Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwobukowylas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwobukowylas. Pokaż wszystkie posty

października 24, 2024

"Elementarz zbrodni" Nadia Szagdaj

"Elementarz zbrodni" Nadia Szagdaj

Autor: Nadia Szagdaj
Tytuł: Elementarz zbrodni
Cykl: Śledztwa Maryli Major, tom 1
Data premiery: 09.10.2024
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 312
Gatunek: kryminał
 
Nadia Szagdaj to człowiek wielu talentów. Muzyczka, śpiewaczka operowa, autorka powieści kryminalnych, dziennikarka, detektywka, producentka filmów i seriali dokumentalnych i podcasterka - to jej oblicza, o których słyszałam. Od lat najmłodszych związana jest z Wrocławia, którego historia ją fascynuje - wspominam o tym nie bez przyczyny, gdyż z dziewięciu jej solowych powieści aż sześć osadzonych jest w czasach już dawno minionych. Na rynku powieści kryminalnej znana jest przede wszystkim z serii retro z detektywką Klarą Schulz, ostatnio jednak czytelnicy mogli znaleźć jej nazwisko na okładkach dwóch innych książek z cyklu RAK, które napisała w duecie z Grzegorzem Filarowskim. “Elementarz zbrodni” to jej najnowsza powieść, która równocześnie otwiera cykl z nową bohaterką: Śledztwa Maryli Major. Tym razem autorka przenosi czytelników do powojennego Wrocławia, a sprawę kryminalną opiera na zbrodniach prawdziwych, do których faktycznie dochodziło w tym mieście, tyle że w latach 80-tych.
 
Marzec 1955 rok, Wrocław. Dziennikarka Maryla Major ma dosyć swojej codzienności. Pracuje w “Kurierze Ziem Odzyskanych”, gdzie zajmuje się wszystkim i niczym tak naprawdę - raz pisze o sprawach znalezionych na wokandzie sądu, raz o babkach gotowanych i innych wypiekach, a jeszcze kiedy indziej o zasłyszanych od ludzi plotkach. Nie jest z tego powodu szczęśliwa, zawsze chciała być rzetelną, niosącą prawdę dziennikarką, jednak wojna i nowy ustrój jej to uniemożliwiły - teraz trzeba pisać pod cenzora i oficjalnie przyjęta linię partii, nawet gdy jej światopoglądu prywatnie się nie popiera. Nowy ustrój przyniósł też Maryli komplikacje mieszkaniowe, więc tak naprawdę nie ma ani chwili spokoju. Pewnego wieczoru, gdy wraca do domu i znowu przez starego, zapijaczonego współlokatora nie może dostać się do własnego mieszkania, sąsiadka, która właśnie schodziła do piwnicy po węgiel, wzywa ją na pomoc. Maryla bez zastanowienia zbiega na dół po schodach, a w komórce na węgiel sąsiadki zastaje widok przerażający - z hałdy węgla wystaje dziecięca rączka… Przerażona zaczyna kopać, a im więcej małej odkopuje, tym coraz dokładnie widzi, że nie był to po prostu wypadek - ktoś ją dusił, a co gorsze - gwałcił. Tyle dobrego, że dziecko jeszcze żyje, więc sąsiadka biegnie wezwać milicję i pogotowie, a Maryla zostaje przy małej. W jej ręce znajduje kartkę, skrawek dosłownie z prośbą o kontakt i numer telefonu. Po przyjeździe milicji, zjawia się też UB, a to przypomina Maryli o jej wojennej przeszłości… Czy mała przeżyje? Kto ją zaatakował i czy możliwe, by był to pojedynczy przypadek? No i jak znaleźć potwora, który coś takiego zrobił dziecku, kiedy przecież w komunistycznym kraju oficjalnie nie ma tak poważnych przestępstw?
“W naszym kraju nie ma takich przestępstw. To samo powie wam cenzor.”
Książka rozpisana jest na siedemnaście rozdziałów, a te dzielone są na krótsze scenki - czasem liczą kilka stron, czasem zaledwie kilka-, kilkanaście zdań. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci: przede wszystkim Maryli, która jest bohaterką pierwszoplanową, jednak jej historia przeplata się z krótkimi fragmentami opisywanymi z perspektywy potencjalnych ofiar lub potencjalnych sprawców - tak, przy sprawcach też liczba mnoga, bo przyglądamy się kilku potworom w ludzkiej skórze. Styl powieści jest dosyć prosty, zdania krótkie, konkretne, bez ozdobników. Język codzienny, zdarzają się wulgaryzmy, zdarzają się słowa, których współcześnie nie rozumiemy (są wyjaśnione), w jednym fragmencie użyta jest też dawna gwara, jaką kiedyś, prawnie jeszcze przed wojną, się posługiwano. W tekście pojawiają się fragmenty artykułów, listów czy innych wiadomości, więc czytelnik ma wgląd w materiał, którym Maryla posługuje się, by rozwiązać zagadkę zbrodni. Czasami zdarzają się niepotrzebne powtórzenia faktów, całość jednak czyta się bez problemów, szybko i płynnie.
 

Na wstępie wspominałam o fascynacji autorki dawnym Wrocławiem i to w książce faktycznie widać. Wrocław roku 1955, jaki oglądamy w tle, jest bardzo wyraźnie oddany, bardzo szczegółowo opisany. Widzimy miasto, które po dziesięciu latach dalej jest pełen gruzu wojennego, brudu, szczurów, miasto, w którym ludzie próbują normalnie żyć, jednak wysiłki często idą na marne. Czuć dbałość w oddaniu szczegółów, choćby w tym, jak często przytaczane są nazwy ulic, oczywiście w brzmieniu z tamtych lat.
“Dorośli o suchych pyskach ciągnęli do domów, gdzie resztami wiosennego zimna próbowali na balkonach schłodzić wódkę - coś, czego we Wrocławiu nigdy nie brakowało. A to podobało się władzy. Pijanym narodem łatwiej było rządzić.”
Poza samym obrazem miasta są też i jego mieszkańcy, ludzie, którzy uczą się żyć w nowej powojennej rzeczywistości. A ta jest trudna z wielu powodów. Po pierwsze - bieda. Nikt nic nie ma, na nowe ubrania ludzie oszczędzają miesiącami, ba! mogą sobie oszczędzać, bo w ogóle nie często da się coś kupić. Po drugie - warunki mieszkaniowe po wojnie są ciężkie nie tylko z tego względu, że część miasta dalej stoi w ruinie, ale i dlatego, że część jest opustoszała. W każdej kamienicy są pustostany, w których pomieszkują pijaczkowie, albo jeszcze jakieś gorsze elementy. Po trzecie - system. Jedyny słuszny, czego władza tak skrupulatnie pilnuje. Zwyczajni ludzie boją się mówić otwarcie co myślą, boją się podsłuchów i tajnych agentów, donosicieli, których teraz prawdopodobnie w społeczeństwie pełno. Boją się wyrażać swoje zdanie nawet w otoczeniu swojej własnej rodziny.
“Życie w kraju pełnym szpiegów wymaga mądrego scenariusza.”
Główna bohaterka jednak nie jest aż tak zwyczajnym obywatelem miasta ze względu na swój zawód. Marylę jeszcze mocniej dotyka ustrój, gdyż nie może robić tego, do czego czuje się stworzona - nie może relacjonować ludziom prawdy, a przynajmniej nie w tematach, jakie mają znaczenie. Przyglądamy się jej pracy w relacji, jej rozmowom, a raczej połajankom, jakie dostaje od swojego przełożonego, przyglądamy się temu, co w prasie mogło się wtedy pojawić. A mogły być to albo nieznaczące sprawy, albo pochwały państwa i jej przedstawicieli. Gdzie zatem miejsce, by ostrzec mieszkańców Wrocławia przez potworem grasującym po ich ulicach, zagrażającym ich własnym dzieciom?
“Czasem teksty o gotowanej babie były jak zbawienie, bo nie groził po nich moralniak. Pisało się je po to, by mieć pracę, choć i za nie otrzymywało się łatkę propagandzisty.”
Zbrodnia, na jakiej autorka oparła swoją powieść jest naprawdę przerażająca, najgorsza z możliwych, po przecież popełniana na dzieciach. Sprawca wykorzystuje ich naiwność, ich beztroskę, ich ufność w dobro świata. Już sama ta sprawa jest wstrząsająca, a autorka idzie jeszcze dalej - we fragmentach opisuje mężczyzn, którzy robią naprawdę złe rzeczy. To fragmenty brutalne, budzące obrzydzenie i sprzeciw, aż ciężko było mi przez nie przebrnąć. Dzięki takiemu rozłożeniu akcji, autorka zyskała jednak odpowiedni efekt - bardzo długo nie wiemy, kto za tymi zbrodniami stoi, a zatem ciekawość zostaje utrzymana.
 
