Czy sam jeden Herman podoła z ratunkiem swoich trzech dawnych przyjaciół? I skąd naprawdę wziął się ten ich pakt, na który wszyscy teraz się powołują? Po odpowiedzi trzeba będzie sięgnąć głęboko…
 
Książka rozpisana jest na sześć części, z czego tylko jedna (druga w kolejności) toczy się w przeszłości. Pozostałe pięć to zapis zdarzeń z dwóch dni - 23 i 24 grudnia. Każda z części dzielona jest na rozdziały, w sumie jest ich trzydzieści sześć, a zdanie, które kończy jeden rozdział, jest tym samym (bądź bardzo podobnym) do tego, które drugi rozdział otwiera, choć często użyte jest w innym kontakcie, a na pewno przez inne osoby. Rozdziały dodatkowo dzielone są na krótsze sceny - przez pierwszą połowę powieści skupienie na jednej postaci jest dłuższe niż w drugiej, w drugiej te przeskoki w perspektywie narracyjnej są częste, czasami nawet co pół strony. Sama narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci: przede wszystkim czterech połączonych paktem przyjaciół, ale nie tylko, pojawia się jeszcze kilka innych perspektyw osób w jakiś sposób w intrygę zamieszanych - u jednych powiązanie od razu jest jasne, u innych autor ujawnia je dopiero po czasie. Styl powieści trochę wymyka się ramom typowo kryminalnym, jest też nieco inny niż w serii z Olgą Suszczyńską. Tam jest mocno refleksyjny, mocno siedzi w głowach postaci, które przekazują nam czasami swoje myśli w formie czegoś na kształt strumienia świadomości. W “Ziarnie zła” styl jest bardziej skondensowany, uwaga już nie ucieka tak na boki (co oczywiście w serii z Olgą nie przeszkadza, a wręcz odwrotnie - mnie samą zachwyca!), a co za tym idzie, książka nie zawiera aż tylu przemyśleń, spostrzeżeń podanych czytelnikowi wprost - tu wydarzenia mówią same za siebie, a sam czytelnik ma za zadanie się nad ich uniwersalnością zastanowić. Jednak nadal sposób, w jaki te wydarzenia zostają podane, nie jest zwyczajny, nie jest typowo prosty, tak, jak u wielu polskich autorów. W tym w jakiś sposób czuć, że Kapla ma tendencje do zamysłu, do wyciągania wniosków z tego, co życie nam przynosi - to ta mocno charakterystyczna cecha jego twórczości.
Język, jakim się przy tym wszystkim posługuje, jest dobrze wyważony, bardzo naturalny, nie czuć w nim żadnej sztuczności (no, może momentami przy tym zabiegu z ostatnim i pierwszym zdaniem rozdziałów), dialogi wypadają bardzo realistycznie, a książkę czyta się płynnie i z lekkością.
„Wiesz, jak to jest z łańcuchem. Wszyscy myślą, że to twoje więzienie, a to przecież także twoje poczucie przynależności i bezpieczeństwa. Niektórzy ludzie nie potrafiliby żyć, jeśli im się nie powie, w co wierzyć, a czemu nie ufać.”
Jednak nie tylko sam styl i język sprawiają, że książka wymyka się typowym ramom powieści kryminalnej. Robi to też intryga, bo choć oparta na zbrodniach i wykroczeniach, w których tle pojawia się postać policjanta, to jednak nie stanowi oczywistej całości: nie ma morderstwa i śledztwa, które do czegoś nas prowadzi, jest zdarzenie, a dalszy ciąg historii to próba reagowania, radzenia sobie z konsekwencjami. Oczywiście wszystko to ma zabarwienie kryminalne, ale równocześnie jest przejmująco ludzkie, przejmująco zwyczajne - to, czego postacie w tej powieści doświadczają, mogłoby dotyczyć, spotkać każdego z nas. Mimo tego, intryga w powieści jest solidna, autor prowadzi czytelnika jak po sznurku do miejsca, w którym chce, by ten się znalazł - doskonale manipuluje uwagą, przyciemnia niektóre fakty, na inne rzucając światło, by finalnie dostarczyć efektu wow. Tu wbrew pozorom nic nie jest przypadkowe, każda scena jest solidnie przemyślana.
