Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

listopada 23, 2020

"Nieboszczyk sam w domu" Alek Rogoziński

"Nieboszczyk sam w domu" Alek Rogoziński

 

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Nieboszczyk sam w domu
Data premiery: 28.10.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 320
Gatunek: komedia kryminalna
 
Alek Rogoziński to jeden z naszych najpopularniejszych polskich autorów komedii kryminalnych. Na swoim koncie ma już 15 książek, w tę środę premierę będzie miała szesnasta. Autor debiutował w roku 2015, więc jak na 5 lat istnienia na polskim rynku książek, jego dorobek jest naprawdę spory. Dodatkowo jedna z jego ostatnich powieści „Raz, dwa, trzy… giniesz Ty!” doczekała się inscenizacji teatralnej. Na co dzień autor rozbawia swoich fanów na fanpage’u, gdzie w dobrze nam znany, zabawny i zarazem ironiczny sposób komentuje rzeczywistość.
Nieraz już podkreślałam, że Rogoziński to jeden z moich topowych twórców komedii kryminalnych, czytałam wszystkie jego książki - są dla mnie gwarancją poprawy humoru. Nie śmieję się może przy nich do łez (choć i to się zdarzało), ale przez większą część lektury uśmiech nie schodzi z mojej twarzy 😊
 
Historia „Nieboszczyka samego w domu” toczy się w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Na Wigilię do jednej z kamienic w miejscowości Morderczo zjeżdżają się krewni. Do Rozalii przyjeżdża stary, schorowany ojciec, który jest fanem numizmatyki, do starszej pani wnuczka Pola, do swojej matki komisarza Darski z narzeczoną Betty. Maria i Krystian spodziewają się wizyty rodziców, jednak ich plany krzyżuje… trup Świętego Mikołaja pod ich własną choinką! Jak to się stało, że tam umarł?! Kto ukrywa się pod jego strojem? Jak wszedł do mieszkania? I najważniejsze – kto go zabił?! Na szczęście komisarz Darski jest na miejscu, więc zaraz się wszystkim zajmie…
 