Same postacie powieści są rysowane dosyć grubą kreską, ich reakcje wydają się czasem podkoloryzowane, a może jest to po prostu efekt ich impulsywności? Zdarza im się też wpadać w ograne już rytmy, gdzieś w tle tli się romans i napięcie seksualne. Sama Maryla ma charakter rasowej dziennikarki, którą trudno zastraszyć. A jednak i jej przeszłość skrywa mroki, które do tej pory nie chcą jej uwolnić, które do teraz przyprawiają ją o ataki paniki i wymuszają konieczność terapii. Które czasem podszeptują jej, by do ręki wzięła broń…
“Ile problemów mógł rozwiązać ten pojedynczy wystrzał! Koniec chrapania, darcia gęby, wieczornego okupowania łazienki, smrodu niemytego ciała i oddechu przypominającego odorem najgorszą wrocławska mordownię. Koniec kłótni i naciąganych, niesprawiedliwych pseudokompromisów.”
“Elementarz zbrodni” to solidny obraz powojennego Wrocławia oddany bardzo uważnie zarówno pod względem wizualnym, jak i nastrojów, jakie wtedy przez miasto się przetaczały. W historii czuć, że tym, co autorkę interesuje, jest opowiadana historia. Zbrodnia jest przerażająca, budzi obrzydzenie, historie zawarte w tle - te opowieści z czasów wojny, przeszłości bohaterki i te, które obrazują aktualnie jedyny słuszny światopogląd - poruszają tematy ważne historycznie, które pozwalają czytelnikowi zrozumieć jak wtedy się żyło, przed jakimi wyborami musieli stawać normalni, zwyczajni ludzie. Najmniej miejsca w powieści zajmują same kreacje postaci, wytłumaczenie ich sposobu myślenia, tego, z czego wynikają ich czyny - właśnie tego mi tutaj zabrakło, bym mogła być lekturą w pełni usatysfakcjonowana. Jednak i tak ją cenię - dzięki niej mogłam poznać jak wyglądało życie zwyczajnych, normalnych ludzi w powojennym Wrocławiu, przypomnieć sobie o tym, jak wielkie mam szczęście żyjąc we współczesnych czasach, kiedy mogę pisać i głośno wypowiadać własne zdanie, własne opinie, kiedy nie muszę bać się wyrażać w taki sposób jaki chcę swojego światopoglądu.
 
PS. Czytelnicy znający serię z Klarą znajdą tutaj pewną zaskakującą ciekawostkę! Sprytny gest ze strony autorki, który tym mocniej podbija ciekawość dalszych losów samej Maryli Major.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Bukowy Las.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 18, 2024

"Dzieci mroku" Patricia Gibney

"Dzieci mroku" Patricia Gibney

Autor: Patricia Gibney
Tytuł: Dzieci mroku
Cykl: detektyw Lottie Parker, tom 1
Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
Data premiery: 13.03.2024
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał
 
Patricia Gibney to irlandzka autorka cyklu kryminalnego z Lottie Parker, którego tom „Dzieci mroku” pierwszy był jej debiutem na rynku literackim skierowanym do dorosłego czytelnika. Na rynku angielskim wydane zostały w 2017 roku, u nas po raz pierwszy ukazały się rok później pod tytułem “Zaginieni”. Teraz, siedem lat później, na rynku rodzimym autorki dostępnych jest już tomów trzynaście, a na polskim ponownie pojawił się pierwszy, tym razem jednak z obietnicą kontynuacji - wydawnictwo zapewnia, że w roku 2024 ukażą się u nas jeszcze dwa kolejne tomy.
 
Historia “Dzieci mroku” toczy się w niewielkim irlandzkim miasteczku. Tam żyje dosyć niespokojnie Lottie Parker z trójką nastoletnich dzieci, która od trzech lat ma problem, by ponownie odnaleźć się w życiu po śmierci męża. Lottie to jednak solidna detektywka, która znana jest ze swojej upartości w dążeniu do odkrycia prawdy. Kiedy więc w kościele znalezione zostaje ciało około 50letniej kobiety, która ewidentnie padła ofiarą morderstwa, oczywiste jest, że sprawa trafi do niej. Lottie wraz ze swoim zespołem zaczyna grzebać w życiu ofiary, szukając czegoś, co mogło doprowadzić do jej śmierci. Szybko okazuje się, że taki motyw będzie bardzo trudno znaleźć - kobieta była samotna, odseparowana od ludzi, nawet w pracy uznawali ją za mocno wycofaną, choć solidną pracownicę urzędu miejskiego. Kto więc miałby powód, by ją zabić? Gdzie szukać podejrzanych? Do jakiej prawdy kobieta próbowała dotrzeć przed śmiercią? Bo, że czegoś szukała, czytelnik wie od początku, tak samo o tym, że w wydarzenia aktualne zamieszana będzie zbrodnia sprzed lat…
 
Książka rozpisana jest na prolog, dziewięć dni śledztwa opatrzone datą i składające się ze 111 krótkich rozdziałów oraz epilog. Historia toczy się przede wszystkim w czasach współczesnych, na przełomie grudnia 2014 i stycznia 2015, jednak od czasu do czasu sięga wstecz, do lat 1975 i 1976, co oczywiście odpowiednio zaznaczone jest w tekście nie tylko datą, ale i kursywą. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który przedstawia historię z kilku różnych perspektyw. Oczywiście przede wszystkim podążamy za śledczymi, w których najważniejszą rolę odgrywa Lottie, ale są też i fragmenty przedstawione przez osoby zamieszane w śledztwo, jak i dzieci głównej bohaterki. Styl powieści jest przyjemny, spokojny, raczej nieskory do przekleństw - te, jeśli już są, to w mocno złagodzonej wersji. Całość czyta się dobrze i płynnie, a jedyne czego żałuję (a na co nie zwróciłabym uwagi jeszcze z rok temu) jest brak konsekwencji w stosowaniu feminatywów.
 
