Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoharde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoharde. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 10, 2026

"Dobra nowina" Ryszard Ćwirlej

"Dobra nowina" Ryszard Ćwirlej

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Dobra nowina
Cykl: Marcin Engel, tom 4
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 400
Gatunek: komedia kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej to jeden z pionierów współczesnego polskiego kryminału. Na rynku książki dostępny jest już prawie od dwudziestu lat, w czasie których stworzył ponad trzydzieści powieści, za które otrzymał wszystkie najważniejsze gatunkowe nagrody literackie. Uznawany jest za twórcę podgatunku kryminalnego - kryminału neomilicyjnego, od którego swoją karierę literacką w 2007 roku zaczynał. To pisarz, który preferuje cykle kryminalne, wszystkie jego książki można przypisać do któregoś z sześciu z nich, a część dodatkowo powiązana jest pomiędzy sobą - np. cykl z Blachą jest kontynuacją serii z milicjantami z Poznania, a Antoni Fischer, postać z retro kryminałów, doczekał się już cyklu odsłon: międzywojennej i wojennej. Jak widać, autor nie osadza się w jednym czasie historycznym, ba!, nawet nie w jednym podgatunku. Jest nawet jego wersja komediowa - to właśnie cykl z dziennikarzem Marcinem Engelem (recenzje – klik!), którego tom czwarty pt. “Dobra nowina” właśnie ukazał się na księgarskich półkach. Jak każdą książkę autora, tak i ten tytuł można od pozostałych czytać niezależnie.
 
W roku 2021 w malutkiej polskiej wiosce Siechów doszło do cudu! Przez miejscowość przeszła trąba powietrzna, która po drodze nie zniszczyła niczego, a jej celem stał się kościół, w którym akurat odbywała się msza. Msza, podczas której jak co dzień ksiądz miał poprosić dzieci o podejście pod sam ołtarz, jednak z jakiegoś niejasnego dla siebie powodu tego nie zrobił. I dobrze, bo właśnie tam spadła sufitowa wielka belka, którą szaleńczy wiatr wyrwał z dachu kościoła! Czyż to nie cud?! A to nie koniec - w wyniku zawalenia się dachu, proboszcz z wiernymi odkryli obraz, który wystawiony w jednej z kościelnych naw zaczął czynić cuda…
Po trzech latach od tego zdarzenia Dżesi, reklamowa aktorka i modelka wraz ze swoim partnerem, biznesmenem przy kasie Łukim, zamierzają stworzyć nowy program telewizyjny, w którym będą tworzyć coś na kształt reportaży o ciekawych zdarzeniach na terenie Polski. I to właśnie ten siechowski cudowny obraz przyciąga ich uwagę. Dżesi zaprasza do współpracy swojego byłego chłopaka, dziennikarza Marcina Engela, który wraz z aktualną dziewczyną Kamą i operatorem kamery Wasylem podejmują się produkcji pierwszego odcinka - kto odmówiłby TAKIEJ kasy?! Kiedy jednak przyjeżdżają na miejsce głowiąc się, jak z tematu cudownego obrazu zrobić pełny ciekawy odcinek solidnego reportażu, zdarzają się dwie rzeczy - po pierwsze, obraz znika! Po drugie, ktoś zamordował kościelnego.
 