Książka składa się z prologu, 11 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje naprzemiennie każdego z bohaterów powieści i przedstawia czytelnikowi ich punkt widzenia. Styl, w jakim napisana jest książka, jak zawsze jest lekki i przyjemny, pełen humoru. Narrator nie szczędzi nam uszczypliwych komentarzy na temat postaci, bogato oddaje ich myśli krążące po głowie. Często też nawiązuje do wydarzeń z naszej rzeczywistości, do tematów, jak i do postaci i wydarzeń ze swoich poprzednich książek. Oczywiście nie będzie to przeszkodą dla zrozumienia fabuły dla czytelników, którzy po raz pierwszy spotykają się z tym autorem, a dla fanów to dodatkowa atrakcja. Humor znajdziemy również w dialogach i sytuacjach, jest też sporo dygresji, głównie w przemyśleniach postaci – z początku wystraszyłam się, że może ich być za dużo, ale po drugim rozdziale wszystko zostało wyważone.
„Zabierz tę misę do kuchni i powiedz Frankowi, że jeśli znowu zepsuje smak ratatouille’a, to przejdzie do historii jako kulinarny van Gogh. Za trzy kwadranse ma tu stać przede mną arcydzieło, po spróbowaniu którego nawet Magdzie Gessler wyprostowałyby się loki z wrażenia. Już! Odmarsz!”
Jak zawsze u Alka bohaterów mamy sporo. Cała akcja toczy się w jednej kamienicy i w jej okolicy, grono podejrzanych jest zamknięte. Żeby czytelnik nie pogubił się z początku kto jest kim, mamy przygotowaną z przodu ściągawkę krótko i zabawnie opisującą każdą z występujących postaci. Oprócz Darskiego i Betty wszyscy bohaterowie pojawiają się po raz pierwszy, każdy jest ciekawy, przyjemnie przedstawiony – choć oczywiście niepozbawiony wad, które najczęściej, jak to w komedii bywa, są lekko wyolbrzymione. Mamy tu np. nawiedzoną artystkę, która na co dzień prowadzi sklep z fajerwerkami, maga – wróżbitę, który, co prawda daru widzenia nie posiada, ale bardzo się stara, i (co jest chyba nowością!) dwójkę nieletnich bohaterów – Pola i Kacper mają po 8 lat, w Morderczym nudzą się niemiłosiernie, przez co ich udział w śledztwie jest tu kluczowy. Nie wiem jak autor podczas pisania (chyba też? W końcu przyznaje się, że jest fanem Chmielewskiej), ale ja, gdy czytałam o ich przygodach, cały czas miałam w głowie Janeczkę i Pawełka, małoletnich bohaterów cyklu komedii kryminalnych Joanny Chmielewskiej, tym bardziej że również tu towarzyszył im pies. To bardzo miłe nawiązanie! Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o postaci, która rozbawiła mnie najmocniej! Okazało się, że Tygrys Złocisty, warszawski gangster znany z kilku wcześniejszych powieści Rogozińskiego, ma brata w Morderczym! Więcej nie powiem, żeby nie psuć niespodzianki tym, którzy znają Tygrysa 😉 Jego brat to równie oryginalna i zabawna postać!
„Darski poczuł się trochę bezradny.
- Co, co? – bardziej jęknął, niż zapytał.
- No, czy ma pan jakieś pytania? – Pola popatrzyła na niego ze zdziwieniem. – Pan chyba nie jest mądry, prawda?
W każdych innych ustach zabrzmiałoby to impertynencko, ale akurat w tym przypadku owa wypowiedź miała wydźwięk jedynie szczerej troski.”
Jeśli chodzi o intrygę kryminalną, to nie jest ona specjalnie skomplikowana, jednak namnożenie postaci i wspomniane już częste dygresje budują wokół niej pełną otoczkę, tak że ciężko wpaść na jej rozwiązanie przed finałem. Który swoją drogą jest bardzo spektakularny! W książce, prócz małego hołdu dla Chmielewskiej, znajdziemy też trochę innych nawiązań – już choćby sam tytuł nasuwa na myśl film, który nieodłącznie kojarzy się ze świętami 😊 Zamknięte grono podejrzanych nawiązuje do klasyki kryminału, jest tu też pewna scena z komedii romantycznych. Ogólnie książka jest na tyle zajmująca, że podczas lektury nawet nie zastanawiałam się nad typowaniem mordercy, a na tyle lekka, że nie trzeba się przy niej wysilać – tylko śmiać i relaksować.
„Kwadrans później zziajany i spocony Darski dokładnie pojął, dlaczego prace domowe, a szczególnie te kuchenne, nazywane są przez płeć piękną ‘robotą na pełny etat’, i doszedł do wniosku, że łapanie bandytów to pikuś w porównaniu ze skoordynowaniem wszystkich czynności dotyczących obiad.”
Ogólnie „Nieboszczyk sam w domu” to naprawdę przyjemna, lekka komedia kryminalna, pełna zabawnych sytuacji, komentarzy i nawiązań do świata rzeczywistego. Mimo wielości bohaterów, każdy z nich jest na tyle charakterystyczny, że po pierwszym zapoznaniu już się ich nie miesza. Fabuła zahacza o wiele ciekawych tematów, intryga jest w miarę prosta i nieskomplikowana, acz i tak moim zdaniem trudna do odgadnięcia. Fajnym dodatkiem było wprowadzenie postaci dziecięcych i brata Tygrysa, oczywiście też pojawienie się na miejscu Darskiego, co prawda nikogo nie dziwi, ale czytelnik może też ujrzeć go trochę w innym świetle niż dotychczas. Podsumowując jestem z lektury zadowolona, dostałam to czego się spodziewałam – dobrą, lekko ironiczną rozrywkę na dwa – trzy wieczory. „Nieboszczyk sam w domu” to na pewno ciekawa i inna od większości dostępnych na rynku historia świąteczna! 😊
 
Moja ocena: 7/10
 
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

stycznia 06, 2020

"Morderstwo na święta" Francis Duncan

"Morderstwo na święta" Francis Duncan

Autor: Francis Duncan
Tytuł: Morderstwo na święta
Cykl: Mordecai Tremaine, tom 2
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Data premiery: 26.11.2018
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 312