Od początku tej powieści czuć, że duży nacisk nałożony jest na kreacje postaci. Nic w tym dziwnego, przecież od początku wiemy, że to początek serii kryminalnej, a więc to właśnie na tych kreacjach opierać się będzie powiązanie kolejnych tomów. I postacie faktycznie są ciekawe, przede wszystkim Lottie to bohaterka bardzo pojemna, skomplikowana, mierząca się z wieloma sprawami, problemami naraz. Ukazana jest bardzo ludzko, od trzech lat walczy z żałobą, próbuje samodzielnie wychowywać dzieci, ale to praca wydaje się jej azylem, tym, co tak naprawdę trzyma ją cały czas w jako takim pionie. I faktycznie w pracy sprawdza się dużo lepiej niż w roli pani domu - w pracy jest uparta, mocno instynktowna, nie boi się konsekwencji w docieraniu do prawdy. Oczywiście nie znaczy to, że rodzina nie jest dla niej ważna, czuć, że kocha całym sercem swoje dzieci, jednak bez oparcia w mężu ciężko jej odnaleźć tę nową rolę w swoim własnym domu. I my, czytelnicy, obserwujemy jej zmagania z codziennością, towarzyszymy jej w pracy i w domu, poznajemy myśli i wątpliwości, które nią targają. To postać, która choć popełnia dużo błędów, to od początku wzbudza sympatię.
Jej zespół - szef, partner i dwójka współpracujących śledczych to również ciekawe kreacje postaci. W historię wkrada się lekki motyw romansowy, ale naprawdę delikatny. Ogólnie jednak atmosfera panująca w tym zespole śledczych jest przyjemnie-uszczypliwie-zabawna. Mnie szczególnie spodobała się nieco komiczna kreacja plującego, krzyczącego i określającego wszystko jako „pierdzielone” szefa - wprowadza fajny akcent rozładowujący te kryminalne napięcie.
“Pigułki na wszystko, od bólu dupy po skurcz łokcia.”
Sama intryga kryminalna jest dosyć mroczna pod względem tematycznym - raczej nie mu to makabrycznych opisów, jednak krzywdy, jakie opisuje, szczególnie historia z przeszłości, są mocno wstrząsające, choć aktualnie nie jest to temat nowy - może inaczej było te siedem lat temu, podczas premiery tego tytułu. Jednak nie zmienia to faktu, że intryga usnuta jest solidnie, zagadka ciekawa, może też nie do końca nie do przewidzenia, ale mimo to satysfakcjonująca, w momencie, gdy rozpatruje się ją w ramach gatunku rozrywkowego. Autorka bardzo dobrze rozłożyła tempo akcji, kolejne jej zwroty, przez co jednocześnie mamy wrażenie, że to jest kryminał z tych trochę spokojniejszych, ale jednak cały czas coś się w nim dzieje. Choć, jeśli wziąć pod uwagę, ile wydarza się w przeciągu zaledwie ośmiu dni, to o spokoju na pewno nie ma mowy. Historia trzyma w napięciu, z każdą kolejną stroną coraz mocniej przyciąga uwagę czytelnika. Dobrze się przy niej bawiłam.
 
Tym, co było dla mnie nowe i wyjątkowo ciekawe, jest na pewno miejsce akcji. To niewielkie irlandzkie miasteczko, które kiedyś mocno robotnicze, teraz zdaje się lekko wymarłe - są całe opuszczone, popadające w ruinę dzielnice. Do tego akcja powieści toczy się mroźną irlandzką zimą, co chwilę pada śnieg, a bohaterowie spotykają się w irlandzkich pubach, gdzie piją grzaną whiskey, a ogólnie czuć, że jest to społeczeństwo pełne wiary w Kościół i państwo - dla polskiego czytelnika to bardzo atrakcyjny klimat.
“Inspektor obrzuciła wzrokiem wielką szklaną konstrukcję, która wyglądała jak monstrualne akwarium z ławicą rybek w środku. Na wszystkich trzech piętrach widziała ludzi siedzących przy biurkach lub przemierzających korytarze, jakby unosili się w ogromnym szklanym naczyniu. Uznała, że to właśnie ma na myśli rząd, mówiąc o przejrzystości w działaniu sektora publicznego.”
Na koniec wspomnę krótko o tematach, bo to ta część historii, która porusza najbardziej, gdyż tyczy się krzywdy niewinnych, których dopuszczają się ci, po których jeszcze do niedawna spodziewano się tego najmniej. Chyba nie zdradzę za wiele, gdy napomknę, że w historię uwikłany jest Kościół, od dawien dawna tak skory do ukrywania grzechów swoich podwładnych. Oczywiście to nie jedyna kontrowersyjna kwestia zaprzątająca tę historię, przekrętów, zbrodni i innych wykroczeń z każdą stroną powieści ukazuje się coraz więcej…
“Cierpiał za cudze tajemnice.”
Podsumowując, “Dzieci mroku” to dobry początek serii, który obiecuje nam przygody z sympatycznymi, bogatymi kreacjami postaci traktowanymi całościowo oraz ciekawe, rozrywkowe zagadki kryminalne, które poruszać będą problematykę zaprzątającą społeczeństwo. Czuję, że Lottie Parker może być kolejną kobiecą bohaterką w gronie śledczych, których dalsze losy będziemy śledzić z niecierpliwością. Pierwsza jej odsłona wypada naprawdę ciekawie, trzyma w napięciu i długo utrzymuje czytelnika w niepewności. Bawiłam się naprawdę dobrze i czekam już na tom drugi!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Bukowy Las.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 01, 2023

"Ostatni świt" Mieczysław Gorzka

"Ostatni świt" Mieczysław Gorzka

Autor: Mieczysław Gorzka
Tytuł: Ostatni świt
Cykl: Wściekłe psy, tom 3
Data premiery: 22.11.2023
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 424
Gatunek: kryminał
 
Mieczysław Gorzka w przeciągu czterech lat na rynku książki zyskał sobie spore grono fanów wśród czytelników powieści kryminalnych. Debiutował latem 2019 roku książką “Martwy sad” (recenzja -klik!), pierwszym tomem trylogii Cienie przeszłości i pierwszym tytułem, w którym pojawia się postać nadkomisarza Marcina Zakrzewskiego. Seria została ukończona w roku 2020, jednak po rocznej przerwie nadkomisarz Zakrzewski powrócił - w serii drugiej, trylogii Wściekłe psy. “Ostatni świt” to jej zakończenie i przyznam, że choć da się czytać go oddzielnie (ja tak zrobiłam), to jednak zdecydowanie łatwiej będzie czytelnikom połapać się w historii, jeśli będą znać losy bohaterów z dwóch poprzednich tomów: “Polowanie na psy” i “Dziewięć”. Wydawnictwo dodatkowo zachęca do tego poprzez ponowne wydanie ich w dniu premiery „Ostatniego świtu” - w jednej szacie graficznej, ze złoto-pomarańczowymi wstawkami, co bardzo ładnie prezentuje się na półce.
Poza tymi dwoma seriami, autor w międzyczasie wydał jeszcze trzy osobne powieści (choć w “Liliach” - recenzja klik! - Zakrzewski też się pojawia!) oraz pierwszy tom nowej serii zaczynającej się od “Poszukiwacza Zwłok” (recenzja - klik!).
 
Historia “Ostatniego świtu” rozpoczyna się w Bytowie, pewnym kaszubskim mieście, a dokładnie w lesie do niego przynależnym - tam, na jednej z dróżek zostaje znaleziony zabity z broni mężczyzna. Na miejscu zjawia się Adrian Szot, który na ten dzień planował odejście z posterunku policji z tego względu, że miał poczucie, że nikt nie traktuje go tam poważnie. I oto w dniu rezygnacji dostaje pierwsze poważne śledztwo. A przynajmniej przez chwilę tak mu się wydaje, gdyż szybko okazuje się, że góra ma na nie swój własny pomysł. Adrian jednak na własną rękę odkrywa, że może chodzić o naprawdę grubą aferę kryminalną.
W tym samym momencie we Wrocławiu nadkomisarz Marcin Zakrzewski dochodzi do siebie po ostatniej aferze w towarzystwie Renaty, z którą zaczyna myśleć, że mógłby się związać na stałe. Plany prywatne jednak zostają zakłócone przez prokuratora Falewicza, który obiecuje, że pociągnie za sznurki, Zakrzewski zostanie przywrócony do służby po to, by pomóc mu w tajnym dochodzeniu dotyczącym klubu szych, które łączy jedno - kaszubskie polowanie na młode dziewczyny… Czy wspólnie uda im dotrzeć do ludzi, którzy organizują tak bestialskie sporty? I kim są ci, którzy korzystają z tych atrakcji?
 