Książka rozpisana jest na prolog, dziesięć rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów składa się z kilku podrozdziałów, które oddzielone są od siebie określeniem czasu i miejsca. Powieść toczy się w trzech liniach czasowych (pomijając prolog, który osadzony jest w czwartej, w 1945 roku), które się ze sobą przeplatają: to rok 2019, w którym Marcin wybrał się w odwiedziny do dziadków do Poznania i wplątał w pewną malarską aferę; 2021, w którym w Siechowie wydarzył się cud oraz w 2024 roku, kiedy Dżesi i cała dziennikarska ekipa zajmują się siechowskim reportażem. Co więcej, nie tylko czas co podrozdział się zmienia, ale też perspektywa: historię relacjonuje nam Marcin, jego babcia Matylda, siechowska policja, ksiądz i okazyjnie jeszcze inni. Perspektyw jest zatem sporo, co z początku lektury może u niektórych czytelników wywoływać pewien dyskomfort, kiedy już jednak uda się rozeznać co, gdzie i kiedy się dzieje, te uczucie mija, a historia pozwala odkrywać się płynnie.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w każdej z perspektyw, prócz perspektywy Marcina - to jedyna postać, która swoją relację zdaje w pierwszej osobie czasu przeszłego. W jego relacji przeważają opisy, co szczególnie wyraźnie zauważalnie jest w linii czasowej roku 2019. W pozostałych narracjach opisy i dialogi podzielone są już mniej więcej po równo, a dialogi to nieustanne źródło dobrego humoru - autor doskonale stylizuje sposób wypowiedzi każdej z postaci, bawi się w językowe przekształcenia, by dokładnie oddać ich charakter. A że książka to komedia kryminalna, to charakter każdej z nich został podkręcony, podkoloryzowany, co daje efekt prześmiewczy, komiczny. Oczywiście poza samym językiem również sytuacje, w które pakują się postacie, mają zabarwienie humorystyczne.
“(...) jesteśmy dziennikarzami, to znaczy, że nie znamy się na niczym. Jesteśmy kompletnymi dyletantami w wielu dziedzinach. Zajmujemy się mnóstwem tematów i każdy staramy się zgłębić, ale na tyle, by móc stworzyć reportaż wyjaśniający i przedstawiający pewne zjawiska. Ale nigdy nie zgłębiamy niczego dokładnie, bo nie jest nam to potrzebne. Dlatego ślizgamy się po powierzchni i w ten sposób stajemy się quasispecjalistami. Czyli wiemy coś, ale w gruncie rzeczy niewiele.”
Poza niewielkim dyskomfortem spowodowanym częstą zmianą czasu, książka, szczególnie na początku, opatrzona jest sporą ilością wspomnień z przeszłości postaci serii - dla czytelników, którzy ich jeszcze nie znają, będzie to na pewno pozytywne doświadczenie, dla tych jednak, którzy postaciom towarzyszą od początku, momentami tych powtórek może być za wiele. Nie brak też nadmiernych powtórzeń faktów, które już wcześniej były wspomniane. Na szczęście i to z czasem zanika, szczególnie mocno widoczne jest głównie w początkowych scenach tej historii.
“Dobosz wychodził z założenia, że kibol to nie człowiek, to ideologia, której nie da się ukryć pod garniturem czy nawet sutanną. “Kibol to stan umysłu”, powtarzał przy byle okazji. “Dokładniej rzecz ujmując, pustostan”.”
Fabularnie autor postawił przed sobą trudne zadanie. Trzy czasy, trzy odrębne historie, które razem mają utrzymać ciekawość czytelnika i w pewnym momencie spleść się w jedno. Historia z 2019 kręci się wokół zaginionych dzieł sztuki, nabiera cech lekko sensacyjnych, historia z 2021 jest kościelną satyrą, a ta z 2024 z wszystkich trzech jest najbardziej kryminalna - w końcu opiera się o potencjalną kradzież (a nawet dwie!) i morderstwo. Taka ilość wątków nie może być łatwa do rozpisania, a jednak Ćwirlejowi dobrze się to udało - każdy opisany jest ciekawie, bogaty nie tylko w humor, ale i ciekawostki historyczne i społeczne, a gdy już łączą się w jedno, dają całkiem satysfakcjonującą intrygę, która może i po złożeniu wydać się prosta, ale podczas lektury z pewnością jako taka się nie jawi. Co więcej, w każdej z nich autor zawarł satyrę na polską mentalność, co sprawia, że intrygi nie traktuje się tylko i wyłącznie dosłownie. Akcja toczy się tempem przyjemnie dynamicznym (ale nie do przesady!), czuć w niej lekko sensacyjne nuty.
“Tak chyba już jest ten świat skonstruowany, że jak ktoś chce mieć kłopoty, to choćby nie wiem, co robił, to i tak je sprowadzi na siebie. Działa to też i tak, że jeśli ktoś kłopotów mieć nie chce, to i tak będzie je miał. Wniosek stąd, że niezależnie od tego, cokolwiek byś zrobił, i tak będziesz mieć kłopoty, bo one są immanentną cechą naszej rzeczywistości.”
W tej powieści łączą się dwa odrębne zagadnienia - wątek zrabowanych w czasie II wojny światowej dzieł sztuki oraz wątek religijny, wątek cudów, w które tak łatwo niektórzy wierzą, a które przede wszystkim są źródłem sensacji rozprzestrzeniającej się na całą Polskę. Pierwszego wątku chyba omawiać nie muszę, zaznaczę jednak, że autor prowadzi go z wyczuciem, wątek cudów jest z kolei o tyle interesujący, że przedstawia się dwojako - nie tylko jako wyzysk naiwnych wierzących, ale też jako coś, co faktycznie można nazwać cudem, dzięki któremu wioska praktycznie wymarła, nagle gospodarczo staje na nogi, ba! sprawia, że mieszkańcy systematycznie się bogacą. Autor zatem nie tylko traktuje temat prześmiewczo, ale wyciąga z niego wszystko, co się da, patrzy na niego całościowo. Bardzo mi się to podoba, bo przez to książki nie można odebrać jako typowej krytyczno-sarkastycznej, bo przecież wcale taka nie jest - jest komediowa, a może i komiczna, ale cały czas pozostaje bardzo prawdziwa.
“Mówię pani, przyszło nowe i wszystko dzięki temu obrazowi. Cudownemu obrazowi. I ten dom pielgrzyma koło kościoła, żeby mieli gdzie nocować, i restauracji, co przy drodze stoi, też odżyła. Wszyscy tu odżyli. To nasz cud gospodarczy, przez ten dach i obraz. Więc czyż nie jest cudowny? I jak to nie wierzyć w cuda?”
W komedii kryminalnej ważne są również postacie. Prym wiedzie tu oczywiście ekipa, którą czytelnicy mogą znać z poprzednich tomów serii, jednak i w niej następują pewne przetasowania. Mam wrażenie, że w tym tomie króluje Dżesi, kreatorka głośnych wybuchów śmiechu. Autor doskonale oddaje jej niefrasobliwe podejście do życia, które przejawiają co poniektórzy - dzięki swojej ignorancji i zwyczajnemu szczęściu jakimś cudem zawsze z wszystkich sytuacji wychodzą zwycięsko.
“- Kamciu, wiesz, że cię lubię, ale no wiesz, Łuki jest pod tym względem strasznie zacofany. Taki ten, no, konserwator.
- Konserwatysta - poprawiłem ją.
- No właśnie. Taki zamknięty w konserwie od dawna. Pamiętam, Miśku, jak mi to tłumaczyłeś, o co chodzi z takimi ludźmi, co to nie chcą niczego nowego próbować i się nie otwierają na świat, bo siedzą zamknięci w puszce.”
Choć seria nazwana jest od imienia dziennikarza Marcina, to jednak po raz kolejny tę dość zwyczajną kreację dobrego człowieka przyćmiewa jego przybrana babcia Matylda. Tym razem Matylda w sprawę angażuje się późno, choć w historii obecna jest od samego początku, a jej potyczki z księdzem, bratem jej dawnego współpracownika i przyjaciela, są kolejnym popisem komediowych umiejętności, ale i też społecznej wnikliwości autora.
“Niestety, świat pełen jest cymbałów, ale najgorsze jest to, że większość z nich zawsze stoi na naszej drodze.”
Wygląda na to, że “Dobra nowina” jest książką, o której mogłabym pisać i pisać. Nic dziwnego, tak naprawdę na każdej jej stronie można znaleźć ciekawe zagadnienie do analizy. To świadczy o obyciu i wiedzy autora, jak i jego sprawnym posługiwaniu się słowem pisanym - mimo początkowego zamieszania z ilością postaci i czasów, książkę czyta się doskonale, płynnie i lekko, a dialogi, że tak jeszcze raz powtórzę, to prawdziwe bomby humorystyczne! A mimo to nie jest to tylko powieść do pośmiania się - pod warstwą humoru kryje się głęboka analiza polskiego społeczeństwa, w którym religia i wiara są elementem nierozerwalnie z nim związanym. Autor doskonale to rozumie i temat przedstawia w pełni - nie tylko minusy, z którym można się śmiać czy szydzić, ale i plusy, które odpowiadają za tę wiekową nierozerwalność. To doskonały poprawiacz humoru na wysokim literackim poziomie! Jak zawsze czekam na więcej.
“(...) symbolika to uproszczenie, którym posługuje się nie tylko Kościół. Ona ułatwia nam życie.”
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Hardym.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 20, 2026

"Czerwona nić" Agnieszka Jeż

"Czerwona nić" Agnieszka Jeż

Autorka: Agnieszka Jeż
Tytuł: Czerwona nić
Cykl: Ruta Rosieńska, tom 1
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść obyczajowo-kryminalna
 
Agnieszka Jeż od zawsze w jakiś sposób związana była z tworzeniem powieści - swoją karierę rozpoczynała jednak po drugiej stronie książki, po skończonej filologii polskiej pracowała jako redaktorka w jednym z wydawnictw. W końcu przyszedł czas, by i jej nazwisko ukazało się nie na karcie redakcyjnej, a na okładce. Debiutowała w 2016 książką… kulinarną! o potrawach kuchni dwudziestolecia międzywojennego. W powieści zaangażowała jest niewiele później - jeszcze w tym samym roku debiutowała jako współautorka lekkiej historii romantycznej w towarzystwie Pauliny Płatkowskiej, z którą przez kolejne lata wydała jeszcze kilka pozycji. Jej pierwszą powieścią solo było wydane w 2019 roku “Serce z szuflady”, a już rok później ukazała się pierwsza historia kryminalna pt. “Szaniec”. Teraz na koncie ma już 27 solowych powieści dla dorosłego czytelnika, z czego 10 zaliczane jest do kryminałów, a najnowszy z nich to właśnie “Czerwona nić”. Pierwsza książka z policjantką Rutą Rosieńską, pierwsza wydana w Wydawnictwem Hardym.
 