Z książką „Morderstwo na święta” wiąże się całkiem ciekawa historia, którą dokładniej opisałam już w maju 2019, przy premierze pierwszego tomu cyklu o detektywie Mordecai Tremaine pt. „Morderstwo ma motyw” – klik! Tutaj przypomnę tyle, iż książka pierwotnie ukazała się w 1949, a w 2015 została odkryta na nowo, jednak poszukiwania jej prawdziwego autora sprawiły wydawcom nie lada wyzwanie. Autor cyklu o Tremaine żył do 1988 roku, jednak pisał tylko do lat 50. Na swoim koncie ma ponad 20 tytułów, z czego w Wielkiej Brytanii wznowionych zostało jak na razie tylko 5. Mam nadzieję, że ta liczba szybko się powiększy oraz, że polski wydawca szybko przetłumaczy pozostałe 3 dostępne na ten moment tytuły. Mnie ten cykl oczarował już przy pierwszym tytule, teraz, podczas lektury drugiego, moja miłość się tylko utrwaliła 😊

Akcja „Morderstwa na święta” toczy się w starym szlacheckim dworku na odległej angielskiej prowincji. Właściciel, Benedict Grame niedawno odkupił posiadłość od prawowitego właściciela, który nie był w stanie odrestaurować posiadłości. Grame, starszy pan ze sporym majątkiem, nie miał z tym problemu i teraz zaprosił do swojej posiadłości kilku gości, by razem spędzić święta Bożego Narodzenia w ‘starym’ stylu. Jest duża choinka, gospodarz dba o aktywności dla gości, a sam w noc Wigilii przebiera się za świętego Mikołaja i rozwiesza na choince prezenty. Brzmi baśniowo, prawda? Jednak mieszkańcy dworku tak się nie czują. Sekretarz Grame’a Blaise jest przekonany, że Grame’owi grozi jakieś niebezpieczeństwo. Tak samo dziwny niepokój odczuwa mieszkanka dworku, wychowanka przyjaciela, piękna i młoda Denys Arden. Z tego powodu zaproszenie na święta dostaje Mordecai Tremaine. Blaise w tajemnicy prosi go o rozwiązania zagadki, zanim będzie za późno... Czy Mordecai zdąży zanim morderca wprowadzi w życie swój plan? Kto jest zagrożony, a kto grożącym?

Kompozycyjnie książka składa się z prologu i 18 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest czarujący. Spokojny, klimatyczny, starodawny. Pierwsze kilka stron z tego powodu może czytać się trochę dziwnie, jednak szybko te wrażenie znika i czytelnik może się delektować cudowną atmosferą starego klasycznego brytyjskiego kryminału.

Akcja powieści toczy się w czasie świąt, więc i atmosfera jest bardzo świąteczna. Za oknami śnieg, w środku, w dużym reprezentacyjnym pokoju stoi ogromna choinka, a bohaterowie nastawieni są na świętowanie. Ta atmosfera oddana jest tak szczegółowo, że czytając czułam się jakbym tam była. Właściciel lubi przepych, lubi świętować hucznie i chce święta w, jak narrator to określa, ‘dickensowskim’ stylu.

Gości, a zarazem bohaterów mamy trzynastu. Główną postacią jest oczywiście detektyw amator Mordecai Tremaine. To starszy pan na emeryturze, który przez cały życie fascynował się kryminologią, a teraz w końcu może ze swojej wiedzy zrobić użytek. Jego nazwisko jest już trochę znane, w wakacje rozwiązał jedną sprawę morderstwa (z pierwszego tomu), o czym pisały gazety. To dobry, uczuciowy, wierzący w miłość i dobroć człowiek, który, mimo że sam nie założył rodziny, uważa, że największy dar, to miłość pomiędzy dwojgiem ludzi. Mordecai jest też wyśmienitym obserwatorem, dostrzega małe niuanse w zachowaniu innych, które dla pozostałych są niewidoczne. Jest mistrzem dedukcji, a ze swojej wiedzy potrafi zrobić pożytek.
Poza detektywem, świętować razem z Grame’m ma małżeństwo w średnim wieku, które na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia. Dwie piękne kobiety, o urodzie skrajnie odmiennej. Najbliższy przyjaciel Benedicta, a zarazem opiekun Denys. Jest też wspomniany już sekretarz, siostra Grame’a oraz pewien naukowiec, który ewidentnie świąt nie lubi. Znany polityk oraz samotny mężczyzna, który jak się szybko okazuje, również jest na utrzymaniu Grame’a. Do towarzystwa dołącza też młody człowiek, który w Danys jest szaleńczo zakochany. Wszyscy wymienieni są obecni w kluczową noc dla dalszych wydarzeń powieści, przez co z zagadka nosi znamiona tak zwanego ‘zamkniętego pokoju’.