 
Cała historia w tej powieści przedstawiona oparta jest na jednym wydarzeniu z przeszłości i postaciach w nim uwikłanych. Teraz, dwadzieścia lat później, każdy z nich prowadzi inne życie, jest innym człowiekiem niż był wtedy, a jednak echa przeszłości nadal w każdym z nich wybrzmiewają. Bo czy nie przeszłość dyktuje teraźniejszość? Kreacje postaci są różnorodne, na plan pierwszy przede wszystkim wysuwa się komisarz Herman, który od czasów nastoletnich przeszedł ciekawą przemianę. Wtedy grubas, fajtłapa i strachliwiec, teraz policjant, który nie boi się naciągać prawa, a nawet działać poza nim, by osiągnąć to, co uważa za … odpowiednie. A jednak mimo moralnie wątpliwego zachowania, w jakiś sposób budzi w czytelniku sympatię. Z pozostałych postaci chyba najmocniej zapada w pamięć prezenter telewizyjny, człowiek, który lata temu zagubił się w swojej samotności. Powód? To kolejny punkt, którego szukać trzeba w przeszłości…
“Pamiętaj, nadzieja jest najważniejsza, żeby przeżyć.”
A to prowadzi do refleksji na temat decyzji, jakie podejmujemy i ich konsekwencji w przyszłości. Decyzji, które podjęte zostały w dobrej wierze, ale doprowadziły do ludzkich tragedii. Tak naprawdę mam wrażenie, że spora część zdarzeń podyktowana jest tutaj swoistą formą spychologii, obarczania winą kogoś, by nie obwiniać siebie, by móc powiedzieć, że za krzywdy musi ktoś zapłacić. Jak łatwo jest wzbudzić w człowieku poczucie winy? Podważyć światopogląd, by to, co wydawało się pewne, nagle ukazało się ulotne?
Grzegorz Kapla swoją opowieść opiera na relacjach międzyludzkich, tych najbliższych, jak przyjaźń i rodzina. Czy każdy z nas musi mieć jakieś wzorce, których zachowania może naśladować, albo odwrotnie - całkowicie się im przeciwstawić? Co tak naprawdę kształtuje człowieka, to kim jest i jakie ma cele? Im dłużej myślę o “Ziarnie zła”, tym więcej w mojej głowie pojawia się tego typu pytań. A to dobrze, bo bardzo lubię książki, które każą czytelnikowi choć na chwilę się zatrzymać, pomyśleć.
“Dobre chwile są krótkie jak sen.”