Czerwiec, Suwalszczyzna, niewielka wieś Rutka-Tartak. To tam czterdziestokilkuletnia Ruta Rosieńska dostała przydział po wielu latach przerwy w zawodzie - kiedyś była policjantką, ale dla dobra rodziny z tej pracy zrezygnowała, usiadła w urzędzie miasta za biurkiem. Teraz, gdy jej córka jest już na studiach, a małżeństwo okazało się martwe, postanowiła zacząć na nowo - i to tam, pod Suwałkami, dawny znajomy znalazł dla niej wakat. Prowadzenie posterunku policji na wsi to przecież dobra praca, prawda? Cisza, spokój, niewiele wykroczeń, bliskość natury - można tak przeżyć do emerytury. A kiedy po kilku dniach pracy wydaje jej się, że to chyba jednak nie była trafiona decyzja, że zanudzi się na miejscu na śmierć, trafia się sprawa - ta odgrzebana w archiwum, która za cztery miesiące ulegnie przedawnieniu… Sprawa śmierci dwójki dzieci z lat 90., do której doszło w okolicznej wiosce. A choć tamta tragedia nigdy nie została rozwiązana, to nie to wstrząsa Rutą najmocniej, a bucik, jaki znajduje na strychu starego domku, który chciałaby kupić. To zaginiony but zamordowanej dziewczynki. Jak to się stało, że wylądował na strychu lokalnej szeptuchy, która według danych nie znajdowała się wtedy na miejscu zdarzenia? Jak znaleźć odpowiedzi w sprawie sprzed tylu lat, kiedy spora część osób uwikłanych w nią już zwyczajnie nie żyje?
“Posterunek w Rutce to nie był szczyt marzeń, na pewno nie dla kogoś, kto był młody i marzył wysoko. Ona jednak była w takim wieku, że jej marzenia miały węższy zakres.”
Książka rozpisana jest na prolog, 20 rozdziałów i epilog. Rozdziały dzielone są na krótsze fragmenty, scenki z życia Ruty, bo to z jej perspektywy w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego poznajemy wydarzenia. Akcja toczy się chronologicznie, bez retrospekcji, przeszłość poznajemy tylko w myślach i wspomnieniach postaci. Styl powieści jest spokojny, uważny, wrażliwy na detale otoczenia. Autorka sprawnie posługuje się słowem pisanym, dialogi wypadają naturalnie, poza pojedynczymi powtórzeniami faktów z samego początku powieści, nie mam jej nic pod kątem stylistyczno-językowym do zarzucenia. Sam język jest dobrze wyważony, nie zawiera przekleństw, a w sytuacjach krytycznych pojawiają się ich przekręcenia, co dobrze rozładowuje napięcie. Pojawia się nawet jedna czy dwie sceny wyraźnie komediowe, choć w rozrachunku ogólnym powieść kieruje się bezsprzecznie w stronę dramatu.
“Córka była zdziwiona chyba bardziej niż mąż. “Mamo, może to przez menopauzę? Różne rzeczy wtedy przychodzą kobietom do głowy”. Monika należała do pokolenia, które nie owijało w bawełnę. Ruta popatrzyła na nią i odparła: “Kobietami nie kierują tylko emocje i hormony. Podejmują też świadome decyzje. Męskie, jak to się mówi.”
Cała historia przedstawiona jest z jednej perspektywy - oczami Ruty Rosieńskiej, której kreacja jest równie ważna, jak miejsce akcji czy intryga kryminalna. Agnieszka Jeż tak jak w swojej poprzedniej serii z Sonią Kranz (recenzje – klik!), obdarza Rutę wiekiem, który gwarantuje jej już życiowe doświadczenie, dojrzałe spojrzenie na świat, na siebie samą. To czas, kiedy Ruta po latach dbania o rodzinę, w końcu może zajrzeć w głąb siebie i zastanowić się, kim tak naprawdę jest. Nagle okazuje się, że tkwi w życiu, które jej nie satysfakcjonuje, pora na zmiany. To postać, która dobrze obrazuje te pokolenie - kobiet wychowanych jeszcze według starych zasad społecznych, gdzie kobieta stawiana była w roli opiekunki domowego ogniska z poświęceniem samej siebie, ale żyjących już w czasach nowych, kiedy dbanie o swój własny dobrobyt nie tylko fizyczny, ale przede wszystkim psychiczny, jest czymś całkowicie naturalnym. Naturalnym, ale dla młodego pokolenia, bo te w wieku Ruty, ciągle jeszcze walczy ze schematami wyniesionymi z dzieciństwa. W powieści czuć, że autorka na te role społeczne zwraca dużą uwagę - widać to w rozmowach Ruty z córką, która donosi jej o tym, jak ojciec sam sobie nie radzi i to ją podświadomie się tym obarcza, widać w jej relacji z dawnym znajomym, który choć twierdzi inaczej, faktycznie stawia mężczyzn (a więc i samego siebie) na pozycji względem kobiet ważniejszej.
“- Mamo, nie pogniewaj się, ale to naprawdę wygląda tak, jak… jakbyś się zerwała ze smyczy.
Ruta parsknęła.
- Zerwała ze smyczy. To dobre. - Naprawdę ją to rozśmieszyło.
- Nie wiem, jak inaczej to nazwać. Zawsze byłaś racjonalna.
- Może dlatego, że musiałam?”
Obok Ruty, jej doświadczeń i ogólnych relacji społecznych, sporą wagę w powieści autorka przywiązuje do samego miejsca akcji. Malutkie miejscowości leżące tuż przy granicy z Litwą, przez co wątek osób nielegalnie przekraczających granice w ucieczce przez zagrożeniem wojennym ze strony Rosji jest wyraźnie odczuwalny. Jednak nie na nim tak naprawdę się skupiamy, a na historii miejsca, na połączeniu różnych kultur i religii. To tereny, na które nie zapuszcza się wielu turystów, a mieszkańcy, od pokoleń ci sami, żyją w rytm innego, spokojniejszego niż w mieście życia. Nie da się i tego aspektu powieści nie porównać z serią z Sonią Kranz - w końcu to też miejsce na pograniczu Polski, z którego młodzi uciekają, nie widząc dla siebie perspektyw. Ale dla kobiety takiej jak Ruta, Rutka-Tartak wydaje się fajnym miejscem do życia - więcej przyrody niż ludzi, spokój, cisza, natura… A w tle ciekawe historie do odkrycia, jak na przykład historia szeptuchy, która mieszkała w domu, który Rutę interesuje.
“Historii uczymy się po to, by lepiej przeżywać przyszłość.”
A co z zagadką kryminalną? Przez większą część powieści pozostaje w tle, dopiero pod koniec zaczyna przejmować dowodzenie. Jednak i to nie dzieje się w tempie dynamicznym, nie o to w tej historii chodzi. To przede wszystkim dramat historii, dwóch żyć, które zostały odebrane w czasie, gdy miały jeszcze całe życie przed sobą. To dramat rodziny, która już przeniosła się na drugi świat, to dramat małej miejscowości, która nie mogła zrozumieć, jak coś takiego mogło się zdarzyć. Sama zbrodnia wydaje się inspirowana tą samo, o której Małgorzata Starosta napisała “Smugi” (recenzja – klik!), a przynajmniej pod pewnymi względami jest do niej podobna. Podobne są też te emocje zbrodni niezrozumiałej, niewyjaśnionej, która ciągle czeka na rozliczenie.
“Nie mamy władzy nad przeszłością (...), ale możemy ją opisać i… zostawić w spokoju.”
Sama intryga, kiedy już dociera fabularnie do głosu, nie jest specjalnie skomplikowana - jest ludzka, jest życiowa, choć bardzo dramatyczna. Jej finał przejmuje wszechogarniającym smutkiem, choć nie wszystkie nitki fabularne zostają zawiązane na oczach czytelnika - kilka z nich musi zasupłać sam.
“Czas ma swoje prawa. Z drugiej strony z upływem lat usypia czujność, zacierają się wspomnienia. Jak ktoś się wtedy pilnował, teraz może nie pamiętać, co dawno temu nakłamał.”
Podsumowując, “Czerwona nić” to spokojna małomiasteczkowa opowieść, w którym miejsce i postacie są równie ważne, co sama intryga kryminalna. A może nawet bardziej? Tu spokój małej wioski miesza się z codziennymi problemami i problemami pokoleniowymi, które przedstawione zostają z perspektywy kobiety rozpoczynającej swoje drugie, bardziej świadome życie. Sporo w niej cech wspólnych z serią z Sonią Kranz, ale też i sporo różnic - jak choćby w życiorysach głównych bohaterek, czy w ilości uwagi skierowanej na wątek kryminalny. “Czerwona nić” to bardziej powieść obyczajowa, dramat miejsca i jego mieszkańców, powieść psychologiczna o Rucie, która odkrywa samą siebie. To powieść o przeszłości, która choć już się wydarzyła, niewyjaśniona nie chce zostawić teraźniejszości w spokoju, chce zostać zauważona, opowiedziana. Bo życie w cieniu przeszłości to nie życie, to tylko jego namiastka.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Hardym.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 11, 2025

