Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwonoirsurblanc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwonoirsurblanc. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 09, 2026

"Kto sieje wiatr" Donna Leon

"Kto sieje wiatr" Donna Leon

Autorka: Donna Leon
Tytuł: Kto sieje wiatr
Cykl: komisarz Guido Brunetti, tom 32
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 298
Gatunek: powieść kryminalna
 
Donna Leon to autorka jedyna w swoim rodzaju. Na koncie ma ponad trzydziestotomową serię z kultowym już bohaterem komisarzem Brunettim, która nie tylko zdobyła liczne nagrody, ale też sprzedała się w 30 milionach egzemplarzy, a mimo to autorce udało się zachować skromność i prawo do prywatności. Choć urodziła się w Ameryce, od jakichś pięćdziesięciu lat tam nie mieszka - najpierw przemierzała świat ucząc angielskiego, by w latach 80. osiąść na trzy dekady w Wenecji. To tam powstał Brunetti, który po raz pierwszy (w języku angielskim, nie włoskim!) światło dzienne ujrzał w 1992 roku, a teraz kolekcja jego przygód sięga trzydziestu trzech tomów. Aktualnie Donna Leon prowadzi spokojne, ciche życie w Szwajcarii, choć co roku nadal odwiedza Wenecję - to ciągle jej miejsce na Ziemi, to ciągle dom dla komisarza Brunettiego.
 
Wenecja, listopad. Życie na lokalnym posterunku toczy się tempem spokojnym, jest czas na obowiązki służbowe, ale jest i czas na życie prywatne. I w związku z tym drugim komisarz Brunetti trafia pod Palazzo Zaffo dei Leoni, starą arystokratyczną rezydencję, zamieszkałą przez profesora Molina i jego żonę, która przypadkiem okazała się dawną znajomą Guida, jeszcze z czasów szkolnych. Na prośbę innych znajomych Brunetti obiecał dowiedzieć się, czy plotki o wystawieniu palazzo na sprzedaż są prawdziwe, jednak gdy puka do jego bram, otwiera mu Lankijczyk, który mieszka w domku ogrodnika i pomaga małżeństwu w pracach dookoła rezydencji. Odprawia on Brunettiego twierdzeniem, że plotki absolutnie nie są prawdziwe. Za jakiś czas spotykają się ponownie - niestety tym razem Lankijczyk jest martwy, został wyłowiony z jednego z kanałów, choć głębokie cięte rany na jego ciele jasno wskazują, że to nie był śmierć przypadkowa. Kto i dlaczego mu ją zadał?
“- Wiem, Dziękuję, Ettore, ale nie chcę, żeby był sam.
- On nie żyje, Guido - odparł lekarz, ale nie bez życzliwości w głosie.
- Wiem o tym. Wydaje mi się jednak, że zgodnie z wierzeniami buddystów dusza przez pewien czas pozostaje w pobliżu martwego ciała. Chciałbym, żeby nie czuła się samotna.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści dwa rozdziały (często dzielone na krótsze scenki) pisane z perspektywy komisarza Brunettiego w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Tym jednak, co ją wyróżnia, co ją charakteryzuje, jest styl, w jakim jest pisana - opisy są barwne i subtelnie poetyckie, plastyczne i bardzo namacalne, dzięki czemu wszystko, co przedstawiają staje czytelnikowi wyraźnie przed oczami. Co więcej, Donna Leon chętnie korzysta z podszytego sarkazmem humoru, ale robi to w sposób niezwykle umiejętny, inteligentny, przez co nawet potencjalnie obraźliwe zwroty czy fragmenty są po prostu zabawą językową i kulturową. Nie do końca wiem, jak autorka to robi, ale w jej prozie czuć pokorę i uwielbienie do życia jednocześnie. Jej dialogi prowadzone są z klasą, z wyczuciem, dobrze dostosowane są do postaci, pomiędzy którymi toczy się rozmowa. Język, jakim cała powieść jest pisana, przyjemnie nawiązuje do klasyki literatury, do dawnych powieści detektywistycznych, przez co od razu jasne jest, że i fabuła stawiać będzie na inteligentną zabawę, zagadkę, a nie na krwawość, brutalność zbrodni. Tu liczy się styl, tu liczy się elegancja, która staje się nośnikiem bardzo gorzkich, ale i trafnych uwag na temat naszego współczesnego społeczeństwa.
“(...) Alvise miał spędzać czas na komisariacie przy San Marco, gdzie mierzono się głównie z zaginięciami: turystami, którzy zgubili drogę lub dzieci, zaginionymi portfelami (zwykle kradzionymi), zaginionymi paszportami, starszymi ludźmi, którzy pogubili się we własnych umysłach, a także z zaginioną cierpliwością będącą przyczyną kłótni lub bójek, zgubionymi plecakami, które równie dobrze mogły zawierać bombę jak i drugie śniadanie, oraz utraconym czasem, gdy całą zmianę trzeba było poświęcić na problemy, którymi powinna się zajmować raczej opieka społeczna niż policja.”
Akcja powieści toczy się tempem spokojnym, w którym jest miejsce na wszystko - na pracę, na rodzinę, na samotne spacery ulicami Wenecji, na kawę w ulubionej restauracji czy wizytę u znajomego antykwariusza. To Wenecja po sezonie turystycznym, leniwa, spokojna, w której nie trzeba się nigdzie i po nic spieszyć. Już samo to napawa ogromnym spokojem, pozwala odetchnąć od naszego codziennego, wyniszczającego pędu.
“Powiedział mi, że zastanawia go, jak ludzie, którzy mają tyle wolności co my i takie bogactwa, mogą myśleć w taki sposób i chcieć to wszystko zniszczyć.”
Ale choć tempo akcji wycisza, to tematy, które swoją intrygą książka porusza, nie są jałowe, a wręcz przeciwnie - mimo że sięgają do tematów z przeszłości, do lat 80., to przez krzywdy, jakich dotyczą, nadal burzą krew. Jednak mimo iż historycznie oparte są o zdarzenia, które wstrząsnęły włoską społecznością, to tak naprawdę nie angażują czytelnika w rozgrywki polityczne, a raczej przemieniają tę historię w zagadnienia uniwersalne - i tak historia zamiast mówić o wojujących komunistach, opowiada o młodzieńczych ideałach, które wtedy wydawały się tak ważne, tak istotne, że niejeden człowiek popełniał niejedną głupotę. Nawet sam Brunetti, który nigdy nie osiadł w żadnej z grup wojujących w pełni, przypomina sobie swoje błędy młodości i teraz zderza je z sobą aktualnym - mężczyzną w średnim wieku. Czy to, co wydawało mi się wtedy tak ważne, teraz ma jeszcze jakieś znaczenie? Ale czy nie każde młode pokolenie musi mieć coś, przeciwko czemu może się buntować? Tylko gdzie przebiega ta granica naturalnego buntu, a czegoś, od czego nie ma już później odwrotu?
“- Lata osiemdziesiąte - powtórzyła Gloria nieobecnym głosem - gdy nadal obchodziły nas takie rzeczy jak sprawiedliwość. - Ostatnie słowo wymówiła z czymś podobnym do pogardy. - Ale nikomu nie udało jej się znaleźć.”
To jednak nie jedyne zagadnienie, jakie można wyłuskać z tej opowieści. Ważnym tematem jest wątek inności odmienianej przez wszystkie przypadki. I tak znaleźć tu można fragmenty o imigrantach, ale i o różnicach płci, o różnych orientacjach i podziałach klasowych. Nie są to tematy przewodnie, pojawiają się dosłownie na chwilę, ale każdy ujęty jest w punkt, tak że czytelnik zwyczajnie musi się na każdym z nich na moment zatrzymać.
“Profesor złożył przed sobą dłonie na biurku, a widok jego sygnetu nasunął Brunettiemu skojarzenie z baśnią, w której bohaterka spotyka złego wilka. Miał ochotę zakrzyknąć: “Och, profesorze, jak masz wielki sygnet!”, “To dlatego, by przypominać niższym klasom, gdzie ich miejsce”.”
A co z intrygą kryminalną? Jest, choć, jak w każdej chyba książce tej autorki, raczej jako pretekst do pogadania o tym, co istotne. Zagadka śmierci Lankijczyka pojawia się dopiero gdzieś w jednej trzeciej powieści i nawet od tego momentu nie jest prowadzona tak, jak jesteśmy do tego we współczesnych kryminałach przyzwyczajeni. Przede wszystkim opiera się na klasycznych założeniach rozmowy i dedukcji, niewiele jest tu superwspółczesnych technik prowadzenia śledztwa, choć przecież informacji pozyskiwanych za pomocą sieci czy badań techników nie brakuje. One jednak nie wydają się tak ważne jak instynkt komisarza, jak to coś, co kieruje jego uwagę w odpowiednią stronę… Intryga zawiązywana jest w tempie zgodnym do całej powieści, a w jej centrum nie stoją nie wiadomo jacy sadyści, a po prostu zwyczajni ludzie.
“Wiele lat temu Paola przeczytała Brunettiemu fragment powieści Dickensa, w której czarny charakter przy każdej okazji zapewniał z przekonaniem, że jest “sługą uniżonym”. Ten głos i manierę komisarz przez lata dopracował do perfekcji. Nie istniała osoba tak “uniżona”, żeby Brunetti nie potrafił stać się bardziej “uniżony”. Albo, jak sam to w duchu nazywał prześmiewczo, “uniżeńszy”.”
Jednym z nich jest oczywiście komisarz Brunetti, ozdoba całej serii, detektyw, który jest niesamowicie taktowny i dobrze zna ludzi, ich charaktery, dzięki czemu wie, jak prowadzić rozmowę, by osiągać jak najwięcej. To człowiek spokojny, inteligentny, stoik, który ułożył sobie życiowe priorytety – najważniejsi są dla niego ludzie, przede wszystkim jego rodzina, żona, dzieci, dla których zawsze ma czas, dla których zawsze o stałej porze wraca do domu. Czy to nie piękna odmiana od tego, co serwuje nam większość współczesnych kryminałów?
“Czy to, że mówił o osobie, którą kochał, sprawiało, iż historia stawała się ważniejsza i łatwiejsza do zapamiętania?”
Mówiąc o książkach Donny Leon nie można nie wspomnieć też o Wenecji. To miejsce akcji, to ono równie mocno co styl autorki, co sposób budowania zagadki, wpływa na odbiór powieści. Wędrówki jej uliczkami, przeprawy promem nadają jej odpowiedni rytm. Pogoda i urok, jakie można znaleźć w starych zabytkach opisywane w poetyckim zacięciem sprawiają, że można wręcz zachłysnąć się pięknem. Nie bez znaczenia jest też styl życia, charakter Wenecjan, którzy do życia podchodzą nieco inaczej niż Włosi - te stwierdzenia nieraz padają w żartobliwym ujęciu w rozmowach postaci, ale równocześnie właśnie dlatego nadając powieści bardzo małomiasteczkowy charakter. Miejsce akcji oddane w całym swoim pięknie jest równocześnie kontrastem do ludzkich grzechów, egoizmu, brzydoty dusz, nad którymi się pochylamy.
“Brunetti popatrzył w tę samą stronę, na niebo, które mógłby malować Tiepolo: pulchne chmury i fragmenty błękitu intensywnego jak kolor szaty Najświętszej Panny. Brakowało tylko kilku aniołów rozprostowujących skrzydła, zanim wylądują bezpiecznie na jednym z obłoków. Uradował się na ten widok i podziwiał to niebo jako obraz chwały, a nie oznakę przybycia wiatrów, które trafiły do Wenecji prosto z Turynu, niosąc ze sobą najbardziej zanieczyszczone powietrze w Europie.”
Mimo tego, że “Kto sieje wiatr” to powieść napisana współcześnie, we współczesnym świecie osadzona, na bardzo realnych jego problemach, to jednak podana w takim stylu, który na myśl przywodzi powieści klasyczne. Autorka nie potrzebuje fabule nadawać szybkiego tempa czy zaskakujących zwrotów akcji - wystarczy solidna obserwacja człowieka, jego zachowania i relacji z otoczeniem ujęta w lekko zadziornym, ale równocześnie pięknym literacko stylu, by uwagę czytelnika przyciągnąć w pełni. Donna Leon wie, jak historię prowadzić, by zwrócić uwagę na to, co ważne, a równocześnie dostarczyć tego, po co czytelnik po beletrystykę sięga - jej książka daje wytchnienie, pozwala na chwilę oddechu, ale nie na chwilę bezmyślną, bo to, co niesie, zawsze ma dużą wartość. W “Kto sieje wiatr” bazuje na kontrastach, na zderzeniach: młodych, górnolotnych ideałów z priorytetami dorosłego życia człowieka w średnim wieku, przepięknego miejsca z brzydotą, jaka może kryć się w człowieku żyjącym tuż obok nas, a może nawet nas samych? Piękna, mądra, inteligentna proza. Mogłabym ją czytać bez końca!
“Nadszedł najwyższy czas, by Brunetti porzucił te daty i frazy, złamane rozejmy i spalone miasta, i powrócił do żony i dzieci, ciesząc się świadomością, że to właśnie, a nie podboje, jest sensem jego życia.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach maratonu czytelniczego #brunettinatalerzu2 we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 26, 2026