Grzegorz Kapla to autor, który już zdążył wypracować sobie charakterystyczny styl. W jego powieściach tym, co liczy się przede wszystkim, jest człowiek, jego relacje z otoczeniem, z innymi ludźmi, jego grzechy i radości. Tak też jest i w “Ziarnie zła”, powieści dobrej i zajmującej, choć przyznam, że trochę brakowało mi w tej tej dygresyjności, którą tak lubię w serii z Olgą Suszczyńską. Powieści, która choć osadzona jest na zagadnieniach kręcących się wokół zbrodni, to tak naprawdę wymyka się typowym określeniom gatunkowym. Kryminał, powieść obyczajowa, refleksyjna, psychologiczna? Tak, z każdej z nich można w “Ziarnie zła” coś odnaleźć. Bo w niej nie liczy się szufladka, do której się ją włoży, a człowiek. I jego decyzje, które czasem zaczynają, a czasem kończą się na tragedii. Jest w tym przejmujący smutek, z którym zostałam po zakończeniu lektury.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 09, 2026

"Matki" Carmen Mola

"Matki" Carmen Mola

Autorka: Carmen Mola
Tytuł: Matki
Cykl: Elena Blanco, tom 4
Tłumaczenie: Magdalena Olejnik
Data premiery: 18.02.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 464
Gatunek: kryminał
 
Carmen Mola na hiszpańskim rynku książki pojawiała się w 2018 roku z pierwszym tomem serii mrocznych kryminałów noir z inspektor Eleną Blanco pt. “Cygańska narzeczona”. Przez cztery pierwsze lata kariery literackiej nie udzielała wywiadów, nie pojawiała się na żadnych wydarzeniach kulturowych, co tłumaczone było potrzebą zachowania anonimowości. W 2021 roku sytuacja jednak uległa zmianie, Carmen Mola otrzymała nagrodę literacką Premio Planeta, jedną z najważniejszych nagród na rynku hiszpańskim za powieść “Bestia” (nieprzetłumaczona do tej pory na polski). Przyszła zatem pora ujawnienia, a świat literacki mocno się zdziwił - zamiast jednej kobiety, na scenie pojawiło się trzech mężczyzn: Jorge Díaz, Agustín Martínez i Antonio Mercero, scenarzystów telewizyjnych. Ta informacja wywołała coś na kształt skandalu i obiegła cały świat, bez względu jednak na odzew, na pewno nie podziałało to dla powieści podpisanych Carmen Mola negatywnie. Teraz, po ośmiu latach od debiutu, na wspólnym koncie tych autorów jest sześć powieści: “Bestia” i pięć tomów zamkniętej już serii z Eleną Blanco.
W Polsce seria Carmen Moli debiutowała we wrześniu 2022 roku i w niewiele ponad rok urosła do trzech tomów (recenzje – klik!), za to na czwarty, najnowszy na naszym rynku, musieliśmy czekać prawie trzy lata! Kiedy zatem doczekamy się tomu kończącego serię?
 
Madryt, październik. Od wydarzeń z “Małej” minęło kilka dobrych miesięcy, jednak nikt z zespołu BAC, czyli Specjalnej Brygady Śledczej, o tamtych tragicznych wydarzeniach nie zapomniał. Zárate i Elena oddalili się od siebie, sama Elena myśli o adopcji dziecka, które wtedy udało im się ocalić, co choć daje jej nowy cel, wcale nie zmniejsza wyczerpania, jakie czuje codziennie będąc szefową BAC. Wychodząc z ośrodka opieki, który odwiedza, by zacieśnić relacje z potencjalnie wkrótce adoptowanym dzieckiem, odbiera telefon - to wezwanie na nowe miejsce zbrodni. Zbrodni prawdziwie makabrycznej… Na jednym z madryckich parkingów w szemranej dzielnicy zamknięty w dużym dostawczym samochodzie był mężczyzna. Mężczyzna, któremu ktoś wyciął narządy wewnętrzne, a w ich miejsce włożył płód dziecka. Co to wszystko ma znaczyć, kto dopuściłby się takiego bestialstwa? Gangi przecież w taki sposób nie działają, ta zbrodnia pozostaje bez podpisu. Ale dlaczego została popełniona i kim są ofiary - bo przecież to nie tylko mężczyzna, ale i nienarodzone dziecko…
“Czy człowiek może przezwyciężyć swoje błędy i powrócić do punktu, w którym zboczył z drogi?”