"Niebiańskie Osiedle" Ryszard Ćwirlej

"Niebiańskie Osiedle" Ryszard Ćwirlej
Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Niebiańskie Osiedle
Cykl: dziennikarz Marcin Engel, tom 1
Data premiery: 04.05.2025
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 320
Gatunek: komedia kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej właśnie w tym roku świętuje wejście w pełnoletniość swojej kariery literackiej! Debiutował 18 lat temu książką “Upiory spacerują nad Wartą”, która otworzyła cykl o milicjantach z Poznania, a tym samym stworzyła nowy podgatunek kryminału nazwany neomilicyjnym. Od tego czasu napisał i wydał trzydzieści powieści, a każda jest częścią jakiegoś cyklu, ale oczywiście nie wszystkie osadzone są w czasach PRL-u: są i współczesne kryminały, jak i międzywojenne, retro. Z pojedynczych historii zdarza mu się napisać opowiadania, niedawno stworzył też słuchowisko, jednak to cykle kryminalne w jego twórczości dominują. “Niebiańskie Osiedle” w roku 2021 zapoczątkowało nowy cykl, którego akcja toczy się współcześnie i ukierunkowany jest humorystycznie. Wtedy książka wydana została pod szyldem Wydawnictwa Czwarta Strona, później jednak kolejne dwa tomy: “Tęczowa Dolina” (recenzja - klik!), jak i “Rajski Zakątek” (recenzja - klik!) ukazały się pod opieką Wydawnictwa Hardego, więc teraz właśnie w tym wydawnictwie “Niebiańskie Osiedle” zostało wydane ponownie w nowej szacie graficznej pasującej do reszty i po kolejnej korekcie. Osobiście cieszę się, że tak się stało, gdyż dało mi to możliwość, by w końcu uzupełnić swoje braki w serii i się z pierwszym tomem przygód Marcina i jego przyszywanej babci Matyldy zapoznać!
 
Lato, rok 2019. W Pile policjanci Franek Kaczmarek i Jowita Skrzypczak zjawiają się na miejscu śmierci starszego małżeństwa. Wygląda, że popełnili wspólne samobójstwo, na co wskazuje list przez nich pozostawiony, w którym mowa jest o raku i odejściu do Pana. Kilka miesięcy później młody dziennikarz i okazyjny producent reklam Marcin Engel dowiaduje się o podobnym przypadku - dziadkowie koleżanki jego dziewczyny-modelki odeszli z tego świata w bardzo podobny sposób zostawiając brzmiący praktycznie tak samo list. Marcin jednak nie jest świadomy tego, że podobne śmierci w Polsce się już zdarzały, on łączy sprawę inaczej - przypomina mu się, że latem pracował nad zdemaskowaniem projektu Niebiański Dom, który wykorzystywał wiarę ludzi starszych i pozbawiał ich własnych mieszkań. Co jednak przekręt mieszkaniowy może mieć wspólnego z wzmożonym ruchem samobójstw wśród osób starszych? Temat trzeba pilnie zbadać, Marcin wraz ze swoją zawodową partnerką Kamą, babcią Matyldą i jej wnuczkiem policjantem biorą się do pracy.
 
Książka rozpisana jest na prolog i dziesięć rozdziałów, które dzielone są na podrozdziały względem czasu, miejsca i postaci, których perspektywę obiera narrator trzecioosobowy czasu przeszłego. To krótkie scenki, które dzięki naprzemiennej zmieniającej się perspektywie dodają historii dynamizmu. Perspektywy mamy cztery podstawowe: Marcina, jedynego, którego narracja oddana jest w pierwszej osobie oraz Matyldy, Franka i Jowity. Miejsca akcji to Warszawa i Piła, a czas to głównie październik, pięć dni z drugiej połowy miesiąca. Jednak tym, co czyni tę powieść niepodrabialną, jest jej styl. Jest w nim miejsce i na akcję i trafne spostrzeżenia na temat naszej rzeczywistości, które oddane są w sposób humorystyczny, a równocześnie dość bezlitosny - autor mistrzowsko wychwytuje pewne cechy szczególne ludzi, ich przywary, oddaje je bardzo naturalistycznie, ale stawia w takich sytuacjach, że poprzez nie zostają wyśmiane. Dialogi to prawdziwe mistrzostwo, doskonale oddają faktyczny sposób wypowiedzi, a w interpretacji audio, którą czyta sam autor, są podane z takim przekonaniem i komizmem, że nieraz śmiałam się w głos. Te doskonałe naśladowanie ewidentnie uświadamia, jak świetnym obserwatorem rzeczywistości jest Ryszard Ćwirlej.
„Przecież w tym antysemickim kraju wszyscy modlą się do żydowskiego Boga i do jego syna Żyda zrodzonego z Żydówki, która jest na dodatek królową Polski. Jak w tym kraju może być dobrze, skoro ludzie żyją w stałym dysonansie poznawczym? Nic dziwnego, że sobie z tym nie radzą i w końcu dostają pomieszania zmysłów, wybierając do sejmu antysemitów, ksenofobów, homofobów i innych popaprańców.”
Drugim mocnym punktem powieści są kreacje postaci. Sama zapoznałam się z tą książką w chwili, gdy główni bohaterowie serii byli mi już znani, podejrzewam jednak, że gdybym faktycznie czytała ten tom jako pierwszy, to wrażenie tych kreacji byłoby jeszcze większe. Prawdziwą gwiazdą jest oczywiście Matylda - starsza pani w okolicy 70-tki, która jednak charakterem w ogóle nie oddaje swojego wieku. Była milicjantka, która do teraz sprawnie posługuje się bronią, kobieta inteligentna i o ogromnej wiedzy - szczególnie tej na tematy chrześcijańskie, więc debaty z nią jako przeciwniczką kościoła i wiary są nie lada wyzwaniem dla jej przeciwników. Matylda lubi koniaczek i dobre towarzystwo, jest bohaterką dobrą i upartą - nie spocznie, póki nie zdemaskuje oszustów naciągających biednych naiwniaków, nawet w sytuacji, gdy sama staje w obliczu prawdziwego niebezpieczeństwa.
Jej przyszywany wnuczek Marcin, jego współpracowniczka Kama i jego dziewczyna Dżesi tworzą barwny i bardzo humorystyczny trójkąt, Franek z Jowitą są uroczą parą, która oferuje nam łącznik pomiędzy Matyldą i zasobami policji.
Poza tymi postaciami przez powieść przewijają się bohaterowie mocno drugoplanowi, których kreacje, mimo że nie są rozwinięte, to i tak oddane są w punkt. Autor skupia się na jednej cesze i tak nią manipuluje, że postacie wychodzą zarazem bardzo wiarygodnie, jak i bardzo komicznie.
 
Intryga powieści toczy się tempem dość spokojnym jak na zaledwie pięć dni akcji, obudowują ją naprzemienna szybka narracja i tematy społeczne, które w dialogach są obnażone i przekoloryzowane, kiedy jednak odłożymy to wszystko na bok, możemy przyjrzeć się po prostu tej zagadce. O ile z samym Niebiańskim Osiedlem dość szybko można się domyśleć o co chodzi, to połączenie tego wątku z samobójstwami już tak oczywiste nie jest. W sumie może nawet pokuszę się o stwierdzenie, że sama zagadka kryminalna nie jest tutaj aż tak istotna, co obnażenie za jej sprawą mechanizmów manipulacji osobami głęboko wierzącymi, osobami podchodzącymi już pod wiek starszy. Zagadka zdaje się więc tylko pretekstem - ciekawym i atrakcyjnym, ale niespecjalnie skomplikowanym. Pod koniec powieść nabiera dynamizmu, pojawia się kilka scen akcji.
 