"Drżąca ręka fałszerza" Patricia Highsmith

"Drżąca ręka fałszerza" Patricia Highsmith
 

Autorka: Patricia Highsmith
Tytuł: Drżąca ręka fałszerza
Tłumaczenie: Robert Sudół
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 272
Gatunek: powieść psychologiczna
 
Patricia Highsmith uznawana jest za jedną z prekursorek współczesnego thrillera psychologicznego. Jej powieści najczęściej oparte są na motywie zbrodni, przestępstwa, jednak to nie sam czyn, a jego psychologiczne konsekwencje są tym, co interesowało ją najmocniej. Jej postacie są przeważnie amoralne, pod wpływem zbrodni ich kompas akceptowalnych społeczne wartości zaczyna się zacierać, co oddziałuje na samego czytelnika, który musi stawiać sobie podczas lektury niewygodne pytania. Nie inaczej jest z “Drżącą ręką fałszerza”, która w oryginale wydana została po raz pierwszy w 1969 roku, do Polski jednak trafiła dużo później - dopiero w 2004 roku, a teraz, 22 lata później wydana została ponownie. Jest to dwunasta powieść w karierze autorki, która przez całe swoje życie wydała ich ponad dwadzieścia.
“Ciekawi mnie nie tyle sama historia, co osąd moralny. Jak ludzie osądzą głównego bohatera.”
Końcówka lat 60. XX wieku, początek czerwca. 34-letni nowojorski pisarz Howard Ingham przylatuje do Tunezji na zlecenie swojego znajomego, reżysera filmowego, z którym na miejscu ma zająć tworzeniem scenariusza do kolejnej produkcji. Postępując zgodnie z jego instrukcjami wynajmuje pokój w hotelu, chadza do wskazanych przez niego restauracji i chłonie dziwną, całkiem inną od amerykańskiej atmosferę przesyconą ospałością żaru płynącego z nieba. Oczekiwanie na przylot znajomego zaczyna się jednak przedłużać, choć początkowo Ingham się tym nie przejmuje - w tym czasie rozpoczyna pracę nad swoją nową powieścią, roboczo zatytułowaną “Drżąca ręka fałszerza”. Z czasem jednak brak listów i depesz od znajomego, jak i jego własnej dziewczyny, mimo wielokrotnych prób kontaktu z jego strony, zaczyna go niepokoić, wprowadzać w dziwny stan samotności. Rozglądając się za towarzystwem przekonuje się, że Arabowie zamieszkujący te miasteczko kierują się całkowicie innymi wartościami w życiu, co wywołuje u niego dyskomfort. Zaczyna dostrzegać coraz więcej podobieństw swojej sytuacji do tego, z czym mierzy się bohater jego książki, i tak jak on, w końcu dociera do zdarzenia granicznego, które sprawi, że sam zaczyna wątpić w to, kim jest… Czy to chwilowa wątpliwość podyktowana samotnością, czy prawdziwe objawienie, które zmieni jego życie?
“(..) czy to uczucie wywołanie zostało jakąś dziwną siłą sprawczą Tunezji, która zniekształca rzeczy niczym pofalowane lustro albo soczewka odwracający obraz, czy też jest głęboko autentyczne?”
Książka rozpisana jest na 27 rozdziałów pisanych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Inghama, którego spojrzenie na świat narzuca czytelnikowi wartości samego bohatera - zatem mimo wyboru narracyjnego i tak dostajemy tu budowę świata przedstawionego podobną do współczesnego thrillera psychologicznego. Styl opowieści jednak jest znacząco inny - największa waga powieści położona jest na aspekty psychologiczne postaci i sytuacji, a zatem tym, co w dominuje są opisy czynów, gestów, przemyśleń i refleksji postaci. Oczywiście nie brak i dialogów sprawnie prowadzonych, choć nie oddawanych w pełni - czasami narrator po prostu streszcza to, o czym rozmawiały postacie. W historię wplecione są listy Inghama, które on pisze i dostaje, a także francuskie i arabskie zwroty, które, mimo iż nie są tłumaczone, są stosowane tak, by czytelnik nie miał problemów zrozumieć o co chodzi. Język jest subtelnie literacki, w pełni zrozumiały, bez wulgarności i przekleństw. Książkę czyta się w podobnym tempie, w jakim płynie akcja - powoli, spokojnie, w tunezyjskim upale nie ma się gdzie spieszyć.
“Myśli mu się mąciły, przypiekane od góry przez prażące słońce, a wyobraźnię przerastał wysiłek przeniesienia niepisanych nowojorskich reguł na grunt tej spalonej arabskiej krainy.”
Bo choć sam bohater powieści stoi na pierwszym miejscu, to nie bez znaczenia jest samo miejsce akcji. Miejsce całkowicie inne od tego, w którym na co dzień żyje Ingham, miejsce, które dla każdego Amerykanina kojarzy się z urlopem, odpoczynkiem, oderwaniem od swojego normalnego trybu życia. Jest gorące lato, żar i blask leją się z nieba i przed obydwoma naprawdę trudno się ukryć. Można wskoczyć do morza, można schronić się w kawiarni, ale to tylko chwilowa ulga od bezbronności i swego rodzaju obnażenia, jakie czuje się w tak jasnym słońcu. Co więcej, nie tylko pogoda i przyroda są tutaj inne. Inne są również wartości społeczeństwa, inna religia, inny sposób życia. I właśnie ta sceneria jest bazą do najważniejszego pytania tej powieści.
Zdaniem Inghama absurdalność tego wnętrza wyrażała Kafkowską nadaremność wszelkich ludzkich poczynań.”
Pytanie oczywiście zadaje główny bohater, Ingham. Jego kreacja budowana jest powoli, autorka nie przedstawia nam od razu jego pełnego charakteru, choć krótko wspomina o jego życiu, jakie prowadzi w Stanach. Tak naprawdę mam wrażenie, że Ingham nie pokazuje czytelnikowi w pełni tego, kim był, a skupia się na tym, kim się staje w miejscu tak innym od tego, w którym żył dotychczas. Samotność, poczucie lekkiego oszołomienia, tęsknota i niepewność co do bliskich mu osób, mocno wpływają na jego pewność siebie, na odbiór rzeczywistości. W takim stanie człowiek zdaje się bardziej podatny na sugestie - a Ingham poznaje dwóch skrajnie różnych bohaterów: starszego Amerykanina, który wyznaje Słusznie Obrane Wartości Amerykańskie oraz artystę, nie przejmującego się niczym Duńczyka. Ich relacje, jak wszystko w tej powieści, budowane są powoli, mocno ze sobą kontrastują wprowadzając tym większy mętlik w głowę bohatera, jak i samego czytelnika.
“Zamierzał zasiać w czytelniku moralną wątpliwość co do jednoznacznej winy Dennisona. Gdy weźmiemy pod uwagę, jak wiele dobra wyświadczył główny bohater - uchronił rodziny od rozpadu, rozkręcał lub pomagał rozkręcić interesy, wysyłał ludzi na studia na własny koszt, nie wspominając już o darowiznach na cele charytatywne - czy ktokolwiek śmiałby nazwać go oszustem i złodziejem?”
Fabuła oparta jest o dwa epizody kryminalne, jednak całej powieści nie postrzegałam przez pryzmat tego gatunku - tu wątki obyczajowe skupione na codzienności postaci z czasem zaczynają przeradzać się w psychologiczne dylematy dotyczące tożsamości i tego, jak duży wpływ na to kim jesteśmy i co uznajemy za dobre i złe ma otoczenie, miejsce w którym przebywamy. Czy moralność jest więc zależna od miejsca? Czy to, co jednoznacznie złe w Ameryce, w Tunezji okaże się czymś błahym, nad czym można zwyczajnie przejść do porządku dziennego? Autorka w bardzo ciekawy sposób wykorzystuje powieść, jaką pisze Ingham, coraz mocniej zacierając granicę pomiędzy tworzonym przez niego bohaterem Dennisonem, a nim samym. A skoro granica się zaciera, to kiedy Ingham staje się fałszerzem? Które jego życie jest kłamstwem - te wcześniejsze, w Ameryce, czy te w Tunezji? Kim on sam tak naprawdę jest? To bardzo ciekawe zagadnienia, które powodują w czytelniku dyskomfort, bo odpowiedź na pytania wcale nie jest taka jednoznaczna. Autorka świetnie manipuluje emocjami i wątpliwościami postaci równocześnie wpływając na postrzeganie moralności bohatera, jaką ma czytelnik.
“Ingham nie słyszał ani słowa po francusku; nic nie rozumiał z dobiegających do rozmów.
To otoczenie jest w sam raz, pomyślał, bo główny bohater jego książki połowę życia spędzał w świecie zupełnie obcym jego krewnym i wspólnikom, w świecie, który znał tylko on, gdyż nie mógł nikomu wyznać prawdy - że kilka razy w miesiącu przywłaszcza sobie pieniądze i podrabia czeki, składając trzy fałszywe podpisy.”
Podsumowując, “Drżąca ręka fałszerza” to powieść, którą smakuje się powoli. Akcja, która momentami zdaje się stać w miejscu, jest tylko bazą do analizy psychologicznej przemiany, jaką pod wpływem miejsca i swojej twórczości doświadcza główny bohater. Przemiany, która wzbudza dyskomfort dlatego, że wnioski, do których bohater dochodzi, nie wzbudzają w nas od razu sprzeciwu, a wręcz odwrotnie - momentami wydaje się, że ma rację. Świetnie oddany bezlitosny klimat pustynnego kraju, w którym kultura jest tak inna, że dla człowieka lat 60. XX wieku mogła się wydawać wręcz wroga - i tak właśnie w większości przyjezdni postrzegają mieszkańców Tunezji. W tle toczy się historia - wojna w Wietnamie, zimna wojna z Rosją - to wszystko wpływa na nastroje, jakie oddziałują na postacie. Jednak to przede wszystkim człowiek jako jednostka stoi w centrum i pytanie o to, czy jednostka sama w sobie ma w ogóle jakieś podstawowe wartości, czy jednak wszystko to, kim nam się wydaje, że jesteśmy, zależy od otoczenia, okoliczności i postrzegania. Historia prowadzi do bardzo ciekawych refleksji, choć czasami, jak na współczesne standardy, robi to w sposób aż za wolny. Myślę jednak, że podejście do lektury z nastawieniem na niespieszność, powinno ten problem rozwiązać.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 23, 2025