Książka rozpisana jest na cztery części, z czego każda składa się z cytatu, czegoś na kształt prologu, w którym przytaczana jest historia Violety oraz kilkunastu rozdziałów - każdy jest numerowany, w sumie jest już 68. Same rozdziały bywają dzielone również na krótsze scenki, jednak ich długość nie jest przytłaczająca - każdy liczy dosłownie kilka stron. Narracja pisana jest z kilku perspektyw postaci stających po dobrej stronie prawa w trzeciej osobie czasu teraźniejszego. Zdania, z których powieść jest zbudowana, są krótkie, treściwe, ale również i bogate w lokalne szczegóły - autorzy zabierają nas w dzielnice Madrytu (i nie tylko), do których samemu strach się zapuszczać. Poprzez połączenie czasu teraźniejszego z krótkimi zdaniami lektura może wymagać przyzwyczajenia - przyznam, że trudno było mi początkowo złapać jej rytm, co trochę mnie nużyło, dopiero w okolicach połowy książki, gdy akcja przyspieszyła, styl narracji przestał odciągać moją uwagę. Warto też zaznaczyć, że tłumaczka dba o to, by polski czytelnik nie miał trudności ze zrozumieniem o czym w tekście mowa - wszystkie nazwy własne, skróty itp. tłumaczone są przypisem.
“Nagle Elenie strasznie chce się płakać, sama nie wie czemu. Robi jej się wstyd. Wie, że byłoby to jak szlochanie na filmie o nieskomplikowanej fabule, nakręconym specjalnie po to, żeby wyciskać łzy, ale to normalne życie, które ją otacza, obojętne wobec tragedii, która na pewno rozgrywa się teraz w rodzinie Beira, sprawia, że rośnie jej gula w gardle. Myśli o życiu, które ucieka niezauważone, aż potem nagle jest za późno. Nagle już nie ma szansy na śmiech i pocałunki.”
“Matki” to czwarty tom serii, jednak sprawa kryminalna, jaką opisuje, to osobna historia, można więc czytać go od pozostałych tomów niezależnie. Oczywiście trzeba mieć wtedy świadomość, że książka lekko spoileruje wydarzenia z tomów poprzednich, szczególnie z “Małej”, która czasowo w linii chronologii powieści jest najbliższa. Ci jednak, którzy serię znają, nawet po tak długiej przerwie, dostrzegą jak dużą zmianę przeszła główna bohaterka. Jeszcze niedawno Elena swój ból chowała za butelkami grappy, karaoke i seksem z nieznajomymi, teraz w końcu się z nim oswoiła, zaakceptowała, wchłonęła. Już nie szuka przygód i szaleństw, teraz chce po prostu kochać i być kochaną, móc się kimś opiekować, mieć za kogo walczyć, kogo bronić. Może brzmi to górnolotnie, niemniej przemiana jest prawdziwa - czytelnik podczas lektury czuje tę smutną rzeczywistość Eleny, którą jest zwyczajnie zmęczona, którą rozjaśnić chce oferując pomoc i samą siebie małej istocie niemającej poza nią nikogo. I tak Elena po latach tęsknoty za swoim synem, na nowo przygotowuje się do zostania matką…
“Czuje się bezmiernie znużona. Nie dlatego, że ma za sobą ponad trzydzieści godzin bez snu, po prostu jej odporność jest na wyczerpaniu. Zbyt wiele koszmarów. Czuje, że czara się przepełniła, że nie pomieści już w pamięci więcej obrazów (...).”
Bo właśnie to matki są w centrum tej powieści. Ich więź z dzieckiem bez względu na sposób i powód poczęcia, bez względu na to, czy dzieci są z nich zrodzone czy przygarnięte, są siłą a zarazem słabością, która może zostać wykorzystana w najbardziej brutalny sposób. Nie brak też i rodzicielstwa, a wręcz rodziny w innej formie: każda taka więź jest rozpatrzona, przeanalizowana. Carmen Mola wychodzi poza ramy normalności, wykrzywia relacje, wynosi je daleko poza granice prawa, przedstawiając jest ekstremalnie wynaturzone - czy to pokręcony sposób, by czytelnik zaczął dostrzegać szczęście, jakim otacza się na co dzień?
“- Chciałabym pokładać równie wielkie zaufanie w rodzinie jak ty.