Najważniejsze są jednak te wątki społeczne, jakie ta powieść obnaża, jakie przedstawia w pozornie krzywym zwierciadle - ale czy na pewno krzywym? W końcu Kościół to dość niebezpieczna mieszanka wiary i władzy, na którą co tydzień chrześcijanie wydają naprawdę grube pieniądze. Wątek wiary, tego, dlaczego jest tak niektórym ludziom potrzebna, dlaczego tak łatwo poprzez nią manipulować, jest tutaj tym tematem przodującym, tematem przedstawionym w sposób naprawdę dosadny, ale równocześnie szczery - autor ma wiele racji w swoich spostrzeżeniach, które przedstawia nam w sposób humorystycznie-wyśmiewający.
„Bo ludzie najzwyczajniej potrzebują odwoływania się do jakiejś wyższej istoty, która miała za nich rozwiązywać ich nierozwiązywalne problemy.”
Oczywiście mimo tego, że ślepa wiara w Kościół to temat przewodni, to nie znaczy, że jedyny. Tuż za nim podąża wątek wykorzystywania osób starszych, przekręty, które mają na celu wyłudzenie pieniędzy, a kto jest lepszą ofiarą od starszych osób nieznających współczesnych realiów technologicznych? Chyba już nawet nie dzieci.
„Tak właśnie tworzy się mit o szczęśliwej przyszłości. Wybierz kilka pięknych sformułowań, podeprzyj je uwiarygodniającymi informacjami z niepodważalnych źródeł i oto masz tekst, którym możesz przekonywać nieprzekonanych i utwierdzać już wierzących. Bo słowo zapisane staje się faktem.”
“Niebiańskiemu Osiedlu” zdecydowanie najbliżej jest do komedii kryminalnej - ludzkie charaktery, zachowania są oddane grubą, jaskrawą kreską, są wyolbrzymione po to, by unaocznić tę cechę, nad którą jako społeczeństwo powinniśmy pomyśleć, zastanowić się. Humor Ryszarda Ćwirleja jest dosadny i uszczypliwy, ale równocześnie doskonały językowo - czuć, że piórem posługuje się od dawna, czuć, że tworzenie potyczek słownych swoich postaci sprawia mu sporą frajdę. Intryga, jak to w komediach zazwyczaj bywa, jest prosta, ale przekazuje to, co powinna - zmusza do przeanalizowania istoty wiary, tematu religii i pytania po co tak naprawdę jest ona ludziom potrzebna. Ćwirlej solidnie otwiera nam oczy na to, jak łatwo stać się ofiarą przekrętu w sytuacji, gdy manipulator gra na tym, w co wierzymy, czego pragniemy. Poza tym “Niebiańskie Osiedle” to powieść lekko sensacyjna, szczególnie pod koniec, która przynosi przyjemną rozrywkę.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Hardym.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 04, 2025

Book tour z "Rajskim zakątkiem" zakończony!

Book tour z "Rajskim zakątkiem" zakończony!

"Rajski zakątek" Ryszarda Ćwirleja na naszym rynku pojawił się pod koniec marca 2024 roku - wtedy zaczynaliśmy wiosnę, przed nami był pełen rozkwit roślinności i perspektywa wakacji... I tak też pisałam o nim (recenzja - klik!) jako o dobrej lekturze na nadchodzące miesiące - lekkiej, wakacyjnej, z humorem, ale i ciekawą zagadką kryminalną, a przede wszystkim z rewelacyjnymi, barwnymi kreacjami postaci. Mimo iż jest to tom trzeci przygód dziennikarza Marcina Engela i jego babci Matyldy, to bez problemów można czytać książkę bez znajomości części poprzednich. I dlatego też nie miałam najmniejszych wątpliwości, że będzie to idealny tytuł do akcji book tour na najbliższe miesiące!

I tak książkę, jako jej ambasadorka, puściłam w drogę 23 maja 2024 roku (post booktourowy - klik!). Od tego czasu przeszła przez 12 par rąk i trochę po tej naszej Polsce podróżowała - była nad morzem, była w górach, na wschodzie i zachodzie kraju, jedynie nie zawędrowała w okolice Szczecina, co widać na poniższej mapce:

W moje ręce wróciła 20 grudnia tego samego roku, zatem w podróży spędziła równo 211 dni, czyli 6 miesięcy i 28 dni. Jej stan oceniam na prawie perfekcyjny - jedyne widoczne skazy to lekkie przełamanie okładki i wyraźne grzbietu. Innych uszkodzeń nie zauważyłam, a to znaczy, że nie tylko uczestniczki dobrze się z książką obchodziły, ale również że jest po prostu bardzo dobrze wydana. 

Z 12 uczestniczek 11 zostawiło po sobie ślad na samym początku książki, w miejscu, które na ten cel przeznaczyłam: 


W samym środku lektury jednak na bieżąco komentowała chyba tylko jedna osoba - dwie inne pozostawiły jakieś pojedyncze komentarze. Poniżej kilka zdjęć tego typu komentarzy (niestety większość pisana była ołówkiem, który na zdjęciach jest trudny do wyostrzenia....)




Uczestniczki dużo chętniej korzystały z karteczek indeksujących, które na start akcji dla nich przygotowałam:

Pełną wizualną prezentację książki po przejściu przez 12 par rąk

Akcja czytelnicza, którą zwiemy book tourem, polega na tym, że książka podróżuje po czytelnikach, a ci są zobowiązani, by o swoich wrażeniach napisać, podzielić się z nimi ze światem. W przypadku "Rajskiego Zakątka" z przyjemnością mogę ogłosić, że wszystkie uczestniczki ze swojego zadania się wywiązały! Mamy zatem 12 opinii - większość z nich została opublikowana na profilach instagramowych, trzy (jedna od uczestniczki, która również napisała post na Instagramie) na portalu lubimyczytac.pl. 11 z nich było w pełni pozytywne, tylko jedna z uczestniczek przyznała, że to nie jest jej rodzaj humor i woli Ryszarda Ćwirleja w poważnej odsłonie. Wszystkie pozostałe 11 zachwalało to co ja - humor, styl, kreacje postaci i samą zagadkę. Cieszę się, że aż tyle opinii było zgodnych! Poniżej kilka cytatów z wybranych opinii:

"Jest to dość zabawna komedia kryminalna jak dla mnie z nutą sensacji. Bohaterowie świetnie wykreowani, bawiłam się niesamowicie. Jak na pierwsze spotkanie z autorem to uważam za udaną przygodę." @zaczytana_daria

"Ta książka to cos w rodzaju starej prześmiesznej, tradycyjnej, ponadczasowej polskiej komedii. Wiecie, takiej jak "Fuks" czy "Kiler", takiej którą znają wszyscy i mimo upływu lat, chętnie do niej wracają i wymieniają się cytatami z niej w życiu codziennym. Zdecydowanie ta książka powinna doczekać się ekranizacji." @sylwiaaa

"Ryszard Ćwirlej daje nam do rąk przyjemną lekturę ze świetnymi dialogami i niebanalnymi osobowościami. Oraz przestrogę." @statek_z_papieru

"Co prawda głównym bohaterem jest młody mężczyzna, ale powiedzmy sobie szczerze, że gdyby nie otaczające go kobiety i to w różnym wieku, nie ogarnąłby tej zagadki kryminalnej 😂. Sama historia ciekawa, osadzona w pięknych okolicznościach przyrody i bardziej skomplikowana niż się na pierwszy rzut oka wydawało." @z_ksiazka_mi_po_drodze

"Nie wiem, czy autor miał taki zamiar pisząc tę książkę, ale ja uśmiałam się jak głupia podczas czytania. Zachowania bohaterów, ich teksty powodowały stan euforii i jeszcze większą chęć zagłębiania się w historię." @just_to_books

Pełna lista uczestniczek wraz z linkami do wystawionych opinii:
1. @zaczytana_daria opinia - klik!
2. @sylwiaaa opinia IG - klik! opinia LC - klik!
3. @statek_z_papieru opinia - klik!
4. @po_prostu_o_ksiazkach opinia - klik!
5. @danutabobrowicz  opinia - klik!
6. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik!
7. @zaczytana_panna opinia LC - klik!
8. @mirkowo3 opinia LC - klik!
9. @magdulka03wojcik opinia - klik!
10. @just_to_books opinia - klik!
11. @mamazaczytana (29.10-21.11) opinia - klik!
12. @zafascynowana.ksiazkami_ opinia - klik!