"Czerwona woda" Jurica Pavičić

"Czerwona woda" Jurica Pavičić

Autor: Jurica Pavičić
Tytuł: Czerwona woda
Cykl: Szain Gorki, tom 1
Tłumaczenie: Leszek Małczak
Data premiery: 08.10.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 280
Gatunek: powieść kryminalna
 
“Czerwona woda” to pierwsza książka chorwackiego autora Juricy Pavičića, jaka została przetłumaczona na polski. W oryginale wydana w roku 2017, chwilę później została przetłumaczona na francuski i otrzymała prestiżową nagrodę Grand prix de la littérature policière w kategorii najlepszej europejskiej powieści kryminalnej. Jednak autor do zaoferowania czytelnikowi ma dużo więcej – tego typu historie o zbrodni z mocnym tłem historyczno-społecznym publikuje od końcówki lat 90-tych, na koncie ma już jedenaście powieści, jak i kilka zbiorów opowiadań i felietonów. Bo jeszcze wcześniej, przed debiutem literackim był już znanym krytykiem filmowym i literackim, za co też dostawał różne nagrody. Mimo późniejszego debiutu powieściowego z tego zawodu nie zrezygnował, nadal ma stałą kolumnę w jednej z chorwackich gazet. “Czerwona woda” to jego siódma powieść, trzy lata później doczekała się czegoś na kształt kontynuacji - historii, w której występuje śledczy z “Czerwonej wody”. Czy i my się jej w Polsce doczekamy? Mam taką nadzieję!
 