- To dlatego, że sama nie mam rodziny. - Hakerka się śmieje. - Nie miałam okazji się do niej rozczarować.”
Drugim ważnym tematem powieści stojącym na równie z więziami rodzinnymi są ludzi u władzy, którzy zaczynają wierzyć, że mogą wszystko. Wątek korupcji w policji, tajnych akcji i podwójnych agentów stoi na równi z wątkiem rodziny, a dzięki temu, że ich historie się przeplatają, czytelnik przez cały czas czuje wewnętrzny niepokój, lekkie zdenerwowanie.
 “Przypominają się jej słowa, które wypowiedział w swoim gabinecie Beltrán: “Nie uważam ich za złych policjantów, ale nie uświadamiają sobie, że to nie do nich należy wymierzanie sprawiedliwości”. Czy przekroczyli już tę granicę? Musiałaby być hipokrytką, by się tego wypierać. (...) To tylko jeden mały kroczek poza granicę, ale gdy już się go robi, coraz łatwiej będzie robić następne.”
Równocześnie w powieści nie brak społecznego tła Madrytu, autorzy przeganiają nas po drabinie klasowej, odwiedzamy najbogatsze domy Hiszpanów u władzy, by za chwilę dać się pochłonąć biedzie, brudowi i mrokowi. Gangi i ich nielegalna działalność, ludzie pozornie dobrzy, którzy przez brak godnych warunków popełniają naprawdę złe czyny, ludzie popchnięci do ostateczności - raz za razem Mola czytelnikiem wstrząsa, coraz mocniej wsysa w miejsca, w których brud, czy to dosłowny, czy metaforyczny przesłania najmniejszy promyk słońca.
“Ma już dosyć okrucieństwa, które zalewa świat przez egoizm, przez niezdolność do postawienie się w cudzej sytuacji, przez obojętność mężczyzn chodzących na dziwki, bezduszny wyzysk ze strony pracodawców, tych wszystkich, którzy domagają się swoich rzekomych praw, nie zważając na środki konieczne do ich zapewnienia.”
Poza Madrytem przedstawionym pod kątem zasobu portfela i władzy, do głosu dochodzi tu jeszcze jeden wyznacznik - religia. Hiszpania mimo tego, że z założenia jest krajem katolickim, to jednak teraz pełna jest emigrantów - czy to z Ameryki Południowej, czy Afryki, gdzie wierzenia są całkiem różne od tych, które sami w Polsce dobrze znamy. Najmocniej w tej historii autorzy czerpią z wierzeń Joruby, a boginią, która najczęściej się tu przewija jest Iyami Osoronga - to ciekawostka, coś, co może pobudzić czytelnika, by na własną rękę odkrywał więcej, bo choć imię bogini jest nam (prawdopodobnie) nieznane, to już jej atrybuty czy samo znaczenie są tożsame z tym, co możemy znaleźć w innych religiach. A skoro wierzenia podobne, choć inaczej nazwane, to czy fanatyzm również może przybierać znajomą formę?
“Nie proszę, abyście to zrozumieli, ale uszanujcie nasze tradycje. Wydają się wam dziwne, lecz zapewniam was, że kiedy przyjechałem do tego kraju, też dziwiło mnie to, co robicie z Matką Boską i świętymi…”
Sama intryga powieści początkowo toczy się tempem umiarkowanym - fragmenty Violety są dla czytelnika bardzo enigmatyczne, nie wiadomo, jak łączą się z resztą, a akcja zamiast przyspieszać, każe nam snuć się ciemnymi uliczkami Madrytu. Jednak to potrzebne zawiązanie akcji, które wkrótce przeradza się w coś więcej, akcja przyspiesza, twisty zaczynają zaskakiwać, a poszczególne kropki, które do tej pory wydawały się nieznaczące, zaczynają się łączyć. Napięcie wyraźnie wzrasta, a zaciekawienie okazuje się tak duże, że książkę trudno jest odłożyć. Choć autorzy korzystają ze znanych zagrań, to jednak nie tworzą kalkowego kryminału - nurt intrygi wyszukuje sobie swój własny korytarz, korytarz metaforycznie głęboki, bo motywujący do rozważenia wielu różnych zagadnień. Nie jestem jedynie pewna jak odnieść się do zakończenia, które zdaje się kierować historię znowu w znajome rejony - to jednak wyjaśni się w tomie piątym i mam nadzieję, że i w nim autorom uda się uniknąć powielania schematów!