Akcja powieści jest poprowadzona spokojnie ale ciekawie. Autor dokładnie wie, jak przyciągnąć uwagę czytelnika i utrzymać delikatne, przyjemne napięcie przez całą lekturę. Zakończenie jest mocno zaskakujące, sama nigdy bym na takie rozwiązanie nie wpadła.

Ogólnie jestem lekturą oczarowana. Świetny, dawny styl (ukłony dla tłumacza!), uroczy starszy detektyw i ciekawa, wciągająca zagadka gwarantują przyjemne kilka godzin lektury. Przyznam się, że podczas czytania było mi tak miło i przyjemnie, że cały czas się uśmiechałam 😊 Duncan zdecydowanie trafia na listę moich ulubionych autorów, a Tremaine bohaterów. Uwielbiam tego starszego pana! Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na kolejną część!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

stycznia 04, 2020

Likier piernikowy

Likier piernikowy

Co może być lepsze niż własnoręcznie przygotowane prezenty? Likier piernikowy to idealna propozycja dla dorosłych! A i po świętach dobrze się ugościć takim smakołykiem :) Kremowy, gęsty i po prostu przepyszny! Świetny zamiennik ciasteczka do kawy ;)

Składniki (na 700ml):
  • 200ml złotego rumu
  • 2 duże łyżki nutelli
  • 400ml śmietanki 36%
  • 2/5 szklanki cukru pudru
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika (u mnie firma prymat)


Przygotowanie:
Przygotowujemy mikser i miskę. Do miski wkładamy nutellę i stopniowo dolewamy rum mieszając mikserem na niskich obrotach tak by nie było grudek. Dolewamy śmietankę, mieszamy. Dodajemy cukier puder i przyprawę i mieszamy ponownie. Przelewamy do butelki i gotowe!

Likier przechowujemy w lodówce, przed podaniem wstrząsnąć.

Źródło przepisu: kurkanielotka.pl

stycznia 02, 2020

"Cicha noc. Świąteczne opowiadania kryminalne" wydanie zbiorowe

"Cicha noc. Świąteczne opowiadania kryminalne" wydanie zbiorowe

Autor: wydanie zbiorowe, 15 klasycznych brytyjskich autorów kryminałów
Tytuł: Cicha noc. Świąteczne opowiadania kryminalne
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń, Jerzy Łoziński
Data premiery: 26.11.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 328

„Cicha noc” to zbiór 15 opowiadań z gatunku brytyjskiego klasycznego kryminału. Znajdziemy tu znanych autorów tj. Doyle i Chesterton oraz kilka nazwisk, które już dawno zostały zapomniane. Opowiadania oryginalnie ukazywały się najczęściej w czasopismach pod koniec XIX i na początku XX wieku, ale niektóre z nich dopiero teraz pierwszy raz ukazały się w wydaniu książkowym. Zbiór ten złożył Martin Edwards, znany angielski badacz literatury klasyki kryminału. Każde z tych opowiadań toczy się w okolicy Świąt Bożego Narodzenia, w niektórych czas nie odgrywa większej roli, a w innych wręcz przeciwnie....

Jak wspomniałam, zbiór składa się z 15 opowiadań. Każde z nich poprzedzone jest krótką notką o autorze oraz o samym utworze. Muszę od razu przyznać, że zabrakło mi tutaj ogólnego wstępu – szkoda, że Edwards się o niego nie pokusił, byłoby to świetne połączenie utworów w jedną całość.
Opowiadania są różnej długości, każde ma swój własny styl i klimat. Oczywiście jak zawsze w takich zbiorach jedne opowiadania są lepsze, innego gorsze. Koniecznie trzeba też zaznaczyć, że wszystkie te historie pochodzą z końca XIX i pierwszej połowie XX wieku – po niektórych widać upływ czasu, w jednym opowiadaniu styl był dosyć przestarzały, ale w większości książkę czyta się bardzo przyjemnie. Myślę, że tłumacze Tomasz Bieroń i Jerzy Łoziński zrobili kawał dobrej roboty. Od razu też zaznaczę – nie zrażajcie się początkiem, po trzech średnich opowiadaniach, dostajemy kilka dużo lepszych.