A teraz pora popatrzeć na book tour statystycznie. W warunkach akcji założyłam iż na jedną osobę przypada maksymalnie dwa tygodnie, tj. 14 dni. Sprawdźmy jak wyszło to w praktyce: 211 dni podróży dzielone na 12 uczestniczek daje 17,6 dnia na osobę - całkiem nieźle, książka przecież musi mieć też trochę czasu, by trafić w ręce kolejnych uczestników. W roku 2024 zaczęłam jednak też zapisywać spóźnienia, a w tym wypadku jak widać odnotowane mamy jedno. Zatem po jego odjęciu wychodzi nam jeszcze lepiej - 17 dni na osobę, wynik jak najbardziej do zaakceptowania :)

Na koniec podziękowania! Dziękuję wszystkim uczestniczkom za sam udział, za poszanowanie książki i przesyłanie jej dalej, za wystawione opinie i terminowość. Z przyjemnością czytam, gdy piszecie, że dzięki moim book tourom sięgacie po książki, które tak normalnie raczej nie zwróciłyby Waszej uwagi - w przeciągu tego book touru takich komentarzy było kilka, a uczestniczki finalnie były z lektury bardzo zadowolone, ba! Część nawet deklarowała nadrobienie poprzednich dwóch tomów. Bardzo mnie cieszy, że mogłam Wam dostarczyć kolejną ciekawą lekturę i mam nadzieję, że tę naszą zabawę będziecie dobrze wspominać. Dziękuję!


Book tour organizowany był w ramach współpracy ambasadorskiej z Wydawnictwem Hardym.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 17, 2024

"Medea" Robert Ziębiński

"Medea" Robert Ziębiński
 
Autor: Robert Ziębiński
Tytuł: Medea
Cykl: Maks “Diabeł” Achtelik, tom 2
Data premiery: 09.10.2024
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 304
Gatunek: powieść sensacyjna
 
Robert Ziębiński od zawsze związany był ze słowem i popkulturą. Publikował w znanych polskich magazynach, tworzył audycje radiowe, pełnił również funkcje kierownicze - był np. redaktorem “Playboya”. Na rynku książki pojawił się w 2010 roku z „Dżentelmenem”, sklasyfikowanym jako literatura kryminalna i przyznam, że czytając teraz opis tej książki, z chęcią przyjrzałabym się jej bliżej. Zresztą twórczość autora od dawna obserwuję z daleka, a jest co - na koncie ma dziesięć powieści beletrystycznych skierowanych do dorosłego czytelnika, wśród nich są kryminały, powieści sensacyjne i grozy. Dwie książki, których odbiorcami są młodsi czytelnicy, oraz sześć publikacji z gatunku non-fiction. W roku poprzednim, w 2023, wydał książkę “Diabeł” w ramach Empik self-publishing i jest to pierwsza książka wydana w ten sposób, która została zekranizowana - będzie można ją już wkrótce zobaczyć na ekranach kin z gwiazdami w rolach głównych takimi jak Eryk Lubos czy Aleksandra Popławska. Ta książka to również początek historii Maksa zwanego Diabłem, byłego wojskowego, któremu nieustannie towarzyszy wierna psia kompanka - Suka. I tak na chwilę przed premierą ekranizacji tomu pierwszego, na rynek książki trafia drugi tom ich przygód pt. “Medea”.
 