“Odwaga i podejmowanie pewnego ryzyka są w porządku, ale trzeba też wiedzieć, kiedy odwaga staje się brakiem odpowiedzialności. Widziałem wielu, którzy zginęli, bo nie umieli wycofać się w porę (...).”
“Matki” to powieść kryminalna, szokująca brutalnością zbrodni, jednak nie taplająca się z radością w tej makabrze. Tutaj ogrom przemocy jest fabularnie i tematycznie uzasadniony, a opisy, choć mogą szokować, to nie szokują makabrą samą w sobie, a po prostu makabrycznym pomysłem na zbrodnię. Choć sama nadmiernie brutalnych kryminałów nie lubię, to po raz czwarty przy tej serii mówię, że w jej wypadku ma to sens, wstrząsa, ale we właściwy celu. Carmen Mola snuje opowieść na wielu poziomach, wychodzi poza ramy klasycznego kryminału, znajduje też miejsce na rozbudowane wątki obyczajowe, psychologiczne, społeczne. A choć tym razem nie od początku byłam w stanie wgryźć się w rytm lektury, to ostatecznie nie narzekam - intryga mnie porwała i trzymała długo w satysfakcjonującym napięciu. Mam nadzieję, że tom piąty pojawi się na polskim rynku wkrótce, chciałabym też bardzo, by i powieść osobna pt.  “Bestia” trafiła na nasz rynek. Proza Carmen Moli wydaje się trudna do podrobienia, autorzy wypracowali dla siebie bardzo oryginalny styl.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 11, 2026

"Miss Bee i zimowy książę" Alessia Gazzola

"Miss Bee i zimowy książę" Alessia Gazzola
 

Autorka: Alessia Gazzola
Tytuł: Miss Bee i zimowy książę
Cykl: Miss Bee, tom 2
Tłumaczenie: Aneta Banasik
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 288
Gatunek: powieść obyczajowo-romansowa / retro / cosy crime
 
Alessia Gazzola to włoska autorka lekkich powieści z literatury kobiecej z domieszką kryminału. Debiutowała w 2011 roku pierwszym tomem cyklu z lekarką sądową Alice Allevi, która przyniosła jej dużą krajową popularność, jedną z ważniejszych włoskich nagród Premio Bancarella oraz ekranizację w postaci serialu telewizyjnego, który doczekał się trzech sezonów. W Polsce właśnie tą serią debiutowała, jednak nie zagościła u nas na długo - Wydawnictwa Jaguar w 2014 roku wydało zaledwie dwa pierwsze tomy.
Od czasu debiutu autorka wydała już około dwudziestu powieści, większość przynależna jest do kilku cykli. Najnowszym z nich są przygody Miss Bee, Włoszki żyjącej w Londynie zaraz po II wojnie światowej. Jest to więc miks nie tylko powieści obyczajowej, kryminału i romansu, ale też powieści historycznej, która toczy się w czasie ważnym dla Włoch - to wtedy coraz wyraźniej do głosu dochodziły poglądy faszystowskie, to wtedy Mussolini rósł w siłę. Na ten moment seria na rynku włoskim liczy cztery tomy, piąty jest w przygotowaniu, a w Polsce to wraz z nią autorka na nasz rynek wróciła. “Miss Bee i zimowy książę”, czyli tom drugi, jest u nas tomem najnowszym (o pierwszym przeczytasz tutaj - klik!).