Jako że jest to antologia klasycznych opowiadań kryminalnych to fani rozlewu krwi i wypływających wnętrzności, pościgów i akcji nie mają tutaj na co liczyć. Historie są spokojne, zgrabne, są morderstwa, ale największy nacisk kładzie się na dedukcję i zmysł obserwacji.
Takim zmysłem obserwacji na pewno może poszczycić się Holmes, chyba najbardziej znany detektyw na świecie, a zarazem główny bohater opowiadania A. C. Doyle’a pt. „Niebieski karbunkuł”, które otwiera antologię. Zagadka jest ciekawa, chociaż niestety muszę przyznać, że jakoś szczególnie mnie nie porwała. Jak wspomniałam kolejne dwa opowiadania też nie – „Salonowe sztuczki” R. Plummera w aktualnych czasach są już raczej ciut za naiwne, a „Szczęśliwe rozwiązanie” R. Allen będzie w pełni zrozumiałe tylko dla fanów szachów. Dalej jest już lepiej. „Latające gwiazdy” G.K. Chestertona opierają się na zagadce zamkniętego pokoju i są naprawdę wciągające i mocno klimatyczne. „Farsz” E. Wallace to historia o złodzieju, całkiem ciekawa, choć żałuję, że taka krótka. „Nieznany morderca” H. C. Bailey to jedno z najlepszych opowiadań zbioru. To historia trzech morderstw, które rozwiązuje Reginald Fortune, lekarz, chirurg, patolog i doradca do spraw przestępczości. Znajdziemy tu wszystko co w klasyce kryminału najlepsze – klimat, spokój, dużo obserwacji i dedukcji, świetną, intrygującą zagadkę, której nie sposób samodzielne rozwiązać. „Czujny skarbnik” J. J. Farjeon to kolejna dobra historia dotycząca kradzieży, podobnie jak i „Perłowy naszyjnik” D. L. Sayers, który znowu opiera się na motywie zamkniętego pokoju. „Nieoczekiwany zwrot w sprawie” M. Allingham to całkiem ciekawa historia tocząca się w starym klimatyczny dworku, w którym urządzane jest świąteczne przyjęcie. Postać detektywa tutaj jest bardzo intrygująca. Kolejne opowiadanie pt. „Figury woskowe” E. L. White to kolejne z tych najlepszych z całego zbioru. Jak sam tytuł wskazuje toczy się w muzeum figur woskowych w wigilijną noc. Dziennikarka porywa się na artykuł, który ma wytłumaczyć trzy śmierci, które wydarzyły się niedawno w tym miejscu... Świetna narracja, napięcie i dobra puenta to coś, co zadowoli każdego fana kryminału. „Herbata z mlekiem” M. Bowen jest ciekawa, chociaż chyba trochę przekombinowana, „Chińskie jabłko” J. Shearing byłoby świetne, gdyby nie styl pisarki, przez co całość czytało się po prostu ciężko. „Śnieżna zagadka” N. Blake z kolei może przywodzić na myśl „Morderstwo w Orient Expressie” A. Christie – tu też dochodzi do morderstwa, a podejrzani to osoby podróżujące w jednym przedziale pociągu. Niestety ta historia nie porywa tak jak powieści Christie. „Imię na szybie” E. Crispin nosi znamiona dobrej historii kryminalnej, ale jakoś nie wzbudziło we mnie emocji, chociaż ciężko mi powiedzieć dlaczego. Za to ostatnie opowiadanie „Świąteczny prezent” L. Bruce jest czwartym z najlepszych. Tu znowu historia toczy się podczas przyjęcia świątecznego, a całość oparta jest na zasadzie Homlesa i Watsona – tu mamy sierżanta Beefa i jego ‘kronikarza’ a zarazem narratora historii Lionela Townsend, a całość dotyczy listów z pogróżkami. Główny bohater jest rewelacyjny, aż chciałoby się poczytać więcej historii z nim w roli głównej!

Podsumowując, zbiór 15 opowiadań na pewno nie jest równy. Opowiadania są lepsze i gorsze, ale myślę, że taki urok takich zbiorów. Niemniej jednak ja znalazłam tutaj cztery perełki, a większość historii była zadowalająca i przyjemna w odbiorze. Myślę, że to dobra książka na świąteczny czas – łatwiej w święta przeczytać jedno opowiadanie niż jeden cały kryminał.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

grudnia 23, 2019

Lebkuchen - niemieckie pierniczki

Lebkuchen - niemieckie pierniczki

Lebkuchen to pyszne, niemieckie pierniczki, miękkie i wilgotne w środku, z nutką cytrusową. Można je jeść praktycznie od razu po upieczeniu, jednak najlepsze są po kilku dniach. Ja robię je co roku! Są przepyszne!