Książka rozpisana jest na początek, trzy tytułowane części i koniec. Części składają się z numerowanych, w miarę krótkich, ale ciągle jeszcze podzielonych na scenki rozdziałów, każda część numerowana jest osobno. Część pierwsza tyczy się wydarzeń w Bytowie, druga skupia na śledztwie, w które wikła się Zakrzewski, a w trzeciej wszystkie wątki się łączą. Dodatkowo w części pierwszej historia toczy się naprzemiennie współcześnie oraz w roku 1993. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który chętnie mówi też o odczuciach postaci obserwowanych, z perspektywy których oddaje historię. Oczywiście skupia się na Zakrzewskim, Szocie, ale nie tylko - są też fragmenty z perspektywy postaci drugoplanowych, prokuratora czy innych śledczych zamieszanych w tę historię. Styl powieści momentami wymaga od czytelnika większego skupienia - jest bardzo dużo wątków, dużo opisywanych postaci i detali, a tym samym samych opisowych części. Nie jest to minus historii, bo podobała mi się jej zawiłość, ale to coś, co trzeba mieć na uwadze podczas siadania do lektury - dobrze czytać tę powieść w warunkach ułatwiających skupienie. Język, jakim posługuje się autor, jest prosty, gdzieś tam czasem pojawią się jakieś przekleństwa, ale mają one uzasadnienie w sytuacji, w której padają, więc w oczy na pewno nie kłują. Całość czyta się sprawnie.
 
Jaka osoba, która po “Ostatni świt” sięgnęła bez znajomości tomów poprzednich, na pewno sporo straciłam na kreacji postaci tej serii. Ten tom był mocno dynamiczny i dało się momentami odczuć, że wskakiwałam w środek akcji, która gdzieś tam kiedyś wcześniej miała swój początek. Z postaciami było podobnie, choć oczywiście te, które odgrywały tu większą rolę i tak udało mi się całkiem nieźle poznać. Jest to oczywiście Zakrzewski, który od początku podkreśla, że w końcu chciałby zacząć żyć inaczej, wydaje się zmęczony pracą w policji, poświęcaniu jej całej swojej uwagi, teraz chciałby zacząć budować swoje życie prywatne, opanować trochę emocje, które chyba w przyszłość popychały go do mocno spontanicznych i skrajnych decyzji. Czy jednak podjęte raz postanowienie przy boku nowej ukochanej nadal będzie miało siłę, gdy ponownie zostanie wplątany w kryminalną aferę?
Na mnie mocno pozytywne wrażenie w pierwszej części wywarł Adrian Szot, policjant z Bytowa, który zdaje się tam być jedynym praworządnym człowiekiem na posterunku. Jest zdeterminowany i uparty, dosyć sprytny i dociekliwy, ale i podchodzi do życia lekko ironicznie, przez co fragmenty, w których on się pojawia, nabierają nieco humoru, lekkości dzięki uszczypliwym komentarzom, które pojawiają się w jego mowie i myślach.
Naprzeciwko tym dwóm dociekającym sprawiedliwości postaciom, stoi jednak cała zgraja psychopatów. Ludzi, którzy znajdują przyjemność w krzywdzeniu innych, którzy zdają się czuć władcami marionetek. To postacie trzymające się w cieniu, wysoko postawieni psychopaci, którzy przez podsycanie u innych ognika zła, zyskują coraz więcej - władzę i wpływy. Im głębiej wchodzimy w tę aferę, im lepiej poznajemy ich poczynania i siatkę kontaktów, tym mocniej jesteśmy przerażeni - może dlatego, że po części dostrzegamy punkty wspólne z życiem prawdziwym?
“Remigiusz zawsze myślał, że wojny wybuchają z przyczyn politycznych i dlatego, że ktoś chce na nich zarobić. Nigdy by mu nie przyszło do głowy, że wojna może wybuchnąć dlatego, że jakiegoś dyktatora, prezydenta czy wpływowego polityka po prostu podnieca zabijanie.”
Intryga kryminalna jest wielowątkowa, jak już wspomniałam, w książce dużo się dzieje, pojawia się wiele nazwisk. Sama akcja od części drugiej mocno przyspiesza i tempo rośnie do samego końca, kiedy to nabiera już zabarwienia mocno sensacyjnego. Są strzelanki, pościgi i inne tego typu sceny, które znamy z kina akcji - i z tego chyba autor trochę się podśmiewa, nawet nieraz wspominając najpopularniejszych w tym gatunku aktorów. Mimo ilości pozornie niezwiązanych ze sobą wątków, ostatecznie okazuje się, że każdy jest puzzlem w jednej dużej, ogromnej układance. Każda nitka ostatecznie zostaje połączona i zdaje się, że i wszystkie wątki serii zamknięte - zdaje się, bo nie czytałam przecież poprzednich tomów, ale tu bieg fabuły dal mi takie podskórne wrażenie. W części trzeciej dzieje się najwięcej, najdynamiczniej, wychodzą te tytułowe Wściekłe psy - pozbawione kagańców i smyczy, skupione tylko i wyłącznie na jednym celu.
 
Tym jednak, co podobało mi się w tej historii najmocniej, to tematy jakie zdaje się poruszać. I niestety nie są to tematy wesołe, a raczej krytycznym okiem spoglądające na to, jak wygląda polityka, układy na najwyższych szczeblach władzy. Mimo że to fikcja literacka, to nie da się nie odnieść tego do naszej rzeczywistości, przebijają się tu wątki, które tak dobrze z mediów znamy. Jak więc liczyć na sprawiedliwość, na uczciwość, kiedy na każdym kroku spotykamy się z działaniami na własną korzyść czy kumoterstwem, wymuszonymi przysługami dla innych, dla nabicia własnych kieszeni? Pod koniec w ogóle pojawia się krótka refleksja na temat funkcjonowania państwa - bo jak państwo, czyli wspólnota kilkudziesięciu milionów ludzi ma działać poprawnie, gdy większość obywateli nie myśli globalnie, a jednostkowo, skupiając się tylko i wyłącznie na własnych korzyściach? Bardzo ciekawe tematy do rozważenia!
“Ile było już takich tragicznych zdarzeń z przeszłości, które na kilka dni spajały społeczeństwo w bólu, a kiedy przemijały, podziały stawały się jeszcze wyraźniejsze? Ból niczego ani nikogo trwale nie połączy. Na bólu niczego się nie zbuduje.”
Ogólnie muszę przyznać, że trochę szkoda mi, że po “Ostatni świt” sięgnęłam jak po powieść osobną, gdyż wyłapałam w książce wiele sygnałów, że wątki tu poruszane, to kontynuacje tego, co już się w poprzednich dwóch tomach wydarzyło. A jednak nawet w tej sytuacji udało mi się z lektury wyciągnąć dobrą rozrywkę i ciekawe tematy do przemyśleń. Szybka akcja, stawianie postaci naprzeciw ciągłych dylematów, kiedy nie mają za wiele czasu do zastanowienia i zagadka, która ma tyle odnóg, tyle nici, że samodzielnie nijak nie da się ich połączyć w jedno, sprawiają, że książka od samego początku wzbudza w czytelniku dużą ciekawość. To coś, co na pewno zadowoli fanów wielowątkowych kryminałów pełnych akcji - czyli z jednej strony historii mocno rozrywkowych, ale i niewykluczających myślenia - w końcu trzeba się tu nieco skupić, by zrozumieć pełną intrygę, którą autor tak skrupulatnie odmalował. To kryminał tematycznie nieco obciążający, bo wizja świata, jaką nam rysuje, kolorowa nie jest, ale dzięki temu zdaje się przerażająco realna, przerażająco bliska temu, co znamy z naszego życia prawdziwego. Może w tej bliskości do realności tkwi jej sedno, to, co przyciąga i równocześnie przeraża najmocniej?
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Bukowy Las.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


czerwca 12, 2023

"Potwór" Hubert Hender

"Potwór" Hubert Hender

Autor: Hubert Hender
Tytuł: Potwór
Cykl: podkomisarz Filip Krauze, tom 3
Data premiery: 26.04.2023
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał
 