Niewielkie miasteczko Misto położone niedaleko nadmorskiego Splitu, 23 września 1989. Rodzina Velów składa się z czterech osób: małżeństwa Vesny i Jakova oraz bliźniąt Silvy i Mata, którzy mają po 17-ście lat. Ich życie może nie upływa pod znakiem luksusów, ale mają wszystko, czego im trzeba, a przede wszystkim są szczęśliwi - mają dom, pracę, kochają się, dzieci chodzą do szkoły. Ten dzień nie różni się od innych sobót - Silva przyjechała z internatu do domu, wszyscy wspólnie jedzą obiad. Jednak już za chwilę stanie się coś, co sprawi, że ta data nigdy nie zniknie z ich pamięci, stanie się datą graniczną w ich życiu, które od teraz dzielone będzie na dwa czasy - przed i po zaginięciu Silvy. Dziewczyna w sobotę wieczorem wychodzi na festyn nad zatoką i już nigdy do nich nie wraca. Ostatnie godziny spędziła z synem piekarza, choć to nie on był teraz jej chłopakiem… ale Adrijan zarzeka się, że gdy około pierwszej w nocy się rozstawali, Silva była cała. Czy mówi prawdę? W poniedziałek policja bierze się za śledztwo na poważnie, zaczynają się poszukiwania. Poszukiwania, które od teraz staną się sensem życia rodziny Velów. Poszukiwania, które będą punktem niezmiennym w stale zmieniającym się kraju…
“Dzień, w którym jej nie szukam, to dzień, w którym sam siebie nienawidzę.”
Książka podzielona jest na cztery tytułowane części, które w sumie składają się na 23 rozdziały. A te może nie należą do najkrótszych, ale każdy dzielony jest na mniejsze scenki oddzielone gwiazdką, więc komfort lektury jest zachowany. Rozdziały toczą się naprzemiennie z perspektywy rodziny, a później i osób zamieszanych w sprawę - jest ich kilka, jednak każdy na tyle wyraźny, że żadna z postaci się czytelnikowi nie miesza. Każdy rozdział zatem nazwany jest imieniem postaci, z perspektywy której poznajemy dany fragment i rokiem, z którego wydarzenia przedstawia - to ważny punkt, gdyż historia rozgrywa się na przestrzeni niecałych trzech dekad… Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego z wyjątkiem rozdziału pierwszego, tego zmieniającego wszystko - on pisany jest w czasie teraźniejszym. Styl powieści jest spokojny, skupiony na psychologii postaci, na ich przeżyciach wewnętrznych, co delikatnie przywodzi na myśl thriller psychologiczny. Z tego też względu cała opowieść jest przede wszystkim opisowa, dialogi pojawiają się co jakiś czas, nawet nie zawsze pisane są od myślników - czasem jest to po prostu cudzysłów. Ze względu na ilość postaci linia czasowa też nie do końca jest chronologiczna - w dużej mierze tak, jednak z początku zdarzają się momenty, które poznajemy z dwóch różnych stron, czyli kiedy jedna osoba kończy, druga cofa się lekko w czasie, by opowiedzieć swoją wersję zdarzeń. Ten zabieg jednak widoczny jest tylko na początku, później, gdy historię dzielą już lata, a nie godziny, linia nabiera ciągłości. Czasami pojawia się kilka zbędnych powtórzeń, a sam język, jakim powieść jest opowiedziana, jest prosty, to nie on ma tutaj uwagę przyciągać, tylko sama historia, emocje, o jakich opowiada. A jednak powieść momentami daje wrażenie liryczne, zahacza gdzieś o pojęcie literatury pięknej. Mimo spokojnej akcji, niewielu dialogów, historia aż huczy od emocji, a to sprawia, że trudno się od jej lektury oderwać.
“Wtedy Mate tego nie wiedział. Dzisiaj już wie. Tego dnia, w tym właśnie momencie, jego życie stało się poszukiwaniem.”
W “Czerwonej wodzie” mamy tak naprawdę dwa punkty skupienia - pierwszy to ludzie w zaginięcie Silvy uwikłani. Przyglądamy się temu, jak zmienia się ich codzienność, jak jedna strata (niepewna, bo wychodzimy przecież cały czas z założenia, że Silva jednak znajdzie się cała i żywa) podporządkowuje sobie całą rzeczywistość, jak ją zmienia, a tym samym wpływa na całą przyszłość człowieka. Wydaje się, że to ta niepewność co do losu Silvy jest najgorsza - ciągłe poszukiwanie, ciągła nadzieja, a zarazem lęk, który z czasem przechodzi w pewnego rodzaj letarg, sprawia, że poza tym niewiele się w życiu liczy. Obserwujemy jak przybywa postaciom lat, jak Mate dojrzewa, wchodzi w życie dorosłe, jak jego rodzice się starzeją. Przyglądamy się, co ta strata zmieniła w ich relacjach, jak mocno skupiła je wokół siebie, tak że nie pozostało w nich miejsca na nic innego. Ten ból, niepewność, a może i zobojętnienie na świat, jakie autor w powieści oddaje, są odgrywane bardzo realnie, bardzo przejmująco, tak bardzo, że momentami i my czujemy w oczach łzy i ścisk w gardle.
A potem przychodzi Ten Dzień, Dzień Silvy, dzień, wokół którego toczy się cały życie ich rodziny, jak wokół jakiegoś święta, uroczystości - perwersyjna inwersja urodzin.”
Jednak zaginięcie Silvy rozchodzi się dalej, wikła kolejne osoby w tę grę - jej chłopaka, syna piekarza, który widział ją jako ostatni, ich rodziców, milicję, potencjalnych świadków czy tych, których Silva poznała wcześniej, w Splicie w internacie. To kolejna fala na wodzie, którą jej zaginięcie wzburzyło, to druga linia frontu, która może nie czuje aż tak trudnych emocji, jak je najbliższa rodzina, ale również zapomnieć nie może… Obraz tego, jaki wpływ ma jedno zdarzenie na całe otoczenie, jest zatem pełny.
“Po raz pierwszy w życiu Matemu zrobiło się żal ojca. To już nie był ten zawsze dorosły, zawsze dojrzały opiekuńczy mężczyzna. Mate zobaczył przed sobą nowego ojca, który stał się bezradnym dzieckiem.”
Jednak nie tylko same zaginięcie jest w tej powieści oddane wyraźnie. Ważne jest też tło zdarzeń, historia kraju, w czasie której cała opowieść się rozgrywa. Bo rok 1989 i dalej to chwile dla Jugosławii i Chorwacji przełomowe. Niedługo nadejdzie wojna, w wyniku której Jugosławia się rozpadnie, nastanie nowy ustrój, zawirowania ekonomiczne, kryzys na rynku światowym, które będą miały wpływ na kondycję Chorwacji, która w końcu, po ponad dwudziestu latach od powstania, przekształci się w kraj typowo turystyczny, gdzie napływ osób nietutejszych jest tym, co przenosi kraj fundusze. Ciepło, woda, plaża, piękne apartamenty - to fasada, która na tej historii zostaje zbudowana, bo choć pozornie kraj wygląda teraz całkiem inaczej, to jednak w środku tak naprawdę niewiele się zmieniło, ludzie, ich emocje, ich problemy pozostają nadal takie same, tylko skrywają się pod ładnym, atrakcyjnym dla turystów opakowaniem.
“- Czyli nie obchodzi to pana. Nie interesuje pana, co się stało.
- Proszę zrozumieć - zaczął wyjaśniać Gorki. - To już odległa przeszłość. Odległa i bolesna. Teraz są inne czasy, mamy inny kraj. Jesteśmy inni.
- Jesteśmy tacy sami - odpowiedział. - Tylko udajemy innych, bo tak nam pasuje.”
W tej historii daleko w tle przyglądamy się też przemianom społecznym. Tego, jak wiele zmienia wojna, podczas której ktoś, kto uznawany był przez innych za zero, może stać się bohaterem. Czy jeden czyn podczas wojny może zmazać grzechy przeszłości? To smutna refleksja, ale wydaje się, że tak, wojna, tak jak zniknięcie, wywraca świat na drugą stronę, zeruje licznik, po którym życie buduje się od nowa i nikogo już nie interesuje, co było wcześniej…
“(...) w tej wojnie nie ma zwycięzców. Są tylko odsunięte w czasie klęski.”
Na koniec wspomnę jeszcze o samym miejscu, o małej miejscowości Misto, która mimo tragedii, mimo stacjonującego tam przez jakiś czas wojska, wydaje się miejscowością spokojną i urokliwą. Ale i to niesie swoje cechy charakterystyczne - tam mieszkają ludzie twardzi, mocno do ziemi przywiązani, dla których dom rodzinny, odziedziczona ziemia to wartość nadrzędna. Jednak te pokolenie powoli wymiera, do głosy dochodzi nowe, którego priorytety się zmieniają, a ziemia staje się tylko nikomu niepotrzebnym nieużytkiem…
“To nie Ameryka. Tu nie ma porywaczy, złodziei ani seryjnych morderców. To jest Misto, a w Miście nic złego nikomu się nie stanie.”
“Czerwona woda” to powieść poruszająca, przejmująco smutna i bolesna, która uświadamia, jak szeroki wpływ może mieć jedno zdarzenie, jedna chwila, która wcale nie miała być znacząca, a jednak taka się stała. Zniknięcie Silvy jest tutaj tym rzuconym kamieniem, który burzy wodę, którego echo rozchodzi się falami, a te im dalej się posuwają, tym robią się mniej wyraźne, tym bardziej zlewają się z otoczeniem. Bo przecież po latach od zaginięcia każdy cała trójka z rodziny Valów nadal żyje i na pierwszy rzut oka nawet nie widać, jak wielką tragedię w sobie noszą… Ale ona jest i czeka na zamknięcie, które niekoniecznie będzie równało się z ukojeniem. Bo czy jest ono w ogóle możliwe po tylu latach cierpienia? Powieść z kryminalnym szkieletem, w której ważny jest człowiek jako jednostka, ale na tle historii całego kraju, który w tym czasie przechodzi znaczącą, ważną przemianę. Nie dziwię się temu, że książka została doceniona, to dobrze napisana, bogata w emocje, wartościowa proza. W żadnym razie nie można jej traktować jak typowego kryminału, a coś pomiędzy psychologiczną powieścią kryminalną, a może i literaturą piękną? Warta uwagi, czasu i docenienia!
“Ludzie, jeśli mają wybór między prawdą i legendą, zawsze wybierają legendę.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 08, 2025

"Serce za bezcen" Andrij Kurkow

"Serce za bezcen" Andrij Kurkow

Autor: Andrij Kurkow
Tytuł: Serce za bezcen
Cykl: Tajemnice Kijowa, tom 2
Tłumaczenie: Agnieszka Sowińska
Data premiery: 24.09.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 300
Gatunek: powieść kryminalna / kryminał retro
 
Andrij Kurkow to ukraiński pisarz popularny nie tylko w Ukrainie i Rosji, ale również w Europie Zachodniej. Dwie z jego powieści znalazły się na liście nominowanych do Nagrody Bookera, a aż osiem zostało zekranizowanych. Pisze od lat 90-tych, na koncie ma kilkanaście powieści dla dorosłego czytelnika i kilka dla dzieci, jak również imponującą liczbę scenariuszy. Seria Tajemnice Kijowa to jego najnowsze dzieło ostatnich lat zainspirowane prawdziwymi, oficjalnymi dokumentami Czeka (tajnej policji bolszewickiej), które dostał w prezencie w 2017 roku. Obejmują one lata 1918-1921, jednego z najtrudniejszych dla Ukrainy okresu - czteroletniej wojny domowej, w czasie której władza zmieniała się czternaście razy! Jak sam autor przyznaje, te dokumenty zmieniły jego sposób patrzenia na Kijów i właśnie to chce oddać w tej serii. W Polsce tom pierwszy “Srebrna kość” (recenzja - klik!) ukazał się jesienią 2024 roku, po roku przerwy mamy przyjemność wrócić do przygód młodego Samsona ponownie w “Sercu za bezcen”, w którym na ostatnich stronach zapowiedziany jest już tom trzeci na jesień 2026 roku. Już czekam!
 
Kijów, kwiecień roku 1919. Młody Samson Kołeczko coraz lepiej odnajduje się w nowej, mocno niepewnej rzeczywistości. Ma stałą pracę na milicji, gdzie jego partnerem jest były ksiądz, z którym wdaje się w soczyste dyskusje, ma też do kogo wracać do domu - tam czeka na niego ukochana Nadia, kobieta pracująca w niedaleko położonym biurze statystycznym. Czy to już pora na ożenek? Na razie jednak Samson musi skupić się na pracy, bo przecież prawo ze względu na ciągłe zmiany władzy, też nieustannie się zmienia - na przykład teraz dowiadują się o zakazie prywatnej sprzedaży mięsa, które zostało wprowadzone już jakiś czas temu. Tak to właśnie wygląda, jedni nie wiedzą o zmianach drugich, a przecież stróże prawa muszą je jakoś egzekwować. Nic dziwnego, że ilość spraw nieustannie piętrzy się na biurku zwierzchnika Samsona. Teraz przyznaje im nowy temat do zbadania - ktoś doniósł, że z szopy położonej w podkijowskiej wsi wypłynęła kałuża krwi… Czyżby doszło tam do morderstwa?
 