Składniki (na ok. 30 sztuk):
  • 250g mąki pszennej
  • 85g zmielonych migdałów (kupuję płatki i samodzielnie mielę)
  • 3 łyżeczki przyprawy do piernika (używam z firmy prymat)
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 200g jasnego miodu (u mnie wielokwiatowy)
  • 85g masła
  • skórka z 2 cytryn
  • cukier puder do polewy


Przygotowanie:
Masło i miód rozpuszczamy w garnuszku, odstawiamy do lekkiego przestygnięcia. W tym czasie ścieramy skórkę z cytryny (cytrynę koniecznie trzeba najpierw wyparzyć!), a do miski wrzucamy wszystkie suche składniki. Mieszamy, dodajemy zawartość garnuszka i skórkę cytrynową i miksujemy do połączenia składników. Miskę wkładamy na chwilę do lodówki, by masa się wystudziła.
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni C. Masę wyciągamy z lodówki, łyżeczką odmierzamy ciasto wielkości orzecha włoskiego. Ciasto jest dosyć klejące, więc najlepiej mieć pod ręką miseczkę z wodą i delikatnie zwilżać dłonie. Każdą kulkę ciasta kładziemy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i lekko spłaszczamy. Ciasteczka dosyć rosną podczas pieczenia, więc należy je układać w sporych odstępach. Blachę wkładamy do pieca na 8-9 minut, odstawiamy do przestygnięcia.

Cukier puder rozcieramy z niewielką ilością wody, tak by lukier był lejący się. Zanurzamy pierniczki stroną wypukłą i odkładamy na blaszkę do przeschnięcia. 

Przechowujemy w szczelnym pojemniku do około miesiąca.


Źródło przepisu: mojewypieki.com, przepis lekko zmodyfikowany

grudnia 22, 2019

Pierniczki dekorowane

Pierniczki dekorowane

Z tego przepisu piekę pierniczki od dobrych kilku lat. To tak zwane "szybkie" pierniczki, które można jest w sumie od razu po upieczeniu. Ja piekę je zawsze tak około tydzień przed świętami i później na spokojnie dekoruję. A jest co, bo dla siebie robię zawsze z potrójnej porcji! Mogę nimi obdarowywać bliskich i zostawić też coś do własnej puszki :) To zdecydowany 'must have' na każdy świąteczny stół!

Składniki (na ok. 55 pierniczków):
  • 300g mąki pszennej tortowej
  • 100g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 130g cukru pudru
  • 1 łyżka przyprawy do piernika (u mnie z firmy prymat)
  • 1 łyżka kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 100g masła 
  • 100g jasnego, płynnego miodu (u mnie wielokwiatowy)
  • 2 jajka


Przygotowanie:
Masło rozpuszczamy. W misce mieszamy wszystkie suche składniki, dodajemy miód, masło, jajka, całość zagniatamy. Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni C. Ciasto rozwałkowujemy na blacie podsypanym mąką na ok. 2-3mm, wykrawamy foremką dowolne kształty. Przenosimy pierniczki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i każdą blachę pieczemy ok. 6-7 minut. Zostawimy do ostudzenia.


Źródło przepisu: mojewypieki.com, przepis lekko zmodyfikowany



Dekorowanie:
  • cukier puder
  • pisaki cukrowe
  • pisaki jadalne
  • kilka łyżek wody
  • 1-2 białka
  • pędzelek o włoskowym włosiu (nie silikonowy!)
  • barwniki spożywcze (najlepiej żelowe)
  • tylka z malutkim oczkiem i rękaw cukierniczy (najlepiej kilka jednorazowych)

By udekorować pierniczki tak jak na zdjęciu potrzebujemy dwóch dni. Pierwszego dnia z białka, kapki wody i cukru pudru mikserem na małych obrotach przygotowujemy średnio gęsty lukier - tak by trzymał się na pierniczku, ale by łatwo go można rozprowadzić na jego powierzchni. Robimy podkład czyli choinki malujemy na zielono, bałwanki, laski, czapeczki w połowie, śnieżynki na biało. Zostawiamy na dzień do wyschnięcia.
Na drugi dzień przygotowujemy minimalnie gęściejszy lukier i dokańczamy na czerwono czapeczki. Później lukier jeszcze trochę zagęszczamy cukrem pudrem, by miał konsystencję pisaków cukrowych. Lukier rozkładamy na kilka miseczek i dodajemy potrzebne barwniki. Rękawem cukierniczym z cienką tylką dekorujemy gwiazdę na choince, śnieżynki i na biało ludziki. Bałwanki i laski kolorowałam pisakami jadalnymi, a ludziki, choinki, reniferki cukrowymi. Pamiętajcie by przed użyciem pisaków cukrowych je rozgrzać - ja przeważnie wkładam je do szklanki, zalewam gorącą wodą i zostawiam na kilka minut. 
Pierniki zostawić na noc by przeschły.
Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku do około miesiąca.