 
Rok 1924, hrabstwo Derbyshire, Alconbury Hall. To tam na święta Bożego Narodzenia zjeżdża się śmietanka towarzyska Londynu, a wraz z nią młoda, dwudziestokilkuletnia Beatrice Bernabò, Włoszka, która od kilku lat wraz z ojcem i siostrami mieszka w Londynie. Teraz, by uniknąć pracy we włoskiej ambasadzie, zatrudniła się u jednej z arystokratek, u ciotka lorda Juliana Lennoxa, z którym niedawno połączyły ją ciepłe uczucia. To on polecił ją jako odpowiednią osobę do spisania wspomnień ciotki i to do niego należy posiadłość, w której teraz wszyscy przebywają. To też do niego Bee ciągnie, choć mężczyzna powinien zaraz oświadczyć się innej… Ciepłe spojrzenia i potajemne czułości przerywa im zdarzenie, o charakterze kryminalnym, co sprawia, że w rezydencji pojawia się funkcjonariusz Scotland Yardu, a wzrok innych ukradkowo kieruje się na Bee - w końcu to jedna obca w tym towarzystwie, w dodatku o niższym statusie społecznym. Czy uda jej się wyjść z kolejnych tarapatów cało? Czy nadinspektor Scotland Yardu dojdzie do prawdy, zanim jeszcze ktoś ucierpi?
 
Książkę otwiera spis postaci w powieści występujących, a cała historia podzielona jest na 23 tytułowane rozdziały, które dodatkowo dzielone są na krótsze fragmenty przedstawiane najczęściej z naprzemiennej perspektywy kilku postaci: Bee i jej rodziny, Juliana i nadinspektora Blackburna. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a język jest subtelnie stylizowany odpowiednio do czasu akcji, co szczególnie wyczuwalne jest w dialogach i przedstawionych myślach postaci. Czasami jednak zwroty użyte w książce wypadają nie całkiem naturalnie, nie jestem jednak pewna, kto za to odpowiada - sama autorka książki czy raczej tłumaczka. Na pewno po stronie polskiego wydawcy leży kilka literówek. Muszę jednak zaznaczyć, że w tomie drugim niefortunne sformułowania pojawiają się rzadziej niż w pierwszym, przez co książkę czyta się wyczuwalnie płynniej. Mimo moich uwag przyznaję, że przez większą część lektury, czytało mi się ją całkiem przyjemnie.
“Już dawno zrozumiałam, że słowa są czasami najskuteczniejszą bronią, by wyrównać rachunki. Za ich pomocą można zmienić to, co się w życiu nie udało.”
Mam wrażenie, że Alessia Gazzola nie przywiązuje dużej wagi do kreacji psychologicznych swoich postaci - sama po dwóch tomach z Miss Bee dalej nie do końca wiem, co mam o głównej bohaterce myśleć. Momentami ten brak rozbudowanej warstwy psychologicznej może utrudniać odbiór powieści, mimo tego, że myśli postaci często są cytowane, to nie wynika z nich konsekwencja w zachowaniu. Niemniej jednak mam wrażenie, że taki wybór budowy świata powieści, a zatem i postaci jest wynikiem gatunku, jaki autorka obrała za podstawę tej serii, mianowicie powieści obyczajowo-romantycznej. Przede wszystkim fabuła ma być lekka, przyjemna, subtelnie zabawna, mają się w niej liczyć społeczne konwenanse tamtych lat i przyjemność z ich łamania. Bohaterów nieraz przyłapujemy w dwuznacznych sytuacjach, których już za chwilę zdają się przed nami wypierać.