Książkę otwiera słowo od autora, w którym pisze o inspiracji powstania serii i o czasach, w których toczy się akcja. Cała historia “Serca za bezcen” podzielona jest na 32 rozdziały i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Samsona, którego narrator oddaje w pełni - nie tylko jego poczynania, ale również myśli, emocje, wspomnienia, spostrzeżenia. Dzięki temu powieść stylistycznie jest bardzo bogata: są w niej i subtelnie poetyckie opisy, i spora dawka absurdu obrazowanego przede wszystkim za pomocną dialogów postaci. Te są bardzo ekspresyjne, autor podobnie jak w tomie pierwszym, w trakcie rozmów postaci używa wielu wykrzykników, choć chyba nie aż tyle co w “Srebrnej kości”. Całościowo, mimo bardzo trudnej sytuacji, w jakiej przyszło w tych czasach żyć kijowianinom, powieść wypada lekko, humor zawarty w dialogach, melancholijność wspomnień i opisów mocno łagodzą brutalny wydźwięk codzienności.
“Wszelkie hałasy. niesłyszalne, gdy czapka zasłaniała zagojoną ranę, teraz chlusnęły mu do głowy, jak mleko przelewane z dużej kanki do mniejszej. Przytłumione rozmowy, dalekie odgłosy syren, twardy żelazny zgrzyt ziemi przypominający szczęk szyn. I ani jednego wystrzału. Ale i bez tego dźwięki tej nocy sprawiały, że był spięty i czuł lęk - przekazywały wszelkim żywym istotom niedobre wieści, wieści o nieprzewidywalności nie tylko tej nocy, ale i następnego ranka, następnego dnia, następnej nocy i wszystkich pozostałych.”
“Serce za bezcen” można czytać niezależnie od tomu pierwszego, podstawowe wydarzenia są tutaj przypomniane. Porównując jednak kreację głównego bohatera, w tomie drugim jest już nieco bardziej do rzeczywistości dostosowany niż w tomie pierwszym. Tam wiele miejsca zajęły jego próby odnalezienia się w sytuacji, tu możemy się już skupić przede wszystkim na nim samym - jego relacjach z otoczeniem i sprawie kryminalnej, którą przyszło mu rozwiązać. Teraz już nie tylko los o nim decyduje, tu i sam Samson ma coś do powiedzenia.
“Paszteciki z podrobami urozmaiciły zaś smak przaśnej kaszy, choć brakowało w nich soli. Ale soli w ogóle brakowało, podobnie jak i cukru. Ukrywała się w tym gorzka prawda o niespokojnych czasach, których nie sposób było ani osolić, ani osłodzić.”
A jest to człowiek młody, wykształcony, ale przede wszystkim dobry. Już w tej postaci możemy wyczytać nawiązanie do tytułu - serce Samsona jest bezcenne, jest pojemne i naprawdę na drugiego człowieka wrażliwe. Nie życzy nikomu źle, nawet podejrzanym, traktuje ich jak człowieka, co w czasach wojny i rewolucji wcale takie oczywiste nie jest. Jego relacja z Nadią jest rozczulająca - ich miłość wydaje się czysta, bezwarunkowa. Wygląda też na to, że dzięki jego pozytywnemu i czułemu podejściu do drugiego człowieka, świat oddaje mu to samo - ma wokół siebie wielu ludzi, którzy życzą mu dobrze.
Ponownie powołam się na porównanie do tomu pierwszego, gdzie pewna nadprzyrodzona umiejętność Samsona dużo wnosiła do sprawy. W tym tomie autor już raczej pozostawia ją w tle, Samson nadal z niej korzysta, ale w sposób bardziej subtelny, dlatego też wątek rasowej powieści detektywistycznej plasuje się na miejscu pierwszym.
“Notował i od razu się zastanawiał nad tym, co usłyszał. Jednocześnie poczuł w głowie jakby niezależną od myśli radość, jakby w jego mózgu zapalił się płomyk. Zapłonął i oświetlił drogę ku nowej wiedzy! Jego dusza ożyła, znowu poczuł się jak gimnazjalista, który jest wolny i się uczy, i jedno drugiemu nie przeszkadza, ponieważ są to rzeczy ze sobą powiązane, z własnej woli przecież wybrał to, czego chciałby się nauczyć.”
Intryga prowadzona jest w sposób ciekawy, bo tak naprawdę już na pierwszych stronach powieści okazuje się co faktycznie się w tej szopie stało, a reszta to towarzyszenie Samsonowi w zbieraniu materiałów do teczki sprawy, na podstawie których później zostanie wydany wyrok. Więc czytelnik towarzyszy mu przede wszystkim w rozmowach z zatrzymanym, w próbach zdobycia zeznań wskazanych przez niego świadków, jak i naradach z partnerem i przełożonym. Obserwujemy też codzienność, w którą wplątują się inne pomniejsze sprawy i zagadki lekko kryminalne. Wypadek, zaginięcie - to jedne z tematów pojawiających się na chwilę, które nie tylko wzbudzają w czytelniku ciekawość, ale również są odpowiedzialne za doskonałe malowanie tła tamtych czasów.
“Ale każdy nowy porządek potrzebuje czasu, by ludzie do niego przywykli. Czasu i objaśnień… Trzeba o nowym porządku informować przez kilka miesięcy, a nie tak na wczoraj!”
Bo poza Samsonem to właśnie ta ówczesna rzeczywistość jest najważniejsza. Z tym że nie zaprząta nas kolejna zmiana władzy, przepychanki na górze - walki toczą się gdzieś w oddaleniu, choć i w Kijowie nie brakuje wystrzałów. Jednak tym na co tutaj zwracamy uwagę jest po prostu zwyczajny człowiek. Ten wrzucony w trybiki maszyny jaką jest państwo, ten, którego kolejna zmiana władzy w przeciągu kolejnych miesięcy już naprawdę nie dziwi. Nie ma co ukrywać - postacie żyją w naprawdę trudnej i biednej rzeczywistości, gdzie wszystko wydzielane jest według kartek i przydziałów, gdzie wśród zwyczajnych ludzi zachodzi przede wszystkim handel wymienny. Samson jest w dobrej sytuacji, dostaje zapłatę za swoją pracę, ale na swojej drodze spotyka wiele osób, które są bardzo zdziwione, że za ich usługi zamierza im zapłacić. Mimo wszystko autor jednak nie chce doprowadzić czytelnika do łez, dlatego sytuację odrysowuje mocno kontrastowo, często posługując się absurdem. Bo przecież lepiej jest się śmiać z absurdów codzienności niż nad nimi płakać, prawda?
“Aby stworzyć nowy świat, należy zdradzić stary… Ergo, bez pomocy zdrajców nie zmieni się świata na lepszy!”
W “Sercu za bezcen” dzięki niewielkim zabiegom stylistycznym autora, mogłam się w fabułę wczuć mocniej niż w tomie pierwszym - nieco mniej wykrzykników, nieco mniejszy nacisk na wątek lekko nadprzyrodzony sprawiły, że powieść wydała mi się dużo bardziej “swojska”. W dobie kryminałów, których mrok i zło przytłaczają, “Serce za bezcen” jest bardzo miłą odmianą - tu, mimo okropności codzienności, postacie potrafią być dla siebie po prostu dobre bez żadnym wymogów czy zobowiązań. Tu mimo biedy, ludzie potrafią się ze sobą dogadać, śmieją się z tego, co mogłoby ich doprowadzić do płaczu. Główny bohater nadal jest nieco naiwny w swoim podejściu do rzeczywistości, ale jest to zwyczajnie urocze, czyste, świeże. A równocześnie mocno kontrastuje z tym, co w państwie się dzieje - ciągle zmiany w prawie, które każą aresztować raz jednych, raz drugich, przez które zwyczajni ludzie dostaje ogromne wyroki za coś, co jeszcze niedawno wcale zabronione nie było. Te tło jest wyraźne, a choć nie ściska za serce aż tak mocno dzięki lekkości narracji, to jednak mimo wszystko gdzieś we wnętrzu przeraża tym mocniej, że przecież po stu latach od tych wydarzeń Kijów znowu nie jest miejscem dla mieszkańców bezpiecznym. Mimo tego ciężaru, postać Samsona mającego serce na dłoni tak mocno rozczula, że nie wiem czy dam radę czekać aż rok na jego dalsze perypetie!
“Czasy stawały się coraz bardziej niespokojne. Na tyle niespokojne, że nawet mówić się o tym nie powinno.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach maratonu czytelniczego #kurkownatalerzu organizowanego we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.




Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 21, 2025

"Karuzela pomyłek" Andrea Camilleri

"Karuzela pomyłek" Andrea Camilleri

Autor: Andrea Camilleri
Tytuł: Karuzela pomyłek
Cykl: komisarz Montalbano, tom 23
Tłumaczenie: Monika Woźniak
Data premiery: 02.07.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 216
Gatunek: powieść kryminalna
 
Komisarz Montalbano na moje czytelnicze półki trafił dość późno - w Polsce wydawany jest od ponad 20 lat, na rynku włoskim już trzydzieści, a ja sięgnęłam po niego po raz pierwszy dopiero rok temu. Nasza znajomość rozwija się powoli - rozpoczęliśmy od opowiadań (recenzjeklik!), a teraz w końcu przyszła pora na powieść! I w ogóle nie przeszkadza mi fakt, że zaczynam od jednego z ostatnich tomów, od dwudziestego trzeciego - dzięki opowiadaniom Montalbana już trochę znam, a styl Camilleriego rozwinięty w powieść przypadł mi do gust jeszcze mocniej niż w krótkich formach!
Camilleri to jeden z tych twórców literackich, o których mówi się przez wieki - komisarz Montalbano to postać ikoniczna, która choć już teraz jest tak nazwana, cały czas podbija serca nowych czytelników. Po raz pierwszym na rynku włoskim pojawił się w 1994 i wydawany był aż do 2020, do tomu dwudziestego ósmego (a raczej 2023, kiedy to ukazał się ostatni zbiór opowiadań), który to na rynku ukazał się już po śmierci autora. Ale mimo że nie ma go już z nami fizycznie, to pozostaje w swoich książkach, w komisarzu Montalbanie, który nie tylko występuje na kartach powieści, ale i w mini-serialu (15 sezonów po 2-4 odcinki!), który dostępny jest na Netflixie.
 