grudnia 19, 2019

serduszka z Bazylei

serduszka z Bazylei

Serduszka z Bazylei to kolejne słodkości, po pierniku staropolskim i pierniczkach alpejskich, bez których nie wyobrażam sobie świąt Bożego Narodzenia. W smaku przypominają coś pomiędzy makaronikami a brownie, chrupiące na zewnątrz, lekko ciągnące w środku. Dodatkowym ich atutem jest to, że są bezglutenowe. 
Najlepiej przygotować je już na początku grudnia, bo tak jak tradycyjne pierniki, tak te ciasteczka potrzebują czasu by zmięknąć.

Składniki (ok. 32 ciasteczek):
  • 100g gorzkiej czekolady
  • 250g zmielonych migdałów (ja kupuję w płatkach i samodzielnie mielę w malakserze)
  • 250g cukru pudru
  • 1 łyżka kakao
  • 1/3 łyżeczki cynamonu
  • szczypta mielonych goździków (kupuję całe i rozgniatam w moździerzu)
  • 2 białka
  • szczypta soli 
  • opcjonalnie 1 łyżka rumu
  • drobny cukier do obtoczenia boków
  • 1 biało to posmarowania

Przygotowanie:
Gorzką czekoladę roztapiamy w mikrofalówce. Do miski wsypujemy migdały, cukier puder, kakao, cynamon i goździki. Mieszamy do połączenie składników.
W osobnej misce ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodajemy ją do składników suchych, mieszamy (można delikatnie mikserem). Dodajemy czekoladę i jeśli używamy, rum, jeszcze raz mieszamy do połączenia składników. Ciasto owijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na około 1 godzinę.
Po tym czasie delikatnie podsypując blat cukrem pudrem rozwałkowujemy ciasto na grubość ok. 0,5cm. Wykrawamy foremką serduszka, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Dokładamy na ok. 12h do przeschnięcia (ja zostawiam nawet na dłużej, około jedną dobę).
Po tym czasie piekarnik nagrzewamy do 190 stopni C. Serduszka smarujemy lekko roztrzepanym białkiem za pomocą pędzelka. Wkładamy do pieca na ok. 7-8min. Wyciągamy, studzimy. Boki serduszek zamaczamy w pozostałym białku i obtaczamy w drobnym cukrze. Zostawiamy do zastygnięcia.
Serduszka wkładamy do szczelnego pojemnika, zastawiamy do zmięknięcia (ok. tydzień - dwa). Przechowujemy do 2 miesięcy.


Źródło przepisu: mojewypieki.com, przepis lekko zmodyfikowany

listopada 23, 2019

Piernik staropolski i pierniczki alpejskie

Piernik staropolski i pierniczki alpejskie

Od kilku lat na Święta zawsze ten piernik ma swoje miejsce w moim menu – to zdecydowanie najsmaczniejszy piernik jaki w życiu jadłam! Jego wykonanie jest ekspresowe, jedyne czego ten piernik potrzebuje dużo to czas. To piernik staropolski, dojrzewający, który najlepiej zagnieść już w połowie listopada, choć nic się nie stanie jeśli zrobi się to też pod koniec miesiąca Oczywiście im dłużej poleży tym będzie smaczniejszy, więc nadchodzący tydzień to już tak naprawdę ostatni moment, by się za niego zabrać.

Z tego przepisu otrzymuję dwa podłużne pierniki przełożone powidłami i oblane czekoladą o wymiarach 27x12cm każdy oraz sporą ilość pierniczków alpejskich (nadziewanych marmoladą serduszek pokrytych czekoladą) – idealne, by obdarować nimi najbliższych!