Hubert Hender na polskim rynku książki obecny jest już dekadę – w 2013 roku debiutował kryminałem „Zapora”, który równocześnie był pierwszym tomem cyklu kryminalnego z komisarzem Iwanowiczem i podkomisarzem Gawłowskim. Teraz, dziesięć lat później autor na koncie ma dwa cykle składające się w sumie na sześć powieści, siódma jest w przygotowaniu. Wygląda więc na to, że drugi cykl autora, w którym role przewodnią grają podinspektor Filip Krauze i aspirant Igor Fijałkowski, na trzech tomach się nie skończy... Nawet znamy już tytuł tomu czwartego – będzie to „Kara”.
Mimo, że „Potwór” to tom trzeci cyklu, to nie jest konieczne, by czytać go w kolejności chronologicznej – sama od razu po lekturze tomu pierwszego pt. „Milczenie”, który teraz doczekał się nowego wydania (recenzja – klik!), przeskoczyłam właśnie na to trzeci. Nie wykluczam jednak, że i to drugi nadrobię – z opinii innych wiem, że będzie warto!
 
Historia „Potwora” rozpoczyna się od dziwnego zdarzenia. Jest wieczór, kobieta właśnie położyła swoją córkę do łóżka, a sama szykuje się na potajemnie spotkanie z kochanką. Ta jednak, mimo zapowiedzi, się nie zjawia – Paulina zaniepokojona wychodzi na zewnątrz, do ogrodu, a spod ogrodzenia dobiega ją dźwięk telefonu... Jednak nikogo tam nie ma. Dzień później zgłasza zaginięcie na policję.
W tym samym czasie Igor Fijałkowski pakuje się w tarapaty – poszedł sprawdzić mężczyznę, który niedawno był u nich zatrzymany za przemoc domową w stosunku do swojej partnerki. Niestety rozmowa z nim nic nie dała, po powrocie nie tylko uderzył mieszkające z nimi dziecko, ale pozwolił swoim kolegą zgwałcić kobietę... Igor wpada w szał, daje mężczyźnie solidną nauczkę, jednak to wyzwala w nim demony. Kilka godzin później żona Igora dzwoni do Filipa przerażona – mąż wrócił w okropnym stanie, zakrwawiony, ewidentnie po konkretnej bójce, naładowany mocno agresywnie. Filip szybko zjawia się na miejscu, jednak sprawa wygląda gorzej niż można się było spodziewać - Igor ewidentnie zadarł z ludźmi, z którymi nie powinien...
 
Książka składa się z 65 rozdziałów i zakończenia. Każdy z nich dodatkowo podzielony jest na krótkie scenki, więc całość czyta się łatwo i wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator przede wszystkim podąża za Filipem, jednak nie wyłącznie: są też fragmenty przedstawiane z perspektywy Igora, a także kilka z perspektywy innych osób zamieszanych w śledztwo. Styl powieści jest dobrze wywarzony pomiędzy sprawnie napisanymi dialogami i opisami odczuć, myśli postaci, jak i tego, co dzieje się wkoło. Język jest codzienny, nieraz ucieka się do dosadnego słownictwa. Całość sprawia dynamiczne wrażenie, dobrze się czyta.
 
Mając porównanie do tomu pierwszego, muszę przyznać, że ten jest całkiem inny. I to z kilku względów. Po pierwsze, intryga kryminalna skupia się przede wszystkim na prywatnym wątku zapoczątkowanym przez nocne, krwawe wyjście Igora – Filip jako przyjaciel i partner mocno angażuje się w jego sprawę, szuka tych, którzy mogą Igorowi i jego rodzinie zagrażać. A że Igor zadarł z niewłaściwymi ludźmi, to cała historia robi się dosyć wyraźnie gangsterska... Co wyraża się również w brutalności – jest dużo więcej bójek, znęcania się i brutalnych krwawych opisów niż w tomie pierwszym. Dla mnie ciut za dużo, ale jak zawsze podkreślam – ja nie lubię dużych nakładów brutalności w opisach.
Sprawa o zabarwieniu gangsterskim jest trochę równoważona przez śledztwo, które Filip teraz prowadzić powinien – to właśnie to zaginięcie kochanki Pauliny, chwilę później świeże zwłoki innej kobiety. Wygląda zatem, że w „Potworze” zawarte są aż trzy zagadki kryminalne – prywatna wysuwająca się na plan pierwszy, zaginięcie i morderstwo w tle. Tylko gdzie ten tytułowy Potwór?
„Całe życie balansujesz na granicy prawa i bezprawia. Robisz, co ci się podoba, połowę spraw rozwiązałeś bez trzymania się procedur, kryję twoją dupę, od kiedy tu pracujesz. Tylko dlatego, że jesteś skuteczny. W końcu przez ciebie osiwieję albo wykituję. A teraz mi jeszcze wyskakujesz z tekstami, że chcesz to wszystko rozjebać w pył? Serio, mam się na to zgodzić? Chociaż raz zrób to, o co cię proszę. Skup się na swojej sprawie. Nie grzeb w każdym gównie, które śmierci. Nie ruszaj tego.”
Mamy więc sprawę prywatną, jak i mnogość zagadek kryminalnych. Kolejnym punktem różniącym jest postać głównego bohatera – Filip pokazuje nam się teraz z całkiem innej strony. Jasne, nadal jest kochającym mężem i ojcem i znowu sprawa trochę odsuwa życie rodzinne na drugi plan. Jednak Filip nie jest już tym miłym facetem, którym był w „Milczeniu” – teraz zrobi wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo rodzinie Igora. Dosłownie wszystko. Bez względu na to, jak bardzo jest to niezgodne z prawem i kodeksem, jaki jako przedstawiciel prawa powinien przedstawiać. Nie ma oporów przed wykorzystywaniem znajomości, proszeniem o przysługi, które innym mogą narobić problemów. Trochę wpada tu w rolę typowego, idącego po trupach, egoistycznego detektywa. Nie wiem czy tę zmianę można uznać za rozwój postaci, wydaje mi się jednak, że akurat ona wypadła niespecjalnie korzystnie.
 
No koniec wspomnę jeszcze o tempie – tu też mamy zmianę, cały czas coś się dzieje. Miejsce akcji osadzone zostało w mieście, w Kłodzku, a my wraz z Filipem kręcimy się po podejrzanych spelunach i posiadłościach gangsterów. Ten tom to zdecydowanie kryminał z zacięciem sensacyjnym.
 
I tak omawiając zmiany w składnikach powieści, doszliśmy do końca recenzji – każdy istotny aspekt omówiliśmy punkt po punkcie. Zatem „Potwór”, mimo iż jest częścią serii, to poza postaciami niewiele ma wspólnego z tomem pierwszym. To kryminał z mocnym wątkiem gangsterskim, gdzie motyw zemsty wysuwa się na plan pierwszy. Na pewno na plus historii trzeba zapisać mnogość intrygi, która finalnie zaskakuje, a samo zakończenie jeszcze tylko te emocje umacnia. Muszę przyznać, że przez te zmiany w formie budowy powieści, jak i samo zakończenie, jestem ciekawa co przyniesie tom czwarty!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Bukowy Las.




Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 10, 2023

"Milczenie" Hubert Hender

"Milczenie" Hubert Hender

Autor: Hubert Hender
Tytuł: Milczenie
Cykl: podkomisarz Filip Krauze, tom 1
Data premiery: 26.04.2023
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał
 
Książki Huberta Hendera zainteresowały mnie już trzy lata temu – to w 2020 „Milczenie” ukazało się po raz pierwszy. Jest to tom otwierający serię kryminalną z podkomisarzem Filipem Krauze i aspirantem Igorem Fijałkowskim, która na ten moment liczy już trzy tomy. „Milczenie” przy premierze tomu trzeciego pt. „Potwór” zostało wydane ponownie.
Przyznam, że do tego momentu byłam przekonana, że jest to seria debiutancka autora. Jednak byłam w błędzie – po raz pierwszy na naszym rynku pojawił się już w 2013 roku z książką „Zapora”. Później umilknął na trzy lata, by po powrocie wydać jeszcze dwie inne książki, które razem z debiutem tworzą jedną serię kryminalną o komisarzu Iwonowiczu i podkomisarzu Gawłowkim.
Prywatnie autor aktualnie mieszka w Warszawie, pochodzi z Jeleniej Góry. Jest fanem gór, mroczny miejsc i kawy, uwielbia serial Rodzina Soprano. Aktualnie pracuje nad czwartym tomem serii z Krauze i Fijałkowskim.
 
Historia „Milczenia” rozpoczyna się bladym świtem. Filip Krauze zostaje wezwany na miejsce makabrycznej zdrobni w lesie nieopodal Kamieńca. Tam w dolinie, do dwóch drzew ktoś przytwierdził ciała dwójki okolicznych drwali, dwóch braci bliźniaków, którzy stronili od kontaktów ze społeczeństwem. Zbrodnia tak brutalna przeraża nawet śledczych, jednak przecież mimo wszystko trzeba wszystko dokładnie zbadać i rozpocząć dochodzenie... Śledztwo jest ciężkie i skomplikowane, tym bardziej, że społeczność, w której żyli bracia, nie jest skora do rozmów, a obydwoje śledczy mierzą się w tym czasie również z prywatnymi problemami...
 
Książka składa się z prologu, dwóch części i epilogu. Każda z części rozpisana jest na króciutkie rozdziały, pierwsza składa się z trzydziestu ośmiu, druga z dwudziestu dwóch. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego głównie z perspektywy Filipa, lecz są wyjątki od tej reguły. Narrator skupia się raczej na przedstawieniu wydarzeń i emocji postaci, choć momentami porywa się również na jakieś uwagi ogólne. W książce znajdziemy i sprawnie prowadzone dialogi, i przyjemne opisy, całość zgrywa się naprawdę dobre. Styl prosty i zwyczajny, a jednak doskonale do tego typu kryminału pasuje.
 
Pierwszym z plusów powieści jest główna postać śledczego, Filipa Krauze (z nieco dla mnie problematycznym nazwiskiem, bo jest polskie czy zagraniczne? Jak je odmieniać?). Filip, w przeciwieństwie do tradycyjnych postać detektywów, wydaje się całkiem zwyczajnym facetem. Ma rodzinę, kochającą żonę i syna, który sprawia trochę problemów wychowawczych, gdyż cierpi na ADHD. Swoją drogą, bardzo podobał mi się ten wątek i prywatne historie na temat problemów z synem, do których bohater podchodzi bardzo po ludzku – nie wini za to syna, stara mi się pomóc i równocześnie akceptować to, jakim jest. Choć żywiołowość syna, brak umiejętności ogarniania własnych emocji sprawia, że życie ich rodziny usiane jest problemami. Filip mocno przyjaźni się ze swoim partnerem, Igorem Fijałkowskim, który teraz też przechodzi przez niełatwy okres, przez żałobę po stracie matki. Obydwoje są dla siebie dobrym oparciem, widać, że ich męska przyjaźń trwa od dawna. Oczywiście Filip ideałem nie jest, jego życie zawodowe, jakkolwiek się nie stara, by było inaczej, dominuje nad życiem prywatnym, a sprawy, które prowadzi, zaprzątają mu całkowicie myśli. I tak też jest tym razem, tym bardziej, że zbrodnia jest niesamowicie brutalna, a podejrzanych brak...
 
Dwójka zamordowanych to mieszkańcy małej wioski, małej społeczności, która jest środowiskiem dosyć hermetycznym. Prowadzenie śledztwa w takim miejscu jest trudne. Nikt nie za bardzo chce rozmawiać z policją, śledczy od początku wyczuwają, że wielu z przepytywanych ukrywa przed nimi jakieś fakty, jakieś tajemnice... Autor dobrze oddał tak zamknięte środowisko, choć te odseparowanie od świata, te ścisłe grono broniących się nawzajem ludzi mocniej zarysowuje się dopiero w drugiej części powieści. 
 
Intryga kryminalna poprowadzona jest sprawnie, jest dosyć dynamiczna, co chwilę coś się dzieje, jest kilka pościgów, ale i momenty, w których trzeba usiąść, pogadać i podedukować. Jedyne co mi przeszkadzało, to nadmierna brutalność zbrodni i dokładność w jej opisie – sama nie lubię takiej makabry, tak obrzydliwych opisów, więc tutaj też uważam, że nie było to konieczne, by książka była dobra. Tych opisów jednak nie było specjalnie dużo, więc byłam w stanie to przełknąć.
 
Miejsce akcji, jakie autor wybrał dla tej serii, to Dolina Kłodzka, pełna lasów i małych miejscowości, co jest wyśmienitym wyborem dla kameralnego kryminału. Do tej pory z osadzeniem akcji na tych terenach nie spotykałam się za często, na szybko przywołać mogę tylko kryminały retro Tomasza Duszyńskiego, więc ten wybór miejsca, jakiego dokonał Hender, bardzo mi się podoba. To miejsce z potencjałem, pełne odosobnionych miejsc, w których mogą szerzyć się tak pożądane w kryminałach mroczne tajemnice...
 
„Milczenie „ Hubert Hendera to dobry, współczesny kryminał, który trzyma się ram gatunkowych, zapewnia czytelnikowi dobrą zagadkę, trochę dynamicznej akcji i fajny klimat zamkniętej społeczności. Nie jest to może książka, która zaskakuje czymś nowym (no, może prócz syna Filipa cierpiącego przez ADHD, co faktycznie dodaje postaci głównej czegoś innego, rozpoznawalnego), ale z pewnością to coś, z czym każdy miłośnik kryminału spędzi dobrze czas. Dobry początek serii!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Bukowy Las.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2023

"Tylko wróć przed północą" T.M. Logan

"Tylko wróć przed północą" T.M. Logan

Autor: T.M. Logan
Tytuł: Tylko wróć przed północą
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 440
Gatunek: thriller / thriller psychologiczny
 
T.M. Logan na naszym rynku książki rozgościł się pięć lat temu ze swoim debiutem pt. „Kłamstwa” (już 26 kwietnia ukaże się u nas ponownie w nowej szacie graficznej!). Książka zarówno na naszym, jak i rodzimym rynku autora został ciepło przyjęta, ja jednak z jego twórczością spotkałam się po raz pierwszy dopiero pod koniec zeszłego roku przy jego piątym thrillerze pt. „Zaufaj mi” (recenzja – klik!). I to właśnie ta książka wyprowadziła mnie z błędnego przekonania, że autor pisze thrillery psychologiczne typowe dla twórców angielskich – nie, jego książki to coś innego, sprytne połączenie thrillera nastawionego na szybką akcję z thrillerem psychologicznym. Na tylnej okładce „Tylko wróć przed północą”, jego szóstej powieści, widnieje ładne określenie ‘thriller dynamiczny’, który zdaje się pasować idealnie!
 