Sycylia, małe miasteczko Vigata. Ten dzień do komisarza Montalbana nie mógł zacząć się gorzej - pobudka o nieludzkiej porze spowodowana bezwzględnością muchy, bójka na plaży, aresztowanie, potencjalny złodziej w domu… Tak, a dopiero w komisariacie zaczyna się dziać! Ktoś porwał i uśpił na kilka godzin siostrzenicę właściciela ulubionej restauracji Montalbana, co, jak się okazuje, nie było pierwszym tak dziwnym porwaniem. Czego chce złoczyńca i czy na pewno to ten sam człowiek? Do tego dochodzi jeszcze podpalenie sklepu i zniknięcie właściciela - czy to mafia? A może po prostu próba wyłudzenia odszkodowania? Ale przede wszystkim - na czym skupić się najpierw i czy na pewno to już koniec niespodzianek na ten jeden, bardzo pechowy dzień?
“- W jakim kierunku idzie pana dochodzenie?
Gdybym to wiedział, pomyślał Montalbano. Na głos powiedział z przekonaniem:
- W różnych kierunkach.”
Książka rozpisana jest na osiemnaście rozdziałów, każdy z nich dzielony jest na kilka mniejszych fragmentów. Co mnie zaciekawiło, to sam podział rozdziałów - bardzo często w tej powieści jeden rozdział się kończy, a drugi zaczyna w środku jednej, tej samej sceny - to naprawdę rzadko spotykany sposób podziału tekstu! Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który oddaje nam całą opowieść z perspektywy Montalbana. Styl powieści jest bardzo przyjemnie południowo-włoski: niespieszny, jest w nim miejsce na przekomarzanki słowne, na kilka głębszych oddechów podczas spacerów plażą, jak i oczywiście na dobre jedzenie! Język jest użyty bardzo umiejętnie - pozornie jest prosty, codzienny, pozornie lekki i przyjemny, choć kiedy trzeba, autor nie waha się też przez użyciem mocniejszego słownictwa – tu słowo wyraża emocje, oddaje to, co czują postacie. Dialogi to spora część powieści i przyznaję, że prowadzone są z humorem i dużym wyczuciem!
“- Tak, panie kwestorze, ale…
- Żadnego “ale”!
- Mogę użyć “lecz” zamiast “ale”?”
Jak sam autor wspomina w posłowiu - większość swoich zagadek kryminalnych opiera na motywach zasłyszanych na jego ojczystej ziemi. W “Karuzeli pomyłek” następuje jednak wyjątek - opowieść jest czystą fikcją, ale w żadnym wypadku nie odbiera jej to realności. Zagadka kryminalna budowana jest w oparciu o totalną niewiadomą - zbrodnia jest, ale jakby jej nie było, punktów wspólnych między ofiarami też niewiele, a sam sprawca okazuje emocje inne niż można by się było spodziewać. Wszystko wydaje się absolutnie przypadkowe, ale jednak musi się łączyć jakoś w całość. To bardzo ciekawy sposób budowania intrygi kryminalnej, napięcia poprzez śledzenie toku dedukcji komisarza. I to właśnie na dedukcji oparte jest rozwiązanie zagadki, które choć szybkie, jest jak najbardziej logiczne, a i potencjalnie możliwe do samodzielnego rozwikłania. Choć czy komuś naprawdę się to uda?
“- Jesteśmy w jakimś labiryncie - stwierdził.
- I musimy się z niego wydostać, nie tracąc ducha, jeśli niektóre drogi zaprowadzą nas do ślepego zaułka - powiedział Montalbano.”
Wspomniałam już o tle zdarzeń - jest czas na wszystko, co w życiu fajne: dobre jedzenie, wsłuchiwanie się z szum morza i ta bliskość bohaterów serii, w której czuć, że mimo nieraz pojawiających się w rozmowach uszczypliwości, wszyscy pałają do siebie sympatią. Jest oczywiście i Sycylia - ta stara, dobra Sycylia, na której o mafii ciągle jeszcze nie zapomniano, więc i jej wpływy trzeba brać pod uwagę w każdym śledztwie. Sycylia, na której kwitnie korupcja, nielegalne budowle porzucane w trakcie wyrastają jak grzyby po deszczu, a brak pieniędzy wcale nie jest przeszkodą do wyjazdu na miesięczne wakacje. Autor bardzo szeroko (choć nadal w tle!), ale i z wyczuciem oddaje to miejsce, sprawiając że sam klimat tej sycylijskości daje czytelnikowi dziwne wytchnienie.
“Nie ulegało wątpliwości, że jest mu przeznaczona błyskotliwa kariera, charakterystyczna dla typów na stanowiskach kierowniczych: błyskawiczna promocja, być może dzięki sprzedania własnej matki najlepszemu kupcowi, zdobycie szczytu, szybkie bankructwo na giełdzie firmy czy też banku, zniknięcie z obiegu, po roku powrót na jeszcze wyższe stanowisko.”
Na pewno w tym czarze jest też spora zasługa świetnych kreacji postaci. Przede wszystkim Montalbano - nadal sprytny, nadal bystry, choć kiedy któraś osoba z kolei zaczyna wypominać mu wiek, komisarz sam zaczyna się zastanawiać, czy jego umysł jest jeszcze tak bystry jak kiedyś. Montalbano działa we współpracy z kilkoma policjantami z komisariatu: jest wyrywający się z własnymi działaniami Fazio, jest kobieciarz Mimi, który dzięki temu szybko uruchamia znajomości, Gallo, który jeździ jak szaleniec i Catare, który słynie z przekręcania włoskiego, w szczególności nazwisk, a równocześnie traktuje komisarza jak bóstwo. Oczywiście nie tylko męskie towarzystwo w tej książce spotykamy, kobiety też mają swoje do powiedzenia, a ich kreacje są bardzo różnorodne - od uwodzicielek bo szare, ale bystre myszki.
“Nie mamy już szacunku do życia, a chcesz, żeby istniał szacunek dla śmierci?”
Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób Camilleri posługuje się słowem - kiedy trzeba padają żarty oparte na języku, są i ciekawe, ale proste uniwersalne spostrzeżenia. W tekście zwyczajnie czuć, że autor lubił pisać i bawić się językiem, że sprawiało mu to sporą frajdę. Na kartach powieści czuć ten sycylijski klimat wolności, niespieszności, ale też wybuchowego charakteru, który sprawia, że tropienie sprawcy wydaje się jeszcze trudniejsze - bo czy namiętność i pasja nie są częstym motywem zbrodni? Sama zagadka prowadzona jest dokładnie tak, jak lubię - niespiesznie, z miejscem na przyjrzenie się po prostu zwyczajnemu człowiekowi i dobrą dedukcję. Dopełnieniem wszystkiego są urocze postacie i naprawdę dobra kuchnia, która odgrywa ważną rolę w życiu Montalbana i która inspiruje mnie samą do nowych kulinarnych testów - z “Karuzeli pomyłek” mam już dwa dania do sprawdzenia! Seria z Montalbanem na pewno zostanie ze mną na dłużej!
“Nie było to kłamstwo trudne do udowodnienia, lecz być może prawda, której nie dało się potwierdzić.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 16, 2025

"Miesiąc z komisarzem Montalbano" Andrea Camilleri

"Miesiąc z komisarzem Montalbano" Andrea Camilleri
Autor: Andrea Camilleri
Tytuł: Miesiąc z komisarzem Montalbano
Cykl: komisarz Montalbano, dodatek (określany jako tom 4,5)
Tłumaczenie: Stanisław Kasprzysiak
Data premiery: 02.07.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 352
Gatunek: opowiadania kryminalne
 