Składniki na ciasto:
  • 500g jasnego miodu
  • 250g masła
  • 1 1/2 szklanki cukru
  • 1kg mąki tortowej
  • 3 jajka
  • 3 łyżeczki sody
  • 125ml mleka
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 80g przyprawy korzennej do piernika (u mnie prymat 4xopakowanie 20g)


Przygotowanie:
W garnuszku podgrzewany miód, masło i cukier, doprowadzamy do wrzenia, gotujemy tak długo by cukier się rozpuścił (ok. 10min). Garnuszek odstawiamy na około godzinę, by trochę przestygł.
Po tym czasie do miski wsypujemy mąkę, sól, przyprawę korzenną, sodę rozpuszczamy w mleku i dolewamy do miski. Wbijamy 3 jajka i wlewamy naszą miodowo-maślaną masę. Całość zagniatamy (najwygodniej po prostu dłońmi) tak by składniki dobrze się połączyły. Całość przekładamy do emaliowanego garnka (ew. szklane naczynie), przykrywamy lnianą ściereczką (ja jeszcze dodatkowo zabezpieczam ją gumką) i wkładamy do lodówki na 6-4 tygodnie.



Składniki do piernika:
  • ok. 900g ulubionych powideł ( u mnie 3 słoiki po 290g powideł śliwkowych)
  • 3 gorzkie czekolady (każda po 100g)
  • 3 łyżki masła
  • orzechy włoskie posiekane do posypania (ok. 50g)

Składniki na pierniczki alpejskie:
  • opakowanie ulubionej twardej marmolady (u mnie wieloowocowa z truskawką)
  • 7 gorzkich czekolad (po 100g każda)
  • 7 łyżek oleju roślinnego


Na około tydzień przed świętami ciasto wyciągamy z lodówki i dzielimy na dwie części. Z pierwszej przygotowujemy piernik:

Ciasto (tą jedną połówkę) dzieli na 3 części. Każdą z nich rozwałkowujemy na blachę o wymiarach 24x27cm wyłożoną papierem do pieczenia. Ja najczęściej rozwałkowuję ciasto mniej więcej na wymaganą wielkość, resztę poprawiam już ręką. Piec nagrzewamy do 170 stopni C z termoobiegiem, każdy placek pieczemy ok. 10 minut. Placki zostawiamy do przestygnięcia.
Na drugi dzień piernik przekładamy. Potrzebujemy do tego ok. 900g ulubionych powideł. Powidła podgrzewamy w garnuszku, dzielimy na 2 części i przekładamy nimi blaty piernika. Całość zostawiamy w formie, na piernik rozciągamy papier do pieczenia i obciążamy górę np. drewnianą deską, bo całość ładnie się skleiła i skruszała.
Na dzień - dwa przed świętami piernik kroimy na pół wzdłuż dłuższego boku, tak by powstały z niego dwa pierniki o wymiarach 12x27. Czekoladę rozpuszczamy w mikrofalówce, dodajemy około 1 łyżkę masła na 100g czekolady, mieszamy. Taką masą smarujemy piernik górę i boki, z góry posypujemy posiekanymi orzechami włoskimi. Odkładamy w chłodne miejsce do zastygnięcia. Teraz piernik jest gotowy do spożycia :)
Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku, do około miesiąca.

Pierniczki alpejskie
Drugą część ciasta na piernik rozwałkowujemy na około 2-3mm grubości, wycinamy foremką kółka. Na jedno z dwóch kółek kładziemy ok. 0,5 łyżeczki twardej ulubionej marmolady, przykrywamy drugim kółkiem. Wykrawamy z kółek serduszką foremką, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pamiętajmy by zachować odstęp, serduszka ładnie rosną. Wkładamy do pieca nagrzanego do 170 stopni C na ok. 8 minut. Z tej ilości ciasta powinno wyjść ok. 4-5 pełnych blach.
Upieczone serduszka zostawiamy do wystygnięcia.
Czekoladę rozpuszczamy w mikrofalówce, na każde 100g dodajemy jedną dużą łyżkę oleju roślinnego. Najlepiej zrobić to w niedużej misce, takiej jak na płatki. W tej masie zanurzamy każde serduszko, ja robię to przy użyciu dwóch deserowych widelczyków. Odkładamy na papier do pieczenia do zastygnięcia.
Pierniki przechowujemy w chłodnym pomieszczeniu, w zamkniętym pojemniku do około miesiąca.

Smacznego i Wesołych Świąt!



Źródło przepisu: mojewypieki.com