Czasy współczesne, Warszawa. Były wojskowy Maks Achtelik chwilowo wynajmuje mieszkanie na jednym z warszawskich osiedli, gdyż aktualnie toczy się postępowanie w sprawie z przeszłości, w której i on brał udział - może zostać uznany winnym, może zostać oskarżony, mimo iż winy nie ponosi. Jego dowódczyni zwana Łabędziem stara się mu pomóc jak tylko może, więc wpada na pomysł, żeby pokazał się na głośnej premierze opery Medei, która wkrótce ma zostać wystawiona na deskach Teatru Narodowego, a na której ma się zjawić cała polityczna śmietanka wraz z premierem i prezydentem na czele. Kiedy i Maksa tam zobaczą, to na pewno jego wizerunek zostanie ocieplony, a zatem ma większą szansę, że komisja spojrzy na niego przychylnie. Tak więc Maks wbija się w garnitur i idzie. Mimo że fanem opery nie jest, w ogóle się na niej nie zna. Ale idzie. Wraz ze swoją psią towarzyszką Suką oczywiście. Na miejsce zostawia ją w kanciapce ochroniarza, a sam spóźniony kieruje się na balkony. Jednak tam nie dociera. Ktoś przeładowuje broń, ktoś w niego celuje. Suka jest czujna, ratuje z go opresji. Tylko co to było? Zaraz okazuje się, że Teatr został odcięty od świata przez zamach terrorystyczny - ktoś, kto nazywa siebie Medeą ogłasza, że za 159 minut wszyscy zginą, o ile prezydent się do czegoś publicznie nie przyzna…
“Jeśli zrobi to, co przyszło mu do głowy, rozpęta się piekło.
Ale w sumie… mówią na niego Diabeł.”
Książka rozpisana jest na prolog, dwie części i epilog. Części podzielone są na kilka rozdziałów, osobno numerowanych, a te dzielą się na jeszcze mniejsze części - krótkie, liczące stronę lub kilka numerowane podrozdziały. Akcja powieści toczy się w większości chronologicznie, jednak są od tego wyjątki - kilka razy się cofamy, do roku, dwóch czy miesiąca sprzed ataku - te rozdziały powoli wyjaśniają historię osoby, która za zamachem stoi. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który chętnie prezentuje nam to, co dzieje się w głowie postaci. A tutaj przewodnimi bohaterami są oczywiście Maks i Suka, choć nie tylko - mamy też relację od dziennikarki, od pary prezydenckiej czy mocno postronnej młodej dziewczyny, której perspektywa otwiera i zamyka całą tę historię. Jest też ktoś zwany cieniem, jest też pewno osoba z przeszłości… Styl powieści jest dostosowany do gatunku - zdania są krótkie, oddają dynamizm akcji, a język nie jest specjalnie wysublimowany - jest prosty, niepozbawiony przekleństw czy innych wulgaryzmów. Dla mnie samej momentami język był za dosłowny, ale też zdaję sobie sprawę, że bez takich zabiegów powieść sensacyjna nie będzie kompletna - ma być przecież szybko, dosłownie, ma być seks i krew.
“Przecież nikt nie jest na tyle szalony, żeby przeprowadzić zamach. W Polsce? A co kogo obchodzi Polska? Mały pryszcz na dupie Europy. Ten tok myślenia nie zmienia się od dekad. Hitler? Kto to jest Hitler? Dajcie spokój, kto to widział, żeby wojnę…”
Sama akcja prowadzona jest dynamicznie, choć nie tylko na niej się skupiamy - w tekst wplecionych jest sporo fragmentów gawędziarskich, sporo nie mających związku z atakiem terrorystycznym historyjek. Mamy historię o Suce goniącej kota, mamy ciągłe opowieści Maksa o jego misjach na Bliskim Wschodzie. Każda taka opowieść lekko spowalnia, lekko rozciąga akcję - każda też pewnie ma na celu wartość dodatkową powieści (jak np. niezmienność niektórych rzeczy czy zobrazowanie codzienności żołnierzy na misji), ale równocześnie odciąga uwagę od tego, co jest w niej najciekawsze - od istoty ataku, od tego, co dzieje się z tłumem widzów zamkniętych w sali teatralnej.
“- Kto chciałby przeprowadzić zamach w teatrze operowym? (...)
- Krytyk muzyczny (...).”
A autor bohaterów nie oszczędza. Na ich przykładzie ukazuje bezwzględność terrorystów, tego, jak łatwo każde z żyć, jakkolwiek cenne dla innych (osób, państwa) może zostać przerwane. Sytuacja jest dynamiczna, choć dosyć prosta, jest przemoc, jest krew. Jednak za kotarami skrada się Maks z Suką. Ich poczynania są zajmujące, emocjonujące, czytelnik z jednej strony im kibicuje, z drugiej dostrzega kontrast w postrzeganiu - Maks jest przecież wojskowym, który w niektórych momentach wydaje się zniesmaczony naiwnością cywili. Z drugiej strony jednak nie jest to człowiek bez serca, co nieraz udowadnia - choćby tym, że zamiast ratować siebie, robi wszystko, by powstrzymać zamachowców.
Jednak tym najciekawszym ze wszystkich bohaterów jest Suka. W tym tomie dostaje głos i jest to głos czysty, przyjemny i przypominający o tym, co ważne. Suka jest wojowniczką, jest wyszkolona, by radzić sobie na polu bitwy i to teraz ponownie wykorzystuje. Jest też wierną towarzyszką Maksa, która, cokolwiek by nie zrobił, stanie za nim murem. Ta jej wierność, jej przywiązanie i oddanie łapią ze serce, a jej proste spojrzenie na sprawy po prostu takie, jakie są, przywraca trzeźwość myślenia, uświadamia, jak ludzie niepotrzebnie wszystko komplikują.
“Cieszyło ją to, że tak się rozumieją. Mała rzecz. A tak ważna. Niezależnie, czy jest się psem, czy człowiekiem.”
No właśnie, a najmocniej wszystko komplikuje polityka. Tam każdy każdemu rękę myje, tam każdy w taki czy inny sposób uskutecznia przekręty. Jedni próbują się wzbogacić, inni wyżyć seksualnie, a jeszcze inni myślą o sobie jak o władcach marionetek - to dobry motyw, by nie brać odpowiedzialności na siebie. Układy, układziki, wyzysk, a gdy przychodzi kryzys - zwalanie winy na kogoś innego - to ważne punkty tej historii. Fikcyjne, ale jakże bliskie temu, co znamy z telewizji.
“Na tym polega polityka. Na niezauważaniu jednych i zwracaniu nadmiernej uwagi na innych.”
Zresztą telewizja też tutaj obrywa, poprzez postać dziennikarki, która dla dobrego materiału (niekoniecznie prawdziwego) zrobi dosłownie wszystko. Kogo zresztą to obchodzi czy mówi prawdę, czy może nagina ją do swoich potrzeb? Ważne by wybrzmiało, ważne by się klikało, a co później będzie trzeba prostować, to nie ma najmniejszego znaczenia. Nie ma też absolutnie żadnej moralności, jest zwyczajna pogoń za sensacją. Smutne, ale znowu - jakże prawdziwe.
“Jak powiedział ochroniarz, były sercem budynku. Gdyby był terrorystą, pierwszą rzeczą, jaką by zrobił, byłoby uzyskanie pełnej władzy nad sercem. Tylko tak da się zapanować nad światem. Masz serce, masz wszystko. Terroryzm był w pewnym stopniu wariacją na temat uwodzenia.”
Dużym atutem jest miejsce, jakie autor obrał na akcję powieści. Teatr Narodowy, gmach wielopiętrowy, z ogromną ilością zakamarków, kulis i innych dziwnych teatralnych wynalazków. Ostatnio w ręce miałam “Upiora opery” i ta bieganina Maksa po różnych piętrach i balkonach trochę mi tamto miejsce akcji przypomina.
Zresztą trzeba też wspomnieć o samej Medei, o której opowiada tej opera. Medea to postać z mitologii, kobieta, która wiele dla miłości poświęciła. Została jednak ostatecznie wzgardzona i odrzucona, a za to okrutnie się zemściła. I taka jest ta powieść - tragiczna, bolesna i brutalna.
“Tak się tworzy terrorystów. Sami ich tworzymy. Wystarczyło tylko znaleźć im cel.”
“Medea” to opowieść pełna brudu, pełna krzywdy i ofiar postronnych, ofiar, którymi najczęściej padają zwyczajni ludzie. Ludzie, którzy narazili się przez to, że chcieli dobrze. Nie wzięli jednak pod uwagę, że nie mają władzy - a ci, co ją mają, dbają tylko o samych siebie, interes innych, interes ogółu absolutnie ich nie obchodzi. Jedyne światełko zapewnia tutaj psia bohaterka, której prostota, czystość uczuć daje czytelnikowi inną perspektywę, upraszcza to, co sam człowiek komplikuje. Tak, to cały czas powieść sensacyjna, mocno osadzona w ramach gatunkowych, co może mnie samej nie zawsze się podobało (przede wszystkim w warstwie językowej), ale która pod tą powłoką obnaża polskie społeczeństwo i hipokryzję ludzkich zachowań. Szybka, dobra rozrywka, po której warto się na chwilę zatrzymać i zastanowić nad tym, co ta opowieść sobą niesie.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Hardym.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 26, 2024

"W sieci kłamstw" David Ellis - recenzja przedpremierowa

"W sieci kłamstw" David Ellis - recenzja przedpremierowa

Autor: David Ellis
Tytuł: W sieci kłamstw
Tłumaczenie: Marta Piątkowska
Data premiery: 28.08.2024
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 376
Gatunek: thriller sensacyjny
 
David Ellis to ciekawy autor thrillerów i powieści sensacyjnych na rynku amerykańskim: nie tylko systematycznie dostarcza swoim czytelnikom nowe tytuły, ale też cały czas aktywny jest jako prawnik - już w latach 90tych, przed literackim debiutem (po nim również), prowadził swoją kancelarię prawną, skupiając się przede wszystkim na prawie konstytucyjnym i handlowym, a w 2014 roku został mianowanym najmłodszym sędzią Sądu Apelacyjnego w stanie Illinois i do teraz pełni tę funkcję. Ciekawe sprawy, jak i nowinki prawnicze ma zatem na wyciągnięcie ręki!
Literacko na rynku pojawił się w 2001 roku z książką, która od razu została uhonorowana prestiżową nagrodą m.in. Edgara Allana Poe. Od tego czasu swoje powieści wydaje na spokojnie, co rok, może dwa jedna. Na swoim koncie ma dziesięć tytułów pisanych solo, w tym jedną czterotomową serię oraz osiem tytułów napisanych wspólnie z Jamesem Pattersonem. Na początku swojej kariery spora część historii nawiązywała do sądownictwa, teraz wydaje się, że jednak trochę od tego charakteru spraw odchodzi.
Na polskim rynku wydawany jest od prawie 20 lat, jednak sporo w tych latach przerwy. Na początku tego tysiąclecia pokazało się u nas kilka jego tytułów, po krótkiej przerwie ponownie jedno nazwisko zawitało na nasze półk w towarzystwie Jamesa Pattersona, a od roku 2023 znowu wrócił solo - wtedy ukazał się jego thriller “Przyjrzyj się” z 2022 roku, a teraz, zaledwie miesiąc po światowej premierze, polski czytelnik dostał “W sieci kłamstw” - w papierze, na półkach księgarskich książka dostępna będzie za dwa dni, ale użytkownicy Legimi już od dobrych kilku, a może nawet kilkunastu dni, mogą się zapoznać z książką w wersji elektronicznej.
 