 
Mimo tego w fabule jest miejsca na tematy poważne, na tło historyczne, które poprzez narodowość głównej bohaterki dobrze obrazuje czytelnikowi jak bardzo niespokojne były to czasy. Bee żyje w rodzinie, która w Anglii znalazła się dzięki pracy jej ojca - wykładowcy, który przez swój kraj został wysłany niejako w delegację. Teraz sytuacja Włoch coraz bardziej się radykalizuje, a Bee wraz z rodziną truchleje - boją się, że zaraz każą im wracać do świata, który jest dużo bardziej niespokojny i niezgodny z ich przekonaniami niż ten angielski, w którym żyją teraz. Ten niepokój może nie jest w powieści stale odczuwalny, przewija się podczas rozmów przy stole czy w scenach, w których pojawia się ojciec Bee, a mimo to sprawia, że książka nie jest nic nieznaczącą rozrywką - to coś dobrze osadzonego w czasie.
“Upadek zachodniej cywilizacji jest nieunikniony, skoro dziesięcioro Anglików nie jest w stanie skutecznie polować i strzela do siebie nawzajem (...).”
W tle tej historii obyczajowo-romantycznej jest zalążek kryminału. Jest zagadka, a nawet dwie, jest intryga, która spina początek i koniec w jedną całość. I choć przez większą część powieści śledztwo nadinspektora toczy się gdzieś w tle, niespecjalnie zaprząta naszą uwagę, to jednak pod koniec wysuwa się na plan pierwszy i przynosi satysfakcjonujące rozwiązanie.
“(...) nigdy nie dostarczajcie waszym przyjaciołom broni, którą będą mogli wykorzystać przeciw wam. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy pewnego dnia nie zmienią się we wrogów.”
Nie mogę na koniec nie wspomnieć o miejscu akcji i czasie, w którym się rozgrywa. Zima na angielskiej prowincji, duża rezydencja, w której znajduje się w jednym czasie sporo obcych dla siebie osób. Wszyscy spotkają się w jednym miejscu wieczorem, na kieliszek przed kolacją, na wspólny posiłek i dyskusje po, podczas gdy obok nich w kominku wesoło trzaska ogień. Autorka bardzo przyjemnie oddała ten klimat dawnych lat, ale też i zimy za oknem, która unieruchamia postacie w jednym miejscu. Postacie, z których każda skrywa przed innymi jakąś własną tajemnicę.
“Nigdy nie należy bagatelizować urazy. Niejednokrotnie jest długotrwała.”
Mimo tego, że “Miss Bee i zimowy książę” to drugi tom serii z Miss Bee, to jednak składa się on na historię na tyle odrębną, że czytelnik nie powinien mieć trudności, by czytać ją od tomu pierwszego niezależnie. Sama znając obydwa tomy widzę bazę, na której autorka buduje te opowieści - lekki obyczaj z romansem w wyższych sferach, a jednak podszyty poważnymi tematami takimi jak coraz bardziej niespokojne tło społeczno-historyczne czy różnice klasowe, jakie prezentuj tam wiele postaci. Widzę jednak też różnice, które wypadają na korzyść tomu drugiego - wydaje się on bardziej spójny, bardziej dopracowany, uwaga czytelnika nie jest już tak przerzucana z jednego tematu na drugi jak w tomie pierwszym, dzięki czemu łatwiej wczuć się w rytm lektury. A choć nadal nie można historii traktować jako kryminału, typowego cosy crime, to jednak i tu intryga wypada całkiem fajnie - może nie jest nadmiernie skomplikowana czy nowatorska, ale na pewno dobrze wpasowuje się w ogólny charakter powieści, która po prostu ma czytelnika relaksować i cieszyć. Tak sobie myślę, że ta historia mogłaby nawet lepiej wypaść na ekranie - tam można by podkreślić subtelny humor, a te mankamenty, które w powieści są widoczne, na ekranie straciłyby na znaczeniu. Tak, chętnie zobaczyłabym taki serial!
“- (...) Mam nadzieję, że spotkamy się w przyjemniejszych okolicznościach… Bez kradzieży i morderstw dookoła.
- Komu pan to mówi? Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że jestem bohaterką jakiejś kryminalnej powieści.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!