Historia „Tylko wróć przed północą” rozpoczyna się w niedzielę 12 czerwca, dzień po imprezie nastolatków świętujących ostatnie egzaminy szkoły licealnej. Nad ranem Andy, ojciec Connora, budzi się z niejasnym przeczuciem, że coś jest nie tak – obchodzi dom, znajduje ciągle świecące się światło nad gankiem – przecież miał je zgasić Connor po powrocie do domu? A wrócić miał o północy… Jednak po szybkiej wizycie w jego pokoju okazuje się, że syn śpi twardo w swoim łóżku. Andy kładzie się już spokojny, jednak rano podczas spaceru z psem telefonuje do niego brat – okazuje się, że kuzyn Connora, Zac, który również brał udział w zabawie, nie wrócić na noc do domu. Andy i Rob ruszają do okolicznego lasu, gdzie ostatniej nocy dzieciaki paliły ognisko i gdzie zdarzało się uciekać już Zakowi… Poza kluczami i brudną, prawdopodobnie zakrwawioną koszulką niczego nie znajdują. Andy namawia więc brata na zgłoszenie zaginięcia na policję. Nie wiedzą jednak, że sprawa jest dużo poważniejsza i bardziej skomplikowana niż im się wydaje, a grono osób w nią zamieszanych jest zdecydowanie większe niż tylko dwójka nastolatków…
 
Książka podzielona jest na sześć dni śledztwa i coś w rodzaju epilogu, który przedstawia wydarzenia po trzech miesiącach od opisywanych zdarzeń. Składa się w sumie z 77 rozdziałów w większości przedstawionych w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego przez Andy’ego, które od czasu do czasu przetykane są rozdziałami poświęconymi innym postaciom zamieszanym w sprawę – nastolatkom, rodzicom, siostrze Connora. Te fragmenty przedstawione są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego i toczą się zarówno zgodnie z chronologicznym biegiem historii, jak i opisują zdarzenia na chwilę przed zaginięciem. Styl powieści jest prosty, dynamiczny, jest dużo dialogów, przytoczone są fragmenty artykułów, listów, SMSów. Jak przystało na narrację pierwszoosobową czytelnik mocno angażuje się w emocje narratora, poznaje jego lęki i słabości. To typowa cecha thrillera psychologicznego, w którym wydarzenia są automatycznie zabarwione subiektywnym spojrzeniem postaci. Książkę czyta się łatwo i z dużą przyjemnością.
 
Jako że narratorem powieści jest Andy, to jego poznajemy najlepiej. To ojciec dwójki dzieci – prawie już dorosłego Connora i 12letniej Harriet zwanej Harry, mąż Laury, który mocno oddany jest swojej rodzinie. Zawodowo jest lekarzem rodzinnym pracującym w okolicznej przychodni, jego życie jest uporządkowane i dobrze zakorzenione w tym miejscu na Ziemi. Może ostatnio narzeka trochę na słaby kontakt z Connorem, ale to przecież normalne w relacji z nastolatkiem, prawda? Kiedy jednak okazuje się, że jego dziecko może być w niebezpieczeństwie, narażone na poważne oskarżenia, Andy staje za nim murem. Czy jednak może być pewny, że jego syn jest niewinny? Przecież ich kontakty ostatnio się ochłodziły, a zatem bohater tak naprawdę nie wie, co siedzi w jego głowie… Co jest bardziej właściwe: dociekanie prawdy czy obrona własnego syna? Dzięki tej narracji i tej sytuacji przyglądamy się zagadnieniom w relacji rodzic-dziecko w momencie zagrożenia – co rodzic jest w stanie zrobić, by zapewnić dziecku bezpieczeństwo? Andy jednak nie jest bezwzględnym bohaterem, jest bardzo empatyczny, chce pomagać poszkodowanym, co czasami dodatkowo pakuje go w kłopoty… Kreacja tego bohatera jest bardzo złożona, a równocześnie bardzo ciekawa i intrygująca, bo przecież nieczęsto w thrillerze psychologicznym to mężczyzna jest tym, który przedstawia czytelnikowi historię.
Książka, jak z kolei na thriller akcji przystało, napakowana jest zwrotami fabularnymi, więc ciężko bez ich zdradzania mówić o innych postaciach. Jednak chciałam tu jeszcze dodatkowo wspomnieć o Harriet, córce Andy’ego i Laury, siostrze Connora. Harry jest osobą bardzo introwertyczną, rodzice podejrzewają, iż może nosić pewne cechy autyzmu, co faktycznie nie jest bezzasadne. Dziewczynka nie ma za wielu przyjaciół, jest nad wyraz inteligentna, a komputer od strony programistycznej nie ma dla niej tajemnic. A jednak, mimo iż jej wiedza w próbie odkrycia tajemnic nastolatków może być przecież bardzo przydatna (dzieciaki większość życia spędzają w Sieci), to rodzice zdają się ją lekceważyć, skupiają się na problemach syna i nie dostrzegają, że Harry rozumie już zdecydowanie więcej niż im się wydaje. Dziewczynka, jako osoba mało dostosowana społecznie, sama ma problem z zawalczeniem o uwagę, co powoduje kolejne zawirowania w fabule. Jej postać oddana jest świetnie, świeżo i bardzo realnie, kieruje uwagę nie tylko znowu na relacje rodzic-dziecko, tym razem pod względem umniejszania inteligencji, oczywiście nieświadomego, własnych dzieci oraz na problem dzieci z niższym dostosowaniem społecznym i ich problemy z odnalezieniem się wśród rówieśników.
 
Jak wspomniałam, historia napakowana jest twistami, zaskakującymi zwrotami akcji, która toczy się sprawnie i dosyć dynamicznie. Cały czas coś się dzieje, nic dziwnego zresztą w sytuacji, kiedy doszło do zaginięcia – wszyscy robią co mogą, by odnaleźć zaginionego, są niesieni emocjami, niekoniecznie rozwagą, co sprzyja dynamicznym rozwiązaniom fabularnych. Historia jest naprawdę bardzo dobrze poprowadzona, ostatecznie każdy wątek okazuje się mieć znaczenie, a poziom napięcia towarzyszący lekturze jest cały czas przyjemnie wysoki, przez co naprawdę ciężko jest się od niej oderwać.
 
Wspomniałam już o kilku tematach, jakie książka porusza, ale ach! Jest ich tu dużo, dużo więcej. Może dlatego tak bardzo mi się spodobała? Autor życie nastolatków i problemy jakie czyhają na nich i ich rodziców we współczesnym, zdigitalizowanym świecie, oddał naprawdę szeroko. Pojawia się tu hejt w Sieci, problem z narkotykami, próby dopasowania się do rówieśników mimo wszystko. Pierwsze miłości, pierwsze doświadczenia seksualne i próby rodziców, by utrzymać swoje dzieci na właściwym torze nawet w momentach, gdy te nie chcą z nimi rozmawiać. Sama bardzo lubię takie zagłębienie się w życie rodzinne, tajemnice, które skrywa każdy z nas i emocje jakie towarzyszą w życiu codziennym, a w tej historii autor bardzo płynnie połączył wiele istotnych, aktualnych tematów, które każdy rodzic prawdopodobnie bardzo dobrze zna, co jest ogromnym plusem tej historii.
 
O książkach pełnym zwrotów akcji pisze się naprawdę ciężko, gdyż kluczowe jest, by nie zdradzać nic z fabuły powieści. Dlatego też na tym zakończmy. „Tylko wróć przed północą” to w mojej ocenie naprawdę udany thriller o tematyce okołorodzinnej, który porywa szybką i zaskakującą akcją i zachwyca szerokim ujęciem zagadnień jednocześnie bliskich codzienności każdego z nas, a z drugiej strony stawiający postacie w sytuacjach alarmowych, podbramkowych. Świetnie się przy nim bawiłam, i choć ciągle mam braki do nadrobienia w twórczości tego pisarza, to na ten moment ten tytuł uznaję za swój ulubiony! Bardzo podobało mi się wyważenie pomiędzy dynamiczną akcją, a skupieniem na emocjach postaci.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Bukowy Las.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 02, 2023

"Zaufaj mi" T.M. Logan

"Zaufaj mi" T.M. Logan

Autor: T.M. Logan
Tytuł: Zaufaj mi
Tłumaczenie: Anna Pochłódka-Wątorek
Data premiery: 09.11.2022
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 376
Gatunek: thriller / thriller psychologiczny
 
T.M. Logan to brytyjski autor thrillerów, który na koncie ma już ponad milion sprzedanych egzemplarzy, jedną ekranizację na Netfliksie (dostępną niestety tylko w UK) oraz ogólną przychylność czytelników i recenzentów. Debiutował w 2017 roku (u nas wydany rok później) książką „Kłamstwa”. W tym czasie pracował również jako dziennikarz prasowy, teraz już w pełni oddaje się tylko pisaniu powieści. Na swoim koncie ma sześć tytułów (w Polsce pięć, bez najnowszego), a na rok 2023 planowany jest kolejny. Dla mnie „Zaufaj mi” to była pierwsza styczność z jego piórem, choć ochotę na zapoznanie miałam już od dawna. I nie zawiodłam się! Ten tytuł to połączenie dynamicznego thrillera z thrillerem psychologicznym – przyznam, że bardzo udane!
 