Komisarz Montalbano to jedna z najpopularniejszych współczesnych włoskich postaci literackich, a już bez wątpliwości najpopularniejszy sycylijski detektyw. Po raz pierwszy ożył na kartach powieści “Kształt wody” w 1994 roku (niewiele później również w Polsce) i żył sobie tak przez kolejne niecałe trzydzieści lat, z czego ostatni tom serii i ostatnia antologia opowiadań ukazały się już po śmierci twórcy - Andrei Camilleriego. Seria zatem zatrzymała się na tomie 28, z czego w Polsce jeszcze nie wszystkie zostały wydane - najnowszy tom to tom 23 o tytule “Karuzela pomyłek”, który premierę świętował tego samego dnia, co nowe wydanie zbioru opowiadań “Miesiąc z komisarzem Montalbano”. Camilleri zmarł w 2019 roku, a w tym roku we wrześniu będziemy obchodzić jubileusz setnej rocznicy jego urodzin.
Seria kryminalna z komisarzem Montalbano, poza powieściami liczy kilka dodatków w formie zbiorów opowiadań - “Miesiąc z komisarzem Montalbano” to pierwszy z nich, w oryginalne wydany w 1998 roku, opowiada więc głównie o pierwszych latach Montalbana na stanowisko komisarza posterunku w Vigacie. Książka u nas wydana po raz pierwszy była w 2005 roku, w międzyczasie doczekała się wznowień, a te, które sama miałam okazję czytać i włączyć do mojej kolekcji, jest najnowsze z nich. Zbiór ten liczy 30 opowiadań, po jednym na każdy dzień miesiąca, choć oczywiście to tylko sugestia jak można sobie tę antologię czytać. Sama również dawkując sobie tę przyjemność przeczytałam ją w niecały tydzień.
“Wspomnienia, jak wiadomo, są podobne do łańcucha, jedno ogniwo ciągnie za sobą drugie. Bywa i tak, że pojawiają się po sobie spontanicznie, niechciane i przykre, sprowadzając pamięć z głównej drogi na ciemne, błotniste ścieżki, gdzie w najlepszym razie człowiek będzie musiał wybrudzić sobie buty.”
“Miesiąc z komisarzem Montalbano” kryje w sobie różne oblicza zagadek kryminalnych, jak i samego komisarza. Większość z nich toczy się w czasie, gdy Montalbano żył już w domku przy plaży i prowadził komisariat w Vigacie, jednak zdarzają się też i takie z okresu wcześniejszego - gdy był wicekomendantem, czy jeszcze wcześniej. Zagadki zbrodni, kradzieży, zdrady i czy innych przestępstw przyłapują komisarza w różnych miejscach życia, w różnych rolach - rozwiązuje je zarówno na służbie, jak i podczas prywatnych wyjazdów, w dobrej formie i świetnym humorze, jak i odwrotnie - zły na cały świat lub z 40-stopniową gorączką. Całość charakteryzuje się spokojnym rytmem i świetnym włoskim klimatem, w którym jest czas i na spacer plażą, i na dobrą lekturę, jak i dobre jedzenie.
“- Jezu! Jak pan to robi, że wszystko pan wie?
- Czytam - odpowiedział oschle komisarz.”
Książka składa się z trzydziestu tytułowanych opowiadań liczących od kilku po dwadzieścia kilka stron oraz z notki od autora, w której zdradza, że tylko trzy z nich ukazały się już gdzieś w magazynach, pozostałe 27 po raz pierwszy światło dzienne ujrzały w tej antologii. Wspomina też o inspiracjach do napisania kilku z nich. Narracja tego zbioru jest spójna, zawsze jest to trzecia osoba czasu przeszłego, zawsze z perspektywy Montalbana. Narrator przede wszystkim skupia się na oddaniu tego, co się dzieje, na przytoczeniu rozmów, emocje postaci są raczej na drugim planie, ale oczywiście są obecne. Mam wrażenie, że w zbiorze przeważają dialogi, wiele zbrodni rozwiązanych jest po prostu przez umiejętnie prowadzone rozmowy, ale nie brak i opisów - odwiedzanych miast, miejsc czy historii osób istotnych dla tych krótkich intryg. Styl opowieści jest spokojny, język używany umiejętnie - czasami zaskakuje jakimś mocniejszym słownictwem w dialogach, ale nie robi tego nieustannie i natrętnie, ot, oddaje po prostu nastrój chwili i emocje postaci. Język jednak przede wszystkim jest stonowany, przywodzi na myśl przyjemną klasykę, czasami pojawiają się nawiązania do literatury, czasami jakieś ciekawe porównania. Wszystko to czyta się bardzo gładko, bardzo przyjemnie.
“Między nimi dwoma przyjaźń układała się, układała i jakoś nie mogła się ułożyć.”
Z komisarzem Montalbano sama spotkałam się już kilka razy, choć za każdym razem były to właśnie opowiadania, dodatki do serii, a zatem tak naprawdę wyrywki z życia tej postaci. W tym zbiorze wydaje mi się jednak, że komisarz Montalbano jest bardziej charakterny, bywa bardziej humorzasty, bardziej zrzędliwy niż w pozostałych - nie sprawia to, że przestaję serię i komisarza lubić, a właśnie nadaje mu specyficznego charakteru. Montalbano poprzez taką ilość krótkich opowieści ukazuje nam się tutaj bowiem od wielu różnych stron. Poczynając od jego przeszłości, nawet dzieciństwa, które gdzieś wraca w szybkich wspomnieniach, przez jego prywatne preferencje, po ustalone rytuały i nastroje (np. zła pogoda = zły komisarz). Co ciekawe, Montalbano nawet na służbie nie zawsze sam przestrzega prawa, są rzeczy, na które zdarza mu się przymykać oko - czy to świadczy o jego mądrości życiowej? Czy po prostu o wygodnictwie? To już pozostawiam do samodzielnej oceny, przyznaję jednak, że pod kątem ukazania charakteru komisarza zbiór ten jest spójny, a równocześnie bardzo różnorodny.
“Czy można być gliniarzem z urodzenia, mieć we krwi instynkt łowiecki, jak go nazywa Dashiell Hammet, a jednocześnie przepadać za dobrymi, wyszukanymi książkami? Można. Taki właśnie był komisarz Salvo Montalbano.”
Zagadki kryminalne tego zbioru oparte są o przeróżne zbrodnie, czasami nawet zbrodnia zostaje gdzieś w tle, tak by po prostu oddać coś na kształt humoreski. Bo choć książka to nie komedia kryminalna, to jednak pisana jest z zacięciem humorystycznym, osadza się gdzieś pomiędzy klasyką detektywistyczną o współczesnym cosy crime. Zagadki zatem prowadzone są bardzo różnie, nie sposób ich uogólnić, każda jedna ma jednak jakiś zaskakujący twist. W każdej też historia skupia się przede wszystkim na ludziach zwyczajnych, na bolączkach, które mogą zmienić się w niebezpieczne namiętności, a nawet śmiertelne obsesje.
“- (...) A teraz powiem, że mamy przejazdem nieżywego.
- To niech sobie jedzie dalej.”
W centrum tych historii stoi zatem człowiek, ale również ważne jest samo miejsce akcji. Dla komisarza, a zarazem dla czytelnika, ważna jest bliskość morza, kojący szum fal i stała dostawa dobrych świeżych ryb i owoców morza. Bo choć w tym zbiorze może aż tak mocno nie skupiamy się na jedzeniu, jak w innych, to jednak w oddającym dobrze ten włoski klimat kryminale raczej tematu jedzenia uniknąć się nie da - to przecież bardzo ważny element tej kultury! Sam Montalbano zresztą jest ogromnym smakoszem, jeśli dobrze zje, to od razu jest szczęśliwy. Jak dobrze go pod tym względem rozumiem!
“Triest umiał zamienić daremny pościg w spokojną, pogodną przechadzkę. Komisarzowi sprawił przyjemność wyraźny, mocny zapach Morza Adriatyckiego, tak różny do zapachu morza w jego stronach.”
Choć ze zbiorem opowiadań “Miesiąc z komisarzem Montalbano” nie spędziłam faktycznego miesiąca, a zaledwie kilka dni, to widzę urok w tej propozycji czytania - każde opowiadanie zaraża spokojnym nastrojem, wycisza, więc wydaje się dobrą propozycją na start każdego dnia - jedno opowiadania zawsze przy śniadaniu? Doskonała opcja! Spokojne historie skupione na ironii losu czy na ludzkich problemach, złościach, namiętnościach, w którym nie rozlewa się za wiele krwi, a po prostu patrzy na człowieka, na jego emocje i sposób myślenia, to coś co zaskakująco dobrze wycisza. Przyjemny styl, wzmianki o literaturze, nawiązania do klasyki gatunku, bliskość morza i dobre jedzenie wprawiają nie tylko komisarza, ale i mnie w dobry nastrój. Miło spędziłam z tym tytułem czas i myślę, że wszyscy czytelnicy lubujący się w klimacie klasyki powieści detektywistycznych będą równie zadowoleni. A ja już zaraz w końcu sprawdzę jak wypadają powieści w tej serii!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 09, 2025

"Pogoda pod psem" Mariolina Venezia

"Pogoda pod psem" Mariolina Venezia

Autorka: Mariolina Venezia
Tytuł: Pogoda pod psem
Cykl: Śledztwa Immy Tataranni, tom 2
Tłumaczenie: Maciej A. Brzozowski
Data premiery: 18.06.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 240
Gatunek: powieść kryminalna / komedia
 
Mariolina Venezia to włoska pisarka i scenarzystka tworząca na potrzeby filmu, teatru i telewizji. Urodziła się w Materze, w młodości przeniosła się do Francji, teraz żyje i pracuje w Rzymie. Napisała trzy tomiki poezji i kilka książek, z czego aż cztery tworzą jeden cykl - cykl powieści kryminalnych o materskiej niewielkiej prokuratorce w niebotycznych szpilkach Immie Tataranni. Imma, jeszcze zanim trafiła na rynek polski, doczekała się swojego serialu telewizyjnego, w którym w jej postać wciela się Vanessa Scalera. Aktualnie serial, tak jak jego pierwowzór, liczy cztery sezony. W Polsce Imma dostępna jest jednak tylko w wersji literackiej - w 2024 roku doczekaliśmy się premiery “Kamiennego miasta”, czyli jej tomu pierwszego (recenzja - klik!), w tym roku dołączyła do niego “Pogoda pod psem”.
 