14 lutego 2024. Prawnik i notoryczny kłamca Leo Balanoff dzwoni do swojego wspólnika z kancelarii z informacją, że dosłownie za kilka minut zostanie aresztowany pod zarzutem morderstwa. Ofiarą jest szemrany typ, gangster, którego roku temu Leo chciał postawić przed sądem - niestety nie udało się, na chwilę po tym, jak zjawił się z klientką na policji z zarzutami wobec niego, ona już nie żyła. Wydaje się więc logiczne, że skoro nie mógł go skazać zgodnie z prawem, to wziął sprawy w swoje ręce? No, nie całkiem. To zdecydowanie większa sprawa niż mogłoby się wydawać - ścierają się tutaj światy gangsterki, policji i FBI, a nawet i prywatnych firm… O co w tym wszystkim chodzi? Czy Leo naprawdę zabił? I może nie powinniśmy mu wierzyć od samego początku - przecież to patologiczny kłamca…
“Gdyby istniało takie niewidzialne lasso, które mógłbym zarzucić na słowa opuszczające moje usta i zaciągnąć je z powrotem do środka…”
Książka rozpisana jest na 95 rozdziałów, których akcja rozgrywa się w różnym czasie - zaczynamy od 14 lutego 2024, by zaraz cofnąć się o rok, za chwilę znowu wrócić do 2024, ale miesiąc wcześniej, aby potem znowu cofnąć się o lata do czasów dzieciństwa Leo - oczywiście każda zmiana czasu jest w tekście zaznaczona, a to, co dzieje się współcześnie, czyli w styczniu i lutym 2024, przeplatane jest z historiami z przeszłości. Narracja też jest zmienna - część opowieści poznajemy oczami Leo w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, jednak są też dwie inne postacie: Andi, która jest byłą dziewczyną Leo oraz Chris, agent FBI, którzy naprzemiennie też opisują zdarzenia ze swojej perspektywy w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest dosyć typowy dla tego typu thrillerów - zdania zbudowane są prosto, są krótkie, tak że czytelnik nie traci czasu na próbie zrozumienia, co autor mógł mieć na myśli - pod względem języka nie ma tu żadnych utrudnień czy zawiłości. Czujne oko w polskim wydaniu może jednak wyłapać kilka wpadek korekcyjnych, są one jednak naprawdę okazyjne. Lektura dzięki krótkim rozdziałom i prostemu językowi przebiega sprawnie.
“Gotów był poświęcić wszystko, na co tak ciężko pracował, żeby naprawić zło.”
Oczywiście styl historii przedstawionej przez Leo nacechowany jest jego własnym charakterem, sposobem myślenia i podejście do życia. Pierwszym, co przy tej kreacji rzuca się w oczy, to jego zamiłowanie, a może raczej uporczywe natręctwo do liczenia, mnożenia i dzielenia wszystkiego - jak sam mówi, to jego sposób na uspokojenie się, coś, co pojawia się w jego głowie niezależnie od niego. Z początku lektury takich wstawek jest naprawdę dużo, co może zniechęcić - uspokoję więc, już po chwili, tych nawiązań do liczenia jest mniej, gdzieś w środku znikają prawie całkowicie, więc lekki dyskomfort tymi wtrąceniami odczuwalny jest tylko na początku. Poza tym jednym uporczywym raz mocniej, raz mniej, natręctwem, Leo to bardzo ciekawa kreacja - prawnik, który jednak nie ma nic przeciwko naginaniu prawa, a wręcz manipulowaniu nim, by jego klient zaznał sprawiedliwości. Sam ma dosyć skomplikowane życie, ale żyje prosto - sprawiedliwość osiągnięta za wszelką cenę przede wszystkim.
“Naciągałem prawdę. Bo nawet hiena, która usiłuje utrzymać się na grzbiecie dzikiej świni, panuje lepiej nad sytuacją, niż ja w tamtej chwili. Demokracje Trzeciego Świata były bardziej stabilne niż moja ówczesna rzeczywistość.”
W gronie pierwszoplanowych postaci jest też Andi. To była policjantka i była dziewczyna Leo, teraz zatrudniona jest w prywatnej ochronie firmy farmaceutycznej, w której właśnie bezpieczeństwo danych jest kluczową sprawą - to tam tworzą nowe, rewolucyjne formuły, które przyniosą w przyszłości wielomiliardowe zyski… Jest to bohaterka trudna do rozgryzienia.
Jest też jeszcze Chris, przedstawiciel prawa federalnego. Za tą postacią też kryje się ciekawa historia - właśnie staje na nogi po naprawdę ciężkiej chorobie, która w oczach kolegów z pracy uczyniła go słabym - teraz pora w końcu pokazać na co go stać.
Każda z tych kreacji zawiera w sobie nutkę tajemniczości, choć przyznam, że z samego początku lektury, nie jest to mocno odczuwalne. Zatem i temu elementowi świata przedstawionego dajcie chwilę - wkrótce okaże się, że każda z tych kreacji jest dużo bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać…
“Następnego dnia mogło się wydarzyć dosłownie wszystko. Było tyle zmiennych, tylu graczy i tyle rzeczy, których nie wiedziałem. To będzie niezła jazda.”
Intryga kryminalna opiera się na wątkach ścierania się wpływów gangsterskich z policyjnymi. Obserwujemy grę, której poddawane są postaci, w której początkowe karty okazują się tylko niewielkim zasobem, jaki ta gra ma nam do zaoferowania. Zagadka jest złożona, dynamiczna i zaskakująca, autor bardzo zgrabnie wprowadza solidne zwroty akcji, których znowu - kompletnie się nie spodziewałam wnioskując po tym, co prezentuje początek książki. Finalnie jednak jestem pod podziwem inteligencji autora - naprawdę sprawnie zbudował wielowątkową, a może raczej wielopoziomową intrygę, która zapewniła mi kilka godzin naprawdę dobrej rozrywki, w której na pewno nie ma czasu na nudę - to przecież opowieść dynamiczna, cały czas coś się dzieje, a nawet niepozorne informacje z czasem zyskują na znaczeniu.
“Niewiedza to agonia w czystej postaci.”
Zagadnienia, na jakich intryga się opiera, to kłamstwo i manipulacja. O Leo wiemy od początku, że lubi nie mówić prawdy, zresztą sam całkiem szybko nam to obrazuje. Ale nie tylko on tutaj ukrywa swoje prawdy - może łatwiej będzie się zastanowić kto tutaj ma jasny cel niż szukać tych, co nie kłamią… Bo przecież kłamią wszyscy, prawda? A my próbujemy dojść do tego dlaczego i w jakim celu to robią.
“Ja po prostu byłem w tym dobry. Całe moje dzieciństwo było kłamstwem. I nie miałem żadnych wyrzutów sumienia w związku z tym. Po prostu kłamałem, jeśli nadarzyła się okazja. Bo czemu nie? Przecież wszyscy kłamią.”
“W sieci kłamstw” to thriller, który zaczyna się niepozornie - wygląda na to, że autor już od samego początku sprawnie manipuluje czytelnikiem upewniając go w przekonaniu, że dobrze wie, czego może się po tej historii spodziewać. Nic bardziej mylnego - fabuła jest rozbudowana i naprawdę zaskakująca, szybka i angażująca, w bardzo rozrywkowy sposób. To coś, co zadowoli fanów amerykańskich thrillerów sensacyjnych - porównajmy ją do nazwiska, które znają pewnie wszyscy - coś w stylu powieści Harlana Cobena. I choć sama nie uważam się, za miłośniczkę tego typu lektur, to przyznaję, że bawiłam się dobrze i czuję się pomysłem na tą powieść na tyle zainteresowana, że nazwiska Davida Ellisa z pamięci nie wyrzucam - chętnie skuszę się na kolejne jego tytuły. A może i poprzednie, jak znajdę chwilkę?
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Hardym.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!