Jest to historia Ellen, która niczego na świecie nie pragnie bardziej niż zostać matką. Niestety nie jest jej to dane, żadna z prób in vitro się nie powiodła, a jej mąż Richard kilka miesięcy temu zostawił ją dla innego kobiety, która teraz poinformowała świat, że spodziewa się dziecka… W tym momencie do Ellen w pociągu dosiada się młoda kobieta z dzieckiem na rękach – to Kathryn i trzymiesięczna Mia. Po krótkiej rozmowie Kathryn prosi Ellen o potrzymanie małej, by mogła spokojnie odebrać ciągle wydzwaniający telefon, na co ta z wahaniem przystaje. Chwile potem pociąg zatrzymuje się na stacji, a w ostatnim momencie przed ponownym ruszeniem Ellen za oknem widzi wychodzącą z peronu Kathryn. Zszokowana, po zwróceniu uwagi przez nowego pasażera skupia się na pozostawionym przy niej plecaku – to wszystkie potrzebne Mii rzeczy: mleko, pieluszki, ubranka. I kartka na napisem chroń ją i nie ufaj nikomu, nawet policji. Ellen coraz mocniej tym zdziwiona zakłada, że dziewczyna była ofiarą przemocy domowej i zostawiła małą, by chronić ją przed brutalnym ojcem. Decyduje się mimo wszystko zgłosić sprawę na pobliskim komisariacie. Jednak czy to faktycznie dobra decyzja? Czy jej założenia są prawidłowe? I kim jest ten mężczyzna, który w pociągu robił jej i Mii zdjęcia, a teraz zdaje się podążać za nimi?
 
Książka rozpisana jest na dni akcji – od wtorku do niedzieli oraz coś w stylu epilogu, którego wydarzenia toczą się trzy miesiące później. Całość składa się z 69 rozdziałów w przeważającej część pisanych w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego z perspektywy Ellen. Kilka rozdziałów pisanych jest w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego przez innych zamieszanych w sprawę bohaterów jak np. mężczyznę śledzącego Ellen czy policjanta prowadzącego sprawę. Styl powieści jest przyjemny, sprawny, zdania krótkie, a dialogi wiarygodne. Całość czyta się naprawdę dobrze.
 
Jednym z największym plusów powieści jest kreacja głównej bohaterki, która została tu świetnie wywarzona – w końcu łatwo byłoby popaść w przesadę przy tego typu postaci. To w końcu dosyć załamana kobieta, która już prawie straciła nadzieję na to, że kiedy będzie mogła zostać matką. Teraz nagle, niespodziewanie sytuacja się zmienia – ma w rękach niemowlaka, który został jej niejako podarowany. Co zrobić? Nie da się ukryć, że myśli, by po prostu małą zabrać do domu nie są głośne. A jednak poczuciem moralności w Ellen wygrywa, kobieta decyduje się zrobić to, co powinna, czyli zgłosić to na policję. Mimo że Mia to cudowne dziecko, które od początku cały czas się do niej uśmiecha. Ostatecznie jednak Ellen i tak zostaje wciągnięta w tę sprawę i rozpoczyna własne śledztwo, co oczywiście jest kluczowe dla fabuły tej historii. Charakter Ellen oddany został dobrze, wiarygodnie, zdarzenia okraszone są od razu jej komentarzem i przemyśleniami, co jest charakterystyczne dla pierwszoosobowej narracji. Oczywiście jest kilka momentów, w których zachowanie Ellen może wydać się nieco naiwne, ale myślę, że dla dobra całej historii można przymknąć na to oko, a może nawet inaczej - w końcu ciężko przewidzieć jak może zachować się zdesperowana kobieta, bo może właśnie tak?
 
Akcja powieści toczy się dosyć dynamicznie, co chwilę coś się dzieje, Ellen pakuje się w nowe tarapaty, odkrywa nowe tropy, które powodują coraz większy zamęt w hipotezach czytelnika. Fabuła poprowadzona jest sprawnie i szybko, przez co czytelnik nie ma nawet czasu porządnie przemyśleć własnych hipotez, co jest również plusem historii, bo zakończenie dzięki temu dosyć mocno zaskakuje. Na szczęście „szybko” ma tu tempo racjonalne, tak by czytelnika zaciekawić, utrzymać napięcie, ale nie aż tak, by dać wrażenie sztuczności.
 
Książka jest typowo rozrywkowa, tematy do przemyśleń raczej są tu po prostu punktem wyjścia dla całej historii, intryga zbudowana jest na zasadzie jak największej liczby zaskoczeń, które pojawiają się w lekturze mocno dynamicznie, mocno fizycznie (jest kilka scen walki czy pościgu). Dzięki narracji pierwszoosobowej, kobiecej głównej postaci i jej dylematom narzuconym przez wrażliwy instynkt macierzyński książka daje wrażenie czego pomiędzy thrillerem akcji a thrillerem psychologicznym i ja w formie rozrywki jak najbardziej to kupuję. Bawiłam się naprawdę dobrze, nie miałam wrażenia, by autor uwłaczał mojej inteligencji, a na kilka małych wątków romansowych przymykam oko 😉 To naprawdę dobra pozycja, gdy potrzeba czystej, zajmującej rozrywki!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Bukowy Las.
Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 19, 2019

Konkurs - wygraj "Martwy sad" Mieczysława Gorzki (rozwiązany)

Konkurs - wygraj "Martwy sad" Mieczysława Gorzki (rozwiązany)

Z okazji dzisiejszej premiery razem z wydawnictwem Bukowy Las mamy dla Was konkurs, w którym do wygrania są aż 3 egzemplarze kryminału „Martwy sad” Mieczysława Gorzki! A to oznacza, że aż 3 osoby będą zwycięzcami!

Co trzeba zrobić by wziąć udział w konkursie?

Napisz w komentarzu pod tym postem odpowiedź na pytanie:

   Co dla Ciebie oznacza pojęcie dobry kryminał?

Odpowiedzi możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich bardziej kreatywne – tym lepiej!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB (klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach)

  1. Konkurs trwa tydzień – od 19 do 26 czerwca do 23:59, wyniki ogłoszę wieczorem kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę 3, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytania konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulamin konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


27.06 rozwiązanie konkursu
Zwycięzcami zostają: jestem_zmanipulowana, Patrycja Piasny i Melangell – gratuluję! Swoje dane adresowe razem z numerem telefonu proszę przesłać na mail kryminalnatalerzu@gmail.com, w tytule wpisać konkurs Martwy sad. Na nadesłanie adresów czekam 3 dni.

Wszystkim pozostałym uczestnikom serdecznie dziękuję za wzięcie udziału w konkursie i zachęcam do obserwowania bloga, bo już teraz szukuję dla Was kolejne niespodzianki 😊


Zapraszam też na mój profil na FB, gdzie zaraz rusza rozdanie z „Martwym sadem” – jest to ostatnia szansa na zdobycie u mnie tej książki! (klik!) Rozdanie trwa do 30 czerwca.