Matera, koniec lutego 2005 roku. Wiceprokuratorka Imma Tataranni jak zawsze jest mocno zagoniona - na głowie ma milion spraw, na biurku piętrzą się stosy dokumentów do przejrzenia i wypełnienia, co chwilę trzeba gnać do sądu. A to przecież ciągle nie wszystko - Imma ma też rodzinę, nastoletnią córkę, która ostatnio chyba przechodzi przez okres buntu… W drodze do szkoły na rozmowę z nauczycielką córki, zaczepia ją jakaś młoda dziewczyna, ładna blondynka - przedstawia się, mówi, że Imma dostała od niej kilka dni temu list, w którym prosiła o spotkanie, ale odpowiedzi na niego nie dostała, więc pojawia się osobiście. Imma i tak ją zbywa, dowiaduje się tylko, że dziewczyna ma jakieś brudy na polityka właśnie startującego w wyborach na burmistrza. Nie jest jednak na tyle przekonująca, by prokuraturka się nią zainteresowała, mimo iż w kolejnych dniach nachodzi ją tak często, że Imma przyzwyczaja się już do jej obecności. Aż pewnego dnia przestaje. A to przyciąga uwagę Immy… gdzie się podziała? Kiedy widzi ją na ulicy, a ta każe jej się odczepić, dziwi się jeszcze bardziej. W końcu dociera do niej informacja o zaginięciu z tej okolicy, Imma wie, że musi chodzić właśnie o jej stalkerkę. Teraz już koniecznie musi się tą sprawą zająć!
“(...) dlaczego ze wszystkich rzeczy, które rozpadły się na kawałki - zdobionych waz, demokratycznych praw, świątyń - jedyną, która pozostała nienaruszona, była ta, bez której każdy rozsądny człowiek chętnie by się obszedł: nieuchronność tragedii.”
Książka rozpisana jest na 54 rozdziały pisane w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Immy, narrator jest wszechwiedzący, oddaje zarówno to, co się dzieje, jak i myśli i spostrzeżenia bohaterki. Styl powieści jest bardzo specyficzny - w mocno ironicznym poczuciu humoru, z zaskakującymi stylistycznie połączeniami, skojarzeniami. Przez tę nieoczywistość połączeń, częste wtrącenia dygresyjne wymaga skupienia, jednak jest mniej chaotyczny niż w “Kamiennym mieście”, łatwiej przy odpowiedniej koncentracji złapać rytm lektury i dobrze się przy niej bawić. Porównując - w “Kamiennym mieście” dopiero pod koniec mi się to udało, a tutaj stało się to już na początku lektury, przez co tak naprawdę doceniłam ją całą i naprawdę dobrze się przy niej bawiłam. Kilka razy zdarzyło mi się śmiać w głos.
“Przygotowała się w rekordowym tempie, wybiegła i wsiadła do autobusu, nie czesząc myśli ani włosów.”
W tym tomie również Imma zdaje się dla czytelnika przystępniejsza. To kobieta gdzieś w okolicy 40-stki, prawdziwy postrach w prokuraturze - nikt jej nie lubi dlatego, że uparcie trzyma się zasad. Jest też bardzo dociekliwa i lubi się wtrącać w śledztwa, tak naprawdę chciała być policjantką, tylko jej niski wzrost to uniemożliwił. Dlatego też jako prokuratorka zachowuje się dość niezwykle - bierze czynny udział w śledztwach, tak naprawdę większą część roboty wykonuje za policję, która w większości ma jej to za złe, jest niewiele funkcjonariuszy, którzy chętnie z nią pracują - do wyjątków należy sierżant Calogiuri, który jednak teraz przeniósł się do Rzymu… co w sumie dobrze się składa, bo i Immę jej śledztwo do Rzymu prowadzi. Mimo tej kolokwialnie mówiąc upierdliwej natury, Imma jako postać literacka wypada naprawdę fajnie - lubi gotować, lubi jeść, choć nieczęsto, to jednak zdarza się jej wpadać do domu na lunch i coś dla rodziny przygotować. Imma choć nie przejmuje się specjalnie swoim wyglądem (no, może poza wzrostem, przecież dlatego nosi tak wysokie szpilki), to serducho ma we właściwym miejscu - szuka sprawiedliwości, nie władzy, więc nie ma dla niej znaczenia czy zbrodnię popełnia zwyczajny obywatel czy ktoś, kto ma wpływy i zasięgi. Ma też dobrą intuicję, przez co nie porzuca spraw, kiedy ewidentnie coś nie gra. W tym tomie Imma zresztą przechodzi coś w stylu lekkiego zauroczenia, ma dziwne sny, co nieco tę postać zmiękcza.
“Imma Tataranni, koncentrat uporu i cellulitu wciśnięty w spódnicę w tygrysie cętki lub bluzkę w zebrę (...).”
Poza nią, w tym tomie ważna jest też ta młoda dziewczyna, Donata. Przedstawia się jako dziennikarka, choć raczej dopiero do tego miana aspiruje. Jest jednak na pewno uparta i odważna. To ona jest tutaj głosem młodego pokolenia Basilicaty, pokolenia, które czuje się do tej ziemi przynależne, które nie chce uciekać, a zrobić coś dobrego tu, na miejscu.
“A jeśli to był Cyceron w spódnicy, jeśli to od tej dziewczyny z prowincji miały zachwiać się fundamenty władzy?”
Na ich drodze jednak stoi kolos - przemysł naftowy. Basilicata bogata jest w złoża ropy, którą wydobywają wielkie międzynarodowe firmy nie patrząc na dobro mieszkańców tych ziem. A co za tym idzie - Basilicata jest zatruwana, rolnictwo upada, woda zanieczyszczana, piękna naturalna przestrzeń niszczona. Przez nieuregulowane prawo, mieszkańcy Basilicaty nic z tego nie mają, firmy robią to za bezcen wzbogacając się tak, że zwyczajnym ludziom nie mieści się to w głowie. Wokół tego problemu kręci się ta opowieść, choć nie jest on na szczęście dominujący - nie skupiamy się na prawie i zależnościach firm-gigantów, a na ludziach, na jednostkach, na ich prywatnych problemach.
“Ludźmi naprawdę niebezpiecznymi, ale tego nikt nie chciał zrozumieć, byli krewni: ojciec, dziadek, brat lub wujek, ale także kuzynka czy szwagierka. Nie wspominając o córce i siostrzeńcu lub bratanku. O żonie i byłym mężu. Wciąż organizowano kampanie przeciwko Rumunom, cyberpedofilom i złodziejom w sklepach z papierosami. A tymczasem największe zagrożenie czekało podczas rodzinnych obiadków.”
I to na człowieku oparta jest intryga kryminalna. Na człowieku i miejscu, bo zarówno Matera, cały region Basilicaty i Rzym grają tu równie ważną rolą, co ludzie. Odwiedzamy różne miejsca, przyglądamy się natężeniu ruchu turystycznego, zachwycamy się małymi, urokliwymi wioskami i przeklinamy dziurawe drogi, które podczas ulewnych deszczy zamieniają się w rwące potoki. Tam pcha nas zagadka kryminalna, trop, którym podążamy w poszukiwaniu odpowiedzi na to, co i kto stoi za tym, co stało się z Donatą. Przyglądamy się jej rodzinie, przyjaciołom, odwiedzamy szeptuchy i aspirujące aktorki. Śledzimy połączenia telefoniczne, paragony i inne detale, które mogą naprowadzić na jakiś ślad. Jaki? Nie wiadomo - może chodzi o aferę polityczną? A może jednak coś bardziej prywatnego? Śledztwo prowadzone jest przyjemnym tempem, jest przecież czas na zwiedzanie, na dobrym humor, dobre jedzenie i prywatność Immy, ale jednak w tym tomie nie tracimy go z oczu, cały czas jest tu, jest osią, dobrym szkieletem powieści.
“Jeżeli jednak zapytasz o drogę, dziewięćdziesiąt procent odpowiada: idź tam, gdzie kiedyś stał młyn, skręć przed starym zbiornikiem, przejdź obok zburzonego kościoła. Wszystkie te budynki nie istniały od dziesiątek lat, a czasami znano je tylko ze słyszenia. Jakby prawdziwe miasteczko nie było tym, które wszyscy mieli przed oczami, ale innym, niewidzialnym, składającym się tylko ze wspomnień.”
Muszę przyznać, że podoba mi się to, jak wiele tematów Mariolina Venezia jest w stanie zmieścić w jednej, niewielkiej książce. Poza całkiem fajną intrygą kryminalną i nieszablonowymi postaciami, które nadają powieści sporo humoru, poznajemy miejsce akcji całkiem nieźle, uczymy się o problemach, z jakimi borykają się mieszkańcy tych ziem. Jest też miejsce na uniwersalne spostrzeżenia, na nieco krytyki prawa włoskiego, jak i po prostu świetny włoski, południowy klimat - zapomniane miasteczka, stare gospodarstwa, wyroby z gliny kontra rolexy, wielkie przyjęcia i luksusowe apartamenty. Wszystko to łączy styl - oryginalny, do którego trzeba się przyzwyczaić i który wymaga od czytelnika uwagi, ale gdy już mu się ją da, to odpłaca się ironią tak dobrą, że można się zwyczajnie pośmiać w głos. Kończąc recenzję tomu pierwszego pisałam o przeczuciu, że kolejna część będzie bardziej w odbiorze przyjazna - z wielką radością mogę teraz bez wątpliwości stwierdzić, że przeczucie mnie nie zawiodło i faktycznie przy “Pogodzie pod psem” bawiłam się naprawdę dobrze. Czy to tendencja zwyżkowa i tom trzeci będzie jeszcze lepszy? Wystarczy, że będzie na poziomie drugiego i mnie to satysfakcjonuje - tak czy inaczej, czekam!
“Wspólne dobro. No jasne, W imię którego popełniono największe zbrodnie ludzkości.”
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!